Toczyliśmy na ten temat dyskusje i czesc z Was uważała, że nietaktem jest nie otwierać drzwi komuś niezapowiedzianemu. Nie przekonało mnie to, ale uznałam, ze może macie rację.
No i dziś okazało się, że chyba jednak nie

Jestem chora (nic poważnego

) i odwiedził mnie kolega z zakupami, bo staram się nie wychodzić. Oczywiście umówiony był. Po jakims czasie jego bytności ktoś zadzwonił do drzwi.
Jako, ze czuje się nie najlepiej i takoż wyglądam, na spotkanie z nikim poza tym kolegą ochoty nie miałam. Poprosiłam go, żeby otworzył i "spławił" intruza. Otworzył, za drzwiami - znajoma (moja, on jej nie zna). Powiedział, że jestem chora i lezę, wiec sorry, ale gości nie przyjmuję. Znajoma sobie poszła, ale dała mi znać, że jest obrażona.
Czyli lepiej zrobiłabym nie otwierając jej drzwi wcale. Nadmieniam, że znajoma ta nie wiedziała iż jestem chora i nie przyszła "z pomocą" na pewno. Nie jesteśmy blisko i nie chciałam prezentować się jej w delikatnie mówiąc nienajlepszej kondycji. Zgodnie z sugestiami forumowiczów - poprosiłam o przedstawienie sytuacji kolegę.
No i pani się obraziła. Lata mi to w sumie szczerze mówiąc, bo ani to bliska osoba, ani nic, ale to pokazało, że nieproszony natręt obraza się także gdy mu się otworzy i powie, że nie pora na wizytę (nieproszoną dodam). Czyli tak źle i tak niedobrze