Dodaj do ulubionych

Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :)

30.09.13, 15:17
Toczyliśmy na ten temat dyskusje i czesc z Was uważała, że nietaktem jest nie otwierać drzwi komuś niezapowiedzianemu. Nie przekonało mnie to, ale uznałam, ze może macie rację.

No i dziś okazało się, że chyba jednak niesad
Jestem chora (nic poważnegosmile) i odwiedził mnie kolega z zakupami, bo staram się nie wychodzić. Oczywiście umówiony był. Po jakims czasie jego bytności ktoś zadzwonił do drzwi.
Jako, ze czuje się nie najlepiej i takoż wyglądam, na spotkanie z nikim poza tym kolegą ochoty nie miałam. Poprosiłam go, żeby otworzył i "spławił" intruza. Otworzył, za drzwiami - znajoma (moja, on jej nie zna). Powiedział, że jestem chora i lezę, wiec sorry, ale gości nie przyjmuję. Znajoma sobie poszła, ale dała mi znać, że jest obrażona.

Czyli lepiej zrobiłabym nie otwierając jej drzwi wcale. Nadmieniam, że znajoma ta nie wiedziała iż jestem chora i nie przyszła "z pomocą" na pewno. Nie jesteśmy blisko i nie chciałam prezentować się jej w delikatnie mówiąc nienajlepszej kondycji. Zgodnie z sugestiami forumowiczów - poprosiłam o przedstawienie sytuacji kolegę.

No i pani się obraziła. Lata mi to w sumie szczerze mówiąc, bo ani to bliska osoba, ani nic, ale to pokazało, że nieproszony natręt obraza się także gdy mu się otworzy i powie, że nie pora na wizytę (nieproszoną dodam). Czyli tak źle i tak niedobrze
Obserwuj wątek
    • mocno.zdziwiona Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 16:10
      Bo w naszym społeczeństwie wysyłanie odźwiernego do odprawiania nieproszonych gości nie jest rozpowszechnione. Ja w tym konkretnym wypadku pofatygowałabym się sama i ją przeprosiła. No trudno, jak mnie zobaczy rozczochraną i bladą to jeszcze mój świat się nie zawali.
      A znajomej się trochę nie dziwię bo gdyby jakiś domownik ją spławił to jeszcze, ale spławia ją jakiś obcy facet, który najwyraźniej ma prawo być u Ciebie podczas choroby a ona nie. Twoje prawo do "dopuszczania" kogoś bliżej, ale w sumie się nie dziwię, że poczuła się trochę dotknięta.
      I piszę to abstrahując od zasad SV a przechodząc na delikatną materię konktaktów międzyludzkich.
      • matylda1001 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 16:55
        Dokładnie tak bym postąpiła, Koro, jak napisała Mocno Zdziwiona. Pewnie nawet zaprosiłabym znajomą na kawę (jeśli by się sama nie zreflektowała że pora niestosowna). Ja wskoczyłabym pod kocyk, a kolegę, jako osobę bliższą od znajomej, wydelegowałabym do kuchni w celu sporządzenia napitku.
        • kora3 A Ty Matyldo mogłabyś nawet 01.10.13, 09:38
          pod kocyk znajomą zaprosićsmile A ja NIE!
          Nie mam zwyczaju podejmować gości w piżamie i nie w formie. Uprzedzajac: kolega nie jest gościem, tylko kolegą i przyszedł pomóc, umówiony!
          • matylda1001 Re: 01.10.13, 22:45
            kora3 napisała:

            > pod kocyk znajomą zaprosićsmile A ja NIE! Nie mam zwyczaju podejmować gości w piżamie i nie w formie. Uprzedzajac: kolega nie jest gościem, tylko kolegą i przyszedł pomóc, umówiony! <

            smile Pod kocyk to nie... no wiesz... wirusy, bakterie... ale samej podejść do drzwi? Wszak nie mogłaś wyglądać jak czupiradło, nie wierzę smile kolega był u Ciebie, facet!
            • kora3 Matyldo 02.10.13, 08:28
              Owszem kolega był u mnie, czyli facet (błagam... będzie zaraz jakieś poszukiwanie 2 dna?smile), ale człowiek, który widuje mnie w różnych sytuacjach i który jest mi bliski (nie jest to mój eks - uprzedzam). Jasne, ze byłam schudnie ubrana i uczesana, ale ogólnie z racji choroby nie wyglądam najlepiej. A ta znajoma zna mój wizerunek zawodowy wyłącznie i chcę, aby tak pozostało, mogę?
              • matylda1001 Re: Oj... Koro... 02.10.13, 11:02
                Jeżeli ktoś miałby poszukiwać drugiego dna, to chyba nie ja smile Sama mam wielu kolegów i jakoś tak się składa, że przez całe życie lepiej dogaduję się z chłopcami/facetami, niż z dziewczynkami/kobietami. Wierzę nawet w czystą przyjaźń męsko - damską, ale facet, to jednak facet, odmienna płeć więc i odmienne spojrzenie. Druga kobieta pewne sprawy zrozumie a facet nigdy. Rozumiem, że nie chciałaś widzieć tej pani (a raczej żeby ona Ciebie widziała), ale czasami są takie sytuacje, w których lepiej jest zachować się "bezpiecznie".
                • kora3 A w tej sytuacji co oznacza "bezpiecznie"? 02.10.13, 14:22
                  serio pytam, bo nie wiem smile
                  • matylda1001 Re: A w tej sytuacji co oznacza "bezpiecznie"? 03.10.13, 00:41
                    kora3 napisała:

                    > serio pytam, bo nie wiem smile<

                    Bezpiecznie czyli racjonalnie. Otworzyć drzwi, zamienić trzy słowa, przeprosić, zamknąć drzwi.
                    • kora3 A co było irracjonalnego czy niebezpiecznego 03.10.13, 07:58
                      matylda1001 napisała:
                      > Bezpiecznie czyli racjonalnie. Otworzyć drzwi, zamienić trzy słowa, przeprosić,
                      > zamknąć drzwi.


                      W poproszeniu o te przysługę smile kolegi, który akurat był obecny?
      • annthonka Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 18:36
        Mocno.zdziwiona ma rację. Ja bym sama otworzyła i grzecznie koleżankę przeprosiła, a wygląd nie ma tu naprawdę nic do rzeczy.

        "Okolicznością łagodzącą" jest to, że znajoma wpadła bez zapowiedzi, jak rozumiem, więc powinna sobie zdawać sprawę, że może nie zostać ugoszczona.
        • kora3 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 09:40
          annthonka napisała:

          > Mocno.zdziwiona ma rację. Ja bym sama otworzyła i grzecznie koleżankę przeprosi
          > ła, a wygląd nie ma tu naprawdę nic do rzeczy.


          Dla ciebie może nie ma, dla mnie - ma. Każdy może mieć swój pogląd na swój wygląd i na to, komu się chce jak prezentować.
          >
          > "Okolicznością łagodzącą" jest to, że znajoma wpadła bez zapowiedzi, jak rozumi
          > em, więc powinna sobie zdawać sprawę, że może nie zostać ugoszczona.


          W kwestii SV niezapowiedziane "wpadanie" to nie okolicznośc łagodząca dla mnie, tylko "przestępstwo" znajomej
          • annthonka Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 11:21
            Co do poglądów - masz rację. Fakt, nie rozumiem Twojego podejścia do tej kwestii, ale oczywiście pogląd szanuję.

            Dla mnie w ogóle jakimś kosmosem jest to, że niezbyt bliska znajoma puka do Twoich drzwi ot tak sobie bez zapowiedzi albo konkretnej przyczyny (np. zepsuł się jej samochód pod Twoim domem i chce w cieple poczekać na pomoc drogową). "Przestępstwem" bym tego może nie nazwała, ale nie może kobieta mieć pretensji o to, że nie została zaproszona do środka.


            • kora3 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 11:25
              annthonka napisała:

              > Co do poglądów - masz rację. Fakt, nie rozumiem Twojego podejścia do tej kwesti
              > i, ale oczywiście pogląd szanuję.
              >


              Dziękuję bardzo. Z tego co wiem, większość ludzi nie czułoby się komfortowo mając pokazać się ludziom z którymi nie jest się blisko w nienajlepszej kondycji, wiec ja tu chyba jakimś "kosmosem" nie jestem smile

              > Dla mnie w ogóle jakimś kosmosem jest to, że niezbyt bliska znajoma puka do Two
              > ich drzwi ot tak sobie bez zapowiedzi albo konkretnej przyczyny


              Dla mnie również.

              "Prze
              > stępstwem" bym tego może nie nazwała, ale nie może kobieta mieć pretensji o to,
              > że nie została zaproszona do środka.


              Ja tak zażartowałam w kontekście "okoliczności łagodzących", że to "przestępstwo" przeciw zasadom SVsmile
              • annthonka Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 18:40
                Koro, ja absolutnie nie twierdzę, że jesteś kosmosem, ale że - moim zdaniem - Twój wygląd nie stanowił obiektywnej przeszkody w otworzeniu drzwi.
                Odnoszę wrażenie, że jesteś osobą dbającą o swój wygląd, więc jestem pewna, że podczas wizyty kolegi wyglądałaś schludnie i nie paradowałaś w wymiętym szlafroku albo z totalnym kołtunem na głowie wink

                A "przestępczyni" wink może wyciągnie z tego zdarzenia jakieś wnioski dla siebie na przyszłość.
                • nm.buba011 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 23:21
                  annthonka napisała:

                  > Koro, ja absolutnie nie twierdzę, że jesteś kosmosem, ale że - moim zdaniem - T
                  > wój wygląd nie stanowił obiektywnej przeszkody w otworzeniu drzwi.

                  - wystarczy najzwyklejszy kaprys - subiektywny. Oczywiście.

                  Można nie chcieć otworzyć, co jest zgodne z s-v, w przeciwieństwie domagania się wizyty.

                  Dlaczego specjalne względy okazywać... ignorantom?

                  Krytykujesz, chcesz korygować zachowanie całkowicie zgodne z s-v?




                  ***********************************************
                  www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                  so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                • kora3 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 08:25
                  annthonka napisała:

                  > Odnoszę wrażenie, że jesteś osobą dbającą o swój wygląd, więc jestem pewna, że
                  > podczas wizyty kolegi wyglądałaś schludnie i nie paradowałaś w wymiętym szlafro
                  > ku albo z totalnym kołtunem na głowie wink


                  No nie wyglądałam jak jaskiniowiecsmile ale w ogóle nie najlepiej i byłam naprawdę w złej formie.
      • vi_san Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 18:37
        A ja uważam, że racja jest po stronie kory. Ta znajoma NIE MA WIEDZY, czy ów mężczyzna nie jest bratem, kuzynem, kochankiem czy znajomym lekarzem. Obrażanie się, że ktoś w czasie choroby nie ma ochoty na towarzyskie pogaduchy - po prostu śmieszne! Na miejscu tejże znajomej [zauważ, że kora nie pisze o osobie bliskiej, serdecznej], po prostu powiedziałabym coś w rodzaju: "Ok, niech szybko wróci do zdrowia. Powiedz jej, że była Basia [Kasia/Halinka/Irenka czy jak tam na imię]. I gdyby czegoś potrzebowała, niech zadzwoni, dobrze?" I tyle.
        Ja też, gdy się źle czuję wyglądam fatalnie i nie mam ochoty ani rozmawiać z osobami w gruncie rzeczy mi obojętnymi, nie chce mi się paplać o niczym i zapewne w analogicznej sytuacji - postąpiłabym tak jak kora.
        • aqua48 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 18:57
          Też uważam, że rację ma Kora. Z doświadczenia wiem, że przy chorobie po prostu można nie mieć siły na wizyty, a odwiedziny dwóch osób mogą być męczące dla chorej ponad miarę. Znajoma absolutnie nie miała o co się obrażać, ani spodziewać zaprosin i kawy. Podobnie byłoby, gdyby Kora była zdrowa, ale po prostu nie miała czasu.
          Zdarzał mi się wizyty natrętów, którzy zamiast zorientować się, że brak zaproszenia do środka, czy choćby poproszenia o zajęcie miejsca siedzącego sterczeli w progu bitą godzinę. Nie dało się też wejść w słowotok osoby składającej nieproszona wizytę. A my mieliśmy terminową, wymagającą skupienia i koncentracji pracę do skończenia..Koszmar. Nie otwieram.
          • annthonka Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 23:39
            aqua48 napisała:

            > Też uważam, że rację ma Kora. Z doświadczenia wiem, że przy chorobie po prostu
            > można nie mieć siły na wizyty, a odwiedziny dwóch osób mogą być męczące dla cho
            > rej ponad miarę.

            Nieee no, chyba nikt nie mówi tu o przyjmowaniu niezapowiedzianego gościa. Ja tam myślałam po prostu o otworzeniu drzwi, uprzejmym wyjaśnieniu dlaczego wizyta nie może dojść do skutku i pożegnaniu się.
            Jeżeli jednak obawiałabym się, że choroba może mieć niekorzystny wpływ na moją asertywność wink to pewnie nie otwierałabym w ogóle.
            • vi_san Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 11:45
              Ale skoro owa pani i tak została od drzwi odprawiona - co jej za różnica, czy o chorobie pani domu poinformował ją kamerdyner, pan domu, lekarz będący z wizytą domową, kochanek, pokojówka, gosposia czy Marsjanin z przelatującego obok spodka?
              • kora3 :) 01.10.13, 11:57
                Żadna smile
                Poza tym pani nie wie, przez kogo została odprawiona, bo nie zna ani mego partnera (jedynego poza mną domownika), ani tego kolegi.
                Nie wie też na co jestem chora - być może na chorobę, która skutecznie przykuła mnie do łózka i osobiście nie mogłam jej spławić?
        • kora3 Dokładnie Vi 01.10.13, 09:47
          vi_san napisała:

          > A ja uważam, że racja jest po stronie kory. Ta znajoma NIE MA WIEDZY, czy ów mę
          > żczyzna nie jest bratem, kuzynem, kochankiem czy znajomym lekarzem


          Dokładnie TAK Vi-san.

          [zauważ, że kora nie pisze o osobie bliski
          > ej, serdecznej],


          Znów w sedno, nie piszę, bo to tylko ZNAJOMA, która zupełnie przypadkowo wie, gdzie mieszkam. Natomiast na pewno ma, w każdym razie miała mój nr telefonu. Skoro chciała się spotkać - było zadzwonić. Gdyby nr zgubiła - zawsze mogła zadzwonić do mej pracy i uzyskać nr służbowej komórki.
          Dla mnie nie do pomyslania jest przyjść do kogoś niezapwoiedzianym, a szczególnie do osoby znanej na "cześć, co słychać?".
          A to jest tego rodzaju znajoma, która jak słusznie zauważasz powyżej nawet nie zna grona moich bliższych znajomych, ani mego partnera, wiec NIE WIE, kim był spławiający ja facetsmile

          > Ja też, gdy się źle czuję wyglądam fatalnie i nie mam ochoty ani rozmawiać z os
          > obami w gruncie rzeczy mi obojętnymi, nie chce mi się paplać o niczym i zapewne
          > w analogicznej sytuacji - postąpiłabym tak jak kora.


          dzięki za zrozumienie
          • annthonka Re: Dokładnie Vi 01.10.13, 18:44
            Aaaaa, to zmienia postać rzeczy. Nie wiem czemu byłam pewna, że ta pani wiedziała, że odprawia ją osoba obca.
            • matylda1001 Re: Dokładnie Vi 01.10.13, 22:56
              annthonka napisała:

              > Aaaaa, to zmienia postać rzeczy. Nie wiem czemu byłam pewna, że ta pani wiedziała, że odprawia ją osoba obca.<

              Ja też byłam pewna, bo nawet przez chwilę nie zakładałam, że osoba przypadkowo znająca adres może przyjść z niezapowiedziana wizytą.
              • kora3 Miłe panie 02.10.13, 08:24
                Każdy się pomylić może , a ja się nie wyraziłam w 1 poście ściśle - potem po tych waszych uwagach o tym, że odprawia osoba obca (nie domownik) wyjaśniłam - pani jest moją znajomą, nikim bliskim, adres zna, bo kiedyś u mnie była, ze tak się wyrazę "w interesach".

                Ale tak na dobrą sprawę - co za róznica KTO informuje, ze z wizyty nici?
                • matylda1001 Re: Miłe panie 02.10.13, 11:20
                  kora3 napisała:

                  > Każdy się pomylić może , a ja się nie wyraziłam w 1 poście ściśle<

                  Ano, nie... Wiele razy dochodzi tu do nieporozumień dlatego, że ktoś w pierwszym poście nie wyraził się ściśle. Potem wątek ma 200 wpisów wink

                  >Ale tak na dobrą sprawę - co za róznica KTO informuje, ze z wizyty nici? <

                  Różnica jest, duża. Jeśli otworzy domownik to wszystko wydaje się naturalne. Jeżeli ktoś "obcy", to rodzi sie pytanie - dlaczego ten ktoś został dopuszczony do łoża boleści, a ja nie?
                  Niektórym trudno się z tym pogodzić, mnie chyba też byłoby głupio będąc tą "odtrąconą". Inna sprawa, że nigdy nie wybrałabym się z taką wizytą na takim etapie znajomości.

                  • nm.buba011 Re: Miłe panie 02.10.13, 12:56
                    matylda1001 napisała:

                    > Różnica jest, duża. Jeśli otworzy domownik to wszystko wydaje się naturalne. Je
                    > żeli ktoś "obcy", to rodzi sie pytanie - dlaczego ten ktoś został dopuszczony d
                    > o łoża boleści, a ja nie?

                    - należy stosować zalecenia s-v. Reszta jest drugorzędna.

                    Osoba wchodząca na czyjś teren przedstawia się.

                    Otwierający drzwi "Obcy"/kamerdyner/kochanek/administrator/prokurator decyduje, adekwatnie do swojego statusu i statusu przybyłego - natręta/koleżanki/żony/mamy, który usiłuje dostać się do obecnego gospodarza.

                    Na czyjąś prezentacje, należy odpowiedzieć... własną. To tak na wszelki wypadek.

                    Nie jest tak ważne dla dalszej dyskusji, czy ta opisywana przez Korę pani się przedstawiła, ale tak powinna zrobić w konwencji s-v.





                    ***********************************************
                    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                  • kora3 Droga Matyldo pojmijze 02.10.13, 13:13
                    matylda1001 napisała:

                    >
                    > Różnica jest, duża. Jeśli otworzy domownik to wszystko wydaje się naturalne. Je
                    > żeli ktoś "obcy", to rodzi sie pytanie - dlaczego ten ktoś został dopuszczony d
                    > o łoża boleści, a ja nie?


                    Że po pierwsze: pani nie zna wcale drugiego domownika, czyli mojego partnera, ergo gdyby ON (czyli domownik) jej otworzył i powiedział to co kolega nie domownik, to byłoby TAK SAMO dla niej. Skąd wie, że kolega to kolega, a nie domownik?smile

                    A po drugie, niemniej ważne: między ludźmi sa określone RELACJE. I to one wyznaczają granice prywatności tychże ludzi we wzajemnych kontaktach.
                    JA się nie dziwię, że np. kolezanka z pracy zwierza się swojej przyjaciółce, a nie MNIE. Choć znamy się i lubimy, nie jesteśmy w relacji, która do zwierzeń ze tak powiem kwalifikuje.

                    > Niektórym trudno się z tym pogodzić, mnie chyba też byłoby głupio będąc tą "odt
                    > rąconą".


                    Ale o czym Ty mówisz Matyldo? Jaką "odtrąconą"? To znaczy co? Jeśli np. przyjaciółka u mnie bywa w domu, ba nawet nocuje czasemsmile, to znajoma znana na "czesc" ma czuć się odtrącona?

                    Inna sprawa, że nigdy nie wybrałabym się z taką wizytą na takim etapie
                    > znajomości.


                    Sedno jest w drugim zdaniu.
                    • matylda1001 Re: Droga Koro pojmijze 03.10.13, 00:38
                      kora3 napisała:

                      > Że po pierwsze: pani nie zna wcale drugiego domownika, czyli mojego partnera, ergo gdyby ON (czyli domownik) jej otworzył i powiedział to co kolega nie domownik, to byłoby TAK SAMO dla niej. Skąd wie, że kolega to kolega, a nie domownik?<

                      A weż Ty sobie jeszcze raz przeczytaj to, co sama napisałaś wink a jak nie, to przypomnę: kolega nie zna pani, a gdzie jest, że pani nie zna Twojego Osobistego? chociażby z widzenia? Na podstawie pierwszego posta nie można wykluczyć, iż wiedziała, że ten, ktory jej otworzył drzwi nie jest domownikiem.

                      > Ale o czym Ty mówisz Matyldo? Jaką "odtrąconą"? To znaczy co? Jeśli np. przyjaciółka u mnie bywa w domu, ba nawet nocuje czasemsmile, to znajoma znana na "czesc" ma czuć się odtrącona? <

                      Nie musi ale może, bo chodzi tylko o widzenie sie z Tobą, a nie o, np. zwierzenia (jak to między przyjaciółkami, o czym sama napisałaś)
                      • baba67 Re: Droga Koro pojmijze 03.10.13, 08:02
                        Matyldo, ta pani jest na tyle daleka znajoma ze NIE ZNA partnera Kory, byla w tym mieszkaniu tylko raz w celach praktycznych na krotko .Wlasnie na tym sie opiera absurdalnosc tej sytuacji-przychodzi niezapowiedziany ktos kto ledwo gospodynie zna a gospodarza w ogole i obraza sie bo nie zostaje podjeta z powodu choroby gospodyni nie majac pojecia kim jest osoba w tym mieszkaniu przebywajaca.
                        Obawiam sie ze gdyby Korcia sama zwlekla sie z lozka to obraza bylaby jeszcze wieksza-stoi,rozmawia,znaczy goscia moze przyjac.
                        Czy ta pani nie ma jakichs problemow psychicznych, bo to jest dla mnie szokujace.
                        • matylda1001 Re: Droga Koro pojmijze 03.10.13, 12:32
                          baba67 napisała:

                          > Matyldo, ta pani jest na tyle daleka znajoma ze NIE ZNA partnera Kory,<

                          W pierwszym poście nie było o tym nic a to istotne dla sprawy.

                          > Obawiam sie ze gdyby Korcia sama zwlekla sie z lozka to obraza bylaby jeszcze wieksza-stoi,rozmawia,znaczy goscia moze przyjac.<

                          Myślę, że mogła mieć do Kory jakąś sprawę i nie dane jej było tej sprawy przedstawić. Być może w tym problem.
                      • kora3 Matko Matyldo ... 03.10.13, 08:07
                        matylda1001 napisała:
                        >
                        > A weż Ty sobie jeszcze raz przeczytaj to, co sama napisałaś wink a jak nie, to pr
                        > zypomnę: kolega nie zna pani, a gdzie jest, że pani nie zna Twojego Osobistego?


                        Dowodu osobistego? smile Wybacz Matyldo małe odejście od tematu, ale osobiście irytuje mnie, gdy ktoś w rozmowie ze mna mojego partnera/przyjaciół itd. nazywa jakimiś "pseudonimami" . Od razu nadmieniam, ze swoich mezów/partnerów/ przyjaciół może sobie każdy nazywać jak chcesmile

                        Co do pytania: napisałam to kilka razy już w tym watku. Fakt, na początku - nie, bo nie sądziłam, ze to wazny szczegół. Kiedy podniosłyście sprawę traumy koleżankismile, ze otworzył jej nie domownik - wyjaśniłam, ze domownika (drugiego) także nie znasmile

                        > chociażby z widzenia? Na podstawie pierwszego posta nie można wykluczyć, iż wi
                        > edziała, że ten, ktory jej otworzył drzwi nie jest domownikiem.


                        Jak wspomniałam - nie sadziłam, ze to ważny szczegół. Nie, sadzę, ze nawet z widzenia nie zna (a jeśli to nie wie, że to mój domowniksmile).
                        >
                        >
                        > Nie musi ale może, bo chodzi tylko o widzenie sie z Tobą, a nie o, np. zwierzen
                        > ia (jak to między przyjaciółkami, o czym sama napisałaś)


                        Że co? Jeśli chciała się ze mna widzieć, trzeba było zadzwonić i umówić się. Teraz nie dałabym rady, ale po wyzdrowieniu - owszem. Z tym, że trudno bym traktowała znajomą "na czesc" tak samo, jak dobrego kumpla
                        • matylda1001 Re: Matko Matyldo ... 03.10.13, 12:23
                          kora3 napisała:

                          >> Dowodu osobistego? smile <

                          Nie, osobistego partnera.

                          >Wybacz Matyldo małe odejście od tematu, ale osobiście irytuje mnie, gdy ktoś w rozmowie ze mna mojego partnera/przyjaciół itd. nazywa jakimiś "pseudonimami" . Od razu nadmieniam, ze swoich mezów/partnerów/ przyjaciół może sobie każdy nazywać jak chcesmile<

                          Wybaczam wink i odejście od tematu, i jego powód. To nie żaden pseudonim ale stwierdzenie faktu. Sama tu pisałaś, że nie masz zwyczaju dzielenia się swoim facetem, a język polski jest na tyle bogaty, że niema potrzeby by jedno określenie odmieniać przez wszystkie przypadki. Można użyć innego określenia pod warunkiem, że nie jest to określenie obraźliwe, a "osobisty" chyba nie obraża? No, ale nie ma sprawy będzie jak sobie życzysz smile

                          > Co do pytania: napisałam to kilka razy już w tym watku. Fakt, na początku - nie, bo nie sądziłam, ze to wazny szczegół.<

                          No i tylko o to mi chodziło smile

                          > Że co? Jeśli chciała się ze mna widzieć, trzeba było zadzwonić i umówić się. Teraz nie dałabym rady, ale po wyzdrowieniu - owszem. Z tym, że trudno bym traktowała znajomą "na czesc" tak samo, jak dobrego kumpla<

                          Z tym się zgadzam, powinna zadzwonić.
                          • kora3 Re: Matko Matyldo ... 03.10.13, 14:34
                            matylda1001 napisała:
                            >
                            > Nie, osobistego partnera.

                            A kiedy ja o moim partnerze napisałam "Mój Osobisty" , pytam, bo sobie nie przypominam
                            >
                            >
                            No, ale ni
                            > e ma sprawy będzie jak sobie życzysz smile


                            bardzo dobrze smile
                            >
                            • matylda1001 Re: Matko Matyldo ... 03.10.13, 21:46
                              kora3 napisała:

                              > A kiedy ja o moim partnerze napisałam "Mój Osobisty" , pytam, bo sobie nie przypominam<

                              Nie Ty przecież napisałaś ale ja, dwa posty wyżej smile Ja tylko wyciągnęłam wniosek z tego, co kilka razy pisałaś wcześniej, w innych wątkach. Pisałaś, że nie tolerujesz zdrady (bardzo mi się to podobało bo to tak samo jak ja), że Twój eks sie o tym przekonał, a skoro tak, to znaczy, że mężczyzna, którego nazywasz partnerem musi (uczuciowo i cieleśnie) należeć tylko do Ciebie i być osobistym co najmniej tak, jak szczoteczka do zębów wink

                              Ps. smile smile A co to znaczy "Matko Matyldo..."? Zabrakło przecinka i przez chwilę poczułam się jak przeorysza w żeńskim klasztorze wink
                              • kora3 Re: Matko Matyldo ... 04.10.13, 09:15
                                matylda1001 napisała:
                                >
                                > Nie Ty przecież napisałaś ale ja, dwa posty wyżej smile Ja tylko wyciągnęłam wnios
                                > ek z tego, co kilka razy pisałaś wcześniej, w innych wątkach. Pisałaś, że nie t
                                > olerujesz zdrady (bardzo mi się to podobało bo to tak samo jak ja), że Twój eks
                                > sie o tym przekonał, a skoro tak, to znaczy, że mężczyzna, którego nazywasz pa
                                > rtnerem musi (uczuciowo i cieleśnie) należeć tylko do Ciebie i być osobistym co
                                > najmniej tak, jak szczoteczka do zębów wink


                                Matyldo miła - rozwaliło mnie porównanie mężczyzny do szczotki do zębów, w ogóle przedmiotu. smile A poważnie - owszem, rozumiem twa ideę - naprawdę. Tylko...jakby ci to wytłumaczyć hmmm Otóż jestem zdania, że ani to kulturalne, ani mądre nadawać połówkom innych swoje własne "pseudonimy" (czy też przyjaciołom, kolegom - wszystko jedno) podczas, gdy ktoś nazywa tychże normalnie. Np. znam osobę, która o mężu koleżanki mówi: "Twój małż" (to chyba skrót od małżonek) smileKolezankę tę to bardzo drażni, bo wg niej to infantylne (zgadzam się poniekąd). Po co jakieś małze, osobiste, niemąż, towarzysz życia, gdy ktoś normalnie mówiąc o mężu mówi mąż, a o partnerze - partner.
                                >
                                > Ps. smile smile A co to znaczy "Matko Matyldo..."? Zabrakło przecinka i przez chwilę
                                > poczułam się jak przeorysza w żeńskim klasztorze wink


                                Tak, zabrakło, przepraszam.
                                • matylda1001 Re: Matko Matyldo ... 04.10.13, 12:36
                                  kora3 napisała:

                                  >Matyldo miła - rozwaliło mnie porównanie mężczyzny do szczotki do zębów, w ogóle przedmiotu. smile <

                                  Cóż, przez całe życie na poważnie, to byłoby nudne sad

                                  >A poważnie - owszem, rozumiem twa ideę - naprawdę.<

                                  No to się cieszę smile

                                  >Otóż jestem zdania, że ani to kulturalne, ani mądre nadawać połówkom innych swoje własne "pseudonimy" (czy też przyjaciołom, kolegom - wszystko jedno) podczas, gdy ktoś nazywa tychże normalnie<

                                  Widzisz... jakby to zobrazować... O! moja kuzynka ma syna Jakuba, teraz już dorosłego. Przez całe życie zwracała się do niego imieniem w pełnym brzmieniu bo Kubuś, a szczególnie (ta) Kuba, doprowadzało ją do rozpaczy smile Gdy ktoś z otoczenia nazwał małego Jakuba Kubusiem/Kubą wpadała w furię. Moim zdaniem zupełnie bez sensu, bo to przecież równorzędne, ogólnie znane i przyjęte (chociaż zdrobnione) wersje imienia Jakub. Zupełnie nie miała wpływu na to, jak otoczenie będzie się zwracało do jej dziecka więc jej żale uważam za nieuzasadnione i zahaczające o czepialstwo. Trochę podobnie jest w przypadku męża/partnera/małżonka (wersja podstawowa). Mnie też denerwuje określenie małż więc sama go nigdy nie używam, ale nie doszukiwałabym się braku kultury/taktu/rozumu u kogoś, kto tak nazwałby mojego męża. Podobnie nie miałabym nic przeciwko temu jeśli ktoś nazwałby go moim partnerem (bo przecież nim jest). Podobnie gdyby ktoś nazwał jakiegoś partnera mężem, też nie widziałabym w tym nic złego. Jakoś jest tam "na etacie męża" a reszta, to biurokracja winkJest wiele zamienników, i lepiej, i gorzej odbieranych, bardziej i mniej znanych, poważnych i trochę żartobliwych, i uważam, że wszystkie są dobre. Pod warunkiem, że nie sa to określenia pejoratywne, uwłaczając godności. To, że jakieś (neutralne) określenie w stosunku do kogokolwiek lub czegokolwiek drażni nasze uszy, to jeszcze nie znaczy, że wszyscy muszą czuć podobnie.
                                  Tak mi się przypomniało. Kilka lat temu moją znajomą kolejny mąż (drugi) zostawił dla innej. Na tej postawie rozżalona kobieta doszła do wniosku, że wszyscy mężczyźni to s...y - określenie poddające w wątpliwość reputację wszystkich kobiet, które wydały na świat synów wink Zapytałam czy w takim razie mój też...? no i dowiedziałam się, że bez wyjątku - każdy. Są tylko na świecie głupie baby, które o tym nie wiedzą. Przyznam się, że poczułam się trochę urażona smile

                                  > Tak, zabrakło, przepraszam. <

                                  No co Ty? poczucie humoru Ci siadło? smile
                                  • baba67 Re: Matko Matyldo ... 04.10.13, 14:34
                                    Dla mnie to czepialstwo.
                                    Korcia ma jakis uraz. na Twojego mezczyzne tez by sie obrazila.
                                    Oztaje partner albo konkubent poniewaz nazwanie stanu prawnego nie jest zadnym przezwiskiem jakkolwiek paskudnie by sie nie kojarzylo.
                                    • kora3 Nie moje panie, nie mam urazu :) 05.10.13, 08:48
                                      Zwyczajnie i po prostu nie lubię, gdy kiedy przedstawię się Korcia ktoś nazywa mnie "Koralia", "Korusia", "Koreńka"' "Korek" itd. smile
                                      I to się tyczy także partnera - proste smile
                                      • baba67 Re: Nie moje panie, nie mam urazu :) 05.10.13, 09:10
                                        Zadalas sobie pytanie dlaczego tego nie lubisz? Masz poczucie humoru wiec normalna osoba z poczuciem humoru moze nie bedzie bardzo rozbawiona, ale na pewno nie bedzie reagowac alergicznie. Bo Ty reagujesz alergicznie, masz uraz i wmawianie sobie ze tak nie jest tego nie zmieni.ja wiem jako prawniczka nie odpuscisz bedziesz sie tu klocic do upalego ze tak nie jest ale nie podejmuje dyskusji-pewnych rzeczy sie nie da zagadac,.
                                        • kora3 Babo.. 05.10.13, 09:15
                                          baba67 napisała:

                                          > Zadalas sobie pytanie dlaczego tego nie lubisz? Masz poczucie humoru wiec norma
                                          > lna osoba z poczuciem humoru moze nie bedzie bardzo rozbawiona, ale na pewno ni
                                          > e bedzie reagowac alergicznie. Bo Ty reagujesz alergicznie, masz uraz i wmawian
                                          > ie sobie ze tak nie jest tego nie zmieni


                                          Alergicznie? Zwrócenie komus uwagi, żeby nie robił czegos w stosunku DO MNIE jest objawem alergiczności?


                                          .ja wiem jako prawniczka nie odpuscisz
                                          > bedziesz sie tu klocic do upalego ze tak nie jest ale nie podejmuje dyskusji-pe
                                          > wnych rzeczy sie nie da zagadac,.


                                          Jako prawniczka? Ja nie jestem prawnikiem, skąd to wzięłaś?
                                          A przy okazji Babo - czy sprostowanie tego, że wziełas mnie za prawnika jest objawem "alergii"?smile w końcu nie wstyd być prawnikiem, nie?smile Zatem ty jako kosmonauta smile możesz uważać,ze ja jestem prawnikiem i szafa gra smile
                                          • baba67 Re: Babo.. 05.10.13, 09:22
                                            Nie wiem tak mi sie wydawalo, przepraszam jesli urazilam.Strach teraz w ogole pisac w Twoich postach.
                                            Nie mam alergii na prawnikow musialabym sie wyprowadzic z domugdybym miala.
                                            Tu nie chodzi o zwrocenie uwagi, tylko o to ze taka pierdola moze w ogole urazic kogos powyzej 15 latna tyle zeby w ogole zwracal na to uwage.Chyba ze ma uraz.
                                            Jestes na denialu. No more comments.
                                            • kora3 Re: Babo.. 05.10.13, 09:28
                                              baba67 napisała:

                                              > Nie wiem tak mi sie wydawalo, przepraszam jesli urazilam.Strach teraz w ogole p
                                              > isac w Twoich postach.


                                              eeeee tam dlaczego miałabyś urazić? Ot zwyczajna pomyłka, którą normalnie się (o ile się chce) prostuje. Dokładnie tak samo prostuje się nieporozumienie, gdy twego brata wezma za męza, a córke za siostręsmile nieprawdażsmile

                                              Babo, nie masz powodu mieć stracha smile - po prostu jeśli Ty piszesz o swoim mezu "mąz" to normalny człowiek odnosząc się do Twej wypowiedzi i tej postaci też pisze "Twój mąż", albo "Baby mąż" bez wymyślania typu "Twój małż", "towarzysz niedoli (albo doli) Baby" , "gość na etacie meża Baby", "etatowy zadowalacz Baby" i inne takie, prawda?
                                              • kora3 Zwróć Babo jeszcze uwagę na to 05.10.13, 09:50
                                                że zupełnie naturalne jest dla nas chyba, iż nie skracamy dystansu z tym o kim mówimy rozmawiając o tym kimś z bliską mu osobą. Jeśli meza koleżanki znasz na "pan" to nie mówisz "Pozdrów Krzyśka" (załóżmy ze tak ma na imię), tylko "Pozdrów Twego męza", choć kolezanka mówi o nim "Krzysiek".

                                                Kiedyś miałam okazję wysłuchiwać osobiście wspomnień pewnej pani, która mówiła o zyjącym jeszcze wówczas papieżu Janie Pawle IIsmile Pani ta o biskupie Rzymu mówiła "Lolek to, Lolek tamto". Bardzo to oburzało mego kolegę, poniekąd ateistęsmile "A co to papież kolega jej jakiś?" - no właśnie tak - dla tej pani, wiele lat przed pontyfikatem Karol Wojtyła był ...kolegą smile, po prostu "Lolkiem"smile Ale to nie znaczy, ze my zadając tej pani pytania powinniśmy mówić "I jakim Lolo był kumplem? Zajefajnym?" ONA mogła tak mówić o papieżu, a my nie smile i na tym to polega.
                                                • baba67 Re: Zwróć Babo jeszcze uwagę na to 05.10.13, 10:30
                                                  To jest co innego i nie wierze ze tego nie dostrzegasz.Nazwanie partnera twoim osobistym to nie jest skracanie dystansu tylko zartobliwe, nieobrazliwe okreslenie partnera czy malzonka. Gdyby Cie ktos nazwal Kurcia tobym rozumiala, ale obruszac sie na Koralie? Kosmos, kosmos, ostatni raz sie z tym spotkalam w podstawowce-jako uczennica.
                                                  • kora3 Re: Zwróć Babo jeszcze uwagę na to 05.10.13, 10:59
                                                    baba67 napisała:

                                                    > To jest co innego i nie wierze ze tego nie dostrzegasz.Nazwanie partnera twoim
                                                    > osobistym to nie jest skracanie dystansu tylko zartobliwe, nieobrazliwe okresle
                                                    > nie partnera czy malzonka.


                                                    Ale PO CO? Po prostu PO CO?

                                                    Gdyby Cie ktos nazwal Kurcia tobym rozumiala, ale ob
                                                    > ruszac sie na Koralie? Kosmos, kosmos, ostatni raz sie z tym spotkalam w podsta
                                                    > wowce-jako uczennica.


                                                    Jejku to był przykład Babo. Nie chodzi o obrażanie się wcale, bo ja się nie obrazam przecież smile I nie mam naprawdę na imię Korasmile jednakowoż znam osobiście osobę, która naprawdę ma na imię Koralia i nie znosi tego imienia w oficjalnej formie. Przedstawia się Kora.
                                                    Jasne, gdy np. na studiach jakiś wykładowca patrząc na listę zwracał się do niej "Pani Koralio" to przełknęła, bo wszak tak ma oficjalnie na imię, ale jeśli komuś przedstawiła się Kora, a mówił Koralia, to prosiła o nazywanie jej Korą, czyli tak, jak się przedstawia.

                                                    Nie myl Babo niechęci do czegos z obrażaniem się zaraz. Owszem - mnie np. drażni jedno zdrobnienie mego imienia - źle mi się kojarzysmile Jeśli ktoś tak do mnie powie, to NIE obrazam się, ale poproszę, żeby tak nie mówić - nie zdarzyło się, by ktoś dla odmiany na te prośbe się obraził i nie zastosował się.
                                                  • matylda1001 Re: Zwróć Babo jeszcze uwagę na to 05.10.13, 11:40
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Ale PO CO? Po prostu PO CO? <

                                                    smile A tak, po prostu... żeby było na luzie, barwniej, oryginalniej, weselej. No i jeszcze to, że już pani w podstawówce mówiła, że jeśli w pierwszym zdaniu użyje sie jakiegoś określenia, i w drugim wypadałoby je powtórzyć, to lepiej poszukać zamiennika. W języku polskim jest w czym wybierać i nie ma potrzeby wałkować wciąż jednego słowa.

                                                    > Jasne, gdy np. na studiach jakiś wykładowca patrząc na listę zwracał się do niej "Pani Koralio" to przełknęła,<

                                                    Bo rozgarnięta była. Nie tak jak moja kuzynka (matka wspomnianego Jakuba)

                                                    > Nie myl Babo niechęci do czegos z obrażaniem się zaraz.<

                                                    Chodzi o to, że nie można mieć do kogoś pretensji za to, że my sami mamy do czegoś niechęć. Nasza niechęć - naszą sprawą, i już.


                                                  • kora3 Slowo motylem wylata, a wraca kamieniem :) 05.10.13, 11:54
                                                    matylda1001 napisała:

                                                    >
                                                    > smile A tak, po prostu... żeby było na luzie, barwniej, oryginalniej, weselej. No
                                                    > i jeszcze to, że już pani w podstawówce mówiła, że jeśli w pierwszym zdaniu uży
                                                    > je sie jakiegoś określenia, i w drugim wypadałoby je powtórzyć, to lepiej poszu
                                                    > kać zamiennika. W języku polskim jest w czym wybierać i nie ma potrzeby wałkowa
                                                    > ć wciąż jednego słowa.


                                                    Wiesz, tak się sklada, ze akurat ze słowami i powtarzaniem ich mam do czynienia często i nie ma problemu - ergo nie muszę wymyslac jakichś oryginalnych zamienników, żeby np. nie powtarzac w każdym zdaniu "pokrzywdzony".
                                                    Nieco OT Matyldo - jeden mój kolega sporo pieniążków zapłacił za niefrasobliwe używanie "zamienników" smile Człek ten napisał sobie kiedyś takie cuś smile, że zatrzymano sprawców napadu. Nic strasznego nie? Rzecz w tym, że słowo "sprawca" jest jednoznaczne = tych co dokonali napadu. Tymczasem to byli tylko PODEJRZANI w tej sprawie i jeden z nich został uniewinniony w sądzie od tego zarzutu. Podał kolegę do sadu i wygrał.
                                                    >
                                                    > Bo rozgarnięta była. Nie tak jak moja kuzynka (matka wspomnianego Jakuba)

                                                    Oczywisc ier, co nie znaczy, ze nie mogla nie lubić oficjalnego brzmienia swego imieniasmile
                                                    >
                                                    >
                                                    > Chodzi o to, że nie można mieć do kogoś pretensji za to, że my sami mamy do cze
                                                    > goś niechęć. Nasza niechęć - naszą sprawą, i już.


                                                    O nie nie nie smile Matyldo - jeśli ja np. nie lubię, gdy ktoś mówi o swoim mezu "mój małż" to masz rację. Nie lubię, ale niech sobie mówi, jak chce o SWOIM mezu. Jeśli natomiast nie lubię by ktoś o moim partnerze mówił np. "Twój osobisty" to mam prawo to "zgłosić" i oczekiwać zrozumienia i zaprzestania mówienia tak.
                                                    Na tym polega róznica - nie wswzystko u innych musi się nam, podobać, ale póki nas nie dotyczy i nikt nas o to nie pyta, to wypadałoby zachować milczenie w temacie swoich gustów. Jeśli dotyczy lub ktoś pyta, masz prawo powiedzieć co ci się nie podoba smile
                                                  • matylda1001 Re: Slowo motylem wylata, a wraca kamieniem :) 05.10.13, 13:21
                                                    kora3 napisała:

                                                    >Wiesz, tak się sklada, ze akurat ze słowami i powtarzaniem ich mam do czynienia często i nie ma problemu - ergo nie muszę wymyslac jakichś oryginalnych zamienników, żeby np. nie powtarzac w każdym zdaniu "pokrzywdzony".<

                                                    Temat jest Ci bliski, wiem, dlatego pewnie przyznasz mi rację, że czymś innym jest suche sprawozdanie z sali sądowej, a czymś innym artykuł odnoszący się do problemu tam rozstrzyganego. Pokrzywdzony - w tym wypadku wolę dziesięć razy pokrzywdzony, niż jeden raz ofiara wink

                                                    > Nieco OT Matyldo - jeden mój kolega sporo pieniążków zapłacił za niefrasobliwe używanie "zamienników" smile Człek ten napisał sobie kiedyś takie cuś smile, że zatrzymano sprawców napadu. Nic strasznego nie?<

                                                    Ależ przeciwnie! to straszne! Świadczy o braku profesjonalizmu dziennikarza i słusznie został ukarany. To podłość w stosunku do człowieka, ktoremu zszargał reputację. Wcale nie użył zamiennika, tylko pomówienia. Podobną podłość popełnił pewien minister w stosunku do pewnego człowieka, (ktorego znam osobiście i niezmiernie szanuję) mówiąc publicznie, że już nikt przez tego pana nie umrze.
                                                  • kora3 Re: Slowo motylem wylata, a wraca kamieniem :) 05.10.13, 13:27
                                                    matylda1001 napisała:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    > Temat jest Ci bliski, wiem, dlatego pewnie przyznasz mi rację, że czymś innym j
                                                    > est suche sprawozdanie z sali sądowej, a czymś innym artykuł odnoszący się do p
                                                    > roblemu tam rozstrzyganego. Pokrzywdzony - w tym wypadku wolę dziesięć razy pok
                                                    > rzywdzony, niż jeden raz ofiara wink


                                                    Akurat "ofiara napadu" to synonim "pokrzywdzony w napadzie" smile - a na sucho się nie da, nikt tego czytac nie będzie smile
                                                    >
                                                    . To podłość w stosunku do człowieka, ktoremu zszargał re
                                                    > putację. Wcale nie użył zamiennika, tylko pomówienia. Podobną podłość popełnił
                                                    > pewien minister w stosunku do pewnego człowieka, (ktorego znam osobiście i niez
                                                    > miernie szanuję) mówiąc publicznie, że już nikt przez tego pana nie umrze.


                                                    No właśnie... tylko, ze pan minister Ziobro powiedział to specjalnie, a ten dziennikarz użył sobie swojego "zamiennika" - skrótu myślowego. Zrobiił b. źle bo podejrzany to podejrzany, oskarżony to oskarżony, a winny to winny - podejrzany to osoba przeciwko której toczy się sledztwo, oskarżony to osoba wobec której sformułowano akt oskarżenia, a winny to skazany prawomocnym wyrokiem - proste smile Gdyby napisał "Zatrzymano DOMNIEMANYCH sprawców napadu" - sprawy by nie było smile
                                                  • matylda1001 Re: Zwróć Babo jeszcze uwagę na to 05.10.13, 11:24
                                                    baba67 napisała:

                                                    >> To jest co innego i nie wierze ze tego nie dostrzegasz<

                                                    Ja też nie wierzę smile Inaczej musiałabym zwątpić w inteligencję Kory.
                                                  • kora3 dziwqwczyny :) 05.10.13, 11:37
                                                    matylda1001 napisała:

                                                    >
                                                    > Ja też nie wierzę smile Inaczej musiałabym zwątpić w inteligencję Kory.


                                                    serdeczne dzięki za wiarę w mą inteligencję, ja w waszą także wierzę, jako i pewnie wzajemnie w poczucie humoru smile

                                                    Pojmijcie, ze mnie takie coś nie obraza śmiertelnie, ani nie reaguję jakoś gwałtownie, a zwyczajnie - nie lubię tego. Uwazam, ze w naszym gronie bez jakiegoś szczególnego skrepowania można powiedzieć, ze się czegoś nie lubi i oczekiwać zrozumienia. smile

                                                    Znam taka osobę, która jak sama przyznaje, nie uznaje rozwodów. Dodam, ze to osoba z mojej dalszej rodziny, którą mam okazję widywać naprawdę sporadycznie. Osoba ta z uporem maniaka o moim byłym mezu mówi "Twój maż" wiedząc, ze dawno się z tym panem rozwiodłam. Za każdym razem ją "poprawiam" smile ku uciesze innych smile Oczywiście osobiście mi lata jak sobie taki ktoś nazywa mego bylego meża na swój użytek, ale DO MNIE ma mówić poprawnie "Twój były mąż", albo imieniem, jeśli już nie wiedzieć dlaczego chce o nim mówić (jako, ze kontakt mamy sporadyczny nie wiem dlaczego, ale mniejsza o to). Wyuczyłam wreszcie te osobę poprawnego wyrazania się w ten sposób, że za każdym razem słysząc "Twój mąż" pytałam o kogo chodzismile w stylu "Ze kto? ja NIE MAM meza" Nie interesuje mnie co ta osoba myśli sobie o rozwodach i czy je "honoruje" ogólnie. Mówiąc o mnie i do mnie ma używać poprawnego słownictwa i tyle.

                                                    Dodam, nie bez powodu myslę, ze te wszystkie "osobiste" "twój pan" (spotkałam się , a jakże) , "niemąż" "towarzysz życia", albo li też "przyjaciel" w odniesieniu do partnera życiowego chyba biorą się stąd, że osoby tak mówiące uważają życie bez slubu za jakies dziwne, czy wstydliwe i stąd chcą koniecznie jakoś zabawnie nazwać partnera czyjegoś. Jestem w stanie to zrozumieć w sytuacji, kiedy osoba o tym partnerze mówiąca sama nie nazywa go partnerem tylko np. "Mój Misiek" - wówczas rozmówca nie wie jak nazwac partnera, żeby nie urazić. Ale jeśli ktoś sam mówi "partner" to nie rozumiem - serio.
                                                  • matylda1001 Re: dziwqwczyny :) 05.10.13, 12:33
                                                    kora3 napisała:

                                                    >jako i pewnie wzajemnie w poczucie humoru smile<

                                                    Już zaczynały się we mnie lęgnąć wątpliwości wink

                                                    > Uwazam, ze w naszym gronie bez jakiegoś szczególnego skrepowania można powiedzieć, ze się czegoś nie lubi i oczekiwać zrozumienia. smile<

                                                    Jak najbardziej, ale najpierw należy to oczekiwanie spokojnie wy-ar-ty-ku-ło-wać , a nie rzucać się z pazurami.

                                                    > Osoba ta z uporem maniaka o moim byłym mezu mówi "Twój maż" <

                                                    I moja koleżanka o swoim byłym mężu mówi "mój mąż" chociaż od (cywilnego) rozwodu minęło z 15 lat. To kwestia światopoglądu, denerwująca ale cóż poradzisz? Jeżeli dla kogoś coś takiego na czterech nogach, przy czym się zwykle jada, jest stołem, to trudno wymagać, żeby nagle zaczął ten mebel nazywać krzesłem. Tylko dlatego, że skróciliśmy nogi i służy nam do siedzenia.

                                                    > Dodam, nie bez powodu myslę, ze te wszystkie "osobiste" "twój pan" (spotkałam się , a jakże) , "niemąż" "towarzysz życia", albo li też "przyjaciel" w odniesieniu do partnera życiowego chyba biorą się stąd, że osoby tak mówiące uważają życie bez slubu za jakies dziwne, czy wstydliwe i stąd chcą koniecznie jakoś zabawnie nazwać partnera czyjegoś.<

                                                    Akurat! A cóż to za różnica dla takiej osoby wyrazić się "partner" czy "towarzysz życia" skoro i tak nie jest prawowitym mężem? A czy o mężu zawsze mówi się mój mąż? a jak ja o swoim mężu powiem "mój osobisty", to nie będzie prawda? bo, jak wspomniałam, za "życiowego partnera" go uważam. Zresztą sama zauważyłaś, że osoba, która nie przyjmuje do wiadomości faktu rozwodu, Twojego byłego męża nazywa w dalszym ciągu Twoim mężem. Taka nie będzie wymyślała jakichś "partnerów", "Przyjaciół" czy"towarzyszy życia" W bezpośredniej rozmowie jeszcze sie powstrzyma, a poza oczami użyje określenia "przydupas". A dlaczego ty sama używasz w odniesieniu do byłego partnera wyrażenia "mój eks"? Przeciez to też jakies uproszczenie.

                                                    >Jestem w stanie to zrozumieć w sytuacji, kiedy osoba o tym partnerze mówiąca sama nie nazywa go partnerem tylko np. "Mój Misiek" - wówczas rozmówca nie wie jak nazwac partnera, żeby nie urazić. Ale jeśli ktoś sam mówi "partner" to nie rozumiem - serio. <

                                                    A jeśli jakaś Henia ma zwyczaj zmieniac tych "Miśków" jak rękawiczki, to o wszystkich można powiedzieć, że to partner Heni? Od jakiego momentu takiemu "Miśkowi" przysługuje określenie "partner"? No bo mąż, to po ślubie, wiadomo.
                                                  • kora3 Re: dziwqwczyny :) 05.10.13, 13:09
                                                    matylda1001 napisała:
                                                    >
                                                    > Jak najbardziej, ale najpierw należy to oczekiwanie spokojnie wy-ar-ty-ku-ło
                                                    > -wać
                                                    , a nie rzucać się z pazurami.


                                                    Matyldo, jeśli jest taka mozliwośc, to prosiłabym o link do mego postu, w którym, jak to ujęłaś "rzucam się z pazurami". Bo mnie się wydawało, ze właśnie sppkojnie wyartykułowałam, ale może się mylę smile
                                                    >
                                                    >
                                                    > I moja koleżanka o swoim byłym mężu mówi "mój mąż" chociaż od (cywilnego) rozwo
                                                    > du minęło z 15 lat. To kwestia światopoglądu, denerwująca ale cóż poradzisz?


                                                    Ale tu jest kolosalna RÓZNICA, o jakiej pisze cały czas Matyldosmile Twoja kolexzanka mówi o SWOIM byłym mężu i jakkolwiek otoczenie może się temu dziwić, to jest JEJ sprawa.
                                                    Ta osoba mówi o MOIM byłym mezu, a to jest zupełnie inna sprawa. To tak, jakby np. Ty mówiła o swoim mężu mój Ciapciuś" i nikomu nic do tego, ale nie chciałabyś, żeby ktoś kto ma taki swiatopoglad, ze mezów nazywa np. "pantoflarzami" móiwił o twoim mężu "Twój pantoflarz"smile


                                                    Je
                                                    > żeli dla kogoś coś takiego na czterech nogach, przy czym się zwykle jada, jest
                                                    > stołem, to trudno wymagać, żeby nagle zaczął ten mebel nazywać krzesłem. Tylko
                                                    > dlatego, że skróciliśmy nogi i służy nam do siedzenia.


                                                    Ale właśnie Matyldo zachodzi tu sytuacja odwrotna. To, ze dla kogoś nie ma rozwodów i byłych mezów, nie oznacza, że obiektywnie ich nie ma i to, ze ktoś będzie sobie zaklinał rzeczywistość tego nie zmieni smile
                                                    >
                                                    > Akurat! A cóż to za różnica dla takiej osoby wyrazić się "partner" czy "towarzy
                                                    > sz życia" skoro i tak nie jest prawowitym mężem?


                                                    No włąsnie nie wiem, ciekawa jestem nawet smile

                                                    A czy o mężu zawsze mówi się m
                                                    > ój mąż? a jak ja o swoim mężu powiem "mój osobisty", to nie będzie prawda?


                                                    Ale cały czas chodzi o to, że TY możesz swego meza nazywać jak chcesz. TY, TY, TYsmile

                                                    . Zresztą sama zauważyłaś, że
                                                    > osoba, która nie przyjmuje do wiadomości faktu rozwodu, Twojego byłego męża na
                                                    > zywa w dalszym ciągu Twoim mężem. Taka nie będzie wymyślała jakichś "partnerów"
                                                    > , "Przyjaciół" czy"towarzyszy życia"


                                                    Taka osoba może sobie na swój użytek mówić i myśleć co chce, móiwąc do mnie i o mnie ma używać stosownego do rzeczywistości słownictwasmile

                                                    W bezpośredniej rozmowie jeszcze sie powst
                                                    > rzyma, a poza oczami użyje określenia "przydupas".


                                                    A lata mi tosmile

                                                    A dlaczego ty sama używasz w
                                                    > odniesieniu do byłego partnera wyrażenia "mój eks"? Przeciez to też jakies upr
                                                    > oszczenie.


                                                    Bo to jest MÓJ EKS i mogę sobie nazywać go jak chcę - nie rozumiesz? JA sobie tak nazywam i tyle.

                                                    >
                                                    > A jeśli jakaś Henia ma zwyczaj zmieniac tych "Miśków" jak rękawiczki, to o wszy
                                                    > stkich można powiedzieć, że to partner Heni? Od jakiego momentu takiemu "Miśkow
                                                    > i" przysługuje określenie "partner"? No bo mąż, to po ślubie, wiadomo.


                                                    W rozmowie z Henią od momentu, jak Henia tak sobie nazwie, pojmij wreszcie! Co TY sobie myślisz w temacie Heni i jej miśków, to jest TWOJA sprawa, natomiast miski sa Heńki i ONA sobie nazywa jak chce a TY nie masz prawa zmieniać jej nazewnictwa, bo coś tam
                                                  • matylda1001 Re: dziwqwczyny :) 05.10.13, 14:02
                                                    kora3 napisała:

                                                    >> Matyldo, jeśli jest taka mozliwośc, to prosiłabym o link do mego postu, w którym, jak to ujęłaś "rzucam się z pazurami". Bo mnie się wydawało, ze właśnie sppkojnie wyartykułowałam, ale może się mylę smile<

                                                    Nie za bardzo jest taka możliwość, bo to raczej wrażenie wydobyte z kontekstu. Być może moje, subiektywne.

                                                    > Ale tu jest kolosalna RÓZNICA, o jakiej pisze cały czas Matyldosmile Twoja kolexzanka mówi o SWOIM byłym mężu i jakkolwiek otoczenie może się temu dziwić, to jest JEJ sprawa. <

                                                    Niezupełnie, bo dla niej nie istnieją byli mężowie. Czy jej, czy cudzy, jest tak samo. To nie kwestia nazewnictwa ale światopoglądu. Walka z takim sposobem myślenia, to walka z wiatrakami.

                                                    >ale nie chciałabyś, żeby ktoś kto ma taki swiatopoglad, ze mezów nazywa np. "pantoflarzami" móiwił o twoim mężu "Twój pantoflarz"smile<

                                                    A jaki ja miałabym mieć wpływ na zmanę sposobu myślenia takiej osoby? A niech sobie mówi. Czy to w czymś przeszkadza?

                                                    > No włąsnie nie wiem, ciekawa jestem nawet smile<

                                                    Myślę, że nie ma żadnej, bo nie taka jest intencja osoby mówiącej, jak to rozumiesz.

                                                    >> Ale cały czas chodzi o to, że TY możesz swego meza nazywać jak chcesz. TY, TY,
                                                    TYsmile<

                                                    Ktoś, ktoś, ktoś też może. Pod warunkiem, że nie obraża.

                                                    > Bo to jest MÓJ EKS i mogę sobie nazywać go jak chcę - nie rozumiesz? JA sobie
                                                    tak nazywam i tyle. <

                                                    A jak my powinnyśmy Go nazywać? bo nie reagujesz negatywnie gdy nazwiemy Pana Twoim eksem? Z drugiej strony... Napisałaś, że jeśli jakaś pani mowi o swoim mężu Krzysiek, to skoro osobiście Krzyśka nie znamy, to należałoby poprosić o przekazanie pozdrowień mężowi. Wszak dla nas nie jest Krzyśkiem. Czy od tej chwili mam używać określenia Twój Były Partner? To może chociaż w skrócie - "TBP"? Trzeba być konsekwentną smile

                                                    >W rozmowie z Henią od momentu, jak Henia tak sobie nazwie, pojmij wreszcie! Co
                                                    TY sobie myślisz w temacie Heni i jej miśków, to jest TWOJA sprawa, natomiast miski sa Heńki i ONA sobie nazywa jak chce a TY nie masz prawa zmieniać jej nazewnictwa, bo coś tam >

                                                    Czyli dla mnie też "Misiek"? no, fajnie! smile
                                                  • kora3 Re: dziwqwczyny :) 05.10.13, 14:45
                                                    matylda1001 napisała:

                                                    >
                                                    > Nie za bardzo jest taka możliwość, bo to raczej wrażenie wydobyte z kontekstu.
                                                    > Być może moje, subiektywne.


                                                    hmm to jak należało wyartykułować żeby było ok?
                                                    >
                                                    > Niezupełnie, bo dla niej nie istnieją byli mężowie. Czy jej, czy cudzy, jest ta
                                                    > k samo. To nie kwestia nazewnictwa ale światopoglądu. Walka z takim sposobem my
                                                    > ślenia, to walka z wiatrakami.


                                                    ale dopóki mówi o swoim jest ok - zrozum. Jeśli zacznie mówic o czyimś byłym mezu "mąz" ta osoba ma prawo sprostować i wymagać by mówila poprawnie, albo wcale smile
                                                    >
                                                    > A jaki ja miałabym mieć wpływ na zmanę sposobu myślenia takiej osoby? A niech s
                                                    > obie mówi. Czy to w czymś przeszkadza?


                                                    Tobie nie, mnie tak - zrozum.

                                                    > Myślę, że nie ma żadnej, bo nie taka jest intencja osoby mówiącej, jak to rozum
                                                    > iesz.


                                                    wszystko jedno jaka jest intencja mówi do mnie i o moich sprawach i mam prawo wymagać, by mówila poprawnie
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ktoś, ktoś, ktoś też może. Pod warunkiem, że nie obraża.

                                                    Może, ale nie musi, a Ty, ja , Kowalska mamy prawo poprosić, by tak nie mówiono - co jest niezrozumiałe?

                                                    >
                                                    > A jak my powinnyśmy Go nazywać? bo nie reagujesz negatywnie gdy nazwiemy Pana T
                                                    > woim eksem?


                                                    Tak, jak ja - to oczywistesmile Jeśli ty piszesz o swoim mezu "mój mąż" to dlaczego miałabym nazywać go "twój ciapek"?

                                                    Z drugiej strony... Napisałaś, że jeśli jakaś pani mowi o swoim męż
                                                    > u Krzysiek, to skoro osobiście Krzyśka nie znamy, to należałoby poprosić o prze
                                                    > kazanie pozdrowień mężowi.


                                                    Oczywiście , ale to jest zupełnie inna sprawa. Pani zamiast "Krzysiek" może o swoim mężu mówić "Ten taki owaki" co Ciebie nie predestynuje do takiego samego nazywania go. Mowa jednak o osobie, która znasz. Forum to co innego smile

                                                    Wszak dla nas nie jest Krzyśkiem. Czy od tej chwili
                                                    > mam używać określenia Twój Były Partner? To może chociaż w skrócie - "TBP"? Trz
                                                    > eba być konsekwentną smile


                                                    Dlaczego wszystko dużymi literami?smile Owszem to określenie jest ok, ale MOŻNA napisać także "twój eks" - bo ja sama tego określenia w stosunku do osoby Wam nieznanej używam. KToś kto go zna mógłby uzyc imienia, funkcji itd.

                                                    >
                                                    > Czyli dla mnie też "Misiek"? no, fajnie! smile

                                                    Nie, dla Ciebie tak, jak Henia przedstawi - powie Henia, ze to jej narzeczony - to narzeczony Heni, powie, ze partner - to partner, powie, ze konkubent - to konkubent.

                                                    Ja zupełnie nie pojmuję Matyldo, dlaczego tak się upierasz i jak to mówią "grasz wariata" (bez obrazy). Jeżeli Ci ktoś przedstawi gościa i powie "mój narzeczony X" a Ty wiesz, ze nie są zaręczeni to nadasz mu w rozmowie o nim potem jakąś "nazwę" inną bardziej lub mniej zabawną czy zostaniesz przy "narzeczonym", choć wiesz, ze to nie jest narzeczony?
                                                    Dla mnie osobiście te wszystkie "małze", "towarzysze życia" i temu podobne brzmią infantylnie i głupio i ja nie chcę, by o moim partnerze ktoś tak mówił. Nie mam prawa tego wymagać? Czy mając na przyład na imię Helena mam prawo nie chcieć by na mnie ktoś mówił Helka, czy mam prawo poprosić by mówiono "Helena"?
                                                    Przecież elementarną zasadą SV jest nierobienie komuś tego, czego sobie nie życzy nawet jeśli uważa się, że to nic takiego, a nieżyczenie sobie tego jest głupiesmile
                                  • kora3 Re: Matko Matyldo ... 05.10.13, 09:23
                                    matylda1001 napisała:
                                    ale nie doszukiwałabym się braku kultury/taktu/rozumu u kogoś, kto tak naz
                                    > wałby mojego męża. Podobnie nie miałabym nic przeciwko temu jeśli ktoś nazwałby
                                    > go moim partnerem (bo przecież nim jest). Podobnie gdyby ktoś nazwał jakiegoś
                                    > partnera mężem, też nie widziałabym w tym nic złego.


                                    Widzisz Matyldo, z tego co piszesz na forum wynika, ze masz bardzo tolerancyjne granice własnej prywatności. Serio. W zasadzie moznaby Twego meza nazwąc osobistym zadowalaczem w towarzystwie i nic by się nie stało. Pojmij ze nie wszyscy tak mają smile

                                    Jakoś jest tam "na etacie
                                    > męża" a reszta, to biurokracja winkJest wiele zamienników, i lepiej, i gorzej odb
                                    > ieranych, bardziej i mniej znanych, poważnych i trochę żartobliwych, i uważam,
                                    > że wszystkie są dobre.


                                    I wszystkie sa dobre - dla CIEBIE, ale to nie znaczy, ze można transponować to na innych.


                                    To, że jakieś (neutralne) określenie w stosunku do kogokolwiek
                                    > lub czegokolwiek drażni nasze uszy, to jeszcze nie znaczy, że wszyscy muszą cz
                                    > uć podobnie.


                                    A jużci, nie znaczy. Zatem mogą sobie tak nazywać swoje otoczenie i szafa gra , a komoda tańczy smile, ale moje - nie smile
                  • nchyb Re: Miłe panie 02.10.13, 18:23
                    > Ano, nie... Wiele razy dochodzi tu do nieporozumień dlatego, że ktoś w pierwszy
                    > m poście nie wyraził się ściśle. Potem wątek ma 200 wpisów wink

                    Ale Kora w pierwszym swoim poście całkiem ściśle określiła sytuację. Znajoma, niezbyt bliska odwiedziła ją bez zapowiedzi. Otworzył jej ktoś, kogo owa znajoma nie znała.
                    Co tu więcej uściślać? Przecież wszystko było jasne...

                    Jeżeli daleka znajoma kogoś w drzwiach widzi - nie wie, czy to domownik, czy nie. Chyba, ze jest stalkerem, czy też śledzi autorkę wątku wink
                    Jednym słowem znajoma powinna zakładać, ze otwierająca jej osoba (nie umundurowana, bez kitla lekarskiego) jest po prostu osobą uprawnioną do bycia w tym mieszkaniu i tyle...
                    • matylda1001 Re: Miłe panie 03.10.13, 00:49
                      nchyb napisała:

                      > Jeżeli daleka znajoma kogoś w drzwiach widzi - nie wie, czy to domownik, czy ni
                      > e. Chyba, ze jest stalkerem, czy też śledzi autorkę wątku wink.<

                      Wystarczy, że będzie znała partnera Kory, nawet z widzenia, żeby wiedziec, że to nie ten.
                      • kora3 No i co Matyldo?:)No i? 03.10.13, 08:14
                        matylda1001 napisała:
                        >
                        > Wystarczy, że będzie znała partnera Kory, nawet z widzenia, żeby wiedziec, że t
                        > o nie ten.


                        Nie zna, ale założmy sytuację, że zna. I wie, ze to nie ten. No i?
                        Może to być wszak gość na prawach domownika, np. mój brat, kuzyn, syn mojego partnera, ktoś z przyjaciół- słowem ktoś kto na stałe z nami nie mieszka, ale odwiedzając nas na czas odwiedzin zamieszkuje tu.
                        Uwazasz, że daleka znajoma ma uzurpować sobie takie same prawa, przychodząc bez zapowiedzi, jak ww?

                        A może to być miejscowy przyjaciel, kumpel, kochanek, sąsiad - wszystko jedno! Skoro jest przy mnie w chorobie, to ktoś kogo zaprosiłam/ wpuściłam, tak?
                        Jej nie zapraszałam, to i nie została wpuszczona. Nie jest blisko ze mną. O co chodzi?
                      • nchyb Re: Miłe panie 03.10.13, 08:44
                        partnera może znać z widzenia, ale czy jest pewna, że zna wszystkich jej potencjalnych kochanków?...
                        • kora3 No np.:) 03.10.13, 08:47
                          A chyba daleka znajoma nie uzurpuje sobie prawa do relacji na poziomie kochanka smile
                • annthonka Re: Miłe panie 02.10.13, 12:54
                  Jeżeli drzwi otwiera domownik i mówi, że Kora jest chora i w związku z tym nie przyjmuje gości, to jest to naturalne.

                  Jeżeli zaś drzwi otwiera gość i mówi, że Kora jest chora i w związku z tym nie przyjmuje gości, to - sama przyznasz - wygląda to na chęć mało eleganckiego spławienia za pośrednictwem osób trzecich.

                  Co nadal nie zmienia faktu, że ta pani w ogóle nie powinna była radośnie pojawić się u Twoich drzwi bez jakiejkolwiek zapowiedzi.
                  • nm.buba011 Re: Miłe panie 02.10.13, 13:07
                    annthonka napisała:

                    > Jeżeli zaś drzwi otwiera gość i mówi, że Kora jest chora

                    - nic nie mówi, czeka na pozdrowienie i wyjaśnienie w jakim celu ma... przyjemność.


                    > i w związku z tym nie
                    > przyjmuje gości, to - sama przyznasz - wygląda to na chęć mało eleganckiego spł
                    > awienia za pośrednictwem osób trzecich.

                    - a ten co zadzwonił, nie zna i nie szuka żadnej Kory, ale chce odnaleźć kawalerkę księcia Radziwiłła.

                    Nie należy odrzucać reguł s-v, kiedy brakuje nam wyczucia. Nie bez przyczyny w wojsku są bardzo drobiazgowe regulaminy.


                    ***********************************************
                    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                  • baba67 Re: Miłe panie 02.10.13, 13:10
                    Ale kobieta NIE WIEDZIALA kim jest ten kolega.Moglby to rownie dobrze byc jej partner zyciowy. Moglby to byc jej pasierb ktory przyjechal odwiedzic ojca.
                    W takim wypadku pani TEZ by sie obrazila, bo tych osob nie zna.
                    A nawet gdyby znala i miala choc jedna komorke mozgu toby sie mogla domyslec obecnosc nie domownika w domu nie oznacza automatycznie zycia towarzyskiego.
                    Ja na miejscu Kory nie zareagowala na sms w ogole.
                    • annthonka Re: Miłe panie 02.10.13, 13:14
                      baba67 napisała:

                      > Ale kobieta NIE WIEDZIALA kim jest ten kolega.

                      Dlatego też kilka postów wyżej napisałam, że to zmienia postać rzeczy smile
                      • baba67 Re: Miłe panie 02.10.13, 13:24
                        Zmienia, ale tak bardzo.Kobieta jest luzna znajoma. powiedzmy ze zna partnera,moze nawet jego syna ktory bywa gosciem na prawach domownika, ale nie moze znac wszystkich osob ktora Kora moze poprosic o pomoc w chorobie-brat, kuzyn,moze przyjaciel nieobecnego partnera przez niego poproszony.
                        Czy obecnosc niedomownika oznacza ze Kora plawi sie w blasku zycia towarzyskiego?
                        Ta kobieta nie ma grama wyobrazni wielkie EGO wypelnilo jej cala czaske i zabilo komorki mozgowe?
                        • baba67 errata NIE tak bardzo 02.10.13, 13:25

                      • nchyb Re: Miłe panie 02.10.13, 18:25
                        w żaden sposób nie zmienia, bo o tym wiedzieliśmy od początku. Skąd daleka znajoma ma wiedzieć kim jest lub nie jest osoba otwierająca jej drzwi, której ona nie zna?
                    • nm.buba011 Re: Miłe panie 02.10.13, 13:26
                      baba67 napisała:

                      > toby sie mogla domyslec ob
                      > ecnosc nie domownika w domu nie oznacza automatycznie zycia towarzyskiego.

                      - może. Dlaczego by nie?

                      Abstrahując od życia osobistego Kory, nic nikomu do tego, że otwierający drzwi, to siódmy wyrośnięty krasnoludek, a dobijającej się pani, tylko dlatego otworzono drzwi, bo dochodzą następni goście z innych bajek, a scenariusz całego zdarzenia jest dozwolony od lat 18-nastu.

                      Ta pani nie była przewidziana i nikt nie musi się jej tłumaczyć, a tym bardziej wychodzić, czy zapraszać do wewnątrz.

                      ***********************************************
                      www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                      • baba67 Re: Miłe panie 02.10.13, 13:58
                        Ja sie wczuwam w tok myslenia czlowieka o przecietnym ego.
                        Rzecz w tym ze odglosy imorezy dobiegajace z pokoju chorego przecza tezie jakoby chora gosci nie przyjmuje, a juz to jest nieasertywne klamstwo czyz nie?
                        • nm.buba011 Re: Miłe panie 02.10.13, 14:14
                          baba67 napisała:

                          > Ja sie wczuwam w tok myslenia czlowieka o przecietnym ego.

                          - nie można, zgodnie z s-v, alienować ze społeczności tych nieprzeciętnych.
                          Aby uzyskać wynik przeciętny, należy uwzględnić także dewiantów (innych niż my).

                          > Rzecz w tym ze odglosy imorezy dobiegajace z pokoju chorego przecza tezie jakob
                          > y chora gosci nie przyjmuje, a juz to jest nieasertywne klamstwo czyz nie?

                          - może to być niekonwencjonalne, ale ciche, grupowe spotkanie, o lekkim posmaku(?), ale dla przewidzianych gości. Asertywnie?

                          Może być i głośno, można wyjść i nie zapraszać do środka każdego?
                          Asertywnie.
                  • kora3 Anthonko jeszcze raz :) 02.10.13, 13:17
                    annthonka napisała:
                    >
                    > Jeżeli zaś drzwi otwiera gość i mówi, że Kora jest chora i w związku z tym nie
                    > przyjmuje gości, to - sama przyznasz - wygląda to na chęć mało eleganckiego spł
                    > awienia za pośrednictwem osób trzecich.


                    U nas w domu poza zwierzakami smile jest dwoje domowników: ja i mój partner. Mojego partnera ta kobieta NIE ZNA, kolegi, który jej otworzył i powiedział, co powiedział TEŻ NIE ZNA. Skad zatem kobieta wie, że otworzył jej nie domownik, a prawowity gość?

                    >
                    > Co nadal nie zmienia faktu, że ta pani w ogóle nie powinna była radośnie pojawi
                    > ć się u Twoich drzwi bez jakiejkolwiek zapowiedzi.


                    To bez wątpienia, zwazywszy ze znamy się b. luźno
                    • annthonka Re: Anthonko jeszcze raz :) 02.10.13, 13:45
                      Koro miła, zadałaś pytanie, co za różnica kto odprawia nieproszonego gościa, więc na nie odpowiedziałam.

                      Po raz kolejny powtórzę, że skoro pani nie wiedziała, kto odprawił ją z kwitkiem, to zmienia to postać rzeczy!
                      • kora3 Ok Anthonko, ale 02.10.13, 13:53
                        dalej mnie nie przekonujesz. A to dlatego, że nawet jeśli ktoś jest odprawiany z kwitkiem przez tego "nie domownika" (o którego statusie wie) , to też nie powinien poczuć się urażony w tej sytuacji. Nie ma bowiem nic dziwnego w tym, że w chorobie człowiekowi pomagają różni ludzie np. przyjaciele, bliscy kumple czy koleżanki, osoba bliska sercu, która z tym kims nie mieszka itd. Dlaczego ktoś nie bliski miałby oczekiwać, ze będzie traktowany na równi z bliską osobą? Przecież to absurdalne!

                        Rozumiem, że kolega stażysta będący u nas od miesiąca ma prawo oczekiwać, że go przenocuję, bo przyjaciela nocuję? Prezydent miasta znany mi także prywatnie, ale raczej luźno ma prawo oczekiwać, że zaproponuję jemu i jego żonie wspólny wyjazd na weekend, bo koleżance zaproponowałam?
                        Ta sytuacja działa na tej samej zasadzie: w chorobie pomaga mi bliski kolega, a nie wspomniani stażysta, prezydent, czy ta znajoma
                        • annthonka Re: Ok Anthonko, ale 02.10.13, 16:21
                          OK, odpowiadając na Twoje pytanie dokonałam chyba zbyt dużego skrótu myślowego, więc teraz się rozwinę wink

                          Pytanie "co za różnica, kto odprawia niezapowiedzianego gościa z kwitkiem" potraktowałam na wyższym poziomie ogólności. Nie odpowiadałam w kontekście tej konkretnej sytuacji, bo zgodziłyśmy się przecież, że tutaj pani niezapowiedziana zachowała się niestosowanie i nie ma najmniejszych powodów do poczucia się urażoną.

                          Ja poczyniłam założenie, że z przykładową Zosią, która niespodziewanie i bez zapowiedzi zjawia się pod naszymi drzwiami łączą nas co najmniej zażyłe kontakty (bo luźni znajomi zazwyczaj nie mają naszego adresu, a nawet jeżeli maja to nie przychodzi im do głowy taki niezapowiedziany nalot). A jeżeli jesteśmy z Zosią w zażyłych kontaktach to Zosia jest w stanie stwierdzić, czy drzwi otworzył domownik. Jeżeli spławił ją gość to w takiej sytuacji MOŻE być jej trochę przykro, ale nie z tego powodu, że w ogóle nie została wpuszczona, tylko dlatego, że gospodyni domu - mając ewidentnie siłę na przyjmowanie innych gości - nie pofatygowała się nawet sama do drzwi.
        • baba67 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 07:47
          Popieram.Ponadto jeszcze choroba moze sie przejawiac zawrotami glowy i goraczka.
          Obrazanie sie ze ktos nie wyszedl i nie podjal bedac chorym swiadczy o tej pani jak najgorzej.
      • nm.buba011 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 21:25
        mocno.zdziwiona napisała:

        > Bo w naszym społeczeństwie wysyłanie odźwiernego do odprawiania nieproszonych g
        > ości nie jest rozpowszechnione.

        - zachowanie było zgodne z s-v.

        > I piszę to abstrahując od zasad SV a przechodząc na delikatną materię konktaktó
        > w międzyludzkich.

        - kompromitujesz się. Jedno równa się drugiemu.


        ***********************************************
        www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
        so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
        • mocno.zdziwiona Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 12:00
          nm.buba011 napisał:

          > mocno.zdziwiona napisała:
          >
          > > Bo w naszym społeczeństwie wysyłanie odźwiernego do odprawiania nieproszo
          > nych g
          > > ości nie jest rozpowszechnione.
          >
          > - zachowanie było zgodne z s-v.
          >
          > > I piszę to abstrahując od zasad SV a przechodząc na delikatną materię kon
          > ktaktó
          > > w międzyludzkich.
          >
          > - kompromitujesz się. Jedno równa się drugiemu.

          Absolutnie się z Tobą nie zgadzam.

          W życiu istnieje więcej kolorów niż czerń i biel, i nie wszystko da się wtłoczyć w ramy podręcznika dobrych manier.

          A sformułowania typu "kompromitujesz się" są negatywnie nacechowane i niekulturalne. Gdzie ten SV na którego znawcę się kreujesz?
          • nm.buba011 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 08:02
            mocno.zdziwiona napisała:

            > A sformułowania typu "kompromitujesz się" są negatywnie nacechowane i niekultur
            > alne. Gdzie ten SV na którego znawcę się kreujesz?

            - znowu się kompromitujesz, pisząc owo słowo w cudzysłowie. Napisałem prawdę. To forum edukacyjne, gdzie należy poprawiać złe sformułowania. Forum s-v, to nie konwencja konwersacji o pogodzie.




            ***********************************************
            www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
            so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
            • mocno.zdziwiona Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 18:58
              Jedyną osobą, która się kompromituje jesteś Ty. Cudzysłów służy m.in. do cytowaniach cudzych wypowiedzi. Co też zrobiłam cytując Twój mało kulturalny zarzut w stosunku do mojej osoby.

              Nie odpowiedziałeś również na moje pytanie, które nie było pytaniem retorycznym. Co mówi SV o wygłaszaniu nieprzyjemnych, wartościujących opinii na temat zupełnie nieznajomej osoby na forum, która przedstawia swój punkt widzenia?
      • kora3 Mocno Zdziwiona 01.10.13, 09:36
        mocno.zdziwiona napisała:

        > Bo w naszym społeczeństwie wysyłanie odźwiernego do odprawiania nieproszonych g
        > ości nie jest rozpowszechnione.

        Ale to nie był odźwierny, tylko kolega smile

        No trudno, jak mnie zobaczy rozczochraną i bladą to jes
        > zcze mój świat się nie zawali.


        NBo, a ja się nie lubię pokazywać obcym w złej kondycji - mam takie prawo?

        > A znajomej się trochę nie dziwię bo gdyby jakiś domownik ją spławił to jeszcze,
        > ale spławia ją jakiś obcy facet, który najwyraźniej ma prawo być u Ciebie podc
        > zas choroby a ona nie.


        To chyba JA decyduje kto ma prawo być u mnie podczas mej choroby, nieprawdaż? Nie wiem dlaczego ta znajoma miałaby się poczuć urażona tym, że ona tego prawa nie ma. Nie jest to jakaś bliska mi osoba, w zasadzie wie gdzie mieszkam, bo raz ode mnie odbierała pewną rzecz i tyle. Ona nie wie kto ją spławił - drugiego domownika o ile wiem, wcale nie znasmile


        Twoje prawo do "dopuszczania" kogoś bliżej, ale w sumie
        > się nie dziwię, że poczuła się trochę dotknięta.


        A ja się dziwię- nie jestem z nią w relacji, która uprawnia do niezapowiedzianych wizyt przede wszystkim.
        • mocno.zdziwiona Re: Mocno Zdziwiona 01.10.13, 11:56
          Koro3, specjalnie użyłam sformułowania "ja w tym konkretnym przypadku". Bo piszę o tym jak ja bym się zachowała. Absolutnie nie miałam zamiaru wartościować Twojego zachowania - zrobiłaś to co w danej chwili uznałaś za słuszne. I dobrze, trzeba żyć w zgodzie ze sobą.

          JA bym wstała i przeprosiła znajomą, TY absolutnie nie musiałaś tego robić. Twoje zachowanie nie stało w sprzeczności z SV, ale mogło zostać odebrane na dwa sposoby:
          a) trudno, życz jej zdrowia i powiedz, że Hanka była
          b) ale małpa, nawet nie wyszła się przywitać!

          Dlatego również użyłam sformułowania "delikatna materia kontaktów międzyludzkich". Bo jesteśmy różni, inaczej reagujemy, inaczej do pewnych rzeczy podchodzimy. W XXI wieku zespołu zachowań społecznych nie da się zamknąć w sztywnych ramach dyktowanych przez podręcznik dobrych manier. Stany się wymieszały, egalitaryzm, zawieruchy dziejowe, komunizm i inne kataklizmy zrobiły swoje i nie mamy do czynienia z jednym czystym SV. Bardzo upraszczając funkcjonują u nas etosy szlacheckie, chłopskie, mieszczańskie i jeszcze wiele innych (na przykład dla jednych nie zdjęcie butów u kogoś jest poważnym wykroczeniem a dla innych ich zdjęcie jest niedopuszczalne).

          Nie ma raczej po co dłużej drążyć tematu. Wyszło jak wyszło, ani dobrze ani źle. Takich sytuacji w życiu i przestrzeni społecznej będą dziesiątki i setki więc szkoda czasu na łamanie sobie głowy.
          • kora3 Hmmm rozumiem 01.10.13, 12:06
            tylko niezależnie od wszystkiego pewne formy jednak funkcjonują Mocno Zdziwiona.

            Oczywiście różne w różnych środowiskach. I tak np. w moim zawodowym, gdy poznaje się dwoje ludzi tego zawodu, to niezależnie od wieku i hierarchii w profesji - mówią sobie per Ty.
            Takie coś może zdziwić kogoś spoza tego kręgu, bo zwyczajnie NIE ZNA takich zwyczajów. Po wyjaśnieniu - powinno przestać dziwić.
            Ale jak zauważam, "branżowcy" nie transponują swej zasady na wszystkich poznwanych przez nich ludzi. Do nowo poznawanych ludzi spoza branzy na ogół zwracają się per pan/pani, w każdym razie do czasu, kiedy strony uznają, ze chcą być na Ty i własciwa to zaproponuje, a druga zaakceptuje.

            Podobnie jest z odwiedzinami - do jednych wypada nam iść "z marszu", do innych - nie. I zwykle to się rozumie samo przez się.
    • nm.buba011 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 30.09.13, 22:44
      kora3 napisała:

      > Toczyliśmy na ten temat dyskusje i czesc z Was uważała, że nietaktem jest nie o
      > twierać drzwi komuś niezapowiedzianemu.
      Nie przekonało mnie to, ale uznałam, ze
      > może macie rację.

      - otworzyć należy temu, którego oczekujemy.

      Nieoczekiwanemu?
      To zgodnie z s-v, możemy ale nie musimy.
      Niezgodne jest na pewno - podglądanie przez judasza, okno. Udawanie nieobecnych, bo to oszukiwanie.

      Można być nieprzygotowanym na wizytę lub robić cokolwiek, gdzie obecność "gościa" byłaby zbędna, uciążliwa czy krępująca. Nie otwieramy, o "gość", tu pewien problem, bo skoro przyszedł, to nie zna s-v. Bo gdyby znał, to by nie przyszedł.
      Załóżmy, że coś nie doczytał, to powinien nie ponawiać dalszych prób dzwonienia/pukania.
      Powinien zrezygnować, nieważne czy ktoś jest czy nie jest w domu.

      ***********************************************
      www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
    • claratrueba Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 06:22
      Koro, z faktu, że znajoma, o której piszesz, że "nie bliska", obraziła się to ja bym się tylko cieszyła. Bo to daje szansę, że nie będzie nachodzić bez zapowiedzenia w przyszłości.
      Twoje zachowanie jest jak najbardziej w porządku, nie ma najmniejszego obowiązku przyjmowania nieproszonych gości. Inaczej cale s-v nakazujące zapowiedzieć wizytę nie miałoby sensu.
      A dobrą reakcją na obrażanie się natręta są oczy jak spodki i pytanie "nie mogłaś zadzwonić?"
      • kora3 Hmmm Claro, mogła 01.10.13, 09:50
        Skoro mogła wysłać sms o urazie,to mogła zadzwonić smile
        • nchyb Re: Hmmm Claro, mogła 02.10.13, 18:33
          pani wysłała smsa? a coś jej odpisałaś?
          • kora3 Odpisałam, ze 03.10.13, 08:49
            nie pojmuję urazy, wszak nie umawiałyśmy się
    • majaa Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 10:43
      kora3 napisała:

      ale to pokazało, że nieproszony natręt obraza się także gdy mu si
      > ę otworzy i powie, że nie pora na wizytę (nieproszoną dodam). Czyli tak źle i t
      > ak niedobrze

      A dlaczego niedobrze? Jeśli natręt się obraził, to jest przecież szansa, że więcej nie będzie głowy zawracał, a w sumie o to chodzi, nie?wink
      Postąpiłaś prawidłowo, więc nie przejmuj się fochami osoby, która nie umie właściwie ocenić sytuacji.
    • lady-z-gaga Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 01.10.13, 10:47
      Powiedział, że jestem ch
      > ora i lezę, wiec sorry, ale gości nie przyjmuję.

      Jego osoba w drzwiach była dowodem, że jest inaczej. Chyba, że był w fartuchu lekarskim tongue_out

      • kora3 nieprawda 01.10.13, 10:59
        lady-z-gaga napisała:
        >
        > Jego osoba w drzwiach była dowodem, że jest inaczej. Chyba, że był w fartuchu l
        > ekarskim tongue_out

        >
        Oni się nie znają wcale, wiec jak słusznie zauważyła Vi - san pani ta nie wie, czy ów pan jest moim partnerem (jego też ona nie zna), bratem może, kuzynem, kochankiem, zaprzyjaźnionym lekarzem, czy "gosposią"
      • nchyb Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 18:30
        > Jego osoba w drzwiach była dowodem, że jest inaczej. Chyba, że był w fartuchu l
        > ekarskim tongue_out

        pani nie wiedziała, czy otworzył jej mąż, kochanek brat czy lekarz. przy okazji, prywatni lekarze wcale nie przychodzą zawsze w kitlach lekarskich...
    • kora3 Delikatna materia kontaktów międzyludzkich :) 01.10.13, 11:22
      ktoś z Was o niej wspomniał abstrahując od zasad SV.
      Moim zdaniem to właśnie te zasady pomagają ludziom poruszać się w owej delikatnej materii i po to są. Więc nie można o niej mówić abstrahując od SV.

      Podstawową zasadą SV jest odwiedzanie w domu kogoś z kim się na to umówimy, czy też zostaniemy przezeń zaproszeni. Forma i czas umówienia się/zaproszenia mogą być różne i zależą głownie od relacji gospodarz- gość.
      Z bliskimi kumplami, przyjaciółmi, rodziną - z reguły ma się takie układy, że można będąc w ich okolicy nieprzewidzianie zadzwonić i się umówić. Ale jednak zadzwonić trzeba!
      Bo ktoś może zwyczajnie nie chcieć w tym momencie, albo nie móc nas przyjąć w domu i nikt się nie powinien o to obrazać. Do dalszych ludzi można się wybrać tylko na wyraźne ich zaproszenie (niekoniecznie musi być zaraz na jakąś imprezę). Przyjsc do kogoś kogo się słabo zna, bo się było w pobliżu to porazka i swiadczy o nieznajomości wspomnianej delikatnej materii kontaktów międzyludzkichsmile
      • vi_san Re: Delikatna materia kontaktów międzyludzkich :) 01.10.13, 11:47
        Wyłączyłabym tylko sytuacje awaryjne np. awaria samochodu pod twoim domem w lutą zimę i konieczność godzinnego czekania na pomoc drogową, napad czy coś w tym rodzaju, awaria nie możliwa do przewidzenia.
        • kora3 No owszem Vi 01.10.13, 11:55
          Sytuacje awaryjne ro sytuacje awaryjne. Ale TEŻ wypada zadzwonić, choćby po to, żeby gospodarz mógł się ubrać, bo np. może być w piżamie, albo goły po prysznicem. smile
        • nm.buba011 Re: Delikatna materia kontaktów międzyludzkich :) 01.10.13, 12:10
          vi_san napisała:

          > Wyłączyłabym tylko sytuacje awaryjne np. awaria samochodu pod twoim domem w lut
          > ą zimę i konieczność godzinnego czekania na pomoc drogową, napad czy coś w tym
          > rodzaju, awaria nie możliwa do przewidzenia.

          - wszak pod dodatkowym warunkiem, że nastąpiła także awaria telefonu.


          Dopuszczam inną natomiast możliwość odwiedzin bez uprzedzenia - kiedy odwiedzanej osobie, taka forma się wyjątkowo podoba. Owe zaskoczenie, to dla niej coś specjalnego.
          Niemniej nie powinniśmy się opierać na zapewnieniach słownych, co jest jedynie kurtuazją,
          ale na całej sekwencji "dowodów" pozawerbalnych.
          O ile takie potrafimy odczytywać?

          _________________________________________
          Dygresja

          Postawiono mi zarzut, że nieborak dzwonił, jak zapewniał, przez pół godziny (zerwana linka od dzwonka), a ja mu nie otwierałem, bo firanka się ruszała.

          Powiedziałem, że Karolina (kocica) robi co chce, a kiedy jestem zajęty czymś innym, to nie robię dwóch rzeczy jednocześnie.
          Jak można było się wzajemnie zrozumieć, mimo, że oboje mówimy po polsku?





          ***********************************************
          www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
          so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
    • bcde Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 03:11
      Koro, powinnaś otworzyć sama, a jeśli nie, to od razu po odprawieniu zadzwonić do koleżanki. Dlaczego? Bo, nie znając twojego kolegi, mogła podejrzewać, że ten obcy mężczyzna coś ci zrobił (np. wszedł podstępem, obezwładnił, związał i właśnie cię gwałcił). Mogła myśleć, że potrzebujesz pomocy i nie dawało jej spokoju to, że po prostu odeszła. Warto pomyśleć o takich rzeczach nie tylko w kontekście s-v.
      • nm.buba011 Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 06:54
        bcde napisał:

        > Warto pomyśleć o takich rzeczach nie tylko w kontekście s-v.

        - miała się tłumaczyć, dość mało znanej, niezapraszanej znajomej, kto jest u niej w domu?
        Także, jakie relację ich łączą?
        Proponujesz odwrócenie ról.
        Domownik ma się tłumaczyć, co, z kim i dla czego robi, lub nie robi, we własnym domu?

        Są niestety, jak widać osoby odporne na s-v.
        • kora3 No dokładnie Bubo 02.10.13, 08:37
          Gdyby kolezanka obawiała się ze coś mi kolega zrobił/właśnie robismile napisałaby "Hej, byłam u Ciebie, słyszałam, ze jesteś chora. Jak się czujesz? Wszystko ok?" a nie wyrazy ubolewania nad moim zachowaniem.

          Kolega nie miał obowiązku się pani przedstawiać ani informować kim dla mnie jest i co tu robi.
          • nm.buba011 Re: No dokładnie Bubo 02.10.13, 09:35
            kora3 napisała:

            > Kolega nie miał obowiązku się pani przedstawiać ani informować kim dla mnie jes
            > t i co tu robi.

            - to jednak jest dla niektórych nie do zrozumienia.
            Ta pani powinna się otwierającemu przedstawić, bez względu kto to by był, nawet małe nieznane jej dziecko, czy ktoś nie pasujący do jej nawet logicznych i w pełni uzasadnionych oczekiwań. Na przykład: policjant, strażak, tancerz go-go czy kloszard.

            Otwierający dowiaduje się, kto jest gościem, dopiero, kiedy ten się przedstawi, nawet jeśli to - właściciel tego mieszkania, mama tej osoby, czy sam... Napoleon.
            Innej możliwości nie ma.
            ***********************************************
            www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
            so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
            • kora3 Jednoczesnie Bubo 02.10.13, 09:59
              Kolega Bcde chyba złych intencji nie miał - poruszył kwestię pozostającą poza SV, ale w dzisiejszych czasach - ważną. Tu akurat było to kompletnie nietrafione, ale ...

              Mam taką przemiłą sąsiadkę z naprzeciwka, nazwijmy ją Ania. Ani to wścibska kobieta, ani się narzucająca. Nie bywamy u siebie regularnie, ale czy ona (czy jej maż), czy my do nich z jakimś interesem, prośbą (np. odebranie paczki) możemy iść.
              Klucze do mieszkania, poza nami oczywiście, mają jeszcze 2 osoby: moja przyjaciółka i mój ekspartner. Jakiś czas temu, kiedy obije wyjechaliśmy ten ostatni zajmował się naszymi kotami. W związku z tym przychodził do mieszkania często.
              No i pewnego razu kiedy wszedł do nas za chwilkę usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył, za drzwiami miła pani "Dzień dobry, nazywam się tak i tak i jestem sąsiadką Korci. A pan ....?"
              Mój eks na to zaprosił panią do mieszkania i przedstawił się informując, ze jest naszym kolegą i karmi koty oraz podlewa kwiatki podczas naszej nieobecności. Pani sasiadka przeprosiła, za swą, jak się wyraziła nachalność: "Wybaczy pan, ale w dzisiejszych czasach. Jeszcze raz przepraszam" - eks hehe "wybaczył", nawet dodał, że miło, iż mamy czujnych sąsiadów. smile
              Czujnych smile hmmm on tam już od kilku dni właził nienagabywany przez nikogosmile Ale sąsiadka prawdopodobnie widząc, ze do mieszkania wchodzi obca, nieznana nas osoba, a nas nie ma, postanowiła sprawdzić kto zacz.

              Być może z SV nie było to zgodne do końca Bubo, ale ze zdrowym rozsądkiem - owszem. Przecież mój eks mógł być włamywaczem. smile Inna sprawa, ze on często u nas bywa, kiedy jesteśmy i pewnie Ania go już gdzieś widziała w przelocie, ale zwyczajnie nie zapamiętała jakiegoś gościa widzianego raz czy dwa na schodach. Na pewno też nie warowała przy wizjerze patrząc kto do nas wchodzi, czy od nas wychodzi.

              Nie przychodzę do ludzi bez umówienia się na to, nawet jeśli chodzi o b. bliskie osoby i umówienie się na 3 minuty przed dzwonkiem do drzwismile Jednak gdybym np. jakimś cudem zapukała niezapowiedziana do przyjaciółki i została spławiona przez nieznanego mi gościa to faktycznie mogłabym się zaniepokoić. Pierwsze, że nie zawiadomiła ze jest chora, drugie - że słysząc mnie bodaj się nie odezwała, trzecie - nie znam gościa, a jej bliskie osoby - znam.
              Nie żebym była ciekawa relacji między nią a panem spławiającym, ale zadzwoniłabym do niej spod drzwi, przyznaję. Nie ze wścibstwa, a z niepokoju.
        • bcde Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 03.10.13, 03:22
          > - miała się tłumaczyć, dość mało znanej, niezapraszanej znajomej, kto jest u ni
          > ej w domu?
          > Także, jakie relację ich łączą?
          > Proponujesz odwrócenie ról.
          > Domownik ma się tłumaczyć, co, z kim i dla czego robi, lub nie robi, we własnym
          > domu?
          >
          > Są niestety, jak widać osoby odporne na s-v.


          Odporny na s-v to jesteś ty w dyskusji. Czy ja napisałem, że Kora miałaby robić cokolwiek z tego co napisałeś, czyli tłumaczyć się i wyjaśniać relacje? Prawda, że nie? To dlaczego insynuujesz mi swoje myśli?
          Kora powinna zadzwonić i zamienić kilka słów, aby znajoma usłyszała jej głos. Po pierwsze, potwierdziłaby powód, z jakiego nie wyszła do gościa. Po drugie, z tonu głosu można wywnioskować, czy rozmówca czuje się swobodnie i czy wszystko u niego w porządku. Nie ma mowy o tłumaczeniu się i objaśnianiu relacji.
      • kora3 No i tym nie pomyslalam, ale tu to nie zachodzi 02.10.13, 08:34
        Bcde. A to dlatego, że pani ta nie zna wcale tego kolegi, ale nie zna też mego partnera, czyli drugiego i jedynego poza mną domownika. O ile się nie mylę wie jedynie, że ktoś taki istnieje. Zatem skąd mogła wiedzieć, czy drzwi otworzył jej OBCY facet. To znaczy dla niej - obcy, ale kim jest dla mnie ..?
        Poza tym sms od niej to wyrażenie urazy, a nie zapytanie, czy wszystko u mnie ok smile
        • baba67 Re: No i tym nie pomyslalam, ale tu to nie zachod 02.10.13, 11:47
          I jak odpowiedzialas na tego sms?I czy w ogole?
          • kora3 Odpowiedziałam:) 02.10.13, 13:05
            Napisałam, że nie rozumiem jej urazy, bo przecież się nie umawiałyśmy, że mnie odwiedzi w domu
      • nchyb Re: Nieproszony gość - tak źle i tak niedobrze :) 02.10.13, 18:33
        > do koleżanki. Dlaczego? Bo, nie znając twojego kolegi, mogła podejrzewać, że te
        > n obcy mężczyzna coś ci zrobił (np. wszedł podstępem, obezwładnił, związał i wł
        > aśnie cię gwałcił)

        nie ma to jak dobry żart smile

        każda osobę, której nie znasz, podejrzewasz o niecne zamiary?
        znasz wszystkich znajomych swoich dalszych znajomych, ze wiesz, czy jest obcy czy nie dla twoich koleżanek?
    • kora3 Z tym domownikiem - takie pytanie 02.10.13, 13:26
      do tych co uważają, ze tylko ktoś o takim statusie ma prawo otwierać i "spławiać" nieproszonych gości.

      Co byłoby, gdyby ta znajoma pofatygowała się do mnie, gdy byłam na urlopie i mieszkaniem opiekował się mój eks? Jego akurat zna. Założmy, ze wstrzeliłaby się w moment, kiedy akurat byłby w mieszkaniu. Otworzyłby jej i powiedział, że mnie nie ma - zgodnie z prawdą. Nie powinien jej zapraszać do srodka, bo to CUDZE mieszkanie, a poza tym on przychodzi nakarmić zwierzęta, a nie siedzieć tam. W tej sytuacji, jako nie domownik CO powinien zrobić? Jedka wpuścić kobite, zeby sobie sprawdzila, że mnie na serio nie ma? Pokazać podpiany wniosek urlopowy - mój ma się rozumieć?

      Co byłoby gdybym była poza domem, a drzwi otworzył jej mój partner, którego nie zna? Oprowadzić po mieszkaniu i udowodnić ze mnie nie ma? Przedstawić (z braku aktu małżeństwa) nasze wspólne zdjęcia i faktury, żeby wiedziała, ze to domownik? smile


      • baba67 Re: Z tym domownikiem - takie pytanie 02.10.13, 13:29
        Uwazam zektos kto opiekuje sie mieszkaniem nie powinien otwierac NIKOMU bo nikt u niego zadnej sprawy nie zalatwi nawet dozorczyni. Drugi przyklad zbyt absurdalny.
        • kora3 Re: Z tym domownikiem - takie pytanie 02.10.13, 13:42
          baba67 napisała:

          > Uwazam zektos kto opiekuje sie mieszkaniem nie powinien otwierac NIKOMU bo nikt
          > u niego zadnej sprawy nie zalatwi nawet dozorczyni


          Nie zgadzam się - nie musi, ale może otworzyć. A jeśli to pan sprawdzający liczniki wody byłby? Przecież Z NIM właśnie to załatwi, to trwa minutki smile

          . Drugi przyklad zbyt absurd
          > alny.


          To nie był przykład na serio, tylko zart smile
          w obu przypadkach zresztą smile_
          • baba67 Re: Z tym domownikiem - takie pytanie 02.10.13, 13:47
            No tak,ale zwykle informacja o tym widnieje na drzwiach wejsciowych i wiadomo kogo wpuszcza.
            • kora3 Re: Z tym domownikiem - takie pytanie 02.10.13, 13:55
              ale ja jako i on zwykle takich info nie czytamy smile
              • baba67 Re: Z tym domownikiem - takie pytanie 02.10.13, 13:59
                A ja czytam-wlasnie dlatego ze nie zapowiedzianym nie otwieram. W danym dniu jednak pana lub pani oczekuje i otwieram.
                • kora3 A ja nie czytam, bo co mi to da? 02.10.13, 14:19
                  Jeśli będę musiała w czasie bytności pana od sprawdzania być w pracy, to będę musiała i nic mi czytanie nie da smile
      • annthonka Re: Z tym domownikiem - takie pytanie 02.10.13, 16:27
        Koro, ale jeżeli Cię nie ma to jest przecież zupełnie inna sytuacja. A my tu rozmawiamy o sytuacji, kiedy jesteś, ale nie masz ochoty na niezapowiedzianego gościa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka