loggic
02.02.05, 10:08
W którymś z ostatnich Gości Niedzielnych (przedruk w Angorze) był wstrząsający
artykuł o szkołach w Polsce.
Konkretnie chodziło o to, że uczniowie mają tyle praw, że praktycznie są
bezkarni. Nauczyciel nie może stosować przemocy fizycznej, nie może udzielać
nagany na forum klasy bo to podpada pod nękanie psychiczne itd.
Były przykłady zachowań dzieci szkolnych np: skakanie w buciorach po biurku,
wulgarne odzywki do nauczycieli itd.
I było coś jeszcze... było wspomnienie o legendarnym wojowniku o "prawa
dziecka", samozwańczym obrońcy uciśnionych i biednych (bo wszystkie dzieci są
wspólne) dzieci czyli o Macieju Osuchu. Pewnie wielu ludzi z TG go zna.
Abstrahując od tego, że zajęcie którym para się w/w pan jest zupełnie zbędne a
wręcz szkodliwe społecznie, to jeszcze doskonale nadaje się dla osób, których
"miłość do dzieci" jest - w ocenie opini publicznej - co najmniej wielce
sugestywna. A dlaczego jest szkodliwa? Ano dlatego, że podważa odwieczne
zasady funkcjonowania społeczeństwa, podważa zasadę zwierzchności, zależności
i podległości między rodzicami a dziećmi. Oto bowiem osoby pokroju p.Osucha
wpier.... się z buciorami w wewnętrzne sprawy rodziny oraz między dziecko a
osobę której rodzice dziecka powierzyli zwierzchnictwo (tu nauczyciela).
Oczywiście "obrońcy dzieci" wymyślalą bądź nagłaśniają szczególne przypadki
wypaczenia relacji rodzinnych by pokazać jacy są potrzebni. Ale wykorzystując
marginalne sprawy roszczą sobie prawo do wpierd.... się we wszystkie relacje
między rodzicami a dziećmi - a na to nie można się zgodzić.
Reasumując:
p.Osuchowi mówimy STOP! Mówimy mu - Paszoł won!
Bo to on i jemu podobni są głownymi sprawcami zbydlęcenia dzieci i młodzieży
które obserwujemy w dzisiejszym życiu.
L.