Dodaj do ulubionych

Nie chcę ciasta,głodny jestem.

19.03.14, 09:48
Syn mial w tygodniu urodziny.Nic nie wyprwaialam,nikogo nie zapraszalam.Tydzien przed urodzinami oboje chrzestni zapowiedzieli sie,że wpadną do malego.Ok,zrobilam dwa ciasta,wino,lody.Urodziny wypadly w tygodniu,o godz 18,rano trzeba do pracy.Mąż chrzestnej kiedy zobaczył,że impreza jest na slodko skomentował:a co ty mi tu ciasto serwujesz,ja glodny jestem!!
Zawsze byl nieociosanym burakiem,i jakos sobie z nim radzilam,ale wtedy zabraklo mi jezka w gebie z szoku.Do tej pory zla jestem na siebie,ze nie znalazlam odpowiedniej riposty.Jak sobie radzic z takimi chamami?
Obserwuj wątek
    • viryneja Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 10:46
      Jak można zaprosić gości i nie dać im jeść?
      • kora3 Normalnie 19.03.14, 13:17
        viryneja napisała:

        > Jak można zaprosić gości i nie dać im jeść?


        Zapraszając należy sprecyzować jakiego rodzaju będzie przyjęcie (kolacja, obiad, podwieczorek).
        Mnie niemożebnie wqrza, jak mnie kolezanka zaprasza na KAWĘ (w domysle do niej mogą pojawić się jakieś drobne przekąski), a zostaję podejmowana kolacja, czy obiadokolacją)
        Bo ja tak dużo nie jem, a jak ide do kogoś na 18-19 to już jestem po obiadokolacji i zwyczajnie nie chce mi się jesć.
        Tymczasem gospodyni zachęca, prosi,. by skosztować chociaż trochę. Tymczasem ja mam organizm tak "zorganizowany", ze jeśli zjem za dużo (nawet niewiele za dużo) to się źle czuję.

        Tak czy owak, nawet jeśli watkodawczyni nie sprecyzowała jakiego rodzaju (co do poczęstunku) będzie zaproszenie, a godzina była taka ze mógł być to zarówno podwieczorek, jak i kolacja, to uwaga gościa była nie na miejscu.
    • pavvka Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 10:57
      Jak sobie radzić? Najlepiej nakarmić tongue_out
      Komentarz zbyt bezpośredni, zgoda. Natomiast na miejscu gości też byłbym zdziwiony brakiem kolacji. Nie chodzi o szykowanie wielkiej uczty, ale umawiając się na 18 na coś więcej niż półgodzinne szybkie spotkanie jakiś posiłek domyślnie wchodzi w zestaw, chyba że zaznaczono inaczej. Pora jest raczej kolacyjna niż podwieczorkowa. Niechby to nawet były jakieś fajne kanapki zamiast jednego z dwóch ciast.
    • lena36 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 11:00
      Co za bzdury, przecież dała poczęstunek! cóż to, jak są goście zaraz musi na stół wjeżdżać rosół i schabowe? tym bardziej ze były to urodziny chrześniaka, jak rozumiem nie jakas wielka feta, chrześni sami zapowiedzieli że "wpadną". Jak dla mnie poczęstunek był ok. Tym bardziej ze główny zainteresowany to dziecko a spotkanie było w tygodniu.
      • lola-lola2 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 11:03
        Tak wlasnie było.Goscie sami zaznaczyli,ze wpadną i tyle.Nikogo specjalnie nie zapraszalam i nie planowalam w tygodniu imprezy.
        • nevada_r Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 11:12
          Ale 18 to już pora kolacyjna, więc pewnie chrzestni spodziewali się kolacji, a nie słodkiego poczęstunku. Owszem, chrzestny burak, ale ty tez powinnaś pomyśleć o gościach.
          • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 12:12
            18 to w wielu domach pora przed kolacją, odpowiednia na dania podwieczorkowe
            Ciasto pasowało tu idealnie...
            • default Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:21
              nchyb napisała:

              > 18 to w wielu domach pora przed kolacją, odpowiednia na dania podwieczorkowe

              Oczywiście - w tygodniu ok. 18 to ludzie (pracujący) najczęściej są tuż po obiedzie.
              • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:29
                ano właśnie
                ja na przykład dopiero siadam o tej porze do obiadu,
                ale zaraz padnie zarzut, że powinna gościowi podać cały obiad a nie byle ciasto smile
            • pavvka Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 16:11
              nchyb napisała:

              > 18 to w wielu domach pora przed kolacją, odpowiednia na dania podwieczorkowe
              > Ciasto pasowało tu idealnie...

              Gdyby goście o 18:30 mieli iść do domu, to owszem, ale biorąc pod uwagę charakter wizyty, raczej trwała ona znacznie dłużej, na tyle długo, że wracali w porze już za późnej żeby jeść kolację w domu.
              • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 17:28
                uważasz, że do małego dziecka, w środku tygodnia, porą późnopopołudniowo-wieczorną, bez specjalnej imprezy, a wyłącznie z życzeniami to przychodzi się na wielogodzinne posiedzenie?
                • pavvka Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 17:50
                  nchyb napisała:

                  > uważasz, że do małego dziecka, w środku tygodnia, porą późnopopołudniowo-wieczo
                  > rną, bez specjalnej imprezy, a wyłącznie z życzeniami to przychodzi się na wiel
                  > ogodzinne posiedzenie?

                  Wielo- nie, ale 2 do 3 godzin wydaje mi się w tej sytuacji normalne. Liczmy ostrożnie 2, czyli wizyta trwała od 18 do 20. W takim razie goście nieliczący na kolację u rodziców jubilata musieliby zjeść w domu albo ok. 17 albo dopiero w okolicach 21. Ani jedno ani drugie nie wydaje mi się standardową porą kolacyjną (chociaż różne ludzie mają upodobania).
                  • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 18:19
                    > Wielo- nie, ale 2 do 3 godzin wydaje mi się w tej sytuacji normalne

                    a mi już nie całkiem, bo przypomnę, to nie była zorganizowana impreza urodzinowa z przewidzianym wystawnym obiadem, czy też obiadokolacją...

                    jednak nawet na te 2 godziny - drobny poczęstunek przygotowany przez autorkę wątku powinien wystarczyć, osoby które wiedzą, ze będą zajęte po pracy, a nie spodziewają się wystawnego przyjęcia (bo nie mają powodu się spodziewać) nie powinny wpadać głodniejsze od wilka do rodziców dziecka
                    Kanapka więcej do pracy, obiad w przerwie, czy szybki fastfoodzik w drodze do - świetnie sprawę na tę godzinę czy nawet dwie załatwią, a przynajmniej powinny załatwić...


      • nevada_r Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 11:15
        > Co za bzdury, przecież dała poczęstunek! cóż to, jak są goście zaraz musi na st
        > ół wjeżdżać rosół i schabowe?

        Nie chodzi o rosół i schabowe, ale mogła zaserwować przynajmniej chleb i wędliny, i sałatkę, żeby goście mogli sobie zrobić kanapki. Godzina 18 to pora kolacyjna, a to, co podała autorka wątku, to raczej dania deserowe, poobiadowe. Nie każdy się naje słodyczami; w ogóle nie każdy lubi słodycze.
        • lena36 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 11:23
          Nie wiedziałam że jak wpadam do chrześniaka z prezentem i życzeniami to głównie liczę na to żeby sie najeść. W jakiejś innej rzeczywistości chyba funkcjonuję.
          • default Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 11:48
            To samo mi przyszło do głowy. Skoro to była inicjatywa chrzestnego, a nie konkretne zaproszenie ze strony gospodyni ("zapraszam na kolację z okazji urodzin"), to nie wiem, czemu oczekiwał, że zostanie obficie nakarmiony.
            Jeśli gość faktycznie był głodny, to w zależności od tego jak bliskie/swobodne są relacje między nim a gospodarzem, mógł:
            - nienachalnie poprosić o jakieś bardziej konkretne jedzenie ("przepraszam, ale jestem prosto z pracy - nie masz może jakiejś kanapki?") albo
            - nic nie mówić i zapchać się ciastami. Też sycą smile
            • nevada_r Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 11:52
              > - nienachalnie poprosić o jakieś bardziej konkretne jedzenie ("przepraszam, ale
              > jestem prosto z pracy - nie masz może jakiejś kanapki?") albo
              > - nic nie mówić i zapchać się ciastami. Też sycą smile

              1. Wszyscy przecież się zgadzamy, że nie chrzestny był nieuprzejmy, więc myślę, że możemy zostawić ten temat.
              2. Nie każdy lubi ciasto. Nie każdy naje się ciastem. Nie dla każdego ciasto to posiłek. Pora była kolacyjna, a autorka wątku dość niefortunnie dobrała menu - nie było ono odpowiednie dla każdego. Zamiast jednego z ciast powinna zaproponować coś konkretnego. To nie było spotkanie trwające pół godziny, tylko - jak przypuszczam - pewnie przynajmniej ze dwie. Można zgłodnieć w tym czasie.
              • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 12:16

                > 1. Wszyscy przecież się zgadzamy, że nie chrzestny był nieuprzejmy,

                jesteś pewna? a kto w takim razie był nieuprzejmy?

                > 2. Nie każdy lubi ciasto. Nie każdy naje się ciastem. Nie dla każdego ciasto to
                > posiłek. Pora była kolacyjna

                uwzięłaś się, dla Ciebie pora kolacyjna, dla wielu osób nie. Przychodząc do znajomych o 18, nie na imprezę/imieniny itd nie spodziewam się kolacji.

                > nie było ono odpowiednie dla każdego. Zamiast jednego z ciast powinna zapropon
                > ować coś konkretnego
                Moim zdaniem - wcale nie powinna (jak piszesz) proponować nic konkretnego, mogła, ale wcale nie musiała...
                To naprawdę nie była proszona zasiadana kolacja...
                • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 12:40
                  nchyb napisała:

                  >> jesteś pewna? a kto w takim razie był nieuprzejmy?<

                  Chrzestny jest niewinny, narozrabiał mąż chrzestnej smile
                  • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:08
                    to w zastępstwie za chrzestną będzie tatą chrzestnym wink
                    ale faktycznie, nie chrzestny, a jej mąż...
                • nevada_r Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:41
                  > > 1. Wszyscy przecież się zgadzamy, że nie chrzestny był nieuprzejmy,
                  >
                  > jesteś pewna? a kto w takim razie był nieuprzejmy?

                  A niech to, przeprasza. big_grin Chciałam napisać, że wszyscy się zgadzamy, że chrzestny BYŁ nieuprzejmy. Wybaczcie. smile
                  • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 14:06
                    nevada_r napisał(a):

                    > A niech to, przeprasza. big_grin Chciałam napisać, że wszyscy się zgadzamy, że chrzestny BYŁ nieuprzejmy. Wybaczcie. smile <

                    Ja się nie zgadzam smile Chrzestny niczym nie zawinił. Nawet nie wiemy, czy uczestniczył w spotkaniu.
                    • nevada_r Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 14:07
                      No dobrze: mąż chrzestnej wink
                    • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 14:15
                      > Ja się nie zgadzam smile Chrzestny niczym nie zawinił. Nawet nie wiemy, czy uczest
                      > niczył w spotkaniu.

                      ale zapowiadał się - jeżeli bez uprzedzenia nie był - to brzydko z jego strony smile
                      • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 14:18
                        nchyb napisała:

                        > ale zapowiadał się - jeżeli bez uprzedzenia nie był - to brzydko z jego strony smile <

                        Spóźnił się troszeczkę, bo kolejka po hamburgery była długa wink
                        • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:25
                          zły wybór z jego strony, w kiosku obok po hot dogi kolejka była zdecydowanie krótsza big_grin
              • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 14:43
                Tyle, że ów "głodomór" objawił się kiedy tylko zobaczył, że poczęstunek jest "na słodko"! Więc argument, że "można zgłodnieć w tym czasie" nietrafiony. Inna kwestia, że w środku tygodnia [wiedząc, że gospodarze pracują], wizyta u raczej małego dziecka - to nie wielogodzinna nasiadówa, a raczej godzinka, no, do półtorej. To nie jest okres czasu, którego normalny, zdrowy, dorosły człowiek nie może wytrzymać bez konkretnego posiłku.
        • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 14:24
          A ja, z racji zawodowych siadam do obiadu dopiero po 16:00, często o 16:30. I w tej sytuacji *muszę* po godzinie od obiadu wystawić na stół kolację, jeszcze piernicząc się z sałatkami, bo ktoś ma inaczej rozplanowany dzień?
          Sorry, jak dla mnie umówienie się "wpadnę w urodziny" - to właśnie umówienie się na ciasto, kawę, ewentualnie lody. W każdym razie na słodko - podwieczorkowo. Zwłaszcza, że solenizant jest dzieckiem i raczej większą frajdę mu sprawia lody i ciacho, niż kanapki z wędliną.
    • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 12:38
      Syn w przyszłym tygodniu będzie miał urodziny. Oboje chrzestni zapowiedzieli, że wpadną do małego. Nikogo więcej nie zapraszałam Urodziny wypadną w tygodniu, o godz 18, rano trzeba do pracy. Mąż chrzestnej lubi dobrze zjeść.

      Doradźcie mi, czy przygotować tylko coś na słodko (ciasto, lody) czy podać kolację (wędliny, sałatki, itp).


      ROTFL

      Kornel
      • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 12:54
        kornel-1 napisał:

        > Syn w przyszłym tygodniu będzie miał urodziny. Oboje chrzestni zapowiedzieli
        > , że wpadną do małego. Nikogo więcej nie zapraszałam Urodziny wypadną w tygodn
        > iu, o godz 18, rano trzeba do pracy. Mąż chrzestnej lubi dobrze zjeść.
        >
        > Doradźcie mi, czy przygotować tylko coś na słodko (ciasto, lody) czy podać kola
        > cję (wędliny, sałatki, itp).
        >


        No właśnie... Myślę, że każdy doradziłby coś oprócz ciasta. To, że goście sami się zapowiedzieli nie ma znaczenia. Gospodyni godząc się na spotkanie powinna zachować się tak, jakby to ona sama wystąpiła z zaproszeniem. To nie musiała byc typowa, proszona kolacja. Trochę wędliny na małym półmisku, coś do tej wędliny, jakaś sycąca sałatka i by wystarczyło.
        • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:10
          > typowa, proszona kolacja. Trochę wędliny na małym półmisku, coś do tej wędliny
          > , jakaś sycąca sałatka i by wystarczyło

          niekoniecznie
          po lekturze tego forum jestem wręcz przekonana, ze mógłby pojawić sie zarzut o nie podanie czegoś wytrawnego, ale na ciepło...
          wymagania co poniektórych bywają takie jak w powiedzeniu -daj komuś palec, a on będzie chciał całą rękę, a nawet więcej smile
          • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 14:37
            nchyb napisała:

            > niekoniecznie po lekturze tego forum jestem wręcz przekonana, ze mógłby pojawić sie zarzut o
            nie podanie czegoś wytrawnego, ale na ciepło... wymagania co poniektórych bywają takie jak w powiedzeniu -daj komuś palec, a on będzie chciał całą rękę, a nawet więcej smile<

            Mógłby, ale wtedy mogłabym współczuć Autorce z czystym sumieniem smile a tak, to czuję pewien niedosyt, jak ten głodny gość.
            Zresztą "na ciepło" też nie musi być ani kosztowne, ani pracochłonne, ani wykwintne. Jakaś zapiekanka może...? Za to przydałoby się trochę pomyślunku i empatii - roboczy dzień, ludzie pracują, może nie zdążyli zjeść czegoś konkretnego? Fajnie, że mimo wszystko pamiętali o dziecku, każdej matce powinno być miło w takiej sytuacji. No i oni wcale się nie wprosili. Zapowiedzieli się jak Bóg przykazał, a s-v do wierzenia podaje smile Źle zrobili? gdyby przyszli bez zapowiedzi, byłoby źle. Gdyby w ogóle nie pamiętali o urodzinach, też byłoby źle. To ja już nie wiem... Aż chce się zawołać wielkim głosem - "Panie prezydencie, jak żyć?!" wink
            • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:18
              > ntne. Jakaś zapiekanka może...? Za to przydałoby się trochę pomyślunku i empati
              > i - roboczy dzień, ludzie pracują, może nie zdążyli zjeść czegoś konkretnego?

              to nie powinni się wpraszać na taki dzień i tyle...
              ja to jednak traktuję jako swego rodzaju wproszenie się
              to nie matka dziecka ich zaprosiła na imprezę, tylko oni oznajmili, że wpadną
              ona po prostu nie zaprotestowała, a nawet przygotowała się na ich odwiedziny...

              jak żyć? normalnie, nie utrudniając swoimi wymaganiami życia innym
              dobrze, że mąż chrzestnej nie narzekał jeszcze, że wódka za ciepła... wink
              przy składaniu życzeń kilkulatkowi byłoby jak znalazł...
              • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 23:32
                nchyb napisała:

                > to nie powinni się wpraszać na taki dzień i tyle...<

                Dzień urodzin był najbardziej odpowiedni na niezobowiązującą wizytę u dziecka, a jeśli matce nie odpowiadał, to też mogła powiedzieć - w środę nie mogę ale zapraszam na sobotę/niedzielę.

                > ja to jednak traktuję jako swego rodzaju wproszenie się to nie matka dziecka ich zaprosiła na imprezę, tylko oni oznajmili, że wpadną ona po prostu nie zaprotestowała, a nawet przygotowała się na ich odwiedziny...<

                Nie zaprotestowała, nie zaproponowała innego dnia, tym samym umówiła się z nimi na dzień urodzin. Zresztą odwiedziny chrzestnych w dniu urodzin dziecka to fakt przewidywalny. Umówili się, albo jak wolisz, zapowiedzieli swoją wizytę z tygodniowym wyprzedzeniem. Uważam, że to bardzo ładnie z ich strony. Nie postawili matki "pod ścianą" wpadając bez uprzedzenia. Przygotowała się na ich odwiedziny dlatego właśnie, że spodziewała się gości. Oni byli umówieni.
                A gdyby to Autorka jako pierwsza wystąpiła z zaproszeniem, wszystko jedno w jakim dniu, i przygotowała tylko słodki poczęstunek, to gość miałby większe prawo dopominać się o "coś konkretnego"?
                • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 05:41
                  w żadnym przypadku grzeczny gość by się nie dopominał, jedynie mógłby poprosić
                  natomiast gdyby ona zapraszała - mogłaby wspomnieć jakiego typu imprezę szykuje...
                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 11:40
                    nchyb napisała:
                    w żadnym przypadku grzeczny gość by się nie dopominał, jedynie mógłby poprosić
                    natomiast gdyby ona zapraszała - mogłaby wspomnieć jakiego typu imprezę szykuje...


                    No tak, ja wlasnie o tym przeciez mowie - gosc bardzo niegrzecznie poprosil
                    o cos nieslodkiego "bo jest przeciez glodny".
                    Tu w tym momencie a propos "zapraszania i wspominania jaka impreza" trzeba poruszyc kwestie umawiania sie autorki watku z owym chrzestnym tydzien temu, kiedy to dzwonil ze wpadnie.

                    skoro dzwonil, to musieli sie jakos umawiac, nawet jesli autorka oficjalnie "nie zapraszala"
                    to musiala wyrazic jakas zgode na "wpadniecie", ktory dzien co najmniej, plus minus godzina itp
                    sila woli wiec chrzestny poczul sie co najmniej 'zaakceptowany' aby przyjsc z urodzinowa wizyta czy jak to umownie nazwac.
                    Pytanie, czy autorka wtedy wspominala o poczestunku - mysle ze nie,
                    co zaznacza w pierwszym poscie
                    - "nie zapraszalam, nie wyprawialam" - ale,
                    jak podkreslam jakas umowa podczas rozmowy tydzien wczesniej co do spotkania
                    musiala byc.
                    Chrzestny mial zatem troszke prawa spodziewac sie wiekszego poczestunku poza ciastem,
                    co oczywscie nie uprawnia go w zaden sposob do bezczelnego domagania sie o owy.

                    Minnie
                    • ach_dama_byc_z_kanady Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 11:55
                      A tak w ogole to uwazam ze Nchyb,
                      a/ nie nie mam zrodla ktore wskazuje na "taka powinnosc" smile
                      b zaprasza sie konkretnie- czyli nawet 'tydzien temu' trzeba bylo powiedziec wyraznie
                      'zapraszam na male przyjecie z kawa i ciastem i tortem urodzinowym' - i wtedy wszelkie
                      bezczelne pretensje skwitowac "przeciez mowilam ze to tylko torcik z kawa".

                      Nie znam zrodla, ale u mnie byl zwyczaj (nie tylko u mnie w rodzinie, u wszystkich znajomych)
                      ze jak sie konretnie zaprasza na urodziny to sie podaje chociaz kanapki oprocz ciastek i kawy.
                      a tu przypominam mamy problem co tkwi w sposobie umawiania sie. co zrozumial gosc, a co godpodyni gdy rozmawiali przez telefon tydzien temu. ufff ile razy jeszcze to powiem lolol

                      Minnie
                    • mallard Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 08:31
                      ach_dama_byc_z_kanady napisała:


                      > sila woli wiec chrzestny poczul sie co najmniej 'zaakceptowany'

                      Siłę woli sugeruję zostawić na poważniejsze sytuacje, - tutaj powinna wystarczyć siła rzeczy tongue_out
                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 09:49
                        mallard napisał:
                        tutaj powinna wystarczyć siła rzeczy

                        a niech to kaczka kopnie, przejezyczylam sie wink

                        Minnie
            • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:23
              > kiej sytuacji. No i oni wcale się nie wprosili. Zapowiedzieli się jak Bóg przyk
              > azał, a s-v do wierzenia podaje smile Źle zrobili? gdyby przyszli bez zapowiedzi,
              > byłoby źle. Gdyby w ogóle nie pamiętali o urodzinach, też byłoby źle. To ja już
              > nie wiem..

              już pisałam - ja bym zrobiła tak:
              forum.gazeta.pl/forum/w,10226,150166502,150171041,Re_Nie_chce_ciasta_glodny_jestem_.html
            • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 16:58
              matylda1001 napisała:

              > Zapowiedzieli się jak Bóg przyk
              > azał, a s-v do wierzenia podaje smile Źle zrobili? gdyby przyszli bez zapowiedzi,
              > byłoby źle. Gdyby w ogóle nie pamiętali o urodzinach, też byłoby źle. To ja już
              > nie wiem... Aż chce się zawołać wielkim głosem - "Panie prezydencie, jak żyć?!

              Najlepiej normalnie i wg zasad, to znaczy złożyć życzenia i POCZEKAĆ na zaproszenie. "Zapowiadanie się" nie jest grzeczne, tak samo jak przychodzenie bez zapowiedzi.
              • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 23:03
                aqua48 napisała:

                > Najlepiej normalnie i wg zasad, to znaczy złożyć życzenia i POCZEKAĆ na zaproszenie. <

                W dniu urodzin? Telefonicznie czy przez domofon? a co jeśli dziecko malutkie i jeszcze mówić nie potrafi?

                >"Zapowiadanie się" nie jest grzeczne, tak samo jak przychodzenie bez zapowiedzi.<

                Nie... no... Zachowajmy jakieś granice rozsądku, bo to już obłęd jakiś smile Przyjść bez zapowiedzi nie wypada, umówić się na spotkanie też nie wypada... Pozostaje ławka w parku albo przesłanie prezentu przez kuriera.
                • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 09:56
                  matylda1001 napisała:

                  > > Najlepiej normalnie i wg zasad, to znaczy złożyć życzenia i POCZEKAĆ na z
                  > aproszenie.
                  > W dniu urodzin? Telefonicznie czy przez domofon? a co jeśli dziecko malutkie i
                  > jeszcze mówić nie potrafi?

                  Jeśli dziecko malutkie i mówić nie potrafi to życzenia w jego imieniu odbiorą rodzice. Pomysł składania życzeń.. przez domofon jest kuriozalny.
                  >
                  > >"Zapowiadanie się" nie jest grzeczne, tak samo jak przychodzenie bez zapow
                  > iedzi.<
                  >
                  > Nie... no... Zachowajmy jakieś granice rozsądku, bo to już obłęd jakiś smile Przyj
                  > ść bez zapowiedzi nie wypada, umówić się na spotkanie też nie wypada.

                  Tak, przyjść bez zapowiedzi nie wypada, umówić się natomiast wypada jak najbardziej, ale umawianie się NIE POLEGA na oznajmianiu, że się przyjdzie wtedy i wtedy i robieniu awantury o złe przyjęcie i słaby wyszynk, tylko na grzecznym wyrażeniu chęci odwiedzin solenizanta czy jubilata i zapytaniu gospodarzy KIEDY można wizytę złożyć.
                  • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 12:03
                    aqua48 napisała:

                    > Pomysł składania życzeń.. przez domofon jest kuriozalny.<

                    Właśnie dlatego podałam jako przykład smile No, ale skoro życzenia składa się prawidłowo w dniu święta (ani wcześniej, ani póżniej) to trudno się umówić PO złożeniu życzeń na wizytę w tym właśnie dniu. No, chyba że właśnie stoi się przed domem i ten domofon... wink

                    >umówić się natomiast wypada jak najbardziej, ale umawianie się NIE POLEGA na oznajmianiu, że się przyjdzie wtedy i wtedy <

                    No to wobec tego w jaki sposób należy się umawiać? Poważnie pytam, bo mam wrażenie, że ja w jakimś innym świecie żyję smile W moim otoczeniu jest tak, że jeden proponuje datę i miejsce spotkania, a drugi albo na to przystaje, bo mu pasuje, albo proponuje inaczej. W każdym razie z chwilą ustalenia szczegółów gość czuje sie zaproszonym i oczekiwanym. Przecież to normalne, że skoro dziecko ma chrzestnych, na dodatek takich wymarzonych, którzy dbają o kontakty z chrześniakiem, to będą chcieli odwiedzić dziecko z okazji urodzin. Dla matki to chyba nie powinno być zaskoczeniem. Oni nie zapowiedzieli sie, ot, tak, bez okazji. Zaproponowali termin, matka na to przystała, nie zaproponowała innego terminu, czyli UMÓWIŁA SIĘ Z NMI NA TEN DZIEŃ, proste i logiczne. O co te pretensje, czy o to, że Jej dziecko jest ważne dla tych ludzi?

                    > na grzecznym wyrażeniu chęci odwiedzin solenizanta czy jubilata i zapytaniu gospodarzy KIEDY można wizytę złożyć.<

                    A sądzisz, że mogło byc inaczej? Pewnie zadzwonili i powiedzieli, że chcieliby odwiedzić Jasia w dniu urodzin. Jeśli matce termin nie odpowiadał, to mogła powiedziec - w środę nie, ale zapraszam na sobotę. No, ale widocznie termin jej odpowiadał, skoro się umówiła na ten dzień. Na pewno nie powiedzieli - będziemy w środę o 18, do zobaczenia.

                    >robieniu awantury o złe przyjęcie i słaby wyszynk<

                    Takie zachowanie byłoby niedopuszczalne w żadnej sytuacji, to już chyba ustaliliśmy.

          • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 11:15
            nchyb napisała:

            > > typowa, proszona kolacja. Trochę wędliny na małym półmisku, coś do tej wę
            > dliny jakaś sycąca sałatka i by wystarczyło
            >
            > niekoniecznie
            > po lekturze tego forum jestem wręcz przekonana, ze mógłby pojawić sie zarzut o
            > nie podanie czegoś wytrawnego, ale na ciepło...

            Też jestem podobnego zdania. Gość zamanifestował głód oraz to, że nie odpowiada mu menu podane przez gospodynię. Sałatka mogłaby być za mało sycąca (a co on królik jest żeby jeść zieleninę), a wędliny za mało i za zimna smile
    • kora3 Wiesz, generalnie zapraszajac 19.03.14, 13:10
      należy sprecyzować rodzaj imprezy.
      Co prawda zwykle wskazuje na niego także godzina spotkania, ale 18. to może być równie dobrze podwieczorek, który zaserwowałaś, jak i kolacja.
      Uwaga meza chrzestnej na pewno była nie na miejscu, nawet bowiem gdy zapraszający nie sprecyzował formy poczęstunku i gość spodziewał się innej niż jest, nie wypada dawać temu wyraz.
      Natomiast abstrahując od stricte tej sytuacji z mezem chrzestnej, nie powinno się także podwieczorku serwować w wersji "tylko na słodko", chyba, ze ma się absolutną pewnośc, że wszyscy zaproszeni słodycze jadają i lubią.
      Tym, którzy uch nie lubią, czy nie jadają z założenia można podać słone przekąski (paluszki, krakersy, koreczki)
    • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:28
      Dlatego warto zawsze zaznaczyć, jaki jest charakter poczestunku. Przecież to żaden problemowiedziec "zapraszam na lody / ciasto / obiad / kolacje" - i wszystko jest jasne.
      Maz chrzestnej zachował sie nieelegancko, ale przyznam szczerze, ze gdybym spodziewała sie kolacji (nie wystawnej, ale choćby wędliny / sera i pieczywa), to tez byłabym zła, bo nie uznaje ciasta jako posiłku. Nie skomentowalabym oczywiscie, ale miałabym żal do gospodyni, ze nie uprzedzila mnie, ze powinnam zjeść kolacje w domu. Bo pora faktycznie była kolacyjna - trudno wymagać, zeby goście zjedli kolacje przed wyjściem (o 17?), a pewnie spotkanie potrwalo 2-3 godziny, mozna było zgłodniec.
      • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:34
        a1ma napisała:

        > Dlatego warto zawsze zaznaczyć, jaki jest charakter poczestunku. Przecież to ża
        > den problemowiedziec "zapraszam na lody / ciasto / obiad / kolacje" - i wszystk
        > o jest jasne.

        Bez przesady smile
        W tym wypadku chodzi o zaproszenie na urodziny (w imieniu dziecka).

        "Zapraszamy was na urodziny. Będzie podane ciasto/coś na ciepło."

        ?!?!?!

        W życiu!

        Zaprasza się na imieniny/urodziny podając godzinę a nie menu.

        Kornel
        • kora3 nie musisz podawac menu 19.03.14, 13:39
          Zawsze możesz zaprosić na urodzinowy obiad, podwieczorek, kolację.
          Tu jest problem taki, że zasadniczo chrzestni z os. tow. niejako "wprosili" się sami - w tym sensie, ze sami zaproponowali dzień i godzinę.

          Sama godzina w tym przypadku nie wskazuje na rodzaj podejmowania. Dla mnie jest to czas już po obiadokolacji, a dla innych czas podwieczorkowy, bo kolację jadają ok. 20, zas dla jeszcze innych dokładnie pora kolacji.
        • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:44
          Ale sam widzisz, ze dla gości nie jest oczywiste, czego sie spodziewać.
          I to jest problem, bo nie jest żadnym kłopotem zjeść obiad tuz przed wyjściem albo go nie zjeść, ale trzeba wiedzieć, czym zostaniemy poczestowani. Akurat urodziny to bardzo pojemne pojęcie i uważam, ze nalezy sprecyzować, czy zapraszamy z tej okazji na kawę, czy na całonocna imprezę, czy coś pomiędzy.
          • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:51
            > dziny to bardzo pojemne pojęcie i uważam, ze nalezy sprecyzować, czy zapraszamy
            > z tej okazji na kawę, czy na całonocna imprezę, czy coś pomiędzy.

            al tu jest całkowicie inna sytuacja, mama malca NIE ZAPRASZAŁA gości z okazji urodzin, tylko wyraziła zgodę na ich przyjście w tym dniu do dziecka. Dodatkowo przygotowała z tej okazji drobny słodki poczęstunek, mimo że imprezy nie planowała, ale poszła "wpraszającym się" na rękę...

            poza tym, ja naprawdę uważam, ze krótka wizyta u małego dziecka nie jest powodem do najedzenia się, wystawnej kolacji/obiadu itp, nie wymaga później wizyty u dietetyka

            Chociaż po lekturze tego forum coraz częściej zastanawiam się, kiedy pojawią się teksty o talerzyku (jego koszcie) na roczku u dziecka i wyszynku uzależnionym od prezentu, np. wartości grzechotki itp... wink
            • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 14:02
              Akurat poczestunek, ktory zaproponowała autorka wątku, bedzie powodem wizyty u dietetyka bardziej, niz byłaby prosta kolacja wink
              • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:19
                kawałek ciasta powodem wizyty u dietetyka? czy też sądzisz, ze goście muszą po całym torcie na raz na osobę?... wink
                • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:30
                  A zwykła kolacja jest powodem do takiej wizyty? To Ty przywolalas dietetyka, zupełnie nie rozumiem dlaczego, nie ja.
                  • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:36
                    ale tu nie mamy w ogóle mowy o wizycie z kolacją
                    stąd moja kpina, że ten gość nie powinien nastawiać się na taki full wypas,ze jakby zjadł wszystko, to mógłby wylądować u lekarza z powodu niestrawności...
                    A znam takie osoby, serio...
                    • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:47
                      Jest mowa o wizycie z okazji urodzin. Moim zdaniem taka wizyta obejmuje chociaż skromny poczestunek.
                      • kora3 Rzecz w tym, że poczęstunek był 19.03.14, 16:34
                        w postaci wspomnianych przez watkodawczynię słodkości. Pomijając fakt, ze nie powinno się także na podwieczorek serwować wyłącznie słodkich przekąsek, myslę, że wykonawczyni nie popełniła żadnego nietaktu nie przygotowując poczerunku, ze tak powiem bardziej treściwego.
                        Co prawda chrzestni sami się "wprosili" podając dzień i godzinę, ale watkodawczyni mogła godząc się na te propozycję powiedzieć "A zatem zapraszam was na urodzinowy podwieczorek" dając w ten sposób do zrozumienia, jaki charakter będzie mieć spotkanie
                        • nchyb Re: Rzecz w tym, że poczęstunek był 19.03.14, 17:32
                          > owinno się także na podwieczorek serwować wyłącznie słodkich przekąsek,

                          wzorem angielskich fajfokloków można jeszcze było podać małe kanapeczki z ogórkiem. Też wątpię, czy panu mężowi matki chrzestnej by to odpowiadało smile
                          • kora3 Nie chodzi o meza chrzestnej Nchyb :) 20.03.14, 07:09
                            nchyb napisała:
                            >
                            > wzorem angielskich fajfokloków można jeszcze było podać małe kanapeczki z ogórk
                            > iem. Też wątpię, czy panu mężowi matki chrzestnej by to odpowiadało smile


                            Po prostu nie powinno się podawać wyłącznie słodkich przekąsek, bo nie wszyscy jadają słodycze.
                            Oczywiście niesłodkie przekąski, to nie odpowiednik kolacji, tylko właśnie przekąski - jakieś koreczki, krakersy itd.
                      • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 10:50
                        Ale przecież wątkodawczyni zaoferowała poczęstunek! Dwa rodzaje ciasta, wino, lody. Jak najbardziej stosownie - urodziny dziecka, nie "goszczona" impreza, a "wpadnięcie" chrzestnych z życzeniami. Zakładam, że zaoferowała także kawę i/lub herbatę. Więc wcale nie tak źle. Mąż chrzestnej zachował się jak buc, na widok stołu grymasząc, że on chce coś innego.
                        • pavvka Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 13:10
                          vi_san napisała:

                          > Ale przecież wątkodawczyni zaoferowała poczęstunek! Dwa rodzaje ciasta, wino, l
                          > ody.

                          Tylko że w porze kolacyjnej to takie trochę ni w pięć ni w dziewięć. Jak już pisałem ja i inni, sensowniej by było choćby zamiast jednego ciasta przygotować kanapki albo jakąś treściwą sałatkę. Wcale nie byłoby drożej ani bardziej pracochłonnie. Zresztą nawet dla osoby bardzo lubiącej słodycze dwa różne ciasta plus jeszcze lody na jedno posiedzenie to zbytek dobrego.
                          • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 14:23
                            Otóż dla *ciebie* [i na pewno nie wyłącznie dla ciebie] jest to pora "kolacyjna". Dla mnie zaś, ze względów zawodowych - pora "poobiednia" [bo do obiadu siadam najwcześniej około 16:00]. Nie wyobrażam sobie podawania kolacji w półtorej godziny po obiedzie.
                            Poza tym ładnie to brzmi: sałatkę [koniecznie "treściwą", cokolwiek to znaczy], kanapki... Tylko jakoś też nie wyobrażam sobie jak po powrocie z pracy, szybkim obiedzie [niech będzie, że od stołu wstajemy o 16:30, choć w realu to raczej rzadkie] moim marzeniem było bawić się w treściwe sałatki, czy szykowanie tony kanapek, bo może akurat przyjdzie jakiś buc, którego celem jest wyłącznie napchanie się po dziurki w nosie, a słodycze to nie jedzenie...
                            Jak na poczęstunek przy kawce - to dwa rodzaje ciast i lody - są szerokim asortymentem.
                            Mąż chrzestnej zachował się jak cham i już. Wątkodawczyni nie musi przewidywać o której to ów pan ma zwyczaj jeść kolację i co na nią spożywać. Bo nader prawdopodobne, że gdyby podała nawet treściwą sałatkę, to usłyszałaby: co ja, królik jestem, że mnie zielenina pasiesz? Daj coś sensownego!
                            • pavvka Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 21.03.14, 09:30
                              vi_san napisała:

                              > Poza tym ładnie to brzmi: sałatkę [koniecznie "treściwą", cokolwiek to znaczy],
                              > kanapki... Tylko jakoś też nie wyobrażam sobie jak po powrocie z pracy, szybki
                              > m obiedzie [niech będzie, że od stołu wstajemy o 16:30, choć w realu to raczej
                              > rzadkie] moim marzeniem było bawić się w treściwe sałatki, czy szykowanie tony
                              > kanapek, bo może akurat przyjdzie jakiś buc, którego celem jest wyłącznie napch
                              > anie się po dziurki w nosie, a słodycze to nie jedzenie...

                              A pieczenie ciast jest Twoim marzeniem? Moje propozycje były na pewno mniej czaso- i pracochłonne.
                              • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:15
                                pavvka napisał:

                                > A pieczenie ciast jest Twoim marzeniem? Moje propozycje były na pewno mniej cza
                                > so- i pracochłonne.

                                Wiesz, ja szybciej i bez zmęczenia upiekę ciasto niż zrobię sałatkę lub przygotuję kanapki.
                              • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 22:20
                                Pavvka, tyle, że wątkodawczyni nie napisała "upiekłam" dwa ciasta, a "przygotowałam". Czyli mogła: a. nabyć ciasta w cukierni i w domu pokroić je i ułożyć dekoracyjnie na paterze, b. zrobić *rano* szybki sernik na zimno bez ciasta [mam sama taki przepis - genialny!] i tylko wyjąc go z lodówki oraz zorganizować jakieś drugie "niekłopotliwe" ciacho, c. Jeśli urodziny wypadły w poniedziałek - ciasta mogła upiec w niedzielę a w dzień urodzin tylko je udekorować, przełożyć kremem.
                                Poza tym ja mam kilka takich właśnie przepisów na "szybkie" i kompletnie bezwysiłkowe ciasta, a szykowanie sałatki to nie pięć minut. Podobnie jak sterty kanapek. Pomijając już to, że i sałatka i kanapki przez takiego buca mogłyby zostać uznane za "niewystarczające", bo powinna być co najmniej jedna ciepła potrawa.
                                • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 00:28
                                  vi_san napisała:

                                  >Pomijając już to, że i sałatka i kanapki przez takiego buca mogłyby zostać uznane za "niewystarczające", bo powinna być co najmniej jedna ciepła potrawa.<

                                  Nie sądzę. Buc zaspokoiłby głód i nieprzyjemnego, dalszego ciągu zapewne by nie było. A gdyby jednak był, to wtedy Autorka z czystym sumieniem mogłaby sobie powiedzieć, że ze swojej strony zrobiła wszystko, co do gościnnej PANI DOMU należało. Mogła wykazać się większą wyobraźnią Gdyby to była niedziela, gdy większośc normalnych ludzi ma wolne, to goście zjedliby obiad w domu i ostatecznie popołudniową "herbatkę" można by było jakoś wytłumaczyć, ale to nie była niedziela, i właśnie dlatego należało przygotować coś bardziej odpowiedniego. Było do przewidzenia, że goście mogą byc zwyczajnie głodni. Młodzi mężczyźni na ogół nie przepadają za ciastem. Mój mąż, na przykład, gdzieś tak do 40 roku życia ciasta w ogóle nie jadał. Nie tknąłby nawet przez grzeczność, nawet z głodu. Teraz już niektóre ciasta jada. Ten człowiek może mieć podobnie... a że się upomniał? Nieładnie, ale może nie wyczuwa niechęci płynącej ze strony Autorki, może to być zresztą bardzo bliska rodzina (o tym Autorka nie napisała) wśród której można się czuć bardziej swobodnie. Jak się zaprasza gości (tak, tak, Ona zaprosiła gości, umówiła się z nimi) to należ się wywiązać z roli gospodyni.
                                  • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 14:08
                                    Głównym błędem, moim zdaniem, było właśnie to nieszczęsne "umówienie się". Po pierwsze: za nic na świecie nie wypada gościowi proponować "to ja wpadnę". Po drugie, skoro już takie zdanie padło gospodyni powinna była doprecyzować, np. "W porządku, przyjdźcie do chrześniaka na podwieczorek, koło 18:00", albo "W takim razie zapraszam na kolację". Po trzecie wreszcie: mnie uczono w domu [być może niekulturalnie], że na każdą wizytę [poza *konkretnie* umówionym posiłkiem] wypada przyjść sytym.
                                    Pozostałe nieprzyjemności są tylko prosta konsekwencją nieporozumienia przy umawianiu. Bo "gdyby" ów pan wiedział, że to będzie tylko słodki podwieczorek - zapewne zjadłby coś wcześniej, "gdyby, "gdyby", "gdyby".
                                    Mimo wszystko zachowanie pana - koszmarne i chamskie. Jeszcze uszłoby, gdyby wyraził to w innej formie [np. "Wiesz Lola, jestem prosto po pracy, nie mogłabyś mi zrobić jakiejś kanapki?", zamiast obcesowego "A co ty mi tu ciasto serwujesz, ja głodny jestem!"]. Poza tym znam i takich, którzy na sałatkę by się skrzywili "A co ja, królik jestem, że mnie zielenina pasiesz?", a na kanapki skomentowaliby "Takie cos to se mogę w McDonaldzie kupić!". I zapewne gdyby wątkodawczyni podała na stół sałatkę, chleb, wędliny i serki to część "forumowiczów" by ją i tak skrytykowała, że nie podała chociaż zapiekanki. Bo przecież wiadomo, że mężczyźni wolą coś na ciepło. Więc jeśli idzie o zachowanie pana - główny zarzut to forma jaką wybrał, a nie treść.
                                    To, że Twój mąż nawet grzecznościowo nie ruszyłby tortu na urodzinach dziecka - nie świadczy o nim dobrze i tyle. Można nie lubić słodyczy, ale minimum kultury wymaga, by nie krępować gospodarzy swoim zachowaniem. Odmowa urodzinowego tortu jest nie tylko dyskomfortem gospodarzy - może tez sprawić przykrość małemu solenizantowi.
                                    I na koniec: jak się przychodzi do kogoś z wizytą, zwłaszcza jeśli się na nią samemu wprosiło, należy się wywiązać z roli gościa - czyli podporządkować prawom domu w którym się jest.
                                    Na marginesie: ciekawe, czy też byś mówiła o "wywiązywaniu się z roli gospodarza", gdyby gość np. chciał sobie palic papierochy w salonie - przy założeniu stałych mieszkańców domu dwójki małych dzieci i ich nie palących rodziców?
                                    • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 17:50
                                      vi_san napisała:

                                      > Głównym błędem, moim zdaniem, było właśnie to nieszczęsne "umówienie się". Po pierwsze: za nic na świecie nie wypada gościowi proponować "to ja wpadnę"<

                                      No, nie wiem... w końcu Autorka mogła się spodziewać tej propozycji. Przecież to były urodziny Jej synka - dzień najbardziej odpowiedni na taką wizytę. Mogła sobie jakoś zarezerwować to popołudnie, a jak nie mogła, to należało zaproponować inny dzień. Skoro się jednak umówiła, to znaczy, że dzień spotkania Jej odpowiadał. Tylko przygotowała się niewłaściwie. Inaczej by było, gdyby goście zapowiedzieli się bez okazji.

                                      > Mimo wszystko zachowanie pana - koszmarne i chamskie. Jeszcze uszłoby, gdyby wyraził to w innej formie [np. "Wiesz Lola, jestem prosto po pracy, nie mogłabyś mi zrobić jakiejś kanapki?", zamiast obcesowego "A co ty mi tu ciasto serwujesz, ja głodny jestem!"].<

                                      Pewnie, że to bylo niegrzeczne, ale nie pomyślałaś, że w rzeczywistości mógł to powiedzieć jakoś inaczej, niż to przedstawia Autorka? Może powiedział to tonem żartobliwym, nie w formie wymówki? Ona go nie lubi, przed nami wcale tego nie kryje, ale jemu może tego nie okazuje, może gra miłą, przyjemna koleżankę/kuzynkę? W takiej sytuacji każde jego słowo, każdy gest będzie na - NIE! Tym bardziej tu, gdzie może sobie pozwolić na szczerość, a w realu musi tłumić w sobie.

                                      > To, że Twój mąż nawet grzecznościowo nie ruszyłby tortu na urodzinach dziecka - nie świadczy o nim dobrze i tyle. Można nie lubić słodyczy, ale minimum kultury wymaga, by nie krępować gospodarzy swoim zachowaniem. Odmowa urodzinowego tortu jest nie tylko dyskomfortem gospodarzy - może tez sprawić przykrość małemu solenizantowi.<

                                      Absolutnie nie zgadzam się z takim podejściem. To by znaczyło, że ja powinnam wypić zaproponowany alkohol, chociaż nigdy nie piję bo nie lubię. No, ale przecież toast za zdrowie solenizanta/jubilata w tym nielubieniu się nie mieści. Powinnam wypić za zdrowie, i już! Podobnie wegetarianin powinien spróbować mojego schabiku, który dziś właśnie wyszedł mi wyjątkowo pyszny. Jak nie spróbuje, to będzie mi przykro, tak się starałam smile Niepalący powinien przyjąć papierosa, a ktoś, kto nie znosi morskiego paskudztwa, powinien przez grzeczność zajadać sie ostrygami. Choćby mu miały stawać w gardle na sztorc smile Terroryzmowi przy stole mówię stanowcze - NIE!
                                      O kulturę mojego męża jestem zupełnie spokojna smile Zresztą nie było tak źle. Nigdy nie robił cyrku i nie odmawiał ostentacyjnie. Przyjmował talerzyk z tortem. Ja zjadałam swój kawałek a potem zamienialiśmy talerzyki i zjadałam drugi kawałek. Oboje byliśmy zadowoleni smile Poza tym cała rodzina i wszyscy znajomi wiedzieli, że on ciast nie jada i nikt nie proponowałby na siłę.

                                      >> I na koniec: jak się przychodzi do kogoś z wizytą, zwłaszcza jeśli się na nią samemu wprosiło, należy się wywiązać z roli gościa - czyli podporządkować prawom domu w którym się jest.<

                                      No ale w omawianej sytuacji goście się nie wprosili. Umówili się na konkretny dzień, na konkretną godzinę, byli zaproszeni i oczekiwani i nawet gospodyni przygotowała się na ich przyjęcie. Że niezbyt starannie, to już inna sprawa.

                                      >Na marginesie: ciekawe, czy też byś mówiła o "wywiązywaniu się z roli gospodarza", gdyby gość np. chciał sobie palic papierochy w salonie - przy założeniu stałych mieszkańców domu dwójki małych dzieci i ich nie palących rodziców?<

                                      No, niestety... Gość w dom - Bóg w dom. U mnie w domu się nie pali i wszyscy goście o tym wiedza, ale gdyby jednak ktoś wpadł na taki pomysł, to trzeba by to jakoś zaakceptować smile


                                      • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 03.04.14, 13:11
                                        Co do umówienia się... Właśnie sposób tegoż był niefortunny. Na propozycję "To przyjdziemy we wtorek po pracy" autorka powinna była odpowiedzieć: a. "Przykro mi, ale nie organizuję uroczystości. Lepiej wpadnijcie w następną sobotę/niedzielę około 13:00. Zjemy razem obiad, a potem będzie tort i kawa"; b. "W takim razie przyjdźcie koło 18:00 na podwieczorek, zrobię ciacho, kupie lody..."; lub c. "Ok, w takim razie zapraszam w poniedziałek o 18:00 na kolację.".
                                        Moim zdaniem właśnie ciasto, lody, wino, kawa, herbata są jak najstosowniejszym poczęstunkiem na urodzinach małego dziecka, skoro gospodyni wyraźnie zaznaczyła, że imprezy nie robi! W ogóle dla mnie fakt, że goście "się zapraszają" to jakiś kosmos - autorka mało asertywna, ale też w moim odczuciu trzeba mieć tupet, by oznajmić "To ja przyjadę!" gdy nieszczęsna gospodyni mówi, iż nie przewiduje spotkań...
                                        Pomyślałam też, że "w realu" mogło to zabrzmieć całkiem inaczej, wiele też może zmienić ton głosu, uśmiech itd. Jednak odnoszę się nie do tego, co być może, a do tego, co napisała autorka. Jeśli więc na widok zastawionego "podwieczorkowo" stołu ów pan pozwolił sobie na tego typu niewybredne komentarze - nie ma usprawiedliwienia.
                                        Cóż, co do "przymusu" stołowego. W kwestiach alkoholu, wege itp. - należałoby *przed* imprezą uprzedzić gospodarza o swoich preferencjach bądź możliwościach spożywczych - wówczas nie będzie problemu. Mam znajomą "wyleczoną" z alkoholizmu. Przed imieninami, itp. zawsze uprzedza gospodarzy, że ona kropli alko nie wypije - spełnia toast woda mineralną czy czym tam - nie ma problemu. Co do wege, Matyldo, był kiedyś cały duży wątek [zapewne nie jeden]. Wege nie uprzedziwszy o swoich preferencjach nie powinien oczekiwać, że gospodarz sam z siebie w przypływie jasnowidzenia domyśli się, iż gość bezmięsny mu się trafił. Papieros nie jest obowiązkowym elementem żadnej imprezy, czasy fajki pokoju wyszły z mody, więc argument nie trafiony. Co do owoców morza [których osobiście nie lubię] to minimum kultury wymaga, by [tak jak robiliście z mężem w kwestii ciast] przyjąć to co podane, podziękować z uśmiechem. Jeść już nie koniecznie. Sama napisałaś najistotniejsze! " Nigdy nie robił cyrku i nie odmawiał ostentacyjnie.". O Jego kulturę się nie obawiałam, zakładam, że osoba aktywna na forum sv raczej nie związałaby się z kimś, kto kompletnie nie umie się zachować.
                                        "Gość w dom, Bóg w dom" to piękna zasada. Tylko, że moim zdaniem dobry gospodarz musi się nagiąć do "pomysłów" gościa, zaś kulturalny gość nie będzie przejawiał krępujących dla gospodarza fanaberii.
                                        • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 03.04.14, 23:41
                                          vi_san napisała:

                                          > Co do umówienia się... Właśnie sposób tegoż był niefortunny. Na propozycję "To przyjdziemy we wtorek po pracy"... <

                                          Nie wierzę, żeby nie padło pytanie "czy możemy przyjść we wtorek po pracy?" Po prostu, zwyczajnie - nie wierzę, i już.

                                          > Moim zdaniem właśnie ciasto, lody, wino, kawa, herbata są jak najstosowniejszym
                                          poczęstunkiem na urodzinach małego dziecka, skoro gospodyni wyraźnie zaznaczyła, że imprezy nie robi! W ogóle dla mnie fakt, że goście "się zapraszają" to jakiś kosmos - autorka mało asertywna, ale też w moim odczuciu trzeba mieć tupet, by oznajmić "To ja przyjadę!" gdy nieszczęsna gospodyni mówi, iż nie przewiduje spotkań...<

                                          Komu zaznaczyła... NAM? bo gościom z całą pewnością nie. Gdyby powiedziała do nich, że nic nie urządza i nikogo nie zaprasza, to przecież ludzie honor mają. To największy baran by zrozumiał.
                                          Przyszli, bo było zupełnie inaczej, i jestem tego pewna na 100%. Autorka nie dzwoniła do nich z zaproszeniem, bo nie planowała imprezy. Może liczyła na to, że chrzestni zapomną, albo, że będą czekali na zaproszenie, i temat przebrzmi. Tymczasem się przeliczyła, bo chrzestni widać z tych, którzy znają swoje obowiązki. Nie udało się, gospodyni jest zła i wszystko co zrobia goście będzie na "nie". Dla mnie to oczywiste.

                                          > Cóż, co do "przymusu" stołowego. W kwestiach alkoholu, wege itp. - należałoby * przed* imprezą uprzedzić gospodarza o swoich preferencjach bądź możliwościach spożywczych - wówczas nie będzie problemu<

                                          W przypadku pierwszej wizyty, wśród ludzi, którzy dopiero się poznają, gdy gospodarze nie znają upodobań gościa, bo wśród rodziny i znajomych to nie potrzeba przypominać za każdym razem. Jednak i pierwszym razem takie zastrzeżenie może byc ryzykowne. Ktos powie, że np. ze względów religijnych nie jada wieprzowiny, ale wołowinę i drób owszem, a zapraszający planował herbatkę i słone paluszki... Gotowy temat na Forum, jak to goście wystawnej kolacji się domagali smile

                                          >Mam znajomą "wyleczoną" z alkoholizmu. Przed imieninami, itp. zawsze uprzedza gospodarzy, że ona kropli alko nie wypije - spełnia toast woda mineralną czy czym tam - nie ma problemu<

                                          Nie chodzi o to, żeby gospodarze rozumieli trzeźwego alkoholika, albo osobę na diecie, ale wszystkich swoich gości. Komuś może coś po prostu nie smakować, jak ciasto mojemu mężowi, mnie alkohol, a mojemu szwagrowi jajka. Koniecznie trzeba to jeść i pić, żeby zadowolić gospodarzy?

                                          >Wege nie uprzedziwszy o swoich preferencjach nie powinien oczekiwać, że gospodarz sam z siebie w przypływie jasnowidzenia domyśli się, iż gość bezmięsny mu się trafił.<

                                          No ale chyba nie należy wpychać mu na siłę schabiku?

                                          > Papieros nie jest obowiązkowym elementem żadnej imprezy,<

                                          Ale komuś może być przykro, że częstowany odmawia.

                                          > Co do owoców morza [których osobiście nie lubię] to minimum kultury wymaga, by [tak jak robiliście z mężem w kwestii ciast] przyjąć to co podane, podziękować z uśmiechem<

                                          A jeżeli gość nie ma obok osoby skłonnej wybawić go z kłopotu? I czy nie lepiej zwyczajnie podziękować i zostawić je dla tych, którzy zjedzą z przyjemnością?

                                          > Sama napisałaś najistotniejsze! " Nigdy nie robił cyrku i nie odmawiał ostentacyjnie.". O Jego kulturę się nie obawiałam, zakładam, że osoba aktywna na forum sv raczej nie związałaby się z kimś, kto kompletnie nie umie się zachować.<

                                          Gdy się związywałam, o komputerach i forum s-v nie ćwierkały jeszcze żadne wróbelki smile

                                          > "Gość w dom, Bóg w dom" to piękna zasada. Tylko, że moim zdaniem dobry gospodarz musi się nagiąć do "pomysłów" gościa, zaś kulturalny gość nie będzie przejawiał krępujących dla gospodarza fanaberii.<

                                          Miłe wspomnienie ze spotkania będzie wtedy, gdy gospodarze i goście będą ze sobą "współpracowali".

                                          • vi_san Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 04.04.14, 14:23
                                            1. Ja całkowicie wierzę, ze nie padło pytanie "Czy możemy przyjść we wtorek" a informacja "To przyjdziemy we wtorek po pracy". Sama mam kuzynkę, którą długie lata oduczałam "informowania" mnie o tego typu planach. Stąd moja uwaga o braku asertywności gospodyni. Bo ja, wspomnianej kuzynce potrafiłam odpowiedzieć "Nie przychodź we wtorek bo mi nie pasuje, możesz przyjść w piątek lub sobotę.".
                                            2. Nie wiesz, Matyldo, czy gościom też nie zaznaczyła. Znam osobę, która usiłowała się ze mną umówić. Gdy poinformowałam, że jestem chora i nie przyjmuje wizyt podło w odpowiedzi "ale ja tylko na herbatę wpadnę"... Tymczasem ty na 100% jesteś *pewna*, że autorka nie wspomniała gościom o planach nie robienia imprezy i że goście się nie "wmeldowali" a subtelnie zasugerowali wizytę... Ja opieram się tylko na tym, co Lola napisała. Zaś z tego co napisała wynika, że nie szykowała niczego, a goście się wprosili. Twoje przekonanie, że było inaczej nijak się ma do opisanej sytuacji.
                                            3. Oczywiście, że zaznaczenie jest niezbędne przy pierwszej wizycie, ewentualnie zmianie dotychczasowego sposobu jedzenia. W zżytym kręgu bliskich sobie osób wszyscy wiedzą, że X nie pije alkoholu, Y nie lubi owoców morza, a Z po słodyczach choruje.
                                            4. I dlatego tak istotne jest precyzyjne umówienie się! Bo jeśli gospodarz zaprasza na herbatę - to nie na obiad i wówczas wzmianka o wieprzowinie zbędna. Natomiast nawet przy zaproszeniu na herbatę informacja np. o ścisłej diecie - może pozwolić uniknąć krępujących sytuacji, ewentualnie pozwoli pani domu upewnić się czym do tej herbaty stół można ugarnirować.
                                            5. Wpychanie czegokolwiek na siłę przez gospodarza - jest w złym guście i kropka. I nie zależnie czy to schabik wegetarianom, czy papieros niepalącym.
                                            6. Miło będzie gdy gospodarze i goście... Owszem. Tu zabrakło dobrej woli. Jednak moim zdaniem głównie ze strony gości, mniej gospodyni.
                                  • yoma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 17:38
                                    Ależ ona nikogo nie zapraszała! Nie chciała urazić chrzestnych odmową wpuszczenia do domu, a nawet dała żryć i pić smile
                                    • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 18:19
                                      yoma napisała:

                                      > Ależ ona nikogo nie zapraszała! Nie chciała urazić chrzestnych odmową wpuszczenia do domu, a nawet dała żryć i pić smile <

                                      Gdyby ci nieszczęśni goście wiedzieli, jak Autorkę "ucieszył" fakt ich zainteresowania Jej dzieckiem, to już nigdy by się "nie wprosili". Tylko, że wtedy na forum pojawiłby się wątek: "Chrzestni nie interesują się chrześniakiem - czy to ładnie w kontekście s-v?".
                                • pavvka Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 03.04.14, 17:27
                                  vi_san napisała:

                                  > Pavvka, tyle, że wątkodawczyni nie napisała "upiekłam" dwa ciasta, a "przygotow
                                  > ałam". Czyli mogła: a. nabyć ciasta w cukierni i w domu pokroić je i ułożyć dek
                                  > oracyjnie na paterze

                                  W otwierającym poście stoi "zrobiłam dwa ciasta", to raczej wyklucza opcję, że były kupne.
      • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:40
        z tego co kojarzę, autorka nie zapraszała, ale zgodziła się na przyjście tych, co sami się zapowiedzieli, to lekka różnica...

        > Maz chrzestnej zachował sie nieelegancko, ale przyznam szczerze, ze gdybym spod
        > ziewała sie kolacji
        tylko czy miał podstawy się spodziewać?
        co do kolacji, naprawdę nie w każdej rodzinie chodzi się spać o 20 i nie każdy o 18 zasiada do ostatniego obfitego posiłku w ciągu dnia
        Odwiedziny małego dziecka (nie było mowy, że to z okazji 18-tki chrzestni wpadli) z okazji urodzin raczej nie stanowią podstawy do wielogodzinnego przesiadywania - szczególnie w środku tygodnia, gdy na drugi dzień nie ma wolnego...
        • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:47
          Dla mnie na przykład godzina 18 to taka godzina, na ktora przyjechalabym prosto z pracy. Wiedząc, ze jestem zapraszają na kawę, zahaczylabym o jakiś fasttood (bo na coś wiecej brak czasu), ale nie wiedząc - byłabym glodna po całym dniu. I widok ciasta na stole nie ucieszylby mnie wink
          • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 13:54
            ja za to nie wpraszałabym się w takim dniu z wizytą, tylko zapytała, czy mogę do chrześniaka wpaść z życzeniami np. w sobotę...
            ewentualnie wpadłabym w tym dniu, po potwierdzeniu, ale na symboliczne pół godziny, to wystarczy by chrześniaka ucałować...

            • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:02
              Dla mnie w ogóle z kosmosu wydają się wszelkie rozważania co gospodarze powinni byli podać. Podali to co uważali za stosowne, a wszelkie komentarze gości, dopominanie się o coś innego, i chamska odmowa zjedzenia ciasta były skrajnie niegrzecznie.
              Dobra zasada s-v mówi, że w gości nie przychodzi się głodnym i nie po to aby zasiąść za stołem i się napchać..
              • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:19
                amen big_grin
              • kolonistka Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:24

                jestem tego samego zdania co Ty Aqua, bez wzgledu jaki kto ma rozklad dnia, i je obiad o 13 czy o 18 - idac do kogos na imieniny/urodziny a juz szczegolnie do dziecka nie wpadloby mi do glowy oczekiwac cieplej kolacji. Kawa, lody i ciastko sa zupelnie na miejscu - bo to dziecka impra nie rodzicow. Jezeli goscie "by sie zasiedzieli" to pozniejsza "improwizowana" kolacja bylaby jak najbardziej na miejscu.
                Jednak w opisanej sytuacji maz chrzestnej zachowal sie skandalicznie. Jak ktos wspomnial mogl spokojnie powiedziec "jestem prosto po pracy i nie zdazylem nic zjesc - masz moze jakas kanapke dla mnie?" - co baloby dla mnie do zaakceptowania. Mogl tez cos po drodze zjesc "w biegu", natomiast jego wypowiedz stawiajaca gospodynie w dyskomfortowej sytuacji jest niedopuszczalna.
                Jezeli byl glodny, to mogl po 40 minutach powiedziec dziekuje, wyjsc i zjesc po drodze hamburgera.
              • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:32
                Zgadzam sie.
                Natomiast wciąż uważam, ze łatwo było zapobiec nieporozumieniu uprzedzajac gości, co obejmuje zaproszenie - podwieczorek czy kolacje.
                • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 15:37
                  zgoda na wizytę obejmowała złożenie życzeń solenizantowi, to chyba jasno wytłumaczono w wątku założycielskim
                  nie było zaproszenia na poczęstunek, on pojawił się z dobrej woli matki dziecka...
      • madzioreck Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 22:50
        Maz chrzestnej zachował sie nieelegancko, ale przyznam szczerze, ze gdybym spod
        > ziewała sie kolacji (nie wystawnej, ale choćby wędliny / sera i pieczywa), to t
        > ez byłabym zła, bo nie uznaje ciasta jako posiłku.

        Ludzie święci. W wątku toaletowym gość powinien latać po mieście w poszukiwaniu toalety, bo po długiej drodze nie wypada skorzystać u gospodarzy, choć jako żywo nad siusiu trudniej zapanować niż nad głodem. Tu dorośli ludzie oznajmiają komuś, że zwalą mu się na głowę w środku tygodnia i jeszcze kręcą nosem, że kolacji nie ma i lamenty, że zgłodnieć można z 2 godziny.
        Nie przyszłoby mi do głowy, że kiedy umawiam się z kimś, że do niego "wpadnę" pod wieczór, to powinien podać mi kolację... nawiasem mówiąc, ja do 18 pracuję, a nawet, kiedy pracowałam do 15:30, to 18 w żadne sposób nie była porą na kolację.
        • a1ma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 23:28
          Zacytowalas czesc mojej wypowiedzi, przeinaczajac jej sens.
          Cały czas twierdze, ze do gospodarza nalezy decyzja, czym podejmie gości, ale milo byłoby z jego strony, gdyby uprzedził, jakiego poczestunku mozna sie spodziewać (zaprasza na kawę / podwieczorek / kolacje), wtedy gość wie, czy ma przyjść najedzony, czy wręcz przeciwnie.
          • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 05:46
            > ilo byłoby z jego strony, gdyby uprzedził, jakiego poczestunku mozna sie spodzi
            > ewać (zaprasza na kawę / podwieczorek / kolacje), wtedy gość wie, czy ma przyjś
            > ć najedzony, czy wręcz przeciwnie.

            metodę zdartej płyty stosujesz? to ja też smile
            autorka nie zapraszała na żadną uroczystość, jedynie przyjęła do wiadomości wproszenie się do niej w środku tygodnia osób, które wpadną z życzeniami do dziecka...

            i po raz kolejny - sv nie przewiduje odwiedzania w ramach najedzenia się, czy wręcz napchania, więc Twoja wersja "wręcz przeciwnie" jest nie do przyjęcia poza sytuacjami ewidentnie wskazującymi na cel np. zaproszeniem od bliskiej rodziny/znajomych w konkretnie określonym celu najedzenia się... smile
      • koronka2012 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 14:23
        a1ma napisała:

        > Bo pora faktycznie była kolacyjna - trudno wymagać, zeby goście z
        > jedli kolacje przed wyjściem (o 17?), a pewnie spotkanie potrwalo 2-3 godziny,
        > mozna było zgłodniec.

        18-ta to nie dla każdego pora kolacyjna, szczegolnie w tygodniu, kiedy ludzie dopiero co wracają z pracy. Jeśli ktoś się zapowiada na zasadzie "wpadniemy" to nie czuję obowiązku podejmowania go kolacją, a już z pewnością nie planuję wtedy spotkania na 2-3 godziny.
        Co innego jeśli inicjatywa zaproszenia wychodzi ode mnie, wtedy ja proponuję dogodny termin, godzinę i przygotowuję coś na stół.

        Nienachalna informacja o rodzaju posiłku jest dobrym rozwiązaniemtongue_out
        • kornel-1 Bez sensu... 20.03.14, 14:41
          koronka2012 napisała:
          > 18-ta to nie dla każdego pora kolacyjna, szczegolnie w tygodniu, kiedy ludzie d
          > opiero co wracają z pracy.

          Bez sensu. Kolacja miała być podana o 18?! Kto tak napisał? Kto po wejściu do czyjegoś domu oczekuje siadania od razu do stołu? Może strudzony wędrowiec...

          > Jeśli ktoś się zapowiada na zasadzie "wpadniemy" to nie czuję obowiązku podejmowania go kolacją,


          Bez sensu do kwadratu. To nie było wpadniecie na pogaduszki przy herbatce lecz urodziny chrześniaka.

          > a już z pewnością nie planuję wtedy spotkania na 2-3 godziny.

          Jasssne. Wziąć prezent i won...!

          Kornel
    • kol.3 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 20:11
      Gość się zachował tak jak się zachował. Zaproponowałabym jajecznicę. Przygotowując poczęstunek na 18.00 przewidziałabym kanapki, sałatkę itp.
      • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 19.03.14, 22:37
        kol.3 napisała:

        > Gość się zachował tak jak się zachował. Zaproponowałabym jajecznicę<

        Zachował się nietaktownie, to jasne. Żeby mu nawet żołądek przysychał do kręgosłupa, powinien zadowolić się tym, co na stole. Jednak ciekawa jestem czy po "interwencji" dostał chociażby tę jajecznicę. Jak Autorka wybrnęła z tej niezręcznej sytuacji.
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 02:00
          lola-lola2 Odpowiedz
          Syn mial w tygodniu urodziny.Nic nie wyprwaialam,nikogo nie zapraszalam.Tydzien przed urodzinami oboje chrzestni zapowiedzieli sie,że wpadną do malego.

          Tu jest problem. Skoro Lola umowila sie juz tydzien temu, to nie jest niestety sytuacja
          nikogo nie zapraszalam" - owszem, zaprosilas chrzestnych skoro bylisci umowieni tydzien wczesniej.
          Nikogo nie zapraszac to jakby ktos wpadl niezapowiedziany.
          A tak, gospodyni powinna byla przygotowac choc jajka w majonezie i rolki szynki na salacie
          oprocz slodkosci.

          Chrzestny swoja droga poprosil o cos nieslodkiego bardzo niegrzecznie.


          na koniec- ogolnie malo rusza mnie ortografia czy gramatyka z bledami
          ale na brak spacji dostaje drgawek -

          Prosze UZYWAC SPACJI po PRZECINKACH !!!

          Minnie
          • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 05:49
            > A tak, gospodyni powinna byla przygotowac choc jajka w majonezie i rolki szynki
            > na salacie
            > oprocz slodkosci.

            Minnie, źródła tej powinności - na którą się powołujesz, wskaż proszę smile
    • claratrueba Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 05:46
      Gość nie powinien dopominać się jedzenia poza bardzo bliskimi sobie osobami ale też, oczywiście, nie w takiej formie.
      Czy gość głodny czy czegoś tam nie lubi, jeśli dobrze wychowany to wie, że nie robi się przykrości gospodarzowi swoim zachowaniem.
      Natomiast obowiązkiem gospodarza jest wykazanie się wyobraźnią jaki posiłek sprawi przyjemność gościowi. Nie jedynie myślenie, co JA chce podać bo JA uważam za stosowne, bo MI się chce to czy tamto zrobić. To jest lekceważenie gościa.
      Relacje w/g s-v to przedkładanie czyichś odczuć nas swoje. I tak gość powinien był był grzecznie jeść i chwalić, co mu podano, a Ty powinnaś była zadbać o bardziej urozmaicone menu albo zapraszając powiedzieć o "słodkim poczęstunku" dając gościowi/gościom szanse na zjedzenie czegoś konkretniejszego przed wizytą.
      Wtedy nie trzeba zastanawiać się nad "ciętą ripostą", którą wcale niełatwo znaleźć w takiej sytuacji.
      • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 06:04
        > Relacje w/g s-v to przedkładanie czyichś odczuć nas swoje. I tak gość powinien
        > był był grzecznie jeść i chwalić, co mu podano, a Ty powinnaś była zadbać o bar
        > dziej urozmaicone menu albo zapraszając powiedzieć o "słodkim poczęstunku" dają

        niedo końca, wiele zależy od sytuacji w jakiej doszło do rozmowy o urodzinach
        Widzę dwie podstawowe możliwości (można je dowolnie rozwijać i modyfikować w sytuacjach towarzysko-rodzinnych spotykałam się z różnymi wersjami obu)

        np1
        rozmowa matki M z chrzestną C, bądź ogólnie z rodzicami chrzestnym R podczas dłuższego wspólnego np posiedzenia/imprezy, spotkania itp

        M- Kochani, pamiętacie, że Henio ma za tydzień urodziny?
        C/R - oczywiście, o tym nie zapominamy
        M - nie wyprawiam z tej okazji żadnej imprezy (ewentualnie - organizuję tylko imprezę dla dzieci w sali zabaw w sobotę)
        C/R - to może nie będziemy przeszkadzać dzieciom w zabawie i wpadnę/wpadniemy do Henia w dniu urodzin z tym samochodzikiem, o którym marzy?
        M- oczywiście, zapraszam. Wpadnijcie w środę ok. 17, to już będę po pracy,coś tam przygotuję, a wy pobawicie się z Heniem, a my posiedzimy później, pogadamy
        C/R- kończę o 17.30 to będę zaraz po pracy
        M-ok, serdecznie zapraszam w imieniu swoim i Henia, czekam za tydzień

        i np. wersja druga
        M i C spotykają sie przy przejściu dla pieszych/rozmawiają telefonicznie o czymś innym itp, cała rozmowa trwa mniej niż mgnienie oka
        C - pamiętam, ze Henio ma za tydzień urodziny, wpadnę na chwilę z życzeniami
        M - wiesz, nie organizuję nc z tej okazji...
        C - sorry, śpieszę sie, pogadamy innym razem, wpadnę na chwilę za tydzień
        M- ok, tylko pamiętaj, ze Henio musi wcześnie iść spać/będziesz z mężem czy wpadniesz sama?
        C - już nie dosłyszała, miała zielone/odłożyła słuchawkę itp

        obie sytuacje nie są identyczne i nie każda z nich daje możliwość doprecyzowania jakiego poczęstunku się spodziewać, na które danie podane będzie pieczyste i czy gospodyni przewiduje oprócz deserów także deskę serów i owoców i jeszcze danie ciepłe po północy...
        i brak tego doprecyzowania/przygotowania dań oczekiwanych przez gościa nie oznacza od razu lekceważenia tegoż gościa...



      • kora3 Claro - urozmaicone tak, konkretniejsze - niekonie 20.03.14, 08:52
        cznie.

        I naprawdę nie chodzi o jakieś skąpstwo, czy cuśsmile tylko o zdrowy rozsądek.
        Idąc tropem Twoich rozważań zapraszając na kawę (w domyśle do niej moze pojawić się jakaś przekąska) należałoby zaleznie od pory przygotować coś obiadowego, czy kolacyjnego, bo przecież gość moze nie rozumieć, ze kawa, to kawa + jakaś przegryzka i oczekiwać obiadu/kolacji.

        Przeanalizujmy jednak tę sytuację krok po kroku.

        Jak zrozumiałam chodzi tu o urodziny stosunkowo małego dziecka.
        Chrzestni sami zaproponowali godzinę i dzień powszedni.

        Co z tego wynika? Ano to, ze z racji wieku dziecka oraz tego, że rzecz dzieje się w dniu powszednim wczesnym wieczorem, wizyta z założenia ma być krótka.
        Bo dzieciak o 20. góra 21 powinien wyladować już umyty w lożeczku, a jego rodzice idą rano do pracy - logiczne.
        Zatem goście powinni wyjść góra ok. 20, żeby dać rodzicom dzieciaka czas na ogarnięcie tegoż i położenie spać, ogarniecie po gościach i siebie przed snem.

        Godzinna, czy półtoragodzinna wizyta nie wyklucza podania czegoś konkretnego, ale też nie wymaga podania tegoż.

        Przeanalizujmy teraz atak wilczego głodu u meza chrzestnejsmile
        Założmy, ze gośc jest pracujący.
        Rano pewnie w domu przed wyjściem, albo w pracy zjada jakieś sniadanie. Potem - zapewne jakiś lunch w okolicach południa. Nie bardzo chce mi się wierzyć, że następny posiłek je dopiero o godz. 18. Obstawiam raczej, ze w okolicach godz. 16-17 je obiad - czy to w domu, czy poza nim - zależnie od godzin pracy. Czyli w tych godzinach gośc był już głodny!
        Dlaczego nie zjadł? Być moze niestety dlatego, że liczył na wyżerkę u rodziców chrześniaka żonysad
        Są tacy ludzie, był nawet taki wątek (nie wiem czy tu) o typie, który idąc na jakąś imprezę z założenia nie je w tym dniu, albo je tylko poranny posiłek, żeby napchać się na imprezie. na tejze nie gada z ludźmi, nie bawi się, nie tańczy (jeśli taneczna) tylko zasiada za stołem i je.
    • kornel-1 Dżizas! Nad czym tu myśleć?! 20.03.14, 08:25
      Napisał o tym już Pavvka.
      Wizyta lekko licząc od 18:00 do 20:00.
      O której chrzestni mieliby zjeść kolację? o 17:00?! o 21:00?!
      A jeśli mieliby zjeść kolację - tak jak większość Polaków - między 18:00 a 20:00, to co mieli dostać na kolację? Lody i ciastko?

      ROTFL

      Ja, zanim goście przyjdą - bez względu na poręi charakter wizyty - jestem przygotowany na wielodniowe żarcie.

      Kornel
      • kora3 Nad zachowaniem meza chrzestnej? 20.03.14, 09:21
        kornel-1 napisał:

        > Wizyta lekko licząc od 18:00 do 20:00.

        Nie lekko licząc tylko MAX. Chodzi nie o dorastające dziecko, jak zrozumiałam, a dzień jest powszedni u jego rodzice (oraz najprawdopodobniej także goście) mają nazajutrz rano iśc do pracy!

        > O której chrzestni mieliby zjeść kolację? o 17:00?! o 21:00?!

        O której się im spodoba?smile

        > A jeśli mieliby zjeść kolację - tak jak większość Polaków - między 18:00 a 20:0
        > 0, to co mieli dostać na kolację? Lody i ciastko?


        Wiesz, rzecz w tym, że większość ludzi standardowo podchodzących do posiłków o ile jada kolację, to raczej później niż o 18-20. Z prostej przyczyny: w ciągu dnia jedzą śniadanie, potem jakiś lunch w okolicach południa, czy 13 i potem obiad ok. 16-17.
        Nie sadze, ze normalny dorosły człowiek godzinę czy dwie po obiedzie kona z głodu.

        Często w takich godzinach spotykam się zawodowo z ludźmi, na ogół w lokalach, gdzie serwuje się także jedzenie i naprawdę rzadko zdarza się, ze mój rozmówca chce cos zjeść. Bo zwykle jest wlasnie PO OBIEDZIE, a przed (ewentualną, jeśli jada) KOLACJĄ.


        > Ja, zanim goście przyjdą - bez względu na poręi charakter wizyty - jestem przyg
        > otowany na wielodniowe żarcie.


        Na czym polega "przygotowanie" Kornelu? Masz zawsze 3 rodzaje sałatek? Deske serów, urozmaicony talerz wędlin? Dwa rodzaje ciast? Kilka rodzajów koreczków?

        wiekszośc ludzi, szczególnie takich, którzy nie mieszkają sami, jest przygotowana na zrobienie kanapek, albo rozmrożenie czegos na ciepło (najczęściej domowego) z zamrażarki, ale to nie jest menu imprezowe, tylko że tak powiem - doraźnesmile
        • kornel-1 Re: Nad zachowaniem meza chrzestnej? 20.03.14, 11:29
          kora3 napisała:
          [kornel-1: nad czym tu myśleć?!]

          >Nad zachowaniem meza chrzestnej?

          Myśl, myśl. Może coś odkrywczego wymyślisz...

          > kornel-1 napisał:
          >
          > > Wizyta lekko licząc od 18:00 do 20:00.
          >
          > Nie lekko licząc tylko MAX. Chodzi nie o dorastające dziecko, jak zrozumiałam,
          > a dzień jest powszedni u jego rodzice (oraz najprawdopodobniej także goście) ma
          > ją nazajutrz rano iśc do pracy!


          Posiadacze ochrzczonych dzieci mają inne zdanie na ten temat. Chrzestni na ogół należą do rodziny lub najbliższego kręgu przyjaciół rodziców dziecka. Przychodzą z wizytą:
          * po to, by dać dziecku prezent
          * po to, by pogadać z rodzicami dziecka.
          * po to, by pobiesiadować

          Jako rodzice chrzestni są zobowiązani przez kościół katolicki do udziału w życiu dziecka, więc wymagania dotyczące zapraszania na urodziny są złagodzone. Po prostu przyjęło się w Polsce, że rodzice chrzestni co najmniej raz w roku wizytują dziecko chrzestne. To jest zwyczaj, wiadomo, dla obu stron, że wizyta się odbędzie, przedmiotem ustaleń jest dzień i ew. godzina wizyty.

          > > O której chrzestni mieliby zjeść kolację? o 17:00?! o 21:00?!
          >
          > O której się im spodoba?smile

          Bez sensu.
          Zwyczajowo Polacy jedzą kolację między 18 a 20.

          >
          > > A jeśli mieliby zjeść kolację - tak jak większość Polaków - między 18:
          > 00 a 20:0
          > > 0, to co mieli dostać na kolację? Lody i ciastko?
          >
          > Wiesz, rzecz w tym, że większość ludzi standardowo podchodzących do posiłków o
          > ile jada kolację, to raczej później niż o 18-20.


          Bzdura.
          The eating pattern for most Poles is four meals a day. Breakfast is eaten before work. A second breakfast is eaten at work around 11:00 AM, usually just a sandwich taken from home. Dinner, the main meal of the day, is eaten around 3:00 or 4:00 PM. It usually includes a first course of soup and a hot plate of meat, potatoes and some vegetable (beets or cabbage are common). Supper is eaten at 7:00 PM. It is usually a cold meal; bread, cheese, ham, cucumbers or tomatoes (in season). źródło

          The last meal of the day is a light supper eaten between six and eight in the evening. źródło

          > Często w takich godzinach spotykam się zawodowo z ludźmi, na ogół w lokalach,
          > gdzie serwuje się także jedzenie i naprawdę rzadko zdarza się, ze mój rozmówca
          > chce cos zjeść. Bo zwykle jest wlasnie PO OBIEDZIE, a przed (ewentualną, jeśli
          > jada) KOLACJĄ.


          Bzdura do kwadratu. Co mają do rzeczy spotkania w lokalach do zwyczajów domowych?! Kolacja w ośrodkach wczasowych jest o 18, mam się powoływać na taki przykład?!

          > Na czym polega "przygotowanie" Kornelu? Masz zawsze 3 rodzaje sałatek? Deske se
          > rów, urozmaicony talerz wędlin? Dwa rodzaje ciast? Kilka rodzajów koreczków?


          Mam na tyle jedzenie przygotowanego i w postaci surowców, że goście mogą przeżyć dłuższy czas. Nie trzeba trzymać w pogotowiu upieczonych kuropatw.

          > wiekszośc ludzi, szczególnie takich, którzy nie mieszkają sami, jest przygotowa
          > na na zrobienie kanapek, albo rozmrożenie czegos na ciepło (najczęściej domoweg
          > o) z zamrażarki, ale to nie jest menu imprezowe, tylko że tak powiem - doraźne:

          Wydziwiasz.

          Kornel
          • aqua48 Re: Nad zachowaniem meza chrzestnej? 20.03.14, 11:48
            kornel-1 napisał:

            > Jako rodzice chrzestni są zobowiązani przez kościół katolicki do udziału w życi
            > u dziecka, więc wymagania dotyczące zapraszania na urodziny są złagodzon
            > e. Po prostu przyjęło się w Polsce, że rodzice chrzestni co najmniej raz w roku
            > wizytują dziecko chrzestne. To jest zwyczaj, wiadomo, dla obu stron, że wizyta
            > się odbędzie, przedmiotem ustaleń jest dzień i ew. godzina wizyty.

            Tylko tu jak widać wizyta na którą zgodzili się gospodarze nie miała nic wspólnego z oczekiwaniem gościa, który spodziewał się biesiady.
            >
            > Bez sensu.
            > Zwyczajowo Polacy jedzą kolację między 18 a 20.

            Zwyczajowo to tak było kiedy kończyli pracę o 14.00 lub 15.00. Teraz kolację je się znacznie później. No chyba, że na wsi, gdzie jeszcze często obiad jest podawany o 12.00.

            > A second breakfast is eaten at work around 11:00 AM, Dinner, the main meal of the day, is eaten around 3:00 or 4:00 PM. It usually includes a first course of soup and a hot plate of mea
            > t, Supper is eaten at 7:00 PM.

            No własnie - same stereotypy z ubiegłego wieku. Nie znam nikogo dorosłego kto je drugie śniadanie, a obiad/obiadokolacja często jest jedzony dopiero po powrocie z pracy. Z jedzenia i podawania zup tez się masowo rezygnuje, chyba, że ktoś je wyjątkowo lubi. Są praco i czasochłonne oraz niespecjalnie zdrowe. Wiele osób kolacji w ogóle nie jada.

            > Mam na tyle jedzenie przygotowanego i w postaci surowców, że goście mogą przeży
            > ć dłuższy czas.

            Podziwiam, ja mam w lodówce tylko niezbędne składniki na których nikt by nie przeżył długo, ewentualnie obiad z poprzedniego dnia do odgrzania dla rodziny.. Nie cierpię robienia zapasów, nie mam na to czasu, ani do tego serca, a poza tym my po prostu nie jemy dużo i idea "najadania się" i w domu i u kogoś jest nam obca.
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: Nad zachowaniem meza chrzestnej? 20.03.14, 12:02
              aqua48 napisała:
              są praco i czasochłonne oraz niespecjalnie zdrowe.

              co ty za bzdury wypisujesz?
              zupy "niespecjalnie zdrowe" ??? proponuje nauczyc sie gotowac zdrowe zupy czyli bez tluszczu,
              bez maki lub z bardzo mala zawartoscia i najlepiej z plenoziarnista jesli juz
              i nie gotowac jarzyn do miekkosci tylko jesc jeszcze chrupiace.
              wtedy pogadamy.

              nawet rosol z piersi kury bedzie zdrowszy gdy poczekasz az tluszcz zastygnie i te mala skorupe
              z tluszczu -
              wywalisz.

              zupy niezbyt niezdrowe... no naprawde.

              Minnie
            • kornel-1 Re: Nad zachowaniem meza chrzestnej? 20.03.14, 14:34
              aqua48 napisała:
              > Tylko tu jak widać wizyta na którą zgodzili się gospodarze nie miała nic wspóln
              > ego z oczekiwaniem gościa, który spodziewał się biesiady.


              1. Zgodzili się? A cóż to za określenia? Doprawdy uważasz, że przyjście chrzestnych na urodziny chrześniaka odbywa się z protokołem dyplomatycznym?
              Moim zdaniem - nie. Zwyczajnie - między zaprzyjaźnionymi małżeństwami - jest zwyczaj odwiedzania się np. z okazji urodzin dziecka. To rodzaj stałego zaproszenia. Strony, co najwyżej, przypominają sobie wzajemnie o dacie i ustalają konkrety.
              2. Wątkodawczyni bez wątpienia szczerze wypowie się, czy rok wcześniej goście dostali tylko ciacho i lody.

              > > Zwyczajowo Polacy jedzą kolację między 18 a 20.
              >
              > Zwyczajowo to tak było kiedy kończyli pracę o 14.00 lub 15.00. Teraz kolację je
              > się znacznie później. No chyba, że na wsi, gdzie jeszcze często obiad jest pod
              > awany o 12.00.


              Obiad o 12 na wsi?uncertain


              > > t, Supper is eaten at 7:00 PM.
              >
              > No własnie - same stereotypy z ubiegłego wieku. Nie znam nikogo dorosłego kto j
              > e drugie śniadanie, a obiad/obiadokolacja często jest jedzony dopiero po powroc
              > ie z pracy.

              Być może mało ludzi znasz. Trudno. Uważasz, że osobiste skromne doświadczenia są tu silnym argumentem?

              > Nie cierpię robienia zapasów, nie mam na to czasu, ani do tego serca, a poza tym
              > my po prostu nie jemy dużo i idea "najadania się" i w domu i u kogoś jest nam
              > obca.


              Rozumiem.
              Z mojej wypowiedzi nie wynikało, że moi goście przychodzą się nażreć.

              Kornel
              • kora3 Widać, że rzadko bywasz na wsi Kornelu 21.03.14, 08:52
                ja czasem bywam i potwierdzam - w domach, gdzie ludzie nie pracują poza rolą, albo pracują ale w miejscu z którego mogą wyjść na obiad do domu bezkolizyjnie obiad jest podawany w okolicach południa. czyli w czasie, w którym ludzie pracujący jadają lunch, albo drugie śniadanie.
        • claratrueba koro... 20.03.14, 11:36
          Co robią standardowi Polacy, czy standardowy gość bywa głodny o jakiejś tam godzinie to DOBREGO GOSPODARZA w ogóle nie powinno obchodzić. Nie ma już braków w zaopatrzeniu, nie jest to robota jak w kamieniołomie, żeby nie móc sobie zadać tej odrobiny trudu podania choć trochę zróżnicowanego pożywienia.
          O ile nie zaprosiło się "na kawę" co tutaj nie ma miejsca.
          Oczywiście, jestem realistką i doskonale wiem, że są osoby, którym nie przyjdzie do głowy,że nie każdy jest standardowy w swoich nawykach żywieniowych, że dla kogoś godz. 18 czy 19 czy któraś tam to jest pora kiedy coś je albo kiedy jeszcze nie mógł nic zjeść tego dnia, albo, że może z podróży.
          Na szczęście wiem, gdzie jest McDonald. Tylko wiesz co, być takim gospodarzem, przed przybyciem do którego gość musi jeść tę krowę zmieloną razem z oborą to jest po prostu- obciach.
          • kora3 Claro. a ja mam dokładnie odwrotne odczucia 20.03.14, 11:44
            osobiste smile
            Do MD nie chadzam, bo mało co tam mogłabym kupic (sałatkę - jadałam lepszesmile, albo kawę - pijałam lepszesmile), ale nie w tym rzecz ...
            Zdarza się, ze będąc na te pore zaproszona do kogoś do domu na kawę/ drinka zostaję zaskoczona podaniem obiadokolacji, albo full wypas zimnych zakąsek.
            Nie jadam o takich porach, bo jestem już najedzona a jedzenbie w nadmiarze powoduje u mnie złe samopoczucie. Zwykle gospodarz jest zawiedziony tym, że nie jem sad

            A ja nie umawiałam się na kolację, ani obiafokolację, ani wyzerę tylko KAWE i nie mogę tyle jesc. Przykro i mnie i gospodarzowi, ale co ja mam zrobić? Zjeśc a potem zwracać w WC, żeby móc normalnie finkcjoniować?
            • claratrueba Re: Claro. a ja mam dokładnie odwrotne odczucia 20.03.14, 11:57
              > Zdarza się, ze będąc na te pore zaproszona do kogoś do domu na kawę/ drinka zos
              > taję zaskoczona podaniem obiadokolacji, albo full wypas zimnych zakąsek.
              To przegięcie, skoro WYRAŹNIE mowa o kawie, drink to już zakłada zakąskę ale nie full wypas.
              Ale niektórzy tak mają "po staropolsku".
              > Nie jadam o takich porach, bo jestem już najedzona a jedzenbie w nadmiarze powo
              > duje u mnie złe samopoczucie. Zwykle gospodarz jest zawiedziony tym, że nie jem
              > sad
              Ja tez niejadek (o różnych porach) więc delikatnie spróbuję, wybierając co mniejsze porcje/kawałki i chwaląc gospodarza, jakie smaczne (o przepis zapytam, choć w kuchni to ja kaleka) co załatwia sprawę owego "zawodu" (choć nieraz kończy się zapakowaniem mi porcji do domu).
              I pamiętam, że ten i ten gospodarz inaczej rozumie zapraszanie na "kawę" czy "drinka" niż ogół populacji. Post trzeba wprowadzić przed nast. wizytą. I inaczej będzie rozumiał kiedy zostanie zaproszony- trzeba mu się zrewanżować podobnie (choć niekoniecznie tak samo) obficie.


          • aqua48 Claro.. 20.03.14, 11:52
            claratrueba napisała:

            >być takim gospodarzem,
            > przed przybyciem do którego gość musi jeść tę krowę zmieloną razem z oborą to j
            > est po prostu- obciach.

            A dla mnie to obciach przychodzić do kogoś tak wygłodniałym, że zjada się tę krowę wraz z obora i patrzy co by tu jeszcze...
            • claratrueba Re: Claro.. 20.03.14, 11:59
              > A dla mnie to obciach przychodzić do kogoś tak wygłodniałym, że zjada się tę kr
              > owę wraz z obora i patrzy co by tu jeszcze...

              Bezdyskusyjnie.
              Tylko, że sprowadzanie sprawy do ekstremów rzadko załatwia sprawy bardzo konkretne.
    • majaa Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 14:24
      Mąż chrzestnej zachował się po buracku, to nie ulega kwestii.
      Ale abstrahując od powyższego, wydaje mi się, że zawsze warto przygotować w ramach poczęstunku jakąś niesłodką alternatywę dla gości. Nie każdy lubi/może jeść słodycze, a trzymać gościa tak całkiem "o suchym pysku" trochę głupio.
    • kol.3 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 20.03.14, 15:20
      A tak na marginesie, nie wiem skąd się wzięło przekonanie, że o godzinie 18.00 to ludzie są niedawno po obiedzie (w domyśle - jadają go po pracy). Cała masa moich znajomych i rodziny jada w pracy. Sama obiad jadam ok. 12.30. W pracy mamy znakomitą stołówkę. Część osób pracujących w systemie z przerwą na lunch wychodzi i jada na mieście.
    • bcde Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 21.03.14, 05:21
      >Jak sobie radzic z takimi chamami?

      Użyć mózgu i pomyśleć o tym, że mężczyźni zwykle jadają więcej niż kobiety i zwykle lubią bardziej konkretne jedzenie niż ciasto i lody. Jeśli wiedziałaś, że gościem będzie mężczyzna (a nawet dwóch), to powinnaś była przygotować także coś konkretnego.
      Czytając posty niektórych kobiet, które piszą, jak to one w ogóle mało jedzą albo mało jedzą w gościach albo wcale już nie jedzą o określonej porze, bo nie potrzebują, przychodzi tylko jedno do głowy - pomyślcie chwilę do cholery, że MĘŻCZYŹNI MAJĄ INACZEJ. Kobieta, która nie dostrzega tak elementarnej różnicy, nie zasługuje na miano dobrej gospodyni i nie powinna mieć pretensji do gościa, że się upomniał o jedzenie.
      • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 21.03.14, 07:26
        bcde napisał:

        > - pomyślcie chwilę do cholery, że MĘŻ
        > CZYŹNI MAJĄ INACZEJ. Kobieta, która nie dostrzega tak elementarnej różnicy, nie
        > zasługuje na miano dobrej gospodyni i nie powinna mieć pretensji do gościa, że
        > się upomniał o jedzenie.


        smile
        Mam taką koleżankę, u której - bez względu na długość wizyty - nie dostawałem nic więcej niż paluszki lub herbatniki do herbaty. Chociaż wizyty były zapowiadane a koleżanka niebiedna - nie było mowy o normalnej kolacji. To nie jej roztargnienie, brak kasy czy zaskoczenie; to skupienie na sobie (swoich potrzebach: "ja sama mało jem") plus brak wyobraźni.
        Profilaktycznie zjadałem posiłek przed wizytą.

        Kornel
      • lena36 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 21.03.14, 07:58
        nie powinna mieć pretensji do gościa, że
        > się upomniał o jedzenie.

        Absolutnie upominanie się o jedzenie będąc u kogoś w gościach jest bezczelne i chamowate. Facet zachował się fatalnie i w ogóle nie wiem po co ta dyskusja, jest to tak oczywiste. Upomnieć to się może dziecko które jest małe i nie zna zasad dobrego wychowania. Albo ktos, kto własnie został wyratowany od śmieci głodowej.
        • taja11 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 31.03.14, 20:27
          do Leny - oczywiście że tak, czytając większość wypowiezi przecierałam oczy ze zdumienia
      • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 11:45

        > Użyć mózgu i pomyśleć o tym, że mężczyźni zwykle jadają więcej niż kobiety i zw
        > ykle lubią bardziej konkretne jedzenie niż ciasto i lody.

        ciekawe, ze nie zaproponowałeś temu facetowi użycia mózgu. Skoro wiedział, ze jest zwyczajnie nienażarty i musi jeść więcej i konkretnie, to powinien się najeść. Tonie było zaproszenie na wyżerkę dla faceta...
        • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 13:29
          nchyb napisała:

          > ciekawe, ze nie zaproponowałeś temu facetowi użycia mózgu. Skoro wiedział, ze j
          > est zwyczajnie nienażarty i musi jeść więcej i konkretnie, to powinien się naje
          > ść. Tonie było zaproszenie na wyżerkę dla faceta..


          Idąc tym tokiem rozumowania, przed pójściem na imprezę należy się najeść a gospodyni może się wykpić słonymi paluszkami i herbatą

          Owszem, mam tak postępującą koleżankę.

          Na szczęście Twój pogląd na temat tak kuriozalnego przygotowania się do imprez jest odosobniony wink

          Kornel
          • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:21
            kornel-1 napisał:

            >przed pójściem na imprezę należy się najeść a gosp
            > odyni może się wykpić słonymi paluszkami i herbatą
            > Na szczęście Twój pogląd na temat tak kuriozalnego przygotowania się do imprez
            > jest odosobniony wink

            Kornelu dobre wychowanie ZAWSZE mówiło, że nie należy wychodzić na imprezę będąc głodnym, bo podczas imprezy w bardzo złym tonie jest rzucanie się na podane potrawy i napychanie. Impreza towarzyska służy spędzeniu czasu gospodarza z gośćmi. Jedzenie jest do spotkania tylko dodatkiem, nie odwrotnie.
            • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:41
              > otrawy i napychanie. Impreza towarzyska służy spędzeniu czasu gospodarza z gość
              > mi. Jedzenie jest do spotkania tylko dodatkiem, nie odwrotnie.

              i to jest właśnie doskonała puenta, kótrej nie przyjmują do wiadomości myślący wyłącznie żołądkami smile
            • kornel-1 Sprawdźmy ;-) 01.04.14, 18:17
              aqua48 napisała:

              > Kornelu dobre wychowanie ZAWSZE mówiło, że nie należy wychodzić na imprezę będą
              > c głodnym, bo podczas imprezy w bardzo złym tonie jest rzucanie się na podane p
              > otrawy i napychanie. Impreza towarzyska służy spędzeniu czasu gospodarza z gość
              > mi. Jedzenie jest do spotkania tylko dodatkiem, nie odwrotnie.


              Sprawdźmy wink

              Marek Markiewicz w "Poradniku dobrych obyczajów" tak pisze o wizytach (proszonych):
              "Aż wstyd w tym miejscu przypominać znane wszystkim powiedzonko "Gość w dom, Bóg w dom", z którego wynika, że od dawien dawna byliśmy z natury gościnni i gotowi do przyjmowania każdego "czym chata bogata" [...] Tak się już jakoś utarło, że zapraszając do siebie znajomych urządzamy przyjęcie "gdzieś koło szóstej", zawsze wystawne, zawsze z alkoholem, ciągnące się długo w noc, kosztowne i męczące. "

              Trudno u Kamyczka czy Markowskiego trafić na rady, by najeść przed imprezą. Markowski pisze dalej:
              "Dostałem kiedyś list od pani, która pytała, czy dobrze postępuje jej mąż hołdujący zasadzie, że z wizyta idzie się nie po to, by najeść się do syta kosztem gospodarzy. To dość powszechne przekonanie jest z gruntu fałszywe. W trakcie wizyty jeść należy tyle, ile na ogół w trakcie smacznej kolacji lub obiadu jadać zwykliśmy."

              Logiczne i uzasadnione jest, że gospodyni, która chce zasłużyć na miano gościnnej pani domu, przewiduje posiłek adekwatny do pory dnia i charakteru spotkania. W tym wypadku charakter spotkania: urodziny oraz pora wieczorna, jednoznacznie wskazywały na konieczność przygotowania uroczystej kolacji.

              Jeśli chcesz być wiarygodna, poprzyj swoje słowa "dobre wychowanie ZAWSZE mówiło, że nie należy wychodzić na imprezę będąc głodnym," cytatem z papierowego źródła.
              Wówczas chętnie podejmę dyskusję.

              Kornel
              • aqua48 Re: Sprawdźmy ;-) 02.04.14, 14:07
                kornel-1 napisał:

                > Marek Markiewicz w "Poradniku dobrych obyczajów" tak pisze o wizytach (proszony
                > ch):
                > [i]"Dostałem kiedyś list od pani, która pytała, czy dobrze postępuje jej mąż
                > hołdujący zasadzie, że z wizyta idzie się nie po to, by najeść się do syta kos
                > ztem gospodarzy. To dość powszechne przekonanie jest z gruntu fałszywe.
                W
                > trakcie wizyty jeść należy tyle, ile na ogół w trakcie smacznej kolacji lub obi
                > adu jadać zwykliśmy."

                Przykro mi, Kornelu, ale wcale nie cenię Marka Markiewicza jako guru s-v. Jego zdanie na rozmaite tematy, jak i zachowanie zawsze było dla mnie zawsze kontrowersyjne, a pamiętam go jeszcze z tv kiedy to występował publicznie w koszmarnym sweterku w serek smile
                Janinę Ipohorską poważam dużo bardziej, choć jej porady odnoszą się do czasów minionych, kiedy ludzie zazwyczaj kończyli pracę około 14-15.00, imprezy domowe były dużo bardziej wystawne, a podejmowanie gości łączyło się i z tym, że dla palących należało przygotować papierosy.
                Niemniej jednak i on w podawanym przez Ciebie cytacie pisze, że jeść należy tyle ile normalnie zwykliśmy. A żadne z nich nie wspomina, że okazjonalne (w tygodniu) wpadnięcie dwójki gości (nawet chrzestnych rodziców) z okazji urodzin małego dziecka musi być przez gospodarzy traktowane jak oficjalna kolacja z daniami na ciepło.

                • kornel-1 Re: Sprawdźmy ;-) 02.04.14, 14:19
                  aqua48 napisała:

                  > Przykro mi, Kornelu, ale

                  Mi również przykro, bo próbujesz ciągnąć dyskusję używając opinii nie popartych źródłem pisanym.

                  k.
                  • aqua48 Re: Sprawdźmy ;-) 02.04.14, 15:02
                    kornel-1 napisał:

                    > Mi również przykro, bo próbujesz ciągnąć dyskusję używając opinii nie popartych
                    > źródłem pisanym.

                    Źródło pisane nie jest dla mnie wyrocznią, ludzie mnóstwo bzdur napisali, papier jest cierpliwy smile A poza tym nie mam czasu na szperanie po bibliotekach, tylko ku Twej satysfakcji. Przyjmuję, że wierzysz panu Markiewiczowi i jego enuncjacjom. Ja nie, ot jeszcze jedna różnica między nami, niech zatem każde pozostanie przy swoim zdaniu smile
    • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 12:53
      Moim zdaniem w takiej sytuacji powinnaś mieć coś więcej niż ciasto. Czy to naprawdę taki wielki kłopot zrobić kanapki lub sałatkę?
      • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 13:38
        a jesteś pewna, że głodomorowi kanapki lub sałatka by wystarczyła i nie domagałby się wtedy czegoś konkretnego na ciepło?
        • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 14:17
          Oczywiście najlepiej podać coś na ciepło np. zapiekankę. To takie mało zobowiązujące danie a zawsze coś. Nie wiadomo czy impreza się nie przeciągnie a trudno ludzi trzymać 2 godziny przy cieście. Jak się nie ma czasu piec, to lepsze te kanapki z sałatką niż samo ciasto. Dla mnie to jednak jakiś upadek obyczajów.
          • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 14:47
            moim zdaniem mylisz imprezy, szybkie urodziny malutkiego dziecka w ciągu tygodnia, bardziej wyproszone przez gości, niż zorganizowane przez matkę dziecka, nie są przewidziane (moim zdaniem) na wielogodzinne posiedzenie, przy którym można zgłodnieć.
            Ewentualne głodomory powinny przewidzieć problemy własnej fizjologii i najeść się wcześniej...
            dla mnie upadkiem obyczajów jest krótka wizyta, podczas której oczekuje się stołówki, a nie miłej rozmowy...
            • lena36 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 14:57
              "a trudno ludzi trzymać 2 godziny przy cieście."
              Co to za jakaś paranoja?? ja nie wierzę albo Wy żarty sobie robicie. Normalny zdrowy dorosły człowiek nie może wysiedzieć bez żarcia na imieninach u dzieciaka 2 godziny "tylko przy cieście'"???? musi koniecznie napychac sie kanapkami, zapiekanką....??? no nie, ja chyba w jakims innym świecie żyję.
              teraz już wiem dlaczego idąc do kina naokoło mam pełno ludzi napychajacych się róznorodnym żarciem, przecież jak tu wytrzymac dwie godziny a czasem nawet film dłuższy jest.....
              no padne normalnie.
              • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:01
                Przysięgam,że ja nie wierzę że ktoś z tego robi problem. Czy Wy dwie lewe ręce wszyscy macie,że tylko ciasto umiecie pokroić i paluszki postawić?
                • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:23

                  > Przysięgam,że ja nie wierzę że ktoś z tego robi problem. Czy Wy dwie lewe ręce
                  > wszyscy macie,że tylko ciasto umiecie pokroić i paluszki postawić?
                  nawet jakbym nie umiała nic poza wyjęciem paluszków z opakowania, to zapraszając na kolację zasiadaną wielodaniową, zamówiłabym catering, by gości godnie podjąć
                  ale tu moim zdaniem sytuacja inna, wcale nie wymagała zastawiania stołu tym czego pan pasibrzuch oczekiwał wink
                  • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:27
                    Ja nie mówię o zastawianiu stołu, ale samo ciasto to mało.
                    • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:31
                      naprawdę, jeżeli na godzinną wizytę (sporo dłuższa tu moim zdaniem niespecjalnie wypadała) komuś ciasto to mało, to powinien wcześniej zadbać o napełnienie żołądka...
                      • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:40
                        Może i powinien ale dobra gospodyni jest przygotowana na taką ewentualność,że gość może by głodny. To są te dobre obyczaje. Patrzymy trochę dalej niż czubek własnego nosa. To że gość jest niewychowane nie zmienia faktu,że Autorka też niespecjanie się wywiązała ze swojej roli.
                        • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:43
                          Jak postawimy coś drobnego oprócz ciasta, to gość zje lub nie. Może zje trochę. Ja nie chodzę jak to mówisz na wyżerkę, ale mi miło jak ktoś zadba i nie oferuje mi ciasta, którego nie jadam.
                        • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:43
                          mam odmienne zdanie, które znajduje odzwierciedlenie w sv
                          wyżej Aqua już wspomniała, że:

                          > Impreza towarzyska służy spędzeniu czasu gospodarza z gość
                          > mi. Jedzenie jest do spotkania tylko dodatkiem, nie odwrotnie.
                          • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:47
                            No właśnie jedzenie jest dodatkiem do spotkania. Jest spotkanie jest jedzenie odpowiednie do pory. Ludzie mają się czuć dobrze w moim domu.
                            • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:56
                              giokonda.it napisała:

                              > No właśnie jedzenie jest dodatkiem do spotkania. Jest spotkanie jest jedzenie o
                              > dpowiednie do pory. Ludzie mają się czuć dobrze w moim domu.

                              U mnie ludzie mają się czuć dobrze ze mną. Bez względu na jedzenie.
                              • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 16:08
                                Masz wielkie ego. Z mojej strony to wszystko.
                                • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 16:42
                                  giokonda.it napisała:

                                  > Masz wielkie ego.

                                  Nie, wolę dobrą zabawę w miłym towarzystwie od pełnego brzucha.
                • majarudakowska Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 17:47
                  Teraz kobiety są strasznie leniwe.I tak!Piję do autorki... uncertain
                  • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 19:14
                    moim zdaniem nie odbiegają swoim lenistwem od mężczyzn...
                    ale może piszesz o sobie?
            • giokonda.it Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:10
              Nie, w tygodniu właśnie ludzie są bardziej zaganiani. Chcą wpaść z prezentem dla dziecka to fajnie. Jak pracują, to wcale nie jest pewne,że są najedzeni. Trudno jechać po pracy na kolację do domu i wtedy co na 20 z wizytą? No nie, bo dziecko musi iść spać. Z doświadczenia wiem,że szczególnie mężczyźni jak trochę posiedzą, to robią się głodni. Właśnie z doświadczenia i obserwacji. Owszem facet burak bez dwóch zdań, ale kwas jest a niewiele trzeba aby uniknąć uniknąć sytuacji.
              • nchyb Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:21
                > Nie, w tygodniu właśnie ludzie są bardziej zaganiani. Chcą wpaść z prezentem dl
                > a dziecka to fajnie

                jak tacy zabiegani i chcą wpaść tylko z prezentem - to nie pchają się z pustym brzuchem na wyżerkę, o ile nie mieszkają na środku pustyni, to w drodze z pracy do malucha znajdą coś na szybko do zjedzenia, skoro nie potrafią powstrzymać się od jedzenia...

                > ecko musi iść spać. Z doświadczenia wiem,że szczególnie mężczyźni jak trochę po
                > siedzą, to robią się głodni.
                sama napisałaś, ze w środku tygodnia, zabiegany, to niech nie truje matce małego dziecka, tylko złoży życzenia, ucałuje malucha, a nie rozsiada się w fotelu na długie godziny i oczekuje góry treściwego pożywienia...
            • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:17
              nchyb napisała:

              > moim zdaniem mylisz imprezy, szybkie urodziny malutkiego dziecka w ciągu tygodn
              > ia,


              Moim zdaniem mylisz podwieczorek u psiapiólki z uroczystością urodzinową, największym świętem w życiu młodego jubilata, którego ozdobą są szanowni goście - wśród nich czcigodni Rodzice Chrzestni. Ci ostatni są opoką, na której wspiera się wiara Młodego Katolika i dla których uwielbienie rośnie wraz z napływem coraz droższych prezentów. Zaniedbywanie Rodziców Chrzestnych, także ich współmałżonków, traktowanie ich jako zło konieczne, nie tylko uwłacza ich godności i jest grzechem, ale stanowi policzek wymierzony własnemu dziecku.

              To elementarne sprawy, jasne dla każdego katolika.

              > bardziej wyproszone przez gości, niż zorganizowane przez matkę dziecka, nie
              > są przewidziane (moim zdaniem) na wielogodzinne posiedzenie, przy którym można
              > zgłodnieć.


              Uroczystości tego typu trwają z reguły co najmniej dwie godziny. Są więc wielogodzinne. Liczy się czas nie od początku wizyty, lecz od ostatniego posiłku.

              Skąpstwo, oszczędzanie na gościach to bardzo niepolskie.

              > Ewentualne głodomory powinny przewidzieć problemy własnej fizjologii i najeść s
              > ię wcześniej...


              Gospodyni powinna przewidzieć, że goście oczekują normalnego posiłku i nie zadowolą się ciastem.

              Spaliłbym się ze wstydu, gdybym nie miał dla gościa jedzenia, gdybym musiał bezradnie rozłożyć ręce mówiąc: "Dziś tylko tort".

              > dla mnie upadkiem obyczajów jest krótka wizyta, podczas której oczekuje się sto
              > łówki, a nie miłej rozmowy...


              Gospodyni zaprosiła na urodziny nie na krótką wizytę. W polskiej kulturze urodziny nie są krótką wizytą. Głosy kilku forumowiczek tego nie zmienią.

              Kornel
              • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:29
                kornel-1 napisał:

                > Moim zdaniem mylisz podwieczorek u psiapiólki z uroczystością urodzinową, najwi
                > ększym świętem w życiu młodego jubilata, którego ozdobą są szanowni goście - wś
                > ród nich czcigodni Rodzice Chrzestni. W polskiej kulturze urodz
                > iny nie są krótką wizytą. Głosy kilku forumowiczek tego nie zmienią.


                No, tacy czcigodni rodzice chrzestni do wykarmienia, to poważny obowiązek..
                • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 18:25
                  aqua48 napisała:
                  > No, tacy czcigodni rodzice chrzestni do wykarmienia, to poważny obowiązek..

                  Jeśli już - to do nakarmienia, nie wykarmienia.

                  Wszystkim gościom należy się szacunek, gospodarze mają względem nich określone obowiązki; rodzicom chrzestnym należą się szczególne względy, gdyż to oni podejmują trud wychowywania członka wspólnoty religijnej w wierze - gdy zawiodą biologiczni rodzice.

                  Kornel
                  • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 13:24
                    kornel-1 napisał:

                    > aqua48 napisała:
                    > > No, tacy czcigodni rodzice chrzestni do wykarmienia, to poważny obowią
                    > zek..

                    >
                    > Jeśli już - to do nakarmie
                    > nia
                    , nie wykarmienia.

                    Chodziło mi dokładnie o to co napisałam, przeczytaj sobie jeszcze raz znaczenie słownikowe, które sam podajesz, jeśli masz wątpliwości Kornelu smile
                    >
                    > rodzicom chrzestnym należą się szczególne względy, gdyż to on
                    > i podejmują trud wychowywania członka wspólnoty religijnej w wierze - gdy zawio
                    > dą biologiczni rodzice.

                    To niestety czysta teoria gdyż w praktyce to rodzice odpowiadają za dziecko i oni decydują również o jego wychowaniu religijnym. Jeśli im się coś odwidzi, zmienią wyznanie, lub złożą akt apostazji, to rodzice chrzestni nie mają nic do gadania..
                    • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 14:24
                      aqua48 napisała:

                      > Chodziło mi dokładnie o to co napisałam, przeczytaj sobie jeszcze raz znaczenie
                      > słownikowe, które sam podajesz, jeśli masz wątpliwości Kornelu smile


                      A po co mam czytać jeszcze raz, skoro te znaczenia są mi nieobce?

                      Ani Ty ani ja nie uważamy, że na gospodarzach spoczywa obowiązek wykarmienia gości - chrzestnych.

                      Więc po co pisałaś o wykarmianiu? Potrafisz odpowiedzieć?

                      Kornel
                      • aqua48 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 15:10
                        kornel-1 napisał:

                        > Ani Ty ani ja nie uważamy, że na gospodarzach spoczywa obowiązek wykarmi
                        > enia gości - chrzestnych.

                        Przypisujesz mi swoje zdanie, zupełnie nie rozumiem dlaczego, ale jeśli tak Cię razi słowo wykarmić, niech będzie odkarmić, odkarmić w znaczeniu słownikowym: żywić kogoś wygłodzonego do czasu kiedy będzie sam mógł zapewnić sobie pożywienie, ściśle mówiąc smilesmile
                        • kornel-1 Mieszasz, aż głowa boli! 03.04.14, 17:27
                          Wypowiadając się 01.04.14, 15:29 sarkastycznie:

                          No, tacy czcigodni rodzice chrzestni do wykarmienia, to poważny obowiązek..

                          pod moją wypowiedzią dotyczącą obowiązujących w polskiej kulturze wzorców użyłaś przesadnego i niewłaściwego sformułowania "wykarmić".

                          Oczywiście Ty nie uważasz, że na gospodarzach spoczywa taki obowiązek, prawda?

                          Masz okazję potwierdzić te moje słowa, albo im zaprzeczyć smile

                          Ja też nie uważam, aby gospodarze mieli obowiązek wykarmiania rodziców chrzestnych własnego dziecka.

                          Zatem moje zdanie w kwestii wykarmiania jest takie samo, jak Twoje zdanie w tej kwestii

                          I to zaznaczyłem w poście z 02.04.14, 14:24.

                          Nie ma więc podstaw do stwierdzenia, że przypisuję Tobie moje zdanie. Zwyczajnie mieszasz.

                          Brak wyjaśnienia powodu, dla którego użyłaś słowa "wykarmić" (o co Cię poprosiłem w poprzednim poście) wyjaśniam sobie chęcią pisania "byle pisać".

                          Kornel
                          • aqua48 Re: Mieszasz, aż głowa boli! 03.04.14, 17:45
                            kornel-1 napisał:

                            > użyłaś przesadnego i niewłaściwego sformułowania "wykarmić".

                            To była hiperbola Kornelu, taki środek stylistyczny...

                            > Masz okazję potwierdzić te moje słowa, albo im zaprzeczyć smile

                            Ale czy mam ochotę? (a to już jest pytanie retoryczne - inny środek stylistyczny)

                            Pozdrawiam serdecznie.
              • majaa Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 15:45
                kornel-1 napisał:

                > Gospodyni zaprosiła na urodziny nie na krótką wizytę. W polskiej kulturze urodz
                > iny nie są krótką wizytą. Głosy kilku forumowiczek tego nie zmienią.
                >
                > Kornel

                Jeśli o mnie chodzi, to nie spotykam się ze zwyczajem wielogodzinnego świętowania urodzin w tygodniu. Jeśli ktoś chce pobalować dłużej i "z pompą", to przeważnie odkłada imprezę na dni weekendowe.
                • kornel-1 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 18:19
                  majaa napisała:
                  > Jeśli o mnie chodzi, to nie spotykam się ze zwyczajem wielogodzinnego świętowan
                  > ia urodzin w tygodniu. Jeśli ktoś chce pobalować dłużej i "z pompą", to przeważ
                  > nie odkłada imprezę na dni weekendowe.


                  Rozumiem.
                  Ale to nie zmienia oceny, że urządzając urodziny w tygodniu gospodyni powinna liczyć się z tym, że goście będą chcieli normalnie zjeść.

                  Kornel
                  • yoma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 18:45
                    Cały czas zapominasz, że ona właśnie niczego nie urządzała.
                    • kornel-1 To już błazenada :( 03.04.14, 17:03
                      yoma napisała:

                      > Cały czas zapominasz, że ona właśnie niczego nie urządzała.

                      1. Urządzała urodziny dziecka.
                      2. Zaprosiła chrzestnych.

                      Autorka wątku NAM, FORUMOWICZOM, powiedziała, że nie urządzała imprezy.

                      A co odpowiedziała chrzestnym?

                      Czy powiedziała CHRZESTNYM, że nie urządza urodzin dziecku?

                      Śmieszy mnie upór niektórych forumowiczów twierdzących, że gospodyni nie zapraszała chrzestnych i nie urządzała urodzin.

                      Kornel
                      • kornel-1 Re: To już błazenada :( 03.04.14, 17:08
                        yoma napisała:

                        > Cały czas zapominasz, że ona właśnie niczego nie urządzała.

                        Wątkodawczyni napisała:

                        "Ok,zrobilam dwa ciasta,wino,lody"

                        W tym zdaniu:
                        ok = zaproszenie
                        zrobiłam dwa ciasta = urządziłam

                        Być może wątkodawczyni NIE ZAMIERZAŁA urządzać urodzin. Ale od momentu zaproszenia pierwszej pary małżeńskiej weszła w fazę urządzania imprezy urodzinowej.

                        Kornel
                        • aqua48 Re: To już błazenada :( 03.04.14, 17:54
                          kornel-1 napisał:

                          > Wątkodawczyni napisała:
                          > "Ok,zrobilam dwa ciasta,wino,lody"
                          >
                          > W tym zdaniu:
                          > ok = zaproszenie
                          > zrobiłam dwa ciasta = urządziłam
                          >
                          > Być może wątkodawczyni NIE ZAMIERZAŁA urządzać urodzin. Ale od momentu zaprosze
                          > nia pierwszej pary małżeńskiej weszła w fazę urządzania imprezy urodzinowej.

                          Tyle, że napisała: "nic nie wyprawiałam, nikogo nie zapraszałam". Dla mnie powiedzenie ok, kiedy ktoś mówi, że wpadnie MIMO jasnego stwierdzenia gospodyni, że nic nie wyprawia i nikogo nie zaprasza, nie oznacza tego samego co "serdecznie zapraszam Was na urodziny syna we wtorek wieczorem".
                          Takie wpadnięcie wymuszone niejako na gospodarzach, nawet by złożyć dziecku-chrześniakowi życzenia nie jest równoznaczne z zaproszeniem na pełną gorącą kolację, tortem ze świeczkami i imprezowym siedzeniem godzinami.
                          • kornel-1 Bez sensu... 03.04.14, 21:25
                            aqua48 napisała:
                            > Tyle, że napisała: "nic nie wyprawiałam, nikogo nie zapraszałam". Dla mnie powi
                            > edzenie ok, kiedy ktoś mówi, że wpadnie MIMO jasnego stwierdzenia gospodyni, że
                            > nic nie wyprawia i nikogo nie zaprasza, nie oznacza tego samego co "serdecznie
                            > zapraszam Was na urodziny syna we wtorek wieczorem".


                            Bez sensu...
                            KOMU powiedziała gospodyni, że nie wyprawia urodzin?!

                            A) NAM post factum
                            czy
                            B) CHRZESTNYM przed spotkaniem

                            Hę?



                            > Takie wpadnięcie wymuszone niejako na gospodarzach, nawet by złożyć dziecku-chr
                            > ześniakowi życzenia nie jest równoznaczne z zaproszeniem na pełną gorącą kolacj
                            > ę, tortem ze świeczkami i imprezowym siedzeniem godzinami.


                            Bez sensu...
                            Wymuszenie to iluzja zasugerowana przez wątkodawczynię i ochoczo podchwycona przez niektóre forumowiczki.

                            Zaproszenie na urodziny nie musi zawierać formuły "zapraszam was". Zastanów się, co było rok wcześniej. I co było 2 lata wcześniej? Czy nie odbywały się imprezy z okazji urodzin dziecka?
                            Być może wątkodawczyni chce osłabić więzi z tym małżeństwem, ale to się załatwia inaczej, nie kosztem dziecka. Większość forumowiczów jest ojcami lub matkami chrzestnymi i doskonale wie, że odwiedziny z okazji urodzin są czymś naturalnym i normalnym. Dla rodziców chrzestnych byłoby czymś niezrozumiałym, gdyby matka dziecka odmówiła możliwości odwiedzenia z okazji urodzin. Jest w Polsce długa tradycja zapraszania rodziców chrzestnych na urodziny dziecka, mówienie w tym kontekście o "wpraszaniu się" lub "wymuszaniu" jest dla mnie po prostu śmieszne.

                            A skoro urodziny były urządzane a goście byli zaproszeni, to trzeba było o nich odpowiednio zadbać. A nie jęczeć potem na forum.

                            Kornel
                            • matylda1001 Re: Bez sensu... 03.04.14, 22:26
                              kornel-1 napisał:

                              > A skoro urodziny były urządzane a goście byli zaproszeni, to trzeba było o nich odpowiednio zadbać. A nie jęczeć potem na forum.<

                              Kornelu, ja też tak to widzę. Zgadzam się z każdym Twoim słowem w tym poście, i dziwię się, że można to wszystko rozumieć inaczej.
                            • aqua48 Re: Bez sensu... 04.04.14, 10:40
                              kornel-1 napisał:

                              > KOMU powiedziała gospodyni, że nie wyprawia urodzin?!
                              >
                              > A) NAM post factum
                              > B) CHRZESTNYM przed spotkaniem

                              Ja rozumiem że jednym i drugim.

                              > Wymuszenie to iluzja zasugerowana przez wątkodawczynię

                              Sugerowanie autorce, że nie wie co pisze, lub, że celowo wprowadza w błąd jest niegrzeczne.

                              > , co było rok wcześniej. I co było 2 lata wcześniej? Czy nie odbywały się impre
                              > zy z okazji urodzin dziecka?

                              Być może nie odbywały się, bo.. dziecka nie było na świecie, lub po prostu było chore w tym czasie? Brałeś tę opcję pod uwagę? Albo matka dla takiego malucha nie uważała za stosowne "wyprawiać" jakichkolwiek imprez dla dorosłych z okazji jego urodzin?
                              • matylda1001 Re: Bez sensu... 04.04.14, 12:35
                                aqua48 napisała:

                                > Ja rozumiem że jednym i drugim.<

                                Nam - owszem, ale gościom? Skąd taki wniosek? Autorka nie planowała urodzin, ale z Jej wypowiedzi nie wynika, że powiedziała o tym gościom. Jestem pewna, że nie powiedziała, bo gdyby powiedziała, to oczywiste, że by nie przyszli. Ludzie to nie idioci i swój honor mają. Kornel napisał, że " Wymuszenie to iluzja zasugerowana przez wątkodawczynię" i miał rację. Tym "wymuszeniem" było to, że chrzestni stanęli na wysokości zadania i nie zapomnieli o urodzinach chrześniaka. Może im to wcale nie było na rękę, ale chcieli sprawić chrześniakowi przyjemność. Zachowali się tak, jak polska tradycja nakazuje.

                                >> Sugerowanie autorce, że nie wie co pisze, lub, że celowo wprowadza w błąd jest niegrzeczne.<

                                Nie potrzeba niczego sugerować. Wystarczy zrozumieć to, co napisała. Wszystko jest w Jej słowach.

                                >Być może nie odbywały się, bo.. dziecka nie było na świecie, lub po prostu było chore w tym czasie? Brałeś tę opcję pod uwagę? Albo matka dla takiego malucha nie uważała za stosowne "wyprawiać" jakichkolwiek imprez dla dorosłych z okazji jego urodzin?<

                                A skąd wiadomo, że chodzi o małe dziecko? Może chłopak ma 15 lat?
                                • nchyb Re: Bez sensu... 04.04.14, 12:48
                                  > A skąd wiadomo, że chodzi o małe dziecko? Może chłopak ma 15 lat?

                                  a może ma nawet 17 lub 19, w końcu jak matka pisze - chrzestni zapowiedzieli sie,że wpadną do malego. to ten mały może bardzo wiele oznaczać, dla matki nawet po 30-tce może być mały smile
                  • majaa Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 04.04.14, 12:17
                    kornel-1 napisał:

                    > Rozumiem.
                    > Ale to nie zmienia oceny, że urządzając urodziny w tygodniu gospodyni powinna l
                    > iczyć się z tym, że goście będą chcieli normalnie zjeść.
                    >
                    > Kornel

                    No, ja bym tego nie nazwała de facto "urządzaniem urodzin", bo takich planów autorka nie miała. Ot, po prostu zainicjowane przez gości spotkanie z okazji, na które się przygotowała. Owszem, mogła zamiast drugiego ciasta podać np. jakąś sałatkę, czy inną niesłodką przekąskę, niemniej jednak rozpatrywanie tego w kategoriach jej "świętej" powinności jest przesadą.
                    W tej całej sytuacji to gość zachował się nieelegancko, a nie autorka.
                    • matylda1001 Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 04.04.14, 12:53
                      majaa napisała:

                      >> No, ja bym tego nie nazwała de facto "urządzaniem urodzin", bo takich planów autorka nie miała<

                      Nie miała ale urządziła smile

                      >Owszem, mogła zamiast drugiego ciasta podać np. jakąś sałatkę, czy inną niesłodką przekąskę, niemniej jednak rozpatrywanie tego w kategoriach jej "świętej" powinności jest przesadą. <

                      Tu nie chodzi o świętą powinność, ale o racjonalne myślenie.

                      > W tej całej sytuacji to gość zachował się nieelegancko, a nie autorka. <

                      A ja nie jestem tego taka pewna. Musiałabym przy tym być, żeby ocenić. Czasami decyduje kontekst, usmiech. Ze słów Loli mogę wyczytać to, że nie lubi tego człowieka, że znosi jego towarzystwo z konieczności, jako dodatek do chrzestnej. Jakakolwiek uwaga z ust takiego człowieka boli bardziej, niż usłyszana od innych, a czym uwaga bardziej słuszna, tym więcej boli. Do tego dochodzi złość na samą siebie, że nie potrafiła się odgryźć (".Do tej pory zla jestem na siebie,ze nie znalazlam odpowiedniej riposty") Wróg wyszedł na zwycięzcę smile Dlatego nie mogę uznać wypowiedzi Loli za obiektywną, a tym samym za wiarygodną.
    • stara-a-naiwna ?! 01.04.14, 21:47
      Jestem zdziwiona wypowiedziami typu: przyszli goscie masz ich ugościc nie tylko na słodko ale też obiadowo; kolacyjnie.

      To twój dom i ty decydujesz jak; czym uraczyć gości.

      Nie masz obowiazku (moralnego, zwyczajowego itd) na życzenie przyjscia ugaszczać gości bóg wied czym. Były urodziny; imieniny w tygodniu, ktoś powiedział że chce przyjść, ty extra imprezy nie robisz, goście składają życzenia, zobaczyli się z dzieckiem, przywitali, ciasto było jak najbardziej na miejscu.

      Nie wiem co odpowiedzieć burakowi który w ten sposób zwraca uwagę.
      Jeśli bym go lubiła zaproponowała bym kanapki, a jeśli nie... Nie mam pojęcia.

    • titti_pecci_scialoja Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 01.04.14, 23:17
      Ja nie mogę jaką trzeba być nie ogarniętą żeby robić z tego problem! Mix sałat, pomidorki koktajlowe lub/i suszone, mozzarella w kulkach, oliwki, oliwa, bazylia do tego wędlina, kabanosy na półmisku, ser pleśniowy, jakieś pikle, chleb i jest kolacja. Gość się upomniał, w sumie hahaha... lepszy taki niż siedzący głodny, co potem będzie wypominał. Mówisz "ależ oczywiście, zaraz przygotuję kanapki robisz z czym tam masz". Wychodzisz z klasą. Gdzie ta nasza polska gościnność? Gdzie nasz kobiecy spryt i zaradność?
      • yoma Re: Nie chcę ciasta,głodny jestem. 02.04.14, 18:49
        Powiedz, że to jaja, co?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka