Napiszcie proszę swoje odczucia, bo mi mój już mózg tego nie ogarnia

Syn już prawie 10 lat z nami nie mieszka - wyprowadził się do odległego o 200km miasta.Nigdy tam nie byłam, bo mnie nie zapraszał.Rzadko rozmawialiśmy przez telefon, rzadkie i krótkie były mejle.W nic się nie wtrącałam, zawsze miał wolny wybór, dawniej jeszcze przyjeżdżał na święta i na córki urodziny. Od kilku lat , gdy poznał swoją przyszłą żonę i chodził na jakieś sesje terapeutyczne , dużo się zmieniło. Kontakty stawały się jeszcze rzadsze , potrafił zadzwonić i milczeć.Mejle ograniczały się do kilku prostych zdań . Gdy prosiłam go o pomoc w likwidacji mieszkania po zmarłym ojcu - odmówił, mimo, ze zawsze mówił, że na niego będę mogła zawsze liczyć.Ostatnio dostałam mejla, w którym pisze, że teraz on żyje swoim życiem , za nami nie tęskni, nie odczuwa potrzeby kontaktu, nie pragnie utrzymywać bliskich kontaktów a jak będę coś chciała dowiedzieć się o wnuku( którego od urodzenia marzec u.r.nie widziałam) to mam napisać, wtedy przyśle mi kilka zdjęć.Na koniec życzy mi dużo zdrowia....Ja jestem już w wieku późno-wieczornym,a córka prócz niego nie ma nikogo i jest nie w pełni sprawna, choć nie stwarza żadnych problemów.