Gość: rozgoryczona mama
IP: *.psary.eu
08.02.08, 21:44
Chciałabym opisać pewna nieprzyjemną sytuację:
Rozchorowało mi się dziecko, więc wysłałam je z mężem do Pediatry (ośrodek
Telmed Strzybnica). Dziecko zostało zbadane przez lekarkę (inną niż niżej
opiszę), dostało między innymi antybiotyk. Jak się później po sprawdzeniu w
domu okazało córka jest uczulona na ten antybiotyk (co tez było w kartotece
zaznaczone, ale nie o tym chcę napisać). Na drugi dzień wybrała sie sam a do
ośrodka aby z któryś obecnych wtedy lekarzy zmienił mi antybiotyk na inny. Po
wyjaśnieniu sprawy w rejestracji, rejestratorka wyciągnęła i zaniosła
kartotekę do gabinetu - instruując żebym weszła do lekarza w momencie gdy
wzywany będzie kolejny pacjent - że lekarz o wszystkim wie. Lekarzem
przyjmującym wtedy małych pacjentów była P. dr Barbara Lebek. Tak też zrobiłam
- po wejściu do gabinetu chciałam się przedstawić i wyłuszczyć sprawę ale P.
doktor zaczęła krzyczeć że o niczym nie wie (moja kartoteka leżała odłożona na
boku), że jest zmęczona (a przyjmowała dopiero 40 minut) że nie lubi
przyjmować 2 pacjentów naraz (bo za mną weszła osoba której była kolejka). A
przypominam że w rejestracji tak właśnie rejestratorka poleciła zrobić. Więc
wracając do mojej sytuacji - lekarka z uniesionym głosem zapytała to jaki
antybiotyk ma wypisać, musiałam szybko wymyślić jaki moje dziecko powinno
mieć. Jestem bardzo zbulwersowana zachowaniem tej P. doktor - wiem że weszłam
bez kolejki, ale tak polecono mi zrobić i uważam że wysłuchanie spokojnie co
człowiek ma do powiedzenia i bycie życzliwym - To właśnie przystoi do zawodu
LEKARZA. LEKARZ ma być dla pacjentów, a nie odwrotnie.
Pozdrawiam
Rozgoryczona