Znajomy rodziców, spotkany po latach. Sympatyczna rozmowa i moje - według mnie nie zobowiązujące: "zaproszę kiedyś na szarlotkę" -z mojej szarlotki, mówiąc nieskromnie, jetem dumna i moi goście ją uwielbiają
Tymczasem życie płynie, codzienne problemy, obowiązki, duża rodzina. Często czasu brak dla siebie, męża, dzieci, przyjaciół, cóż dopiero dla obcego mi w gruncie rzeczy, człowieka, który za każdym razem, gdy mnie widzi, przymawia się o tę szarlotkę, a robi to szczególnie głośno i natarczywie, im większe grono znajomych. Nie muszę dodawać, że nie mam już najmniejszej ochoty na zapraszanie go i coraz bardziej mnie wkurza ta sytuacja. Starałam się być miła i szczerze ucieszyłam się spotykając znajomego po latach, ale głównie ze względu na rodziców.
Teraz jego natręctwo zraziło mnie na tyle, że mam ochotę spławić.
Może jednak podpowiecie, jak zrobić to krótko, ale nie dosadnie?
Za uwagi pod tytułem "to po co proponowałaś??" - dziękuję. Chodzi mi o wypowiedzi osób, które żyją już trochę na tym świecie i były w takiej sytuacji, gdy ich uprzejmość potraktowano zbyt dosłownie.
Jak dać do zrozumienia, że ma się dość natręta??