Filmowy wątek tym razem.
Jestem po seansie "Kingsman: Złoty Krąg" i naszła mnie taka refleksja, że o ile ostatnio mamy renesans na filmy szpiegowskie i postacie a la James Bond, dla których styl i maniery są bardzo istotne (chyba bardziej niż zabijanie, chociaż można debatować), to jednak brak w tym wszystkim kobiecego pierwiastka.
Oczywiście, niby coś jest. W przytoczonym przeze mnie filmie jest kilka kobiecych postaci (nie omówię szczegółów żeby nie psuć innym rozrywki), ale jednak są dodatkiem do reszty. Ładnie to ujęto w przedstawieniu postaci granej przez Halle Berry. Zdecydowana większość akcji to wybryki głównych postaci - mężczyzn. No i fajnie, tytuł niby zobowiązuje, ale zastanawia mnie jak wyglądałby taki film odwrócony o 180 stopni, z rolami w płciowym negatywie.
Jakimś przyczynkiem to takiego obrotu w kinie akcji jest niedawny "Atomic Blonde" (przebojowa Charlize Theron), ale w tym obrazie bardziej istotny jest wątek szpiegowski niż savoir-vivrowy. Chociaż kostiumy głównej postaci są moim zdaniem obłędne.
Przychodzi mi też do głowy "Kryptonim U.N.C.L.E.", ale tam postaci kobiece były dosłownie dwie i bardzo, bardzo stereotypowe.
Niemniej, podsumowując przydlugi początek, jak myślicie, jak wyglądałby film, gdzie głównym bohaterem byłaby kobieca wersja Jamesa Bonda? Oczywiście, chodzi mi o zakrzywienie na maniery.

Jak w tytule, skoro to "maniery czynią męża", hehe, to co czyni niewiastę?