21.08.13, 11:56
wytłumaczcie mi, dlaczego nawet na forum SV osoba (najczęściej płci męskiej, ale nie tylko pewnie), która chce odejść od innej jest oceniana negatywnie?
bez wnikania w jakiekolwiek szczegóły dodam.

jasne, gdy ktoś jest porzucany to jest mu źle na ten moment. czy to będzie żona po 20 latach tzw. pozycia, czy osoba poznanan 3 tyg. temu przez net. ale kultura wcale nie wymaga tkwienia w jakiejś relacji damsko-męskiej (zawężę do par hetero dla uproszczenia), która komus nie odpowiada.

kultura wymaga szczerości w takiej sytuacji, niewykorzystywania na żadnym polu, nueupokarzania, ale nie bycia z kims na silę.
Obserwuj wątek
    • nm.buba011 Re: dlaczego? 21.08.13, 12:06
      - Seneka (Tradycje to nasze nałogi) i Jezus (Tradycje - pobielane groby) dawno poruszali ten temat.


      ***********************************************
      www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
    • kornel-1 Re: dlaczego? 21.08.13, 12:22
      kora3 napisała:

      > wytłumaczcie mi, dlaczego nawet na forum SV osoba (najczęściej płci męskiej, al
      > e nie tylko pewnie), która chce odejść od innej jest oceniana negatywnie?


      W uproszczeniu:
      1. Pomijając rzadsze przypadki, gdy obie strony chcą odejść od siebie, to:
      Liczba porzucanych > Liczba porzucających

      2. Negatywnie oceniają osobę odchodzącą osoby... porzucane. To dość oczywiste i zrozumiałe ("krzywda").

      3. Głos na ten temat zabierają głównie osoby... porzucone ("skrzywdzone"). To znów dość oczywiste.

      4. Trudno powiedzieć, czy na forum SV dominują osoby porzucone ("skrzywdzone"). Na pierwszy rzut oka, trochę tu ich jest sądząc po różnych płaczach, jękach i stękach wink Nadreprezentacja kobiet na forum SV jest widoczna.

      Kornel
      • kora3 Kornelu nie jestem przekonana, ze 21.08.13, 12:33
        taka postawe mają osoby wcześniej porzucone jedynie.
        Tu sytuacja jest dość nietypowa, bo mowa o wątku faceta, który podjał decyzję o rozstaniu i kłamie, udając, że jest ok. Takie cos oceniam negtywnie zarówno z punktu widzenia ludzkiego czysto, jak i SV.

        Ja napisałam bardziej ogólnie - bo tu także pojawiły się głosy o tym, ze "zabrał lata życia" itd.
        Jakkolwiek obecne zachowanie gościa uważam za bardzo nie fair, to SAM FAKT podjęcia decyzji o rozstaniu moim zdaniem jest ok. Każdy ma prawo takia decyzje na dowolnym etapie życia podjąć i nie ma się prawa oceniac tego negatywnie
        • nm.buba011 Re: Kornelu nie jestem przekonana, ze 21.08.13, 12:43
          - myślałem, że tworzysz nowy wątek, a nie kontynuujesz stary?
          • kora3 Tworzę 21.08.13, 12:50
            ale jasne jest, że jest na kanwie starego, wiec podkreślam, ze mowa ogonie, a nie o tamtej sytuacji, mającej dwa niezależne wątki
            • baba67 Re: Tworzę 21.08.13, 14:36
              To zalezy z jakiego powodu.Nie zawsze sa oceniane negatywnie. Ciebie tez tu nikt negatywnie nie ocenil po tym kiedy zostalas oszukana przez rodzine meza ktora radosnie wcisnela Ci faceta widzacego Matke Boska pod stolem.
              Czy przeczytalas tu jakikolwiek krytyczny komentarz na swoj temat?
              • kora3 Babo kochana 21.08.13, 14:52
                baba67 napisała:

                > To zalezy z jakiego powodu.Nie zawsze sa oceniane negatywnie. Ciebie tez tu nik
                > t negatywnie nie ocenil po tym kiedy zostalas oszukana przez rodzine meza ktora
                > radosnie wcisnela Ci faceta widzacego Matke Boska pod stolem.
                > Czy przeczytalas tu jakikolwiek krytyczny komentarz na swoj temat?


                przede wszystkim to mnie nikt chłopa nie wcisnąłsmile nie zapłacono mi za zamążpójście, żadba sytuacja mnie do zamążpójścia nie zmuszała - ani ciąza, ani bieda, ani parciesmile

                po drugie i ważniejsze - gdyby ro był zdrowy i całkiem w porzo chłopina TEŻ miałabym prawo przestać go kochac i odejść od niego!!!!! Bo mam jedno zycie!!!
                Nie w porządku byłoby, gdybym go oszukiwała, zdradzała, oskubała z kasy.
                • baba67 Re: Babo kochana 21.08.13, 15:04
                  Widzisz tu cos czego chyba nie ma.
                  Jeszcze raz napisze TO ZALEZY dlaczego.Bo zostawic zone z malym dzieckiem bo dziecko placze a z nowa pania jest milo to nikt nad tym nie bedzie pial z zachwytu.
                  A ze zona sie palanta pozbyla to kiedys doceni. Czaisz?
                  • kora3 Re: Babo kochana 21.08.13, 15:14
                    baba67 napisała:

                    > Widzisz tu cos czego chyba nie ma.
                    > Jeszcze raz napisze TO ZALEZY dlaczego.Bo zostawic zone z malym dzieckiem bo dz
                    > iecko placze a z nowa pania jest milo to nikt nad tym nie bedzie pial z zachwyt
                    > u.
                    > A ze zona sie palanta pozbyla to kiedys doceni. Czaisz?


                    Tak, czajęsmile ale zostawić żonę z małym dzieckiem bo się jej już nie kocha - piac z zzachwytu nie ma nad czym ale o ile się tej zonie i dziecku zapewniło byt, nie oszukiwało, nie zdradzało, to trudno potepiac w czambuł, nie?
                    • baba67 Re: Babo kochana 21.08.13, 15:29
                      Nie kocha sie bo dziecko sie drze kobita nie ma na nic ochoty chodzi niewyspana i zaniedbana a nowa pani jest swieza bezproblemowa i chetna.
                      Taki jest stereotyp, a ze nie mam o facetach najlepszego zdania bo znalam tylko trzech bliskich idealu(,wszyscy wyhaczeni w wieku lat nastu zatem ciezka praca wychowani przez swoje zony) to jestem podatna na stereotypy.
                      • kora3 Tak, to sa stereotypy 21.08.13, 15:45
                        fajnie, ze to dostrzegasz...
                        Przestac kogoś kochac można niekoniecznie uświadomiwszy sobie, ze się kocha kogoś innego, albo też nie dlatego, że się dziecko drze. Zwykle to jest proces oddalania się emocjonalnego ludzi od siebie. Zwykle za niego odpowiedzialne sa OBIE strony, czasem w stopniu równym, a czasem różnym. B. często zdrada nie jest przyczyna, a skutkiem rozpadu związku
                • matylda1001 Re: Babo kochana 23.08.13, 22:41
                  kora3 napisała:

                  > po drugie i ważniejsze - gdyby ro był zdrowy i całkiem w porzo chłopina TEŻ miałabym prawo przestać go kochac i odejść od niego!!!!! <

                  Prawo - prawem, a odpowiedzialność - odpowiedzialnością.

                  >Bo mam jedno zycie!!! <

                  On też miałby jedno życie, nie mniej cenne, no i Ty zmarnowałabyś mu kilka lat tego życia.
                  Lepiej dobrze się zastanowić zawczasu, niż robić krzywdę drugiemu człowiekowi.

                  > Nie w porządku byłoby, gdybym go oszukiwała, zdradzała, oskubała z kasy.<

                  A koniecznie trzeba oszukiwać, zdradzać i oskubać z kasy? Nie lepiej popracować nad sobą?

                  • baba67 Re: Babo kochana 24.08.13, 08:06
                    A ja uwazam ze Korcia mu DALA kilka lat zycia w normalnym zwiazku, czego byc moze potem nie zaznal z powodu swojej choroby.
                    Zal mi tej osoby,bo chora, bo rodzina nieuczciwa i mechanizm zaprzeczania z domu wyniosl, ale chyba nie sadzisz ze moralnym obowiazkiem zony jest zycie z osoba chora psychicznie ktora nie chce sie leczyc.
                    • kora3 Bobo, Matyldzie chyba chodziło o cos innego 24.08.13, 14:11
                      niż moja faktyczna sytuacja. Chodziło jej jak mniemam o te czesc mej wypowiedzi, w której poisałam, ze gdyby mój eksmąż był zdrowy i w porzo tez miałabym prawo przestać go kochac i odejść
                      • baba67 Re: Bobo, Matyldzie chyba chodziło o cos innego 24.08.13, 19:04
                        Ale nawet wtedy nie zmarnowalabys mu niczego. Faceci maja lepiej, moga byc ojcami do starosci, bywa ze starsi sa przystojniejsi.
                        Kobiety maja troche przechlapane biologicznie i nie tylko o macierzynstwie tu mowie.
                        Jesli czytalas kiedykolwiek Autobiografie Agathy Christe to wiesz je swojego pierwszego malzenstwa nigdy nie traktowala jako zmarnowane lata, wspominala kilkakrotnie ze do ostatniego roku (kiedy to Archie sie oddalil byla szczesliwa i spelniona,
                        Jesli nie czytalas to przeczytaj mam wrazenie ze sie zakochasz w tej ksiazce.
                        Tam byla taka sytuacja ze zona "wyrosla" z meza, ten nie mogl tego zniesc,
                        Jego kochanka wyjechala ma rok daleko aby dac szanse rodzinie kochanka mimo wielkiej milosci(bo to nie byla zla kobieta), w koncu Agata po rozwodzie znalazla faceta swojego formatu, a byly maz szczescie u boku kochanki.
                        Czyta sie i wszystkich sie rozumie a nikogo nie potepia.
                        • matylda1001 Re: Bobo, Matyldzie chyba chodziło o cos innego 24.08.13, 21:25
                          baba67 napisała:

                          > Ale nawet wtedy nie zmarnowalabys mu niczego. Faceci maja lepiej, moga byc ojca mi do starosci, bywa ze starsi sa przystojniejsi.<

                          Ale facet też człowiek i ma uczucia.
                          • baba67 Re: Bobo, Matyldzie chyba chodziło o cos innego 24.08.13, 21:44
                            To znaczy e kilka lat udanego zwiazku to strata czasu?Kobiety czesciej rozpamietuja wiele lat porzucenie, zdrade,panowie szybciej dochodza do siebie.
                  • kora3 Re: Babo kochana 24.08.13, 14:08
                    matylda1001 napisała:
                    >
                    > Prawo - prawem, a odpowiedzialność - odpowiedzialnością.

                    Oczywiściesmile
                    >
                    >
                    > On też miałby jedno życie, nie mniej cenne, no i Ty zmarnowałabyś mu kilka lat
                    > tego życia.


                    Dlaczego zmarnowałabym? Jeśli to byłyby dobre lata, warte dobrych wspomnień to wręcz przeciwnie Matyldo. Czy ktoś kto przedwcześnie zmarł tez zmarnował komuś lata? No wg takiej logiki - tak. Bo ta osoba liczyla, ze będzie ze zmarłym do końca życia a tu klops. Marnowanie czasu w związku, to tkwienie w związku złym, albo nijakim - bez miłości, bez iskry. To jest marnowanie czasu obu stron dodam.


                    > Lepiej dobrze się zastanowić zawczasu, niż robić krzywdę drugiemu człowiekowi.


                    Pewnie, ale nie wszystko w zyciu da się przewidzieć
                    >
                    > A koniecznie trzeba oszukiwać, zdradzać i oskubać z kasy? Nie lepiej popracować
                    > nad sobą?
                    Popracowac znaczy zmusić się do miłości? Nie! Bo to NIC nie da. Albo jest uczucie, albo go nie ma i tu żadna praca nad sobą nie pomoze Matyldo.
                  • kora3 i jeszcze jedno (wazne) Matyldo 24.08.13, 17:31
                    matylda1001 napisała:
                    >
                    > On też miałby jedno życie, nie mniej cenne, no i Ty zmarnowałabyś mu kilka lat
                    > tego życia.


                    A propos marnowania - czyli żeby ktoś nie poczuł, ze mu się zmarnowało jakies lata, należy marnować kolejne i sobie i jemu?


                    Nie lepiej popracować
                    > nad sobą?


                    Widzisz Matyldo, powyższe Twe pytanie, jak sądzę, wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze z pokutującego przekonania w starszym pokoleniu (nie ludzi sędziwych, a tych w srednim wieku), że obecne związki młodych ludzi (mam na myśli poważne) rozpadają się po pierwszej kłotni, gdzie jechać na wakacje.
                    Otóż nie. Obecne młode pokolenie jest bardziej otwarte w kwestii rozwodowej niż np. pokolenie ich rodziców, ale to nie znaczy, że motorem do rozstania są błahostki. To większe otwarcie polega na przyznaniu sobie prawa do niekontynuowania niesatysfakcjonującego związku. A związek bywa niesatysfakcjonujący nie tylko, gdy jest w nim jakiś nałóg, przemoc, zdrada itp. ale także, gdy człowiek czuje się w nim samotny po prostu.

                    Niestety - obecne tempo zycia sprawia, że łatwiej niż kiedyś ludziom się jest w związku oddalić od siebie. I to wcale nie przez zbliżenie się do kogoś innego. Zwyczajnie: praca, obowiązki itd. Bywa tak, że w zasadzie w związku nic złego się pozornie nie dzieje, ale jedno czy drugie nagle uświadamia sobie, że jeśli rozmawiają, to w sumie o sprawach organizacyjnych, dzieciach itp., ale nie o sobie wzajemnie.

                    I teraz płynnie przechodzimy do sprawy drugiej... Otóż: paradoksalnie często latwiej jest uratować związek, który popadł w ostry kryzys, niż taki w stanie ciągłego oddalania się. Dlatego, ze ostry kryzys, to emocje, nawet i kłotnie, ale o ile się mówi w nich o swoich odczuciach, a druga strona słucha i nawet odpowiada, to można spróbować "popracować" nad związkiem. Gorzej bywa, gdy to sobie tak trwa, bo trwa, niby nic się nie dzieje, ale "odwrót" trwa. I zdarza się, ze w takiej sytuacji w życiu jej, czy jego pojawia się ktoś, ktoś z kim można w odróżnieniu od współmałzonka porozmawiać o swoich sprawach, pożartować, pożalić się. Taka osoba staje się bliska, niekoniecznie zaraz z założenia ma być zdrada, zwyczajnie pojawia się uczucie. Taka zdrada jest konsekwencją rozpadu związku. Jeśli jest to uczucie, to nie ma już czego ratować, ani nad czym pracować.
                    >
                    • baba67 Re: i jeszcze jedno (wazne) Matyldo 24.08.13, 18:54
                      Mnie sie wydaje ze przyczyna wielu rozwodow sa nie tyle blahostki co niechec do pracy nad zwiazkiem, jakies takie przekonanie ze jak sie cos psuje to trzeba wyrzucic i kupic nowe. jakies przekonanie ze ze gdzies na pewno jest TA lub TEN z ktorymi nie bedzie zadnych problemow wszystko sie cudownie pouklada bo gwiazdy itp brednie.
                      W drugim zwiazku ludzie nabieraja rozumu bo sa starsi i zaczynaja sie zastanawiac, zreszta drugi rozwod pachnie juz konkluzja 'cos musi byc nie tak ze mna".
                      No i zdarza sie nierzadko ze partnera wybieraja sobie z przewazajacym uzyciem rozumu , co dobrze wrozy.
                      Kiedys te pierwsze zwiazki mialy szanse przetrwac kryzys i rozwinac sie calkiem szczesliwie.Teraz juz nie.
                      • matylda1001 Re: i jeszcze jedno (wazne) Matyldo 24.08.13, 21:01
                        baba67 napisała:

                        > Mnie sie wydaje ze przyczyna wielu rozwodow sa nie tyle blahostki co niechec do pracy nad zwiazkiem, jakies takie przekonanie ze jak sie cos psuje to trzeba wyrzucic i kupic nowe<

                        Otóż to! Wszystko w myśl hasła "mam jedno życie" więc szkoda czasu na eksperymentysmile

                        > Kiedys te pierwsze zwiazki mialy szanse przetrwac kryzys i rozwinac sie calkiem
                        szczesliwie.Teraz juz nie.<

                        Kiedyś ludzie częściej potrafili zdobyć się na kompromis, z czegoś zrezygnować. Teraz chcą mieć wszystko - od idealnego seksu po karierę.
                    • matylda1001 Re: i jeszcze jedno (wazne) Matyldo 24.08.13, 21:44
                      kora3 napisała

                      > Widzisz Matyldo, powyższe Twe pytanie, jak sądzę, wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze z pokutującego przekonania w starszym pokoleniu (nie ludzi sędziwych, a tych w srednim wieku), że obecne związki młodych ludzi (mam na myśli poważne) rozpadają się po pierwszej kłotni, gdzie jechać na wakacje. <

                      W przypadku wolnego związku może i tak być, małżeństwo tak szybko się nie rozpadnie z powodu bzdury.

                      >Niestety - obecne tempo zycia sprawia, że łatwiej niż kiedyś ludziom się jest w
                      > związku oddalić od siebie. I to wcale nie przez zbliżenie się do kogoś innego.
                      > Zwyczajnie: praca, obowiązki itd. Bywa tak, że w zasadzie w związku nic złego
                      > się pozornie nie dzieje, ale jedno czy drugie nagle uświadamia sobie, że jeśli
                      > rozmawiają, to w sumie o sprawach organizacyjnych, dzieciach itp., ale nie o so
                      > bie wzajemnie. <

                      Przeciez ludzie nie moga przez całe życie gruchać jak gołąbki, a jeśli komuś mało, to powinien wyartykułować swoje potrzeby, a nie czekać aż druga strona się domyśli. To jest właśnie pracowanie nad związkiem. Nie wolno dopuścić do ciągłego oddalania się.
        • kornel-1 Re: Kornelu nie jestem przekonana, ze 21.08.13, 15:19
          Może nie dość jasno przedstawiłem swój pogląd.

          Osobę, która kogoś porzuca/porzuciła gorzej oceniają te osoby, które bywały w życiu częściej porzucane niż częściej porzucały.

          Krótko mówiąc - ocena jest pochodną własnych doświadczeń.

          To truizm, ale skoro pytasz o wyjaśnienia...?

          k.
      • nm.buba011 Re: dlaczego? 21.08.13, 12:39

        kornel-1 napisał:

        > kora3 napisała:
        >
        > > wytłumaczcie mi, dlaczego nawet na forum SV osoba (najczęściej płci mę
        > skiej, al
        > > e nie tylko pewnie), która chce odejść od innej jest oceniana negatywnie?
        >


        > 2. Negatywnie oceniają osobę odchodzącą osoby... porzucane. To dość oczywiste i
        > zrozumiałe ("krzywda").

        - oj, chyba też są wyjątki. A może takich osób jest nawet sporo?
        Wydaję mi się, że nikogo nie porzuciłem.
        Co więcej. Nie mówię (też tak mi się wydaje) na stopie znajomych, znajomości - stwierdzeń kategorycznych, ostatecznych, że już 'z tym czy z tamtym, to nigdy'.
        Względy nawet pragmatyczne, a nie jakieś wzniosłe, etos nieskazitelności. Sytuacja się zmienia i po co sobie czynić "gimnastyki" z racjonalizowaniem rzeczywistości?

        ***********************************************
        www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
        so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
    • akle2 Re: dlaczego? 21.08.13, 15:25
      Zapewne nie chodzi o sam fakt odejścia (jeśli z kimś mi źle - to odchodzę, jeśli kocham - to nie odchodzę), ale o całą tą otoczkę i obietnice czynione drugiej osobie, niekoniecznie werbalnie, że jest tą jedyną i na zawsze. Jeśli kompletujesz mebelki do wspólnego gniazdka, jeśli snujesz opowieści, co będzie z wami za rok, za dwa, za pięć, jeśli DAJESZ NADZIEJĘ, a potem sru - z dnia na dzień nagle wszystko Ci się odmienia i znikasz, to nie dziw się, że ktoś się czuje skrzywdzony i nie rozumie, jak to możliwe, że wczoraj wszystko było ok, a dziś już nie. Najzdrowsze są rozstania te "za porozumieniem stron", tak jak z pracodawcą. "Wypowiedzenia" to przeważnie łzy.
      • kora3 Ależ Akle 21.08.13, 15:48
        rozumiem o co ci chodzi, ale chyba nikt z mózgiem nie wierzy w deklaracje "na zawsze" smile
        oczywiście, jak się kocha, jest kochanym, to się nie zakłada rozstania, ale jeśli ma się mózg i się go czasem używa, to się wie, że w życiu bywa róznie.
        • aqua48 Re: Ależ Akle 21.08.13, 16:54
          Hipokryzja w tym pierwszym wątku polega moim zdaniem na tym, że facet zamiast ogłosić po prostu chęć zerwania i odejść, podtrzymuje w dziewczynie fikcję trwania związku z czystego wyrachowania i finansowych uzależnień. TO jest tak na prawdę nie fair - nie kocha, podjął decyzje o zerwaniu, ale udaje na razie że wszystko jest ok, bo dopiero za miesiąc kończy się okres najmu wspólnego mieszkania. Gdyby zerwał teraz i wyprowadził się jak należy, straciłby czynsz...Porażka.
          • kora3 pełna zgoda Aquo! 21.08.13, 17:06
            Tylko zwróć uwagę, ze POZA krytyką dotyczącą TEGO postępowanie dobrze w skrócie ujętego przez Ciebie, pojawiły się także głosy, że "zabrał jej najpiekszniejsze lata", "traktował, jak bzykadełko" , "rozgladal się za kims lepszym"itd.

            Ja tak mam, że nie oceniam zachowania ludzi, czy sytuacji "hurtowo", wiec dla mnie nic nie wskazuje u tego gościa na to, że od początku traktował dziewczynę "na przeczkenaie" na kogoś lepszego, żeby mieć kogoś do bzykania -ba przeciwnie, zakup pierścionka i plan zaręczynowy temu przeczy. Pewnie, że dziewczyna straciła na niego 3 lata życia, ale nie planował tego, a każdy ma prawo uznac, ze w danym związku już być nie chce.

            natomiast obecne zachowanie gościa w zakresie o jakim napisałaś oceniam b. negatywnie z oczywistych powodów. ale dla mnie to sa dwie różne sprawy
            • margot_may Re: pełna zgoda Aquo! 21.08.13, 17:11
              No chyba odpowiedź jest w sformułowaniach. Widocznie społeczeństwo uważa, że 25-latka ma większe szanse poznania kogoś nadającego się na męża niz 30-latka.
              • kora3 No i? 21.08.13, 17:31
                Różnie bywa, ale założmy ze ma większe szanse. No i? czy zatem jest kulturalnie zakończyć związek do 25 roku życia partnerki, a powyżej tegoz - nie?
                smile
                • margot_may Re: No i? 21.08.13, 17:51
                  Oczywiście, że jest kulturalnie, ale ty pytałaś dlaczego społeczeństwo sarka na kończących ze starszymi.
                • aqua48 Re: No i? 21.08.13, 18:13
                  kora3 napisała:

                  > czy zatem jest kulturalnie
                  > zakończyć związek do 25 roku życia partnerki, a powyżej tegoz - nie?
                  > smile

                  Myślę, że to mniej kwestia kultury, a bardziej fizjologii. Mężczyzna ma znacznie dłużej szansę na założenie pełnej rodziny z biologicznymi dziećmi...
              • baba67 Re: pełna zgoda Aquo! 21.08.13, 17:33
                Za mojej mlodosci bylo na to okreslenie-"wpedzic dziewczyne w lata".
            • aqua48 Re: pełna zgoda Aquo! 21.08.13, 17:36
              kora3 napisała:

              > Tylko zwróć uwagę, ze POZA krytyką dotyczącą TEGO postępowanie dobrze w skrócie
              > ujętego przez Ciebie, pojawiły się także głosy, że "zabrał jej najpiekszniejsz
              > e lata", "traktował, jak bzykadełko" , "rozgladal się za kims lepszym"itd.

              No, wtedy chyba by jednak nie kupował tego pierścionka zaręczynowego.

              "Zabranie najpiękniejszych lat" uważam za przesadę. Jednak jest coś w tym, że jeśli facet nie jest zdecydowany, a tylko daje nadzieję kobiecie na wspólną przyszłość, to jest to oceniane negatywnie. Podobnie jeśli zrywa, ale nie do końca, utrzymuje kontakt, wraca, znowu zrywa. A tak też bywa często. Kobiety są bardziej emocjonalne, szukają podtekstów: może jednak kocha, może jednak jest jakaś przyszłość.. Wtedy gdy facet w ogóle nie myśli o przyszłości, tylko chce spędzić parę miłych chwil.
              Uczciwie powinno się zerwać w chwili gdy się poczuje, że to nie to i nie zawracać głowy.
              • kora3 Ale kobieta ma wybór przecież! 22.08.13, 13:06
                aqua48 napisała:

                > kora3 napisała:
                Jednak jest coś w tym, że j
                > eśli facet nie jest zdecydowany, a tylko daje nadzieję kobiecie na wspólną przy
                > szłość, to jest to oceniane negatywnie. Podobnie jeśli zrywa, ale nie do końca,
                > utrzymuje kontakt, wraca, znowu zrywa. A tak też bywa często. Kobiety są bardz
                > iej emocjonalne, szukają podtekstów: może jednak kocha, może jednak jest jakaś
                > przyszłość.. Wtedy gdy facet w ogóle nie myśli o przyszłości, tylko chce spędzi
                > ć parę miłych chwil.


                Nie zrozum mnie źle, ale na forach tak ludzie piszą o kobietach, jakby dla nich znalezienie faceta graniczyło z jakimś cudemsmile
                Owszem, kobitek jest w PL trochę więcej niż panów, ale bez jaj, nie 10 na 100 babeksmile

                Jeśli jakaś pani jest zorientowana ślubnie, "dzieciowo" to na pewnym etapie znajomości (nie mówie o 1 randcesmile) nie od rzeczy jest to ujawnić, nie?

                Zresztą ludzie poznając się rozmawiają przecież, poznają wzajemnie swe plany, oczekiwania. Zatem jeśli taka dziewczyna ma do czynienia z panem zdeklarowanym raczej na wolny związek, to powinna mu podziękować. Podobnie jak takiemu, który zrywa i wraca itd.



                > Uczciwie powinno się zerwać w chwili gdy się poczuje, że to nie to i nie zawrac
                > ać głowy.

                Oczywiście
          • kornel-1 Re: Ależ Akle 22.08.13, 12:51
            aqua48 napisała:

            > Hipokryzja w tym pierwszym wątku polega moim zdaniem na tym, że facet zamiast o
            > głosić po prostu chęć zerwania i odejść, podtrzymuje w dziewczynie fikcję trwan
            > ia związku z czystego wyrachowania i finansowych uzależnień. TO jest tak na pra
            > wdę nie fair - nie kocha, podjął decyzje o zerwaniu,


            Moim zdaniem, lekko hipokrytyczne jest niedostrzeganie, iż zwykle partnerzy latami tkwią w niechcianym związku łudząc się, że coś się zmieni na lepsze i latami odwlekają zakomunikowanie podjętej już decyzji. W tamtym wątku, okres "od decyzji do rozstania" można oszacować na 2 miesiące.

            Pewnego rodzaju mądrością życiową jest stanowisko, że lepiej powstrzymywać się przed gwałtownymi decyzjami. Natychmiastowe i bezpośrednie przełożenie swoich emocji na słowa i czyny prowadzi do eskalacji konfliktów.

            Nie mieszajmy wątków, pliz.

            k.
    • kol.3 Re: dlaczego? 21.08.13, 18:43
      Czy chodzi o samo porzucanie czy raczej o styl?
    • vilez Re: dlaczego? 22.08.13, 10:04
      Koro smile Kornel Ci podał przyczynę. Ale nie powiedział, co jest złego w odejściu jako takim. W połączeniu z sv zwłaszcza wink
      Mentalność "pokrzywdzonych" przez to, że ktoś już nie chce z nimi dłużej być, rozwala. To pocieszne i straszne zarazem- chcieć kogoś przypisać do siebie i mieć żal, że on tego nie chce. "Wpędzić w lata"- znaczy, że co? Ktoś ma wziąć odpowiedzialność za czyjś wiek? Za to, że ktoś nie zdążył urodzić dziecka? Trza było rodzić, kiedy był czas, a nie wisieć na innych z racji wieku, i że się "nie zdążyło". Trza było zdążyć.
      Te stereotypy Baby są straszne. Dobrze, że ona je widzi, ale- zważ- ona się tego nie wstydzi. A powinna. Dorosły człowiek bierze za siebie odpowiedzialność na każdym etapie życia. A nie oczekuje, że ktoś będzie z nim kiedyś, bo był już kilka lat. Czasem kilka lat wystarczy, dalszego zobowiązania nie ma.
      Mnie taka mentalność przerażaj zasmuca i - nie ukrywam- obrzydza. Z reguły stoi za tym nieprzerobione doświadczenie, uogólnione niesprawiedliwie w stereotyp właśnie. Nie mówiąc o tym, że to nietaktowne wtryniać się facetowi zarówno w powody rozstania jak i sam jego fakt, co na forum sv wybrzmiewa groteskowo. Ergo: niedojrzałość i brak kultury.
      • kornel-1 Re: dlaczego? 22.08.13, 11:31
        vilez napisała:

        > Koro smile Kornel Ci podał przyczynę. Ale nie powiedział, co jest złego w odejści
        > u jako takim. W połączeniu z sv zwłaszcza wink


        To już inna inszość wink Odpowiadałem na tytułowe pytanie i wziąłem sobie do serca uwagę, by abstrahować od wszelkich okoliczności wink

        > Czasem kilka lat wystarczy, dalszego zobowiązania nie ma.

        Dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie zgadzają się z powyższym, jest przestrzeganie zasad obowiązujących np. w kościele katolickim. Warunkiem sine qua non jest zawarcie związku małżeńskiego z osobą również przestrzegającą tych zasad (Quod Deus coniunxit, homo non separet). Wtedy jest wszystko cacy i nikt się z nikim nie rozstaje. Probliemow niet! W ogóle, we wspólnocie religijnej opartej na zbiorze przykazań wszystko jest łatwe i proste smile))

        Wracając do negatywnych ocen: oprócz patrzenia przez pryzmat własnych doświadczeń, istotną rolę odgrywa środowisko kulturowe (i ogólnie szerokość spojrzenia na świat wink
        Tam, gdzie kobieta jest spostrzegana jako niesamodzielny byt (w tym ekonomiczny), odchodzący mężczyzna jest traktowany jako złoczyńca, na tej samej zasadzie jak krytykuje się obojętną postawę wobec tonącej osoby.

        Kornel
        • baba67 Re: dlaczego? 22.08.13, 12:12
          No jak zostawia z kilkorgiem dzieci i chudymi alimentami to mamy kobiete jako samodzielny byt ekonomiczny? Bo na ogol oburzenie jest na faceta ktory opuszcza rodzine. Czy tlumaczenie ze ma jedno zycie i chce je przezyc beztrosko i radosnie bo ma do tego prawo jest tu jak najbardziuej polityczniue poprawne? Nie mozemy takiego pana (a bywa ze i pania) jakos pejoratywnie nazwac?
          • kornel-1 Uderz w stół a nożyce się odezwą... 22.08.13, 12:33
            Uderz w stół a nożyce się odezwą...

            No cóż. Ogólnie współczuję.

            k.
            • kora3 Kornelu, ty też posługujesz się stereitypem :) 22.08.13, 12:58
              kornel-1 napisał:

              > Uderz w stół a nożyce się odezwą...

              Bo Baba nie jest porzuconą kobitką smile
              • kornel-1 Re: Kornelu, ty też posługujesz się stereitypem : 22.08.13, 13:35
                kora3 napisała:

                > Kornelu, ty też posługujesz się stereitypem : Bo Baba nie jest porzuconą kobitką smile

                W to nie wnikam (aczkolwiek swoje zdanie mam).

                Wypowiedź Baba67 znalazła się pod moim kolejnym wątkiem, w którym już nie pisałem o własnych doświadczeniach ale o wpływach kulturowych.

                Z pewnością dostrzegasz różnicę w argumentach między postami z:
                A) 21.08.13, 15:19
                B) 22.08.13, 11:31

                Kornel
                • kora3 Re: Kornelu, ty też posługujesz się stereitypem : 22.08.13, 13:47
                  kornel-1 napisał:
                  >
                  > W to nie wnikam (aczkolwiek swoje zdanie mam).

                  Ty masz zdanie, ja konkretna wiedzę. W takich przypadkach, stawiam z reguły na to drugie.
                  A poza tym właśnie "wniknąłeś" swoją uwagą o stole, nożycach i współczuciu smile

                  >
                  > Z pewnością dostrzegasz różnicę w argumentach między postami z:
                  > A) 21.08.13, 15:19
                  > B) 22.08.13, 11:31


                  owszem. I w sporej części się z Tobą zgadzam, po za tym, że w KRK owszem rozstania sa możliwe.smile

                  Myślę wszelako, że tu nawet nie chodzi o niesamodzielność głownie ekonomiczną, a o przekonanie pewnej części społeczeństwa, najczęściej damskiej, że kobieta bez mężczyzny jest nikim. I nie ma tu znaczenia w jakim stopniu jest samodzielna ekonomicznie, czy też jaki ma dorobek zawodowy.
                  Po prostu czesc kobiet uważa, że jeśli kobieta nie jest u boku faceta jest kims gorszym. Na temat mężczyzn singlowych tak nie uważają. To atawizm z czasów, gdy to zamążpójście ustawiało kobietę w hierarchii społecznej.
                  • kornel-1 Re: Kornelu, ty też posługujesz się stereitypem : 22.08.13, 14:24
                    Tak.
              • baba67 Re: Kornelu, ty też posługujesz się stereitypem : 22.08.13, 14:30
                Zgadza sie smile Tak to sie z fusow wrozy.
          • kora3 Babo droga 22.08.13, 12:34
            NIE , nie możemy nie znając np. szczegółów.
            a że alimenty "chude"? Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje, a kobiece oczy widziały, jakiego "krezusa" łapki brały smile

            całyt czas mnie przekonywałaś, że małżeństwo to dobre zabezpieczenie, a teraz wyszło ze jednak niesmile
            Można faceta ocenic źle w opisanej przez Ciebie sytuacji, gdy:
            - oszukuje na alimentach (np. zaniża sobie pobory)
            - nie interesuje się dziećmi po rozstaniu z ich matka
            • baba67 Re: Babo droga 22.08.13, 14:16
              No nie mozemy nie znajac szczegolow,przeciez ja tego przykladowego faceta wymyslilam.
              Nie zmienia do faktu ze w imie latwiejszego zycia zostawia kobiete z problemami (tatus weekendowy to jeszcze opcja optymistyczna) i nie za ciekawymi pieniedzmi.
              Mam wrazenie ze nikt wg Ciebie nie ma prawa nikogo oceniac , bo czlowiek ma jedno zycie i ma prawo zwalic odpowiedzialnosc na kogo innego i nie wolno nic powiedziec bo niepolitycznie.
              Poza haslem robta co chceta jest jeszcze odpowiedzialnosc i poczucie przywoitosci,
              Glupie, nie?
              • kora3 Re: Babo droga 22.08.13, 14:47
                baba67 napisała:
                > Mam wrazenie ze nikt wg Ciebie nie ma prawa nikogo oceniac , bo czlowiek ma jed
                > no zycie i ma prawo zwalic odpowiedzialnosc na kogo innego i nie wolno nic powi
                > edziec bo niepolitycznie.


                Masz mylne wrazenie Babo. Jakkolwiek jestem zdania, ze na ogół będąc osobą postronna i nieproszoną o ocenę zachowania/sytuacji należałoby się powstrzymać od wygląszania swych przemyśleń na temat tychże, to uważam, że można ocenic czyjeś zachowanie, czy sytuację. ALE
                1. znając szczegóły
                2. biorąc pod uwagę pryzmat spojrzenia na sprawę ocenianego, a nie tylko własny
                3. rozdzielając sprawy

                > Poza haslem robta co chceta jest jeszcze odpowiedzialnosc i poczucie przywoitos
                > ci,
                > Glupie, nie?


                Uwazasz, ze jestem nieodpowiedzialna i brak mi przyzwoitości?smile
                Babo - odejść od kogos, bo się z nim nie chce być NIE JEST nieprzyzwoite! Nieprzyzwoite jest taką osobę oszukiwać, zdradzać, porzucić bez srodków do zycia, nie interesować się swoimi dziećmi. To jest brak przyzwoitości i odpowiedzialności!
                • baba67 Re: Babo droga 22.08.13, 18:20
                  No oczywiscie Korciu ze tak nie mysle.Ale tak brzmisz niekiedy.
                  Ja brzmie jak Cejrowski i Rydzyk razem wzieci to tez mozliwe.co mi wytknelas i dobrze.
                  Literki na ekranuie to nie jest jednak perfekcyjne narzedzie porozumiewania sie.
                  • kora3 Babo brzmię tak 23.08.13, 10:56
                    szczególnie wówczas, gdy usiłuję jak w arku "zaręczynowym" pokazac innym, że nie powinno się dokonywać tzw. hurtowych ocen.
                    takie oceny sa nie tylko zwyczajnie nieuczciwe, ale też zupełnie nieprzydatne nikomu do niczego, a dokonujący takiej oceny tylko się upaja tym, co sobie wymyślił.

                    Dam ci przykład pewien, z życia. Ojciec mojego kolegi był przez całe swe życie kobieciarzem. Fakt, że miewa on kochanki i romanse był dla dzieci wiadomy od maleńkości, bo na tym tle w domu bywały kłotnie. Ojciec sobie z tych kłotni nic nie robil, matka nie odchodziła od niego, ale dzieci wiedziały ze cierpi, nieraz widziały jej łzy, upokorzenie.
                    Czy taką postawę ojca można ocenic negatywnie? Tak!

                    Ale jednocześnie , choć tato na swoje kolejne miłości i miłostki kasy nie szczędził, żonie i dzieciom jego nigdy niczego nie brakowało. Gośc ciężko pracował, żeby utrzymać rodzine na poziomie. Wydawał na panienki, ale nie tak, żeby żonie czy dzieciom jak to się mówi od ust odjąć.
                    Czy postawę ojca w zakresie materialnej odpowiedzialności za rodzinę należy ocenić pozytywnie? Tak!

                    I o takie rozdzielanie ocen mi chodzi Babo. Owszem, nieładnie że gośc permanentnie zdradzał żonę, ale bardzo ładnie, ze nie ucierpiał na tym nigdy byt rodziny.
                    • baba67 Re: Babo brzmię tak 23.08.13, 11:13
                      Jesli zona sie godzila bo nie musiala zapindalac jako samotna matka oraz wychowywac chlopakow (trudne ) to dokonala wyboru.Musial byc PRAWDZIWYM FACETEM a takich to nie ma zbyt wielu(dookola jeden z drugim jak nie nerwus to histeryk)Niektore kobiety wola miec 50% w dobrym interesie niz 100% w byle jakim.
                      Ja tego faceta nawet nie potepiam, bo ta cecha (lubi na kilka frontow)jest widoczna juz u nastolatka i powiedzenie widzialy galy tu bardzo pasuje.
                      • kora3 wyszło szydło z worka Babo:) 23.08.13, 11:38
                        przyznasz to, czy nie, ale patrzysz na związki w dużej mierze pod względem materialnym, czy szerzej - logistycznym. i na rozstania i prawo do szczęścia - też.

                        Upraszczając - jeśli człowieku wywiążesz się z obowiązków materialnych wobec rodziny, rób co chcesz. Ale jak piszę poniżej także - związki to także EMOCJE.

                        Piszesz, ze ta matka się godziła na romanse meża. Nie, bo gdyby jej to latało, nie byłoby kłótni o to. Ale nie za bardzo miała inne wyjście, niż z tym mężczyzną być. Bo miała 18 lat wychodząc za mąż, nie miała nawet matury, całe życie nie pracowała. Ponadto mowa o czasach, kiedy rozwód był uznawany za patologię, a rozwiedziona kobieta za gorszą. CO miała ta kobieta zrobić? Musiała w tym tkwić, sypiac z mezem, o którym wiedziała, że przyszedł z łozka innej pani do niej. Musiała znosić upokorzenia związane z tym, że wszyscy naikoło wiedzieli, że mąż ją tnie w rogi.

                        Piszesz, że to prawdziwy facet ... No cóż - wg mnie prawdziwy facet nie robiłby matce swoich dzieci takiego wstydu Babo. Zwyczajnie realizowałby się, ze tak powiem dyskretnie.

                        Powiadasz, że widziały gały co łapy brały ....No tak, tak smile wiec jak kobita wychodzi za niezaradnego niezgułę, który nie umie kasy zarobić, to niech potem nie płacze, że alimenty "chude". Z czego mają być "tłuste", jak chłop nie umie zarobić?
                        • baba67 Re: wyszło szydło z worka Babo:) 23.08.13, 14:54
                          Kasa jest BARDZO WAZNA.Do pewnego poziomu nawet NAJWAZNIEJSZA.
                          Widac ze tego nie rozumiesz bo nigdy nie mialas z tym problemu.
                          Definicja ktora tu podajesz dotyczy faceta idealnego. Prawdziwy facet- no coz ma swoje wady, ale umie przywlec mamuta do jaskini.
                          Piszesz ze ta pani nie miala matury,w tych czasach to nie musiala byc jej wina, matura nie byla powszechna, ale nigdzie nie piszesz ze byla gluchoniewidoma.
                          Zrobila glupi wybor pod tym wzgledem i konsekwencje tego wyboru ponosila cale zycie. Gdyby poslubila wiernego pana zarabiajacego socjalistycznie tez musialaby ponosic konsekwencje swojego wyboru i pojsc do roboty.(majac drugi etat w domu bo o takich czasach piszemy).
                          Skad wiesz ktora sytuacja bylaby dla niej mniej korzystna?
                          Facetow idealnych- dobrze zarabiajacych kochajacych i wiernych znam slownie trzech, ich zony traktuje troche tak jak milionerki z totka.Niektorym zdarza sie zycie jak z bajki.
                          • kora3 Re: wyszło szydło z worka Babo:) 23.08.13, 15:04
                            baba67 napisała:

                            > Kasa jest BARDZO WAZNA.Do pewnego poziomu nawet NAJWAZNIEJSZA.
                            Ja nie twierdzę, ze jest nieważna Babo, tylko twierdzę, że dla jednych może być najwazniejsza, dla innych równie ważna jak emocje, a dla jeszcze innych mniej od nich ważna.


                            > Widac ze tego nie rozumiesz bo nigdy nie mialas z tym problemu.

                            Wiesz, kiedy rozstawałam się ze swoim mezem byłam w nie najciekawszej sytuacji finansowej. Nie jakiejś tragicznej, ale także nie w dobrej. Wynikało to z tego, ze długo chorowałam, wiec zarabiałam mniej niż normalnie, a mój jeszcze wówczas mąż radośnie korzystał z konta, na którym lwią cześc kwoty dostępnej stanowiły moje pobory, bo on zarabiał znacznie mniej.
                            Pomimo tego nie oczekiwałam, że on mnie jakoś materialnie zabezpieczy, bo wiedziałam, ze nie ma zwyczajnie z czego. W myśl zasady "widziały gały co łapy brały" - wiażac się z nim wiedziałam, że z racji podjętych decyzji zawodowych jakiś czas będzie zarabiał mało.

                            > Definicja ktora tu podajesz dotyczy faceta idealnego. Prawdziwy facet- no coz m
                            > a swoje wady, ale umie przywlec mamuta do jaskini.


                            TEŻ, widzisz dla mnie TEŻ, A NIE tylko> smile

                            > Piszesz ze ta pani nie miala matury,w tych czasach to nie musiala byc jej wina,
                            > matura nie byla powszechna, ale nigdzie nie piszesz ze byla gluchoniewidoma.


                            Bo nie była głuchoniema. Napisałam, ze nie miała matury, bo nie miałasmile Nie miała też zadnego doświadczenia zawodowego.

                            > Zrobila glupi wybor pod tym wzgledem i konsekwencje tego wyboru ponosila cale z
                            > ycie. Gdyby poslubila wiernego pana zarabiajacego socjalistycznie tez musialaby
                            > ponosic konsekwencje swojego wyboru i pojsc do roboty.(majac drugi etat w domu
                            > bo o takich czasach piszemy).


                            ano tak

                            > Skad wiesz ktora sytuacja bylaby dla niej mniej korzystna?

                            nie wiem to nie był przykład na to, ze lepiej mieć dobrze zarabiającego partnera, niż źle, tylko na to, ze ktoś może robić coś zlego i jednocześnie robić na innym poplu coś dobrego.

                            > Facetow idealnych- dobrze zarabiajacych kochajacych i wiernych znam slownie trz
                            > ech, ich zony traktuje troche tak jak milionerki z totka.Niektorym zdarza sie z
                            > ycie jak z bajki.


                            hmmm mam szczęście?smile
                            • kora3 Babo, wazne 23.08.13, 15:11
                              Piszemy o emocjach i kasie. Widzisz ... mój poprzedni partner zarabiał na podobnym poziomie do moich poborów. Bogaczami nie byliśmy, ale starczało nam na to, czego chcieliśmy. Kiedy dowiedziałam się o jego zdradzie mieszkaliśmy w mieszkaniu jego krewnej, z którego mógł mnie zwyczajnie wyprosić. Ale nie wyprosił smile
                              Pomimo, że wskutek rozstania nie ucierpiałam nijak finansowo, czy bytowo było ono dla mnie ciosem, pomimo, ze ja to ja podjęłam o nim decyzję.
                              Wg tego co Ty piszesz powinnam wcale tego nie odczuć, bo przecież materialnie i bytowo nic się dla mnie nie zmieniło. Ale owszem, zmieniło się emocjonalnie. Osoba, z którą zamierzałam być całe dalsze zycie zdradziła mnie i nie umiałam tego zapomnieć. Cały mój swiat, plany - legło w gruzach. No, ale nie miałam problemu finansowego, wiec wg Ciebie, wszystko było ok smile
                              Tak Ci się tylko zdaje, bo powtórze za Tobą, nie byłas w takiej sytuacji realnie i dlatego nie wiesz, jak się człowiek wtedy czuje smile I żytczę Ci, zebyś nadal trwała w tej niewiedzy
                              • baba67 Re: Babo, wazne 23.08.13, 15:31
                                No tak, ja to przerobilam wczesnie. majac lat 15 zostalam porzucona przez chlopaka ktorego kochalam STRASZNIe.Rozpaczalam poltora roku.Bylam kompletnie rozwalona psychicznie.Po tym czasie zaczelam sie odradzac i po kolejnych rozstaniach szybko stawalam na nogi.
                                Takze rozumiem Twoje uczucia bo sa porownywalne bo i w jednym i drugim wypadku swiat sie zawalil.
                                • kora3 Re: Babo, wazne 23.08.13, 15:46
                                  baba67 napisała:

                                  > No tak, ja to przerobilam wczesnie. majac lat 15 zostalam porzucona przez chlop
                                  > aka ktorego kochalam STRASZNIe.Rozpaczalam poltora roku.Bylam kompletnie rozwal
                                  > ona psychicznie.


                                  Babo, daruj, ale co to za porównanie. 15-latka czuje się jak się czuje i ma prawo, bo młode to i głupie, ale obiektywnie do bzdet smile Trudno porównać z moją sytuacją - przyznasz. To tak, jakbyś porównywała niemoznośc kupienia sobie nowej sukienki z niemożnością wykupienia leków.


                                  > Takze rozumiem Twoje uczucia bo sa porownywalne bo i w jednym i drugim wypadku
                                  > swiat sie zawalil.


                                  Nie, nie rozumiesz, bo Tobie się tak naprawdę nie zawalił, tylko byłas w wieku, kiedy rozstania są subiektywnie "zawaleniem się świata" Babo. Ja tego mężczyznę naprawdę kochałam, by z nim być wyprowadziłam się na drugi kraj Polski, był mi jedną z najbliższych osób, której ufałam. Dodatkowo byłam tu wtedy niemal zupełnie sama...
                                  Tak sobie czasem myslę, ze gdybym miała np. przyjaciół tu, tak jak teraz, to inaczej bym to wszystko znosiła...
                                  • baba67 Re: Babo, wazne 23.08.13, 16:11
                                    A wlasnie ze nie, porownujemy cierpienie a nie jakies okolicznosci.
                                    W jednym i drugim wypadku nie ma sytuacji bycia glodnym na ulicy.
                                    To co napisalas jest niesprawiedliwe i okrutne.
                                    Jesli 16latka popelni samobojstwo to dalej bedziesz uwazac ze mloda i glupia a Twoja tauma byla duzo wieksza? Nie byla -Ty zyjesz, Wiek tu nie ma nic do rzeczy.
                                    Dla mnie to Ty mialas nawet lepiej-trafilas na palanta i moglas sobie go obrzydzic.
                                    W moim wypadku facet byl bez zarzutu , zadnych klamstw, zadnych bab, szlachetny prostolinijny, tyle ze mu przeszlo bo tak w tym wieku jest.
                                    • kora3 Re: Babo, wazne 23.08.13, 17:48
                                      baba67 napisała:

                                      > A wlasnie ze nie, porownujemy cierpienie a nie jakies okolicznosci.

                                      babo, źle mnie zrozumiałaś ... Cierpienie jest odczuciem subiektywnym i każdy ma prawo czuć się jak się czuje.

                                      > To co napisalas jest niesprawiedliwe i okrutne.
                                      > Jesli 16latka popelni samobojstwo to dalej bedziesz uwazac ze mloda i glupia a
                                      > Twoja tauma byla duzo wieksza? Nie byla -Ty zyjesz, Wiek tu nie ma nic do rzecz
                                      > y.


                                      Ma Babo, bo z wiekiem nabieramy doświadczenia. I mało która 40 -latka na serio popełniłaby samobósjtwo z milosci, a mało która 16-latka z biedy. Rzecz w tym, że 16-latka nie widzi dalej życia bez miłości, a 40-latkja wyjścia z sytuacji np. finansowej.

                                      > Dla mnie to Ty mialas nawet lepiej-trafilas na palanta i moglas sobie go obrzyd
                                      > zic.


                                      Wcale nie jest palantem Babo. Jest bardzo dobrym człowiekiem, który zachował się w jednej sprawie źle, ale w całym szeregu innych - bardzo dobrze.
                                      Ja (podobnie jak wspomniana tu pani Wawwrzecka) mam świadomośc swego udziału w kryzysie zwiazku
                                      • baba67 Re: Babo, wazne 23.08.13, 18:03
                                        No to mialas przechlapane-nawet obrzydzic go sobie nie moglas.
                                        Skoro tylko w tej jednej jedynej malutkiej sprawie zachowal sie niecacy to o co chodzi?O taaki tyci tyciuski romansik?Bo to zla kobita byla,spila i silom zaciagnela misia?
                                        Korciu zdecyduj sie-albo facet Cie zawodzi ze masz traume, albo cudowny jest tylko tak tyciusko nozka mu sie omsknela...Bo ja mam chyba jakies zwidy i omamy.
                                        • kora3 Re: Babo, wazne 23.08.13, 22:14
                                          baba67 napisała:

                                          > No to mialas przechlapane-nawet obrzydzic go sobie nie moglas.


                                          nie mam w ogóle zwyczaju obrzydzać sobie ludzi ...

                                          > Skoro tylko w tej jednej jedynej malutkiej sprawie zachowal sie niecacy to o co
                                          > chodzi?O taaki tyci tyciuski romansik?Bo to zla kobita byla,spila i silom zaci
                                          > agnela misia?


                                          Babo, jestem ostatnią osoba, która za romans czy skok w bok faceta obwinia te drugą smile Jeśli wie wierzysz, to sprawdź wyszukiwarka na forum Kobieta np.smile

                                          Zachował się źle w sprawie nie tyciuśkiej, a b. dla mnie ważnej - w tym rzecz Babo. Ale co cały czas podkreślam - nie w stosunku do niego, tylko w ogóle - u mnie nie ma "hurtu". w pozostałych aspektach zycia (domowym, zawodowym, materialnym ) zawsze był i jest w porządku.

                                          > Korciu zdecyduj sie-albo facet Cie zawodzi ze masz traume, albo cudowny jest ty
                                          > lko tak tyciusko nozka mu sie omsknela...Bo ja mam chyba jakies zwidy i omamy.

                                          >
                                          Nie masz omamów tylko JA NIE OCENIam hurtem! Zdradził, postąpił źle i już nie mogłam mu zaufac jako kobieta, mężczyźnie. Ale jako człowiekowi w każdej innej niż damsko -męskiej sprawie mogłam i mogę nadal.
                                          • baba67 Re: Babo, wazne 24.08.13, 08:01
                                            A ja tak nie mam.Uczciwosc to uczciwosc. jesli ktos jest zdolny oklamywac mnie i zwodzic w jednej sprawie to jest w stanie i w innej.
                                            Co innego jakies fikumiku na wyjezdzie integracyjnym co bym wybaczyla a co innego oszukiwac miesiacami udajac ze wszystko w porzadku. takiemu gosciowi nie dalabym nawet 3 zl zeby mi kartofle kupil.
                                            • kora3 Re: Babo, wazne 24.08.13, 14:00
                                              baba67 napisała:

                                              > A ja tak nie mam.Uczciwosc to uczciwosc. jesli ktos jest zdolny oklamywac mnie
                                              > i zwodzic w jednej sprawie to jest w stanie i w innej.
                                              > Co innego jakies fikumiku na wyjezdzie integracyjnym co bym wybaczyla a co inne
                                              > go oszukiwac miesiacami udajac ze wszystko w porzadku. takiemu gosciowi nie dal
                                              > abym nawet 3 zl zeby mi kartofle kupil.


                                              no widzisz, a ja "mam" inaczej i z mojego doświadczenia w innych sferach życia wynika, że tej osobie mogłam i mogę zaufać.
                                              >
                            • baba67 Re: wyszło szydło z worka Babo:) 23.08.13, 15:20
                              Skoro nie byla gluchoniewidoma to z pewnoscia widziala co to za ziolko. Akurat to jest cecha ktora widac juz u 15 latkow-wiem cos o tym pare lat w szkole pracowalam. To nie jest alkoholizm czy gambling ktory sie moze rozwinac po slubie.
                              A to ze NIE CHCIALA widziec-no coz tak sie popelnia zyciowe bledy.Ze sie NIE CHCE.

                              Co o Twojego faceta, oczywiscie ciesze sie Twoim szczesciem, jednak dopoki nie ma dzieci to ciezko powiedziec czy jest idealny wg moich kryteriow.Takich milusich w bezproblemowych bezdzietnych malzenstwach to troche znam.Dopoki nie ma problemow idealow jest wielu.A pisze o prawdziwych idealach.
                              Ciekawa rzecz jeden ma dorosla corke ktora nie jest w stanie ulozyc sobie zycia a dziewczyna niebrzydka wyksztalcona i niebiedna.
                              Zaden z kandydatow nie dorownywal tatusiowi choc byly to calkiem sensowne chlopaki.
                              • kora3 Re: wyszło szydło z worka Babo:) 23.08.13, 15:41
                                baba67 napisała:

                                > Skoro nie byla gluchoniewidoma to z pewnoscia widziala co to za ziolko. Akurat
                                > to jest cecha ktora widac juz u 15 latkow-wiem cos o tym pare lat w szkole pra
                                > cowalam. To nie jest alkoholizm czy gambling ktory sie moze rozwinac po slubie.
                                > A to ze NIE CHCIALA widziec-no coz tak sie popelnia zyciowe bledy.Ze sie NIE CH
                                > CE.


                                wiesz, przekonana nie jestem czy widać - też z obserwacji. A tak w ohgóle, wiesz 18-latka, to nie to samo co pani nauczycielka ok. np. 30 stki smile

                                >
                                > Co o Twojego faceta, oczywiscie ciesze sie Twoim szczesciem, jednak dopoki nie
                                > ma dzieci to ciezko powiedziec czy jest idealny wg moich kryteriow.


                                Idealny to nikt nie jest smile wymieniłaś pewne kryteria i on je spełnia. Co dowiernosci - powiadają, ze nigdy nie można być pewnym smile, ale nie mam żadnych podstaw by w nią wątpić.
                                Natomiast dzieci się nie pojawią i brak parcia na nie z jego strony jest dla mnie kolejnym plusem.

                                Takich milus
                                > ich w bezproblemowych bezdzietnych malzenstwach to troche znam.Dopoki nie ma pr
                                > oblemow idealow jest wielu.A pisze o prawdziwych idealach.


                                Niespodzianka Babo, bezdzietni ludzie mają czasem problemy. Czasem b. poważne, np. zdrowotne, czy finansowe. Akurat my nie, ale np. nasi przyjaciele (są w wolnym związku od 10 lat) teraz walczą 3 rok z rakiem pani. Naprawdę to większy problem, niż kolka dzieciaka, wierz mi. sad
                                • baba67 Re: wyszło szydło z worka Babo:) 23.08.13, 16:01
                                  Majac lat 18 wyczuwalam na mile(a bylam infantylna i naiwna)faceta ktory kreci., choc jeden mnie probowal zwiesc i mu sie to przez miesiac udalo.Ale ja szybka nigdy nie bylam uszu nadstawialam na ploty zawsze no i dowiedzialam sie czego trzeba.
                                  Dlatego uwazam ze akurat tej cechy sie nie widzi kiedy sie nie chce widziec ani slyszec tego co sie mowi.
                                  • kora3 Babo nie gniewaj się, ale 23.08.13, 17:27
                                    zaczynasz przypominać Bubę w swoich wypowiedziach, albo jeszcze bardziej pewnego mego znajomego, którego ironicznie nazywamy "Piotruś (to zdrobnienie jego imienia prawdziwego) Dobra Rada".

                                    Tak jak Buba zwykle patrzy na problem ze swojego i tylko swoje punktu widzenia - "szef przy Tobie pali, zwróć mu wagę" np. i kieruje takie rady do każdego bez względu na to, czy pracownik jest cenionym specjalistą z szefem na Ty czy referentem na okresie próbnym. To samo Piotruś, nota bebe bardzo miły gość. "Straciłeś pracę? znajdziesz inną" - mówi zupełnie szczerze P., który jest właścicielem dobrze prosperującej formy w intratnej branzy. I nie pomyśli, że wmówi to do człowieka, który nie ma jakichś szczególnych kwalifikacji, a w branży z której "wyleciał" jest głęboki kryzys. On jest podobny do Ciebie, w tym sensie, ze zdjaesz się być mimo wszystko osobą empatyczną i chętną do pomocy innym. On także, pomaga na serio, nie tylko takimi "madrymi radami", ale te właśnie rady niemożebnie wqrzają, bo sa zwykle oderwane od rzeczywistości tego, kto ich wysłuchuje.

                                    Kiedy się komus udziela rady, albo też ocenia jego zachowanie, to należałoby jakby "wejść w skóre" tego człowieka. Zatem znać jego realną sytuację, także emocjonalną, czy społeczną.

                                    Ja na miejscu matki kolegi rozwiodłabym się z takim mezem, jakiego ona miała i poszukała sobie kogoś innego. Ale
                                    1. ja jestem samowystarczalna materialnie
                                    2. nie mam przekonań religijnych niepozwalających na rozwód
                                    3. pochodze z innego pokolenia i przede wszystkim środowiska
                                    4. zostałam wychowana w innej mentalności
                                    itd.
                                    wiec to, co JA BYM zrobiła nie ma tu nic do rzeczy smile
                                    • baba67 Re: Babo nie gniewaj się, ale 23.08.13, 17:58
                                      Nie pisze dalej-mam jednak rozdwojenie jazni.
                                      Gdzie napisalam co bym zrobila na miejscu tej kobiety?
                                      Stwierdzenie ze patrzyla a nie widziala jest stwierdzeniem faktu, tak wlasnie robimy bledy w roznych dziedzinach.Czy stwierdzenie ze ponosimy konsekwencje bledow to jest jakas rada?
                                      GDZIE UDZIELILAM JEJ JAKIEJKOLWIEK RADY ????Cytat! Podasz cytat-lece do psychiatry.
                                      • kora3 Babo co do Ciebie, to nie szło 24.08.13, 14:01
                                        oczywiście o rade, a o ocenę, ale generalnie takie same trzeba zasady przyjąć.
                                        • baba67 Re: Babo co do Ciebie, to nie szło 24.08.13, 19:10
                                          Pytalas mnie o opinie a nie analize przypadku.Nie napisalam co bym zrobila na miejscu tej kobiety bo NIE WIEM wiec jaki punkt widzenia mialam przyjmowac wyrazajac opinie?
            • matylda1001 Re: Babo droga 23.08.13, 23:12
              kora3 napisała:

              > Można faceta ocenic źle w opisanej przez Ciebie sytuacji, gdy:
              - oszukuje na alimentach (np. zaniża sobie pobory)
              - nie interesuje się dziećmi po rozstaniu z ich matka<

              Ależ właśnie tak najczęściej bywa. Dla faceta, który był na tyle nieodpowiedzialny i nieuczciwy że porzucił rodzinę, nie ma nic świętego. Skoro odzyskał wolność, to chce wreszcie żyć pełnią życia, a do tego potrzebne pieniądze. Dzieci przecież mają matkę, która nie pozwoli im zginąć z głodu.
              • kora3 Zdarza się, a nie najcześciej bywa Matyldo 24.08.13, 17:10
                matylda1001 napisała:
                >
                > Ależ właśnie tak najczęściej bywa. Dla faceta, który był na tyle nieodpowiedzia
                > lny i nieuczciwy że porzucił rodzinę, nie ma nic świętego. Skoro odzyskał wolno
                > ść, to chce wreszcie żyć pełnią życia, a do tego potrzebne pieniądze. Dzieci pr
                > zecież mają matkę, która nie pozwoli im zginąć z głodu.


                Owszem zdarza się i wcale nierzadko. Natomiast nie jest to jakiś standard. Powiedziałabym, ze taki "model" funkcjonował bardziej kilkadziesiąt lat temu, gdy o ile kobieta się rozwodziła z meżczyzną to z powodu np. alkoholizmu, a jeśli mezczyzna z kobietą, to dlatego, że był nieodpowiedzialny.
                Teraz ludzie rozwodzą się także z ww. przyczyn, ale też wcale nierzadko zwyczajnie dlatego, ze się wypaliło, z jednej, albo obu stron. I wcale standardem nie jest, że uchylanie się od płacenia na dzieci, ani nieutrzymywanie z nimi kontaktu po rozstaniu z ich matką.
                Teraz też znaczniej więcej kobiet niż kiedyś rozumie, jak wazny jest kontakt dziecka z ojcem i nie ogranicza tym ojcom kontaktów z dziećmi, w ramach kary za to, że ojcowie ci je porzucili.

                Dlatego dziś zadnym dziwem nie są dzieci, które spędzają weekendy, wakacje z ojcem i jego nową partnerką, czy zoną i ewentualnym przyrodnim rodzeństwem. Może się to komuś nie podobać, ale to znak czasów. Ludzie się przestają kochac, rozstają, ale mają wspólne dzieci i nadal pozostają ich rodzicami, oboje.
                • matylda1001 Re: Zdarza się, a nie najcześciej bywa Matyldo 24.08.13, 22:11
                  kora3 napisała:

                  > Ludzie się przestają kochac, rozstają, ale mają wspólne dzieci i nadal pozostają ich rodzicami, oboje. <

                  Szkoda tylko, że ci wspaniali rodzice, realizując swoje cele nie biorą pod uwagę uczuć własnych dzieci. Egoizm rodziców przenigdy nie wychodzi dziecku na dobre.

                  >Dlatego dziś zadnym dziwem nie są dzieci, które spędzają weekendy, wakacje z ojcem i jego nową partnerką, czy zoną i ewentualnym przyrodnim rodzeństwem.<

                  Wakacyjny tatuś i awaryjna mamusia wink
                  O, nie! Wątpię, czy będąc w takiej sytuacji pozwoliłabym jakiejś podrywce robić za wakacyjną mamusię dla mojego dziecka. Jeśli tatuś chciałby spędzić urlop z dzieckiem to proszę bardzo, ale podrywka zostaje w domu. Zresztą wystarczy poczytać forum, żeby się przekonać, że podrywki wcale się do tego nie garną. "Eksie" to dla nich jędze, a "eksięta" to kosztowna kula u nogi.
                  • baba67 Re: Zdarza się, a nie najcześciej bywa Matyldo 25.08.13, 07:35
                    Nie wszystkie drugie zony to podrywki.Rozumiem ze piszesz o sytuacji wyjsciowej tj tatus znuzony obowiazkami rodzinnymi wybral pania bezproblemowa i zapragnal u jej boku byc weekendowym tatusiem.
                    A to ze dzieci cierpia wyplywa z nieodpowiedzialniosci i lekkiego traktowaniu malzenstwa ale nie tylko. Niekiedy wynika z odpowiedzialnosci za dzieci ktore nie musza miec tatusia kobieciarza o ktorego podbojach jest glosno, ze nie wspomne o sytuacjach oczywistych prowadzacych do zagrozenia bezposredniego.
          • vilez Re: dlaczego? 22.08.13, 17:58
            Równie dobrze to kobieta może zostawić mężczyznę słabo uposażonego finansowo z kilkorgiem dzieci. A to "oburzenie na faceta" to pochodzi właśnie od osób myślących podobnie jak Ty. Bo ani facet jakoś specjalnie z racji płci zasługuje na wyróżnienie, ani to oburzenie adekwatne do czegokolwiek.
            Nic Ci (ani nikomu innemu poza samymi zainteresowanymi) do życia innych ludzi, do tego czy radośnie lub mniej radośnie idą w swoją stronę. Mają do tego prawo, a Ty się tylko ośmieszasz tymi generalizacjami pod ich adresem.
        • vilez Re: dlaczego? 22.08.13, 17:50
          Ano najlepiej Kornelu, gdyby się dobierali od razu pod względem wyznawanych wartości i priorytetów. Ale nawet wtedy może zdarzyć się (w czasie) rozejście tych wartości i priorytetów, nie mówiąc już o innych okolicznościach. Po prostu trzeba umieć zmierzyć się z tym, ze drugi człowiek nie stanowi naszej własności, ani nie jest do nas przyspawany na amen. To jest bolesne, ale... no jest, i tyle smile
      • baba67 Re: dlaczego? 22.08.13, 12:21
        Odstosunkuj Ty sie ode mnie...straszne, uczepila sie jak rzep psiego ogona.
        Bierze sie odpowiedzialnosc za swoje czyny wiazac sie z kims,Dotyczy to obu stron, glupoty naiwnych panienek tez.Jesli Ci sie to nie podoba to nie bierz i od nikogo jej nie wymagaj. Slicznego milego zycia.
        • vilez Re: dlaczego? 22.08.13, 14:44
          To Ty się odstosunkuj od tych, którzy traktują związki poważnie, czyli rozumieją, że do związku należy także możliwość jego zakończenia. W wieku 18, 28, 38 i 88 lat a nawet 108. Odpowiedzialność każe postrzegać życie realnie, a nie- według fantazji i fantasmagorii. Tylko naiwne panienki kierują się "on jest na zawsze mój". Widzisz, Babo, niewolnictwo skończyło się już jakiś czas temu, i nawet katolicy dojrzeli do swoistych "rozwodów" (jakże wygodne kanony dotyczące "niedojrzałości psychicznej")wink Bywa, że związki się rozpadają i sam ten fakt jest moralnie neutralny. Inaczej wszyscy musielibyśmy do końca życia być z pierwszym "narzeczonym/narzeczoną" (np. takim z przedszkola wink.
          Najlepiej dla Ciebie byłoby się z tym pogodzić, bo tak własnie wygląda rzeczywistość.Również sama w sobie neutralna moralnie (choć Cioran twierdził inaczej).
      • kora3 Po kolei Vilez 22.08.13, 14:15
        vilez napisała:

        "Wpędzić w lata"- znaczy, że co? Ktoś ma wziąć odp
        > owiedzialność za czyjś wiek? Za to, że ktoś nie zdążył urodzić dziecka? Trza by
        > ło rodzić, kiedy był czas, a nie wisieć na innych z racji wieku, i że się "nie
        > zdążyło". Trza było zdążyć.


        ja to określenie także pamiętam z dzieciństwa i nie chodziło w nim na ogół bynajmniej o możliwości posiadania dziecka, w każdym razie nie bezpośrednio.
        Chodziło bardziej o to, że w tamtych czasach były pewne granice wiekowe, dużo ściślejsze niż np. teraz, w których w danym środowisku kobiecie wypadało wyjść za mąż. jeśli nie wyszła była postrzegana jako gorsza. Nie było też tak powszechnych wolnych związków, jak teraz (mam na myśli wspólne mieszkanie bez ślubu, dzieci itd.). Zatem jeśli chłopak z dziewczyna chodził "na poważne" smile to miało się to skończyć ślubem. No, ale bywało, że "chodzili" jakiś dłuższy czas i slubu nie było, a potem chłopak panne rzucał. Jeśli była ona w wielu zbliżonym do granicznego w tym środowisku do wymaganego smile zamążpójścia, to "wpędził ja w lata", a taka dziewczyna miała spore "szanse" być sklasyfikowana, jako "stara panna".

        Problem posiadania dzieci był tu na ogół mniejszy, niż występuje teraz. Bo tamte graniczne liczby lat na zamazpójscie były znacznie niższe niż obecnie (o ile występują w danym srodowisku w ogóle), więc taka całkiem młoda "stara panna" biologicznie miała jeszcze sporo czasu na potomstwo.

        Obecnie ludzie znacznie później statystycznie decydują się na poważne związki. I z tych poważnych związków, czy to formalnych czy nie, dzieci pojawiają się też później niż kiedyś.
        Jeśli taki związek trwa kilka lat i nie pojawiają się dzieci i zostanie zakończony, może być tak, ze kobieta jest na granicy wieku, w którym bezpiecznie jest mieć pierwsze dziecko. I jest w sytuacji takiej, że w zasadzie nie ma z kim go mieć, w sensie oczywiście partnera, a nie dowolnego panasmile
        Czy taka kobieta może za ten stan rzeczy obwiniać ekspartnera? Myśle, ze zależnie od sytuacji, czasem częściowo może. Np. jeśli ona będąc jeszcze w związku nalegała na posiadanie dziecka argumentując to "zegarem biologicznym", a pan zarzekał się, ze jak najbardziej, ale za chwilę, a tak naprawdę dziecka nie chciał wcale, albo z nią mieć. Gdyby postawił sprawę jasno, taka kobieta miałaby wybór czy przy takiej postawie partnera w b. ważnej dla niej sprawie chce nadal z nim być.

        Zrozum mnie dobrze, moje powyższe zdanie, wbrew temu co napisał Kornel, nie wzięło się z osobistego doświadczenia. Nigdy nie poczułam potrzeby posiadania dziecka i żaden z moim poważnych partnerów życiowych nie wykluczał posiadania go ze mną. Mój eksmąż nawet miał parcie na dziecko, ale mowy z mojej strony nie było.
        Niemniej jestem w stanie pojac, ze ktoś pragnie mieć dzieci. Tak jesteśmy biologicznie skonstruowani odmiennie, ze faceci to pragnienie mogą zrealizować znacznie dłużej, niż babki. Większosc zarówno kobiet, jak i mężczyzn mając takie pragnienie chce je zrealizować z bliską, a nie przypadkową osobą. Kobieta dobrych kilka lat zwodzona, że "oczywiście, ale nie teraz" i porzucona ma czasem b. ograniczone możliwości zrealizowania tego pragnienia, zarówno fizycznie, jak i ze tak powiem logistycznie, bo nie będąc w związku mogłaby je zrealizować jedynie z kimś przypadkowym.
        Ale żeby ocenic negatywnie jej ekspartnera musiałabym mieć pewnośc, że zwodził ja naprawdę. Tzn. wcale nie chciał mieć dzieci, albo o ile to nie z nia, a zapewniał, ze jest inaczej.
        • baba67 Re: Po kolei Vilez 22.08.13, 14:27
          Odpowiedzialnosc za to zwodzenie ponosi tez sama kobieta.Jesli ktos jest na kims psychicznie uwieszonym ze uzaleznia swoje marzenia od woli drugiego czlowieka to cos z ta osoba nie tak.Nie ma dobrego zwiazku bez kompromisu, ale jest miejsce gdzie kompromis przestaje byc kompromisem, a zaczyna sie chory uklad.
          Kiedys kobieta miala gorzej, duzo gorzej w sensie obyczajowym. jesli facet z nia chodzil i chodzil to zerwanie zwiazku przez nia przypinalo jej taka latke ze musialaby zmienic srodowisko zeby miec szanse na dobre zamazpojscie, wiec wolala sie ludzic bo niewiele zyskiwala.
          Teraz wpedzanie w lata nie ma racji bytu, Bywa ze sie pannie do macierzyntwa w ale nie spieszy lubi wygodna zycie a to ze partner ie chce zakladac rodziny jest jej w zasadzie na reke(a ma na kogo zwalic przed steskniona za wnusiami matka)
          • kora3 Re: Po kolei Vilez 22.08.13, 14:50
            baba67 napisała:

            > Odpowiedzialnosc za to zwodzenie ponosi tez sama kobieta.Jesli ktos jest na kim
            > s psychicznie uwieszonym ze uzaleznia swoje marzenia od woli drugiego czlowieka
            > to cos z ta osoba nie tak


            No tak, ale posiadanie dziecka to powinna być decyzja OBU stron związku, wiec trudno realizację tego marzenia, o ile się je posiada, oddzielić od drugiej osoby, nieprawdaż?
            No chyba, ze myślisz o tzw. kontrolowanej "wpadce"smile

            > Teraz wpedzanie w lata nie ma racji bytu, Bywa ze sie pannie do macierzyntwa w
            > ale nie spieszy lubi wygodna zycie a to ze partner ie chce zakladac rodziny jes
            > t jej w zasadzie na reke(a ma na kogo zwalic przed steskniona za wnusiami matka
            > )


            Czy w lubieniu wygody, szerzej - budowaniu sobie wygodnego dla siebie zycia jest cos złego?smile
          • aqua48 Re: Po kolei Vilez 22.08.13, 15:10
            baba67 napisała:

            > Odpowiedzialnosc za to zwodzenie ponosi tez sama kobieta.Jesli ktos jest na kim
            > s psychicznie uwieszonym ze uzaleznia swoje marzenia od woli drugiego czlowieka
            > to cos z ta osoba nie tak.Nie ma dobrego zwiazku bez kompromisu

            Odpowiedzialność za utkwienie w złym związku oczywiście, że się rozkłada, natomiast niestety konsekwencje nie są jednakowe dla mężczyzny i dla kobiety. Mężczyzna czterdziesto, pięćdziesięcio, lub sześćdziesięcioletni, tkwiący nawet przez dwadzieścia lub więcej lat życia w złym, nie rokującym związku, ma zupełnie inne szanse na ułożenie sobie jeszcze życia i posiadanie dzieci niż kobieta w tym samym wieku.
        • vilez Re: Po kolei Vilez 22.08.13, 16:43
          Zawsze powiadam, że największą rewolucją w dziejach naszej cywilizacji było wynalezienie tabletki antykoncepcyjnej (chodzi ogólnie o kontrole płodności)wink
          To ona właśnie, kontrola płodności lub jej brak, ustawia modele społeczne. Dopóki brak było tej kontroli lub była częściowa, instytucja małżeństwa/rodziny chroniła kobietę (za cenę patriarchatu, oczywiście, pytanie czy opłacalną).
          Obecnie ta kontrola staje się całkowita. Stąd taki szybkie procesy zmian w zakresie małżeństwa, rodzicielstwa i związków jako takich. Płodność i jej ochrona, także ochrona przed niekorzystnymi jej skutkami, nie jest już osią struktur społecznych. Kobiety wiedzą, że ani dzietność nie jest wymaganiem wobec nich, ani zagrożeniem (np. ekonomicznym), jest po prostu czymś, co zależy od ich woli i p[oglądów na sprawę (a poglądy są rozmaite). I jest to nieodwracalne (chyba, że zejdziemy do poziomu małpoludów w wyniku jakiejś katastrofy). To są w sumie banały, ale tak to moim zdaniem własnie jest.
          Są ludzie, którzy źle przyjmują zmiany, tkwią jeszcze w dawnych mentalnością, bez baczenia na rzeczywistość. Niektórzy konserwatyści itd. To jest oczywiście problem. Ale nie jest to winą tych, którzy rozumieją zmiany w rzeczywistości, tylko tych, którzy tego nie rozumieją lub się z tym nie godzą, próbując przeforsować swoje widzenie spraw. To tyle tych spraw już banalnychwink

          Co do konkretu rozwiązań, to oczywiście zależy od...konkretu własnie. Nie bardzo widzę sens snucia jakichś modeli jednakich czy optymalnych dla wszystkich, bo takowe już nie istnieją. Jedno jest pewne- dziecko dziś już nie musi żyć w rodzinie "pełnej" (tradycyjnej), takiej na "całe życie". Są rodziny patchworkowe, rodzice samotni, poliamoryści, przeróżni. Sprawę posiadania dzieci rozważa się jak każdą inną, omawia z partnerem, jeśli zaś nasze wizje co do dzietności (czy innych ważnych spraw) się rozchodzą, to trzeba ponieść tego konsekwencje, czyli albo kompromis (jak się da) albo rozstanie. Miejsca na żale nie bardzo widzę. Tak jak walczenie z biologicznymi uwarunkowaniami i np. szantażowanie nimi (wzbudzanie poczucia winy w kimś). Chcę zostać rodzicem, to podejmuję określone działania, za które biorę odpowiedzialność. Tak, jak za kierunek związku ("do" czy "od").
          Poza tym, każdy ma prawo do zmiany zdania. To nie są sprawy, co do których można się opowiedzieć raz na zawsze. Może mi się zachcieć lub odechcieć, mogę dojrzeć w kierunku "do" lub "od". Bo ludzie się rozwijają, zmieniają poglądy, zdanie, nie da rady zawrzeć umowy na "posiadanie" dzieci lub związek "na zawsze". Na szczęście prawo takich umów nie honoruje. I dojrzały człowiek moim zdaniem też to powinien honorować.
    • kora3 Do Baby - odpowiedzialność i przyzwoitość 22.08.13, 16:28
      Wspomniałaś sarkastycznie, że są. Ano.
      No to ja uważam, ze przyzwoicie jest być z kimś, np. z Tobą szczerym. I powiem Ci coś.

      1. Wiesz jaka była sytuacja z moim byłym mężem. Wspomniałaś nawet, ze nikt mnie źle nie ocenia tutaj, bo zatajona została przede mną diagnoza.
      Cieszę się, ale zdaj sobie Babo sprawę, że ja podejmując decyzję o rozstaniu z nim NIE WIEDZIAŁAM o tej diagnozie i zatajeniu. Czyli rozstając się rozstawałam się tak naprawdę z człowiekiem, o którym przypuszczałam ze jest chory (bo poddać się badaniom nie chciał, wiec pewności być nie mogło) i zachorował wtedy, a nie wcześniej.
      Nadal mnie oceniasz tak samo pozytywnie w zakresie tej sprawy, czy neutralnie, czy też uświadomienie sobie, że rozstałam się z kimś, bo był chory zmienia Twój punkt widzenia na mnie?smile

      2. Jka wiesz jestem w związku już kilka dobrych lat. Kocham mojego faceta i jest on dla mnie osobą pociągająca także fizycznie. Ale to nie znaczy, że nie podobają się mi inni panowie. Owszem, podobają. I jeden z takich panów powiedzmy, ze mnie adoruje. Spotkamy się czasem, wypijemy kawę, drinka, zjemy obiad czy kolację. Pan jest dżentelmenem, ale jako doświadczona kobieta wyczuwam, że nie odmówiłby, gdyby była okazja znaleźć się w sytuacji intymnej. I przyznaję - gdybym była wolna, nie kochała mego partnera, to pewnie w takiej sytuacji byśmy się znaleźli. Pana tego na pewno nie kocham i nie planowałabym także związku z nim (z pewnych określonych przyczyn). Widzisz zatem, że kobiecie NAPRAWDE nie potrzeba wielkiej miłości, żeby była z kimś w łożku, związku, czy nawet perspektywy na związek. Napisałam ci szczerą prawdę, żebyś wiedziała, ze nie teoretyzuje o jakichś hipotetycznych paniachsmile.
      • baba67 Re: Do Baby - odpowiedzialność i przyzwoitość 22.08.13, 18:29
        1.W zadnym wypadku to nie zmienilo mojej oceny.
        Jesli ktos zachowuje sie jak osoba psychicznie chora i nie chce z tym nic robic a nie zostawiasz osoby glodnej na ulicy masz prawo odejsc. Zrobilas wiecej niz musialas.
        Usprawiedliwiasz innych a sama bys haniebnie(pamietacie Haniebnego?) nie postapila.

        2.Doskonale rozumiem ze moze byc miedzy ludzmi chemia bez zadnych perspektyw na wspolne zycie(za duzo roznic). I jesli nie ma sie zobowiazan lub/i przekonan religijnych mizna sobue skonsumowac.
        Ja bym nie mogla(nawet bez meza i przekonan) bo mam tak ze nie, od razu bym sie zakochala i problem, Jedni moga drudzy nie.
        Ale sa panie ktore moga i nie sa to dla mnie nierzadnice babilonskie.
        • kora3 Ok Babo, ok :) 23.08.13, 10:40
          baba67 napisała:

          > 1.W zadnym wypadku to nie zmienilo mojej oceny.
          > Jesli ktos zachowuje sie jak osoba psychicznie chora i nie chce z tym nic robi
          > c a nie zostawiasz osoby glodnej na ulicy masz prawo odejsc. Zrobilas wiecej ni
          > z musialas


          Weź pod uwagę to, że ta osoba nic z tym nie robi, bo jest przecież przekonana, że jest zdrowa. Trudno mieć do chorego pretensje, ze jest chory, prawda?
          Owszem, nie zostawiłam go głodnego na ulicy, ale ZOSTAWIŁAM! Rozstałam się z eksmężem, bo podejrzewałam, że jest chory psychicznie i nie mogłam z nim już wytrzymać. Owszem, starałam się mu pomóc w tym sensie, że starałam się skłonić go do badania i leczenia. Ale uczciwie przyznaję, ze gdyby się przebadał wtedy i diagnoza brzmiałaby: schizofrenia, a on nawet chciał podjąc leczenie, to i tak bym się z nim rozstała.
          Bo przez te jazdy związane z choroba, na którą nie miał przecież wpływu, przestał być dla mnie zwyczajnie osobą bliską. Prawdopodobnie miałabym trudności z uzyskaniem formalnego rozwodu z osobą chorą nieuleczalnie, ale i tak bym z nim nie była, bo do tego żaden sad by mnie nie zmusił. Mógłby mnie zobowiązać do zapewnienia mu opieki i utrzymania jedynie, ale nie do życia z nim.

          I taka jest Babo prawda. Oczywiście, to czego dowiedziałąm się później (mam na myśli diagnozę przed slubem i jej zatajenie) znacznie zmienia i moje i pewnie innych spojrzenie na sprawę. Ale podkreślam - dowiedziałam się kiedy już formalnie nie byliśmy małżeństwem od kilku dobrych lat.

          > Usprawiedliwiasz innych a sama bys haniebnie(pamietacie Haniebnego?) nie postap
          > ila.


          Nie, nie usprawiedliwiam nikogo Babo. Staram się zwyczajnie widzieć nie tylko jednostronnie, spojrzeć z perspektywy kogoś innego.

          >
          > 2.Doskonale rozumiem ze moze byc miedzy ludzmi chemia bez zadnych perspektyw na
          > wspolne zycie(za duzo roznic). I jesli nie ma sie zobowiazan lub/i przekonan r
          > eligijnych mizna sobue skonsumowac.


          No widzisz, piszesz, ze rozumiesz, ale jesdnoczesnie w dyskusjach trzymasz się stereotypów, ze facet to owszem, tak zrobi, ale kobieta potrzebuje czegoś innego itd.

          Co do zobowiązań i przekonań religijnych. Widzisz, dla jednych przekonania religijne sa ważne, dla innych nie. A zobowiązania, cóż - bywają ludzie tkwiący w nieudanych związkach i oni swe zobowiązania wobec drugiej strony też widzą różnie. Dla jednej osoby sam fakt, że ma np. meza/żonę jest podstawą do braku konsumpcji w opisanej sytuacji, a dla kogoś innego - nie.

          > Ja bym nie mogla(nawet bez meza i przekonan) bo mam tak ze nie, od razu bym sie
          > zakochala i problem, Jedni moga drudzy nie.
          > Ale sa panie ktore moga i nie sa to dla mnie nierzadnice babilonskie.


          No i znów - piszesz tu, ze rozumiesz i ok, ale gdzie indziej Twoje wypowiedzi temu rozumieniu przeczą.
          • baba67 Re: Ok Babo, ok :) 23.08.13, 10:57
            Bo literki na ekranie to nie jest idealna forma porozumiewania sie. Nie przecza tylko tak je rozumiesz bo widzisz co w danej chwili chcesz widziec i to nie jest zarzut tylko tak jest.
            Ja widze natomiast chec usprawiedliwiania kazdego bo ma prawo do szczescia Kazdy ma prawo do szczescia ale sa granice za ktorymi ja bym takiemu poszukiwaczowi szczescia reki nie podala i co, babamoher?
            Akurat gdyby moj maz zachorowal na chorobe psychiczna i chcial sie leczyc nie wiem co bym zrobila.na pewno moglby liczyc na moje wsparcie w szerokim zakresie ale czy wytrwalabym w malzenstwie to nie wiem.
            Szanuje natomiast Wawrzeckiego ktory mimo rozkladu malzenstwa (malzonka zafiksowala sie na rehabilitacji corki i przegiela) nigdy nie opuscil rodziny, bral na siebie swoja czesc obowiazkow, choc zwiazany byl uczuciowo z kim innym a malzonka o tym wiedziala .-
            Śmiech to jest poważna sprawa.
            Gogol
            • kora3 Re: Ok Babo, ok :) 23.08.13, 11:25
              baba67 napisała:

              > Bo literki na ekranie to nie jest idealna forma porozumiewania sie. Nie przecza
              > tylko tak je rozumiesz bo widzisz co w danej chwili chcesz widziec i to nie je
              > st zarzut tylko tak jest.


              na pewno jest w tym sporo racji


              > Ja widze natomiast chec usprawiedliwiania kazdego bo ma prawo do szczescia


              bo każdy ma Babo.

              Kazd
              > y ma prawo do szczescia ale sa granice za ktorymi ja bym takiemu poszukiwaczowi
              > szczescia reki nie podala i co, babamoher?


              Zaraz tam mohersmile Widzisz, tak to jest, że każdy kij ma dwa końce, a każdy medal awers i rewers. I czasem szczęście (subiektynie oczywiście) jednej osoby oznacza nieszczęście (znów subiektywne) innej.
              Ty uznajesz MOJE prawo do szczęścia, ale prawa mojego eksmałzonka już nie. Jasne, sprawa zatajenia diagnozy, ale sama przyznałaś, ze fakt iż przypuszczałam, ze zachorował tu i teraz nie zmienia Twej oceny sytuacji i mego postępowania.
              Zatem uznałaś prawo do szczęścia i odejścia id chorego meża Korci, ale prawa tego meza do szczęścia w postaci np. posiadania przy sobie kochanej osoby - już nie.

              A przy rozstaniach właśnie tak jest na ogół: ten kto odchodzi chce swego szczęścia, ten od kogo odchodzi dostaje nieszczęście. Mówię tu tylko i wyłącznie o aspekcie emocjonalnym Babo, żeby jasnośc była.

              Nie ma dla mnie usprawiedliwienia dla kogoś, kto w ramach swego dażenia do szczęścia specjalnie kogoś krzywdzi, upokarza, zostawia bez środków do zycia, nie interesuje się dziećmi.
              To są jednak inne sprawy.

              Ja pisze wyłącznie o prawie do opuszczenia osoby, z którą jest nam źle. To, ze jest nam źle wcale nie musi wynikac z jakichś negatywnych działań tej osoby (picie, przemoc). Może nam być źle, bo przestaliśmy te osobę zwyczajnie kochac. Ale ta osoba założmy - nie przestała i cierpi.
              Możesz zostać i wtedy TY będziesz cierpieć...Co wybierasz?

              > Akurat gdyby moj maz zachorowal na chorobe psychiczna i chcial sie leczyc nie w
              > iem co bym zrobila.na pewno moglby liczyc na moje wsparcie w szerokim zakresie
              > ale czy wytrwalabym w malzenstwie to nie wiem.


              No więc sama widzisz.

              > Szanuje natomiast Wawrzeckiego ktory mimo rozkladu malzenstwa (malzonka zafikso
              > wala sie na rehabilitacji corki i przegiela) nigdy nie opuscil rodziny, bral na
              > siebie swoja czesc obowiazkow, choc zwiazany byl uczuciowo z kim innym a malzo
              > nka o tym wiedziala .-


              Babo, znów dochodzimy do tego o czym piszę cały czas. Do rozdzielenia pewnych spraw. Co znaczy "nie opuścić rodziny"? Razem mieszkać? To rozejrzyj się dokoła ilu ludzi, którzy wyjechali za granicę do pracy "opuściło" rodziny...Bo widują ją czasem raz na kilka miechów. A przecież oni wcale nie opuscili rodzin! Troszczą się o ich byt.

              pan Paweł Wawrzecki (lubię tego aktora) na pewno byłby zadowolony z Twego szacunku, ale tak naprawdę, to on się zachował zwyczajnie, przyzwoicie. Tylko, że kiedy wokół widzi się tyle nieprzyzwoitości, zwyczajne zachowanie zaczyna urastać do rangi wspaniałomyślności i heroizmu.
              Pan Wawrzecki ma OBOWIĄZEK zapewnić rodzinie byt!!!!!! Jego zona zajmuje się niepełnosprawną córka i sama ma problemy psychiczne, wiec nie mogłaby podjąc pracy. w tej sytuacji, tym bardziej, ze rozwód byłby trudny, bo niezgodny z normą społeczną (w gdyby został udzielony na żone na pewno zasadzonoby alimenty), pan Wawrzecki wybrał swoje szczęście JEDNOCZEŚNIE odpowiedzialnie przyjmując swe obowiązki. To żaden heroizm.

              Zwróc uwagę, że Ty piszesz tylko, o że tak powiem materialno- logistycznym aspekcie sprawy. Ale jest też przecież emocjonalny. Żona pana Wawrzeckiego nie bardzo ma inne wyjście, niż pogodzić się z tym, że mąż jej już nie chce i ma inną. Ale wcale nie znaczy to, że taka sytuacja jest dla niej obojetna emocjonalnie. Tym bardziej, że mowa o znanym aktorze, którego zycie, także prywatne, jest "na widelcu". Czyli wszyscy wiedzą, że maż ją olał, jako kobietę i ma inną. I jeszcze go chwalą za zwyczajna przyzwoitośc w zakresie materialnym.
              Pomyslałas o tym? No właśnie ....
              • baba67 Re: Ok Babo, ok :) 23.08.13, 14:02
                Twoj malzonek byly ma prawo do szczescia ale NIE TWOIM KOSZTEM.
                To jest bardzo trudne rozroznienie.
                Nawet KK ktory nie ma na tym portalu najlepszej prasy nie wymaga trwania w malzenstwie z osoba chora psychicznie ktora nie chce sie leczyc.Schody sie zaczynaja jesli chce wyjsc za maz po raz drugi ale tkwic nie musze a nawet nie powinnam jesli mialoby to byc niebezpieczne(hipotetycznie).
                SP malzonka Wawrzeckiego za zycia uznawala swa czesc winy za rozklad pozycia i do konca jako przyjaciele i team wychowywali wspolnie corke.To nie bylo tak ze maz ja olal zmienila sie ich relacja.
                Pisze o aspekcie materialno logistycznym bo to jest bardzo istotna czesc kosztow.
                Oczywiscie emocje tez sa wazne, ale latwiej sie z nimi uporac niz z praca ponad sily,ciaglym stresem spowodowanym brakiem kasy, niekiedy upokorzeniem.
                Jesli maz przestalby mnie kochac ale odpowiednio zabezpieczyl to niech idzie sobie krzyzyk na droge kopa na rozped,uniewazniamy malzenstwo (a jak nie to zmieniam wyznanie) i wyruszam na lowy.
                Jestem emocjonalna wanka wstanka i mam mnostwo innych zalet,zatem sama bym nie zostalasmile
                • kora3 Re: Ok Babo, ok :) 23.08.13, 14:16
                  baba67 napisała:

                  > Twoj malzonek byly ma prawo do szczescia ale NIE TWOIM KOSZTEM.

                  Ale zwróc uwagę, że zawsze jest "koszt" po czyjeś stronie, mam na myśli koszt emocjonalny. Porzucana żona gościa, który zakochał się w innej, też ma prawo do swego szczęścia, ale NIE JEGO KOSZTEM. Tylko, że on jako swój koszt widzi niemoznośc bycia z ukochaną, a żona jako swój - niemoznośc bycia z nim.

                  > To jest bardzo trudne rozroznienie.
                  > Nawet KK ktory nie ma na tym portalu najlepszej prasy nie wymaga trwania w malz
                  > enstwie z osoba chora psychicznie ktora nie chce sie leczyc.Schody sie zaczynaj
                  > a jesli chce wyjsc za maz po raz drugi ale tkwic nie musze a nawet nie powinnam
                  > jesli mialoby to byc niebezpieczne(hipotetycznie).


                  Hmmm no nie do końca. KRK nie wymaga trwania fizycznie przy osobie, która mogłaby stanowić fizyczne, psychiczne, albo duchowe zagrożenie dla współmałzonka lub/i potomstwa.
                  Na takie przypadki jest instytucja kościelnej separacji. Słowa przysięgi małżeńskiej mówią o trwaniu z sobą także w chorobie, nie ma w niej wyłączenia z tego choroby psychicznej. Separacja koscielna trwa z założenia do zcasu, aż ww. zagrozenia ze strony współmałzonka ustaną. Np. alkoholik przestanie pić, hazardzista grać, przemocowiec bić, chory psychicznie leczyć się. Wówczas osoba, która się separowała wg zasad KRK powinna wznowić współżycie ze współmałżonkiem (nie ze tylko seksualne, ale w pełnym tego słowa znaczeniu). wyjątek od tej zasady stanowi jedynie separacja z powodu zdrady - pomimo, ze współmałżonek przestanie zdradzać druga strona może już nie chcieć podjąć współżycia z nim, ale powinna się starać np. uczestniczyć w terapii.


                  > SP malzonka Wawrzeckiego za zycia uznawala swa czesc winy za rozklad pozycia i
                  > do konca jako przyjaciele i team wychowywali wspolnie corke.To nie bylo tak ze
                  > maz ja olal zmienila sie ich relacja.


                  Ja takich szczegółów nie znam, nie interesuje się specjalnie zżyciem prywatnym aktorów.

                  > Pisze o aspekcie materialno logistycznym bo to jest bardzo istotna czesc koszto
                  > w.


                  Owszem, ale nie jedyna.


                  > Jesli maz przestalby mnie kochac ale odpowiednio zabezpieczyl to niech idzie so
                  > bie krzyzyk na droge kopa na rozped,uniewazniamy malzenstwo (a jak nie to zmien
                  > iam wyznanie) i wyruszam na lowy.


                  Możliwe, jakkolwiek trudno mi pojac tak pojmowaną miłośc.

                  > Jestem emocjonalna wanka wstanka i mam mnostwo innych zalet,zatem sama bym nie
                  > zostalasmile
                  >


                  ale nie każdy jest emocjonalna wańka Babo. I emocje sa dla niektórych tak samo, albo bardziej ważne, jak sfera materialna. Szczególnie, gdy się darzy uczuciem drugą strone. Wiem cos o tym
                  • baba67 Re: Ok Babo, ok :) 23.08.13, 14:41
                    Nie kazdy, tak, ale takie jest zycie. Jedni maja taka zalete inni inna.
                    ja mam poczucie wlasnej wartosci w normie amerykanskiej czyli napolskie warunki jestem zarozumiala-mysle-nie kocha to za madry on nie jest , co mi po glupim mezu smile
                    A co do choroby psychicznej to nie znam takiej gdzie wyleczenie jest trwale.I powiem co ze jestem z natury wierzaca antyklerykalna pragmatyczka, poznalam tylu nie za ciekawych ksiezy ze naprawde nie ma sie tym prawem kanonicznym tak podniecac.

                    A milosc? Rozplaczesz-jak wezel.
                    • kora3 Re: Ok Babo, ok :) 23.08.13, 14:54
                      baba67 napisała:

                      > Nie kazdy, tak, ale takie jest zycie. Jedni maja taka zalete inni inna.

                      owszem, ale to oznacza, ze nie wolno nam cudzej sytuacji oceniać przez własny pryzmat.

                      > ja mam poczucie wlasnej wartosci w normie amerykanskiej czyli napolskie warunk
                      > i jestem zarozumiala-mysle-nie kocha to za madry on nie jest , co mi po glupim
                      > mezu smile


                      I prawidłowosmile

                      > A co do choroby psychicznej to nie znam takiej gdzie wyleczenie jest trwale.I p
                      > owiem co ze jestem z natury wierzaca antyklerykalna pragmatyczka, poznalam tylu
                      > nie za ciekawych ksiezy ze naprawde nie ma sie tym prawem kanonicznym tak podn
                      > iecac.


                      babo, tu mowa nie o wyleczeniu, a o ustaniu zagrożeń. Ja się nie podniecam, bynajmniej bo mnie ono w zasadzie nie dotyczy smile po prostu je znam w tym zakresie to i dzielę się wiedzą smile

                      >
                      > A milosc? Rozplaczesz-jak wezel.
                      >


                      ano pewnie, ale każdy ma prawo inaczej przezywac, nie?
    • dmuchawcelatawce Re: dlaczego? 23.08.13, 15:22
      Nie zauwazylam takiej tendencji, kazdy dorosly wie, ze odejscie od kogos choc prawie nigdy nie jest latwe to czasem bywa koniecznoscia.

      Masz zapewne na mysli tego pana co to chce odejsc od swojej pani "profesjonalnie", bo misio nie lubi awantur i krzykow.
      Kazdy normalny wie, ze odejsc od kogos rowna sie najczesciej zrobic komus przykrosc.
      A ten pan zamierza zrobic przykrosc drugiemu ... profesjonalnie.
      Nie mysli o tym aby cala ta sytuacja wyszla jak najmniej bolesnie dla ex partnera, mysli misio o tym aby bylo profesjonalnie.
      Bez komentarza. Bo co tu komentowac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka