Dodaj do ulubionych

Kto, czyje samopoczucie ważniejsze?

03.01.14, 15:42
W nawiązaniu do watku o informowaniu op rozstaniu ... szczególnie do Baby ...
Niektórzy w tym Baba pisza tak, jakby najważniejsze było samopoczucie jakiegoś wsbiskiego wujka, czy innej nachalnej osoby.
Ok - pyta ktoś kurtuazyjnie o czyjegoś meza, dostaje odp. ze w domu, pracy itp. i nie wnika. Dowiaduje się ze para się rozstała no i? Gdzie tu jakiś dramat?
Przecież normalny człowiek nie będzie komentował ani samego faktu rozstania, ani tego, ze jego w to nie wtajemniczono. Widać tak sobie chciano, jego to nie dotyczy
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 03.01.14, 19:03
      Nic nie bylo o wscibskim wujku. Nie przeinaczaj. Bylo o czlonku rodziny na tyle bliskiej ze jest zapraszana na Swieta ktora zadala zwyczajne calkiem pytanie.
      To wscibstwo to sobie sama wymyslilas.
      • a1ma Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 00:07
        Niemniej jednak kora ma racje. Uczucia córki (niewprowadzanie jej w zaklopotanie) powinny byc dla (nietoksycznej) matki ważniejsze niz uczucia ciotki (niewyprowadzenie jej z mozliwego błędu). Ja tez kieruje sie tym kryterium w życiu, staram sie chronić bliskie mi osoby przede wszystkim.
        • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 08:15
          Ale najwazniejsze dla mnie bylyby MOJE uczucia w tej tu przedstawionej explicite przez Matylde sytuacji, nie zadnej ciotki czy corki.Uczucie ze robie z siebie blazna. Jestem toksyczna, dobrze ze corki nie mamsmileAle jeszcze raz podkresle -W TEJ SYTUACJI OPISANEJ (wszyscy wiedza wujek sie zaraz dowie)
          • nocnymarek2 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 08:31
            baba67 napisała:

            > Ale najwazniejsze dla mnie bylyby MOJE uczucia

            Nie wiem czemu, ale jakoś mnie to zupełnie nie dziwi.
            • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 08:33
              No co ty powiesz doprawdy...
          • kora3 Wiesz, tak całkiem po ludzku 04.01.14, 09:51
            baba67 napisała:

            > Ale najwazniejsze dla mnie bylyby MOJE uczucia w tej tu przedstawionej explicit
            > e przez Matylde sytuacji, nie zadnej ciotki czy corki.Uczucie ze robie z siebie
            > blazna.


            to dla mnie ważniejsze byłoby samopoczucie w tym momencie bliskiej mi osoby, którą pytanie wprawiło w zakłopotanie, niż moje własne. Nawet jeśli ktoś uznawałby, ze robię z siebie błazna - serio.
            • baba67 Re: Wiesz, tak całkiem po ludzku 04.01.14, 10:15
              Bos szlachetna. ja tak nie umiem.Ponadto mialabym swiadomosc W TEJ KONKRETNEJ HISTORII ze ambarasujacej sytuacji jeszcze nie koniec,moze byc jeszcze gorzej,wiec tak naprawde przed niczym jej nie ratuje tylko egzekucje odraczam,Gdyby wujek Tomek byz z Ameryki i przyjezdzal raz na pare lat sprawa przedstawiala by sie zgola inaczej,bo rzeczywiscie bym ja przed czys uratowala ale tak?Robie z siebie blazna na darmo.
              • kora3 Ale pojmij, że nie :) 04.01.14, 10:32
                Błazna robiłby z Ciebie ktoś POWOŁUJAC się na Ciebie i oczekując potwierdzania nieprawdy.
                Tak robi moja wspomniana kolezanka, która ubarwia różne historyjki np. z imprez i mówi "Prawda Korciu?" - no nie cholibka NIEPRAWDAsmile

                natomiast jeśli opowiada o jakiejś historii, w której mnie nie masmile i nie powołuje się na mnie to nawet jeśli wiem, ze dokłada, albo wręcz kłamie nie czuję się wcale jak błaźnica. Bo i dlaczego? O sobie mówi nie o mnie przecież.
                • baba67 Re: Ale pojmij, że nie :) 04.01.14, 11:30
                  Samo to ze stoje i nic nie mowie cos znaczy. Nie rozumiesz, nie zrozumiesz i na tym poprzestanmy.
                  • kora3 Re: Ale pojmij, że nie :) 04.01.14, 11:36
                    znaczy tyle, ze się nie wtrącasz i słusznie
                    • baba67 Re: Ale pojmij, że nie :) 04.01.14, 13:12
                      Znaczy tyle ze o ile jestem z klamiaca osoba blisko to uwiarygodniam to co mowi swoim milczeniem. A nie zrozumiesz bo zostalas inaczej wychowana.
                      Powiedzmy ze jestes wolna, szukasz polowki poznajesz atrakcyjnego dla Ciebie pana wystepujacego w luznym towarzystwie ktory zapewnia ze jest wolny dojrzaly i gotowy na nowy zwiazek. Az dziw ze taki lup chodzi jeszcze luzem smile
                      I ta sama sytuacja , taki sam pan ktory zachowuje sie tak samo w obecnosci swojej siostry(niewatpliwie siostry).
                      Do ktorego z tych panow bedziesz miala wieksze zaufanie.
                      Osoba z mojego pokolenia zdecydowanie bedzie miala wieksze zaufanie do goscia z siostra.Choc siostra nie zachwala, nie opowiada o braci,jedynie nie prostuje.
                      Ty zapewne powiesz ze wszystko jedno-wszak siostra wiedzac ze brat ma konkubine z trojka dzieci lub wrecz zone przeciez nie bedzie sie wtracac kiedy udaje kawalera bo chce bzyknac uczciwa dziewczyne. Nie jej cyrk, nie jej malpy.
                      Dlatego dla mnie zycie spoleczne to dzungla, nie ma na czym sie oprzec, nie mozena miec do nikogo zaufania. Nie Twoja wina, ale to co glosisz jest dla mnie bardzo przygnebiajace.
                      • kora3 Re: Ale pojmij, że nie :) 04.01.14, 13:29
                        baba67 napisała:

                        > Znaczy tyle ze o ile jestem z klamiaca osoba blisko to uwiarygodniam to co mowi
                        > swoim milczeniem.


                        Niekoniecznie, nie ma gwarancji, że wiesz iż kłamie. A nawet jesli wiesz, to o ile kłamstwo dotyczy tylko i wyłącznie osobistych spraw kłamiącego, a prawda nijakiego wpływu na życie pytającego nie ma to ważniejszy jest interes osoby broniącej swej prywatności, niż kogoś wścibskiego - sorry

                        > Powiedzmy ze jestes wolna, szukasz polowki poznajesz atrakcyjnego dla Ciebie pa
                        > na wystepujacego w luznym towarzystwie ktory zapewnia ze jest wolny dojrzaly i
                        > gotowy na nowy zwiazek. Az dziw ze taki lup chodzi jeszcze luzem smile
                        > I ta sama sytuacja , taki sam pan ktory zachowuje sie tak samo w obecnosci swoj
                        > ej siostry(niewatpliwie siostry).
                        > Do ktorego z tych panow bedziesz miala wieksze zaufanie.



                        Do żadnego Babosmile Typ, który się tak zachowuje na dzień dobry i sam się tak schwala jest mocno podejrzany, choćby przyszedł z siostrą zakonnąsmile
                        A calkiem poważnie - jeśli ja obu tych panów nie znam jeszcze wcale, to nie, obecność siostry nie ma dla mnie znaczenia. Także zakonnej smile

                        > Osoba z mojego pokolenia zdecydowanie bedzie miala wieksze zaufanie do goscia z
                        > siostra


                        niekoniecznie z takiego czy siakiego pokolenia, ale tak po prostu postrzegająca.

                        Nie jej cyrk, nie jej malpy.

                        Siostra może nie zareagować z batdzo wielu innych przyczyn niż dyskrecja. smile Np. nie lubi bratowej i chętnie widziałaby na jej miejscu inną panią.
                        Babo - już podawałaś podobny przykład i napisałam Ci, ze jest nieadekwatny do omawiatego tematu. W tym przypadku mezczyzna postępuje nieuczciwie w stosunku do swej partnerki i podrywanej pani. Natomiast wymijająca odpowiedź Moniki w nikogo nie godzi.

                        > Dlatego dla mnie zycie spoleczne to dzungla, nie ma na czym sie oprzec, nie moz
                        > ena miec do nikogo zaufania. Nie Twoja wina, ale to co glosisz jest dla mnie ba
                        > rdzo przygnebiajace.


                        Przykro mi,ze tak Cię przygnębilam... Tylklo, ze ja nigdzie nie napisała, ze do nikogo nie można mieć zaufaniasmile można - ba nawet TRZEBA, ale do ludzi, którzy są zaufania godni i możemy się po nich spodziewać lojalności. a to nie są wszyscy i naprawdę nie licz, że jakaś siostra chętnie popadnie w konflikt z bratem, żeby nie bzyknął na boku jakiejś nieznanej jej dziewczyny. I nie biega już o dyskrecje tylko zwyczajnie o relację miedzy nimi.
                        • baba67 Re: Ale pojmij, że nie :) 04.01.14, 13:49
                          No nie zachwala sie czynnie tylko wnioskujesz ze jego wypowiedzi i zachowania. Tak sie moze zachowywac calkiem uczciwy koles.I jest Toba nienachalnie zainteresowany.
                          Co siostry-zawsze mozna trafic na wredote ale to nie jest powszechne.
                          Twoja odpowiedz przewidzialam.
                          • kora3 Re: Ale pojmij, że nie :) 04.01.14, 13:51
                            baba67 napisała:

                            > No nie zachwala sie czynnie tylko wnioskujesz ze jego wypowiedzi i zachowania.
                            > Tak sie moze zachowywac calkiem uczciwy koles.I jest Toba nienachalnie zainter
                            > esowany.


                            no to pewnie się znów zobaczymy i sama sobie przyobserwuję gościa smile

                            > Co siostry-zawsze mozna trafic na wredote ale to nie jest powszechne.
                            > Twoja odpowiedz przewidzialam.


                            Bo jest oczywista smile
              • kora3 a poza tym wszystkim Babo, to nadal nie pojmujesz 04.01.14, 10:40
                w czem dieło z punktu widzenia SV.

                Kompletnie nie jest ważne, czy wujek Franek, czy jak mu tam smile ma szansę poznać prawdę, czy nie. bo dopóki nie pozna jej od zainteresowanej, albo od kogoś przez nią upoważnionego do udzielenia takiej info to ma do UDAWAĆ, ze jej nie zna i wierzy w to co mu się mówi!
                • baba67 Re: a poza tym wszystkim Babo, to nadal nie pojmu 04.01.14, 11:29
                  No pewnie, a gdzies napisalam ze nie ma?
                  Ma udawac a jakze.Tylko ze ja nie bede robic z siebie kretaczki.Tego nie pojmiesz-nie tylko ja mam ograniczenia.
                  • kora3 Re: a poza tym wszystkim Babo, to nadal nie pojmu 04.01.14, 11:35
                    Ale poki nikt Cię nie pyta i nie powołuje się na ciebie nic nie kręcisz, a jak zapyta ktoś o sprawy innej osoby zawsze możesz tego kogoś odesłać do zainteresowanego
                    • baba67 Re: a poza tym wszystkim Babo, to nadal nie pojmu 04.01.14, 11:51
                      Ja jestem z dala od zainteresowanego to odsylam ,pewnie.Wizja mnie klapiacej dziobem na prawo lewo kto tylko chce sluchac na temat prywatnego zycia moich bliskich jest falszywa. Niemniej podstawowych informacji nt najblizszych pytana udzielam.Jesli siostra sie rozwiodla nie bede tego ukrywac bo po co, Nie wchodze w szczegoly i nie daje sie ciagnac za jezyk bo inne info sa osobie pytajacej niepotrzebne.
                      Nie utozsamiajmy SV z jakas paranoiczna "dyskrecja".To ze ktos jest w szoku i rzezbi farnazony bo jest na denialu nie znaczy ze ja mam stac obok i spokojnie tego sluchac kiedy wiadomo ze prawda zaraz swoj paskudny leb pokaze. Mam prawo odejsc, a jak nie moge odejsc mam prawo sie jakos zdystansowac.Nie mam prawa w sposob raniacy komentowac sytuacji zarzucajac wprost klamstwo. Sa inne sposoby.
                      • kora3 Ale Twoja siostra MA prawo 04.01.14, 12:11
                        nie poinformować kogoś o swoim rozwodzie, a nawet kłamać, ze z mezem wszystko ok - zrozum to.
                        Jakie są tego powody nie jest sprawą istotną - to jest JEJ życie, jej rozwód i jej sprawa.
                        • baba67 Re: Ale Twoja siostra MA prawo 04.01.14, 12:18
                          Przestan,nie jestem jakims tumanem ktory niczego nie rozumie,mam po prostu inne zdanie niz Ty bo inaczej mnie wychowano. Ani lepsze ani gorsze o Twojego po prostu inne. Cigle nawolywanie do "rozsadku" jest la mnie obrazliwe.
                          MAM PRAWO MIC INNE ZDANIE NIZ TWOJE.
                          I nie bede odpowiedac na naglowki typu" babo litosci "albo "zrozumze wreszcie" bo sa dla mnie niemile.Poszukaj sobie jakiegos innego polglowka z IQ malpy.
                          • kora3 Przepraszam jesli tak to odebrałaś 04.01.14, 12:45
                            Daję Ci prawo do innego zdania, tylko usiłuję trzymać się tematyki forum!
                            Gadamy o tym co wypada, a co nie w danej sytuacji, a nie jak kogo wychowano, w jakim ktoś jest szoku, a jakie szanse ma prawda wyjść itd.
                            No a skoro tak, to sprawa jest prosta - wujek zadał pytanie dopuszczalne, kobieta odpowiedziała w sposób UCINAJACY temat i już. ani wujek nie powinien się dopytywać skoro nie otrzymał wyjaśnień od razu, ani matka Moniki wtrącać.
                            • baba67 Re: Przepraszam jesli tak to odebrałaś 04.01.14, 13:00
                              Zgoda.Wujek nie powinien ale by drazyl nie dlatego ze jest wscibski tylko wychowany w innej kulturze konwersacyjnej.O tym pare razy pisalam w poprzednim watku.
                              Dwa jezyki, dwa przekazy pozawerbalne. Nie jest trudno podlapac troche slowek mlodziezowych i poszpanowac, zalapac inna mentalnosc juz tak.
                              • kora3 Re: Przepraszam jesli tak to odebrałaś 04.01.14, 13:33
                                baba67 napisała:

                                > Zgoda.Wujek nie powinien ale by drazyl nie dlatego ze jest wscibski tylko wycho
                                > wany w innej kulturze konwersacyjnej.O tym pare razy pisalam w poprzednim watku


                                pisałaa, a ja pozwoliłam sobie nie zgodzić się z Toba. Osoba kulturalna ZAWSZE wyczuje, że kontynuowanie tematu jest nie halo. Choćby po rodzaju i tonie odpowiedzi, jak u tej Moniki.
                                > .
                                > Dwa jezyki, dwa przekazy pozawerbalne. Nie jest trudno podlapac troche slowek m
                                > lodziezowych i poszpanowac, zalapac inna mentalnosc juz tak.
                                >


                                Naprawde nie wiem dlaczego postrzegasz osoby starsze jako takie, jak opisujesz. Zdarzają się takie, ale w KAZDYM wieku
                                • baba67 Re: Przepraszam jesli tak to odebrałaś 04.01.14, 13:42
                                  Tu zgoda. Mozemy podzielic ludzi na takich co czytaja jezyk ciala i co nie czytaja.
                                  Niemniej cos jest w tym starym drylu ciagniecia konwersacji. Nie bede sie upierala, moze odezwie sie jeszcze ktos ze starszej mlodziezy pamietajace lata 70-te i 80 te
                                  • kora3 Re: Przepraszam jesli tak to odebrałaś 04.01.14, 13:50
                                    No9 ja 80 b. dobrze pamiętam aczkolwiek nie przypominam sobie, by w moim otoczeniu w dobrym tonie było wypytywanie ludzi o szczegóły życia prywatnego ich, albo ich bliskich. Wiesz kiedy się skutecznie podtrzymuje konwersację? Gdy OBIE strony mają coś do powiedzeniasmile "Hej Gosiu, co u Ciebie?" "A dziękuje z zakupów wlasnie wracam" "Kupiłas sobie coś fajnego?" "No tak sukienke i buty, bo idziemy na wesele i muszę mieć swiezą kreację" "Ach tak, to miło, zapewne zabawa będzie udana" itd. Nie musisz Goski pytać ile sukienka kosztowała, nie? Ani czy jej starczy po weselu do 1-gosmile
                            • aka10 Re: Przepraszam jesli tak to odebrałaś 04.01.14, 13:56
                              kora3 napisała:

                              > Daję Ci prawo do innego zdania, tylko usiłuję trzymać się tematyki forum!
                              > Gadamy o tym co wypada, a co nie w danej sytuacji, a nie jak kogo wychowano, w
                              > jakim ktoś jest szoku, a jakie szanse ma prawda wyjść itd.
                              > No a skoro tak, to sprawa jest prosta - wujek zadał pytanie dopuszczalne, kobie
                              > ta odpowiedziała w sposób UCINAJACY temat i już. ani wujek nie powinien się dop
                              > ytywać skoro nie otrzymał wyjaśnień od razu, ani matka Moniki wtrącać.

                              Bez wzgledu na to, jak zostalam wychowana, zastanawialabym sie JAK zareagowalaby moja corka, gdybym ja sie wtracila i sprostowala przy ludziach jej wypowiedz. Wydaje mi sie, ze to nie byloby w porzadku i chyba wolalabym byc bardziej w porzadku w stosunku do mojej corki niz jakiegos wyjka, z ktorym kontakt i tak jest sporadyczny. Po spotkaniu, porozmawialabym oczywiscie z corka, zeby sie dowiedziec, dlaczego taka wersje podala i uswiadomilabym ja, ze musi byc przygotowana na to, ze sprawa i tak wyjdzie na jaw. Wtedy bedzie sobie sama musiala radzic.
                              • kora3 10/10 nt 04.01.14, 14:22

                              • majaa Re: Przepraszam jesli tak to odebrałaś 06.01.14, 19:40
                                Mam dokładnie takie samo zdanie na temat tej sytuacji.
                  • kora3 Babeczko zapytałam Cię o coś w wątku Matyldy 04.01.14, 11:41
                    jeśli to nie problem - odpowiedz, bo jestem ciekawa bardzo smile
            • a1ma Re: Wiesz, tak całkiem po ludzku 04.01.14, 14:15
              kora3 napisała:

              > baba67 napisała:
              >
              > > Ale najwazniejsze dla mnie bylyby MOJE uczucia w tej tu przedstawionej
              > explicit
              > > e przez Matylde sytuacji, nie zadnej ciotki czy corki.Uczucie ze robie z
              > siebie
              > > blazna.

              >
              > to dla mnie ważniejsze byłoby samopoczucie w tym momencie bliskiej mi osoby, kt
              > órą pytanie wprawiło w zakłopotanie, niż moje własne. Nawet jeśli ktoś uznawał
              > by, ze robię z siebie błazna - serio.

              Pełna zgoda.
              To córka jest w tej sytuacji najbardziej narażona na przykrość, to ona podchodzi do sprawy emocjonalnie, jej dotyczy. Jesli nie jest gotowa mówić o swoich problemach, to mam obowiazek to uszanować.
      • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 01:59
        daj spokój - zaproszenie na swieta nie oznavcza automatycznej bliskości smile zresztą - może ów gość jest blkiski natce Moniki i ta go zaprasza, a Monice nie musi. Osoba X może zxaprosic 10 bliskich SOBIE osób, które wcale sobie blisk,ie być wzajemnie nie musza.
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 07:52
          Kiedy wujek nie byl wscibski, Koro -
          on nie wiedzac nic o rozstaniu zachowal sie tak jak kazdy normalny czlowiek w rodzinie- zapytal
          'a gdzie maz?' osoby ktora przyszla bez malzonka.

          czy ty wiedzac ze dana para jest malzenstwem, i przynajmniej z zewnatrz -dobrym malzenstwem,
          nie zapytalas sie nigdy "a gdzie xyz?" widzac polowe bez tej drugiej polowy?

          Minnie
          • kora3 Pytanie wujka było obcesowe Damo 04.01.14, 09:19
            choć pewnie istotnie kurtuazyjne...Nie, ja nie zapytałabym "A gdzie?" natomiast mogłabym zapytać "A co tam u ?" i przyjęłabym kazdą odp. np. "OK".
            Jeśli jest para i pojawia się tylko połowka jej, to na ogół ta połowka sama wyjasnia przyczyny absencji drugiej bez pytań. Jeśli tego nie robi, to znaczy, ze nie chce. amen ....

            Natomiast przypomniała mi się taka historyjka. smile Miałam taką ciotkę (już zmarła), która była jak sama to określala "bardzo rodzinna". Polegało to na dowiadywaniu się o wszystkich wszystkiego, co dodam cioci na kija było potrzebne. Po prostu tak sobie lubila. smile
            Drazniło to wszystkich, ale baba stara już była i nie do poprawki, wiec wszyscy starali się jej wścibstwo ignorować.
            Młodsza siostra mojej mamy, która jest osobą b. miła, ale nie da sobie narobić na głowę smile robiła sobie z cioci jaja, bo uporczywie nie informowała jej, gdzie aktualnie jest jej mąz, a mój wujek. Żadną tajemnicą nie było, że wujek pracował na kontraktach, wówczas nie było możliwości tak czestych wizyt pracowników w kraju, jak to wygląda teraz.
            Wscibska ciotka wiedziała, ze wujek jest za granica, ale nie mogła przeboleć ze nie wie konkretnie - gdzie.smile Siostra mojej mamy na pytania odpowiadała "tajemnica wojskowa" smile wiec ciotka wpadła na inny pomysł - zaczęła wypytywać moją kuzynkę, dziecię, które wówczas miało ze 4 lata i właśnie zaczęło edukację (hmmm) przedszkolną (szczegół istotny).

            Konwersacja ciotki z kuzynką wyglądała mniej więcej tak:
            C- Basiu, a tatusia nie ma w domu?
            K - Nie ma
            C - A gdzie jest?
            K - w pracy
            C - ale gdzie?
            K - daleko
            C - Ale gdzie daleko?
            K - pokazując rączką za okno - Tam
            C - Ale gdzie "tam"?
            K - A w d.upie

            Mina ciotki - bezcenna smile
            Dodam zanim mnie zabanujesz za wulgaryzm, że dziecko nie tyle nie chciało pewnie powiedzieć, co nie umiało i tak mordowane uzyło słowa, którego świeżo nauczyło się w skarbnicy wiedzy czyli przedszkolusmile
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: Pytanie wujka było obcesowe Damo 04.01.14, 23:45
              kora3 napisała:
              choć pewnie istotnie kurtuazyjne...Nie, ja nie zapytałabym "A gdzie?" natomiast mogłabym zapytać "A co tam u ?" i przyjęłabym kazdą odp. np. "OK".
              Jeśli jest para i pojawia się tylko połowka jej, to na ogół ta połowka sama wyjasnia przyczyny absencji drugiej bez pytań. Jeśli tego nie robi, to znaczy, ze nie chce. amen ....


              Niemniej jednak, zapytanie bylo normalne,
              odpowiedz byla dziwna, to odpowiedz corki a potem matki spowodowala zamieszanie
              i postawila wujka w dziwnej sytuacji.
              gdyby nie to, to nie byloby problemu, prawda?

              a dziecie - boskie! smile

              czy to nie z ust wlasnie dzieci wychodzi prawda .. wink

              Minnie
              • ach_dama_byc_z_kanady Re: Pytanie wujka było obcesowe Damo 05.01.14, 03:50
                czy to nie z ust wlasnie dzieci wychodzi prawda ..

                ps - spiesze dodac, bo teraz do mnie dotarlo, ze zdanie to moze zabrzmiec co najmniej dziwnie smile
                iz chodzilo mi o niezwykle trafny a jakze niewinny bo niewyrachowany sposob utarcia nosa ciekawskiej cioci
                przez boskie dziecie!

                Minnie
                • kora3 :) 07.01.14, 10:13
                  zrozumiałam o co ci chodziłosmile Dziecię odpowiedziało na wścibstwo ciotki tak, jak nie poważyłby się nikt z dorosłych, bo wszak nie wypadasmile
              • kora3 Tu się Damo nie zgodzę 07.01.14, 10:24
                ach_dama_byc_z_kanady napisała:
                >
                > Niemniej jednak, zapytanie bylo normalne,

                Pytanie tego rodzaju, ze strony osoby nie będącej blisko z pytanym jest tyleż obcesowe, co ryzykowne.
                Mam na myśli to, że zmusza ono pytanego do udzoelania jakiejś KONKRETNEJ odpowiedzi, na która może nie mieć ochoty.
                Jasne, że jeśli umawiasz się z parą i otrzymujesz radosne zapewnienia w stylu "jasne, ze będziemy" a pojawia się tylko połowka tejże, to naturalnym pytaniem jest "a gdzie Basia/Franek?", bo Franek/Basia mieli na bank być.
                natomiast w takim przypadku istotnie można się spodziewać, ze para pojawi się razem, wiec MOZNA zapytać, ale lepszą formą byłoby pytanie "a jak się miewa Twój maż" niż "gdzie jest?"

                > odpowiedz byla dziwna,

                odpowiedź nie była dziwna - była taka, jakiej ta osoba chciała udzielić na temat swojej osobistej sprawy.

                to odpowiedz corki a potem matki spowodowala zamieszanie

                zachowanie matki wprowadziło złą atomsferę i było skandaliczne. Jak już gdzieś pisałam: matka postawiła w trudnej sytuacji nie tylko Monikę, ale także wujka, który jeszcze przepraszał, jak się dowiadujemysmile
                >
                > i postawila wujka w dziwnej sytuacji.
                > gdyby nie to, to nie byloby problemu, prawda?


                Pewnie smile wujek zapytał, dostał odpowiedź kończącą temat - nie padło ze strony Moniki wyjaśnienie dlaczego jest w domu, a nie na przyjęciu, wiec nie wypada dopytywać i grzeczny wuj pewnie by nie dopytywałsmile
                A po akcji mamusi poczuł się fatalnie - wyszło na to, ze przy rodzinnym stole zadając niewinne pytanie "wywlókł" osobiste sprawy i narobił kwasu.
        • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 09:27
          Ale w TEJ SYTUACJI byl bliski i nie wiedzial przypadkowo(naprawde to mozliwe).Odnioslam sie o sytuacji przedstawionej dosc dokladnie a nie o mnozacych sie sprzecznych z historia interpretacji.
          • kora3 Osoba bliska Babo 04.01.14, 09:43
            o takich sprawach WIE - bez dwóch zdań, bo bliskiej osobie człowiek się na ogół zwierza. Taki ten wujek Monice bliski, jak mnie Barrack Obama smile - wiem jak wygląda i kto to jest smile
            to,ze ktoś z kims jest spokrewniony, czy spowinowacony nawet blisko nie oznacza z automatu bliskich relacji.
    • vilez Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 16:58
      Ja już nie wiem, czy mam kolejny raz pisać o instytucji białego kłamstwa wink Zwanego także- dyplomacją. Na problematyczne i/lub niestosowne pytania odpowiada się oględnie, zamykająco. Lotny rozmówca pojmie i nie będzie drążył dalej. A jak się kiedyś dowie, jaki był stan faktyczny w szczegółach, to przyjmie i ten fakt bez nikakich.
      Nie widzę tu miejsca na dramatycznie złe samopoczucie owej mamy Moniki. Przecież to sprawa i życie Moniki, a nie jej. Wystarczyło nie dopowiadać.

      Powiem jeszcze, że każdy z nas używa białych kłamstw w zasadzie codziennie. Polecam w tej materii książkę Hanny Antas "O kłamstwie i kłamaniu". (Universitas 2000), w której autorka pisze, że ok. 60% wypowiadanych przez nas informacji/treści to "kłamstwa": intencjonalne (świadome), przekłamania (nie zawsze świadome), manipulacje (świadome lub mniej świadome) i właśnie kłamstwa białe (świadomie lub mniej świadomie). Intencjonalne kłamstwo to mały procent tych szerszych "kłamstw", i tutaj moim zdaniem ono nie zaszło.
      Intencją Moniki nie było zapewne wprowadzać w błąd w jakimś mało szczytnym celu (a przynajmniej nie możemy tego zakładać). Po postu broniła swoich granic dostępnymi jest- dyplomatycznymi- metodami. Miała jak najbardziej do tego prawo.
      Mnie Baba w tamtym wątku przeraziła zapowiedzeniem tropienia takich "kłamstw". Biorę to jednak za retorykę użytą w ferworze polemiki.
      • vilez Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 16:59
        ... dostępnymi JEJ (nie-jest) -dyplomatycznymi metodami...
      • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 17:07
        Napisalam ze biale klamstwa absolutnie akceptuje, pojawily sie natomiast spory co do definicji, skadinad ciekawe. Moze pozycja ktora przytoczylas. Nic dziwnego ze sie przerazilas -toz to faszyzm by byl.
        Niemniej dezinformacja to nie jest biale klamstwo poniewaz moze narazic osobe o ktorej sie wyglasza na dyskomfort a celem bialego klamstwa jest cos wrecz przeciwnego.Brak informacji jest do przyjecia.Tyle ze znowu pojawiaja sie problemy z definicja.
        • vilez Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 17:37
          Nie ma jednozoznacznej definicji białego kłamstwa. Książka zaś (bardzo ciekawa) traktuje analitycznie o tym, w jaki sposób mówimy "nieprawdę", czyli nie mówimy całej prawdy i tylko prawdy". Zaczynając od problemu z definiowaniem "prawdy" (jak wiadomo, nie istnieje jednoznaczna, a nawet- przybliżona, definicja prawdy).

          Jesteśmy zatem zdani an własne oceny i wyczucie. Moim zdaniem tzw. białe kłamstwo, które ma chronić nasze intymne granice przed inwazją, jest dozwolone.
          • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 17:44
            Niektorzy intymne granice to maja jak Dziki Zachod.
            • vilez Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 04.01.14, 18:28
              Nie byłaś w takiej sytuacji. Ja byłam. I polecam jednak respektowanie tych granic.
              • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 05.01.14, 08:49
                A gdzie napisalam ze nie respektuje?
                Po prostu nie przyjaznie sie z osobami ktorzy nic o sobie nie mowia bo nie lubia natomiast sa zainteresowani tym co Ty masz o sobie do powiedzenia. Pytanie o rodzenstwo to tajemnica federalna,jak spedzili weekend tez,najchetniej by siedzieli i sluchali .Bo sa "dyskretni.Nie trawie.
                • vilez Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 05.01.14, 09:23
                  > Po prostu nie przyjaznie sie z osobami ktorzy nic o sobie nie mowia bo nie lubi

                  Chodzi o coś poważniejszego, niż: lubi/nie lubi. acz także to jest istotne, bo nie każdy istotnie lubi opowiadać w szerszym gronie swoich trudnych sprawach.
                  Przyjaźnić się nie musisz, ale to jednak dla mnie dziwne, by taki klucz do przyjaźni stosować.

                  > a natomiast sa zainteresowani tym co Ty masz o sobie do powiedzenia.

                  Tego nie rozumiem. To nowy element.

                  > Pytanie o rodzenstwo to tajemnica federalna, jak spedzili weekend tez,najchetniej by siedzieli i sluchali .

                  Dobrze wiesz, że nie o tym rozmawiamy. Rozmawiamy o reakcji na wytyczenie granic- w rozmowie w szerszym gronie.

                  > Bo sa "dyskretni.

                  To cenna cecha. Warto ją mieć.

                  Babo, upierasz się. W dodatku próbujesz obrazić dyskretne osoby. Zmieniasz kontekst. Wprowadzasz jakieś "słuchanie".
                  Co próbujesz udowodnić?
                  Spróbuj zrozumieć, że ludzie mają prawo wytyczać swoje granice intymne. I że przyjaciele/osoby bliskie powinny je respektować.
                  • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 05.01.14, 09:44
                    Tlumacze po prostu o jakie osoby mi chodz z tymi grancamii.I z takimi sie nie przyjaznie bo zwyczajnie nie mam jak.
                    Smieszna rzecz, siedzi taki na przerwie moglby sie zajac czyms,poczytac(bo to bylo przed komorkami) i ucha nastawia.A kiedy sie kolezanki nawet z grzecznosci pytaja o normalne rzeczy to sie zachowuje jakby go pytaly o ulubione pozycje .
                    Opisalam tu hardcore ale wersje lajtowe plci zenskiej tez sa.
                    • vilez Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 05.01.14, 11:34
                      Mijamy się, bo nie o takie przypadki chodzi. Rzeczona Monika chyba nie nadstawiała ucha na cudze sprawy? Ale nie życzyła sobie, by omawiano publicznie jej sprawy.
                    • kora3 Babo Vilez ma rację 09.01.14, 11:10
                      Nie wiem dlaczego utożsamiasz osoby dyskretne z takimi, które chętnie posłuchają o innych, ale o sobie nic nie mówią. Przecież wcale tak nie jest - osoby dyskretne nie mówią nieupoważnione o sprawach INNYCH osób. To nie ma nic wspólnego z mówieniem/niemówieniem o sobie.
                      Tak się jednakowoż składa, że ludzie soje osobiste sprawy, o których chcą rozmawiać tylko z określonym gronem powierzają osobom dyskretnym, częściej niż "informatorom" Tym ostatnim tylko wówczas, gdy CHCĄ (jak np. Ty), by sprawa się rozeszła, ale bez ich że tak powiem udziału. Zatem zamiast wstać w biurowym pokoju i oznajmić "nie gadajcie przy mnie o zdradach, bo mnie zona tnie w rogi i jestem zdołowany", przekazuje wiadomośc o romansie zony "informatorowi" i wszyscy już wiedząsmile

                      Stąd rzeczywiście osoby dyskretne bywają bardziej zorientowane w sprawach innych, niż osoby niedyskretne. Ale to nie znaczy, że "nadstawiają ucha", tylko są proszone o wysłuchanie, bo mówiący ma pewnośc, że "wpadło, jak do studni".

                      Natomiast co do tych "nadstawiających ucha" a o sobie nie mówiących - to są osoby nie tyle dyskretne, co skryte. Czy "nadstawiają ucha" faktycznie - jeśli w ich obecności ktoś cos mówi, mając swiadomośc, ze taka osoba słyszy, to nie. Mówiący powinien się liczyć z tym, ze skoro mówi, to ktoś słyszy - ktoś kto się nie ukrywa, nie udaje ze go nie ma itd.
                      Dlaczego taka osoba nie chce mówić o sobie? No przyczyny mogą być b. różne - tak ma, uważa, ze źle wypadnie w oczach innych (np. gorzej) na tle tego, co oni powiedzieli, zważa, żeby inni nie poczuli się niezręcznie i gorzej tym, co na powie (np. spędziła weekend w Paryżu, a wszyscy inni na działce na grillu, albo na grzybobraniu), nie chce ujawniać swego osobistego zycia (np. tego czy się z kimś spotyka), albo w końcu poruszany temat jest dla niej drażliwy i niewygodny (np. niewinne pytanie o rodzeństwo, z którym jest skłocona)

                      Dopóki taka osoba nie zmusza innych do opowiadania się sama nic nie mówiąc, a jedynie słucha będąc w uch towarzystwie to moim zdaniem wszystko jest ok. Ludzie mają swiadomośc chyba, ze ona jest w pomieszczeniu/towarzystwie w którym rozmawiają, zatem zapewne słyszy. Jeśli nie dopytuje sama oraz nie rozprawia o tym co usłyszała, nie komentuje nieproszona to jest ok.

                      Mam taką przyjaciółkę Babo, o której wiem chyba wszystko łącznie z upodobaniami seksualnymi, serio. W bliskim towarzystwie uchodzi ona za osobę przeciętnie otwartą w mówieniu o swoich sprawach - ani bardzo wiele mówi, ani bardzo niewiele. Natomiast w dalszym, czy nowym towarzystwie zawsze jest brana za osobę bardzo skrytą. Po prostu z dalszymi, nowo poznanymi osobami nie wchodzi na osobiste tematy. Jeśli ktoś wejdzie i opowiada jej o sobie rewanżu nie powinien się spodziewaćsmile, w bliskim towarzystwie - może się tego rewanżu spodziewać, a o naprawdę osobistych sprawach rozmawia tylko z najbliższymi przyjaciółmi.

                      Być może w tym dalszym, albo nowym towarzystwie uchodzi ona za kogoś kto "nadstawia ucha"smile Tymczasem niczego nie nadstawia, mowi ktoś przy niej, do niej, to słyszy, ale to nie znaczy, ze MUSI się zrewanżować informacjami o sobie na adekwatnym poziomie.
                      Zauważylam, że osoby, które lubią opowiadać o swoich osobistych sprawach także przy i do osób, z którymi nie sa blisko oczekują, że te osoby się zrewanżują i o ile to nie nastąpi wyrazają zal, mają poczucie, ze ktoś zebral o nich info, a o sobie nie chce nic powiedzieć...Rzecz w tym, że nie zebrał, bo nie zbierał, sami mówili...

                      Ostatnio ze wspomnianą przyjaciółką poznałyśmy taką jedna panią. Sympatyczną dodam i baaaaardzo rozmowną. Po godzinie znajomości (zawartej przez znajomych) dowiedziałyśmy się ile pani ma dzieci, w jakim wieku i co robią w życiu, ze pani się rozwiodła dlaczego i z kim, ale ma teraz partnera życiowego, jak się ów pan nazywa, co robi, ile ma lat, jak się poznali, jak długo sa z sobą, gdzie mieszka i dlaczego tam i całej masy różnych szczegółów.
                      Nie sa to sprawy bardzo intymne, wiec opowiadanie pani nie wprawiło nas w zakłopotanie, ale nie miałyśmy ochoty okazywać podobnej otwartości w opowiadaniu o sobie nowo poznanej pani. Pani nam te szczegóły ze swego życia mówiła samorzutnie nie bedąc o nie pytana, ani przez nas dwie, ani przez nikogo z towarzystwa. Ok - komu to przeszkadza. Ale pani oczekiwała, ze my się zrewanżujemy podobnie szczegółowym opisem. Wiem, bo pytała.
                      Ja pani udzieliłam informacji nt. stanu cywilnego oraz statusu związkowegosmile, ale wdawać się w szczegóły nie chciałam, podobnie moja przyjaciółka. Pewnie wyszłyśmy na nadstawiajce ucha i majace "dziwne granice" prywatności. A to dlatego, że ta pani ma inne i oczekuje, ze reszta też tak ma smile
                  • baba67 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 05.01.14, 09:48
                    Nie probuje obrazic dyskretnych osob. Nie wiem czy zauwazylas cudzyslow.Uzyty nieprzypadkowo.
                    Dyskrecja to jest co innego.Ale to prawda to cecha ktora jakos specjalnie cenie u ludzi., zle sie z nimi czuje.
                    • baba67 errata NIE JEST to cecha nt 05.01.14, 09:50

                    • aqua48 Dyskrecja? 05.01.14, 11:09
                      Ja też cenię dyskrecję, chociaż spotkałam się z przesadnym moim zdaniem stosowaniem tej zasady.
                      Osoba, która za każdym razem pyta, czy może jakąś powierzoną w normalnej rozmowie informację przekazać dalej, czy zrobić z niej użytek bywa mecząca. Dla mnie jest jasne, że jeśli chciałabym zachować coś dla siebie to bym o tym w towarzystwie nie mówiła.
                      Takoż osoba, która zachowuje dyskrecję do tego stopnia, że mogąc załatwić coś korzystnego dla innych nie robi tego z obawy, że wyjawi ich sprawy również powierzone jej w normalnej rozmowie. Po czym mówi: a wiesz widziałam się z kimś kto mógłby ci pomóc, ale nie wiedziałam czy mogę z nim o tobie rozmawiać.
                      Nie znoszę też zastrzegania: powiem ci, ale nikomu o tym nie mów. Po czym się okazuje, że "straszliwa tajemnica" jest tajemnicą poliszynela, wszyscy o niej wiedzą, tylko nikt nie mówi dopóki "sprawa się nie rypnie" całkiem przypadkowo i ku konsternacji otoczenia, jeśli ktoś w nieświadomości zada "niewłaściwe" pytanie jak w sąsiednim wątku o rozwodzie.. Nie chcesz, żeby ktoś wiedział, to nie mów nikomu.
                      • vilez Re: Dyskrecja? 05.01.14, 11:32
                        Przesada w żadną stronę nie jest zdrowa, to jasne. Ale to są jednak inne przykłady, niż omawiany- nie ma sensu mieszać wszystkiego z wszystkiego, bo tracimy kontekst.
                        • aqua48 Re: Dyskrecja? 05.01.14, 11:52
                          vilez napisała:

                          > to są jednak inne przykł
                          > ady, niż omawiany- nie ma sensu mieszać wszystkiego z wszystkiego, bo tracimy k
                          > ontekst.

                          Przykłady nieco inne, ale dyskrecja jest szerokim pojęciem i każdy ma nieco inne spojrzenie na to co dozwolone, a co nie i jak wybrnąć z tematu.
                          Dla mnie jest jasne, że jeśli ktoś chce zachować dyskrecje na tematy osobiste, to nie spodziewa się, że bliscy nie zauważą, że coś jest nie tak, ani nie miesza się i nie plącze w odpowiedzi na pytania zatrącające o temat, tylko odpowiada przygotowanym wcześniej i najlepiej uzgodnionym w porozumieniu z osobami znającymi problem tekstem. W przypadku bywania w towarzystwie bez męża, jest to chyba dość łatwe. Można albo obrócić sprawę w żart rzucając niezobowiązujące, .. aa bo Józio jest taki nietowarzyski, albo powiedzieć wprost, że małżonkowie nie wszędzie chodzą razem, albo, że żona miała ochotę wyrwać się sama z domu, ucinając temat.
                          • baba67 Re: Dyskrecja? 05.01.14, 12:03
                            No wlasnie, to pojecie szerokie uzywane tez do uswiecenia wlasnego lenistwa towarzyskiego (gadac mi sie nie chce ale ciekawie posiedziec i posluchac, a jeszcze za dyskretnego uchodzic) lub wrecz doprowadze do absurdu z celu autoreklamy jak w powyzszym przykladzie (dowiedzialam sie od znajomej o dobrej krawcowej ale nie chcialam jej ROZGADYWAC ze sukienke chcesz sobie uszyc bo moze sobie nie zyczysz?).
                            • kora3 Babo, ale ten przykład jest naprawdę absurdalny 07.01.14, 10:59
                              i dobrze wiesz o tym, ze nikt tak dyskrecji nie pojmuje.
                              • baba67 Re: Babo, ale ten przykład jest naprawdę absurdal 09.01.14, 07:45
                                Przyklady nie moga byc absurdalne poniewaz po prostu sie z takimi osobami zetknelam i one sie uwaaly za dyskretnych i byly z siebie bardzo zadowolone. Malo tego, niektore osoby z ich otoczenia tez okreslaly je takim przymiotnikiem.
                                Moze TUTAJ nikt tak dyskrecji nie pojmuje, ale pewnosci nie ma.
                                • kora3 wiesz co? 09.01.14, 09:41
                                  ja się w zyciu zetknęłam z osobą, która bardzo nie lubiła, gdy ktoś ją, jak to okreslala "małpował". np. kupował sobie rzeczy (ubrania, przedmioty) podpatrzone u niej.
                                  Poniekąd uważałam to i uważam, za przejaw małostkowości, ale skoro ta osoba "tak ma" to niech ma. Ja sobie kupię co uważam (mam inny gust niż owa osoba) i tyle, ale nie będę udzielać innym informacji gdzie/za ile ona cos kupiła, skoro sobie tego nie życzy.
                    • kora3 Wielce mnie ciekawi Babo 07.01.14, 09:46
                      czy czułabyś taką samą niechęć, gdybyś liczyła na czyjaś dyskrecję w ważnej dla siebie sprawie?
                      • baba67 Re: Wielce mnie ciekawi Babo 07.01.14, 10:42
                        Nie mam zadnych spraw na tyle wstydliwych czy bolesnych czy zeby taka dyskrecja mi byla do czegos potrzebna.W sprawach bolesnych, o ile otoczenie jest i przychylne wole zeby wiedzialo.Jesli ktos to wykorzysta przeciwko mnie to dlugo popamieta, bo tez lubie wiedziec duzo o ludziach i przywale(to teoria, nie zdarzylo sie).
                        Jesli nie chce o czyms mowic to to komunikuje, klamstw ktorych zna uniknac nie znosze i nigdy juz to takich ludzi nie mam zaufania.
                        • kora3 Wracamy do sedna Babo :) 07.01.14, 10:58
                          Doszłyśmy do niego chyba w innym watku - to, że dla CIEBIE nie ma spraw, które chciałabyś zostawić tylko dla wąskiego grona hmmm słuchaczy, nie oznacza automatycznie, ze dla INNYCH jest tak samo. Twoja postawa nie jest lepsza, ani gorsza od postawy tych, którzy np. rozwód, cieżka chorobę, romans meza/zony, niesnaski rodzinne uważają za sprawy na tyle osobiste, że nie zyczą sobie by o nich gadano.
                          Sama przyznałaś, ze mają do tego prawo i przyjmujesz do wiadomości, ze tacy ludzie sąsmile
                          • baba67 Re: Wracamy do sedna Babo :) 09.01.14, 07:41
                            Maja prawo ODMOWIC ROZMOWY na ten temat, UNIKAC TEMATU za pomoca wypowiedzi wymijajacych. ale NIE KLAMAC.Nigdy juz kogos kto wprost klamie nie bede traktowala tak samo.
                            • kora3 Babo długie i wazne 09.01.14, 08:56
                              Jako młoda osoba poznałam pewnego chłopaka, który był półsierotą. Jego ojciec zmarł, gdy chłopak był mały. Jako, że mój biologiczny Tata także wcześnie mnie osierocił, sporo rozmawialiśmy na ta tematy.
                              Z chłopakiem tym miałam i nadal mam kontakt, a minęło od chwili naszego poznania się 25 latsmile
                              Kiedy byliśmy już oboje na studiach kolega nagle nie pojawił się na b. ważnym egzaminie. Było to o tyle dziwne, że bardzo zależało mu na ocenach, bo stypendium naukowe, które pobierał stanowiło lwią cześć jego studenckiego budżetu. Sądziliśmy, że może jest chory, ale pojawił się już następnego dnia. O swej nieobecności mówił wymijająco, nikt nie drażył tematu.

                              Za jakiś tydzień, czy dwa od tego nic w sumie nie znaczącego zdarzenia, powtórkę z egzaminu pisali ci, którzy za pierwszym razem nie zaliczyli. Profesor przypomniał studentom, że jest to dla nich drugi i ostateczny termin tego egzaminu i dodał: "Z wyjątkiem pana X oczywiście, dla którego jest to termin pierwszy. Serdecznie panu współczuję z powodu śmierci pana ojca". Mnie przy tym nie było, ale były osoby inne, które także były zorientowane w tym, że nasz kolega X jest półsierotą. Znały go, mówił im o tym. Osoby te oniemiały.
                              Jakim bowiem sposobem profesor odpuszcza mu pierwszy termin i wyraza jeszcze współczucie z powodu śmierci ojca, który umarł ze 20 lat temu?!

                              Po egzaminie X ulotnił się jak kamfora. Jako, ze było to w sesji, nie było zajęc i nie spotykaliśmy się na nich zatem. Jednak za kilka dni X do mnie zadzwonił i poprosił o spotkanie się. Poprosił o to też innych bliskich znajomych. Usiedliśmy w pubie i X powiedział nam, ze musi nam cos wyjaśnić. No i wyjaśnił. Na egzaminie nie było go, bo ...poszedł na pogrzeb ojca. Poszedł, bo prosiła go o to matka. Jego ojciec wcale nie umarł, gdy był on mały, tylko odszedł od rodziny. Synem wcale się nie interesował, jedynie z jego poborów komornik ściągał alimenty na jego utrzymanie.
                              Chłopiec bardzo przezywał brak ojca w jego zyciu, wstydził się tej sytuacji, tego, ze dla swego ojca nie istnieje. Kiedy miał ok. 10 lat przeprowadził się z mamą do babci, która właśnie owdowiała. Zmienił środowisko i w nowym już na pytanie gdzie jest jego tatuś mówił, że zmarł, gdy był malutki. Dla niego ojciec naprawdę umarł, przestał dla niego istnieć, jak on sam nie istniał dla rodziciela. Kłamstwo ciągnął do końca podstawówki, cała średnią szkołę.
                              Nie mam pojęcia, czy nauczyciele i wychowawcy w szkole o tym wiedzieli. Teoretycznie powinni, bo przecież dane o rodzicach wpisywane były w dzienniku klasowym. Ale nikt ich nie sprawdzał zapewne dokładnie żądając aktu zgonu zmarłego rodzica.

                              Na studiach jak sądzę musiał przedstawić dokumenty dotyczące alimentowania go przez ojca, bo pobierał poza naukowym stypendium socjalne. Ale pewnie przekazał je osobiście pani z ksiegowosci i tyle. I pewnie nikt by się nie dowiedział o całej sprawie, gdyby nie kondolencje profesora.

                              Kiedy przyszła wiadomość o tym, że jego ojciec zmarł, na X nie zrobiło to żadnego wrazenia, dla niego dawno już nie żył. Jednakże jego matka poprosiła by wraz z nią udał się na pogrzeb byłego meża, nalegała na to. gdybyż ten pogrzeb nie wypadał w dniu ważnego egzaminu ...Ale akurat wówczas się odbywał. X uległ namowom matki, ale MUSIAŁ usprawiedliwić się przed egzaminującym. Poszedł, pokazał akt zgonu i potwierdzenie z parafii o terminie pochówku swego ojca. Nie sądził, że profesor wspomni o powodzie jego absencji na pierwszym terminie publicznie. Ale wspomniał. No i tak się wydało, ze kolega mnie, nas okłamywał przez dobrych parę lat.

                              Nie ma wątpliwości, ze kłamał Babo. Tylko wiesz, dla mnie to nic! Bardziej zastanawiałam się nad tym, co musiał przezywać jako dziecko, nastolatek, młody człowiek, którego zlewa własny ojciec, niż nad tym jego "okrutnym" oszukiwaniem mnie ws. JEGO ojca.

                              X sam powiedział, że w zasadzie to kłamstwo potrzebne mu było, jako dziecku. Porzuconemu dziecku. Sam niejako wierzył w to, ze ojciec nie żyje, bo to było łatwiejsze niż swiadomość, ze go porzucił, że go nie obchodzi nic a nic.
                              No, ale wiadomo, jak to bywa- cześć kego koleżanek i kolegów z podstawówki trafiła do tej samej szkoły średniej co on, zatem kłamstwo ciągnął. Potem sytuacja powtórzyła się ze studiami. Nikt tematu nie drążył , ale dla wszystkich oczywistoscią było, że ojciec X nie żyje. I tak sobie to kłamstwo funkcjonowało, bo trudno byłoby je "odkręcić" a i nikomu nie wadziło.
                              W zasadzie przypadek zrządził, ze wyszło na jaw.

                              Czy dla mnie ma znaczenie, że kolega mnie okłamał? O tyle, ze współczuje mu, iż miał takiego ojca i tego co musiał, jako dziecko przezywać. Wcale nie poczułam się urazona tym, że pomimo bliskiego koleżeństwa nie powiedział mi prawdy. Jakoś inni tez się od niego nie odwrócili. Zawsze był fajnym, lojalnym kolegą (tak jest do dziś). Nie oszukiwał nas w sprawach nas dotyczących, nie wybielał się, ani nie wywyższał tym kłamstwem - zwyczajnie wstydził się całej tej sytuacji. A w sumie nam tito jego ojciec, w dodatku taki sukinsyn.


                              Rozumiem, ze TY śmiertelnie obraziłabyś się na tego kolege, albo przynajmniej przestała z nim, jako patologicznym kłamcą kolegować?
                              • baba67 Re: Babo długie i wazne 09.01.14, 13:30
                                Piszesz o dziecku, traumie i klamstwie z ktorego coraz trudniej sie wyplatac.
                                Co wiecej klamstwie ktore nie naraza osoby oklamywanej na zadne ambarasujace towarzysko sytuacje.
                                ja pisze o ludziach doroslych klamiacych w sytuacji kiedy mozna klamstwa uniknac a skutki tych klamstw potencjalnie uderzaja w oklamanego (nie lubie sie czuc jak idiotka ).
                                Historia jest niezwykla ale nijak sie nie ma do moich pogladow.
                                • kora3 Re: Babo długie i wazne 09.01.14, 13:45
                                  baba67 napisała:

                                  > Piszesz o dziecku, traumie i klamstwie z ktorego coraz trudniej sie wyplatac.

                                  kiedy ja poznałam owego chłopaka miał niemal 18 lat. Kiedy sprawa wyszła miał chyba ze 24. Nie był dzieckiem już.

                                  > Co wiecej klamstwie ktore nie naraza osoby oklamywanej na zadne ambarasujace to
                                  > warzysko sytuacje.


                                  Teoretycznie , nie - praktycznie - tak. Ktos z nas mógł towarzysko, albo zawodowo poznac jego ojca, ten zagadałby, ze ma syna na tym samym kierunku, no tak jest kolega o tym samym nazwisku, ale jego ojciec nie zyje ....
                                  Na jego weselu mogliśmy pogadać z jego wujkiem, który nie ma pojęcia np. ze chłopak znajomym prawdy o ojcu nie powiedział i wyrwać się z czyms o zmarłym ojcu.
                                  Przykładowo oczywiście

                                  > ja pisze o ludziach doroslych klamiacych w sytuacji kiedy mozna klamstwa unikna
                                  > c a skutki tych klamstw potencjalnie uderzaja w oklamanego (nie lubie sie czuc
                                  > jak idiotka ).


                                  Ale właśnie to czy można zależy od oceny tego, kogo sprawa dotyczy Babo! Chłopak o którym piszę, no teraz już dojrzały facetsmile w okresie kiedy prawda wyszła uważał, że kłamstwa można było uniknąć, a jako dziecko uważał je za najlepsze rozwiązanie. Pomimo to kłamstwa swego nie sprostował - ze wstydu, ze kłamał tyle czasu i w takiej sprawie. Kto wie, czy kiedykolwiek by je sprostował,. gdyby nie opisany przypadek.

                                  Może być tez tak, że osoba, która kłamie brnac w kłamstwo także zwyczajnie nie potrafi przyznać się do wcześniejszych kłamstw.

                                  > Historia jest niezwykla ale nijak sie nie ma do moich pogladow.
                                  >


                                  historia jest bardzo zwykła Babo. Wiele dzieci, których rodzice się nimi nie interesują kłamie na ten temat. tylko zwykle jest wiadomo, że kłamią. Pogadaj kiedyś z dzieckiem z DD. Możesz się dowiedzieć zaleznie od wieku na ogół (dziecka rzecz jasna), że mama z tatą pojechali w podróż dookoła swiata o ono nie moglo z nimi jechać bo chodzi do szkoły, albo ojciec umarł a matka jest ciężko chora, gdy tymczasem rodzice sa na miejscu, zyja, tylko piją i dzieckiem się nie interesują sad
                                  • baba67 Re: Babo długie i wazne 10.01.14, 18:39
                                    Ale klamac zaczal kiedy byl duzo mlodszy, a majac lat 18 jeszcze nie byl gotow na stawienie czola odkrecaniiu.
                                    Prawdopobienstwo sytuacji ambarasujacych bliskie zeru, wszystko mozna tak naciagnac.Nie o takich sytuacjach dyskutujemy.
                                    • kora3 Re: Babo długie i wazne 11.01.14, 12:37
                                      baba67 napisała:

                                      > Ale klamac zaczal kiedy byl duzo mlodszy, a majac lat 18 jeszcze nie byl gotow
                                      > na stawienie czola odkrecaniiu.


                                      i mając 24 też najwyraźniej nie był, bo nie odkręcał, póki się nie wydalo nie gadał o tym
                                      Napisałam ci - kto wie, czy KIEDYKOLWIEK by to "odkręcał" gdyby się nie wydało. I w sumie - co w tym złego? Co nam z tego było dobrego, albo złego, ze się dowiedzieliśmy, albo ze nie wiedzieliśmy?

                                      > Prawdopobienstwo sytuacji ambarasujacych bliskie zeru, wszystko mozna tak nacia
                                      > gnac.Nie o takich sytuacjach dyskutujemy.
                                      >


                                      Wcale - nie. Jak wspomniałam - nie mam pewności by rodzinę też kłamał, a ta raczej wiedziała ze ojciec gościa żyje. Wystarczyło, ze by ktoś z nas na przykład na jego weselu wspomniał o tym, ze jaka szkoda, ze ojciec jego tego dnia nie doczekał do kogoś z jego krewnych. np. do matki.
                                • urko70 Re: Babo długie i wazne 09.01.14, 14:10
                                  baba67 napisała:

                                  > Historia jest niezwykla ale nijak sie nie ma do moich pogladow.

                                  koro3

                                  tu obok również opowiedziałaś historię swoich znajomych osób i również
                                  "Pisałaś kompletnie nie na temat."

                                  Może jednak uważniej czytaj o czym jest dyskusja? smile
                                  • kora3 Urko70 09.01.14, 14:27
                                    Doskonale wiem o czym jest dyskusja, bo JA załozylam ten watek smile

                                    Historia kłamstwa mego kolegi była odpowiedzią na zapewnienie Baby, ze ona by się z kłamczuchem w zadnym przypadku już nie zadawała - byłam ciekawa, czy z takim kłamczuchem jak kolega - też.
                                    Jaki i gdzie masz problem?smile
                                    • urko70 Litwo, ojczyzno moja, Ty jestes jak zdrowie 09.01.14, 14:37
                                      kora3 napisała:

                                      > Doskonale wiem o czym jest dyskusja, bo JA załozylam ten watek smile

                                      > Jaki i gdzie masz problem?smile

                                      Auto niedawno "myłem" w myjni i znów jest brudne. smile
                                      • kora3 Nie ma temat, zglaszam do usuniecia 09.01.14, 15:45
                                        urko70 napisał:
                                        >
                                        > Auto niedawno "myłem" w myjni i znów jest brudne. smile
    • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 08.01.14, 10:41
      kora3 napisała:

      > W nawiązaniu do watku o informowaniu op rozstaniu ... szczególnie do Baby ...
      > Niektórzy w tym Baba pisza tak, jakby najważniejsze było samopoczucie jakiegoś
      > wsbiskiego wujka, czy innej nachalnej osoby.
      > Ok - pyta ktoś kurtuazyjnie o czyjegoś meza, dostaje odp. ze w domu, pracy itp.
      > i nie wnika. Dowiaduje się ze para się rozstała no i? Gdzie tu jakiś dramat?
      > Przecież normalny człowiek nie będzie komentował ani samego faktu rozstania, an
      > i tego, ze jego w to nie wtajemniczono. Widać tak sobie chciano, jego to nie do
      > tyczy

      Co to znaczy "piszą tak jakby" ? Jak masz uwagi do czyjejś wypowiedzi do odnieś się do konkretnej wypowiedzi wtedy można coś łatwo wyjaśnić, pisanie ogólnikowo nie daje szans na wyjaśnienie. No chyba, że chodzi o to aby oszkalować kogoś i nie dać mu szansy na wyjaśnienie.

      Widzę w Twojej wypowiedzi bałagan: raz piszesz "nachalny, wścibski" a tuż potem "kurtuazyjnie".

      Jeśli jest przyjęcie rodzinne i mąż siostrzenicy jest nieobecny, a na pytanie "gdzie Jacek" pada odpowiedź "w domu" to odpowiadający nie rozumie pytania albo rozumie je na poziomie dziecka. Pytanie w rzeczywistości jest o to "czemu tego Jacka nie ma?". Logicznym jest w takim razie dopytanie "skoro jest w domu to czemu nie przyszedł na przyjęcie".
      Odpowiedź "w pracy" jest już sensowniejsza.

      Normalny człowiek może skomentować to, że Monika niczym gówniara idiotycznie okłamuje rodzinę i to już jest sprawa cioci/wujka bo to oni zostali okłamani.

      Nie chcesz mówić prawdy to nie mów, nie chcesz wchodzić w szczegóły to powiedz ogólnie ale nie kłam.
      Jeśli kłamiesz to poniesiesz konsekwencje swojego kłamania zostaniesz słusznie oceniona jako mała kłamczuszka.
      • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 08.01.14, 10:59
        urko70 napisał:

        > Co to znaczy "piszą tak jakby" ? Jak masz uwagi do czyjejś wypowiedzi do odnieś
        > się do konkretnej wypowiedzi wtedy można coś łatwo wyjaśnić, pisanie ogólnikow
        > o nie daje szans na wyjaśnienie. No chyba, że chodzi o to aby oszkalować kogoś
        > i nie dać mu szansy na wyjaśnienie.


        Przeciez napisałam wyraźnie, że mam na myśli wypowiedzi m.in. baby. Baba się jakos urazona nie poczuła Urko smile
        Na podobne tematy rozmawiałyśmy wiele razy. Baba zawsze podreśla, że brak informacji o jakims fakcie dot. innej osoby z otoczenia może postawić kogoś w niezręcznej sytuacji, bo nieświadomy tego faktu zagaduje/mówi coś w drażliwym dla danej osoby temacie.
        Nie sądze, by Baba się tego wypierałasmile

        >
        > Widzę w Twojej wypowiedzi bałagan: raz piszesz "nachalny, wścibski" a tuż potem
        > "kurtuazyjnie".


        Piszę OGÓLNIE - nieważne czy ktoś pyta kurtuazyjnie o coś, czy jest wścibski. Ważne, że wg mnie samopoczucie tego kogoś w tej sytuacji jest mniej istotne, niż samopoczucie tego, kto właśnie z jakiegoś powodu przezywa traumę.

        >
        > Jeśli jest przyjęcie rodzinne i mąż siostrzenicy jest nieobecny, a na pytanie "
        > gdzie Jacek" pada odpowiedź "w domu" to odpowiadający nie rozumie pytania albo
        > rozumie je na poziomie dziecka. Pytanie w rzeczywistości jest o to "czemu tego
        > Jacka nie ma?". Logicznym jest w takim razie dopytanie "skoro jest w domu to cz
        > emu nie przyszedł na przyjęcie".


        No właśnie rzecz polega Urko na tym, że odp. "w domu" bez dodatkowych wyjasnień powinna ucinać dalsze dopytywanie. Albowiem jak słusznie zauważyłeś samo pytanie jest właśnie takiego rodzaju, jak napisałeś. Zatem skoro ktoś na pytanie "A dlaczego to Jacka nie ma " otrzymuje taką odp. to znaczy, że osoba zapytana NIE CHCE wyjasniac dlaczego nie ma i finał. Gdyby chciała odpowiedź "w domu" bylaby uzupełniona o powody - proste.

        > Odpowiedź "w pracy" jest już sensowniejsza.

        No, ale przecież to takie samo kłamstwo, jak "w domu" nie? Poza tym TAKZE taka odpowiedź może wygenerować "dopytkę" w stylu "A to nie mógł sobie załatwić wolnego?". Nie wspomnę już o tym, że o ile zawód Jacka jest wszystkim znany, to taka odp. może nie mieć najmniejszego sensu, bo jeśli jest on np. urzędnikiem, czy nauczycielem to jasne jak słońce ze w dniu wolnym od pracy w tejże pracy być nie może smile

        >
        > Normalny człowiek może skomentować to, że Monika niczym gówniara idiotycznie ok
        > łamuje rodzinę i to już jest sprawa cioci/wujka bo to oni zostali okłamani.


        No właśnie nie - kultura nakazuje zmilczeć czyjes gówniarstwo o ile dotyczy ona tylko spraw gówniarstwo przejawiającego smile

        >
        > Nie chcesz mówić prawdy to nie mów, nie chcesz wchodzić w szczegóły to powiedz
        > ogólnie ale nie kłam.

        > Jeśli kłamiesz to poniesiesz konsekwencje swojego kłamania zostaniesz słusznie
        > oceniona jako mała kłamczuszka.


        No i dorosła osoba, która powinna się liczyć z takimi konsekwencjami MOZE dokonać wyboru, że woli zaryzykować taką ocenę siebie, czy też swego postępowania jeśli uznaje, że woli to, niż ogłaszanie temu i owemu tego i owego.
        Cały czas O TYM piszę Urko.
        • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 08.01.14, 11:54
          kora3 napisała:

          > > Co to znaczy "piszą tak jakby" ? Jak masz uwagi do czyjejś wypowiedzi
          > do odnieś
          > > się do konkretnej wypowiedzi wtedy można coś łatwo wyjaśnić, pisanie ogó
          > lnikow
          > > o nie daje szans na wyjaśnienie. No chyba, że chodzi o to aby oszkalować
          > kogoś
          > > i nie dać mu szansy na wyjaśnienie.

          >
          > Przeciez napisałam wyraźnie, że mam na myśli wypowiedzi m.in. baby.

          Piszesz bez związku z tym co ja napisałem.
          Po pierwsze nie odnosisz się do konkretnych wypowiedzi.
          Po drugie zawarłaś tam magiczne "m.in." czyli dajesz do zrozumienia ze chodzi
          również o inne osoby.


          > > Widzę w Twojej wypowiedzi bałagan: raz piszesz "nachalny, wścibski" a
          > tuż potem
          > > "kurtuazyjnie".

          >
          > Piszę OGÓLNIE - nieważne czy ktoś pyta kurtuazyjnie o coś, czy jest wścibski. W
          > ażne, że wg mnie samopoczucie tego kogoś w tej sytuacji jest mniej istotne, niż
          > samopoczucie tego, kto właśnie z jakiegoś powodu przezywa traumę.

          Ważne.
          Pisanie o traumie w nawiązaniu do rozstania które miało miejsce rok temu jest co najmniej śmieszne. Traumę przeżywa rodzic po śmierci dzieci etc ale nie dziewczyna która ODESZŁA od męża rok temu.

          Niemniej jednak jesli rzeczywiście chodzi o osoby w traumie to takim osobom wolno wszystko.


          > > Jeśli jest przyjęcie rodzinne i mąż siostrzenicy jest nieobecny, a na
          > pytanie "
          > > gdzie Jacek" pada odpowiedź "w domu" to odpowiadający nie rozumie pytania
          > albo
          > > rozumie je na poziomie dziecka. Pytanie w rzeczywistości jest o to "czemu
          > tego
          > > Jacka nie ma?". Logicznym jest w takim razie dopytanie "skoro jest w domu
          > to cz
          > > emu nie przyszedł na przyjęcie".

          >
          > No właśnie rzecz polega Urko na tym, że odp. "w domu" bez dodatkowych wyjasnień
          > powinna ucinać dalsze dopytywanie. Albowiem jak słusznie zauważyłeś samo pytan
          > ie jest właśnie takiego rodzaju, jak napisałeś.

          Ja nie pisałem o pytaniu tylko o odpowiedzi.
          Z kimś kto daje tego typu odpowiedzi nie warto rozmawiać. Zignorować i tyle.


          > > Odpowiedź "w pracy" jest już sensowniejsza.
          >
          > No, ale przecież to takie samo kłamstwo, jak "w domu" nie?

          A czemuż to(?) przecież ma trzecią zmianę i rzeczywiście jest w pracy.


          > > Normalny człowiek może skomentować to, że Monika niczym gówniara idiot
          > ycznie ok
          > > łamuje rodzinę i to już jest sprawa cioci/wujka bo to oni zostali okłaman
          > i.

          >
          > No właśnie nie - kultura nakazuje zmilczeć czyjes gówniarstwo o ile dotyczy ona
          > tylko spraw gówniarstwo przejawiającego smile

          Chodzi Ci o to, że córka Twojej siostry okłamuje Cię prosto w oczy, a Ty się uśmiechasz do
          nich obu i udajesz, że deszcz pada?


          > No i dorosła osoba, która powinna się liczyć z takimi konsekwencjami MOZE doko
          > nać wyboru, że woli zaryzykować taką ocenę siebie, czy też swego postępowania j
          > eśli uznaje, że woli to, niż ogłaszanie temu i owemu tego i owego.
          > Cały czas O TYM piszę Urko.

          I wtedy właściwie oceniamy taką Monikę: kłamliwa gówniara, przed obiadem okłamała wujka, ze Jacek w domu, a po deserze wyszło przypadkiem, że rok temu odeszła od męża.
          • ach_dama_byc_z_kanady Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 08.01.14, 12:35
            urko70 napisał:
            Traumę przeżywa rodzic po śmierci dzieci etc ale nie dziewczyna która ODESZŁA od męża rok temu.

            a skad wiesz ze nie? znowu jakis jasnowidz jestes albo krysztalowa kula ci powiedziala?
            niby jakim prawem oceniasz kto i kiedy moze przezywac traume i z jakiego powodu???

            jestes ta dziewczyna ktora ODESZLA od meza? uwazasz ze tylko dlatego ze to ONA odeszla,
            bylo jej latwiej rozwod przezyc??? a moze wlasnie trudniej,
            bo to ona musiala podajac decyzje i ona musiala odejsc?


            Minnie
            • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 08.01.14, 13:01
              ach_dama_byc_z_kanady napisała:

              > urko70 napisał:
              > Traumę przeżywa rodzic po śmierci dzieci etc ale nie dziewczyna która ODE
              > SZŁA od męża rok temu.

              >
              > a skad wiesz ze nie? znowu jakis jasnowidz jestes albo krysztalowa kula ci powi
              > edziala?
              > niby jakim prawem oceniasz kto i kiedy moze przezywac traume i z jakiego powod
              > u???

              To, że jakaś panna dostaje trwałego uszkodzenia mózgu na skutek niedostania się na koncert dżastina bibera, czy rozstania z chłopcem czy też mężem po 2 latach ślubu to są sytuacje wyjątkowe i nie porównywalne z prawdziwymi problemami.

              > jestes ta dziewczyna ktora ODESZLA od meza? uwazasz ze tylko dlatego ze to ONA
              > odeszla,
              > bylo jej latwiej rozwod przezyc??? a moze wlasnie trudniej,
              > bo to ona musiala podajac decyzje i ona musiala odejsc?

              Czy aby nie mylisz traumy z czasem zaraźliwą histerią? smile
              • ach_dama_byc_z_kanady Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 08.01.14, 13:43
                urko70 napisał:
                Czy aby nie mylisz traumy z czasem zaraźliwą histerią?

                a skad wiesz ze dla dziewczyny rozstanie po roku nie moze byc trauma?
                a tym bardziej rozejscie sie z mezem?


                Minnie
                • kora3 Zadziwiające 09.01.14, 10:14
                  zjawisko w postaci tego, że osoba mieniąca się kulturalną i ukazująca jako empatyczna tak sobie bez zadnych podstaw ocenia czyjąś traumę, jako histerię.
                  Przecież kulturalny człowiek wie, że takich ocen może się podjąc specjalista po wywiadzie (co najmniej) z pacjentem a nie laik nie znający szczegółów. Natomiast dojrzały i empatyczny człowiek z doświadczenia i obserwacji wie, że to, iż on "jakoś ma" w danej sytuacji, to nie znaczy, ze to jest obligo, czy nawet optimum smile

                  Przykład:
                  - mój kolega wcale się nie przejął smiercią swego ojca, na pogrzeb poszedł, bo go matka o to prosiła, w następny weekend poszedł na wesele, gdzie sweitnie się bawił
                  - ja bardzo przezyłam śmierć mego taty, ale zachowałam zimną krew i funkcjonuję normalnie zachowując załobę (czarne ubranie, brak czynnego uczestnictwa w tańcach itp.)
                  - moja znajoma po śmierci swego ojca wpadla w depresję, na którą leczyła się lekami i terapią przez 1,5 roku.

                  Kto z naszej trójki zachowuje się/zachowywał nie tak, histerycznie, nienormalnie?
                  Nikt, bo wszystko zależy od okoliczności i konstrukcji psychicznej. Mój kolega swego ojca nie widział od ponad 20 lat do chwili jego zgonu, nie miał z nim kontaktu, bo ojciec tego kontaktu nie chciał. Dla niego ów ojciec był obcym gościem, który umarł w dodatku gościem, do którego miał uzasadniony żal. trudno oczekiwać, ze będzie go szczerze opłakiwał u w ogóle jakoś przezywał jego zgon.
                  Ja mego tatę bardzo kochałam i Jego smierć była dla mnie ciosem. Ale razem z moim partnerem musieliśmy zając się pogrzebem i formalnościami ponieważ moja Mama nie była do tego zdolna, a siostra ma male dziecko. Musiałam zachować zimną krew, nie mogłam poddać się rozpaczy, bo byłam jedyna osobą, która mogła się formalnościami zająć.
                  Kolezanka również b. kochała swego ojca. Mieszkała z nim po śmierci swej matki i rozstaniu z męzem, które było bardzo dramatyczne dla niej. Rodzeństwa nie ma, z nikim z dalszej rodziny nie utrzymuje bliskich kontaktów. Jest osobą skryta, małomówna, mało towarzyską, ma jedynie niewielkie grono znajomych. Po śmierci ojca (dodam, ze nagłej, nie dało się do niej jakoś psychicznie przygotować, jak w przypadku osób chorujących terminalnie, czy b. sędziwych) poczuła się całkowicie sama, opuszczona. Czy to można określić jako "histeria"?
                  • urko70 Re: Zadziwiające 09.01.14, 11:15
                    kora3 napisała:

                    > że osoba mieniąca się kulturalną i ukazująca jako empa
                    > tyczna tak sobie bez zadnych podstaw ocenia czyjąś traumę, jako histerię.

                    Skąd wiesz, że dany stan to była rzeczywiście trauma?


                    > - moja znajoma po śmierci swego ojca wpadla w depresję, na którą leczyła się le
                    > kami i terapią przez 1,5 roku.


                    A ile znasz osób które doznały trwałych zmian w psychice rozstaniu z mężem po dwóch latach ślubu?

                    > Po śmierci
                    > ojca (dodam, ze nagłej, nie dało się do niej jakoś psychicznie przygotować, j
                    > ak w przypadku osób chorujących terminalnie, czy b. sędziwych) poczuła się całk
                    > owicie sama, opuszczona. Czy to można określić jako "histeria"?

                    No właśnie NIE, to mozna nazwać traumą!
                    • kora3 Re: Zadziwiające 09.01.14, 11:57
                      urko70 napisał:
                      >
                      > Skąd wiesz, że dany stan to była rzeczywiście trauma?

                      a ty skąd wiesz, ze histeria? O i tak możemy sobie pogadać. Zrozum Urko, że nie ma zasad które mowią, jak należy zareagować na rozstanie z kims i jak długo można to przeżywać. Oczywiście, jeżeli stan się utrzymuje b. długo, nie poprawia się, to owszem, jest to niepokojący objaw. Ale ogólnych zasad nie ma. Tak samo, jak nie ma zasady, że rozwód to zawsze jest jakieś niemiłe przezycie. zależy od okoliczności. Ja się z eksmężem rozwieść chciałam, wiec dla mnie rozwód był formalnoscia, która z własnej inicjatywy chciałam przeprowadzić polegająca na pójściu do sadu i powiedzeniu jak się nazywam, ile mam lat oraz powtórzeniu tego, co napisałam w pozwie. Czy to mzona nazwac dramatycznym przezyciem? No nie smile A dla wielu ludzi rozwód jest dramatem - z roznych przyczyn - uczuciowych, społecznych, swiatopogladowych. Czy przekonywałbyś ich, ze nie majac racji wskazując na mnie "oooo popatrzcie, wy histeryzujecie, a przecież to bzdet. Kora usmiechnięta, zadowolona wręcz"?
                      >
                      >
                      > A ile znasz osób które doznały trwałych zmian w psychice rozstaniu z mężem po
                      > dwóch latach ślubu?


                      Dwa lata slubu to sporo smile nie spotkałam się z tak długaśna slubna ceremonią, zresztą z żadna trwającą tak długo. smile
                      Rozumiem, ze "od" ci się "zjadło" - mogłabym cos napisać o braku szacunku do mnie jako adresata postu i czytaniu przed wysłaniem, ale po co smile


                      a na temat - znam osobe, która nie pogodziła się z rozstaniem z mezem, z którym była 3 lata w małżeństwie nigdy, znaczy trwa to do teraz. Nie jest ona wcale wyjątkiem, przekonałbyś się gdybyś poczytał inne fora np.
                      Ta osoba akurat religijna nie jest, ale wlasnie dla osób religijnych bardzo często rozstanie z sakramentalnym małżonkiem jest nie do przyjęcia. Bo taka osoba naprawdę wierzy, ze musi mu dochować wierności do śmierci, a to oznacza życie samotne (w sensie bez partnera życiowego). Jeśli taka osoba pragnie mieć dzieci, a nie zrealizowała swego pragnienia w rozpadłym sakramentalnym związku, to cierpi podwójnie, bo wg jej zasad swiatopogladowych już tego pragnienia nie zrealizuje. Oczywiście możemy takiej postawy nie rozumieć, w sensie braku zrozumienia dla takich wierzeń, ale SV nakazuje ja szanować.
                      >
                      > No właśnie NIE, to mozna nazwać traumą!

                      ano właśnie, a dlaczego? ja nie dostałam depresji po śmierci Taty, przeciwnie - wykazałam spora aktywnośc w załatwianiu niezbędnych spraw. Czyli da się?
                      Da, ale jestem innej konstrukcji psychicznej od tej dziewczyny w ogóle, a poza tym byłam w innej sytuacji w chwili Jego śmierci. Tak samo inaczej przezywa rozwód ten kto go chciał, bo chciał formalnie rozstać się ze współmałżonkiem, inaczej ktoś kto wcale tego nie chciał, ale musiał to zrobić, inaczej ten kto ma nadzieję na ułożenie sobie jeszcze życia z kims innym, inaczej ktoś kto tej nadziei nie ma.
                • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 11:03
                  > urko70 napisał:
                  > Czy aby nie mylisz traumy z czasem zaraźliwą histerią?
                  >
                  > a skad wiesz ze dla dziewczyny rozstanie po roku nie moze byc trauma?
                  > a tym bardziej rozejscie sie z mezem?

                  Na to odpowiedziałem Ci w poprzednim poście, będę tak uprzejmy, że powtórzę:
                  "To, że jakaś panna dostaje trwałego uszkodzenia mózgu
                  na skutek niedostania się na koncert dżastina bibera, czy rozstania
                  z chłopcem czy też mężem po 2 latach ślubu to są sytuacje wyjątkowe
                  i nie porównywalne z prawdziwymi problemami."


                  Dopowiem, że sytuacje wyjątkowe nie mają wpływu na ogólne prawidłowości.

                  Dopowiem również, że jest coś takiego jak żałoba, jedną z jej funkcji jest "dojście" danej osoby do równowagi psychicznej po stracie bliskiej sobie osoby. I żałoba trwa zazwyczaj ok roku. Tak się powszechnie przyjęło na podstawie doświadczenia / obserwacji po jakim czasie ludzie dochodzą do siebie.

                  Jeśli chcesz stawiać na równi rozstanie się małżonków ze śmiercią dziecka to życzę sukcesów, pytanie tylko czy i jakie masz ku temu podstawy.
                  • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 12:10
                    urko70 napisał:
                    >
                    > Dopowiem również, że jest coś takiego jak żałoba, jedną z jej funkcji jest "doj
                    > ście" danej osoby do równowagi psychicznej po stracie bliskiej sobie osoby. I ż
                    > ałoba trwa zazwyczaj ok roku
                    . Tak się powszechnie przyjęło na podstawie doświad
                    > czenia / obserwacji po jakim czasie ludzie dochodzą do siebie.


                    myślisz się Urko - poczytaj dokładnie podręcznik SV pani Konstancji H, który zdaje się kiedyś cytowałeś (chyba Ty), taki przedwojenny smile Przekonasz się, że żałoba zwyczajowa w jej czasach nie trwała wcale rok w przypadku każdej śmierci bliskiego. OKAZYWANIA jej oczekiwano od ludzi "z towarzystwa" zależnie od stopnia pokrewieństwa/spowinowacenia ze zmarłym - o ile dobrze pamiętam po małżonku było to 1,5 roku, po rodzicu - 1 rok, a po dziadkach - 0,5 roku. Nie miało przy tym wcale znaczenia w jakich relacjach pozostawałeś ze zmarłym - serdecznych, bliskich, czy obojętnych - tak po prostu wypadało.
                    >
                    > Jeśli chcesz stawiać na równi rozstanie się małżonków ze śmiercią dziecka to ży
                    > czę sukcesów, pytanie tylko czy i jakie masz ku temu podstawy.


                    Widzisz Urko, nadal nie pojmujesz, albo nadal udajesz. To nie Dama cos stawia na równi, czy "nierówni" tylko każdy ma swoje "stawianie" i wypada to szanować. To jak kto cos co go dotyczy widzi, odczuwa jest podyktowane wieloma względami i okolicznościami.
                    Ja się z rozstania z eksmezem cieszyłam, bo ja tego chciałam. Z rozstania z ekspartnerem się nie cieszyłam, choć też ja podjęłam tę decyzję, bo kochałam tego człowieka i wówczas nie wyobrazałam sobie zycia z kims innym.
                    Nie da się obiektywnie ocenić co powinno być dla kogoś tragedią, czy dramatem. Sądze, ze wspomniany ojciec mego kolegi, który przez 20 parę lat nie odczuwał potrzeby by go poznac bodaj, nie przezywałby dramatu z powodu śmierci tego kolegi, choć nominalnie ten kolega był (bo to ojciec zszedł był już) jego dzieckiem.
          • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 09:36
            urko70 napisał:

            > Po pierwsze nie odnosisz się do konkretnych wypowiedzi.

            Bo nie musze Baba np. wie, o które wypowiedzi mi chodzi smile

            > Po drugie zawarłaś tam magiczne "m.in." czyli dajesz do zrozumienia ze chodzi
            > również o inne osoby.


            Bo także inne osoby w tym tonie pisały, ale nie pamiętam które - Baba na pewno.


            > Pisanie o traumie w nawiązaniu do rozstania które miało miejsce rok temu jest c
            > o najmniej śmieszne. Traumę przeżywa rodzic po śmierci dzieci etc ale nie dziew
            > czyna która ODESZŁA od męża rok temu.


            a skąd TY niby to wiesz? W dodatku piszesz ogólnie, a zatem nie tylko o tej Monice, ale o każdej kobiecie w adekwatnej sytuacjismile
            Może odeszła, bo maż ja zdradzał, a ona go bardzo kochała i nadal kocha?
            Na jakiej podstawie TY masz prawo oceniać kto ma prawo mieć traumę i po czym i jak długo, a kto nie? Nawet gdybyś był psychologiem/psychiatrą nie podjąłbyś się takiej oceny na podstawie tego co napisała autorka wątku.

            >
            > Niemniej jednak jesli rzeczywiście chodzi o osoby w traumie to takim osobom wol
            > no wszystko.


            Nie, nie wszystko. Nie wolno im np. obrazać innych, opowiadać kłamstw, które mogłyby inne osoby postawić w złym świetle. Np. w przypadku Moniki nie wolno jej mówić, ze odeszła od meza, bo ja bił, jeśli odeszła z innego powodu. Bo bicie kogoś jest wyjątkowo ohydne i nie godzi się oczerniać kogoś, ze czynił coś takiego.

            >
            > A czemuż to(?) przecież ma trzecią zmianę i rzeczywiście jest w pracy.


            Myslisz, że jeśli rozstali się rok temu to zna zmiany w jego pracy? No możliwe smile Ja np. sporo wiem o moim ekspartnerze - no. gdzie jest w tej chwili i co robi, a rozstaliśmy się 9 lat temu prawie smile Ale jeśli tak jest w przypadku Moniki także, to powiedziała prawdę - maż w domu jest - swoim/czyimssmile

            >
            > Chodzi Ci o to, że córka Twojej siostry okłamuje Cię prosto w oczy, a Ty się uś
            > miechasz do
            > nich obu i udajesz, że deszcz pada?


            tak, właśnie tak. Jeśli kłamie mnie w temacie dotyczącym jej prywatnych spraw, które nijak się do mnie mają to właśnie tak robię. Moja siostra ma co prawda synka i to tak małego, ze jego kłamstwo jakiekolwiek nie miałoby żadnego znaczenia, ale rozumiem, ze piszesz ogólnie. Zatem TAK! Udaję, ze nie mam pojęcia, ze jestem okłamywana.

            >
            > I wtedy właściwie oceniamy taką Monikę: kłamliwa gówniara, przed obiadem okłama
            > ła wujka, ze Jacek w domu, a po deserze wyszło przypadkiem, że rok temu odeszła
            > od męża.


            No i tak sobie MYSLIMY o Monice (ja niekoniecznie, bo nie wiem dlaczego kłamała) i na tym koniec. Nasze prawo tak myśleć. Komentowanie i dyskusja na ten temat jest poza nawiasem SVsmile
            • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 10:41
              kora3 napisała:

              > > Po pierwsze nie odnosisz się do konkretnych wypowiedzi.
              > Bo nie musze Baba np. wie, o które wypowiedzi mi chodzi smile

              Na tej zasadzie to nikt niczego nie musi. Ludzie nie muszą przestrzegać prawa, zasad, nie muszą być przyzwoici.

              Stawiasz zarzut to odnieś go do konkretnej wypowiedzi konkretnej osoby.
              Twoja wypowiedż nie była tylko o Babie czy tylko w stosunku do baby, napisałaś wręcz:
              "Niektórzy w tym Baba pisza tak, jakby...."

              > Bo także inne osoby w tym tonie pisały, ale nie pamiętam które - Baba na pewno.

              I o tym właśnie piszę: skoro piszesz o innych to po pierwsze wskaż daną osobę po drugie wskaż konkretną jej wypowiedź. To byłoby uczciwe postawienie sprawy.
              Skoro stawiasz zarzut to wysil się i włóż trochę energii w przedstawienie argumentów.
              Inaczej są to czyste pomówienia.


              >
              > > Pisanie o traumie w nawiązaniu do rozstania które miało miejsce rok temu
              > jest c
              > > o najmniej śmieszne. Traumę przeżywa rodzic po śmierci dzieci etc ale nie
              > dziew
              > > czyna która ODESZŁA od męża rok temu.

              >
              > a skąd TY niby to wiesz? W dodatku piszesz ogólnie, a zatem nie tylko o tej Mon
              > ice, ale o każdej kobiecie w adekwatnej sytuacjismile
              > Może odeszła, bo maż ja zdradzał, a ona go bardzo kochała i nadal kocha?
              > Na jakiej podstawie TY masz prawo oceniać kto ma prawo mieć traumę i po czym i
              > jak długo, a kto nie? Nawet gdybyś był psychologiem/psychiatrą nie podjąłbyś si
              > ę takiej oceny na podstawie tego co napisała autorka wątku.

              Ile osób spotkałaś, o ilu osobach wiesz które na skutek rozstania z małżonkiem doznały trwałych zmian w psychice, a rozstanie to było gwałtowne?
              Ja ani nie spotkałem takich osób ani nie słyszałem o takowych. Oczywiście dopuszczam możliwość zaistnienia wyjątków czyli mówiąc lakonicznie kobieta oszalała bo mąż ją zdradził ale to tylko wyjątki i one nie mają wpływu na zasadę. Poza tym takie wyjątki po jakimś czasie wychodzą z tego stanu. Żałoba po zmarłym również trwa rok.

              Należy odróżnić histerię, rozczarowanie, przykre emocje od traumy, czyli trwałej zmiany w psychice na skutek nagłe zdarzenia.



              > >
              > > Niemniej jednak jesli rzeczywiście chodzi o osoby w traumie to takim osob
              > om wolno wszystko.

              >
              > Nie, nie wszystko. Nie wolno im np. obrazać innych, opowiadać kłamstw, które mo
              > głyby inne osoby postawić w złym świetle. Np. w przypadku Moniki nie wolno jej
              > mówić, ze odeszła od meza, bo ja bił, jeśli odeszła z innego powodu. Bo bicie k
              > ogoś jest wyjątkowo ohydne i nie godzi się oczerniać kogoś, ze czynił coś takie
              > go.

              tak koro... mordować, gwałcić, kraść, molestować też nie wolno....
              heh... sad


              > >
              > > A czemuż to(?) przecież ma trzecią zmianę i rzeczywiście jest w pracy.

              > ]
              >
              > Myslisz, że jeśli rozstali się rok temu to zna zmiany w jego pracy?

              Myślę, że odpowiedź "w pracy" nie powoduje zastanowienia bo rzeczywiście wiele osób pracuje w przeróżnych dniach i godzinach.
              Myślę, że nie rozumiesz, że prawidłową odpowiedzią na pytanie "gdzie Jacek" może być "jest chory". Bo istotą tego pytania nie jest miejsce przebywania a powód nie przybycia.


              > >
              > > Chodzi Ci o to, że córka Twojej siostry okłamuje Cię prosto w oczy, a Ty
              > się uśmiechasz do nich obu i udajesz, że deszcz pada?

              >
              > tak, właśnie tak.

              Każdy z nas jest inny, jedni lubią inni nie lubią jak ktoś z otoczenie próbuje zrobić z nas idiotę.
              • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 11:37
                urko70 napisał:
                >
                > Na tej zasadzie to nikt niczego nie musi. Ludzie nie muszą przestrzegać prawa,
                > zasad, nie muszą być przyzwoici.


                owszem nie muszą - tylko muszą się liczyć z konsekwencjami Urko.
                >
                > Stawiasz zarzut to odnieś go do konkretnej wypowiedzi konkretnej osoby.

                Nie jest to zarzut, a osoba o której wspomniałam konkretnie w założycielskim poscie wie o czym piszę i nie domaga się ani przytoczenia wypowiedzi własnej, ani satysfakcji.

                > Twoja wypowiedż nie była tylko o Babie czy tylko w stosunku do baby, napisałaś
                > wręcz:
                > "Niektórzy w tym Baba pisza tak, jakby...."


                No dokładnie, konkretnie podałam kto na pewno tak pisze, a pozostali wiedzą, czy pisza czy nie smile

                >
                > I o tym właśnie piszę: skoro piszesz o innych to po pierwsze wskaż daną osobę

                WSKAZALAM - Babęsmile żaden inny nick nie padł. Zatem tylko ona moglaby się poczuc pomówiona smile i ona żądać przytoczenia JEJ konkretnej wypowiedzi na podstawie, na podstawie której tak twierdzę. Baba w tym watlu obecna jest/była u nie przypominam sobie, by poczuła się pomówiona i linku do wypowiedzi żądała.

                > Skoro stawiasz zarzut to wysil się i włóż trochę energii w przedstawienie argum
                > entów.
                > Inaczej są to czyste pomówienia.


                Czyżby Twoja reakcja była ilustracja powiedzenia "uderz w stół, a nożyce się odezwą" ?
                Napisałam Ci powyżej, padł jedynie nick Baby i jedynie ona mogłaby poczuć się pomówiona i domagać przytoczenia linku z jej wypowiedzią, albo przeprosin. Nic takiego nie wystąpiło - Baba jedynie argumentuje merytorycznie.

                >
                > Ile osób spotkałaś, o ilu osobach wiesz które na skutek rozstania z małżonkiem
                > doznały trwałych zmian w psychice, a rozstanie to było gwałtowne?


                Kilka. A pojecie trwałości Urko nie odnosi się do 1 roku. Powyzej opisałam 3 prawdziwe zachowania 3 ludzi po śmierci ojców tych ludzi. Które zachowanie jest ok, a które nie? Potrafisz to ocenić?smile

                > Ja ani nie spotkałem takich osób ani nie słyszałem o takowych.

                I co z tego Urko wynika? Nie jesteś psychologiem, ani psychiatrą badającym takie zjawiska i pacjentów, wiec nie masz zielonego pojęcia o temacie i tyle. To, ze TY się z czyms nie spotkałeś, albo nie wiesz, ze spotkałeś taką osobe, bo ci się nie zwierzała wcale nie oznacza ze takie osoby nie istnieją smile_

                Oczywiście dopus
                > zczam możliwość zaistnienia wyjątków czyli mówiąc lakonicznie kobieta oszalała
                > bo mąż ją zdradził ale to tylko wyjątki i one nie mają wpływu na zasadę.


                Jaką zasadę? Możesz mi podac zasadę, która mówi jak należy przezywać rozstanie z mezem i jak długo? Poproszę ...

                Poza t
                > ym takie wyjątki po jakimś czasie wychodzą z tego stanu. Żałoba po zmarłym równ
                > ież trwa rok.


                Coraz bardziej mnie zadziwiasz Urko, naprawdę smile poproszę jeszcze raz o te zasadę z jakiegoś wiarygodnego źródla. Żałoba po zmarłym w sensie nieudzielania się w hucznych zabawach i zachowania kolorystyki stroju trwająca rok (nawiasem mówiąc rok to dopiero od powojnia, bo wcześniej były różne terminy na okoliczność pokrewieństwa ze zmarłym) to forma zwyczajowa. My mówimy o psychice. Poniekąd - nikt nikomu nie zabroni nosic załoby po przyjacielu, z którym się nie było spokrewnionym, choć zasady SV mówią o załobie tylko po bliskich "z urzędu". Nikt nikomu nie zabrania nosić załoby po zmarłym okazując ja zachowaniem i strojem przez 10 lat! Trauma to pojecie PSYCHOLOGICZNE, a nie zwyczajowe. Zwyczajowa roczna załoba po bliskim mija, ale to wcale nie znaczy, ze bliski zmarłego dokładnie rok po jego śmierci musi pogodzić się z ta smiercia, jego brakiem, przestać za num tęsknić i rzucic w wir zabawy.
                >
                > Należy odróżnić histerię, rozczarowanie, przykre emocje od traumy, czyli trwałe
                > j zmiany w psychice na skutek nagłe zdarzenia.


                hehe

                > Myślę, że odpowiedź "w pracy" nie powoduje zastanowienia bo rzeczywiście wiele
                > osób pracuje w przeróżnych dniach i godzinach.
                > Myślę, że nie rozumiesz, że prawidłową odpowiedzią na pytanie "gdzie Jacek" moż
                > e być "jest chory". Bo istotą tego pytania nie jest miejsce przebywania a powód
                > nie przybycia.


                znow mnie zadziwiasz Urko ..najpierw okłamanie wujka, którego bliskośc przejawia się w zaproszeniu "z urzędu" na wesele jest szkaradnym czynem, a teraz już nie, tylko trzeba to zrobić tak, żeby głupio nie wygladalo? To zdecyduj się może.
                Poza tym jaką masz pewności, ze kłamstwo pt. "w pracy" nie spowodowałoby dokładnie takiej samej "interwencji" matki Moniki?
                >
                > Każdy z nas jest inny, jedni lubią inni nie lubią jak ktoś z otoczenie próbuje
                > zrobić z nas idiotę.


                Każdy z nas jest inny, ale zasady SV sa jedne dla wszystkich. Ktoś może poczuć się urazony kłamstwem w takiej sytuacji i przestać przestawać z siostrą i jej córką, ktoś inny może zrozumieć ich sytuację, ale tak czy siak dobre wychowanie wymaga udawanie, ze się o kłamstwie nie wie i niedociekanie w temaciesmile
                • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 12:34
                  kora3 napisała:

                  > > Na tej zasadzie to nikt niczego nie musi. Ludzie nie muszą przestrzegać p
                  > > rawa, zasad, nie muszą być przyzwoici.[/i]
                  >
                  > owszem nie muszą - tylko muszą się liczyć z konsekwencjami Urko.

                  I dochodzimy do sedna: takie rozumienie "muszą" jest czysto filozoficzno-teoretyczne.
                  Wszyscy coś musimy, musimy przestrzegać prawa, zasad, przepisów etc.


                  > > Stawiasz zarzut to odnieś go do konkretnej wypowiedzi konkretnej osoby
                  > .

                  >
                  > Nie jest to zarzut, a osoba o której wspomniałam konkretnie w założyciel
                  > skim poscie wie

                  Sugerowanie złej oceny sytuacji jest zarzutem.
                  W tym poście nie piszesz tylko o babie, słowa "Niektórzy w tym Baba" jasno wskazują że chodzi o większe grono.


                  > > Twoja wypowiedż nie była tylko o Babie czy tylko w stosunku do baby, n
                  > apisałaś
                  > > wręcz:
                  > > "Niektórzy w tym Baba pisza tak, jakby...."

                  >
                  > No dokładnie, konkretnie podałam kto na pewno tak pisze, a pozostali wie
                  > dzą, czy pisza czy nie smile

                  Więc jeśli piszesz również "niektórzy" to wskaż ich i ich wypowiedzi.


                  > > I o tym właśnie piszę: skoro piszesz o innych to po pierwsze wskaż dan
                  > ą osobę

                  >
                  > WSKAZALAM - Babęsmile

                  Innych niż baba, czyli tych których miałaś na myśli pisząc "niektórzy".

                  > > Skoro stawiasz zarzut to wysil się i włóż trochę energii w przedstawie
                  > nie argum
                  > > entów.
                  > > Inaczej są to czyste pomówienia.

                  >
                  > Czyżby Twoja reakcja była ilustracja powiedzenia "uderz w stół, a nożyce się od
                  > ezwą" ?

                  Moja reakcja to wynik alergii na pewną formę pisania, formę w której stawia się zarzuty jakimś innym jakimś nieznanym, to styl polityków typu Macierewicz czy Kaczyński którzy stawiają zarzuty ale nie mają odwagi powiedzieć komu i za co dokładnie.


                  > > Ile osób spotkałaś, o ilu osobach wiesz które na skutek rozstania z małżo
                  > nkiem
                  > > doznały trwałych zmian w psychice, a rozstanie to było gwałtowne?[/i]
                  >
                  > Kilka.

                  Na czym polegały te trwałe zmiany w psychice?
                  Co je odróżniało od normalnego dojrzewania w znaczeniu zmieniania siebie pod wpływem doświadczeń życiowych?
                  Czy i po jakim czasie ustąpiły?


                  > A pojecie trwałości Urko nie odnosi się do 1 roku.

                  Która wypowiedź sugerowała inaczej?


                  > Powyzej opisałam 3 pr
                  > awdziwe zachowania 3 ludzi po śmierci ojców tych ludzi. Które zachowanie jest o
                  > k, a które nie? Potrafisz to ocenić?smile

                  Pisałaś kompletnie nie na temat.
                  Każde z tych zachowań było ok.


                  > > Ja ani nie spotkałem takich osób ani nie słyszałem o takowych.
                  >
                  > I co z tego Urko wynika?

                  To, że znając dziesiątki przeróżnych par które się rozeszły nie słyszałem żeby choćby jedna osoba spośród nich miała taki problem.

                  > Nie jesteś psychologiem, ani psychiatrą badającym taki
                  > e zjawiska i pacjentów, wiec nie masz zielonego pojęcia o temacie i tyle.

                  Skąd wiesz?


                  > To, z
                  > e TY się z czyms nie spotkałeś, albo nie wiesz, ze spotkałeś taką osobe, bo ci
                  > się nie zwierzała wcale nie oznacza ze takie osoby nie istnieją smile_

                  Napisałem o tym poniżej więc po coś o tym napisała?


                  > [i] Oczywiście dopus
                  > > zczam możliwość zaistnienia wyjątków czyli mówiąc lakonicznie kobieta osz
                  > alała
                  > > bo mąż ją zdradził ale to tylko wyjątki i one nie mają wpływu na zasadę.[
                  > /i]
                  >
                  > Jaką zasadę? Możesz mi podac zasadę, która mówi jak należy przezywać rozstanie
                  > z mezem i jak długo? Poproszę ...

                  Zasadę, że rozstania między dorosłymi ludźmi to znacznie mniejszy problem niż gwałtowna śmierć dziecka.



                  > Poza t
                  > > ym takie wyjątki po jakimś czasie wychodzą z tego stanu. Żałoba po zmarły
                  > m równ
                  > > ież trwa rok.

                  >
                  > Coraz bardziej mnie zadziwiasz Urko, naprawdę smile

                  Z przykrością muszę powiedzieć dokładnie to samo o Tobie. sad


                  > poproszę jeszcze raz o te zasadę z jakiegoś wiarygodnego źródla.

                  Ponieważ Ty totalnie ignorowałaś i ignorujesz moje analogiczne prośby to nie dostaniesz żadnego linku.


                  > Żałoba [...] to forma zwyczajowa. My mówimy o psychice.

                  Żałoba ma swoje funkcje m.in. związane z psychiką.

                  > zez 10 lat! Trauma to pojecie PSYCHOLOGICZNE, a nie zwyczajowe. Zwyczajowa rocz
                  > na załoba po bliskim mija, ale to wcale nie znaczy, ze bliski zmarłego dokładni
                  > e rok po jego śmierci musi pogodzić się z ta smiercia, jego brakiem, przestać z
                  > a num tęsknić i rzucic w wir zabawy.

                  Nikt nie twierdził inaczej. Chodzi o to że skoro przeznacza sie rok na adatację do nowych warunków po śmierci mamy, taty etc to tym bardziej po roku czasu dochodzi się po rozstaniu z parnerem czyli nie ma mowy o żadnej traumie trwającej ok rok po rozstyaniu z mężem.
                  A jeśli zachodzi taka sytuacja to jest ty tylko wyjątek.

                  > > Należy odróżnić histerię, rozczarowanie, przykre emocje od traumy, czy
                  > li trwałej zmiany w psychice na skutek nagłe zdarzenia.

                  >
                  > hehe

                  Hihotać to można jeśli zrównuje się ze sobą dwie kompletnie różne sytuacje.
                  • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 12:53
                    urko70 napisał:
                    >
                    > Sugerowanie złej oceny sytuacji jest zarzutem.
                    > W tym poście nie piszesz tylko o babie, słowa "Niektórzy w tym Baba" jasno wska
                    > zują że chodzi o większe grono.


                    Owszem, ale przywołuję TYLKO nick Baby i TYLKO Ona moglaby się poczuć urazona, co nie nastąpiło smile
                    >
                    > Więc jeśli piszesz również "niektórzy" to wskaż ich i ich wypowiedzi.
                    >


                    nie mam takiego obowiązku, nie pamiętam nicków tych osób. Jeśli ktoś się czuje umieszczony wśród niektórych poza Babą, to widać ma powody smile
                    >
                    > Innych niż baba, czyli tych których miałaś na myśli pisząc "niektórzy".
                    >


                    jak wyżej smile
                    >
                    > Moja reakcja to wynik alergii na pewną formę pisania, formę w której stawia się
                    > zarzuty jakimś innym jakimś nieznanym, to styl polityków typu Macierewicz czy
                    > Kaczyński którzy stawiają zarzuty ale nie mają odwagi powiedzieć komu i za co d
                    > okładnie.
                    >


                    Ale ja wskazałam kto dokładnie dodając, ze nie tylko ta osoba (bo nie pamiętam nicków pozostałych. Baby pamiętam, bo ja dobrze znam smile)
                    >
                    > Na czym polegały te trwałe zmiany w psychice?

                    np. na uporczywum nazywaniu swego eksmęża - mezem, na niezdrowym zainteresowaniu jego zyciem, na okazywaniu zalu i frustracji z powodu rozstania. To wszystko przez wiele lat od tegoz rozstania.

                    > Co je odróżniało od normalnego dojrzewania w znaczeniu zmieniania siebie pod wp
                    > ływem doświadczeń życiowych?


                    stałość i brak zmiany "temperatury" stanu w czasie.

                    > Czy i po jakim czasie ustąpiły?
                    w przypadku jednej z tych osób ustały w chwili jej śmierci, co do pozostałych paru nie wiem bo nie mam z nimi kontaktu, w przypadku reszty nie ustąpiły.
                    >
                    >
                    > Pisałaś kompletnie nie na temat.
                    > Każde z tych zachowań było ok.


                    No właśnie, bo okoliczności były inne.

                    >
                    > To, że znając dziesiątki przeróżnych par które się rozeszły nie słyszałem żeby
                    > choćby jedna osoba spośród nich miała taki problem.


                    i co z tego? Nawiasem mówiąc, jak to mawiał pewien mój wykladowca z dziedziny bliskiej poprawnemu wyrazaniu się "rozchodzą się szwy, drogi oraz nogi"smile
                    Nie zajmujesz się tym tematem zawodowo, pary te nie musiały ci się opowiadać, zatem to, ze nie spotkałeś takich sytuacji nic nie znaczy.
                    >
                    > Skąd wiesz?

                    Bo gdybyś miał bodaj teoretyczna wiedzę w temacie (np. hobbystyczną), to nie pisałbyś tego, co napisałeś smile
                    >
                    > Zasadę, że rozstania między dorosłymi ludźmi to znacznie mniejszy problem niż g
                    > wałtowna śmierć dziecka.


                    Bo TY tak oceniasz? Bo TY tak odczuwałbyś? Nie ma zasady co i jak kto ma przezywać, co powinno dla kogos stanowic większy problem, ból, czy dramat - zrozum. Wszystko zależy raz od okoliczności, dwa od charakteru człowieka.

                    >
                    > Z przykrością muszę powiedzieć dokładnie to samo o Tobie. sad

                    niespecjalnie mnie to wzrusza smile, ale owszem trochę bawi smile
                    >
                    > Ponieważ Ty totalnie ignorowałaś i ignorujesz moje analogiczne prośby to nie do
                    > staniesz żadnego linku.


                    Bo takiej zasady nie ma smile

                    >
                    > Żałoba ma swoje funkcje m.in. związane z psychiką.

                    owszem, ale nie ma zasady psychologicznej mówiącej, ze człowiek po roku ma już się pogodzić ze smiercią zmarłego i hulac, ani zasady, która mówi, ze jeśli po 0,5 roku nie zachowuje załobnego stroju i zachowania to cos z nim nie tak smile
                    >
                    > Nikt nie twierdził inaczej. Chodzi o to że skoro przeznacza sie rok na adatację
                    > do nowych warunków po śmierci mamy, taty etc to tym bardziej po roku czasu doc
                    > hodzi się po rozstaniu z parnerem czyli nie ma mowy o żadnej traumie trwającej
                    > ok rok po rozstyaniu z mężem.


                    nieprawda

                    > A jeśli zachodzi taka sytuacja to jest ty tylko wyjątek.


                    nieprawda
                    • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 14:31
                      kora3 napisała:

                      > > Sugerowanie złej oceny sytuacji jest zarzutem.
                      > > W tym poście nie piszesz tylko o babie, słowa "Niektórzy w tym Baba" jasn
                      > o wskazują że chodzi o większe grono.

                      >
                      > Owszem,

                      Więc miej odwagę wskazać to większe grono.


                      > Więc jeśli piszesz również "niektórzy" to wskaż ich i ich wypowiedzi.
                      >
                      > nie mam takiego obowiązku,

                      W niektórych kręgach ludzie nie czują obowiązku zachowywać się wiarygodnie.


                      > >
                      > > Innych niż baba, czyli tych których miałaś na myśli pisząc "niektórzy".
                      > >

                      >
                      > jak wyżej smile

                      również.


                      > > Moja reakcja to wynik alergii na pewną formę pisania, formę w której s
                      > tawia się
                      > > zarzuty jakimś innym jakimś nieznanym, to styl polityków typu Macierewic
                      > z czy
                      > > Kaczyński którzy stawiają zarzuty ale nie mają odwagi powiedzieć komu i z
                      > a co d
                      > > okładnie.
                      > >

                      >
                      > Ale ja wskazałam kto dokładnie dodając, ze nie tylko ta osoba (bo nie pamiętam
                      > nicków pozostałych. Baby pamiętam, bo ja dobrze znam smile)

                      To trzeba było napisać "baba napisała...." ale NIE, Ty napisałaś "niektóre osoby w tym baba".
                      Bardzo łatwo rzucasz słowa na wiatr nie wiedząc kto i co napisał.
                      Tak, tak, pamietam: nie chce Ci się, nie masz czasu.


                      > > Na czym polegały te trwałe zmiany w psychice?
                      >
                      > np. na uporczywum nazywaniu swego eksmęża - mezem, na niezdrowym zainteresowani
                      > u jego zyciem, na okazywaniu zalu i frustracji z powodu rozstania. To wszystko
                      > przez wiele lat od tegoz rozstania.

                      Rozumiem: przyzwyczajenie, rozżalenie w pakiecie ze wścibskością i brakiem swojego życia.
                      I to rozstanie nastąpiło nagle czyli niczym wypadek samochodowy w czasie którego ktoś umiera. lub umie w ciągu krótkiego czasu?



                      > > Co je odróżniało od normalnego dojrzewania w znaczeniu zmieniania sieb
                      > ie pod wpływem doświadczeń życiowych?

                      >
                      > stałość i brak zmiany "temperatury" stanu w czasie.

                      Gdy kiedyś poczułem na własnej skórze że należy zwolnić przed pewnymi skrzyżowaniami to do tej pory zwalniam i to zachowanie jest stałe i temperatura nie zmienia się. Ty nazwiesz to traumą ja uczeniem się życia, zbieraniem doświadczenia.


                      > > Czy i po jakim czasie ustąpiły?
                      > w przypadku jednej z tych osób ustały w chwili jej śmierci, co do pozostałych p
                      > aru nie wiem bo nie mam z nimi kontaktu, w przypadku reszty nie ustąpiły.

                      No tak tylko my tu mielismy o traumie a nie przyzwyczajeniu czy wścibstwie.


                      > > Pisałaś kompletnie nie na temat.
                      > > Każde z tych zachowań było ok.

                      >
                      > No właśnie, bo okoliczności były inne.

                      No to właśnie piszmy na temat.


                      > > To, że znając dziesiątki przeróżnych par które się rozeszły nie słysza
                      > łem żeby
                      > > choćby jedna osoba spośród nich miała taki problem.

                      >
                      > i co z tego?

                      To, że mało prawdopodobne jest zrównaie stanu w którym ktoś stracił dziecko i stanu w którym ktoś rozszedł się z partnerem.


                      > > Skąd wiesz?
                      >
                      > Bo gdybyś miał bodaj teoretyczna wiedzę w temacie (np. hobbystyczną), to nie pi
                      > sałbyś tego, co napisałeś smile

                      Czyli nie wiesz, a tylko przypuszczasz. Znowu ze swoich przypuszczeń budujesz wiedzę.


                      > > Zasadę, że rozstania między dorosłymi ludźmi to znacznie mniejszy prob
                      > lem niż gwałtowna śmierć dziecka.

                      >
                      > Bo TY tak oceniasz?

                      Nie tylko ja. Tak uznało społeczeństwo wprowadzając żałobę po zmarłym, żałoby po rozejściu nie jakoś nie wprowadziło.
                      Ty oceniasz inaczej?


                      > Bo TY tak odczuwałbyś?

                      Nie tylko ja.
                      Ty odczuwałabyś inaczej?
                      Czy masz lub miałaś dzieci?
                      Kto wg Ciebie ma "większe uprawnienia" to mówienia o tym, czy ktoś kto doświadczył obu stanów Czy ktoś kto doświadczył jednego z tych stanów, a może ktoś kto nie doświadczył ani jedeego ani drugiego?


                      > > Z przykrością muszę powiedzieć dokładnie to samo o Tobie. sad
                      > niespecjalnie mnie to wzrusza smile, ale owszem trochę bawi smile

                      Mnie zaś martwi jakoś tego pisania, rozumienia, relacjonowania.


                      > > Ponieważ Ty totalnie ignorowałaś i ignorujesz moje analogiczne prośby
                      > to nie dostaniesz żadnego linku.

                      >
                      > Bo takiej zasady nie ma smile

                      Możesz tak to sobie tłumaczyć. Jednak powód jest taki jak powyżej napisałem.


                      > > Żałoba ma swoje funkcje m.in. związane z psychiką.
                      >
                      > owszem, ale nie ma zasady psychologicznej mówiącej, ze człowiek po roku ma już
                      > się pogodzić ze smiercią zmarłego i hulac, ani zasady, która mówi, ze jeśli po
                      > 0,5 roku nie zachowuje załobnego stroju i zachowania to cos z nim nie tak smile

                      Znów nadinterpretujesz to co wyczytasz.
                      Ja nie twierdziłem, że po roku każdy ma się pogodzić ze śmiercią czy rozstaniem.
                      Ja twierdziłem i twierdzę, że przyjęto, że +- rok wystarcza na powrót do normalnego funkcjonowania, powrót po śmierci. Więc sugerowanie, ze "Monika" po roku od odejścia
                      od męża była w traumie to zwykła bzdura.


                      > > Nikt nie twierdził inaczej. Chodzi o to że skoro przeznacza sie rok na
                      > adatację
                      > > do nowych warunków po śmierci mamy, taty etc to tym bardziej po roku cza
                      > su doc
                      > > hodzi się po rozstaniu z parnerem czyli nie ma mowy o żadnej traumie trwa
                      > jącej
                      > > ok rok po rozstyaniu z mężem.

                      >
                      > nieprawda
                      >
                      > > A jeśli zachodzi taka sytuacja to jest ty tylko wyjątek.

                      >
                      > nieprawda

                      A coś więcej niż samo "nieprawda"?
                      • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 15:09
                        urko70 napisał:
                        >
                        > Więc miej odwagę wskazać to większe grono.

                        Umiesz przyjać rzeczową i prawdziwą odp.? NIE PAMIETAM nicków! Dlatego też ich nie przytaczałam, żeby nie było sytuacji, ze się pomylę i napiszę ze np. Dama, a to nie dama tylko inna osoba, a mnie się nie wiedzieć dlaczego z Damą skojarzyło. Co do baby mam pewnośc, to jej nick przytoczyłam. Nie ma pretensji. Jeśli uważasz, ze zrobiłam cos niezgodnego z regulaminem forum - napisz do administracji.
                        W gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia kto konkretnie tak stawiał sprawę, a bardziej - dlaczego. Ale że tamten wat ma od groma postów, które czytałam niekoniecznie zapamiętując danego autora, a nie chciałam być gołosłowna to powołałam się na nick, który na pewno kojarze. Jaki masz nadal problem?
                        >
                        > W niektórych kręgach ludzie nie czują obowiązku zachowywać się wiarygodnie.

                        masz rację, co to ma do rzeczy?,
                        >
                        > To trzeba było napisać "baba napisała...." ale NIE, Ty napisałaś "niektóre osob
                        > y w tym baba".


                        Bo Tobie się tak podoba? Mam wrazenie, ze po prostu się chcesz przyczepić, a nie za bardzo masz do czego, wiec sobie to wydumałeśsmile

                        > Bardzo łatwo rzucasz słowa na wiatr nie wiedząc kto i co napisał.

                        No właśnie WIEDZAC - Baby posty tak odbierałam (niektóre). Innych użytkowników forum tez, ale nie pamiętam ich nicków, a nie mam czasu czytać od nowa tamtego wątku.

                        > Tak, tak, pamietam: nie chce Ci się, nie masz czasu.

                        tak dokładnie i nic w tym dziwnego. Poza tym tak naprawdę istota problemu nie ykwi w tym kto tak pisał, a w tym dlaczego.
                        >
                        > Rozumiem: przyzwyczajenie, rozżalenie w pakiecie ze wścibskością i brakiem swo
                        > jego życia.


                        no tak, ale normalnie każde uczucie pozytywne czy negatywne z czasem traci na intensywności. Najwieksza radośc z czasem przechodzi w zadowolenie, najgoretsza nienawiść w lodowatą obojetnośc itd. Jeśli tak się nie dzieje to cos jest nie tak.
                        Nie wiem czy wiesz, ale gwałtowne uczucia, obojętnie - pozytywne, czy negatywne trwające b. długo niszcza nie tylko naszą psychikę, ale fizycznie organizm.
                        Bardzo przyjemnym na ogół stanem np. tzw. stan ostrego zakochania. Chodzimy 5 metrow nad ziemią, wszystko na się podoba, myslimy prawie caly czas o obiekcie uczuc, a to powoduje motylki w brzychu, przyspieszony rytm serca, wydzielanie serotoniny i endorfin, nie chce nam się specjalnie jesc, ani spać ...Czy ten opis coś ci przypomina? Jeśli nie, to zdradzę - stan jest podobny jak po zażyciu środków odurzających. Przyjemny, ale jeśli długo trwa - niebezpieczny. Dlatego nasz organizm naturalnie się broni przed przedłużaniem się takiego stanu. Czasem bywa jednak, ze ktoś ma taką psychikę, ze się nie broni, a ponadto podsyca jakieś emocje sam z siebie, bez impulsów z zewnątrz.

                        > I to rozstanie nastąpiło nagle czyli niczym wypadek samochodowy w czasie któreg
                        > o ktoś umiera. lub umie w ciągu krótkiego czasu?


                        Nie pamiętam wszystkich rozstań osób, o których napisałam. w kilku przypadkach na pewno rozstania można się było spodziewać.
                        >
                        > Gdy kiedyś poczułem na własnej skórze że należy zwolnić przed pewnymi skrzyżowa
                        > niami to do tej pory zwalniam i to zachowanie jest stałe i temperatura nie zmie
                        > nia się. Ty nazwiesz to traumą ja uczeniem się życia, zbieraniem doświadczenia.


                        To jest zupełnie co innego Urko. Doświadczenie nas uczy i wzmacnia - np. mając za sobą rozstanie już wiemy, ze zaklęcia pt. do końca zycia mogą nie zadziałać i liczymy się z tym.
                        Ja piszę o czymś zupełnie innym, co opisałam powyżej. Normalnie ostre stany emocjonalne muszą nam mijać, bo inaczej nasz organizm oraz psychika by tego nie wytrzymywały. Jes;i nie mijają - nie jest to dobre i zdrowe.
                        >
                        > No tak tylko my tu mielismy o traumie a nie przyzwyczajeniu czy wścibstwie.

                        Przyzwyczajenie do poruszania tematu jaki to eksmąż straszny i jaką krzywde wyrządził po 20 latach od rozstania przy każdej okazji do rozmowy o czymkolwiek?
                        >
                        > No to właśnie piszmy na temat.

                        No toz piszemy: nie można ocenić jednoznacznie sytuacji, czy zachowania, gdy nie znasz okoliczności. Tymczasem Ty piszesz, że po roku od rozstania kobieta już powinna pogodzić się z rozpadem związku. A dlaczego nie po pół? Ja się "pogodziłam" od razy i radośnie gdy mój eksmąż się wyprowadzał, czułam radość i ulgę - cos ze mną nie tak?
                        >
                        > To, że mało prawdopodobne jest zrównaie stanu w którym ktoś stracił dziecko i s
                        > tanu w którym ktoś rozszedł się z partnerem.


                        Sądzę, ze ów opisany tu ojciec mojego kolegi na pewno bardziej przejąłby się rozstaniem ze swą dtuga zoną do której odszedł od pierwszej i z którą zyl do śmierci, niż smiercia swego dziecka, a mojego kolegi, bo przez ponad 20 lat nie interesował się nawet jak on wygląda.
                        Ty wartościujesz pod swoim kątem - Ty sądzisz (czy tez wiesz z doświadczenia, oby nie) ze tak byłoby w Twoim przypadku. Wierzysz, ze można się niespecjalnie zmartwić śmiercią swego dziecka? No to proszę: sąsiadka moich rodziców odetchnęła, gdy zapił się na smierć jej syn. Bo wreszcie mogla spokojnie zyć, bez awantur. To było niewątpliwie jej dziecko. a kiedu zmarl jej maz to rozpaczała... Jakies wnioski?
                        >
                        > Czyli nie wiesz, a tylko przypuszczasz. Znowu ze swoich przypuszczeń budujesz w
                        > iedzę.


                        Urko. moja mama jest psychologiem smile I naprawdę rozmawiałam z nią na wiele tematów związanych z jej zawodem, czytałam obecne w domu publikacje, bo sama interesuje się tą dziedziną wiedzysmile Żaden fachowiec nie wyrazałby w tym temacie opinii podobnych do Twoichsmile
                        >
                        > Nie tylko ja. Tak uznało społeczeństwo wprowadzając żałobę po zmarłym, żałoby p
                        > o rozejściu nie jakoś nie wprowadziło.


                        Nikt nie "wprowadzał" Urko. Kult zmarłych i określone zachowanie zywych w obliczu i po śmierci zmarłych datuje się od początku powstania stad ludzkich. Wiązą się m.in z mistyka śmierci, a nie z psychologią. Były ludu, które tańczyły na grobach bliskich zmarłych ciesząc się, ze połączyli się z bóstwem. Pierwsi chrześcijanie uznawali smierć, szczególnie zadaną z powodu wiary za błogosławieństwo dla zmarłego. podobnie cześc muzułmanów sądzi do dziś.

                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :
                        • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? cd 09.01.14, 15:23
                          urko napisał:

                          > Ty oceniasz inaczej?
                          >


                          nie oceniam wcale, ocene tę pozostawiam temu, kogo dotyczy sprawa.
                          >
                          > Czy masz lub miałaś dzieci?


                          Nie, ale to czy sam doswiadczyłes czegoś/możesz doswiadczyc nie uprawnia Cię do oceny co w takiej sytuacji powinni czuc inni.
                          Rozwiodles się? No jeśli nie, to wiedz, ze to bułka z masłem smile Dla mnie - z tym człowiekiem, wtedy, a nie dla każdego w każdej sytuacji.

                          > Kto wg Ciebie ma "większe uprawnienia" to mówienia o tym, czy ktoś kto doświadc
                          > zył obu stanów Czy ktoś kto doświadczył jednego z tych stanów, a może ktoś kto
                          > nie doświadczył ani jedeego ani drugiego?


                          Do mówienia ma prawo każdy, do oceny odczuć konkretnej osoby - tylko ona sama. Piszesz tak, jakbys nie pojmował co to jest prawda subiektywna. odczuwanie danej sytuacji, zależnie od psychuki i okoliczności jest prawdą subiektywną.
                          Nawet wówczas, gdy mamy osobiste doświadczenie w czymś co jest związane ze stanem emocjonalnym nie możemy naszego doświadczenia transponować na wszystkich. bo,. znów powtórzę, wszystko zależy od okoliczności i psychiki tego, kogo w danej chwili dotyczy. Vide przykład 3 roznych zachowań po śmierci ojca oraz ulga po śmierci syna - pijaka sasiedki mojej mamy.

                          >
                          > Mnie zaś martwi jakoś tego pisania, rozumienia, relacjonowania.

                          no to popraw się JAKOŚ smile
                          >
                          > Możesz tak to sobie tłumaczyć. Jednak powód jest taki jak powyżej napisałem.

                          kompletnie niewiarygodny smile
                          >
                          > Znów nadinterpretujesz to co wyczytasz.
                          > Ja nie twierdziłem, że po roku każdy ma się pogodzić ze śmiercią czy rozstaniem


                          po co zatem przywołujesz "przykład" ZWYCZAJOWEJ obecnie rocznej żałoby?
                          > .
                          > Ja twierdziłem i twierdzę, że przyjęto, że +- rok wystarcza na powrót do normal
                          > nego funkcjonowania, powrót po śmierci. Więc sugerowanie, ze "Monika" po roku o
                          > d odejścia
                          > od męża była w traumie to zwykła bzdura.


                          Pisałam Ci już - ów rok to nic związanego z psychologią, a z panującym OBECNIE zwyczajem smile

                          > > > A jeśli zachodzi taka sytuacja to jest ty tylko wyjątek.[/i]
                          znow, nieprawda smile
                          > >
                          > A coś więcej niż samo "nieprawda"?

                          podalam ci argumenty - chociażby ten swiatopogladowy.
                          • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? cd 09.01.14, 15:52
                            kora3 napisała:

                            > > Ty oceniasz inaczej?
                            >
                            > nie oceniam wcale, ocene tę pozostawiam temu, kogo dotyczy sprawa.

                            A społeczeństwo oceniło i "wprowadziło żałobę po zmarłym, żałoby po rozejściu nie jakoś nie wprowadziło. "


                            > Czy masz lub miałaś dzieci?
                            >
                            > Nie, ale to czy sam doswiadczyłes czegoś/możesz doswiadczyc nie uprawnia Cię do
                            > oceny co w takiej sytuacji powinni czuc inni.

                            A widzisz, społeczeństwo obserwując zachowania wielu różnych jednostek i to na przestrzeni wielu pokoleń, w wielu różnych sytuacjach uznało, że należy wprowadzić coś takiego jak żałobę po zmarłym a po rozstaniu z mężem nie wprowadzono.


                            > Rozwiodles się? No jeśli nie, to wiedz, ze to bułka z masłem smile Dla mnie - z ty
                            > m człowiekiem, wtedy, a nie dla każdego w każdej sytuacji.

                            Mam więcej doświadczenia w omawianych kwestiach niż Ty.
                            I co istotniejsze, społeczeństwo ma tego doświadczenia jeszcze więcej.


                            > > Kto wg Ciebie ma "większe uprawnienia" to mówienia o tym, czy ktoś kto
                            > doświadc
                            > > zył obu stanów Czy ktoś kto doświadczył jednego z tych stanów, a może kto
                            > ś kto
                            > > nie doświadczył ani jedeego ani drugiego?

                            >
                            > Do mówienia ma prawo każdy,

                            Jak rozumiesz "większe uprawnienia"?


                            > > Mnie zaś martwi jakoś tego pisania, rozumienia, relacjonowania.
                            >
                            > no to popraw się JAKOŚ smile

                            Tak, zjadłem literkę ale ja umiem się do tego przyznać i co więcej ja nie piszę zawodowo.


                            > > Znów nadinterpretujesz to co wyczytasz.
                            > > Ja nie twierdziłem, że po roku każdy ma się pogodzić ze śmiercią czy rozs
                            > taniem

                            >
                            > po co zatem przywołujesz "przykład" ZWYCZAJOWEJ obecnie rocznej żałoby?

                            Ty... koro, Ty w ogóle czytasz co się do Ciebie pisze czy nie zawracasz sobie tym głowy?
                            Nie odwróżniasz zwykłej tęsknoty za kimś bliskim od traumy?


                            > > Ja twierdziłem i twierdzę, że przyjęto, że +- rok wystarcza na powrót
                            > do normal
                            > > nego funkcjonowania, powrót po śmierci. Więc sugerowanie, ze "Monika" po
                            > roku o
                            > > d odejścia
                            > > od męża była w traumie to zwykła bzdura.

                            >
                            > Pisałam Ci już - ów rok to nic związanego z psychologią, a z panującym OBECNIE
                            > zwyczajem smile

                            Ale to że Ty tak napisałaś to nie znaczy ze tak jest.
                            Tak NIE JEST.
                            Poczytaj sobie o funkcji żałoby.
                            • kora3 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? cd 10.01.14, 07:26
                              urko70 napisał:
                              >
                              > A społeczeństwo oceniło i "wprowadziło żałobę po zmarłym, żałoby po rozejściu n
                              > ie jakoś nie wprowadziło. "


                              PO ROZSTANIU się! Społeczeństwo wprowadziło ze względu na mistykę śmierci Urko. Jak na domorosłego psychologa to masz wiedzę dość nikła, bo w właśnie w psychologii znane są pojęcia "załoby po stracie" smile

                              >
                              > A widzisz, społeczeństwo obserwując zachowania wielu różnych jednostek i to na
                              > przestrzeni wielu pokoleń, w wielu różnych sytuacjach uznało, że należy wprowad
                              > zić coś takiego jak żałobę po zmarłym a po rozstaniu z mężem nie wprowadzono.


                              Urko, nie masz racji, a upierasz się.
                              >
                              > Mam więcej doświadczenia w omawianych kwestiach niż Ty.
                              > I co istotniejsze, społeczeństwo ma tego doświadczenia jeszcze więcej.


                              Tłumaczyłam Ci - własne doświadczenie ma tu znaczenie o tyle, o ile. Kazda sprawa zyciowa jest osadzona w realiach: czasie, miejscu i emocjach. Na taką samą sprawę człowiek może zareagować dziś tak, za 10 lat inaczej - bo jest w innej sytuacji, bo ma większe doświadczenie (osobiste, o sobie), bo są inne okoliczności. Nie można innych mierzyc swoja miarą - skoro ja tak przezywałem/przezywałbym - inni też tak mają. Nie!

                              >
                              > Jak rozumiesz "większe uprawnienia"?
                              >


                              To nie ja uzyłam tego pojęcia Urko, tylko TYsmile Ja nie uznaje "większych uprawnień" w zakresie oceny cudzych emocji przez innych wyłączając specjalistów.
                              >
                              > Tak, zjadłem literkę ale ja umiem się do tego przyznać i co więcej ja nie piszę
                              > zawodowo.


                              hehe
                              >
                              > Ty... koro, Ty w ogóle czytasz co się do Ciebie pisze czy nie zawracasz sobie t
                              > ym głowy?
                              > Nie odwróżniasz zwykłej tęsknoty za kimś bliskim od traumy?


                              Odróżniam - natomiast mam wrazenie, ze Ty nie odróżniasz ZWYCZAJU od procesu adaptacji Urko.
                              >
                              > Ale to że Ty tak napisałaś to nie znaczy ze tak jest.
                              > Tak NIE JEST.
                              > Poczytaj sobie o funkcji żałoby.


                              Czytalam, nie pojmujesz w czym rzecz. Tak naprawdę żałoba, która obowiązuje zwyczajowo obecnie jest zupełnie zbedna. a jest taka, bo w obecnych czasach, poza kregami dyplomacji nie obowiązuje wcale koniecznośc towarzyskiego udzielania się, ani - nieudzielania. Kiedyś było inaczej - osoba/osoby z towarzystwa musiały się udzielać towarzysko inaczej "nie istniały" społecznie w swej sferze. Żałoba je z tego w zakresie różnym i okresie różnym zwalniała.
                              Gdyby było jak piszesz żałoba zwalniałaby człowieka nie tylko z towarzyskich, ale przede wszystkim ZAWODOWYCH obowiązków na rok. Bo przecie się adaptuje do nowej sytuacji. Tak nie jest - masz pare dni urlopu okolicznościowego na formalności i pogrzeb, potem masz wracac do pracy. Jeśli sobie nie radzisz - możesz za zgoda pracodawcy wziąć urlop wypoczynkowy, ale nie masz go na rok. Na rok tylko bezpłatny możesz wziąć. Jeśli Twój stan po śmierci bliskiego jest b. zły - do lekarza i ewentualnie zwolnienie lekarskie, ale też nie na rok. Zatem sam widzisz, ze zwyczajowa żałoba nie ma nic wspólnego z faktycznym adaptowaniem się do nowej sytuacji po śmierci bliskiej osoby. Musisz wracać do pracy z założenia po kilku dniach, pewnie szefpstwo i współpracownicy dadzą ci pare dni luzu jeszcze, ale na tym koniec.
                              • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? cd 13.01.14, 13:03
                                kora3 napisała:

                                > urko70 napisał:
                                > >
                                > > A społeczeństwo oceniło i "wprowadziło żałobę po zmarłym, żałoby po ro
                                > zejściu nie jakoś nie wprowadziło. "

                                >
                                > PO ROZSTANIU się! Społeczeństwo wprowadziło ze względu na mistykę śmierci Urko.
                                > Jak na domorosłego psychologa to masz wiedzę dość nikła, bo w właśnie w psycho
                                > logii znane są pojęcia "załoby po stracie" smile

                                "Przeżywanie żałoby pełni bardzo ważną funkcję adaptacyjną. Jest to proces społecznej, somatycznej i psychologicznej reakcji, będącej odpowiedzią na utratę, wraz ze wszystkimi konsekwencjami. Mimo, że zewnętrznie może przypominać chorobę, trzeba zawsze pamiętać, że żałoba jest zdecydowanie naturalną reakcją na krytyczne wydarzenie śmierci. "
                                Ot pierwsze lepsze źródło: funkcje żałoby

                                Dasz linka do źródła w którym będzie o żałobie po rozstaniu z mężem?



                                > >
                                > > A widzisz, społeczeństwo obserwując zachowania wielu różnych jednostek i
                                > to na
                                > > przestrzeni wielu pokoleń, w wielu różnych sytuacjach uznało, że należy w
                                > prowad
                                > > zić coś takiego jak żałobę po zmarłym a po rozstaniu z mężem nie wprowadz
                                > ono.

                                >
                                > Urko, nie masz racji, a upierasz się.

                                Żałoba po śmierci jest. Pokaż żałobę po rozstaniu.


                                > > Mam więcej doświadczenia w omawianych kwestiach niż Ty.
                                > > I co istotniejsze, społeczeństwo ma tego doświadczenia jeszcze więcej.

                                > ]
                                >
                                > Tłumaczyłam Ci - własne doświadczenie ma tu znaczenie o tyle, o ile. Kazda spra
                                > wa zyciowa jest osadzona w realiach: czasie, miejscu i emocjach. Na taką samą s
                                > prawę człowiek może zareagować dziś tak, za 10 lat inaczej - bo jest w innej sy
                                > tuacji, bo ma większe doświadczenie (osobiste, o sobie), bo są inne okolicznośc
                                > i. Nie można innych mierzyc swoja miarą - skoro ja tak przezywałem/przezywałbym
                                > - inni też tak mają. Nie!

                                Tłumaczyć to może ktoś kto ma więcej wiedzy. Ty conajwyżej przedstawiasz swoje zdanie.
                                Istotne tu było drugie zdanie, do którego nie odniosłaś się.



                                > >
                                > > Jak rozumiesz "większe uprawnienia"?
                                > >

                                >
                                > To nie ja uzyłam tego pojęcia Urko, tylko TYsmile

                                Chcesz powiedzieć, że nie rozumiesz niczego co napisał ktoś inny niz Ty?



                                > > Tak, zjadłem literkę ale ja umiem się do tego przyznać i co więcej ja
                                > nie piszę
                                > > zawodowo.

                                >
                                > hehe

                                I takimi właśnie argumentami posługujesz się.



                                > > Ty... koro, Ty w ogóle czytasz co się do Ciebie pisze czy nie zawracas
                                > z sobie t
                                > > ym głowy?
                                > > Nie odwróżniasz zwykłej tęsknoty za kimś bliskim od traumy?

                                >
                                > Odróżniam

                                Wiec daruj sobie sugestie, że tęskntoa za kimś to trauma.


                                > > Ale to że Ty tak napisałaś to nie znaczy ze tak jest.
                                > > Tak NIE JEST.
                                > > Poczytaj sobie o funkcji żałoby.

                                >
                                > Czytalam, nie pojmujesz w czym rzecz. Tak naprawdę żałoba, która obowiązuje
                                > zwyczajowo
                                obecnie jest zupełnie zbedna.

                                Poza tym, że to oczywista bzdura to dawno nie miałaś styczności z ludźmi którym ktoś bliski zmarł.
                                Obserwuję dwie różne kobiety, którym w ostatnim czasie zmarli mężowie, przez pierwsze miesiące było kompletnie nie do życia, po ok 6miesiacach zaczynały wracać do normy. Po ok roku prawie normalnie zaczęły funkcjonować w społeczeństwie. Wcześniej z byle powodu płacz, zamykanie w sobie, żal do całego świata.
                                Jakie Ty masz pojęcie o tym jak one funkcjonowały przed smiercią mężów, i jak zmieniał się ich stan w ciągu pierwszych 12mcy po śmierci... - g wiesz a będziesz kwestionować funkcje adaptacyjne.... i sugerować że to kwestia tylko zwyczajowa.

                                A równocześnie bronisz stanu psychicznego panienki, która odeszła rok temu od męża.
                                • kora3 A to ci ciekawe... 13.01.14, 13:16
                                  urko70 napisał:

                                  > Poza tym, że to oczywista bzdura to dawno nie miałaś styczności z ludźmi którym
                                  > ktoś bliski zmarł.


                                  Zaiste MNIE ojciec zmarl w końcu sierpnia TEGO roku Urko.

                                  > Obserwuję dwie różne kobiety, którym w ostatnim czasie zmarli mężowie, przez pi
                                  > erwsze miesiące było kompletnie nie do życia, po ok 6miesiacach zaczynały wraca
                                  > ć do normy


                                  No widzisz, a moja mama była "nie do życia" przez jakieś 3 tygodnie, potem się wzięła w garśc, bo:
                                  -musiała
                                  -taką ma konstrukcję psychiczną

                                  Funkcjonuje obecnie normalnie. No i?

                                  Po ok roku prawie normalnie zaczęły funkcjonować w społeczeństwie.
                                  > Wcześniej z byle powodu płacz, zamykanie w sobie, żal do całego świata.


                                  No, a moja mama - nie. No i ?

                                  > Jakie Ty masz pojęcie o tym jak one funkcjonowały przed smiercią mężów, i jak z
                                  > mieniał się ich stan w ciągu pierwszych 12mcy po śmierci... - g wiesz a będzies
                                  > z kwestionować funkcje adaptacyjne.... i sugerować że to kwestia tylko zwyczajo
                                  > wa.


                                  aaaaa no właśnie - wreszcie zaświtało swiatełko nadziei, ze rozumiesz to o czym piszę cały czas: to, jak człowiek odnajduje się w każdej trudnej sytuacji zależy od przynajmniej kilku czynników. Jednym z nich jest konstrukcja psychiczna danej osoby i w danej chwili. Kolejnym okoliczności w jakich obiektywnie rzecz się dzieje. itd.
                                  >
                                  > A równocześnie bronisz stanu psychicznego panienki, która odeszła rok temu od m
                                  > ęża.


                                  Niczego nie bronię. Po prostu uznaje prawo człowieka do przezywania osobistych spraw po swojemu.
                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 13.01.14, 13:50
                                    kora3 napisała:

                                    > > Poza tym, że to oczywista bzdura to dawno nie miałaś styczności z ludź
                                    > mi którym ktoś bliski zmarł.

                                    >
                                    > Zaiste MNIE ojciec zmarl w końcu sierpnia TEGO roku Urko.

                                    A równolegle piszesz "ja nie mam problemów ze zrozumieniem tekstów".
                                    TEN rok nie miał jeszcze sierpnia.


                                    > > Obserwuję dwie różne kobiety, którym w ostatnim czasie zmarli mężowie,
                                    > przez pi
                                    > > erwsze miesiące było kompletnie nie do życia, po ok 6miesiacach zaczynały
                                    > wraca
                                    > > ć do normy

                                    >
                                    > No widzisz, a moja mama była "nie do życia" przez jakieś 3 tygodnie, potem się
                                    > wzięła w garśc, bo:
                                    > -musiała
                                    > -taką ma konstrukcję psychiczną
                                    >
                                    > Funkcjonuje obecnie normalnie. No i?

                                    No i nie ma to wpływu na to że społeczeństwo wprowadziło żałobę po śmierci z funkcją adaptacyjną i nie wprowadziło takowej po rozstaniu.


                                    > [i]
                                    > Po ok roku prawie normalnie zaczęły funkcjonować w społeczeństwie.
                                    > > Wcześniej z byle powodu płacz, zamykanie w sobie, żal do całego świata.[/
                                    > i]
                                    >
                                    > No, a moja mama - nie. No i ?

                                    I dziel dalej każdą wypowiedż na elementy i pytaj o to samo.


                                    >
                                    > > Jakie Ty masz pojęcie o tym jak one funkcjonowały przed smiercią mężów, i
                                    > jak z
                                    > > mieniał się ich stan w ciągu pierwszych 12mcy po śmierci... - g wiesz a b
                                    > ędzies
                                    > > z kwestionować funkcje adaptacyjne.... i sugerować że to kwestia tylko zw
                                    > yczajo
                                    > > wa.

                                    >
                                    > aaaaa no właśnie - wreszcie zaświtało swiatełko nadziei, ze rozumiesz

                                    Jak na razie to Ty nie rozumiesz że żałoba ma swoje funkcje.


                                    > to o czym
                                    > piszę cały czas: to, jak człowiek odnajduje się w każdej trudnej sytuacji zale
                                    > ży od przynajmniej kilku czynników. Jednym z nich jest konstrukcja psychiczna d
                                    > anej osoby i w danej chwili. Kolejnym okoliczności w jakich obiektywnie rzecz s
                                    > ię dzieje. itd.

                                    I społeczeństwo na podstawie obserwacji pokoleń wielu ludzi wprowadziło żałobę po śmierci, a ponieważ analogicznych zachowań nie zaobserwowało u istotnej liczby ludzi w przypadku rozstań to żałoby po rozstaniu nie wprowadziło.


                                    > > A równocześnie bronisz stanu psychicznego panienki, która odeszła rok
                                    > temu od m
                                    > > ęża.

                                    >
                                    > Niczego nie bronię. Po prostu uznaje prawo człowieka do przezywania osobistych
                                    > spraw po swojemu.

                                    No proszę Cię..... przecież ten spór powstał od sugestii tego, że taka pytana Monika może być w traumie i wtedy napisałem że tramę to można mieć po śmierci a nie po rozejściu.
                                    • kora3 Re: A to ci ciekawe... 13.01.14, 14:10
                                      urko70 napisał:
                                      >
                                      > A równolegle piszesz "ja nie mam problemów ze zrozumieniem tekstów".
                                      > TEN rok nie miał jeszcze sierpnia.


                                      no tak smile i każdy człowiek rozumiałby, ze to oczywista omyłka, tym bardziej ze mamy początek roku smile

                                      >
                                      > No i nie ma to wpływu na to że społeczeństwo wprowadziło żałobę po śmierci z fu
                                      > nkcją adaptacyjną i nie wprowadziło takowej po rozstaniu.


                                      tak, ale długośc tejże załoby jest sprawą UMOWNĄ
                                      >
                                      > Jak na razie to Ty nie rozumiesz że żałoba ma swoje funkcje.


                                      Gdyby istotnie szło o powror ze tak powiem do równowagi psychicznej w ciągu tego roku, to każdy, kto stracił kokoś bliskiego powinien otrzymywać obligatoryjnie roczny urlop w pracy.
                                      >
                                      > I społeczeństwo na podstawie obserwacji pokoleń wielu ludzi wprowadziło żałobę
                                      > po śmierci, a ponieważ analogicznych zachowań nie zaobserwowało u istotnej licz
                                      > by ludzi w przypadku rozstań to żałoby po rozstaniu nie wprowadziło.


                                      naprawdę albo udajesz, albo co ...

                                      >
                                      >
                                      > No proszę Cię..... przecież ten spór powstał od sugestii tego, że taka pytana M
                                      > onika może być w traumie i wtedy napisałem że tramę to można mieć po śmierci a
                                      > nie po rozejściu.


                                      Niewazne jak co nazwiesz na potrzeby forum. Trauma, załamaniem, problemem - w tym przypadki jeden grzyb! Wazne, że każdy ma prawo przezywac sytuacje go dotyczące (dowolne), jak chce, jak czuje. Nie masz żadnego prawa, ani moralnego, ani innego oceniac po jakim czasie ktoś kto się rozstał z kims ma to już zlewać.
                                      • urko70 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 13:03
                                        kora3 napisała:

                                        > > A równolegle piszesz "ja nie mam problemów ze zrozumieniem tekstów".
                                        > > TEN rok nie miał jeszcze sierpnia.[/i]
                                        >
                                        > no tak smile i każdy człowiek rozumiałby, ze to oczywista omyłka, tym bardziej ze
                                        > mamy początek roku smile

                                        Również uważam, że zdanie o rozumieniu tekstów to oczywista pomyłka.
                                        To samo było z utożsamieniem "nie umieją" z "nie lubią" i wielu innych przypadkach.


                                        > >
                                        > > No i nie ma to wpływu na to że społeczeństwo wprowadziło żałobę po śmierc
                                        > i z funkcją adaptacyjną i nie wprowadziło takowej po rozstaniu.

                                        >
                                        > tak, ale długośc tejże załoby jest sprawą UMOWNĄ

                                        Kolejny przykład na oto ze oczywistą omyłką było zdanie o rozumieniu tekstów.
                                        Istotą tu było to że w sytuacji śmierci wporwadziło a w sytuacji roztsania nie wprowadziło, a Ty się tu o długości...


                                        > >
                                        > > Jak na razie to Ty nie rozumiesz że żałoba ma swoje funkcje.

                                        >
                                        > Gdyby istotnie szło o powror ze tak powiem do równowagi psychicznej w ciągu teg
                                        > o roku, to każdy, kto stracił kokoś bliskiego powinien otrzymywać obligatoryjni
                                        > e roczny urlop w pracy.

                                        Chodzi o rózne kwestie, m.in. adaptacyjne ale to jeszcze nie znaczy, że mają one odzwierciedlenie w przepisach.
                                        To, że komuś zmarł ktoś bliski nie znaczy że nie może wykonywac obowiązków służbowych. To znaczy że taka osoba może być przewrażliwiona na punkcie zmarłej osoby.


                                        > >
                                        > > I społeczeństwo na podstawie obserwacji pokoleń wielu ludzi wprowadziło ż
                                        > ałobę
                                        > > po śmierci, a ponieważ analogicznych zachowań nie zaobserwowało u istotne
                                        > j licz
                                        > > by ludzi w przypadku rozstań to żałoby po rozstaniu nie wprowadziło.

                                        >
                                        > naprawdę albo udajesz, albo co ...

                                        Wniosek jest taki, że zaobserwowane przez pokolenia zachowania wskazują na to ze przezycie śmierci bliskiej osoby jest trudniejszy niż przezycie rozstania.
                                        A to żę są wyjątki... - od wszystkiego są.


                                        > >
                                        > > No proszę Cię..... przecież ten spór powstał od sugestii tego, że taka py
                                        > tana M
                                        > > onika może być w traumie i wtedy napisałem że tramę to można mieć po śmie
                                        > rci a
                                        > > nie po rozejściu.

                                        >
                                        > Niewazne jak co nazwiesz na potrzeby forum. Trauma, załamaniem, problemem - w t
                                        > ym przypadki jeden grzyb! Wazne, że każdy ma prawo przezywac sytuacje go dotycz
                                        > ące (dowolne), jak chce, jak czuje. Nie masz żadnego prawa, ani moralnego, ani
                                        > innego oceniac po jakim czasie ktoś kto się rozstał z kims ma to już zlewać.

                                        Oczywiście, ma prawo, jednak skoro my tu nie mamy wiedzy w jakim stanie była Monika to sugestia o traumie była hipotetyczna a wobec powyższego zajebiście mało prawdopodobna.
                                        • kora3 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 13:38
                                          urko70 napisał:
                                          >
                                          > Również uważam, że zdanie o rozumieniu tekstów to oczywista pomyłka.
                                          > To samo było z utożsamieniem "nie umieją" z "nie lubią" i wielu innych przypadk
                                          > ach.


                                          Twoje czepialstwo staje się załosne smile

                                          > Kolejny przykład na oto ze oczywistą omyłką było zdanie o rozumieniu tekstów.
                                          > Istotą tu było to że w sytuacji śmierci wporwadziło a w sytuacji roztsania nie
                                          > wprowadziło, a Ty się tu o długości...


                                          Wspominam o długości, bo jeszcze nie tak dawno społeczeństwo uznawało rozną jej długośc po różnych członkach rodziny. Teraz ją zrównało - jak to wyjaśnisz? 70-80 lat temu ludzie po dziadkach rozpaczali tylko pół roku, a teraz już mają rozpaczać rok?smile
                                          >
                                          > Chodzi o rózne kwestie, m.in. adaptacyjne ale to jeszcze nie znaczy, że mają on
                                          > e odzwierciedlenie w przepisach.


                                          Zatem w czym maja odzwierciedlenie?

                                          > To, że komuś zmarł ktoś bliski nie znaczy że nie może wykonywac obowiązków służ
                                          > bowych. To znaczy że taka osoba może być przewrażliwiona na punkcie zmarłej oso
                                          > by.
                                          >


                                          Mylisz się - taka osoba MOZE być w stanie psychicznym uniemozliwuającym normalne funkcjonowanie, także zawodowe. Nie MUSI. Tak samo, jak wcale nie MUSI mieć problemu z mówieniem o zmarłej osobie i jej śmierci. Cały czas krecimy się kółko wokół tego, czego zdajesz się nie rozumieć. Mianowicie tego, że każdy INDYWIDUALNIE przezywa pewne sprawy i to jest z psychologicznego punktu widzenia oczywistośc
                                          >
                                          > Wniosek jest taki, że zaobserwowane przez pokolenia zachowania wskazują na to z
                                          > e przezycie śmierci bliskiej osoby jest trudniejszy niż przezycie rozstania.
                                          > A to żę są wyjątki... - od wszystkiego są.


                                          Wiesz, dobra - proste porównanie: Kobietę opuszcza ukochany mąż i umiera jej sędziwy dziadek, który od dawna chorował i wiadomo było, ze śmierć to tylko kwestia czasu. Po dziadku pani ma zachowywać załobe rok, po rozstaniu załoby nie ma zwyczajowo. Jak sadzisz, które z tych wydarzeń jest dla kobiety bardziej trudne? W 8 na 10 przypadków - rozstanie i nikt się temu nie dziwiłby.
                                          Sytuacja inna - kobieta wreszcie rozstaje się z mezem alkoholikiem i jednocześnie traci pracę. Znów w 8na 10 przypadkach utrata pracy jest gorsza dla niej, niż rozstanie z mezem.

                                          >
                                          > Oczywiście, ma prawo, jednak skoro my tu nie mamy wiedzy w jakim stanie była Mo
                                          > nika to sugestia o traumie była hipotetyczna a wobec powyższego zajebiście mało
                                          > prawdopodobna.


                                          Była hipotetyczna, ale zupełnie nie mało prawdopodobna. Powodów, dla kyórych człowiekowi na zajawkę o jakims jego osobistym temacie przewracają się flaki, może być bardzo wiele i wcale nie musi być to wielka mułosc np. do meza od którego się odeszło. ja miałam to szczęście, ze nikt z mojej rodziny bardzo wścibski, ale chociaż ja nie kryłam przed nikim sytuacji rozstania, to samo wspominanie o moim eksmezu było dla mnie b. nieprzyjemne, po prostu dlatego, że bardzo wiele w tym związku przeszłam i wspominanie o nim samo było traumatyczne.
                                          • urko70 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 14:14
                                            kora3 napisała:

                                            > urko70 napisał:
                                            > >
                                            > > Również uważam, że zdanie o rozumieniu tekstów to oczywista pomyłka.
                                            > > To samo było z utożsamieniem "nie umieją" z "nie lubią" i wielu innych pr
                                            > zypadk
                                            > > ach.

                                            >
                                            > Twoje czepialstwo staje się załosne smile

                                            Próbujesz mnie obwiniać za swoje słowa.



                                            > > Kolejny przykład na oto ze oczywistą omyłką było zdanie o rozumieniu t
                                            > ekstów.
                                            > > Istotą tu było to że w sytuacji śmierci wporwadziło a w sytuacji roztsani
                                            > a nie
                                            > > wprowadziło, a Ty się tu o długości...

                                            >
                                            > Wspominam o długości, bo jeszcze nie tak dawno społeczeństwo uznawało rozną jej
                                            > długośc

                                            ALE NIE WPROWADZIŁO PO ROZTSANIU!
                                            Wiec długość żałoby nie ma znaczenia.



                                            > > Chodzi o rózne kwestie, m.in. adaptacyjne ale to jeszcze nie znaczy, ż
                                            > e mają on
                                            > > e odzwierciedlenie w przepisach.

                                            >
                                            > Zatem w czym maja odzwierciedlenie?

                                            W traktowaniu tych ludzi w pewnych tematach z pewną delikatnością i usprawiedliwianiu pewnych ich zachowań.



                                            > Mylisz się - taka osoba MOZE być w stanie psychicznym uniemozliwuającym normaln
                                            > e funkcjonowanie, także zawodowe. Nie MUSI. Tak samo, jak wcale nie MUSI mieć p
                                            > roblemu z mówieniem o zmarłej osobie i jej śmierci.

                                            Jednak społeczeństwo uznało, że wystarczy zwyczajowe delikatniejsze traktowanie a pracować musi. Uznało tak na podstawie wielowiekowych obserwacji, że pracować może ale na pewne tematy moze być przerazliwiona.
                                            Wobec rozstania niczego takiego nie wprowadziło.



                                            > > Wniosek jest taki, że zaobserwowane przez pokolenia zachowania wskazuj
                                            > ą na to z
                                            > > e przezycie śmierci bliskiej osoby jest trudniejszy niż przezycie rozstan
                                            > ia.
                                            > > A to żę są wyjątki... - od wszystkiego są.

                                            >
                                            > Wiesz, dobra - proste porównanie: Kobietę opuszcza ukochany mąż i umiera jej sę
                                            > dziwy dziadek, który od dawna chorował i wiadomo było, ze śmierć to tylko kwest
                                            > ia czasu.

                                            Porównujesz gruszki z marchewką. Za dziadka podstaw wspominane wcześniej ukochane "dziecko" i zrozumiesz.
                                            I wtedy odpowiedz "jak sądzisz..."


                                            > e była Mo
                                            > > nika to sugestia o traumie była hipotetyczna a wobec powyższego zajebiści
                                            > e mało
                                            > > prawdopodobna.[/i]
                                            >
                                            > Była hipotetyczna, ale zupełnie nie mało prawdopodobna.

                                            Niskie prawdopodobieństwo jej wystąpienia udowadnia obserwacja zachowań społęczencyh i wprowadzenie żałoby po śmierci i NIE wprowadzenie po rozstaniu.
                                            • kora3 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 15:15
                                              urko70 napisał:
                                              >
                                              > ALE NIE WPROWADZIŁO PO ROZTSANIU!
                                              > Wiec długość żałoby nie ma znaczenia.


                                              ma bo skoro kiedyś WPROWADZIŁO rózna....Gdyby nie miało, to zawsze byłaby taka sama :smile
                                              A wobec rozstania także wprowadziło, tylko nie w postaci noszenia innych strojów i uczestnictwa w zabawach, tylko w postaci zasad, które mówią, ze z ludźmi nie porusza się tematów drażliwych. To wprowadzenie nazywa się zasady SVsmile

                                              > Porównujesz gruszki z marchewką. Za dziadka podstaw wspominane wcześniej ukocha
                                              > ne "dziecko" i zrozumiesz.
                                              > I wtedy odpowiedz "jak sądzisz..."


                                              ale nie wykręcaj się teraz - dziadek to członek rodziny i po nim tez obowiązuje ROK załoby. Nie ma tu rozgraniczenia na ukochane dziecko i dziadka, wiec nie musze niczego "podstawiać" - w tym właśnie rzecz. Zwyczajowa roczna załoba nie zależy od tego, jaki jest stosunek do śmierci członka rodziny. Ona obowiazuje niezależnie od niego!
                                              To wałsnie usiłuje ci wyjaśnić smile

                                              >
                                              >
                                              > Niskie prawdopodobieństwo jej wystąpienia udowadnia obserwacja zachowań społęcz
                                              > encyh i wprowadzenie żałoby po śmierci i NIE wprowadzenie po rozstaniu.


                                              Ty chyba nie miałeś okazji pogadać nigdy z ludźmi przezywającymi swe rozstanie, sorry.

                                              >
                                              • urko70 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 15:40
                                                kora3 napisała:

                                                > > ALE NIE WPROWADZIŁO PO ROZTSANIU!
                                                > > Wiec długość żałoby nie ma znaczenia.

                                                >
                                                > ma bo skoro kiedyś WPROWADZIŁO rózna....Gdyby nie miało, to zawsze byłaby taka
                                                > sama :smile

                                                bo skoro wprowadziło to....?
                                                Czy to taki okres czy inny, to zawsze jest to istotnie więcej niż NIC w przypadku rozstania.


                                                > A wobec rozstania także wprowadziło, tylko nie w postaci noszenia innych strojó
                                                > w i uczestnictwa w zabawach, tylko w postaci zasad, które mówią, ze z ludźmi ni
                                                > e porusza się tematów drażliwych. To wprowadzenie nazywa się zasady SVsmile

                                                Także wprowadziło (?) żałobę?
                                                Podasz w końcu linka do tej swojej żałoby po rozstaniu czy nadal gołosłowna?


                                                > > Porównujesz gruszki z marchewką. Za dziadka podstaw wspominane wcześni
                                                > ej ukocha
                                                > > ne "dziecko" i zrozumiesz.
                                                > > I wtedy odpowiedz "jak sądzisz..."

                                                >
                                                > ale nie wykręcaj się teraz - dziadek to członek rodziny i po nim tez obowiązuje
                                                > ROK załoby. Nie ma tu rozgraniczenia na ukochane dziecko

                                                Ależ jest, jest..... możesz przeczytać, jest w moim poście, że mowa była o dziecku.


                                                > [i]>
                                                > > Niskie prawdopodobieństwo jej wystąpienia udowadnia obserwacja zachowań s
                                                > połęcz
                                                > > encyh i wprowadzenie żałoby po śmierci i NIE wprowadzenie po rozstaniu.[/
                                                > i]
                                                >
                                                > Ty chyba nie miałeś okazji pogadać nigdy z ludźmi przezywającymi swe rozstanie,
                                                > sorry.

                                                Znów wycieczka osobista ale przynajmniej zabawna, ubawiłaś mnie po pachy.....
                                                • kora3 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 19:54
                                                  urko70 napisał:
                                                  >
                                                  > bo skoro wprowadziło to....?

                                                  to tak obierało smierć - niektóre kultury wprowadziły sobie budowanie zmarłym specjalnych grobów, dawanie do nich kosztowności, wkładanie obola do ust, przyzywanie ich duchów, a nawet jedzenie części ich ciał ..
                                                  >
                                                  > Także wprowadziło (?) żałobę?
                                                  > Podasz w końcu linka do tej swojej żałoby po rozstaniu czy nadal gołosłowna?

                                                  proszę : psycho-help.pl/index.php?idshock_mi%B3o%B6ci
                                                  nadal powiesz, ze takie zjawisko w psychologii nie ejst poznane i opisane? To jest pierwszy z brzegu link i podaje się też LINK (kogo? co? - link jest CZYMŚ)

                                                  >
                                                  > Ależ jest, jest..... możesz przeczytać, jest w moim poście, że mowa była o dzie
                                                  > cku.


                                                  Ale co ma do tego TWOJ post, żałoba zwyczajowa jest po każdym członku rodziny, a nie tylko po dzieckusmile

                                                  >
                                                  > Znów wycieczka osobista ale przynajmniej zabawna, ubawiłaś mnie po pachy.....

                                                  Ta, poczytaj na ten temat to się "ubawisz" smile
                                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 21:14
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > bo skoro wprowadziło to....?
                                                    >
                                                    > to tak obierało smierć -[...]

                                                    Obierało śmierć?! "Litości" o czym Ty piszesz?!


                                                    > > Także wprowadziło (?) żałobę?
                                                    > > Podasz w końcu linka do tej swojej żałoby po rozstaniu czy nadal gołosłow
                                                    > na?
                                                    >
                                                    > proszę : rel="nofollow">psycho-help.pl/index.php?idshock_mi%B3o%B6ci
                                                    > nadal powiesz, ze takie zjawisko w psychologii nie ejst poznane i opisane? To j
                                                    > est pierwszy z brzegu link i podaje się też LINK (kogo? co? - link jest CZYMŚ)

                                                    smile
                                                    No dobrze zacznijmy od tego, ze poproszę o zacytowanie fragmentu bo na wskazanej stronie słowo "żałoba" jest użyte jako uzupełnienie i to w nawiasie.


                                                    > >
                                                    > > Ależ jest, jest..... możesz przeczytać, jest w moim poście, że mowa była
                                                    > o dzie
                                                    > > cku.

                                                    >
                                                    > Ale co ma do tego TWOJ post, żałoba zwyczajowa jest po każdym członku rodziny,
                                                    > a nie tylko po dzieckusmile

                                                    ROTFL
                                                    Bo od mojego postu, droga koro, zaczął się ten spór - podpowiem mowa była o traumie.


                                                    > > Znów wycieczka osobista ale przynajmniej zabawna, ubawiłaś mnie po pa
                                                    > chy.....

                                                    >
                                                    > Ta, poczytaj na ten temat to się "ubawisz" smile

                                                    Och to Ty powinnaś przeczytać, masz tu bezpośredniego linka
                                                  • kora3 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 21:59
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Obierało śmierć?! "Litości" o czym Ty piszesz?!
                                                    skoro nie wiesz...

                                                    > No dobrze zacznijmy od tego, ze poproszę o zacytowanie fragmentu bo na wskazane
                                                    > j stronie słowo "żałoba" jest użyte jako uzupełnienie i to w nawiasie.


                                                    Bo jest to co innego niż zwyczajowa przyjeta załoba w postaci nieuczestniczenia w zabawach i stonowania stroju to jest załoba DUSZY, czy jak wolisz psychiki. Pojecie w psychologii znane od bardzo dawca. Po poronieniu TEŻ nie ma zwyczajowej załoby a mówi się się o niej w zakresie psychologicznej. Każdy kto miał jakikolwiek kontakt z ta nauka o tym wie smile
                                                    >
                                                    > ROTFL
                                                    > Bo od mojego postu, droga koro, zaczął się ten spór - podpowiem mowa była o tra
                                                    > umie.



                                                    I o ŻALObie zwyczajowej wg Ciebie mającej być czasem na adaptację - przypominam ze nie rozgranicza ona załoby po dziecku, a po dziadkach - w obecnym czasie jest to taki sam czas zwyczajowy. nie uznaje też załoby po osobie blsikiej, ale niminalnie obcej, np. po przyjacielu.
                                                    >

                                                    >
                                                    > Och to Ty powinnaś przeczytać, masz tu bezpośredniego linka

                                                    Poczytaj smile więcej zrozumiesz ...
                                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 15.01.14, 23:16
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > Obierało śmierć?! "Litości" o czym Ty piszesz?!
                                                    > skoro nie wiesz...

                                                    Ja gdy nie wiem to pytam, Ty gdy nie wiesz to wymyślasz sobie i już wiesz.
                                                    Ja gdy mnie pytasz to odpowiadam, Ty gdy Cię pytam to opowiadasz przeróżne historie lub w ogóle nie odpowiadasz.


                                                    > > No dobrze zacznijmy od tego, ze poproszę o zacytowanie fragmentu bo na
                                                    > wskazane
                                                    > > j stronie słowo "żałoba" jest użyte jako uzupełnienie i to w nawiasie.

                                                    > ]
                                                    >
                                                    > Bo jest to co innego niż zwyczajowa przyjeta załoba w postaci nieuczestniczenia
                                                    > w zabawach i stonowania stroju to jest załoba DUSZY, czy jak wolisz psychiki.
                                                    > Pojecie w psychologii znane od bardzo dawca. Po poronieniu TEŻ nie ma zwyczajow
                                                    > ej załoby a mówi się się o niej w zakresie psychologicznej. Każdy kto miał jaki
                                                    > kolwiek kontakt z ta nauka o tym wie smile

                                                    Czyli tak jak myślałem, próbujesz postawić znak równości pomiędzy żałobą a czymś na kształt żałoby.


                                                    > > ROTFL
                                                    > > Bo od mojego postu, droga koro, zaczął się ten spór - podpowiem mowa była
                                                    > o tra
                                                    > > umie.

                                                    >
                                                    >
                                                    > I o ŻALObie

                                                    Jak Ci się ładnie nagle przypomniało... ot tak po prostu przeszłaś do porządku.

                                                    > zwyczajowej wg Ciebie mającej być czasem na adaptację - przypominam
                                                    > ze nie rozgranicza ona załoby po dziecku, a po dziadkach - w obecnym czasie je
                                                    > st to taki sam czas zwyczajowy. nie uznaje też załoby po osobie blsikiej, ale n
                                                    > iminalnie obcej, np. po przyjacielu.

                                                    Ależ Ty kręcisz... smile
                                                    Proponuję Ci "test" (mam nadzieję, że pamiętasz skąd ten cudzystów) zapytaj kilka znanych Ci matek i żon, co przeżywałyby bardziej:
                                                    a. śmierć dziecka
                                                    b. rozstanie z mężem.
                                                    Zapytaj ich czy prawdopodobieństwo traumy jest większe przy a czy b.

                                                    > > Och to Ty powinnaś przeczytać, masz tu bezpośredniego linka
                                                    >
                                                    > Poczytaj smile więcej zrozumiesz.

                                                    Ja doskolae rozumiem skąd u Ciebie ciągle ad personam.
                                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 00:15
                                                    urko70 napisał:
                                                    a. śmierć dziecka
                                                    b. rozstanie z mężem.
                                                    Zapytaj ich czy prawdopodobieństwo traumy jest większe przy a czy b.


                                                    a dlaczego to i jedno i drugie nie moze byc traumatycznym przezyciem?
                                                    to czlowiek moze tylko raz w zyciu przezyc traume???

                                                    Minnie
                                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 00:17
                                                    urko70 napisał:
                                                    > a. śmierć dziecka
                                                    b. rozstanie z mężem.
                                                    Zapytaj ich czy prawdopodobieństwo traumy jest większe przy a czy b


                                                    a jeszcze
                                                    a co jesli kobiecie nigdy w zyciu dziecko nie umrze, a odejdzie od meza???

                                                    Minnie
                                                  • kora3 A co jesli 16.01.14, 09:02
                                                    jako ta Monika wcale dziecka nie ma?smile
                                                    No właśnie. Urko stosuje sofistykę typową dla pewnej części ludzi - zdrada partnera. rozstanie, utrata pracy itd. nie mogą być traumą, bo znacznie boleśniejszym przezyciem jest np. dla matki śmierć dziecka.

                                                    Na tej samej zasadzie możemy dowodzić, że smierć 1 dziecka musi być mniej bolesnym przezyciem niż smierć 2 dzieci. Bo przecież 1 to mniej niż 2.
                                                  • urko70 Re: A co jesli 16.01.14, 10:03
                                                    kora3 napisała:

                                                    > jako ta Monika wcale dziecka nie ma?smile

                                                    Może mieć dziecko jako matka.
                                                  • kora3 Re: A co jesli 16.01.14, 10:06
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Może mieć dziecko jako matka.

                                                    Że co??? Może mieć za 5 lat? No i ? Teraz NIE MA, wiec jak ma porównać sytuację autentycznego rozstania z męzem z hipotetyczna śmiercią dziecka, które może kiedyś będzie mieć? Przecież to jest absurd, Urkosmile

                                                    Rownie dobrze możemy analizować sytuacje porównania ewentualnego stania się kaleką np. ze śmiercia brata, którego nie mamy smile
                                                    >
                                                  • urko70 Re: A co jesli 16.01.14, 10:18
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > Może mieć dziecko jako matka.
                                                    >
                                                    > Że co???

                                                    Nie jako Monika tylko jako matka. Osoby niedojrzałe mają czasem problemy ze swoim imieniem.
                                                  • kora3 Re: A co jesli 16.01.14, 10:23
                                                    kompletnie nie wiem o co Ci chodzi. Rozumiem, ze pytanie nt. "co bardziej przezywałbyś: śmierć dziecka czy rozstanie z zoną?" jest zadawane na TEN moment. Na TEN moment Monika dziecka nie ma, zatem jej stosunek do niego jest czysto teoretyczny, podobnie jak stosunek do jego teoretycznej śmierci.
                                                    meza miała natomiast i rozstała się z nim, zatem jej odczucia w tej sytuacji (wszystko jedno jakie) są faktem, a nie teorią. Naprawdę trudno takie rzeczy porównywać ....
                                                  • urko70 Re: A co jesli 16.01.14, 10:36
                                                    kora3 napisała:

                                                    > kompletnie nie wiem o co Ci chodzi.

                                                    Zauważyłem. Chodzi mi o to żebyś postawiła wskazanym osobom pytania o jakich pisałem.
                                                  • kora3 Re: A co jesli 16.01.14, 10:47
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Zauważyłem. Chodzi mi o to żebyś postawiła wskazanym osobom pytania o jakich pi
                                                    > sałem.


                                                    no i pewnie 99 proc. odp. byłaby ze smierć dziecka. Tylko to niczego nie dowodzi, bo nawet jeśli taka osoba słusznie uważa, ze bardziej przezyłaby smuerć dziecka niż rozstanie z mezem, to nadal nie oznacza, że w sytuacji, kiedy dziecku nic nie grozi, a rozstanie z mezem stanie się faktem, nie będzie boleśnie przezywać tego rozstania.
                                                  • urko70 Re: A co jesli 16.01.14, 12:05
                                                    kora3 napisała:

                                                    > urko70 napisał:
                                                    > >
                                                    > > Zauważyłem. Chodzi mi o to żebyś postawiła wskazanym osobom pytania o
                                                    > jakich pisałem.

                                                    >
                                                    > no i pewnie 99 proc. odp. byłaby ze smierć dziecka. Tylko to niczego nie dowodz
                                                    > i, bo nawet jeśli taka osoba słusznie uważa, ze bardziej przezyłaby smuerć dzie
                                                    > cka niż rozstanie z mezem, to nadal nie oznacza, że w sytuacji, kiedy dziecku n
                                                    > ic nie grozi, a rozstanie z mezem stanie się faktem, nie będzie boleśnie przezy
                                                    > wać tego rozstania.

                                                    Piszesz, że 99% uważa, że trauma może powstać przy śmierci dziecka, a nie przy rozstaniu, więc prawdopodobieństwo, że hipotetyczna Monika była w traumie jest na poziomie 1%.
                                                    Zwracam uwagę, że błąd statystyczny to zdaje się poziom 2%, więc uzyskany 1% jest poniżej błędu.
                                                    Reasumując, prawdopodobieństwo, że Monika mogła być w traumie jest poniżej błędu pomiaru.

                                                    Nikt tu nie twierdził, że nie można boleśnie przeżywać rozstania, można, ale wystąpienie traumy jest na ww poziomie błędu.

                                                    To, że to Monika rzuciła męża oraz to że minęło 12mcy dodatkowo pomniejsza prawdopodobieństwo traumy.
                                                  • kora3 Re: A co jesli 16.01.14, 13:21
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Piszesz, że 99% uważa, że trauma może powstać przy śmierci dziecka, a nie przy
                                                    > rozstaniu, więc prawdopodobieństwo, że hipotetyczna Monika była w traumie jest
                                                    > na poziomie 1%.


                                                    Nie! Nic takiego NIE NAPISAŁAM i nie manipuluj, bo tu ludzi tak mało inteligentnych, by się na to złapali, raczej nie ma. Napisałam, że 99 proc. ludzi mających dzieci zapytanych TEORETYCZNIE czy BARDZIEJ przeżyliby śmierć dziecka, czy rozstanie z mezem/zoną najpewniej wskazałoby na to, że BARDZIEJ - smierć dziecka.
                                                    Nigdzie w tej wypowiedzi nie ma o tym, że osoby te stwierdziłyby, ze śmierć dziecka może być traumą, a rozstanie z mezem/zoną nie może nią być.


                                                    > Zwracam uwagę, że błąd statystyczny to zdaje się poziom 2%, więc uzyskany 1% je
                                                    > st poniżej błędu.
                                                    > Reasumując, prawdopodobieństwo, że Monika mogła być w traumie jest poniżej błęd
                                                    > u pomiaru.


                                                    zwracam uwagę, ze Twoje wnioski od poczatku, co powyżej wykazałam sa bledne, a moją odpowiedź w sposób widoczny dla każdego przeznaczyłeś na swoje potrzeby smile
                                                    >
                                                    > Nikt tu nie twierdził, że nie można boleśnie przeżywać rozstania, można, ale wy
                                                    > stąpienie traumy jest na ww poziomie błędu.


                                                    NIE! Trauma może u człowieka wystąpić po RÓZNYCH wydarzeniach życiowych - a nie tylko po śmierci dziecka.
                                                    >
                                                    > To, że to Monika rzuciła męża oraz to że minęło 12mcy dodatkowo pomniejsza praw
                                                    > dopodobieństwo traumy.


                                                    Nieprawda. To,ze Monika ODESZŁA od meza wcale nie oznacza, że rozpad związku wystąpił z jej inicjatywy. A czas jaki od tego momentu upłynał wcale nie musi oznaczać, że jej już przeszło w związku z tym.
                                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 09:54
                                                    ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                                    > urko70 napisał:
                                                    > > a. śmierć dziecka
                                                    > b. rozstanie z mężem.
                                                    > Zapytaj ich czy prawdopodobieństwo traumy jest większe przy a czy b

                                                    >
                                                    > a jeszcze
                                                    > a co jesli kobiecie nigdy w zyciu dziecko nie umrze, a odejdzie od meza???

                                                    O to również możesz ich zapytać.
                                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 09:50
                                                    ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                                    > urko70 napisał:
                                                    > a. śmierć dziecka
                                                    > b. rozstanie z mężem.
                                                    > Zapytaj ich czy prawdopodobieństwo traumy jest większe przy a czy b.

                                                    >
                                                    > a dlaczego to i jedno i drugie nie moze byc traumatycznym przezyciem?

                                                    O to też możesz ich zapytać.

                                                    > to czlowiek moze tylko raz w zyciu przezyc traume???

                                                    Nie.
                                                  • kora3 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 08:57
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Czyli tak jak myślałem, próbujesz postawić znak równości pomiędzy żałobą a czym
                                                    > ś na kształt żałoby.
                                                    >


                                                    Nawet by mi to do głowy nie przyszłosmile Autentyczny stan załoby - stan rozpaczy, czy smutku po STRACIE kogoś bliskiego, ro zupełnie coś innego niż zwyczajowa załoba eksponowana po krewnym.

                                                    >
                                                    > Ależ Ty kręcisz... smile
                                                    > Proponuję Ci "test" (mam nadzieję, że pamiętasz skąd ten cudzystów) zapytaj kil
                                                    > ka znanych Ci matek i żon, co przeżywałyby bardziej:
                                                    > a. śmierć dziecka
                                                    > b. rozstanie z mężem.


                                                    Urko, zapedziłes się sam w kozi rógsmile powołując się na zwyczajowa załobę po krewnym, bo ta załoba wcale nie uwzględnia autentycznej relacji miedzy zmarłym a pozostającym w załobie, ani nie ma rozgraniczenia co do pokrewieństwa.

                                                    Pomysł na Twój "test" jest co najmniej hmm naiwny. Po pierwsze dlatego, że zapytane osoby odpowiadałyby TEORETYCZNIE - jeśli nie miały obu sytuacji nie potrafią odpowiedzieć inaczej, niż tylko tak, jak im się w danym momencie wydaje.
                                                    W opisywanym przypadku Moniki ten przykład jest już totalnie do bani - para dzieci nie miała. Więc jak np. taka Monika mogłaby porównywać odczucia po rozstaniu z mezem którego miała i się z nim rozstała ze smiercią dziecka, którego nigdy nie było?smile
                                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 10:01
                                                    kora3 napisała:

                                                    > urko70 napisał:
                                                    > >
                                                    > > Czyli tak jak myślałem, próbujesz postawić znak równości pomiędzy żało
                                                    > bą a czym
                                                    > > ś na kształt żałoby.
                                                    > >

                                                    >
                                                    > Nawet by mi to do głowy nie przyszłosmile

                                                    Nie pierwszy raz robiłaś coś nieświadomie. smile


                                                    > > Ależ Ty kręcisz... smile
                                                    > > Proponuję Ci "test" (mam nadzieję, że pamiętasz skąd ten cudzystów) zapyt
                                                    > aj kil
                                                    > > ka znanych Ci matek i żon, co przeżywałyby bardziej:
                                                    > > a. śmierć dziecka
                                                    > > b. rozstanie z mężem.

                                                    >
                                                    > Urko, zapedziłes się sam w kozi rógsmile powołując się na zwyczajowa załobę po kre
                                                    > wnym, bo ta załoba wcale nie uwzględnia autentycznej relacji miedzy zmarłym a p
                                                    > ozostającym w załobie, ani nie ma rozgraniczenia co do pokrewieństwa.

                                                    Ja pisałem o dziecku.
                                                    Boisz się zrobić taki test? smile
                                                  • kora3 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 10:18
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Ja pisałem o dziecku.
                                                    > Boisz się zrobić taki test? smile


                                                    A czego tu się bać Urko?

                                                    Po pierwsze o dziecku pisałeś PRZY okazji, ogólnie pisałeś o zwyczajowej rocznej załobie, która wg Ciebie ma być okresem adaptacji po śmierci bliskiej osoby. Ta załoba przewiduje roczne ograniczenie zabaw i stonowany strój po śmierci bliskiego krewnego/powinowatego nie rozgraniczając czy będzie to mąz, syn, czy sędziwy dziadek. Prawda, czy nie?
                                                    chcesz czy nie - prawda. Mało tego, owa zwyczajowa załoba nie przewiduje dochowywania jej po śmierci osoby bliskiej, z którą nie byłeś spokrewniony/ spowinowacony, czyli np. po śmierci najlepszego przyjaciela. Zatem wychodzi na to, że "społeczeństwo", na które się powołujesz nie przewidziało, że można odczuć smierć przyjaciela, jako stratę?

                                                    Wracając do twego "testu". Ja Ci b. chętnie odpowiem: dziecka nie mam i w związku z tym nie może ono umrzeć, a w związku z tym nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, bo jest kompletnie odrealniona. Po rozstaniu z mezem nie miałam zadnej traumy, cieszyłam się ze wreszcie się wyprowadził i z niecierpliwoscią czekałam, aż sprawa naszego rozstania zostanie formalnie usankcjonowana w sądzie.
                                                    Czy te odpowiedzi Cię satysfakcjonują Urko? jest to w obu przypadkach najszczersza prawda.

                                                    Tylko CO Z TEGO? Ta prawda dotyczy MNIE, a nie wszystkich w podobnej sytuacji Urko. Nie każdy do rozstania i rozwodu podchodzi tak, jak ja wówczas, bo nie każdy CHCE się rozstawać z mezem/zoną. Bywa tak, ze nie chce z różnych przyczyn.
                                                    Nie wiem co mój eksmąż odpowiedziałby ci ws. śmierci hipotetycznego dziecka, ale co do rozwodu na pewno miał na tamten moment zupełnie inne podejście niż ja. Bo to ja a nie on chciałam się rozstać, a ponadto on nie przyjmował do wiadomości rozwodu ze względów światopoglądowych. Jesteś w stanie to zrozumieć?
                                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 10:32
                                                    kora3 napisała:

                                                    > urko70 napisał:
                                                    > >
                                                    > > Ja pisałem o dziecku.
                                                    > > Boisz się zrobić taki test? smile

                                                    >
                                                    > A czego tu się bać Urko?

                                                    Przykładowo, że się zbłaźnisz.
                                                    To Ty nie chcesz go zrobić.


                                                    > Wracając do twego "testu". Ja Ci b. chętnie odpowiem: dziecka nie mam

                                                    Ty jesteś nie wiarygodna ponieważ:
                                                    - często kłamiesz,
                                                    - jesteś stroną w tym sporze,
                                                    - masz małą wyobraźnię,
                                                    - nie wiesz co to znaczy mieć dziecko.


                                                    W wielu swoich postach powtarzasz mojego nicka, w tym poście zrobiłaś to trzy razy.
                                                    Czy powtarzanie mojego nicka sprawia Ci przyjemność?
                                                  • kora3 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 10:51
                                                    urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Przykładowo, że się zbłaźnisz.
                                                    > To Ty nie chcesz go zrobić.


                                                    ale dlaczego mam się zblaźnić? Ja wykonuję taki zawód, że mogę zasadniczo kazde pytanie zadać na potrzeby tegoż. Szczególnie już takie teoretycznesmile

                                                    > Ty jesteś nie wiarygodna ponieważ:
                                                    > - często kłamiesz,

                                                    wcale niesmile

                                                    > - jesteś stroną w tym sporze,

                                                    owszem, ale co to ma do rzeczy - odpowiedziałam prawdę smile

                                                    > - masz małą wyobraźnię,

                                                    tak sadzisz?smile zabawne

                                                    > - nie wiesz co to znaczy mieć dziecko. - no nie wiem, ale wiem co znaczy się z kimś rozstać. No i? Czy w związku z barkiem dziecka nie ma prawa mieć zdania na temat swojego rozstania z mezem, albo z kims innym?
                                                    >
                                                    >
                                                    > W wielu swoich postach powtarzasz mojego nicka, w tym poście zrobiłaś to trzy r
                                                    > azy.
                                                    > Czy powtarzanie mojego nicka sprawia Ci przyjemność?


                                                    Nie, ale nieprzyjemności też mi nie sprawia. Jeśli prowadzi się z kims rozmowe niczym dziwnym jest zwrócenie się do tego kogoś "wołaczem"...
                                                    >
                                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 11:45
                                                    kora3 napisała:

                                                    > urko70 napisał:
                                                    > >
                                                    > > Przykładowo, że się zbłaźnisz.
                                                    > > To Ty nie chcesz go zrobić.

                                                    >
                                                    > ale dlaczego mam się zblaźnić? Ja wykonuję taki zawód, że mogę zasadniczo kazde
                                                    > pytanie zadać na potrzeby tegoż. Szczególnie już takie teoretycznesmile

                                                    Dlatego, że odpowiedzi mogą być sprzeczne z tym czego tu bronisz.

                                                    > > Ty jesteś nie wiarygodna ponieważ:
                                                    > > - często kłamiesz,
                                                    >
                                                    > wcale niesmile

                                                    JUż sam ten wątek temu przeczy.

                                                    > > - jesteś stroną w tym sporze,
                                                    >
                                                    > owszem, ale co to ma do rzeczy - odpowiedziałam prawdę smile

                                                    To, że nie można być sędzią we własnej sprawie.

                                                    > > - masz małą wyobraźnię,
                                                    >
                                                    > tak sadzisz?smile zabawne

                                                    To Twoje słowa sprzed godziny: "nie wyobrażam sobie takiej sytuacji"


                                                    > > - nie wiesz co to znaczy mieć dziecko. - no nie wiem, ale wiem co
                                                    > znaczy się z kimś rozstać. No i?

                                                    No i nie umiesz tego porównać.

                                                    > Czy w związku z barkiem dziecka nie ma prawa m
                                                    > ieć zdania na temat swojego rozstania z mezem, albo z kims innym?

                                                    Kwestie ortopedyczne dziecka nie mają tu znaczenia.
                                                    Zdanie możesz mieć jakie tylko chcesz, problem zaczyna się wtedy kiedy dochodzi do oceny/porównania.


                                                    > > W wielu swoich postach powtarzasz mojego nicka, w tym poście zrobiłaś
                                                    > to trzy r
                                                    > > azy.
                                                    > > Czy powtarzanie mojego nicka sprawia Ci przyjemność?

                                                    >
                                                    > Nie, ale nieprzyjemności też mi nie sprawia. Jeśli prowadzi się z kims rozmowe
                                                    > niczym dziwnym jest zwrócenie się do tego kogoś "wołaczem"...

                                                    I stałe powtarzania tego nie uważasz za nadużywanie danego zwrotu?
                                                    Skoro odpisujesz na mojego posta czyli zwracasz się do mnie, odnosisz się do mojej wypowiedzi to w jakim celu to robisz?
                                                    smile
                                                  • kora3 Re: A to ci ciekawe... 16.01.14, 13:30
                                                    urko70 napisał:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    >
                                                    > > urko70 napisał:
                                                    >
                                                    > Dlatego, że odpowiedzi mogą być sprzeczne z tym czego tu bronisz.


                                                    Przeciwnie - jak napisałam przewiduję, że 99 proc. zapytanych o takie TEORETYCZNE przezycia, zapewne stwierdziłoby, że BARDZIEJ przezyłoby smierć dziecka, niż rozstanie.
                                                    Tylko, ze to wcale NIE OZNACZA, ze osoby te automatycznie stwierdzają, że rozstanie by im latało. Przykład nie teoretyczny: BARDZIEJ przezyłam śmierć ojca, niż dziadka, ALE to nie znaczy, że śmierci dziadka nie przezywałam.
                                                    >
                                                    > To, że nie można być sędzią we własnej sprawie.

                                                    Ale ja nie jestem sędzia wcale odpowiadając. Przecież napisałam Ci wyraźnie parę razy - nawet osobiste doświadczenie czegoś nie sprawia, że ktoś jest "ekspertem" od emocji innych w analogicznej sytuacji.
                                                    >
                                                    > To Twoje słowa sprzed godziny: "nie wyobrażam sobie takiej sytuacji"


                                                    Bo ona jest tak naprawdę NIE DO WYOBRAZENIA sobie, gdy tych dzieci nie masz.
                                                    >
                                                    >
                                                    > No i nie umiesz tego porównać.

                                                    ktoś kto nie przezył ani jednego ani drugiego TEŻ nie umie porownac, bo porównuje czysto teiretycznie, ktoś kto przezył obie takie sytuacje umie porównać, ale czysto subiektywnie. On wie jak przeżył jedno i drugie, ale nie ma patentu na ocene przezyc innych ludzi.
                                                    >
                                                    >
                                                    > I stałe powtarzania tego nie uważasz za nadużywanie danego zwrotu?
                                                    > Skoro odpisujesz na mojego posta czyli zwracasz się do mnie, odnosisz się do mo
                                                    > jej wypowiedzi to w jakim celu to robisz?
                                                    > smile


                                                    w zadnym, prowadzę normalną rozmowe, masz chyba jakąś obsesję smile
                                  • urko70 Re: A to ci ciekawe... 13.01.14, 13:59
                                    kora3 napisała:


                                    Czemu nie odniosłaś zacytowanego fragmentu o funkcji żałoby podważającego sprowadzanie przez Ciebie żałoby do mistycyzmu?

                                    Czemu nie odpowiedziałaś na pytanie:
                                    Dasz linka do źródła w którym będzie o żałobie po rozstaniu z mężem? ?
                        • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 09.01.14, 16:13
                          kora3 napisała:

                          > > Więc miej odwagę wskazać to większe grono.
                          >
                          > Umiesz przyjać rzeczową i prawdziwą odp.? NIE PAMIETAM nicków! Dlatego też ich
                          > nie przytaczałam, żeby nie było sytuacji, ze się pomylę i napiszę ze np. Dama,
                          > a to nie dama tylko inna osoba, a mnie się nie wiedzieć dlaczego z Damą skojar
                          > zyło. Co do baby mam pewnośc, to jej nick przytoczyłam. Nie ma pretensji. Jeśli
                          > uważasz, ze zrobiłam cos niezgodnego z regulaminem forum - napisz do administr
                          > acji.

                          To sobie przypomnij lub poszukaj, forum ma to do siebie że większość postów zostaje, znikają tyle niewygodne dla damy moderatorki.
                          A jeśli masz lenia lub nie umiesz poszukać to nie uogólniaj, nie pisz w stylu "bo wszyscy wiedzą, bo niektórzy twierdzą".
                          No chyba, że nie zależy Ci na wiarygodności...


                          > > W niektórych kręgach ludzie nie czują obowiązku zachowywać się wiarygo
                          > dnie.

                          >
                          > masz rację, co to ma do rzeczy?,

                          To, że te wypowiedzi są niewiarygodne, czasem naciągane, a czasem wręcz przekłamane.


                          > > To trzeba było napisać "baba napisała...." ale NIE, Ty napisałaś "niek
                          > tóre osob
                          > > y w tym baba".

                          >
                          > Bo Tobie się tak podoba? Mam wrazenie, ze po prostu się chcesz przyczepić, a ni
                          > e za bardzo masz do czego, wiec sobie to wydumałeśsmile

                          Hihihihihi... nie za bardzo do czego?! smile Raczysz żartować.


                          > > Bardzo łatwo rzucasz słowa na wiatr nie wiedząc kto i co napisał.
                          >
                          > No właśnie WIEDZAC -

                          "nie pamiętam ich nicków"

                          Wiedzą ale nie opamiętając nicków...


                          > > Tak, tak, pamietam: nie chce Ci się, nie masz czasu.
                          >
                          > tak dokładnie i nic w tym dziwnego. Poza tym tak naprawdę istota problemu nie
                          > ykwi w tym kto tak pisał, a w tym dlaczego.

                          Tkwi, ponieważ bardzo często przekręcasz cudze wypowiedzi, nadterpretujesz, dopowiadasz.



                          > > I to rozstanie nastąpiło nagle czyli niczym wypadek samochodowy w czas
                          > ie któreg
                          > > o ktoś umiera. lub umie w ciągu krótkiego czasu?

                          >
                          > Nie pamiętam wszystkich rozstań osób, o których napisałam. w kilku przypadkach
                          > na pewno rozstania można się było spodziewać.

                          Rozstania poważnych związków nie są gwałtowne, gwałtowne to są zrywania chłopca z dziewczyną. Rozstania małżeństw to długi i skomplikowany proces. Więc o gwałtowności nie ma mowy.


                          > > Gdy kiedyś poczułem na własnej skórze że należy zwolnić przed pewnymi
                          > skrzyżowa
                          > > niami to do tej pory zwalniam i to zachowanie jest stałe i temperatura ni
                          > e zmie
                          > > nia się. Ty nazwiesz to traumą ja uczeniem się życia, zbieraniem doświadc
                          > zenia.

                          >
                          > To jest zupełnie co innego Urko.

                          To jest dokaldnie to samo, tamto doświadczenie wyzwoliło u mnie stałe i długotrwałe działanie o stałej temperaturze emocji.


                          > > No to właśnie piszmy na temat.
                          >
                          > No toz piszemy: nie można ocenić jednoznacznie sytuacji, czy zachowania, gdy ni
                          > e znasz okoliczności. Tymczasem Ty piszesz, że po roku od rozstania kobieta już
                          > powinna pogodzić się z rozpadem związku.

                          Kłamiesz.


                          > > To, że mało prawdopodobne jest zrównaie stanu w którym ktoś stracił dz
                          > iecko i s
                          > > tanu w którym ktoś rozszedł się z partnerem.

                          >
                          > Sądzę, ze ów opisany tu ojciec mojego kolegi na pewno bardziej przejąłby się ro
                          > zstaniem ze swą dtuga zoną do której odszedł od pierwszej i z którą zyl do śmie
                          > rci, niż smiercia swego dziecka,

                          I to są te wyjątki o których wspominałem.
                          BTW tu sądzisz czyli oceniasz ale przed chwilką to wzbraniałaś się oceniania... hehe


                          > > Czyli nie wiesz, a tylko przypuszczasz. Znowu ze swoich przypuszczeń b
                          > udujesz w
                          > > iedzę.

                          >
                          > Urko. moja mama jest psychologiem smile

                          No tak... szewc bez butów chodzi i najciemniej pod latarnią.



                          > I naprawdę rozmawiałam z nią na wiele tema
                          > tów związanych z jej zawodem, czytałam obecne w domu publikacje, bo sama intere
                          > suje się tą dziedziną wiedzysmile Żaden fachowiec nie wyrazałby w tym temacie opin
                          > ii podobnych do Twoichsmile

                          Zacznij czytac ze zrozumeiniem bo brak tej umiejętności wprowadza tu bardzo dużo probemów.


                          > > Nie tylko ja. Tak uznało społeczeństwo wprowadzając żałobę po zmarłym,
                          > żałoby p
                          > > o rozejściu nie jakoś nie wprowadziło.

                          >
                          > Nikt nie "wprowadzał" Urko.

                          Społeczeństwo wprowadziło.

                          Kult zmarłych i określone zachowanie zywych w oblic
                          > zu i po śmierci zmarłych datuje się od początku powstania stad ludzkich. Wiązą
                          > się m.in z mistyka śmierci, a nie z psychologią.

                          Ty..... a weź no se pogadaj z mamą nt tego jakie różne funkcje ma żałoba, podpowiedź: adaptacja.
                          • kora3 Wyjaśniłam Ci Urko 10.01.14, 07:05
                            podałam nick co do którego mam pewnośc. Nie będę dalej ciągnąć tej "dyskusji" o niczym smile



                            urko70 napisał:

                            > Rozstania poważnych związków nie są gwałtowne, gwałtowne to są zrywania chłopca
                            > z dziewczyną. Rozstania małżeństw to długi i skomplikowany proces. Więc o gwał
                            > towności nie ma mowy.


                            Mało chyba na ten temat wiesz Urko. Nie ma (znów) reguły, ale istotnie rzadko bywa tak, ze w jednym dniu zabiera swoje rzeczy i wychodzi maż/zona, partner/partnerka, aczkolwiek zdarza się. Niemniej - bywa tak, ze jest ostry kryzys zakończony rozstaniem i tzw. oddalenie zakończone rozstaniem i to sa 2 b. różne sprawy. Nie jest to tematyka tego forum, wiec nie będę rozwijać tematu - dość, że w 2 przypadku bywa, iz strona opuszczana rozstania się nie spodziewa.
                            >
                            > To jest dokaldnie to samo, tamto doświadczenie wyzwoliło u mnie stałe i długotr
                            > wałe działanie o stałej temperaturze emocji.


                            nie sądzę smile
                            >
                            > Kłamiesz.

                            no to nie wiem co chcesz wyrazić smile
                            >
                            > I to są te wyjątki o których wspominałem.
                            > BTW tu sądzisz czyli oceniasz ale przed chwilką to wzbraniałaś się oceniania...
                            > hehe


                            Sądzę = myslę - słowa mają w jezyku polskim czasem kilka znaczeń smile Tak uważam, nie mam pewności: nie znałam tego ojca, kolega nie umarł. Pewnośc mam co do sąsiadki Mamy.
                            >
                            > Zacznij czytac ze zrozumeiniem bo brak tej umiejętności wprowadza tu bardzo duż
                            > o probemów.


                            wiesz, rzecz w tym, ze ja nie mam problemów ze zrozumieniem tekstów także traktujących o sprawach zupełnie mi odległych. Taka praca smile
                            >
                            > Ty..... a weź no se pogadaj z mamą nt tego jakie różne funkcje ma żałoba, podpo
                            > wiedź: adaptacja.


                            Myslisz dwa pojęcia Urko, albo je utożsamiasz. ZWYCZAJOWA żałoba (brak udziału w hucznych zabawach, stonowanie kolorystyki stroju) to zupełnie coś innego niż żałoba emocjonalna. To, jak długo trwa adaptacja człowieka do sytuacji, ze bliski zmarły odszedł zależy od relacji z nim za życia i paru innych czynników. Nie ma nic wspólnego ze zwyczajami.
                            >
                            >
                            • urko70 Niczego nei wyjasniłaś koro 13.01.14, 13:40
                              kora3 napisała:

                              > podałam nick co do którego mam pewnośc. Nie będę dalej ciągnąć tej "dyskusji" o
                              > niczym smile

                              Zupełnie niepotrzebnie bo TEGO nikt nie kwestionował.
                              Za to pominęłaś to o czym była mowa.


                              > urko70 napisał:
                              >
                              > > Rozstania poważnych związków nie są gwałtowne, gwałtowne to są zrywani
                              > a chłopca
                              > > z dziewczyną. Rozstania małżeństw to długi i skomplikowany proces. Więc
                              > o gwał
                              > > towności nie ma mowy.

                              >
                              > Mało chyba na ten temat wiesz Urko. Nie ma (znów) reguły, ale istotnie rzadko b
                              > ywa tak, ze w jednym dniu zabiera swoje rzeczy i wychodzi maż/zona, partner/par
                              > tnerka, aczkolwiek zdarza się. Niemniej - bywa tak, ze jest ostry kryzys zakońc
                              > zony rozstaniem i tzw. oddalenie zakończone rozstaniem i to sa 2 b. różne spraw
                              > y. Nie jest to tematyka tego forum, wiec nie będę rozwijać tematu - dość, że w
                              > 2 przypadku bywa, iz strona opuszczana rozstania się nie spodziewa.

                              Zarzuciłaś mi że mało wiem ale sama NICZEGO na obronę gwałtownego rozstanie nie podałaś, wręcz przeciwnie piszesz " istotnie rzadko bywa tak ze w jednym dniu zabiera"

                              "Bywa" - jest to określenie zawierające w sobie wyjątkowość występowania. A wyjątki zdarzają się niemal zawsze od wszystkiego i nie mają wpływu na generalne reguły co sama przyznajesz pisząc "rzadko tak bywa".


                              > > To jest dokaldnie to samo, tamto doświadczenie wyzwoliło u mnie stałe
                              > i długotrwałe działanie o stałej temperaturze emocji.

                              >
                              > nie sądzę smile

                              Bo nie masz najmniejszych podstaw do jakiegokolwiek osądu.
                              Istotne, że Twoje "stałość i brak zmiany "temperatury" stanu w czasie" legło w gruzach.


                              > > Kłamiesz.
                              >
                              > no to nie wiem co chcesz wyrazić smile

                              W tym miejscu, że kłamiesz pisząc:
                              "Ty piszesz, że po roku od rozstania kobieta już powinna pogodzić się z rozpadem związku."




                              > > Zacznij czytac ze zrozumeiniem bo brak tej umiejętności wprowadza tu b
                              > ardzo duż
                              > > o probemów.

                              >
                              > wiesz, rzecz w tym, ze ja nie mam problemów ze zrozumieniem tekstów także trakt
                              > ujących o sprawach zupełnie mi odległych. Taka praca smile

                              Poniżej pierwsze z brzegu dwa przykłady udowadniające, że masz takie problemy:
                              1. Napisałaś "Ty piszesz, że po roku od rozstania kobieta już powinna pogodzić się z rozpadem związku." - a ja nigdzie tak nie pisałem.

                              2. Ja napisałem "Sa ludzie którzy nie umieją konwersować, [...], a Ty odpisując piszesz " Owszem, sa ludzie, którzy nie lubią [...]".
                              Nie umieją to zupełnie coś innego niż nie lubią.



                              > > Ty..... a weź no se pogadaj z mamą nt tego jakie różne funkcje ma żało
                              > ba, podpowiedź: adaptacja.

                              >
                              > Myslisz dwa pojęcia Urko, albo je utożsamiasz. ZWYCZAJOWA żałoba (brak udziału
                              > w hucznych zabawach, stonowanie kolorystyki stroju) to zupełnie coś innego niż
                              > żałoba emocjonalna. To, jak długo trwa adaptacja człowieka do sytuacji, ze blis
                              > ki zmarły odszedł zależy od relacji z nim za życia i paru innych czynników. Nie
                              > ma nic wspólnego ze zwyczajami.

                              Napisanie, że jesteś w błędzie byłoby eufemizmem.
                              Ja pokazuję, że załoba ma swoje funkcje (co kwestionowalas) i że tak jak społeczeństwo wprowadziło żałobę po śmierci z różnymi jej funkcjami tak NIE wprowadziło żałoby po rozstaniu się z mężem.

                              Bardzo dużo piszesz o rzeczach nie związanych z wypowiedziami do których się odnosisz.
                              • kora3 No dobrze 13.01.14, 14:38
                                przyjmujemy, ze masz 100 proc. racji i społeczeństwo wprowadziło załobę w celach adaptacyjnych po śmierci. Wprowadziło sobie jej ostatnimi czasy 12 miesięcy po śmierci kogos "z urzędu" bliskiego. "Z urzędu" bo po przyjacielu możesz wcale nie nosić żałoby np.

                                No i co z tego wynika? Na razie to, że wg zwyczaju przez owe 12 miesięcy bedacy w załobie nie powinien udzielać się w hucznych zabawach i ubierać w sposób stonowany. Prawda to, czy fałsz?

                                Jeśli prawda - to nic "adaptacyjnego" z tego dla będącego w załobie nie wynika. Powiem więcej, na ogół, gdy ktoś nie umie się pogodzić ze smiercią kogos bliskiego, specjaliści zalecają mu raczej bycie wśród ludzi, niż samotnośc. Oczywiście - bycie wśród ludzi nie oznacza automatycznie zaraz hucznej zabawy, ale oznacza udzielanie się towarzysko. Prawda, czy fałsz?

                                Podobnie bywa ze strojami - osobie w ciężkiej traumie po śmierci bliskiego nierzadko zaleca się "sciągnięcie" załoby w sensie zaprzestania ubierania się wyłącznie na czarno. Nie oznacza to zaraz ubierania się kanarkowo, czy teczowo, ale oznacza noszenie stroju innego niż całkowicie czarny. Prawda, czy fałsz?

                                Jeśli prawda - to można powiedzieć, ze zwyczajowe wymogi załoby nie tylko nie pomagają w adaptowaniu się zalobnika po śmierci bliskiego, ale wręcz mogą w tym przeszkadzać.

                                To jedna sprawa, a teraz przyjrzyjmy się temu, jak "społeczeństwo"
                                w postaci najbliższego otoczenia widzi ową roczna "adaptację".
                                Pokaz mi sytuację, w której np. pracodawca stosuje wobec pracownika, który stracił kogoś bliskiego ROCZNĄ taryfę ulgową. Albo podobną sytuację w stosunku do ucznia, studenta itd.
                                Jasne, w większości przypadków można liczyć na takową taryfę przez okres dłuższy niż 2 dni urlopu okolicznościowego, ale na pewno nie przez rok. Jeśli ktoś w ciągu kilku tygodni (!!!!) po śmierci bliskiej osoby nie jest w stanie w pracy/szkole/na uczelni funkcjonować to zwykle radzi mu się iśc na zwolnienie lekarskie/urlop. Czyli coś to "społeczeństwo" pozwalające, ba oczekujące, ze się hucznie ktoś przez rok bawić nie będzie i stroić, jednocześnie oczekuje, ze się człowiek "pozbiera" w ciągu paru tygodni najpóźniej na tyle, że będzie w stanie pracować/wykonywać swe obowiązki.
                                jak to się ma Twoim zdaniem do siebie? Całkiem serio...
                                • urko70 Re: No dobrze 15.01.14, 12:42
                                  kora3 napisała:

                                  > przyjmujemy, ze masz 100 proc. racji i społeczeństwo wprowadziło załobę w celac
                                  > h adaptacyjnych po śmierci. Wprowadziło sobie jej ostatnimi czasy 12 miesięcy p
                                  > o śmierci kogos "z urzędu" bliskiego. "Z urzędu" bo po przyjacielu możesz wcale
                                  > nie nosić żałoby np.

                                  Taaa "przyjmujemy" jak Ci pierwsze z brzegu linki podałem to teraz przyjmujemy, a wcześniej to sie rękami nogami zapierała, że żadnej takiej funkcji nie ma.


                                  > No i co z tego wynika?

                                  Wynika to, że:
                                  1. nie czytasz tego co do Ciebie piszę, ponieważ pisałem o tym wile razy.
                                  2. skoro spol. uznalo że po smierci żałoba ma być a po rozstaniu nie musi jej być to znaczy, że uznało, że śmierć jest cięższym doświadczeniem niż rozstanie.


                                  > Jeśli prawda - to nic "adaptacyjnego" z tego dla będącego w załobie nie wynika.
                                  > Powiem więcej, na ogół, gdy ktoś nie umie się pogodzić ze smiercią kogos blisk
                                  > iego, specjaliści zalecają mu raczej bycie wśród ludzi, niż samotnośc. Oczywiśc
                                  > ie - bycie wśród ludzi nie oznacza automatycznie zaraz hucznej zabawy, ale ozna
                                  > cza udzielanie się towarzysko. Prawda, czy fałsz?

                                  Czasem półprawda to pełny fałsz i tak też jest w tym przypadku.
                                  Ty się skupilas na strojach, zabawach a tu chodzi o coś innego.

                                  Chodzi o to, że ktoś kto przeszedł śmierć bliskiej osooby może, choc nei musi, zachowywać się irracjonalnie ponieważ doświadczył ciężkiego przeżycia. Tym samym jest w stanie, w którym otoczenie może/powinno wybaczyć pewne zachowania ponieważ są one skutkiem mocnego ciosu.
                                  To jest ta funkcja adaptacyjna.
                                  I teraz clou: skoro spoleczeństwo uznalo ze żałoba po śmierci nalezy się a po rozstaniu nie nalezy się to znaczy, że zaobserwowano, że ludzie ciężej przechodzą śmierć niż rozstanie. ALe i nawet po śmierci bliskiej osoby dochodzą do siebie po ok 12mcach.
                                  Więc sugestie że Monika mogla byc w traumie po 12mcach od rozstania jest naduzyciem.



                                  > To jedna sprawa, a teraz przyjrzyjmy się temu, jak "społeczeństwo"
                                  > w postaci najbliższego otoczenia widzi ową roczna "adaptację".
                                  > Pokaz mi sytuację, w której np. pracodawca stosuje wobec pracownika, który stra
                                  > cił kogoś bliskiego ROCZNĄ taryfę ulgową. Albo podobną sytuację w stosunku do u
                                  > cznia, studenta itd.

                                  Mieszasz prawo pisane ze zwyczajowym.


                                  > jednocześnie oczekuje, ze się czł
                                  > owiek "pozbiera" w ciągu paru tygodni najpóźniej na tyle, że będzie w stanie pr
                                  > acować/wykonywać swe obowiązki.
                                  > jak to się ma Twoim zdaniem do siebie? Całkiem serio...

                                  Jw mieszasz prawo pisane ze zwyczajowym, mieszasz wykonywanie obowiązków służbowych z nadwrażliwością na pewne tematy.
                                  Łopatologicznie: sprzedawczyni, księgowej czy lekarce może nie przeszkadzać w pracy zawodowej to że zmarł jej mąż ale gdy ktoś zacznie o niego pytać to może się zachować zbyt emocjonalnie.
                                  • kora3 Re: No dobrze 15.01.14, 13:04
                                    urko70 napisał:
                                    >
                                    > Czasem półprawda to pełny fałsz i tak też jest w tym przypadku.
                                    > Ty się skupilas na strojach, zabawach a tu chodzi o coś innego.


                                    Urko, skupiam się na tym, czego od będącego w załobie oczekuje wspomniane społeczeństwo - nieuczestniczenia w hucznych zabawach i stonowania stroju.
                                    >
                                    > Chodzi o to, że ktoś kto przeszedł śmierć bliskiej osooby może, choc nei musi,
                                    > zachowywać się irracjonalnie ponieważ doświadczył ciężkiego przeżycia. Tym samy
                                    > m jest w stanie, w którym otoczenie może/powinno wybaczyć pewne zachowania poni
                                    > eważ są one skutkiem mocnego ciosu.


                                    Może się zachowywać irracjinalnie, ale tylko w zakresie osobistym. W pracy/ w szkole/ na uczelni będzie się odeń wymagać wykonywania obowiązków, a taryfa ulgowa może potrwać góra parę tygodni.


                                    > I teraz clou: skoro spoleczeństwo uznalo ze żałoba po śmierci nalezy się a po r
                                    > ozstaniu nie nalezy się to znaczy, że zaobserwowano, że ludzie ciężej przechodz
                                    > ą śmierć niż rozstanie. ALe i nawet po śmierci bliskiej osoby dochodzą do siebi
                                    > e po ok 12mcach.


                                    no właśnie NIE, skoro powrotu do obowiązków wymaga się po góra paru tygodniach.


                                    > Więc sugestie że Monika mogla byc w traumie po 12mcach od rozstania jest naduzy
                                    > ciem.


                                    Wcale nie. Jak wspomniałam - każdy swoje sprawy ma prawo przezywac inaczej. czy to smuerć bliskiej osoby czy rozstanie z kims, czy poronienie, czy utratę pracy, czy wiesc o ciężkiej chorobie u siebie itd.
                                    >
                                    > Mieszasz prawo pisane ze zwyczajowym.


                                    No właśnie nie, dokładnie rozgraniczam smile Zwyczajowe mowi, jak mówi - rok bez względu na to jaka relacja łączyła załobnika ze zmarłym. A prawo pisane mówi - 2 dni - urlopu okolicznościowego. Zas praktyka mówi - góra kilka tygodni taryfy ulgowej
                                    >
                                    > Jw mieszasz prawo pisane ze zwyczajowym, mieszasz wykonywanie obowiązków służbo
                                    > wych z nadwrażliwością na pewne tematy.


                                    Jak wyżej - wcale nie. Nie miałam na myśli nadwrazliwosci na tematy, tylko ogólnie - tzw.
                                    pozbieranie się. Moja koleżanka leczyła się 1,5 roku na depresję po śmierci swego ojca. Depresja objawiała się nie tylko nadwrazliwoascią na tematy, ale i zwyczajnie niezdolnością do normalnej egzystencji. 9 miesięcy była w związku z tym na zwolnieniu lekarskim.

                                    > Łopatologicznie: sprzedawczyni, księgowej czy lekarce może nie przeszkadzać w p
                                    > racy zawodowej to że zmarł jej mąż ale gdy ktoś zacznie o niego pytać to może s
                                    > ię zachować zbyt emocjonalnie.


                                    Ale może także przeszkadzać w pracy zawodowej, nie? Tak samo może jej latać, ze ktoś zapyta
                                    • urko70 Re: No dobrze 15.01.14, 13:23
                                      kora3 napisała:

                                      > urko70 napisał:
                                      > >
                                      > > Czasem półprawda to pełny fałsz i tak też jest w tym przypadku.
                                      > > Ty się skupilas na strojach, zabawach a tu chodzi o coś innego.

                                      >
                                      > Urko, skupiam się na tym, czego od będącego w załobie oczekuje wspomniane społe
                                      > czeństwo - nieuczestniczenia w hucznych zabawach i stonowania stroju.

                                      O tym właśnie napisałem, skupiasz się na czymś innym niż tym o czym tu mowa.


                                      > > Chodzi o to, że ktoś kto przeszedł śmierć bliskiej osooby może, choc n
                                      > ei musi,
                                      > > zachowywać się irracjonalnie ponieważ doświadczył ciężkiego przeżycia. Ty
                                      > m samy
                                      > > m jest w stanie, w którym otoczenie może/powinno wybaczyć pewne zachowani
                                      > a poni
                                      > > eważ są one skutkiem mocnego ciosu.

                                      >
                                      > Może się zachowywać irracjinalnie, ale tylko w zakresie osobistym. W pracy/ w s
                                      > zkole/ na uczelni będzie się odeń wymagać wykonywania obowiązków, a taryfa ulgo
                                      > wa może potrwać góra parę tygodni.

                                      I o tym zakresie osobistym cały czas tu mowa, a resztę to sama sobie dośpiewałaś.


                                      > > I teraz clou: skoro spoleczeństwo uznalo ze żałoba po śmierci nalezy s
                                      > ię a po r
                                      > > ozstaniu nie nalezy się to znaczy, że zaobserwowano, że ludzie ciężej prz
                                      > echodz
                                      > > ą śmierć niż rozstanie. ALe i nawet po śmierci bliskiej osoby dochodzą do
                                      > siebi
                                      > > e po ok 12mcach.

                                      >
                                      > no właśnie NIE, skoro powrotu do obowiązków wymaga się po góra paru tygodniach.

                                      A poniewaz my tu cały czas o "zakresie osobistym" (przez analogię do reakcji Moniki) to to co napisalas nie ma żadnego znacznia.
                                      smile


                                      >
                                      > > Więc sugestie że Monika mogla byc w traumie po 12mcach od rozstania jest
                                      > naduzy
                                      > > ciem.

                                      >
                                      > Wcale nie. Jak wspomniałam - każdy swoje sprawy ma prawo przezywac inaczej. czy
                                      > to smuerć bliskiej osoby czy rozstanie z kims, czy poronienie, czy utratę prac
                                      > y, czy wiesc o ciężkiej chorobie u siebie itd.
                                      > >
                                      > > Mieszasz prawo pisane ze zwyczajowym.

                                      >
                                      > No właśnie nie, dokładnie rozgraniczam smile Zwyczajowe mowi, jak mówi - rok bez w
                                      > zględu na to jaka relacja łączyła załobnika ze zmarłym. A prawo pisane mówi -
                                      > 2 dni - urlopu okolicznościowego. Zas praktyka mówi - góra kilka tygodni taryfy
                                      > ulgowej
                                      > >
                                      > > Jw mieszasz prawo pisane ze zwyczajowym, mieszasz wykonywanie obowiązk
                                      > ów służbo
                                      > > wych z nadwrażliwością na pewne tematy.

                                      >
                                      > Jak wyżej - wcale nie. Nie miałam na myśli nadwrazliwosci na tematy, tylko ogól
                                      > nie - tzw. pozbieranie się.

                                      A teraz przyznalas się że piszesz NIE NA TEMAT.
                                      Bo tu mowa w kontekscie nadwrażloiwosci Moniki na temat męża.
                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: No dobrze 16.01.14, 00:11
                                    urko70 napisał:
                                    teraz clou: skoro spoleczeństwo uznalo ze żałoba po śmierci nalezy się a po rozstaniu nie nalezy się to znaczy, że zaobserwowano, że ludzie ciężej przechodzą śmierć niż rozstanie. ALe i nawet po śmierci bliskiej osoby dochodzą do siebie po ok 12mcach.

                                    Więc sugestie że Monika mogla byc w traumie po 12mcach od rozstania jest naduzyciem.


                                    I ty, Urko, tak wszystko wydedukowales to na podstawie jednego - bo oficjalnie zaloba trwa 12 miesiecy?? bo tak uznalo spoleczenstwo?
                                    .. ludzie dochodza do siebie po smierci ok 12 miesiecy, Monika nie mogla byc w traumie a zwlaszcza dluzej niz 12 miesiecy, itd..

                                    Wprost humorystyczne.....

                                    Minnie

                                    ps - nie pownienes udac sie do psychiatry przedyskutowac swojej obsesji nt spoleczenstwa???
                                    • kora3 Re: No dobrze 16.01.14, 09:08
                                      ach_dama_byc_z_kanady napisała:
                                      >
                                      > I ty, Urko, tak wszystko wydedukowales to na podstawie jednego - bo oficjaln
                                      > ie zaloba trwa 12 miesiecy
                                      ?? bo tak uznalo spoleczenstwo?



                                      No humorystyczne, choć temat sam - smutny. Humorystyczne także dlatego, że Urko dowodzi iż owe 12 miesięcy oficjalnej/zwyczajowej załoby zostało przyjęte na podstawie wiekowych doswiadczeń, a tymczasem przecież wiemy, ze ów rok po każdym bliskim krewnym obowiazuje od stosunkowo niedawna.
                                      Jeszcze przed II wojną SV zakładał ROŻNE okresy noszenia/dochowywania załoby po różnych członkach bliskiej u dalszej rodziny.

                                      > .. ludzie dochodza do siebie po smierci ok 12 miesiecy, Monika nie mogla byc w
                                      > traumie a zwlaszcza dluzej niz 12 miesiecy, itd..


                                      To w jak długim czasie człowiek dochodzi do siebie po śmierci osoby bliskiej i jak się w tym czasie czuje i zachowuje jest sprawą całkowicie indywidualną. Podobnie jak reakcja emocjonalna na rozstanie, czy jakikolwiek inny poważny problem. Zalezy to od b. wielu czynników od aktualnego stanu emocjonalnego, po okoliczności sprawy.
                                      >
                                      > Wprost humorystyczne.....


                                      smile
                                    • urko70 Re: No dobrze 16.01.14, 09:48
                                      ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                      > Więc sugestie że Monika mogla byc w traumie po 12mcach od rozstania jest nad
                                      > uzyciem
                                      .[/i]
                                      >
                                      > I ty, Urko, tak wszystko wydedukowales to na podstawie jednego - bo oficjaln
                                      > ie zaloba trwa 12 miesiecy
                                      ?? bo tak uznalo spoleczenstwo?

                                      Nie.
                                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: No dobrze 17.01.14, 22:40
                                        urko70 napisał
                                        Nie.

                                        Nieee?
                                        To bardzo dziwne, bo dopiero co dowodziles ze:
                                        primo:

                                        urko70 napisał:
                                        TERAZ CLOU :
                                        skoro spoleczeństwo uznalo ze żałoba po śmierci nalezy się a po rozstaniu nie nalezy się to znaczy, że zaobserwowano, że ludzie ciężej przechodzą śmierć niż rozstanie.


                                        secundo:

                                        Autor: urko70  09.01.14, 15:52
                                        A widzisz, społeczeństwo obserwując zachowania wielu różnych jednostek i to na przestrzeni wielu pokoleń, w wielu różnych sytuacjach uznało, że należy wprowadzić coś takiego jak żałobę po zmarłym a po rozstaniu z mężem nie wprowadzono.
                                        Autor: urko70  13.01.14, 13:50
                                        I społeczeństwo na podstawie obserwacji pokoleń wielu ludzi wprowadziło żałobę po śmierci, a ponieważ analogicznych zachowań nie zaobserwowało u istotnej liczby ludzi w przypadku rozstań to żałoby po rozstaniu nie wprowadziło.

                                        tertio

                                        spoleczeństwo uznalo ze żałoba po śmierci nalezy się a po rozstaniu nie nalezy się to znaczy, że zaobserwowano, że ludzie ciężej przechodzą śmierć niż rozstanie. ALe i nawet po śmierci bliskiej osoby dochodzą do siebie po ok 12mcach.

                                        To skad ci sie wzielo to 12 miesiecy? nie ze "spoleczenstwa"??
                                        chyba nawet taki kiepski logik jak ty uzna ze jest tu pewien ciag myslenia...

                                        No oczywscie, oczywscie, jakies oficjalne prawo zostalo ustanowione,
                                        ALE nie przypadkiem na podstawie wynikow swietego spoleczenstwa, ????
                                        uuuups smile

                                        Minnie
                                        • urko70 Re: No dobrze 20.01.14, 09:25
                                          > to czlowiek moze tylko raz w zyciu przezyc traume???
                                          ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                          > urko70 napisał
                                          > Nie.
                                          >
                                          > Nieee?
                                          > To bardzo dziwne, bo dopiero co dowodziles ze:

                                          > To skad ci sie wzielo to 12 miesiecy? nie ze "spoleczenstwa"??
                                          > chyba nawet taki kiepski logik jak ty uzna ze jest tu pewien ciag myslenia...

                                          Oczywiście, że są ludzie przy których ja jestem kiepski i oczywiście, że jest tu ciąg myślenia, i oczywiście, że pogubiłaś się w nim dokładnie tak samo jak w znacznie prostszej sytuacji gdy zwróciłem Ci uwagę na to , że sygnaturka powinna mieć max 4 wersy. Nie rozumiałaś i zamiast zapytać to zarozumiale twierdziłaś, że na pewno masz rację.
                                          • ach_dama_byc_z_kanady Re: No dobrze 20.01.14, 09:36
                                            urko70 napisał:
                                            Oczywiście, że są ludzie przy których ja jestem kiepski i oczywiście, że jest tu ciąg myślenia, i oczywiście, że pogubiłaś się w nim dokładnie tak samo jak w znacznie prostszej sytuacji gdy zwróciłem Ci uwagę na to , że sygnaturka powinna mieć max 4 wersy. Nie rozumiałaś i zamiast zapytać to zarozumiale twierdziłaś, że na pewno masz racj

                                            Ze swoja kiepska logika kiepsko tlumaczyles, to nie zrozumialam,
                                            zrozumialam jak ktos inteligentny inteligentnie i po prostu napisal.
                                            O psychologii z daleka widac ze nie masz pojecia, po prostu ZERO.
                                            btw - kolejny przyklad twojej obsesyjnej osobowosci - ile jeszcze razy bedziesz klepac
                                            o sygnaturce??


                                            Minnie
                                            • urko70 Re: No dobrze 20.01.14, 10:01
                                              ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                              > urko70 napisał:
                                              > Oczywiście, że są ludzie przy których ja jestem kiepski i oczywiście, że jes
                                              > t tu ciąg myślenia, i oczywiście, że pogubiłaś się w nim dokładnie tak samo jak
                                              > w znacznie prostszej sytuacji gdy zwróciłem Ci uwagę na to , że sygnaturka pow
                                              > inna mieć max 4 wersy. Nie rozumiałaś i zamiast zapytać to zarozumiale twierdzi
                                              > łaś, że na pewno masz racj

                                              >
                                              > Ze swoja kiepska logika kiepsko tlumaczyles, to nie zrozumialam,
                                              > zrozumialam jak ktos inteligentny inteligentnie i po prostu napisal.

                                              Problem w tym, że ja użyłem niemal takich samych wręcz słów z podaniem Ci linków do definicji czym jest sygnaturka, czym się oddziela do zasadniczej wypowiedzi, co to jest delimiter.

                                              Oczywiście jako moderator powinnaś to mieć w małym palcu ale nie miałaś, nie wiedziałaś, nie chciałaś się dowiedzieć, a wszystko co umiałaś to pisać że na pewno wszystko robisz dobrze.
                                              • ach_dama_byc_z_kanady Re: No dobrze 21.01.14, 01:47
                                                urko70 napisał:
                                                Oczywiście jako moderator powinnaś to mieć w małym palcu ale nie miałaś, nie wiedziałaś, nie chciałaś się dowiedzieć, a wszystko co umiałaś to pisać że na pewno wszystko robisz dobrze.

                                                Urko, sprawa jest prosta -
                                                o psychologii nie masz zielonego pojecia. koniec-kropka.
                                                tupanie nozkami i w kolko krzyki o mojej sygnaturce nic ci nie pomoga.

                                                Minnie
                                                • urko70 Re: No dobrze 21.01.14, 09:13
                                                  ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                                  > urko70 napisał:
                                                  > Oczywiście jako moderator powinnaś to mieć w małym palcu ale nie miałaś, nie
                                                  > wiedziałaś, nie chciałaś się dowiedzieć, a wszystko co umiałaś to pisać że na
                                                  > pewno wszystko robisz dobrze.

                                                  >
                                                  > Urko, sprawa jest prosta -
                                                  > o psychologii nie masz zielonego pojecia. koniec-kropka.
                                                  > tupanie nozkami i w kolko krzyki o mojej sygnaturce nic ci nie pomoga.

                                                  Dokładnie tak samo byłaś całkowicie pewna swego w tamtej kwestii i ni cholery nie umiałaś się do tego przyznać ani nawet nie chciałaś się dowiedzieć - przeczytać.
                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 10.01.14, 13:56
                    urko70 napisał:
                    > Nie jesteś psychologiem, ani psychiatrą badającym takie zjawiska i pacjentów, wiec nie masz zielonego pojęcia o temacie i tyle.

                    Skąd wiesz?


                    To jest bardzo proste do stwierdzenia.

                    Zaden psycholog (ani psychiatra) , nawet najgorszy, co przelazl na trojach z dwiema szynami
                    przez swoje studia i kursy,
                    nie odwazylby sie negowac czyis uczuc, odczuc, wrazen, emocji itp a tym bardziej ponizac je, bagatelizowac czy wysmiewac, jak ty to robisz Urko.

                    Po drugie, nie rozrozniasz ze defincja jest dla ludzi nie ludzie dla definicji.


                    Minnie
                    • kora3 10/10 nt 10.01.14, 15:22

                    • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 13.01.14, 12:32
                      ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                      > urko70 napisał:
                      > > Nie jesteś psychologiem, ani psychiatrą badającym takie zjawiska i pac
                      > jentów, wiec nie masz zielonego pojęcia o temacie i tyle.
                      >
                      > Skąd wiesz?

                      >
                      > To jest bardzo proste do stwierdzenia.
                      >
                      > Zaden psycholog (ani psychiatra) , nawet najgorszy, co przelazl na trojach z dw
                      > iema szynami
                      > przez swoje studia i kursy,
                      > nie odwazylby sie negowac czyis uczuc, odczuc, wrazen, emocji itp a tym bardzi
                      > ej ponizac je, bagatelizowac czy wysmiewac, jak ty to robisz Urko.

                      Nie odróżniasz prowadzenia terapii czy choćby konsultacji z pacjentem od dyskusji na forum.
                      Przyjmujesz że Twoje przypuszczenia to wiedza. Ma to niewiele wspólnego z logicznym myśleniem.
                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 14.01.14, 00:47
                        urko70 napisał:
                        Nie odróżniasz prowadzenia terapii czy choćby konsultacji z pacjentem od dyskusji na forum.
                        Przyjmujesz że Twoje przypuszczenia to wiedza. Ma to niewiele wspólnego z logicznym myśleniem.


                        lolol

                        tu akurat nie ma roznicy czy w gabinecie czy na forum - albo sie ma jakie takie pojecie o psychologii,
                        albo nie.

                        TY nie masz. zadnego.

                        logiczne myslenie u ciebie rowniez szwankuje, sorry. wystarczy poczytac twe przezabawne wypowiedzi w dyskusjach z Kora.

                        Minnie
                        • urko70 Re: Kto, czyje samopoczucie ważniejsze? 15.01.14, 12:09
                          ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                          > TY nie masz. zadnego.
                          >
                          > logiczne myslenie u ciebie rowniez szwankuje, sorry. wystarczy poczytac twe prz
                          > ezabawne wypowiedzi w dyskusjach z Kora.

                          Z Twoich ust to komplement. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka