Dodaj do ulubionych

Czy wszystko jest dobrze?

26.06.16, 11:52
Muszę opisać dwie sytuacje, chociaż mój problem dotyczy tylko tej drugiej, ale nie da się jej zrozumieć bez wcześniejszego kontekstu.
Sytuacja 1. W marcu świętowałam ze swoim bratem bliźniakiem 30-ste urodziny. Tak się umówiliśmy, znajomi jego oraz moi, bardzo dużo ludzi w wynajętym na tę okoliczność lokali. Część to oczywiście wspólni znajomi a część ludzie, których oboje widzieliśmy pierwszy raz (w sensie ja jego, a on moich). Wśród jego znajomych, których wcześniej nie znałam był pewien kolega brata z żoną. Rok starszy od nas, przedsiębiorca z sukcesami. Brat go bardzo lubi, żona brata również, mój narzeczony także się z nim wtedy zakumplował a ja po prostu nie trawiłam tego człowieka od pierwszego wejrzenia, z wzajemnością zresztą. No, ale to bez różnica, duża impreza, nie musiałam z nim rozmawiać ani mieć do czynienia. Miesiąc później on zorganizował spotkanie w swojej willi. Zaprosił brata z żoną i mnie z narzeczonym. Oczywiście chodziło mu głównie o narzeczonego, ale nie mógł go przecież zaprosić beze mnie. Zaproszenia przekazał mój brat. Poszłam, czułam się źle, bawiłam się źle, pokłóciłam się gospodarzem o politykę, światopogląd, jego sposób bycia i formułowane przez niego oceny. Nie zrobiłam sceny, żeby nie robić niepotrzebnego skandalu, ale podjęłam decyzję, że więcej z tą osobą nie chcę mieć nic wspólnego. Za to brat z żoną i mój narzeczony bawili się świetnie. I na tym sprawa mogłaby się zakończyć, nie muszę przecież lubić wszystkich znajomych brata czy narzeczonego ani mieć z nimi kontaktu (i vice versa oczywiście), ale wynikła kolejna sprawa.
Sytuacja 2. Nie interesuję się piłką nożna w ogóle. Mój narzeczony bardzo. Po awansie Polski do 1/4 finału zapytał mnie, czy mam ochotę iść z nim w sobotę gdzieś do baru na mecz. Powiedziałam, że absolutnie nie, niech się umówi na sobotnie popołudnie i wieczór z kolegami i niech wspólnie przeżywają sportowe emocje, ja w tym czasie popracuję w domu (mam wolny zawód). OK. Umówił się ze znajomymi, w tym z moim bratem, z którym jest w bardzo dobrych stosunkach. Wyszedł z mieszkania o 13:00, wrócił o 23, tak mniej więcej jak planował. Zapytałam go jak było itp. Powiedział, że bawił się doskonale było naprawdę fajnie i żałuje, że mimo wszystko z nim nie poszłam, bo mecz trwał tylko 2 godziny a reszta czasu to po prostu spotkanie znajomych. Zapytałam gdzie w końcu poszli, bo przecież nie do brata, który ma małe mieszkanie a w dodatku żonę i dwójkę dzieci. Powiedział, że byli u tego znajomego brata, którego nie znoszę w domu, że oglądali mecz w basenie, bo znajomy specjalnie na tę okazję kazał przenieść i podłączyć telewizor na ogrodzie przy basenie i ogólnie, że był zachwycony i na pewno chciałby to jeszcze powtórzyć przy innych okazjach. No po prostu promieniał z radości jak mały chłopiec, który dostał jakiś wymarzony prezent.

I teraz mój problem. Jestem bardzo zła na narzeczonego. Wiem, że raczej nie słusznie, nic mi złego nie zrobił, ale świadomość, że doskonale bawi się w towarzystwie człowieka, którego autentycznie nie cierpię, trzyma z nim bliskie kontakty i je pogłębia, chętnie korzysta z zaproszeń. Czy mam choć trochę racji czując się zła na narzeczonego? Co dalej z tymi nieszczęsnymi meczami, czy przełamać swoją nudę i niechęć do piłki nożnej a przede wszystkim całej tej atmosfery towarzyszącej kibicowaniu i iść z nim do jakiegoś baru z jego znajomymi na kolejne mecze tylko po to, żeby on nie poszedł do tego znajomego brata, czy to głupie zachowanie i po prostu odpuścić? Co byście mi poradzili? Jak się zachować grzecznie i ostrożnie, jak nie wyjść na problemową histeryczkę?

Gosia
Obserwuj wątek
    • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 12:08
      Hmmm nie ma wymogu, żeby wszystkich lubić...Natomiast - na narzeczonego niesłusznie jesteś zła. Lojalność wymagałaby, żeby nie utrzymywać zażyłych kontaktów z kimś kto skrzywdził czy obraził bliską nam osobę. Ale wymaganie, by nie utrzymywać kontaktów z kimś kogo zwyczajnie nie lubisz jest dziecinne i nie na miejscu.
      • horpyna4 Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 14:04
        Koro, to nie do końca tak. Nie znamy szczegółów, ale być może ujawniły się w tej całej sytuacji pewne cechy narzeczonego, które kiepsko rokują temu związkowi.

        Autorka nie powinna być zła na narzeczonego, nie powinna też wymagać, żeby z kimś nie utrzymywał kontaktów. Tyle, że skoro drażnią ją pewne zachowania w rodzaju lecenia na blichtr, to może trzeba narzeczonego wymienić na inny egzemplarz. Jeżeli dwoje ludzi ma stworzyć poważny związek, to powinni nadawać na tej samej fali. Mogą bardzo się różnić pod wieloma względami (pochodzenie, wykształcenie, zamiłowania), ale powinni np. śmiać się z tych samych dowcipów.
    • sweet_pink Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 14:48
      W mojej opinii próby dyktowania dorosłej bliskiej osobie z kim może utrzymywać kontakty z powodów związanych tylko i wyłącznie z naszym gustem, leżą bliżej tematu przemocy psychicznej niż S-V.
      Myślę że lepsza pomoc w rozwiązaniu swojego problemu otrzymałabyś na forum związanym z psychologią lub związkami. Bo choć w Twoim wpisie jest sporo sytuacji do komentowania w zakresie S-V to Twoje pytanie tak na prawdę zupełnie kwestii S-V nie dotyczy.

      Moja odpowiedź: odpuścić, niech sobie ogląda mecze z kim chce i gdzie chce, a w tym czasie robić coś co Tobie sprawia przyjemność.
    • bene_gesserit Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 15:07
      Na twoim miejscu zastanowiłabym się nad sobą i naturą waszego związku. Tzn czy chcesz być bardziej jego matką ewentualnie centrum jego świata, czy jednak partnerką, przyjaciółką i kochanką. Dla ułatwienia: pierwsza opcja jest nieuchronnie patogenna.
      • kratka.1 Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 16:25
        Nie bardzo rozumiem co Ci przeszkadza, że Twój narzeczony spotyka się z tym człowiekiem. Przecież nie ciągnie Cię na spotkania z nim. Mój mąż jest wędkarzem. Należy do koła wędkarskiego, często wyjeżdża na zawody itp. I jest wśród tych wędkarzy jeden którego serdecznie nie lubię, mąż przeciwnie. W ogóle mi nie przeszkadza że mąż się z nim spotyka. Tak to już jest, że nie wszyscy lubią to samo. Radzę odpuść sobie i swojemu facetowi.


    • bertosol Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 17:37
      Udawanie zamiłowania do piłki, jeśli jej się nie lubi nie ma żadnego sensu. Po co na siłę pozować? Nie wyobrażam sobie, że udawałbym zainteresowanie jakimiś typowo kobiecymi pasjami, np. szydełkowaniem czy zagniataniem ciasta, tylko po to, żeby zaimponować jakiejś kobiecie. Powinno się być szczerym i autentycznym. Uważam się za wrażliwą osobę, która zrobi wszystko aby słowem czy zachowaniem nie urazić innych, ale dla tego, co zrobiłaś nie widzę usprawiedliwienia i łagodnych słów. Aby zachować się grzecznie należy zatem przede wszystkim przeprosić narzeczonego za dotychczasowe problemy, jakie sprawiałaś i obiecać solenną poprawę a następnie do niej się zastosować. Pomyślałaś o uczuciach swojego brata? Bo on też mógł się poczuć urażony.
      • azm2 Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 18:44
        "...ale dla tego, co zrobiłaś nie widzę usprawiedliwienia i łagodnych słów. Aby zachować się grzecznie należy zatem przede wszystkim przeprosić narzeczonego za dotychczasowe problemy, jakie sprawiałaś i obiecać solenną poprawę a następnie do niej się zastosować. Pomyślałaś o uczuciach swojego brata? Bo on też mógł się poczuć urażony."

        Czy wystarczy samokrytyka ustna, czy powinna być na piśmie i zarejestrowana w kancelarii? wink
        Sorry, ale widzę, że sugerujesz rozwiązania stosowane w partiach politycznych (może oglądałaś i pamiętasz samokrytykę Grzegorza Schetyny po tym, jak Donald Tusk strącił go o kilka stopni w dół hierarchii?).

        Ja uważam, że w rodzinie aż takie formalności nie są potrzebne. Nawet nie wiemy, czy narzeczony zauważył jakiekolwiek problemy, które - twoim zdaniem - solimerefa miałaby mu sprawiać.
    • vilez Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 18:02
      Sprawa nie jest prosta.
      Bo z jednej strony para nie musi lubić tych samych osób- to oczywiste. Może też utrzymywać relacje z niekoniecznie tymi samymi osobami.
      Z drugiej strony, piszesz że Twój baka sympatii dla kolegi brata pociągnął za sobą nie tylko niechęć, ale konkretne skutki w postaci kłótni. To już bardziej inwazyjna sprawa i chyba Twój narzeczony ma jakieś stanowisko w tym względzie? Zwłaszcza że, jak piszesz: "pokłóciłam się gospodarzem o politykę, światopogląd, jego sposób bycia i formułowane przez niego oceny." Czyli, rozumiem, poszło o ważne sprawy? Może nawet o wartości?
      Jeżeli tak, to narzeczony powinien się jakoś do tego odnieść: czy podziela Twoje stanowisko, czy kolegi, czy jeszcze jakieś inne. Para powinna jednak podzielać jakiś zrąb wartości. Oraz zachodzi kwestia lojalności względem Ciebie.
      Zatem: jak się zachował narzeczony, gdy się kłóciliście z tym kolegą (Ty i kolega)? Czy kolega zachował się wobec Ciebie stosownie czy niestosownie? Czy kłótnia dotyczyła ważnych kwestii?
      Jeśli nie chodzi po prostu o bliżej niezidentyfikowaną niechęć Twoją do kolegi - coś w rodzaju antychemii, to macie problem, i uważam, że warto by to wspólnie przeanalizować.
      • vilez Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 18:04
        korekta:
        ... Twój BRAK sympatii.... (drugi akapit)
      • 31stopniwcieniu Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 18:39
        O właśnie. To, ze narzeczony poszedł do kogoś na mecz, nie byłoby dla mnie problemem, bo to spotkanie z kategorii niezobowiązujących. Ale sympatia do kogoś z kim autorce wątku jest aż tak bardzo nie po drodze, to inna para kaloszy. Oczywiście może to być też zauroczenie blichtrem - willa, basen, itp. Autorko wątku, jak na Twoją kłótnię z tym mężczyzną zareagował narzeczony i jakie on ma zdanie w spornych kwestiach?
      • a.nancy Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 19:39
        Otóż to. Inna sprawa, nie zapałać do kogoś sympatią, a inna, mieć skrajnie odmienny światopogląd. Narzeczonemu najwyraźniej światopogląd kolegi nie przeszkadza... i tu by mi się zapaliło światełko alarmowe, bo może skończyć się tak jak w sąsiednim wątku.
      • solimerefa Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 22:39
        Może źle to wszystko od początku wytłumaczyłam albo nie wyjaśniłam innych ważnych rzeczy. Po pierwszej, mój narzeczony. Jesteśmy rówieśnikami, ze sobą od dwóch lat, dogadujemy się jeśli chodzi o zainteresowania i osobowość. Jest bardzo dobrym człowiekiem, szlachetnym, mężczyzna typu "pomogę zawsze a muchy nie skrzywdzę". Szanuję go, cenię a poza tym uważam za przyjaciela w związku. W jednej rzeczy się nie porozumieliśmy, albo nawet nie tyle nie porozumieliśmy, co nie mamy wspólnej płaszczyzny. Ja zawsze byłam osobą zaangażowaną emocjonalnie i politycznie, nie wahałam artykułować się swojego zdania i go bronić w dyskusjach. Tymczasem narzeczony jest kompletnie apolityczny. I naprawdę mam na myśli KOMPLETNIE. Pomimo ponad 30-stu lat na karku NIGDY nie głosował, nie chodził na żadne referenda, nie interesuje go polityka i po prostu nie ma poglądów. Parafrazując młodzież "ma totalnie wywalone" na ten temat. Jest informatykiem a prywatnie wielkim pasjonatem akwarystyki (wydał nawet książkę na ten temat). W związku mi to nie przeszkadza, szanuję jego bierność oraz oczywiście pasję. Jednak uwiera mnie fakt, że on się potrafi zakumplować z człowiekiem, którego ja nie znoszę. W trakcie kłótni, gdy przy stole doszło do ostrej wymiany zdań z gospodarzem w kwestii światopoglądowo-politycznej, on i brat milczeli, po całym zdarzeniu, gdy wracaliśmy do domu a ja narzekałam na gospodarza, on powiedział, że jak zwykle trzyma się z dala od tematów politycznych, że po prostu go lubi, a ja sama jestem sobie winna, bo pierwsza zaczęłam temat znając ogólnie kompletnie odmienny do niego stosunek gospodarza. Co oczywiście było prawdą. Powiedział mi, że zawsze mnie wspiera, ale jednak jeśli sama chcę na siłę podkładać głowę pod topór, to on swojej nie podłoży. O to też mam do niego pretensje, chociaż racjonalnie rzecz biorąc ma rację.
        Mój brat zaś nie jest na mnie zły w żadnym razie, jak ktoś tu coś takiego zasugerował i nikt się ode mnie przeprosin nie domaga. Stosunków żadnych między mną a tym mężczyzną są skończone i więcej ich nie będzie, z bratem konfliktu nie mam (ma identyczne zdanie jak narzeczony w kwestii awantury), pytam co mam sama zrobić. Wiem, że udawanie zainteresowania piłką jest głupie. W ogóle głupio się czuję obciążając Was swoimi problemami, naprawdę przepraszam, chyba mam gorszy okres. Powiedzcie mi co robię źle i jak powinnam zachować się kulturalnie, jak normalna kobieta a nie jak "psychotyczna lewaczka" - bo takim epitetem obdarzył mnie w trakcie kłótni ów pan, którym tak bardzo zachwyca się mój brat i mój facet.
        Jeszcze raz wielkie SORRY za zawracanie czterech liter.
        Gosia
        • sweet_pink Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 00:04
          Twój problem jest doskonała ilustracją dlaczego S-V odradza prowadzenie rozmów na tematy polityczne, światopoglądowe czy religijne w słabo znanym towarzystwie.
          Że przeprosin nikt nie oczekuje to dowód luźnego podejścia i wyrozumiałości. Ja bym oczekiwała choćby mało oficjalnego "przepraszam poniosło nas" za bycie zmuszoną do wysłuchiwania politycznej/ideologicznej pyskówki (z obu stron i od Ciebie i od gospodarza).

          Doradzam trzymać się S-V w zakresie doboru tematów do rozmów na spotkaniach towarzyskich. Do rozmów politycznych najlepiej znaleźć sobie odpowiednią grupę dyskusyjną.
        • vilez Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 07:47
          Za wyzywanie od "psychotycznych lewaczek"- niezależnie od niefortunności całej tej politycznej dyskusji na przyjęciu- znajomy brata powinien polecieć z grona "bliskich znajomych".
          Narzeczony powinien na to wyzwisko zareagować, a nie- chować głowę w piasek pod pozorem własnej neutralności. Tutaj jest problem.

          A to, że narzeczony jest osobą kompletnie "bez poglądów" też źle wróży z Waszym układzie, moim zdaniem. Zwierz polityczny (Ty) będzie się męczył z "człowiekiem bez właściwości" (politycznych). Za jakiś czas będziesz się czuła jak ryba w wysuszonym stawie.
          • a.nancy Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 10:46
            10/10
          • ortolann Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 11:50
            Nie ma ludzi bez poglądów. Są tylko tacy, którzy z jakichś powodów ich nie wyrażają. Jakie to są powody, że w bliskiej relacji jedna strona powstrzymuje się od wyrażania swojej opinii - to już zostawmy do analizy autorce startera.
            • bertosol Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 11:58
              Oczywiście są tacy ludzie. Czemu niektórzy mają problem ze zrozumieniem, że naprawdę wielu ludzi kompletnie nie interesuje polityka / piłka nożna / seriale telewizyjne (niepotrzebne skreślić)? Człowiek, który nie ma ograniczonych horyzontów rozumie, że są tacy, dla których pewne rzeczy nie mają żadnego znaczenia. Osobiście mam dwóch znajomych, którzy od zawsze byli zupełnie apolityczni i autentycznie ich polityka nie interesowała. Po prostu było im wszystko jedno, mając zresztą bardzo ciekawe życie własne.
    • koronka2012 Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 18:39
      Wiesz, kłócenie się z gospodarzem z pewnością nie było grzeczne. Trzeba było zmilczeć, co cię obchodzi jego światopogląd, skoro nie zamierzałaś utrzymywać z nim relacji?

      A co do narzeczonego - nic nienormalnego ani zdrożnego w tym, że każdy z partnerów zachowuje swój odrębny światek, również w kwestii doboru znajomych. Nie ma sensu udawać zainteresowania sportem, skoro go nie czujesz.
    • milamala Re: Czy wszystko jest dobrze? 26.06.16, 20:42
      Zle robisz, ze jestes zla na narzeczonego. Czlowiek nic zlego nie zrobil. Swietnie sie bawil, i czemu mu tego zabraniac. Ja tam sie zawsze ciesze jak moj maz jest szczesliwy i promienieje jak dziecko. Nie chodzic na imprezy dla ciebie nudne w nielubianym towarzystwie. Wysylac chlopa , ktoremu to sprawia przyjemnosc. Sobie zrobic babski wieczor, albo wieczor przy ksiazce, albo isc do kina, albo lezec i muchy lapac, co chcesz. Oboje mozecie miec fajny wieczor, choc nie wspolnie.
    • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 11:23
      Przeczytałam resztę i ... Bardzo niegrzecznie postąpiłaś wywołując dyskusję na tak kontrowersyjny temat jak polityka w gościach. Podwójnie to niegrzeczne, bo jak sama przyznajesz - wiedziałaś o rozbieżnym z Twoim poglądzie pana i nie czarujmy się - chciałaś go sprowokować. Pan także postąpił niegrzecznie dając się sprowokować - był gospodarzem i powinien dołożyć wszelkich starań by temat bezboleśnie uciąć.
      Jednak niezależnie od tego, ze oboje zachowaliście się fatalnie, epitety pod Twoim adresem powinny jednak zrobić wrazenie na bliskich ci osobach, czyli bracie i narzeczonym. Pan Cię zwyczajnie obraził i w tej sytuacji radosne zachwyty nad nim brata i narzeczonego jak dla mnie sa nieok.
      • vezbetka Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 11:56
        Bardzo Cię przepraszam, ale jej narzeczony miał całkowitą rację i trafił w punkt. Ona naprawdę sama i celowo podłożyła głowę pod topór. Niestety, ale jest pewna granica dla świadomych ludzi dorosłych (bo o dzieciach nie piszemy), której się nie przekracza. Jeśli ktoś celowo wkłada rękę do ogniska, to pretensje, że się oparzył, może mieć tylko do siebie. Pani sama poszła na prowokację, świadoma tego, co robi i została brutalnie potraktowana, przez kogoś, kto sobie nie pozwolił na takie zachowanie, tym bardziej w jego domu. Zdecydowanie stoję po stronie tego pana. Gdyby ją wręcz wyrzucił, nie miałabym o to pretensji. Brat i narzeczony również zachowali się w porządku. Rozpieszczona i problemowa paniusia dostała dobrą lekcję życia. Na drugi raz może będzie trzymała język za zębami. Nie widzę żadnych powodów, żeby brat czy narzeczony mieli ograniczać kontakty z tym panem, z powodu głupoty siostry/narzeczonej. Zachowujmy się jak dorośli a nie prymitywy. Prowokujesz i dążysz do walki? Twoja sprawa, ale dziw się, gdy znajdzie się ktoś silniejszy a Ty wyjdziesz z tego poturbowany. I nie waż się w to wciągać osób postronnych, które nie mają ochoty na Twoje krucjaty. Bierz odpowiedzialność za swoje czyny i ponoś ich konsekwencje, a nie uciekaj z podkulonym ogonem pod skrzydła innych, gdy Ci się coś nie uda, oskarżając ich jeszcze o to, że nie zachowali się jakbyś chciał...
        • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 12:42
          Przecież napisałam, że zachowała się wątkodawczyni ŹLE i to podwójnie. ALE to, że ktoś zachował się źle nie predestynuje drugiej strony do także złego zachowania. Pan TEŻ zachował się źle, bo jako gospodarz powinien zwyczajnie temat konfliktogenny uciąć, a nie rozwijać.
          Wiem z grubsza o co Ci chodzi - o to, że pan słusznie nie dał sobie narobić na głowę. Sama jestem kimś, kto sobie nie da w kaszę dmuchać, ALE zachowanie pana było niedopuszczalne. W takich sytuacjach, także prowokowanym należy tonem lodowato uprzejmym stwierdzić, iż nie wydaje się, by taka tematyka była odpowiednia na przyjęcie i zakończyć temat.
          Panowanie nad sobą jest właśnie przejawem dojrzałości. smile I nie ma niczego wspólnego z dawaniem sobie "narobić". W innym wątku opisałam, jak zwrócono uwagę osobie mówiąc kolokwialnie wcinającej się "między wódkę a zakąskę". Moim zdaniem zwrócono jak najbardziej słusznie, ALE także GRZECZNIE. Dopuszczałabyś zwrócenie uwagi w stylu "Gie cię obchodzą nasze układy! Zatem zamknij się i nie komentuj"? No chyba nie.
          • vi_san Re: Czy wszystko jest dobrze? 04.07.16, 23:00
            Że się wtrącę:
            Zgadzam się, że pani zaczynając dysputę polityczną [wiedząc o odmiennych poglądach gospodarza!] postąpiła skandalicznie. Gospodarz - pozwalając się wciągnąć z dyskusję i sprowokować - również źle. Powinien był bowiem od razu jednym zdaniem uciąć ten temat i przejść do konwersacji o doborze win czy ostatnich doniesieniach egiptologów na temat królowej Nefretete. Jedyne "niedopatrzenie" ze strony brata [który gospodarza zna lepiej], to że w porę nie kopnął niewychowanej siostrzyczki w kostkę, żeby "zamknęła dziób". Tak samo - uważam, że nie ma co mieć pretensji do narzeczonego, który będąc sam apolityczny nie chce się mieszać. Wiem, że sv nie przewiduje "dochodzenia" kto zaczął, ale tu wątkodawczyni sama się przyznała, że ŚWIADOMIE zaczęła "popis" i dążyła do konfliktu - gospodarz miał do wyboru: albo chłodno zmieniać temat [nie wiemy czy nie próbował, a panna jak bumerang nie wracała do "swojej śpiewki"], albo zareagować poza sv [czyli a/. odpowiedzieć na zaczepkę lub b/. poprosić agresywną werbalnie paniusię o opuszczenie towarzystwa i jego domu]. Owszem - wybrał źle - z tym, że z wypowiedzi wątkodawczyni wiemy, iż to ONA prowokowała konflikt, to ONA zaczęła temat polityczny, ogólnie z jej wpisów wynika, że to osoba dość apodyktyczna - być może [podkreślam: być może] gospodarz próbował raz i drugi zamknąć temat, ale panna po maniacku wracała ciągnąć swoje... Nie usprawiedliwiam, zachował się absolutnie poza sv - ale JEŚLI sytuacja wyglądała tak, że pan raz czy drugi zmienił temat, a panna się czepiła tej opcji politycznej - to panu też "pękły nerwy" i odpowiedział. Zresztą użycie określenia "psychotyczna lewaczka" świadczy, że wypowiedzi pani bynajmniej nie były ani kulturalne ani wyważone...
            Nadmienię też, ze z wpisów autorki wynika, że sam epitet obszedł ją średnio, ba, nawet i nie specjalnie ma za złe fakt, iż ani brat ani narzeczony w jej obronie nie stanęli. Najgorsze jest to, że jej narzeczony śmie się kumplować z kimś kogo ONA nie trawi! no doprawdy, cham z tego narzeczonego! Powinien wszak wszystkich znajomych i współpracowników dobierać wyłącznie pod kątem zaakceptowania ich przez narzeczoną. Włącznie z parkieciarzem, który przychodzi położyć podłogę w salonie. Bo wszak taki parkieciarz, jeśli w mieszkaniu lewicowej aktywistki powie "O Boże!" to skazi mieszkanie na sto lat... tongue_out
        • vilez Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 14:56
          > Pani sama poszła na prowokację, świadoma tego, co robi ...

          A z czego wnioskujesz, że "poszła na prowokację"? Bo czytam i czytam i nijak nie widzę.
          "...pokłóciłam się gospodarzem o politykę, światopogląd, jego sposób bycia i formułowane przez niego oceny."
          " W trakcie kłótni, gdy przy stole doszło do ostrej wymiany zdań z gospodarzem w kwestii światopoglądowo-politycznej..."
          Z powyższego wynika tylko, że oboje brali udział w ostrej wymianie zdań. Oboje. Nie ma nic a nic na temat prowokacji. Nie wiemy, kto zaczął. Może zaszło coś, co uniemożliwiło udawanie, że nic się nie stało. Równie dobrze on mógł prowokować. Nic nie wiemy, jak było, kto i co... Wiemy tylko ŻE (coś się stało).

          > i została brutalnie potraktowana, przez kogoś, kto sobie nie pozwolił na takie zachowanie, tym bardziej w jego domu.

          Rolą gospodarza jest dbać o dobre samopoczucie gości, a nie- brutalnie ich traktować. Jeśli zachowają się niedyplomatycznie- wygaszać konflikt, a nie-wzmacniać go. Jestem zdumiona tonem Twojego wpisu i potencjalną zgodą na brutalne traktowanie gości.

          > dyby ją wręcz wyrzucił, nie miałabym o to pretensji. Brat i narzeczony również zachowali się w porządku. Rozpieszczona i problemowa paniusia dostała dobrą lekcję życia.

          To, jak i cała reszta jest poniżej wszelkiego poziomu. I ta agresja...
          • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 15:05
            Jakkolwiek podzielam Twój pogląd w kwestii zgody na brutalne traktowanie go9ści, to gwoli sprawiedliwości autorka wątku sama wspomina o tym, iż p8ierwsza zaczęła temat z gospodarzem znając jego poglądy i mogąc przewidzieć, że temat bedzei konfliktogenny. Napisała o tym, tylko nie w pierwszym, a w kolejnym poście cyt:"a ja sama jestem sobie winna, bo pierwsza zaczęłam temat znając ogólnie kompletnie odmienny do niego stosunek gospodarza. Co oczywiście było prawdą."
            Tak więc uwagi Vezbetki nt. prowokowania gospodarza były słuszne.
            • vilez Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 15:23
              A, ok, dzięki. Ona zaczęła.
    • majaa Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 14:30
      Co do Twojej złości na narzeczonego, to w pewnym sensie jest ona zrozumiała, bo raczej każdy czułby się lepiej, gdyby partner okazał całkowitą solidarność w takiej sytuacji. Tymczasem Twój narzeczony nie widzi takiej potrzeby, ba, uważa nawet, że sama sobie jesteś winna i nie zamierza wspólnie z Tobą ponosić konsekwencji konfliktu między Tobą a tym znajomym. To jest dla Ciebie sygnał, jak w przyszłości może wyglądać Wasz związek, na co możesz, a na co nie możesz liczyć. Sama musisz ocenić, czy taka postawa, mimo Twojego niezadowolenia czy rozżalenia, wydaje Ci się jednak słuszna i akceptowalna, czy tak nie do końca. I sama musisz podjąć decyzję, czy chcesz się bawić u udawanie nagłego przypływu sympatii do piłki nożnej, byle na siłę odciągać narzeczonego od towarzystwa, które jest Ci nie na rękę. Mnie akurat takie wyjście wydaje się dość dziecinne i bez sensu, ale nie o mnie tu chodzi. No i nie jest to problem z gatunku sv, przede wszystkim.

      Problemem sv natomiast jest niewątpliwie poruszanie tzw. drażliwych tematów w towarzystwie. Ty, niestety, naruszyłaś tę zasadę, w dodatku celowo, bo znając już poglądy gospodarza i jego charakter, mogłaś się spodziewać takich rezultatów. Źle zachował się także ów gospodarz, bo zamiast dać się wciągnąć w nieprzyjemną dyskusję i obrażać gościa w swoim domu, powinien uprzejmie acz stanowczo uciąć ten temat.
      • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 15:34
        Wiesz Maju, po przeczytaniu postu założycielskiego zuanałam zrazu autorkę za mocno przewrażliwioną...Pomijając już fakt, ze zarówno ona, jak i ów pan gospodarz zachowali się bardzo źle wdając się w polemikę, no zdarza się najzwyczajniej w swiecie, że się czasem nie lubi znajomego drugiej polowy. Sama tego doświadczam smile, bo szczerze nie znoszę pewnego dość bliskiego kolegi mego partnerasmile Nie generuje to nijakich problemów, bo u siebie w domach wzajemnie nie bywają, a jak się zdarzy spotkać na imprezie większej, to są przecież inni ludzie. W polemikę się z nim nie wdaję ani też on ze mną. ALE nie wyobrzam sobie sytuacji, ze gośc mnie zwyczajnie obraził, a mój partner na to nie reaguje i jeszcze radośnie spedza z nim czas
        • majaa Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 15:47
          No widzisz, Koro, Ty sobie nie wyobrażasz, ale są tacy, którzy uważają, że narzeczony ma rację i autorka nie ma prawa wymagać, żeby z jej powodu wypierał się własnych sympatii. Każdy ma jakieś swoje racje i odczucia i nie da się niczego w tej kwestii narzucić. Dlatego właśnie autorka sama musi to ocenić i zastanowić się, czego oczekuje i co jej odpowiadasmile
          • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 15:52
            Wiesz, ale jak wspomniałam - gdyby to szło tylko o to, że gościa zwyczajnie nie lubi czy też doszło między nimi do wymiany odmiennych poglądów, to uznałabym, że robi problem z niczego. Najwyżej, jako ze mowa o narzeczonym, to może być problem z tym, że pan zechce nielubianego kolegę zaprosić na ich wesele. Ale tu mowa o tym, ze gość zwyczajnie ją OBRAZIŁ podczas tej polemiki, a narzeczony i brat nie zareagowali sad
            • majaa Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 16:23
              Ależ ja doskonale rozumiem, o co Ci chodzi, Korciu, niemniej jednak nadal ocena i decyzja leży w gestii autorki. To przecież nie Ty ani nie ja układamy sobie życie z jej narzeczonym smile
        • vi_san Re: Czy wszystko jest dobrze? 05.07.16, 10:30
          Koro, a wyobrażasz sobie sytuację, w której idziesz ze swoim partnerem do domu tegoż "nie znoszonego" kolegi [sytuacja tego wymaga], i w trakcie wizyty zaczynasz napastliwie komentować w sumie całokształt owego kolegi? Jego maniery, sposób urządzenia domu, poglądy, poczynania - wszystko? Wyobrażasz sobie taką sytuację? Sądzę, że nie. A gdyby nawet - to JA przypuszczam [z tego co pisałaś Twój partner jest człowiekiem taktownym, spokojnym i o wysokiej kulturze osobistej] iż Twój partner wziąłby cię pod ramię, przeprosił towarzystwo i wyprowadził cię z imprezy. I sądzę, że już w cztery oczy bardzo wyraźnie wypowiedziałby swoją dezaprobatę dla takich zachowań. Zapewne zrobiłby to znacznie szybciej, niż jego kolega doszedłby do etapu określenia cię mianem "psychotycznej lewaczki" czy "stukniętej prawaczki". I temu podobne.
          Podkreślę - gdyby gość zareagował na pierwszą kwestię pani awanturą - oczywiście, bezdyskusyjnie zarówno brat jak i narzeczony powinni zareagować.
          Dodatkowo mi się rzuciło w oczy, że panna nie tyle ma za złe owo "obraźliwe" określenie, ba, nie czepia się nawet tego, że ani brat ani narzeczony jej nie bronili. Panna ma mega pretensje, że narzeczony śmie lubić kogoś, kogo ona nie trawi. I nie chodzi o to, że pan ma inne poglądy, czy o to, że ona nie chce mieć z nim nic wspólnego - a o to, że narzeczony, cham, doprawdy, nie zrywa kontaktów, skoro ONA tego gościa nie lubi!
          • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 05.07.16, 11:11
            Nie, nie wyobrażam sobie takiej sytuacji Vi smile Ja tego kolegi nie znoszę, ale właśnie w związku z tym nie dązę ani do spotkań z nim, ani tym bardziej - dyskusji. Do tego ów kolega niezaleznie od mej dlań antypatii dlań jest przyznaję osobą kulturalną smile Co z opisanej sytuacji hipotetycznej zrobiłby mój partner? Pewnie starałby się zmienić temat, odciągnąć osobę atakującą gospodarza odeń, albo gospodarza od niej pod jakims pretekstem ...
    • alabard Re: Czy wszystko jest dobrze? 27.06.16, 16:04
      Grzecznie i ostrożnie?

      Zerwij ze swoim narzeczonym. Nie będziesz miała więcej takich problemów.
      Twój narzeczony może być zaskoczony, ale po 3 miesiącach uzna, że to było najlepsze wyjście. Po 6 miesiącach uzna, że byłaś jego pomyłką i będzie ci wdzięczny za zerwanie do końca życia.
    • droch Re: Czy wszystko jest dobrze? 28.06.16, 00:57
      Cóż, nie jest to pierwszy znany mi przypadek, gdy kobieta przegrywa w konkurencji z piłką nożną wyświetlaną na sprzęcie 50'' (zgaduję)... A w dodatku - na basenie.
      Cóż, Mistrzostwa się kiedyś skończą.
    • 31stopniwcieniu Re: Czy wszystko jest dobrze? 28.06.16, 18:42
      Po przeczytaniu całości uważam tak - w sytuacjach towarzyskich zdarzają się wymiany poglądów, również politycznych lub drażliwych. Uważam, że powinno się trzymać stronę bliskiej osoby lub stanąć w jej obronie. Kiedyś ktoś robił przytyki mojej przyjaciółce odnośnie jej narzeczonego, takie typu "powinnaś znaleźć sobie kogoś lepszego" i stanęłam po jej stronie, chociaż... tak naprawdę się z tym zgadzam, ale jej życie, jej wybory. Poza tym uważam, że bliską osobę się wspiera, nawet jeśli się z nią nie zgadzamy, dopóki nie robi sobie lub komuś krzywdy.
      A dorosła osoba niemająca poglądów politycznych, które w naszej (i nie tylko naszej) rzeczywistości krajowej nie są tylko poglądami politycznymi, jawi mi się dziwnie.
      Rozumiem autorkę wątku, jak dla mnie trochę brak lojalności ze strony jej partnera.
      • bene_gesserit Re: Czy wszystko jest dobrze? 28.06.16, 21:30
        Nienienie - jeśli nie wybadamy (ksiażki na półce, gazety na stojaku, czy inne możliwe znaki na niebie i na ziemi) możliwych poglądów polityczno-społecznych, to za żadne skarby nie powinniśmy poruszać tematów politycznych, stosunku do aborcji, kary śmierci, czy np polowań lub wegetarianizmu. Bo problem gotowy. Nie reagować na zaczepki, a przy próbach badania gruntu subtelnie zasugerować, z jakiej jesteśmy opcji i na tym skończyć temat raz i na zawsze, o ile te opcja są inne, a zwłaszcza - skrajnie inne. Jeśli się zaprzyjaźnimy, przeżyjemy razem to i owo oraz pobędziemy ze sobą dłuższy czas - nie ma problemu, dyskutować do imentu i do pustej butelki. Ale bez tego - nienie, nic gorszego towarzysko nie można zrobić.
        • 31stopniwcieniu Re: Czy wszystko jest dobrze? 04.07.16, 20:49
          Ale to czasami wychodzi samo, w ferworze dyskusji.
          • bene_gesserit Re: Czy wszystko jest dobrze? 04.07.16, 22:28
            No i samo powinno zemrzeć w zarodku - a o ile nie zemrze, powinno się mu pomóc.

            Z takich dyskusji nic nie wynika oprócz emocji. Nikt nikogo nie przekona, bo to nie są konflikty argumentów ale pryncypiów, postaw i filozofii życiowej.
      • kora3 Re: Czy wszystko jest dobrze? 29.06.16, 09:27
        Hmmm moim zdaniem troszkę mieszasz groch z kapustą. Ale z grubsza rozumiem Twa ideę - chodziło Ci zapewne o to, że w pewnych kregach zwyczajnie zawiesza się zasady SV i o polityce dyskutuje podczas spotkań towarzyskich. Jasne, ze tak jest, bo jakby tak nie było, to o tejże po9ityce nikt by nie pogadał ze zwyczajnych ludzi. Jednakowoz także takie dyskusje powinny odbywać się w tonie kulturalnym, bez epitetów itd.

        Czy zawsze należy popierać zdanie bliskiej osoby? No nie, niekoniecznie. Twój przykład z kolezanką to coś innego. Ktoś bezczelnie właził z butami na prywatny grunt koleżanki i niezależnie od Twego zdania nt. jej narzeczonego broniłaś jej prywatności, a nie jej narzeczonego.
        Natomiast w sytuacji opisywanego tu sporu politycznego - narzeczony nie miał bronić poglądów politycznych wątkodawczyni, tylko zareagować na to, że gospodarz ją zwyczajnie obraził
        • 31stopniwcieniu Re: Czy wszystko jest dobrze? 04.07.16, 20:50
          Nie, że zawsze trzeba popierać zdanie bliskiej osoby, ale wypada stanąć po jej stronie. Nie wiem, czy to zrozumiałe. smile
          • minniemouse Re: Czy wszystko jest dobrze? 04.07.16, 23:27
            31stopniwcieniu napisała:
            > Nie, że zawsze trzeba popierać zdanie bliskiej osoby, ale wypada stanąć po jej
            stronie. Nie wiem, czy to zrozumiałe.


            Rozumiem i nie tylko w pelni sie zgadzam ale calkowicie popieram.
            Co to za partner ktory spokojnie patrzy gdy obrazaja (psychotyczna lewaczka) jego "ukochana"? zwykly tchorz.
            takiego powinno sie kopnac w cztery litery i pogonic raz na zawsze. na nic wiecej nie zasluguje.

            Minnie
            • droch Re: Czy wszystko jest dobrze? 05.07.16, 07:58
              O, przepraszam, na tematy polityczne zabierasz głos, w ogóle - bierzesz udział w polityce - na swój rachunek. Nie wymagaj, żeby bliscy zanurzali się w nieswoim błocie.
              Czy jeśli dziennikarz powie na wizji "Posłanka Bibsińska to kłamczucha", to mąż Bibsińskiej powinien dziennikarzowi obić papę po programie?
              • szpil1 Re: Czy wszystko jest dobrze? 05.07.16, 09:09
                droch napisał:

                > Czy jeśli dziennikarz powie na wizji "Posłanka Bibsińska to kłamczucha", to mąż
                > Bibsińskiej powinien dziennikarzowi obić papę po programie?

                Powinien dziennikarza wyzwać na pojedynek smile
              • minniemouse Re: Czy wszystko jest dobrze? 06.07.16, 02:22
                droch napisał:
                > Czy jeśli dziennikarz powie na wizji "Posłanka Bibsińska to kłamczucha", to mąż
                Bibsińskiej powinien dziennikarzowi obić papę po programie?


                nie. bo to co jest co innego.

                Minnie
                • droch Re: Czy wszystko jest dobrze? 06.07.16, 08:15
                  Gdzie tam. Pani z premedytacją zainicjowała ostry spór z gospodarzem na polu politycznym, świadomie rezygnując w ten sposób z "immunitetu" przysługującemu gościowi. To teraz niech nie skarży się, że została oblana werbalnie łajnem.
            • kora3 31 i Minnie 05.07.16, 09:36
              Mam wrażenie, ze mieszacie dwie różne sprawy
              Otóż zawsze powinno się stanąć w obronie swego bliskiego gdy jest atakowany, obrażany zy wykiwany - To jest całkowicie oczywiste i czesć.
              Natomiast wyrażanie odmiennego zdania w dyskusji, rzecz jasna w sposób nieagresywny, niż bliska osoba nie jest niczym złym.
              • vi_san Re: 31 i Minnie 05.07.16, 10:13
                Koro - zasadniczo przyznajemy ci rację. Powinno się stanąć w obronie itd. Ale... Żadna z nas nie była świadkiem tej sytuacji. I BYĆ MOŻE cała scena wyglądała tak:
                Autorka - Rządy prawicy to @$%^%$^$!
                Gospodarz - Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. Co sądzisz o tym, moim zdaniem wyśmienitym, Asti muszkatelowym?
                A. - Asti niezłe. Ale politycy prawicowi to @!#@$#$^%!
                G. - Nie do końca się z tym zgadzam. Byłem ostatnio na wystawie grafik Salvatore Dali, kontrowersyjne, ale genialne! Widziałaś ta wystawę?
                [w tym tonie kilka innych uwag, w końcu po pół godzinie]
                G. - Mam inne zdanie w tej kwestii. Latem wybieramy się go Mozambiku. Byłaś kiedyś w Afryce?
                A. - Nie. Ale ostatnia ustawa prawicy to @$%^%$%@!
                G. - Ty jesteś jakąś psychotyczną lewaczką czy jak?!
                I, wybacz, Koro, na miejscu KAŻDEGO normalnego człowieka - raczej bym miała ochotę narzeczonej nawymyślać znacznie mocniej niż od psychotycznych lewaczek w takiej sytuacji... I nie, nie uważam, żeby w tej sytuacji najbliżsi mieli "obowiązek" jej bronić! Inaczej, gdyby sytuacja wyglądała:
                A. - Nie podoba mi się wypowiedz posła Iksińskiego z prawicy na temat ..., uważam, ze nie ma on wiedzy w temacie i nie powinien w tej kwestii zabierać głosu.
                G. - Ty psychotyczna lewaczko! Posłowie prawicy zawsze i w każdej sprawie mówią wyłącznie mądrze, a jak ktoś się z tym nie zgadza to jest @$#%$^%$^!
                W tej sytuacji, oczywiście, pomimo nietaktu autorki [poruszanie spraw politycznych] obaj panowie czyli i brat i narzeczony powinni, jak najbardziej, zareagować. Tyle, że z wpisów autorki wynika, ze to ONA dążyła do "starcia i eskalacji konfliktu, to ONA pokłóciła się gospodarzem o politykę, światopogląd, jego sposób bycia i formułowane przez niego oceny, czyli w co najmniej czterech tematach, których poruszanie "publiczne" jest mocno nietaktowne... Czyli zapewne odpowiedzi A. brzmiały zamiast "nie" i zawracania do polityki "Nie, trzeba być debilem, żeby tego nie rozumieć!" Albo "Nie i tylko durnie wierzą" itp. Podkreślę - z wszystkich wpisów autorki wynika, że to ona jest "stroną agresywną" - pan "niemiły" popełnił duży błąd dając się wciągnąć w dyskusję - tu nie mam wątpliwości. Ale, sama wiesz, Koro, że można kogoś obrazić wcale nie używając wulgaryzmów. BYĆ MOŻE autorka pana prowokowała tak długo, aż nie wytrzymał i [niegrzecznie, owszem] ale zareagował?
                • kora3 Re: 31 i Minnie 05.07.16, 10:56
                  Vi - jasna sprawa nikt przy tym nie był...Ja na miejscu tego narzeczonego, a także brata widząc prowokacyjne zachowanie wątkodawczyni wobec gospodarza sama starałabym się zakończyć temat między nimi np. prosząc gospodarza o coś, co tylko on jako właśnie gospodarz mógłby zrobić i tym samym odrywając go od wątkodawczyni i dyskusji.

                  Natomiast - podkreślę - moim zdaniem bycie z kims blisko oznacza lojalność, a ta oznacza, ze nie dajemy obrażać, atakować, czy wykpiwać naszych bliskich.
                  Pamiętam taka sytuację sprzed lat, gdy moja siostra wdała się w dyskusję z pewną panią nie mając racji. Tu nie szło o poglądy, a o merytoryczne sprawy. obie panie były o swej racji przekonane, ale rację miała tamta, nie moja siostra. Nie brałam w tej dyskusji czynnego udziału, bo przecież nie będę publicznie wytykać niewiedzy własnej siostrze smile - owszem miałam plan na potem, żeby jej wyjaśnić, ze się myli. Tymczasem pani z racją była krewka i niezbyt dobrze wychowana i pojechała tekstem, że chyba moja siostra jest za tępa, żeby to zrozumieć. W tym momencie zareagowałam mówiąc, że niezależnie od merytorycznej argumentacji posuwa się owa pani za daleko i że wiedza to jedno, a jak widać kultura to drugie. Gdyby to moja siostra była wobec pani agresywna i niegrzeczna, to jej także zwróciłabym uwagę. Ale nie była...Nie miała merytorycznie racji, ale nie była chamska wobec pani.
                  • vi_san Re: 31 i Minnie 05.07.16, 11:25
                    Tylko widzisz, Koro... Nie wiemy na ile grzeczna była autorka. Biorąc zaś pod uwagę jaką "kulturą" się wykazała ŚWIADOMIE poruszając tematy przez sv "zakazane", prowokując gospodarza do konfliktu, krytykując i oceniając go - nie sądzę by zachowywała się grzecznie, nawet jeśli nie użyła słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Gdyby Twoja siostra w konflikcie powiedziała "Mam wyższe niż ty wykształcenie i wiem lepiej!" na co tamta odparła, że może i wykształcenie ma, ale jest za tępa, żeby wiedzy teoretycznej użyć w praktyce - która "odezwała się" dobrze? Otóż, Koro - OBIE odezwały się źle! I mimo, że "Twoja siostra" nijak nie użyła słów obraźliwych - sama sprowokowała ostrzejszą odpowiedź - proste? Oczywiście zakładam, że Twoja siostra NIE odezwałaby się w ten sposób. Ale tu mamy tylko to, co nam autorka podaje, nie znamy stron, ani całego kontekstu. Natomiast z wpisów pani wynika iż jest osobą dość apodyktyczną, ma zwyczaj wyrażać swoje zdanie jako jedyne słuszne i nie bardzo toleruje odmienność. "Pozwala" narzeczonemu na inności, bo tak ["Jest informatykiem a prywatnie wielkim pasjonatem akwarystyki (wydał nawet książkę na ten temat). W związku mi to nie przeszkadza" - doprawdy, łaskawa pani, nie wadzi jej, że narzeczony ma jakąś pasję prócz niej!]. Zwykle takie osoby swoje zdanie wyrażają w sposób dość... Hmmm... Jakby to delikatnie ująć... Bezwarunkowy? Agresywny? Nie dopuszczający innej możliwości? I [podkreślam, gospodarz ewidentnie zachował się źle dając się sprowokować W OGÓLE do dyskusji!] wierzę, że jeśli ktoś we własnym domu słyszy od zarozumiałej arogantki, jaki to jest głupi, beznadziejny, źle wychowany, jaki ma fatalny gust i do tego jest imbecylem politycznym - to MOŻE go szlag trafić.
                    I, właśnie, za słuszną uznałabym WCZEŚNIEJSZĄ reakcję [tu głównie brata, który zna lepiej obie strony konfliktu] typu odwołanie siostruni na stronę i wyjaśnienie jej, żeby zamknęła dziób i przestała robić z siebie chamkę, albo odwołanie gospodarza do czegoś, co wymaga stricte jego - pana domu - udziału. Natomiast skoro już do eskalacji konfliktu doszło - nie uważam, by ktokolwiek miał obowiązek bronić pani. Ba, na miejscu jej narzeczonego głęboko bym się zastanowiła, czy na pewno ma sens związek z pieniaczką i prostaczką. Bo gdyby wątkodajka zachowała się comme il faut - nie byłoby konfliktu! Ba, mogłaby pana nie lubić, musu nie ma, ale nie doszłoby do sytuacji "agresywnej". Mało tego - z wpisów autorki nie wynika, iżby miała żal o "nie stawanie w jej obronie"! Ona ma za złe tylko to, że narzeczony śmie chcieć utrzymywać kontakty z kimś kogo ONA nie trawi!
                    • kora3 Re: 31 i Minnie 05.07.16, 11:53
                      Wiesz, ale tu chyba nie ma nikogutko smilekto zachowanie pani wątkodawczyni pochwaliłby smile Wszyscy stwierdzili nad podziw zgodnie, ze było ono skrajnie niegrzeczne. ALE zachowanie gospodarza także było bardzo niegrzeczne i rzekłabym też - nieroztropne. Cudze złe zachowanie nie predestynuje nas do odwetu na tym samym poziomie, a gospodarz powinien szczególnie dbać o dobra atmosferę i możliwe konflikty "gasic" a nie podsycać...

                      Co do samej autorki wątku - o ile jest oczywiście realną postacia, to mnie przede wszystkim jawi się jako osoba niepewna siebie. Wnoszę stąd, ze ma potrzebe manifestowania swych poglądów i "wygrywania" nimi. To cechuje ludzi, którzy nie czują się pewnie, wbrew pozorom. Ostatnio miałam okazję spotkać takiego pana z potrzebami smile podczas spotkania towarzyskiego. Zapytał mnie, czy wybieram się na pewną uroczystość, przytaknęłam i bardzo się uceiszył stwierdzając, iż widzi ze mamy zbieżne poglądy w temacie. Powiedziałam panu, że wybieram się zawodowo i pan stwierdził tonem smerfa Ważniaka, że jego zdaniem miejsce kobiety jest w domu, przy mezu i dzieciach, a nie w pracysmile Mogłabym z panem podyskutować, ale po co ?smile Pokiwałam głową i powiedziałam "Ach tak" smile Panu brak polemiki z mojej strony musial mocno doskwierać, bo chciał najwyraźniej bym wyraziła swe zdanie (by on mógł kontynuować manifestowanie swego hehe) i zapytał mnie czy uważam inaczej ....Powiedziałam, że nie mam zdania co do układów, planów i zasad innych, w tym kobiet. Pan już nie miał jak mnie wciągnąć w dyskusję i wyraził raz jeszcze swe zdanie, że on nie byłby z kobietą chcącą robic karierę zawodową. Spotkał się ponownie z pelnym zrozumienia "Ach tak ..." smile i tak go to biedaka skołowało, że zapytał mnie "A pani?" Na co ja z lekkim zdziwieniem "Nie mam zdania proszę pana, bo też nigdy nie planowałam wiązac się z kobietą. Jestem hetero" smile
                      • vi_san Re: 31 i Minnie 05.07.16, 12:16
                        Toteż, Koro, podkreśliłam, że zgadzam się z tobą - gospodarz zachował się źle. Nie powinien był dać się sprowokować do dyskusji i co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Tyle co do sv. Natomiast patrząc po ludzku... Jeśli panna przez pół wieczoru się go "czepiała", pouczała, wymądrzała się, usiłowała zdominować całą imprezę i kompletnie ignorowała wszelkie próby taktownego przywołania jej do prządku? Tym bardziej, że [weź pod uwagę] panna sama pisze, iż "pokłóciłam się gospodarzem o politykę, światopogląd, jego sposób bycia i formułowane przez niego oceny" - nie sądzę, by ujęła to w jednym zdaniu? A więc sytuacja początkowo tylko chłodna zaczęła eskalować, za sprawą wątkodawczyni, w kierunku sytuacji potencjalnie konfliktowej. nie wiemy czy, na ile i jakimi metodami gospodarz usiłował panią uspokoić i "osadzić". Ale tak po ludzku - to go rozumiem... Może dlatego, że mam w bliskiej rodzinie podobną sytuację: dwie siostry jedna, Kasia, "lewicowa feministka", druga, Basia, "prawicująca kura domowa", no i ile razy się spotkają - tyle razy dochodzi do starcia. Basia bowiem jest typem apodyktycznym, przekonanym o własnej doskonałości i wszechwiedzy a do tego pouczającym wszystkich. Za każdym spotkaniem sióstr ze strony Basi padają uwagi o "marnowaniu życia sobie i dzieciom" [w kontekście pracy zawodowej Kasi], o "komuchach" [w kontekście jej poglądów politycznych] itp. Ba, nawet gdy Kasia się rozwodziła [mąż ze skłonnością do agresji i nadużywający alkoholu] to Basia nie mogła sobie podarować i rzucała uwagi o tym, że Kasia to wolała świat zbawiać to i nic dziwnego, że mąż ją zostawił oraz temu podobne. No i przyznam ci, że zwykle w którymś momencie Kasia nie wyrabia, odpowiada znacznie ostrzej, bo jej się "kumuluje"... Z tym, że tu kwestia "siostrzana", ale w relacji towarzyskiej - też mogę sobie doskonale wyobrazić podobną sytuację.
                        • kora3 Re: 31 i Minnie 05.07.16, 14:42
                          Wiesz, ja rozumiem - tylko właśnie dojrzałość przejawia się w tym, by nie dać się sprowokować do kłótni, a takiego prowokatora skutecznie zgasić. Miałam z rodziną mojego eksmęża istny poligon w tym zakresie, to jestem teraz wprawiona smile
                          • vi_san Re: 31 i Minnie 05.07.16, 17:16
                            Wiesz, ów pan mógł być nie przygotowany na to, że siostra kumpla okaże się być agresywną chamką. I zaskoczony nie zareagował natychmiast, a potem to już poszło...
                            • kora3 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 07:06
                              Jeśli jest dorosły to dość dziwne, ze nie spotkał się nigdy z taką sytuacją.
                              • vi_san Re: 31 i Minnie 06.07.16, 09:27
                                Koro, spotkać się z sytuacją mógł, ale zakładam, że miał prawo liczyć się z tym, iż siostra kolegi, przez tegoż do towarzystwa wprowadzona jednak będzie umiała się zachowywać? Bo zabawa polega na jednym - gdyby wątkodajka nie prowokowała, nie zaczynała drażliwych tematów [z pełną wiedzą, że SĄ drażliwe!!!], nie wszczynała sporów - to i złego słowa by nie usłyszała. Nie twierdzę, że pan by ją uwielbiał - bo owszem, bywa obustronna niechęć "od pierwszego wejrzenia". Ale zwróć uwagę, Koro, że eskalowała konflikt - paniusia. Gospodarz popełnił, owszem, błąd, że dał się w to wciągnąć, ale też nie wiemy czy, w jaki sposób i ile razy wcześniej usiłował niewychowaną babę powstrzymać! Przy czym można założyć, że ponieważ to siostra bliskiego kolegi - usiłował to zrobić delikatnie i grzecznie - dopiero przy kompletnym braku reakcji "chamicy" nie wytrzymał i jej rzucił epitetem, przy czym też nie epitetem jakoś ciężko wulgarnym, za to byc może odpowiadającym "prezentowanej prawdzie": jak powyżej ci podawałam przykład: jeśli pani przez ileś tam czasu w mocnych słowach czepiała się jego prawicowych poglądów, być może jeszcze z "wycieczkami" ad personam [a zakładam, że nie latał dookoła stołu śpiewając "Pierwszą Brygadę"] to, owszem JEST psychotyczną lewaczką, a do tego [czego już gospodarz nie dodał] niewychowaną prostaczką...
                                • violina65 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 20:10
                                  Vi_san - przeczytaj proszę swój post jeszcze raz i zdecyduj, czy na pewno on się nadaje na forum SV... Pozdrawiam
                    • minniemouse Re: 31 i Minnie 06.07.16, 23:43
                      vi_san napisała:
                      Oczywiście zakładam, że Twoja siostra NIE odezwałaby się w ten sposób. Ale tu mamy tylko to, co nam autorka podaje, nie znamy stron, ani całego kontekstu. Natomiast z wpisów pani wynika iż jest osobą dość apodyktyczną, ma zwyczaj wyrażać swoje zdanie jako jedyne słuszne i nie bardzo toleruje odmienność. "Pozwala" narzeczonemu na inności, bo tak ["Jest informatykiem a prywatnie wielkim pasjonatem akwarystyki (wydał nawet książkę na ten temat). W związku mi to nie przeszkadza" - doprawdy, łaskawa pani, nie wadzi jej, że narzeczony ma jakąś pasję prócz niej!].

                      po pierwsze, nie sadze ze to sie odnosilo do tego bo dalej Gosia napisala:
                      W związku mi to nie przeszkadza, szanuję jego bierność oraz oczywiście pasję.

                      zatem to nie pasja do akwarystyki i informatyki jej 'nie przeszkadza', a jego biernosc w polityce.
                      po drugie, nie rozumiem po co ta agresja. bo nawet gdyby, to rownie dobrze Gosia mogla miec na mysli ze pasje narzeczonego zabieraja tyle czasu iz ona i jej hobby schodza na drugi plan, ale jej to nie przeszkadza bo tak szanuje narzeczonego i jego pasje.
                      a jesli tak - to trudno tu mowic o jakiejs "laskawosci" i "pozwalaniu".

                      Gosie trapi jedno - dlaczego tak ja uwiera fakt iz narzeczony nie mam problemu z przyjaznieniem sie z czlowiekiem ktorego nie tylko ze nie trawi, ale ktory ja naobrazalal podczas dyskusji przy pierwszym spotkaniu.

                      Czy ma prawo wymagac aby narzeczony zrezygnowal ze spotykania sie z kims kogo ona az tak nie lubi?
                      otoz to.

                      Minnie
              • minniemouse Re: 31 i Minnie 06.07.16, 02:37
                kora3 napisała:
                Mam wrażenie, ze mieszacie dwie różne sprawy
                > Otóż zawsze powinno się stanąć w obronie swego bliskiego gdy jest atakowany, obrażany zy wykiwany - To jest całkowicie oczywiste i czesć.
                > Natomiast wyrażanie odmiennego zdania w dyskusji, rzecz jasna w sposób nieagresywny, niż bliska osoba nie jest niczym złym.


                Koro, a ja nie tylko ze nie mam wrazenie a jestem calkowicie pewna ze ty nie umiesz odroznic
                kiedy dyskutanta sie atakuje a kiedy wyraza on swoje odmienne zdanie.
                Do wyrazenia odmiennego zdanie niepotrzebne jest wyzywanie przeciwnika od "psychotycznych lewakow", i w takim momencie nawet apolityczny partner bezapelacyjnie powinien sie wtracic i stanowczo zazadac aby dyskutant pohamowal sie w ferworze i odnosil z respektem do jego narzeczonej/zony/narzeczonego/meza itp itd.

                Tu nie ma o czym dyskutowac, po prostu. Odmiennie zdanie to jedno, sposob wyrazania go to drugie.
                W najbardziej siarczystej dyskusji powinno sie liczyc sie ze slowami,
                i najbardziej apolityczny na swiecie partner nie moze byc nielojalny i przysluchiwac sie spokojnie jak w takiej dyskusji obrzucaja jego partnera/ke niewybrednymi epitetami.
                A tu tak wlasnie bylo, i o to ma zal autorka. i ma racje. ma racje, ze jest jej nieprzyjemnie bo jej narzeczony lubi i koleguje sie z gosciem ktory nie ma dla niej respektu ani szacunku.
                bo to jest nielojalne i nie ma nic wspolnego z polityka. dziwne, ze tego nie widzisz.

                Minnie
                • kora3 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 07:05
                  Fajnie Minnie, tylko nie wiem po jakie licho powtarzasz to, co ja od początku piszę pozując na polemikę ze mną. smile
                  Jasna sprawa, że na epitety w stosunku do wątkodawczyni jej bliscy powinni9 zareagować. Kolejna jasna - że nie musieli mieć takiego samego zdania jak ona w dyskusji - oczywistości smile
                  • droch Re: 31 i Minnie 06.07.16, 08:11
                    > Jasna sprawa, że na epitety w stosunku do wątkodawczyni jej bliscy powinni9 zareagować.

                    No ale jak? Bo mnie w pierwszej chwili przychodzi do głowy tylko reakcja, polegająca "wycofaniu" pani z towarzystwa. Czyli taka sama, jak z podpitym, który nie chce iść spać i zaczepia innych.
                    • kora3 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 08:45
                      Normalnie Drochu, normalnie np. : - Licz się ze słowami. Pomiędzy "Nie zgadzam się z Tobą",a "Jesteś psychotyczną lewaczką" jest spora roznica, wiesz?smile
                      • vi_san Re: 31 i Minnie 06.07.16, 09:36
                        Koro - problem w tym, że NIE WIEMY, czy owa "psychotyczna lewaczka" nie była przypadkiem odpowiedzią na "prawica to faszyzujący klerykałowie!", "Żeby wierzyć w prawicę to trzeba mieć w głowie owies zamiast mózgu!" itp. Wypowiedzi pani w tym wątku - świadczą, że ma zwyczaj swoje opinie wypowiadać dość ostro i zdecydowanie, ba, sama przyznała, że to ONA sprowokowała kłótnię!
                        Cóż, na miejscu narzeczonego a/. sporo wcześniej zabrałabym rozjazgotaną pannę z imprezy i w cztery oczy wyjaśniłabym, że zachowała się jak rozbestwiony bachor, a nie dorosła, dobrze wychowana kobieta, b/. na prawdę poważnie zastanowiłabym się nad sensem związku z osobą, która ani nie umie ani nie chce się zachowywać chociażby już tylko poprawnie, a za to łaskawie pozwala mi na posiadanie pasji...
                        • kora3 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 12:57
                          Vi miła, no niestety na forum tak jest, że sporo nie wiemy, znamy relację z jednej strony i w dodatku jeszcze, jak się watkodawca nie udziela za bardzo, to nie ma jak dopytać.
                          Wiec siłą rzeczy wypowiadamy się tylko w oparciu o to, co wiemy
                          • vi_san Re: 31 i Minnie 06.07.16, 13:27
                            Koro, toteż ja się opieram na tym, co sama wątkodajka nam napisała: że to ONA świadomie, znając poglądy gospodarza sprowokowała kłótnie, ze posprzeczała się z nim o politykę, światopogląd, jego maniery i sposób bycia [czyli napisała wprost, że nie tylko czepiła się odmiennej opcji politycznej, ale i nie podarowała sobie argumentów ad personam]... Z jej postów, których dwa czy trzy się trafiły daje się odczuć iż jest to osoba o dość zdecydowanym sposobie wypowiedzi, autorytarna i apodyktyczna. Pominę już tutaj życzliwie, że sama "pokrzywdzona" nie ma zastrzeżeń do faktu iż ani brat ani narzeczony jej nie bronili - głównie ma focha, że ów narzeczony [bezczelny, doprawdy!] śmie się kolegować [nie ma wzmianki o "przyjaźni" czy choćby "zażyłości" między panami, kilka spotkań, obejrzany mecz i tyle] z kimś, kogo ONA nie trawi. No bo oczywiście, ponieważ ONA kolegi X nie trawi [a do tego wobec nietrawionego zachowała się jak prostak] narzeczony powinien tegoż X wyzwać na pojedynek na parasole i zabić ku uciesze gawiedzi, ewentualnie później napluć na jego grób. Bo ONA go nie trawi!
                            • kora3 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 13:32
                              Vi, alez co ja mam jeszcze napisać, żeby było wiadomo, że NIR POCHWALAM zachowania wątkodawczyni?
                              Bo sadziłam, ze moje stanowisko w tej sprawie jasne było od początku...
                              Jednakowoż wg mnie oczywiście BLISKA osoba powinna zareagować, gdy gospodarz ją obrażał i z lojalności wynikałoby, że raczej nie powinna z nim przestawać po tymze obrażaniu. Uprzedzając - NIE DLATEGO, że na nie trawi tego człowieka, tylko dlatego, że tenze ją obraził
                              • vi_san Re: 31 i Minnie 06.07.16, 13:46
                                Koro - że nie popierasz to napisałaś nie raz i wyraźnie, więc tu mi nie musisz powtarzać. Tylko ja nie widzę powodów, żeby "bronić" dorosłej osoby, która zachowuje się pół wieczoru prowokująco i agresywnie wobec gospodarza, tylko dlatego, że temu ostatniemu po dłuższym czasie "puściły" nerwy. Koro - pani jest dorosła. Całkowicie. Ma około 30 lat. Więc zakładamy, że jakiś tam "trening socjalny" przeszła. I taka pani, mając do czynienia z bliskim kolegą brata, będąc do niego zaproszona, pomimo antypatii przyjmuje zaproszenie, po czym idzie tylko po to, żeby poobrażać gospodarza...
                                Moim zdaniem osoba na prawdę bliska - zareagować powinna znacznie szybciej - czyli wziąć panią za ramię wyprowadzić z imprezy i wyjaśnić, że postąpiła paskudnie, prostacko i wrednie. Tyle, że gdyby ktoś tak postąpił - to i nie byłoby problemu. I na koniec: lojalność wobec bliskiej osoby - rzecz piękna. Tyle, że na miejscu owego narzeczonego - poważnie rozważyłabym czy mogę za osobę bliską uważać prostaczkę rzucająca się z awanturą na imprezie towarzyskiej, i osobę, która z łaski POZWALA mi mieć jakąś pasję...
                                • vi_san Re: 31 i Minnie 06.07.16, 13:49
                                  Składnia mi "zaszwankowała"...
                                  "Tylko ja nie widzę powodów, żeby "bronić" dorosłej osoby, która zachowuje się pół wieczoru prowokująco i agresywnie wobec gospodarza, tylko dlatego, że temu ostatniemu po dłuższym czasie "puściły" nerwy" - powinno być "Tylko ja nie widzę powodów, żeby "bronić" dorosłej osoby, która zachowuje się pół wieczoru prowokująco i agresywnie wobec gospodarza, jeśli temu ostatniemu w końcu po dłuższym czasie "puszczą" nerwy.
                                  • kora3 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 14:04
                                    Kulturalnej osobie nie puszczają nerwy i takaż nie wdaje się w dyskusję na temat kontrowersyjny nawet prowokowana, szczególnie będąc gospodarzem,. Kulturalna osoba nie obraza swego gościa, nawet jeśli ten jest niegrzeczny.
                                    Z opisu wnoszę, ze pan może być w zbliżonym wieku do reszty, a więc nie jest nastolatkiem. Mało tego wygląda, ze jest osoba pracującą. smile Zrozum mnie dobrze, ja z kolei wątkodawczyni nie bronię - po ludzku moznaby powiedzieć - ma co chciała - oboje z gospodarzem są chamskimi prostakami i tyle.
                                    Ale w tym wątku chodzi kolokwialnie mówiąc o to, czy to w porządku ze strony narzeczonego, ze koleguje się z tym panem, Wg mnie nie, nie w porządku, bo pan panią obraził
                                    • kora3 Dla zobrazowania Vi 06.07.16, 14:18
                                      Przypomniało mi się - dobre dla zobrazowania o co mi chodzi. Mój kolega dobry i bliski jeszcze z średniej szkoły nie trawił mego eksmęża. Głownie z przyczyn światopoglądowych właśnie. Mój eksmąż nie starał się go specjalnie sprowokować jak wątkodawczyni, ale wychodził z założenia, że nie powinien "zapierać się" swych poglądów co przejawiać się jego zdaniem powinno w manifestowaniu swej religijności. Wielokrotnie prosiłam mego ówczesnego męza, by tego nie robił, bo wielu ludzi spoza jego religijnego kręgu odbiera to właśnie jako prowokowanie, a sporą czesc ludzi także to śmieszy, ale efekt był taki, jak przy rzucaniu grochem o scianę. Razu pewnego podczas urodzin mojego przyjaciela, u którego goscilismy m. in. my i ten kolega , mój eksmąż znów zaczął manifestowanie starając się skłonić innych do takiej samej praktyki. Kolega nie wytrzymał i zwrócił mu uwagę, by przestal, bo nikogo poza nim to nie bawi i nikt też nie chce tego robic. Mój eksmąż zaczał z nim polemizować. Od słowa do słowa i kolega wypalił, że jest on zidiociałym dewotem i powinien się leczyć. Obiektywnie Vi była to prawdasmile, ale ja jako bądź co bądź zona typa, zwróciłam koledze uwagę, że OBRAZA mego meza i ze sobie t4ego kategorycznie nie zyczę. wróciłam uwagę, choć w duchu uważałam, że kolega ma 100 proc. racji i choć nie zachował się grzecznie, to mój eksmąż pierwszy niegrzecznie się zachował, bo przecież WIEDZIAŁ, że jego pomysły drażnią innych. Mimo to uważałam, że jako zona nie powinnam przejść do porządku dziennego nad obrazaniem mego meza.
                                    • vi_san Re: 31 i Minnie 06.07.16, 17:44
                                      Ależ, Koro, nie twierdzę, że ów pan jest kwiatem wyższej kultury! Bo nie jest. Zupełnie niepotrzebnie wdał się z prostaczką w polemikę, która eskalowała coraz bardziej i w końcu go poniosło. Owszem, zrobił źle. Popełnił błąd, zarówno jako człowiek "obyty" jak i jako gospodarz przyjęcia.
                                      Pan jest dokładnie rok starszy od wątkodajki i jej brata bliźniaka, co było napisane bodajże w pierwszym poście.
                                      I zgodzę się, że kolokwialnie mówiąc, pani dostała to o co się prosiła.
                                      Natomiast, doczytaj uważnie, Koro, wszystkie wypowiedzi wątkodajki. Jej nie chodzi o to, że jej narzeczony chce utrzymywać relacje z kimś, kto ją obraził. Jej chodzi [i podkreśla to kilkakrotnie!], że narzeczony chce się kolegować z kimś, kogo ONA nie trawi!A to całkiem co innego... Co do mnie to na miejscu narzeczonego nie miałabym ochoty ani na zbyt bliskie relacje z tym panem, ani z ta narzeczoną, bo poziom prezentują taki więcej zbliżony... I nie najwyższy.
                                      • kora3 Re: 31 i Minnie 07.07.16, 08:44
                                        Vi, ja to wszystko WIEM smile wyraziłam swoją opinię w zakresie tego, czy MOIM ZDANIEM narzeczony powinien utrzymywać z panem zazyle kontakty. Moim zdaniem NIE, bo tenże obraził jego narzeczoną.
                                        Gdyby nie obraził, a tylko narzeczona i pan się nie lubili, nie byłoby żadnych podstaw do tego, by narzeczony z panem ograniczał kontakty. Powinien jedynie dbac, by nie wiązało się to z koniecznością czestego widywania się państwa nielubiących się i by przez te kontakty nie zaniedbywać narzeczonej
                                        • vi_san Re: 31 i Minnie 07.07.16, 09:57
                                          Co do drugiego akapitu - w pełni się z tobą zgadzam. Natomiast co do pierwszego... Moim zdaniem wszystko [znaczy ewentualne utrzymywanie kontaktów po obrazie] powinno być uzależnione od wielu różnych czynników. Podkreślę: autorka wątku nie pisze co sama mówiła, w jaki sposób prowokowała gospodarza do "spięcia"... Bo jeśli np. narzeczona "nad stołem" przez pół wieczoru rzucała pod adresem gospodarza uwagi obraźliwe acz nie wulgarne? No, nie broni to gospodarza, ale w jakiś sposób pozwala zrozumieć, nie z punktu sv ale ludzkiego, jego odpowiedź. I czy jesteś przekonana, że "lojalność" obowiązuje również wobec ewidentnego prowokatora?
                                          Wyobraź sobie sytuację, że twój partner przez pół wieczoru do gospodarza [znając jego poglądy!] "wyjeżdża" z tekstami o "nazikatolach", "polskofaszystach" itp. Gospodarz raz, drugi, czwarty ignoruje, próbuje zmienić temat. W końcu wkurzony mówi "Słuchaj, ty jesteś jakimś psychotycznym lewakiem, czy co?" - Też byś się uniosła, że śmiał obrazić TWOJEGO partnera? Czy jednak nie? Oczywiście, przy założeniu, że Twój partner użyłby takiego słownictwa, i że na pierwsze takie słowo nie zabrałabyś go z towarzystwa...
                                          • kora3 Re: 31 i Minnie 07.07.16, 10:04
                                            Vi, dla mnie to co piszesz a propos mego partnera jest iluzoryczne. Ale napisałam ci tu przykład dla zobrazowania - z moim eksmężem. Odsyłam doń ....
                      • droch Re: 31 i Minnie 06.07.16, 10:23
                        "Jesteś psychotyczną lewaczką" to opinia, ostra, ale jednak dopuszczalna w pieprznej dyskusji politycznej. Tym bardziej, że nie wiemy, na czym polegała gra wstępna, jak słusznie zauważyła vi_san.
                        "Licz się ze słowami" to już jest czytelne zaproszenie do mordobicia, w łagodnej formie zasługujące na odpowiedź "sam się licz".
                        A ze względu na osobiste sympatie, taki scenariusz mógłby być całkiem miły dla autorki wątku...
                        • kora3 Re: 31 i Minnie 06.07.16, 12:58
                          Nie, to n9ie jest nijaka "opinia" tylko epitet. Fakt, ze nie jest on wulgarny, ale jest bardzo niegrzeczny i obraźliwy.
                          • droch Re: 31 i Minnie 06.07.16, 17:27
                            Napisałem "ostra opinia". Ty napisałaś, że napisałem "nijaka opinia".
                            Chyba nadajemy na różnych falach.
                            • kora3 Re: 31 i Minnie 07.07.16, 08:40
                              Drochu - "nijaka" tu oznacza "żadna" - bo to nie jest żadna opinia tylko obraźliwy, choć niewulgarny epitet.
                              Swoją drogą - razu pewnego pewien pan o innym panu powiedział, że ten działa w interesie pewnej spółki, a pan był samorządowcem. Mówiący to publicznie twierdził, ze to jest jego OPINIA, do której ma prawo. Sąd nie podzielił jego hmmm opinii ws. opinii i skazał go z art. 212 par.1 smile Tu oczywiście taka okoliczność nie zachodzi, ale ten przykład pokazuje, ze należy być mocno ostrożnym z opiniami, które mogą być dla innych obraźliwe, poniżać ich w oczach innych, powodować utratę zaufania potrzebnego do wykonywania funkcji lub zawodu itd.
                              • droch Re: 31 i Minnie 07.07.16, 09:07
                                Łopatologicznie - jeśli nazwiesz mnie w dyskusji politycznej zatwardziałym faszystą, a ja w odpowiedzi Ciebie sfiksowaną komunistką - byłby to dla Ciebie problem?

                                A to, że polskie sądy bardzo osobliwie traktują wolność wypowiedzi, jest dość znanym faktem. ETPC co jakiś czas w takich sprawach przywraca sprawiedliwość, szczególnie w sprawach dotyczących polityki i religii. Przykłady powinnaś znać lepiej ode mnie.
                                • kora3 Re: 31 i Minnie 07.07.16, 09:19
                                  Ja bym problemu nie widziała, jeśli Twa odpowiedz byłaby reakcja na moją w konfiguracji, jaką przytoczyłeś. Wykluczam to, bo nie stosuję takich epitetów wobec ludzi, nawet jeśli miałabym podstawy tak o nich myśleć. Gdybyś natomiast użył tego określenia wobec mnie nie jako odpowiedzi na mój adekwatny epitet wobec siebie, to owszem - byłby to dla mnie problem. Jak chyba zdecydowana większość nie lubię być obrazana. Czy już wszystko jasne?
                  • minniemouse Re: 31 i Minnie 06.07.16, 23:10
                    kora3 napisała:

                    > Fajnie Minnie, tylko nie wiem po jakie licho powtarzasz to, co ja od początku p
                    > iszę pozując na polemikę ze mną.


                    Kochana no moment, bo to ja pierwsza - a wlasciwie- 31stopni a ja ja poparlam- napisalysmy,
                    ze wobec partnera trzeba byc zawsze lojalnym, wiec gdy sie jest swiadkem obrazania jej/go to nawet bedac apolitycznym staje sie po jej/jego stronie.
                    to bylo odnosnie politycznych epitetow - ale w dalszym ciagu obrazliwych epitetow- jakimi w trakcie ostrego starcia obdarzyl autorke interlokutor.
                    na to twoja riposta byla: "mam wrazenie ze mylicie dwie sprawy" -
                    jak wiec mozemy mowic o tym samym?

                    Minnie
                    • kora3 Re: 31 i Minnie 07.07.16, 07:00
                      Minnie - raz jeszcze postaram się prościej: lojalność wobec bliskiej osoby wymaga reakcji na obrażanie/wykpiwanie/dokuczanie jej.
                      Natomiast NIE WYMAGA: prezentowania takich samych poglądów, izolowania się od ludzi, których nie lubi.
                      Tutaj w tym watku: narzeczony i brat powinni zareagować. gdy pan paną obraził i z uwagi na to, że obraził ochłodzić z nim relacje, ale samo to, ze pani owego pana nie lubi nie byłoby podstawą do unikania kontaktów z im. Czego nie rozumiesz?
                      • minniemouse Re: 31 i Minnie 09.07.16, 00:11
                        kora3 napisała:
                        Tutaj w tym watku: narzeczony i brat powinni zareagować. gdy pan paną obraził i
                        z uwagi na to, że obraził ochłodzić z nim relacje, ale samo to, ze pani owego
                        pana nie lubi nie byłoby podstawą do unikania kontaktów z im. Czego nie rozumiesz?


                        Koro, od poczatku:

                        31stopniwcieniu napisała:
                        > Nie, że zawsze trzeba popierać zdanie bliskiej osoby, ale wypada stanąć po jej
                        stronie. Nie wiem, czy to zrozumiałe.

                        JA: Rozumiem i nie tylko w pelni sie zgadzam ale calkowicie popieram.
                        Co to za partner ktory spokojnie patrzy gdy obrazaja (psychotyczna lewaczka) jego "ukochana"? zwykly tchorz.
                        takiego powinno sie kopnac w cztery litery i pogonic raz na zawsze. na nic wiecej nie zasluguje. Minnie


                        zauwaz, ze ani 31stopni ani ja nie piszemy tutaj ze trzeba popierac te same POGLADY,
                        lub lubiec osoby z tymi samymi pogladami - tylko ze partner ktory spokojnie patrzy gdy obrazaja jego partnerke jest nie w porzadku.
                        na co ty odpisalas:

                        Mam wrażenie, ze mieszacie dwie różne sprawy
                        > Otóż zawsze powinno się stanąć w obronie swego bliskiego gdy jest atakowany, obrażany zy wykiwany - To jest całkowicie oczywiste i czesć.
                        > Natomiast wyrażanie odmiennego zdania w dyskusji, rzecz jasna w sposób nieagresywny, niż bliska osoba nie jest niczym złym.


                        czyli krotko mowiac TY powtarzasz to samo co my smile
                        ja na to odpisalam:

                        Koro, a ja nie tylko ze nie mam wrazenie a jestem calkowicie pewna ze ty nie umiesz odroznic kiedy dyskutanta sie atakuje a kiedy wyraza on swoje odmienne zdanie.
                        Do wyrazenia odmiennego zdanie niepotrzebne jest wyzywanie przeciwnika od "psychotycznych lewakow", i w takim momencie nawet apolityczny partner bezapelacyjnie powinien sie wtracic i stanowczo zazadac aby dyskutant pohamowal sie w ferworze i odnosil z respektem do jego narzeczonej/zony/narzeczonego/meza itp itd.


                        To ty nie rozumiesz gdzie TY zrobilas blad, nie ja.

                        Minnie
                        • minniemouse Re: 31 i Minnie 09.07.16, 00:46
                          solimerefa napisał:
                          Jednak uwiera mnie fakt, że on się potrafi zakumplować z człowiekiem, którego ja nie znoszę. W trakcie kłótni, gdy przy stole doszło do ostrej wymiany zdań z gospodarzem w kwestii światopoglądowo-politycznej, on i brat milczeli, po całym zdarzeniu, gdy wracaliśmy do domu a ja narzekałam na gospodarza, on powiedział, że jak zwykle trzyma się z dala od tematów politycznych, że po prostu go lubi, a ja sama jestem sobie winna, bo pierwsza zaczęłam temat znając ogólnie kompletnie odmienny do niego stosunek gospodarza. Co oczywiście było prawdą. Powiedział mi, że zawsze mnie wspiera, ale jednak jeśli sama chcę na siłę podkładać głowę pod topór, to on swojej nie podłoży. O to też mam do niego pretensje, chociaż racjonalnie rzecz biorąc ma rację.

                          Tu jest glebszy problem, jednak. tu nie chodzi o kto sie jak zachowal a o brak lojalnosci ze strony narzeczonego po prostu.
                          Autorka nie trawi tu konkretnego czlowieka o konkretnych pogladach, powiedzmy poniewaz jest lewica nie cierpi prawicy i wszystkiego co prawica soba reprezentuje.
                          Zatem byc moze bardzo ja uwiera fakt, iz jej apolityczny narzeczony dobrze sie czuje w towarzystwie osoby ktora ma takie poglady jakie ona uwaza za niedopuszczalne.
                          to przede wszystkim. dodatkowo, facet obrazil ja podczas dyskusji na co osoba majaca byc jej ostoja w zyciu nie tylko ze przygladala sie temu obojetnie to jeszcze wprost jej oswiadczyla "nie mam zamiaru klasc glowy pod topor"
                          Obawiam sie, to tu wychodzi poza ramy SV a klania sie poradnia przedmalzenska.
                          Ze swojej stronym sama rzeczywscie nie czulabym dobrze w towarzystwie osoby ktora nie ma zamiaru dla mnie rezygnowac z przyjemnosci bywania w towarzystwie mimo wszystko fajnej osoby, w otoczeniu ktorej mozna bosko spedzic czas na basenie ogladajac mecze UEFA - bo ja jej pogladow nie trawie, i ktorej poglady i sposob bycia i kultura pozwalaja mna pomiatac.
                          Tzn, zakladam ze autorka jest osoba ogolnie zrownowazona i nie ma zwyczaju wszczynac awantur z byle powodu i z byle kim, ze musiala to byc jakas wyjatkowa sytuacja ze az nie wie jak teraz postapic. ze np sluchajac wywodow nowego znajomego nie mogla wytrzymac i zaczela polemike - dlatego sama jest winna temu co sie stalo - bo, zalozmy, moze pan wyjechal z tekstem 'ze miejsce kobiety jest w kuchni i przy dzieciach'.
                          Nie wiem czy chcialabym aby moj przyszly maz przyjaznil sie z taka osoba.. na pewno nie bylabym zachwycona.

                          Bo w zwiazkach to jednak nie taka prosta sprawa. mozna kogo lubic lub nie lubic, ale niekiedy sa rzeczywscie istotne powody gdzie lojalnosc wymaga aby odpuscic kontakty ze wzgledu na partnera, chocby nie wiem jakie one byly atrakcyjne.
                          to oczywscie pracuje takze w druga strone, czyli czasami trzeba znosic towarzystwo osob ktorych serdecznie nie cierpimy ale np maz przyjazni sie od dziecka. lecz jesli ich wady nie sa jakies przeokropne, ot np glownie trabia piwsko, kochaja sprosne dowcipy i ciagna na ryby - da sie odpuscic. ale gdyby taki 'od dziecka' przyjaciel obrazal -zalozmy -czarnoskorego boyfrienda mojej corki, to szybko by zostal wyproszony a maz poproszony o zerwanie kontaktow bo ja nie cierpie rasistow i nie chce takich w kregu przyjaciol ani znajomych. mam prawo do tego czy nie? to w koncu dotyczy mnie i mojej rodziny.

                          Minnie

                          • kora3 Re: 31 i Minnie 09.07.16, 10:00
                            Minnie -proponuję trzymać się faktów: sama wątkodawczyni przyznała, że to ONA sprowokowała wymianę zdań z gospodarzem na tematy światopoglądowo- polityczne. Chyba wszyscy zgadzamy się z tym, że było to z jej strony zachowanie NIEGRZECZNE. Chyba również wszyscy zgadzamy się z tym, że zachowanie gospodarza także było niegrzeczne, bo nawet prowokowany kulturalny człowiek sprowokować się nie daje, tym bardziej, gdy jest gospodarzem, który ewentualne konflikty na swoim terytorium powinien łagodzić, a nie podsycać.
                            Brak lojalności w tej sytuacji przejawia się w tym, ze pan gospodarz wątkodawczynię ewidentnie OBRAZIŁ, a narzeczony nie zareagował wówczas, a teraz uważa to za nic takiego i w najlepsze kumpluje się z nim.
                            ALE gdyby tej sytuacji na imprezie u gospodarza nie było albo była nawet, ale nie zakończyłaby się obrażaniem narzeczonej, to ja nie widzę najmniejszych powodów, dla których narzeczony powinien ograniczać kontakty z panem. Samo to, że jego narzeczone go nie lubi nie jest wg mnie takim powodem.
                            • minniemouse Re: 31 i Minnie 11.07.16, 03:11
                              kora3 napisała:

                              Brak lojalności w tej sytuacji przejawia się w tym, ze pan gospodarz wątkodawczynię ewidentnie OBRAZIŁ, a narzeczony nie zareagował wówczas, a teraz uważa to
                              za nic takiego i w najlepsze kumpluje się z nim


                              no wlasnie. o to mi chodzi. nie podoba mi sie facet ktory nie tylko nie reaguje gdy sie obraza jego narzeczona ale jeszcze uwielbia czlowieka ktory tak sie zachowuje.

                              > ALE gdyby tej sytuacji na imprezie u gospodarza nie było albo była nawet, ale nie zakończyłaby się obrażaniem narzeczonej, to ja nie widzę najmniejszych powodów, dla których narzeczony powinien ograniczać kontakty z panem. Samo to, że jego narzeczone go nie lubi nie jest wg mnie takim powodem.

                              nie nie, albo nie wyrazilam sie jasno albo nie zostalam zrozumiania -
                              - samo to nie, ale wazne sa powody dla ktorych autorka tego pana nie lubi, i nie tylko dlatego ze ja obrazil ale caly jego swiatopoglad itd o ktory sie ostro poklocila.
                              a nie wiemy o co poszlo, moze sa naprawde wazne. rzadko zdarza sie aby z powodu czyjejs orientacji politycznej rozwazac zerwanie kontaktow..

                              Minnie
                          • vezbetka Re: 31 i Minnie 09.07.16, 12:51
                            minniemouse napisała:

                            > Tu jest glebszy problem, jednak. tu nie chodzi o kto sie jak zachowal a o brak
                            > lojalnosci ze strony narzeczonego po prostu.

                            Mylisz lojalność z przyzwoleniem na głupotę. Dobry rodzic kocha swoje dziecko bezwarunkowo, ale nie pozwala mu na wszystko. Przeciwnie. Dobry rodzic pozwala, aby dziecko (stosownie do wieku) ponosiło konsekwencje swoich czynów i w ten sposób je wychowuje. Dokładnie tak samo jest wśród ludzi dorosłych, w związkach. Miłość i lojalność nie polegają na pozwalaniu wchodzenia sobie na głowę i zachowywania się jak rozpieszczony bachor. A tak dokładnie zachowała się autorka wątku. Narzeczony potraktował jak osobę dorosłą i dał jej dobrą lekcję wychowawczą: możesz na mnie liczyć, ale jesteś dorosła i sama odpowiadasz za swoją głupotę, więc przyjmij tę lekcję z pokorą i wyciągnij wnioski. Dla mnie to dojrzałe podejście i jak najlepiej świadczące o panu.

                            > Autorka nie trawi tu konkretnego czlowieka o konkretnych pogladach,
                            > powiedzmy poniewaz jest lewica nie cierpi prawicy i wszystkiego co
                            > prawica soba reprezentuje. Zatem byc moze bardzo ja uwiera fakt,
                            > iz jej apolityczny narzeczony dobrze sie czuje w towarzystwie osoby
                            > ktora ma takie poglady jakie ona uwaza za niedopuszczalne.

                            To problem autorki i nikogo innego to nie obchodzi. Nikt jej nie zmusza do bywania w towarzystwie tej osoby. Nigdzie nie jest powiedziane, że narzeczeni czy małżonkowie muszą mieć wszystkich wspólnych przyjaciół czy znajomych. Absolutnie dopuszczalne jest, że mają znajomych, których druga strona bardzo nie lubi. Nie spotykają się po prostu wtedy wszyscy razem.

                            > Ze swojej stronym sama rzeczywscie nie czulabym dobrze w towarzystwie osoby
                            > ktora nie ma zamiaru dla mnie rezygnowac z przyjemnosci bywania w
                            > towarzystwie mimo wszystko fajnej osoby, w otoczeniu ktorej mozna bosko
                            > spedzic czas na basenie ogladajac mecze UEFA - bo ja jej pogladow nie
                            > trawie, i ktorej poglady i sposob bycia i kultura pozwalaja mna pomiatac.

                            Wybacz, ale świadczy to o tym, jak bardzo jesteś niedojrzała. Nie wyobrażam sobie, żebym mojemu chłopakowi zabraniała kolegować się z osobami, których sama nie trawię (a są takie!) i bywać w ich towarzystwie. I oczywiście vice versa. Mój facet nie znosi pewnej mojej kumpeli, powiedział mi, co o niej myśli wyzywając ją naprawdę od najgorszych, ale zaraz dodał "spotykaj się z nią proszę tak, abym ja nie musiał jej oglądać". I to jest jasne i to jest w pełni akceptowalne.

                            > Tzn, zakladam ze autorka jest osoba ogolnie zrownowazona i nie ma zwyczaju wszc
                            > zynac awantur z byle powodu i z byle kim, ze musiala to byc jakas wyjatkowa
                            > syt uacja ze az nie wie jak teraz postapic.

                            Naiwne założenie. Wszystko wskazuje na to, że autorka jest rozpuszczona i dziecinna, niezrównoważona emocjonalnie oraz po prostu głupia. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Szacunek dla brata i narzeczonego, że nie dali się wciągnąć w jej nieodpowiedzialne gierki.

                            > Nie wiem czy chcialabym aby moj przyszly maz przyjaznil sie z taka osoba..
                            > na pewno nie bylabym zachwycona.

                            Jak już wspomniałam, wybieranie mężowi / narzeczonemu przyjaciół to poważny przejaw niedojrzałości.

                            > Bo w zwiazkach to jednak nie taka prosta sprawa.

                            Bardzo prosta.

                            > mozna kogo lubic lub nie lubic, ale niekiedy sa rzeczywscie istotne powody
                            > gdzie lojalnosc wymaga aby odpuscic kontakty ze wzgledu na partnera,
                            > chocby nie wiem jakie one byly atrakcyjne.

                            Bardzo rzadko do takiej sytuacji dochodzi. Na pewno nie w opisywanym wypadku, w którym rozpieszczona i fochająca się "księżniczka" dostała od najbliższych lekcję życia i zapłaciła za swoją głupotę i niedojrzałość.

                            > szybko by zostal wyproszony a maz poproszony o zerwanie kontaktow bo ja nie ci
                            > erpie rasistow i nie chce takich w kregu przyjaciol ani znajomych. mam prawo do
                            > tego czy nie? to w koncu dotyczy mnie i mojej rodziny.

                            Współczuję Twojemu mężowi. Naprawdę. Kumpel mojego faceta jest rasistą i mizoginem. Nie znoszę go z wzajemnością. Nawet do głowy by mi jednak nie przyszło, żeby zakazywać mu kontaktów z nim. Więcej: żeby nie mógł wyjść z nim na imprezę czy wieczór kawalerski a nawet zaprosić go na nasz ślub, jeśli takowy będzie.

                            Jestem zszokowana jak bardzo niedojrzałe i dziecinne są formalnie dorosłe kobiety w dzisiejszych czasach. Naprawdę współczuję ich partnerom i dzieciom.
    • bene_gesserit Re: Czy wszystko jest dobrze? 02.07.16, 11:14
      Niektórzy istotnie uważają, że Bóg jest kobietą, do tego grubą, czarnoskórą i Żydówką z pochodzenia, ale dlaczego od razu brzydką, nie rozumiem?
      • alabard Re: Czy wszystko jest dobrze? 02.07.16, 13:30
        bene_gesserit napisała:

        > Niektórzy istotnie uważają, że Bóg jest kobietą, do tego grubą, czarnoskórą i Ż
        > ydówką z pochodzenia
        , ale dlaczego od razu brzydką, nie rozumiem?
        >
        O! wkroczyłaś na tematy religijne!

        Chcesz brnąć w ten temat, czy tylko Ci się tak wymsknęło?

        Według tego co TRZY WIELKIE KSIĘGI głoszą - Bóg jest ciemnoskórym semitą. W Polsce o takich osobach mówią obrońcy Wiary i Narodu - ciapaty.
    • alabard Awantura bezscenna 02.07.16, 12:29
      solimerefa napisał:

      > Poszłam, [...] , pokłóciłam się gospodarzem o politykę, światopogląd, jego
      > sposób bycia i formułowane przez niego oceny. Nie zrobiłam sceny, żeby nie rob
      > ić niepotrzebnego skandalu,

      Szkoda, że mnie na tej imprezie nie było.
      Chciałbym zobaczyć, jak się można pokłócić z gospodarzem w co najmniej 4 tematach i przy tym nie robić scen ani niepotrzebnego skandalu.
      • vi_san Re: Awantura bezscenna 04.07.16, 23:09
        Jak chyb a nigdy - w pełni się zgadzam! I też żałuję, ze nie byłam i nie widziałam! big_grin
    • monka_konert Re: Czy wszystko jest dobrze? 06.07.16, 15:06
      z mojego pkt widzenia jesteś dziecinna.
      narzeczony lubi kogoś, kogo ty nie lubisz, więc z tego powodu ma unikać osobę, z którą miło spędza czas??? bez sensu.
      pomyśl nad sobą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka