cichy200
15.01.12, 00:17
Witam.
Mam problem z kolegą. Gdy się spotykamy zarówno u mnie jak i na mieście, on notorycznie się spóźnia. Kiedy spotkanie już dojdzie do skutku (choć czasami bywało i tak, że wystawiał mnie do wiatru w ostatniej chwili) on za każdym razem odbiera po kilka razy telefon lub dzwoni gdzieś, jego rozmowy telefoniczne trwają zwykle długo (czasami nawet ok. 30 min), są to zwykle rozmowy o niczym - niestety rozmawia strasznie głośno. Największym jednak problemem jest fakt, że prawie za każdym razem gdy spotkamy jakiś jego znajomych tudzież znajome on zaczyna się z mini witać przywitanie trwa zwykle bardzo długo przeradzając się w rozmowę "od stworzenia świata", w którą nijak nie potrafię się w łączyć i mimo najszczerszych chęci jestem ignorowany i "wykluczany" ze spotkania. zwykle jest tak, że rozmawiamy jakieś 10 min on zaczyna odbierać telefony, witać się ze znajomymi, a ja niestety siedzę i patrze się w sufit i po pół godzinie słyszę że się zgadaliśmy (ja z nim?) i on musi już iść. Raz przy "zamkniętym spotkaniu" dla najbliższych znajomych zorganizowanym przeze mnie w klubie po chwili spotkania pojawiło się kilkunastu jego znajomych z którymi (pomimo że 2 tygodnie wcześniej umówił się ze mną/nami) umówił się na ten sam dzień, miejsce i godzinę - nie informując mnie o tym w ogóle. Swoich znajomych nie przedstawił, całkowicie nas zignorował i odszedł z nimi, wrócił dopiero po jakimś czasie jakby nigdy nic, następnie jego znajomi mimo, że to spotkanie było zamknięte "korzystali" z mojej "gościnności". Próbowałem z nim o tym rozmawiać, ale on twierdzi że w dzisiejszych czasach to normalne. Co mam robić w wyżej opisanych sytuacjach - może po prostu wyjść skoro jestem zbędny?
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi i serdecznie pozdrawiam.