Dodaj do ulubionych

o jeździe konnej...

30.09.25, 21:43
Pierwszy był Goethe:
    Wer reitet so spät durch Nacht und Wind?
    Es ist der Vater mit seinem Kind;
    Er hat den Knaben wohn in dem Arm,
    Er faβt ihn sicher, er hält ihn warm.

Ale na końcu wiersza dziecko umiera...

Potem Puszkin:
    Кто при звездах и при луне
    Так поздно едет на коне?
    Чей это конь неутомимый
    Бежит в степи необозримой?

Ale potem są komplikacje polityczne i bitwa, w której umiera wielu...

A tymczasem nasz Słowacki:
    Komu ty jedziesz? Jadę księżycowi
    Aby się w konia przeglądał kopytach,
    Wonnemu jadę na stepach kwiatowi,
    Dziewannom które w złotych stoją kitach

i nikt nie umiera, i ciągle jest pięknie...

Czy te trzy wiersze są z tego samego natchnienia?
Inaczej: czy Puszkin i Słowacki znali ,,Króla Elfów'' Goethego i specjalnie mu wtórowali?
Czy to są utwory całkiem niezależne?

- Stefan
Obserwuj wątek
    • arana Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 07:54
      stefan4 napisał:

      > Pierwszy był Goethe...

      Etam, pierwszy był Benio Chmielowski, twórca natchnionego porzekadła „Koń, jaki jest, każdy widzi.” Dziś powiedzielibyśmy - Samochód, jaki jest…

      Dołącz więc do wspomnianej przez się poetyckiej braci i machnij coś o samochodzie, wyrażając swoje czasy i… konie pod maską. smile
      • stefan4 Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 08:43
        arana:
        > Dołącz więc do wspomnianej przez się poetyckiej braci i machnij coś o samochodzie

        OK, mogę machnąć, ale przecież nie o blachosmrodzie, tej zakale naszych czasów... Może tak:

            Kiedy łabędzi puch parzy mi stopy,
            gdy mam już dosyć wina, kobiet, śpiewu,
            próbuję zmusić rower do galopu,
            żeby mu w pędzie wiatr grzywę rozwiewał.

        - Stefan
        • arana Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 09:14
          stefan4 napisał:

          >     Kiedy łabędzi puch parzy mi stopy,
          >     gdy mam już dosyć wina, kobiet, śpiewu,
          >     próbuję zmusić rower do galopu,
          >     żeby mu w pędzie wiatr grzywę rozwiewał.


          Komu Ty jedziesz?...
          • stefan4 Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 09:31
            arana:
            > Komu Ty jedziesz?...

            Nieważne komu, ważne jak. Jeśli nie przekonuje Cię galop na rowerze, to mam dla Ciebie inną propozycję:


                Brak mi środków na kosztowny auta zakup,
                nogi słabe, więc i pieszo iść nie mogę...
                Więc pojadę w Wielką Podróż na ślimaku,
                na ślimaku dziś wyruszę w Mleczną Drogę.

                Muszę przyznać, że mnie czasem prędkość kusi,
                ale przez nią ludzie łamią nogi, ręce.
                Na ślimaku —
                        jeśli rano zachcę siusiu,
                to na wieczór wyląduję już w łazience.


            - Stefan
            • arana Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 09:42
              stefan4 napisał:

              >             jeśli rano zachcę siusiu,
              >     to na wieczór wyląduję już w łazience.


              Ale po ostatnim locie Sławosza wszyscy już wiedzą, że nie łazienka, tylko siusiu uzdatniane. smile

    • kornel-1 Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 11:18
      Słowacki, pisząc Beniowskiego (1840), mógł znać Króla Elfów, skoro Mickiewicz przetłumaczył utwór Goethego w 1828 roku. Ale obstawiałbym raczej, że Słowacki pisząc o stepie, Kozakach i pięknych dziewczynach, (co najwyżej) inspirował się Połtawą (1828), która zawiera sporo podobnych scen.

      Czy Puszkin zerżnął z Goethego? Nie sądzę. Opisywał lokalną historię, wplatając losy Koczubeja, od którego ów puszkinowski jeździec pomykał z arcyważną czapką wink. Obraz z koniem musiał się pojawić, gdyż sprawa ukrytego w czapce donosu na Mazepę (z którym Koczubej miał na pieńku) była powszechnie znana.

      Koń i jeździec w tamtych wiekach były pospolitością i oczywistością w świadomości ludzkiej. To dziś jeźdźcom na rumakach dodaje się symboliki i znaczenia.

      Motyw jeźdźca nocą pojawia się często w poezji i dramatach europejskich w okresach poprzedzających romantyzm i na początku XIX wieku.
      Przykładowo w Pieśni Trzeciej i Czwartej The Lay of the Last Minstrel (1805) Scotta pojawia się obraz rycerza (William of Deloraine), który o północy dosiada konia i samotnie jedzie przez pograniczne pustkowia, by wykonać misję.
      „Unchallenged, thence pass'd Deloraine,
      To ancient Riddel's fair domain,
      Where Aill, from mountains freed,
      Down from the lakes did raving come;
      Each wave was crested with tawny foam,
      Like the mane of a chestnut steed.
      In midnight darkness, storm, and shade,
      He wended on his lonely way…”

      To scena o nastroju bardzo zbliżonym do Bürgera i Goethego, a utwór Scotta, jak wiadomo, silnie wpłynął na romantyków w całej Europie, również w Polsce (Fragmenty poematu Scotta ukazywały się po polsku już w latach 1820–1830 w czasopismach, głównie dzięki tłumaczeniom w „Pamiętniku Warszawskim” i „Dzienniku Warszawskim).
      Wspomniany Bürger tak pisał w Lenore (1773)
      „A hejże! hejże! hop, hop, hop!
      Tak gnał i gnał koń w dziki trop,
      Psy szczekać poczęły po siołach,
      Migocą trupy w mogiłowych dołach.”
      (W przekładzie Dmochowskiego (1796, w „Zabawkach wierszem”).

      Słowacki i Puszkin mogli również znać inny utwór Goethego Willkommen und Abschied (druk 1775), jeśli kumali coś po niemiecku. Pierwsze polskie tłumaczenie Kasprowicza było dopiero ok. 1902, w tomie „Obrazy przyrody i życia”):
      „Zabiło serce – skok na konia!
      Nim pomyślałem – jużem był w drodze;
      Wieczór spowił ziemię zasłoną,
      A noc zawisła już na wzgórzach.”

      Nie sądzę, by romantyczni poeci musieli posiłkować się motywami czerpanymi od innych romantyków lub protoplastów. Koń był "pod ręką", był codziennym obrazkiem. Także zwyczajnym środkiem lokomocji jak u Byrona:
      “And now to dimmer, loftier things he rode,
      The night was dark, the stars looked cold,
      The thin clouds spread their moving veil,
      While silence wrapt the lonely vale.”

      (Pieśń I, strofa XX w Childe Harold’s Pilgrimage 1812)
      “The steeds are fast, the night is deep,
      The silent stars are shining o’er;
      Along the pathless hills they sweep,
      Till day-break lights the mountain-shore.”

      (Pieśń II, strofa XXXIV, tamże)
      “Through night’s long shadow, o’er the plain he passed,
      Alone, yet not forlorn, for still there be
      Companions in the stars, whose silent host
      Looks kindly down upon mortality.”

      (Pieśń III, strofa CXV, tamże, 1816).

      W starożytnej literaturze koń był zasadniczo zwierzęciem bojowym (lub występował w orszaku), ale już w średniowiecznej pieśni bretońskiej Lanval (XII w.) – Marie de France opisuje, jak rycerz opuszcza dwór Artura i sam, na koniu, przemierza nocny krajobraz:

      „Lanval chevaucha, pensif et seul,
      par un chemin désert et sombre;
      le vent soufflait, la nuit tombait,
      nulle compagnie que son cheval.”


      Myślę jednak, że spory o plagiaty, inspiracje i zapożyczenia - tak częste w literaturze, malarstwie i innych sztukach - są trudne do rozstrzygania. Co najwyżej - czasem autor sam się przyzna do wykorzystania cudzego dzieła.

      Kornel
      • stefan4 Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 12:16
        kornel-1:
        > Motyw jeźdźca nocą pojawia się często w poezji i dramatach europejskich
        > w okresach poprzedzających romantyzm i na początku XIX wieku.


        The Highwayman, by Alfred Noyes

            The wind was a torrent of darkness among the gusty trees.
            The moon was a ghostly galleon tossed upon cloudy seas.
            The road was a ribbon of moonlight over the purple moor,
            And the highwayman came riding—
                    Riding—riding—
            The highwayman came riding, up to the old inn-door.



        Dalej jest coś o modzie, więc nie cytuję; jak ktoś chce, to niech sobie kliknie.
        Ale to nie romantyzm: 1906, więc od biedy mógłby już pisać o samochodach...

        - Stefan
      • apersona Re: o jeździe konnej... 01.10.25, 21:21
        kornel-1 napisał:

        > Motyw jeźdźca nocą pojawia się często w poezji i dramatach europejskich w okres
        > ach poprzedzających romantyzm i na początku XIX wieku.
        > Przykładowo w Pieśni Trzeciej i Czwartej The Lay of the Last Minstrel (1
        > 805) Scotta pojawia się obraz rycerza (William of Deloraine), który o północy d
        > osiada konia i samotnie jedzie przez pograniczne pustkowia, by wykonać misję.
        > „Unchallenged, thence pass'd Deloraine,
        > To ancient Riddel's fair domain,
        > Where Aill, from mountains freed,
        > Down from the lakes did raving come;
        > Each wave was crested with tawny foam,
        > Like the mane of a chestnut steed.
        > In midnight darkness, storm, and shade,
        > He wended on his lonely way…”
        >


        ciekawe: w nocy wszystkie koty są czarne, a konie nie?
        • arana Re: o jeździe konnej... 02.10.25, 14:32
          apersona napisała:

          > ciekawe: w nocy wszystkie koty są czarne, a konie nie?

          Bo są kare. Ale za to można zostać czarnym koniem również w dzień. smile
          • stefan4 Re: o jeździe konnej... 03.10.25, 01:12
            arana:
            > Bo są kare.

            Widzę oczyma duszy: Kara Mustafa na karym koniu pędzi z licznymi karambolami od Karakorum przez Karakum do Caracas, goniony przez karatekę, nie wiedząc, kto go tak pokarał...

            - Stefan
            • arana Re: o jeździe konnej... 03.10.25, 06:50
              stefan4 napisał:

              <... nie wiedząc, kto go tak pokarał...


              Ale my wiemy: czarny koń Kara Mustafy!

              PS

              Jako fanka s-f lubię pogadać z komputerem, więc podsunęłam AI frazę 'czarny koń pokarał Kara Mustafę'.

              Dostałam odpowiedź:

              Fraza "czarny koń pokarał kara mustafę" odnosi się do wydarzeń powiązanych z bitwą pod Wiedniem, gdzie klęska armii osmańskiej pod dowództwem <nav>Kary Mustafy</nav> (<nav>Kara Mustafa</nav>wink, wielkiego wezyra Imperium Osmańskiego, doprowadziła do utraty jego wpływu i ostatecznie śmierci z rozkazu sułtana <nav>Mehmeda IV</nav> w 1683 roku. "Czarny koń" nie jest dosłownym określeniem, a prawdopodobnie metaforą wydarzeń lub przeciwności, które doprowadziły do upadku Kary Mustafy po jego nieudanej kampanii.

              Całkiem nieźle, prawda?

            • kornel-1 Re: o jeździe konnej... 03.10.25, 07:08
              A proszę bardzo! Poprosiłem AI, by dołożyła karawanę przewożącą karambole (znane też jako oskomiany pospolite lub owoce gwieździste):
              Kara Mustafa na karym koniu wicher targa,
              przez Karakorum i Karakum mknie bez wytchnienia,

              w nocnej porze, pod chłodnym światłem gwiazd,
              karawana niesie kosze karamboli i daktyli,
              cisza nocy dźwięczy jak napięta struna,
              koń, o włos od karambolu, ślizga się w piasku,
              stukot kopyt rozdziera milczenie stepu,
              a kurz unosi się jak oddech przeznaczenia.

              karateka w cieniu nie ustaje w pogoni,
              pokarany nie wie, kto kary mu użyczył.

              Tylko echo powtarza po stepach i skałach,
              że kara znalazła Mustafę – i nie pyta, kto karał.


              wink
              Kornel
              • arana Oddech przeznaczenia? 03.10.25, 08:20
                kornel-1 napisał:
                AI napisała:


                > a kurz unosi się jak oddech przeznaczenia.

                Czy to już oddech przeznaczenia i czas na redefinicje?
                • kornel-1 Re: Oddech przeznaczenia? 03.10.25, 20:41
                  Pierwotna forma sztucznej poezji była jeszcze bardziej "dziwna" i musiałem poprosić o kilka korekt.
                • stefan4 Re: Oddech przeznaczenia? 04.10.25, 00:34
                  arana:
                  > Czy to już oddech przeznaczenia i czas na redefinicje?

                  A w czym ,,oddech przeznaczenia'' miałby być gorszy niż np. ,,ostry cień mgły''?

                  - Stefan
                  • arana Re: Oddech przeznaczenia? 04.10.25, 08:23
                    Panowie, nieporozumienie. Byłam zbyt niejasna, ale już rozwijam myśl.

                    Gdy przeczytałam wiersz AI pełen nie tylko trafnych metafor, ale też zabawy słowem ‚kara’, wyraziłam to zwrotem czuć na plecach czyjś oddech No i pomyślałam sobie, że już bliski jest czas, gdy będziemy zmuszeni do rewizji różnych definicji, np. życia. Wiem, wiem, że to przesadnia, ale ja lubię hiperbolę, zwłaszcza gdy pozwala zajrzeć w przyszłość.

                    PS Nie śmiejcie się z użytych przeze mnie znaków wyróżniających, ale mój komp wyraźnie drażni się ze mną w tym względzie. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka