tomekwaw
15.12.05, 23:53
Dzie Dobry z Ameryki Poludniowej,
przepraszam za brak polskich znakow
Sznowni Panstwo,
podruzujac trasa PanamaAmerikana z Polnocy Ekwadoru, przez wioski Indianskie
do Montewideo, Siweta i Sylewester spedzam w Machu Picchu, chetnie podziele
sie moimi wrazeniami i przygodami na jakie napotkalem w czasie mojej podrozy,
i ktore jewszcze napotkam.
.........dzisiaj wrocilem z wyprawy do Dzungli, troche sie balem, ludzie
siedzacy na drzewach patrzyli na mnie z wielkim apetytem - myslalem
usmiechajac sie sam do siebie- Przeciez juz dzis takie rzeczy sie nie
zdazaja, aczkolwiek rozne historie juz czlowiek slyszal!
Pojechalem altobusem z Banio do Puyos a z tamtad do Arajuno, dlej juz zadna
komunikacja nie dociera, jedynie zw. samoloty "nadzieji" lataja w glebie
buszu.
......padal dzeszcz i jaszczury biegaly w oddali, wszedzie unosi sie dym i
mgla, jest wilgotno, mam strach bo nie zrobilem wszystkich szczepien, jakies
owady juz mnie pogryzly, no i ciagle moj zoladek, tutejsze jedzenie mi nie
sluzy, no i ten ciagly upal, ale ide dalej przeciez sam szukalem nowego
wyzwania. Urlop, tak, swiadomie ten region wybralem, chyba ciagle chce cos
zdobywac, poznawac, znajomi mowili: czemu nie jedziesz do Hiszpanii lub
Egiptu, coz ja chce spedzic Swieta Bozego Narodzenia w Machu Picchu, wsrod
ruin i blaku histori, legendy.........
z pozdrowieniami z Dzungli
Tomasz Wawrzynski z Kaletnika