Mam pewien problem. Mieszkamy w sumie w 4 osoby w wynajmowanym mieszkaniu: jedna para, ja i kolezanka ( bardziej znajoma). Mieszkamy razem i nic poza tym, nie mam z nimi zadnych kontaktów, prakrycznie widujemy sie nieczesto.
Na poczatku naszej znajomosc i wspólnego mieszkania ustalilismy zasady co do sprzatania,że ogólnie sprzatamy mniej wiecej raz w tygodniu it.d Teraz wiem,ze to był błąd bo moi wspolokatorzy zrozumieli że sprzatamy wtedy kiedy jest brudnO. Tak wiec ja sprzatalam mieszkanie 2 miesiace temu ( juro minie 2 miesiac) i od tego czasu NITK sie nie ruszył żeby mieszkanie sprzatnac. Dobrze widze czy jest czysto czy nie wiec widze czy ktos sprzatnal. O ile jeszcze ta dziewczyna sprzata po sobie , zamiata albo ewentaulnie coś tam umyje to ta dwojka nie robi kompletnie nic.
Wczoraj przebili samych siebie, w kuchni stoi 5 nieumytych garnkow, jakies naczynie żarodporne tez zaświnione, nie ma w ogole sztućców bo on chyba w pokoju skladuja te brudne naczynia. Oczywiście nieumyta jest jeszcze patelnia, zlew zapchany. Czekalam od w zoraj czy moze sie poczują do sprzatania ale nie... zeby zrobic sbie jedzenie najpier musialam umyc garnek i talerz ( sa one wspólne, były na wyposazeniu mieszkania).
Obydwoje studiują, nie pracują wiec siedzą caly czas wdomu i jedzą

Własciciel juz kiedyś byl,ze jest syf i ze mamy to posprzatac - wskazałam wtedy kto est temu winny ale widocznie z nimi nie rozmawiał
Teraz moje pytanie:
Jestem osoba dosć porywczą i mozna powiedziec niektorych przypadkach mowie prawde tak dobitnie że mozna powiedzieć że graniczy to z chamskością. Tutaj powstrzymuje sie tak długo bo zlezy mi na tym mieszkaniu ( jest blisko, tanio, przyzwyczaiłam się ).
Jak teraz powidzieć komuś dobitnie że maja sprzątać, bo co to jest mieszkanie czy chlew
? Chodzi o uzycie takich slów zeby było to kulturalne ale nie za delikatne , bez cackania sie. Mam swoja wizje ale czekam na wasze propozycje.
ps. Ja mam w pokoju idelany porządek wiec nie mogą mi nic zarzucić.