Dodaj do ulubionych

Relacje kierowca - pasażer (długie)

16.03.07, 22:33
Witam wszystkich, to mój debiut na tym forum.
Mam pewien dylemat i mam nadzieję, że mi coś doradzicie. Pokrótce chodzi o
to, że wożę codziennie swoim samochodem pewną osobę, która nie tylko nie
próbowała nigdy się w żaden sposób zrewanżować, ale wręcz sprawia wrażenie,
jakby uważała to za coś oczywistego, co jej się słusznie należy – a ja mam
coraz większe poczucie bycia wykorzystywaną. Abyście mogli uznać, czy moje
odczucia są słuszne, przedstawiam więcej szczegółów.
Jestem kobietą pracującą, zamężną, z jednym dzieckiem, prowadzimy z mężem
tzw. „odrębne gospodarstwo domowe”, tzn. nie mieszkamy z rodzicami ani z
teściami, jesteśmy średnio zamożni – nie biedni, ale też nie bajecznie
bogaci. Mam własny samochód do swojej wyłącznej dyspozycji (nie najnowszy),
którym codziennie dojeżdżam do pracy, po drodze odwożąc dziecko do szkoły.
Od lata pracuje w mojej firmie nowa dziewczyna, skądinąd całkiem sympatyczna,
która, jak się okazało, mieszka bardzo blisko mnie, toteż zaproponowałam jej
wspólne jeżdżenie do pracy, ale tylko w jedną stronę, bo z pewnych względów
nigdy nie wracam po pracy bezpośrednio do domu. (W drodze powrotnej podwozi
tę dziewczynę inna koleżanka, która mieszka wprawdzie dalej, ale „wyrzuca” ją
w pobliżu domu). I tak już jeździmy razem od września. Przez długi czas nie
miałam z tym żadnych problemów, ostatnio coraz bardziej mi to zaczyna
doskwierać. Otóż:
1. Koleżanka (nazwijmy ją Pasażerką) przez te pół roku ani razu nie
zaproponowała, że dorzuci się do paliwa. Gdyby to zrobiła, prawdopodobnie bym
odmówiła, tym niemniej milej by mi było usłyszeć taką propozycję (to samo
dotyczy koleżanki podwożącej Pasażerkę po pracy). Ostatecznie, wożenie
Pasażerki nie jest naszym obowiązkiem, a jedynie dobrą wolą.
2. Obydwie z drugą koleżanką-kierowcą mamy dzieci w wieku wczesnoszkolnym –
Pasażerka nie zdobyła się nigdy nawet na kupno dla naszych dzieci po
batoniku, choćby na mikołajki, chociaż moje dziecko zna, bo ono z nami jeździ.
3. Podwożąc Pasażerkę nie nadkładam drogi, więc niby nic nie tracę – i tak
przejeżdżam dokładnie obok jej domu, muszę się tylko na chwilę zatrzymać i
ona wsiada. Ale inne znane mi osoby korzystające wspólnie z czyjegoś
samochodu zawsze dzielą się kosztami paliwa. Pasażerka bardzo dużo oszczędza
na biletach komunikacji miejskiej; nawet gdyby częściowo dokładała się mnie i
drugiej koleżance-kierowcy, to i tak byłaby do przodu w stosunku do cen
biletów. Pomijam komfort jazdy.
4. Pasażerka nie jest moją bliską koleżanką, w pracy prawie wcale ze sobą nie
rozmawiamy, a poza pracą w ogóle się nie spotykamy, zwłaszcza że jest ode
mnie sporo młodsza (jakieś 8-10 lat; ja 30 +, ona 20 +).
5. Sytuacja finansowa Pasażerki też nie jest najgorsza. Wprawdzie to jej
pierwsza praca po studiach, ale zarabia chyba niewiele mniej ode mnie, jest
niezamężna, bezdzietna i mieszka z rodzicami (pracującymi), więc koszty
utrzymania ma z pewnością niższe od moich. OK, ja mam jeszcze zarabiającego
męża, ale nie w tym rzecz.
6. Aspekty pozamaterialne: Zima w tym roku, jak wszyscy wiemy, nie była zbyt
zimowa, jednakże zdarzyły się parę razy nie tylko przymrozki, ale wręcz
mrozy. Moje auto stoi na dworze, więc czasami musiałam je rano oskrobać.
Kilkakrotnie podjeżdżając po Pasażerkę narzekałam, iż musiałam skrobać
samochód z lodu i pewnie będę miała ten problem w kolejnym dniu itd.
Liczyłam na to, że zaoferuje swoją pomoc, w końcu mieszka zaledwie
kilkadziesiąt metrów ode mnie, mogłaby podejść ten kawałek i pomóc mi skrobać
lód. Cóż, dziewczyna albo jest wyjątkowo odporna na aluzje, albo idzie w
zaparte i udaje, że nie rozumie. Poza tym wkurza mnie, gdy np. mam świeżo
umyty i wysprzątany samochód, a ona wnosi mi tonę błota lub piachu na swoich
podeszwach (nosi buty na protektorach). Oprócz niej rzadko kogoś wożę na
miejscu pasażera, więc brud w tej części samochodu to jej brud. Nie żebym
była jakąś pedantką, w sumie sprzątam ten samochód dość rzadko, nie każę jej
wsiadać w kapciach, ale buty mogłaby choć trochę otrzepać. W końcu
odkurzanie też trochę mnie kosztuje, nie tylko pieniędzy, ale głównie
wysiłku, więc tak sobie myślę, że w imię czego sprzątam brudy po zupełnie
obcej osobie.
7. Irytują mnie jeszcze 2 sprawy. Po pierwsze, gdy jest jakaś przerwa we
wspólnym jeżdżeniu (np. święta, czy któraś z nas nie chodzi przez parę dni do
pracy), to wieczorem w dniu poprzedzającym kolejną wspólną jazdę Pasażerka
wysyła do mnie SMS w celu umówienia się – co oczywiście skutkuje tym, iż ja
muszę jej odpisać. Cóż, gdy JA mam do kogoś sprawę, to DZWONIĘ, na MÓJ koszt,
bo rozmowa leży w MOIM interesie. No a w przypadku Pasażerki ja „dokładam
się” jeszcze do tego interesu, ponosząc koszty SMS-a z mojego prywatnego
telefonu. I nie chodzi o to, że ten SMS kosztuje parę groszy, a z reguły jest
w cenie abonamentu; chodzi o to, że wykorzystuję swoje opłaty na cudze sprawy.
8. Druga irytująca rzecz ma czasami miejsce na parkingu. Droga z parkingu do
budynku firmy jest dość długa. Czasem spotykamy tam inne osoby. Firma jest
dość duża, o dużym przedziale wiekowym pracowników, więc siłą rzeczy, jedne
osoby zna się bliżej, inne słabiej. Z niektórymi ludźmi mówimy sobie
tylko „dzień dobry” i tyle. Jeżeli spotykamy kogoś, z kim obie jesteśmy na
stopie, powiedzmy, koleżeńskiej, nie ma problemu, idziemy sobie wszyscy razem
i gawędzimy o pogodzie lub d… Maryni. Jeżeli natykamy się na kogoś, kogo ja
znam bliżej, a Pasażerka na „dzień dobry”, to wymieniamy tylko pozdrowienia,
bo ja, z racji tego, że przyjechałam z nią i idę z nią, nie wdaję się w
dłuższe rozmowy ze swoimi znajomymi, nie chcąc stawiać jej w krępującej
sytuacji –jest milion innych okazji do rozmowy: mogę się z tymi ludźmi
spotkać po pracy, możemy pogadać w pracy w czasie jakiejś przerwy, pójść
razem na lunch itp. Natomiast jest parę osób, które to Pasażerka zna bliżej,
kilku chłopaków w jej wieku (częściowo chyba znają się z czasów szkolnych), z
którymi spotykają się poza pracą, chodzą razem do pubu itp., a ja te osoby
znam na „dzień dobry/ cześć”. I gdy w drodze z parkingu do biura natkniemy
się na jej znajomych, ona natychmiast rzuca się w wir ożywionej konwersacji,
typu „co słychać?!/ co tam?!/ co się tak lekko/grubo ubrałeś?/ jak tam było
wczoraj w …?” Dodam, że to ona sama inicjuje te rozmowy, przy czym natężenie
żywiołowości jest takie, jakby nie widziała danej osoby z 10 lat. Jest to dla
mnie krępujące, wręcz czuję się maksymalnie głupio, bo nie wiem, co powinnam
zrobić: czy iść obok nich z głupią miną i przysłuchiwać się rozmowie, która
mnie nie dotyczy, czy odejść na bok i iść w pewnym oddaleniu od nich,
żeby „nie przeszkadzać”. Czuję się jak przysłowiowy Murzyn, który „zrobił
swoje, Murzyn może odejść”, tzn. wypełniłam swój obowiązek, przywiozłam
Pasażerkę do pracy, więc nie jestem już ani potrzebna, ani zauważana.
9. To wszystko powyżej mnie od pewnego czasu irytowało, ale czara goryczy
przelała się ostatnio. Otóż musiałam oddać auto do warsztatu i przez jakiś
czas byłam go pozbawiona. Dość mocno skomplikowało mi to życie, gdyż z mojego
miejsca zamieszkania nie ma takiego połączenia komunikacją miejską, którym
mogłabym dostać się do szkoły syna, następnie do pracy i jeszcze zdążyć na
czas. Owszem, jest autobus, ale przystanek jest dosyć daleko, trzeba
wychodzić z domu dużo wcześniej, no i to połączenie nie rozwiązuje kwestii
szkoły. Mój mąż pracuje poza miejscem zamieszkania, więc też nie mógł nas
wozić. Pasażerka natomiast, wcześniej, gdy ja miałam np. parę dni wolnego,
czasami jeździła autobusem, a czasem podwoził ją do pracy ojciec. Prawdę
mówiąc, w swojej naiwności liczyłam na to, że w ramach rewanżu za prawie pół
roku wożenia poprosi swego ojca, żeby
Obserwuj wątek
    • buba011 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 16.03.07, 23:07
      BG 1632 Mateusza 25:40-42 A odpowiadając król, rzecze im: Zaprawdę powiadam
      wam, cokolwiekieście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych,
      mnieście uczynili. Potem rzecze i tym, którzy będą po lewicy: Idźcie ode mnie,
      przeklęci! w ogień wieczny, który zgotowany jest dyjabłu i Aniołom jego.
      Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść; pragnąłem, a nie daliście mi pić;
    • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 16.03.07, 23:15
      Urwało mi końcówkę:
      9. To wszystko powyżej mnie od pewnego czasu irytowało, ale czara goryczy
      przelała się ostatnio. Otóż musiałam oddać auto do warsztatu i przez jakiś czas
      byłam go pozbawiona. Dość mocno skomplikowało mi to życie, gdyż z mojego
      miejsca zamieszkania nie ma takiego połączenia komunikacją miejską, którym
      mogłabym dostać się do szkoły syna, następnie do pracy i jeszcze zdążyć na
      czas. Owszem, jest autobus, ale przystanek jest dosyć daleko, trzeba wychodzić
      z domu dużo wcześniej, no i to połączenie nie rozwiązuje kwestii szkoły. Mój
      mąż pracuje poza miejscem zamieszkania, więc też nie mógł nas wozić. Pasażerka
      natomiast, wcześniej, gdy ja miałam np. parę dni wolnego, czasami jeździła
      autobusem, a czasem podwoził ją do pracy ojciec. Prawdę mówiąc, w swojej
      naiwności liczyłam na to, że w ramach rewanżu za prawie pół roku wożenia
      poprosi swego ojca, żeby przez tych parę dni podwoził do pracy ją i mnie oraz
      moje dziecko do szkoły. Nic z tych rzeczy. Wprawdzie pytała mnie, jak będę
      sobie radzić, ale na moją odpowiedź, iż nie wiem i będzie mi na pewno trudno,
      jedyną reakcją było „Acha”. Żadnej propozycji pomocy w poszukaniu rozwiązania,
      np. wspólne opłacenie taksówki czy coś podobnego.
      Rozpisałam się, bo trudno mi w kilku słowach wyrazić, co mnie w tym wszystkim
      gryzie. Dodam, że w życiu zdarzało mi się wielokrotnie kogoś gdzieś podwozić,
      nie oczekując rewanżu, czasem nawet zupełnie obce osoby, np. mamę jakiegoś
      kolegi syna po zebraniu w przedszkolu/szkole, inne dziecko z rodzicem po
      zajęciach, z których odbierałam syna, nawet anonimowe klientki wychodzące od
      fryzjera równocześnie ze mną; ja też bywałam w życiu podwożona za „dziękuję”,
      ale tutaj wożenie ma charakter cykliczny i nie ukrywam, że czuję się sprytnie
      zmanipulowana. Z jednej strony, to ja zaproponowałam podwożenie i przysięgam,
      że zrobiłam to bezinteresownie, a teraz głupio mi się wycofać z czegoś, do
      czego się z własnej woli zobowiązałam; a z drugiej strony czuję się
      wykorzystywana, zwłaszcza teraz, po tym jak ostatnio sama potrzebowałam pomocy
      i liczyłam na nią.
      Podpowiedzcie coś, nie tyle, co powinnam zrobić, ale kto postępuje słusznie.
      Czy ja jestem przewrażliwiona, czy jestem wstrętną materialistką, która nie
      potrafi się zdobyć na bezinteresowną pomoc koleżance, czy może jednak koleżanka
      żeruje na mnie?
      Dziękuję za cierpliwość wszystkim, którzy doczytali do końca.
      • uu1 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 16.03.07, 23:27
        Przeczytałem. Myślę, że masz wrodzoną zdolność(choć może to być przypadek)
        przyciągania pasożytów. Nie będę się wymądrzał na temat co powinnaś zrobić ale
        ja zresetowałbym pasażerkę po miesiącu. powodzenia smile
        ------------
        • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 19.03.07, 18:28
          Myślę, że masz wrodzoną zdolność(choć może to być przypadek)
          > przyciągania pasożytów.
          - Jest to bardzo prawdopodobne.
          • uu1 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 19.03.07, 21:43
            etruska napisała:

            > Myślę, że masz wrodzoną zdolność(choć może to być przypadek)
            > > przyciągania pasożytów.
            > - Jest to bardzo prawdopodobne.
            Ale uleczalne. smile
            Wymaga sporo pracy i dużej determinacji. powodzenia.
      • socool208 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 06.08.07, 23:19
        Witam,
        Moim skromnym zdaniem tylko i wyłącznie rozmowa bez żadnych aluzji może
        wyprostować całą sytuację. Wystarczy powiedzieć szczerze, że czuję się
        wykorzystywana i manipulowana. Problem rozwiąże się sam, w ten czy inny sposób.
        Pasażerka, jako inteligenta osoba zrozumie całą sytuację, być może poczuje się
        winna i będzie chciała dzielić koszty, lub poczuje się manipulowana z drugiej
        strony i zakończy wspólne przejażdżki. Oba rozwiązania są dobre, byle
        doprowadziły do spokoju wewnętrznego normalną ludzką rozmową, a nie aluzjami i
        niedomówieniami.
        Pozdrawiam
        KS
    • p-iotr Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 16.03.07, 23:37
      Prosty tekst:

      "podwożę Cię codziennie do pracy więc uważam że powinnaś się dorzucić do
      paliwa - proponuje X PLN miesięcznie"

      i zobaczymy co powie. A pewnie zrobi jedna z dwoch rzeczy:

      a/ dorzuci sie do paliwa - czyli ok
      b/ nie dorzuci sie do paliwa, obrazi sie i nie bedzie z Toba jezdzic - tez ok.

      innej drogi nie widze. w aluzje nie masz sie co bawic, skoro osoba jest na nie
      odporna.

      pzdr
      • poldek01 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 17.03.07, 13:28
        lesze rozwiązanie - odwiedzić stację paliw i po zapłaceniu w jej obecności
        'kwęknąć' <wykończą mnie te ceny>. Jeżeli się nie domyśli, to można na jakiś
        czas zmienić trasę przejazdu do pracy, oczywiście ją o zmianie trasy
        poinformować - tłumaczyć zmiany trasy nie musisz, moje auto moja decyzja. Jak
        znajdzie sobie innego 'jelenia' to wracamy do poprzedniej.
        Pozdrawiam
        • uu1 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 17.03.07, 13:34
          A nie lepiej po prostu opowiedzieć Pasażerce bajkę o wężu? Oczywiście w
          literackiej formie.
          PS. Nie trawię naciągaczy - stąd moja reakcja. sad
        • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 19.03.07, 18:30
          poldek01 napisał:

          > lesze rozwiązanie - odwiedzić stację paliw i po zapłaceniu w jej obecności
          > 'kwęknąć' <wykończą mnie te ceny>.
          Nie ma szans, żeby zrozumiała.
          Jeżeli się nie domyśli, to można na
          > jakiś
          > czas zmienić trasę przejazdu do pracy, oczywiście ją o zmianie trasy
          > poinformować - tłumaczyć zmiany trasy nie musisz, moje auto moja decyzja. Jak
          > znajdzie sobie innego 'jelenia' to wracamy do poprzedniej
          Nie bardzo - wtedy musiałabym nadlożyć drogi.
          > Pozdrawiam
          Również pozdrawiam
    • kora3 Ja to widzę tak ... 17.03.07, 15:20
      Czytając twój tekst najpierw odniosłam wrazenie, ze kolezanka jest po prostu no
      .. nietaktownasad
      Moze sie naraze na gromy od innych, ale taki nietakt czesto wynika raz z
      charakteru i nieobycia czyjegoś, a dwa z uporczywego przenoszenia relacji ze
      swego środowiska, na zupełnie obcych ludzi...

      Zdarza sie,ze ludziom nie przychodzi do głowy, że owszem z kumpelą od
      podstawówki to mozna sobie tak jeżdzić, ale z koleżanką w nowej pracy, obca,
      dużo starszą, już nie bardzo. Stąd ludzie tacy czasem nie widzą wcale, ze
      postępują po prostu źle i nietaktownie. Koleżanka prawdopodobnie patrzy na to
      tak: przeciez ona nic nie traci zabierając mnie, przecież i tak musi szybe
      zeskrobac czy zbierałaby mnie, czy nie.
      I to jest prawda, tylko, ze ty wcale nie musisz wyświadczac jej uprzejmosci,
      którą jej wyświadczasz przeciezsmile
      Koleżanka wydaje się tego nie zauwazać ...
      Oburzyło mnie natomiast, że nie zaproponowała Ci podwozenia przez jej ojca w
      czasie, gdy nie mogłas korzystać z samochodu - to świadczy nie o braku taktu
      juz, ale o zwyczajnym byciu kołtunka.
      Proponuję powiedziec koleżance wprost w czym rzecz, ewentualnie powiedzieć, ze
      nastąpiła u ciebie jakas zmiana i nie mzoesz jej dłużej wozić ...
      • e._ Re: Ja to widzę tak ... 17.03.07, 17:06
        A ja dołożę swoje 3 grosze metodą "nie wprost".
        Ponieważ możliwe, ze postawienie sprawy bez ogródek w dalszej konsekwencji może
        spowodować jakieś kwasy w pracy itp.
        Możliwości widzę kilka:

        1. Jeśli nie masz już ochoty na jej podwożenie:
        - poinformować ją, że niestety przybyło ci porannych obowiązków i nie możesz
        dłużej służyć swoim samochodem. Kiedy natrętnie zacznie dopytywać, jakich,
        odpowiedz jej, ze "to takie delikatne sprawy; ale na szczęście masz
        zmotoryzowanego tatę, dasz sobie radę". Gdyby nadal dopytywała powiedz, że
        trudno ci o tym rozmawiać i kropka. Ten wariant pozwala na zwyczajne
        przejeżdżanie co rano koło jej domu ale nie zmusza do zatrzymywania.

        2.Jeśli mimo wszystko chcesz ją nadal podwozić:
        - kwestia smsów: nie odpowiadaj na nie. Masz prawo ich nie słyszeć, niech się
        zmusi do zadzwonienia. Gdyby nazajutrz rano robiła wymówki, powiedz po prostu:
        Wiesz, jeździsz sobie wygodnie a ja tankuję, płacę za sprzątanie samochodu,
        wolałabym nie wydawać choć na smsy do ciebie.
        Albo - łagodniej: Ostatnio mam problemy ze wzrokiem. Wolę, żebyś dzwoniła a
        nie wysyłała smsy bo mi je trudno odczytywać i pisać.
        - kwestia paliwa i opłat: pochwal w jej obecności kogoś (nawet wymyślonego)
        kogo podwoziłaś przez tydzień jakiś czas temu (np. na wakacjach) i opowiedz,
        jak "zabawnie" się przekomarzaliście, kto ma płacić za tankowanie, dodaj ze
        zawsze mogłaś liczyć na pomoc np. przy sprzątaniu auta bo tamta osoba mówiła,
        że nie ośmieliłaby się traktować ciebie jak swojego szofera.
        Jeśli ona zapyta, czy od niej oczekujesz tego samego, możesz
        powiedzieć "Ciekawa byłam, kiedy o to spytasz! Decyzję pozostawiam tobie."
        albo "A wiesz, że to dobry pomysł? Bo przecież samochód mniej obciążony pali
        mniej, więc nie ma powodu byś czasem nie dołożyła się do paliwa zwłaszcza, że
        miesiecznie przejeżdżamy ... km, wyobrażasz sobie?!". Nie zapomnij policzyć
        drogi w obie strony, razy 5 dni w tygodniu, razy 4,5 tygodnia w miesiącu.
        - co do spotykania twoich znajomych pod pracą: powiedz jej po prostu, kiedy
        podjedziecie na miejsce: To ty już biegnij a ja jeszcze tu muszę coś przy
        samochodzie...
        - co do otrzepywania butów ze śniegu itp, nie rozumiem, dlaczego nie możesz jej
        tego zwyczajnie powiedzieć: Otrzep, proszę buty, bo potem mam tyle roztopionego
        śniegu na podłodze!

        Prawdę mówiąc, umiem załatwiać sprawy trudne dyplomatycznie, ale zawsze wolę
        drogę wprost. W opisanej przez ciebie sytuacji nie ma powodu, by tego właśnie
        wprost nie rozwiązać: "Posłuchaj, musimy porozmawiać. Od ... miesięcy wożę cię
        do pracy. Przejechałaś moim samochodem ... km. Liczyłam, kiedy moja auto było
        zepsute, na rewanż z twojej strony ale rozumiem, ze to nie ty byłaś kierowcą i
        dlatego zostawiłaś mnie na lodzie, nie mam żalu. Jedna zastanawiałam się nad
        naszym wspólnym jeżdżeniem i proponuję ustalenie kilku zasad: Po pierwsze,
        żadnych smsów, po prostu dzwoń kiedy mamy się umówić. Po drugie, kiedy jest
        mróz albo śnieg, przychodzisz do mnie dziesięć minut wcześniej i odśnieżamy
        razem samochód. Po trzecie - zastanów się i zaproponuj mi, jak widzisz swój
        udział w kosztach benzyny, odkurzania itp. To nie są wielkie kwoty, ale przez
        pół roku uzbiera się nieco. Zamiast inwestować to we wspólne podróże, wolałabym
        np. kupić dziecku owoce czy słodycze. Rozumiem, że ta sytuacja jest dla ciebie
        nowa, może wolisz naradzić się z tatą, zwłaszcza co do kosztów, poczekam na
        Twoje stanowisko."
        I koniec, kropka.
        Dlaczego nie?!
    • a_weasley Czy koleżanka jest z wyglądu podobna do gołębicy? 18.03.07, 00:20
      Nie? To dlaczego spodziewasz się, że będzie Duchem Świętym?
      Prawda jest taka, że z wyjątkiem butów cała reszta nie jest oczywista.
      Wszystkich tych oczekiwań nie wyartykułowałaś, jeśli dobrze rozumiem. Aluzji
      wielu ludzi nie łapie i choć jest to domeną mężczyzn, jest również sporo takich
      kobiet. Nie ma żadnego powodu, dla którego koleżanka nie miałaby być jedną z nich.
      Tak na przykład wielu ludzi woli komunikować się smsami, uważając - nie bez
      racji - tę formę za mniej inwazyjną i, co za tym idzie, mniej uciążliwą również
      dla adresata, który nie musi się odrywać od zajęć, żeby odebrać telefon, ani -
      jeśli się nie oderwał - dzwonić do poczty głosowej. Osobiście wolę odebrać smsa
      i odpisać, niech już stracę tę straszną sumę 20 gr + VAT (przy czym, zauważmy,
      sms z kompa nie kosztuje ani gronia).
      Co więcej, nie wykluczam ze strony koleżanki niemiłego zdziwienia - jak to,
      miesiącami jeździłyśmy razem i dobrze było, a teraz ma pretensje?
      Nie wykluczam też rzeczowego podejścia do sprawy - "nie można to było tak od razu?"

      Pomysł z rewanżem przez ojca (co, nawiasem mówiąc, mogłaś koleżance powiedzieć
      otwartym tekstem) ma ten słaby punkt, że co innego wozić koleżankę, a co innego
      koleżankę córki.
      Wcale też nie wiesz, czy aby koleżanka tego ojcu nie zasugerowała.
      • etruska Re: Czy koleżanka jest z wyglądu podobna do gołęb 19.03.07, 18:35
        a_weasley napisał:

        > Nie? To dlaczego spodziewasz się, że będzie Duchem Świętym?
        Może i nie jest podobna do gołębicy, chociaż może w pewnych okolicznościach
        latałaby jak gołębica smile
        > Prawda jest taka, że z wyjątkiem butów cała reszta nie jest oczywista.
        > Wszystkich tych oczekiwań nie wyartykułowałaś, jeśli dobrze rozumiem. Aluzji
        > wielu ludzi nie łapie i choć jest to domeną mężczyzn, jest również sporo
        takich
        > kobiet. Nie ma żadnego powodu, dla którego koleżanka nie miałaby być jedną z
        ni
        > ch.
        Też prawda.
        > Tak na przykład wielu ludzi woli komunikować się smsami, uważając - nie bez
        > racji - tę formę za mniej inwazyjną i, co za tym idzie, mniej uciążliwą
        również
        > dla adresata, który nie musi się odrywać od zajęć, żeby odebrać telefon, ani -
        > jeśli się nie oderwał - dzwonić do poczty głosowej. Osobiście wolę odebrać
        smsa
        > i odpisać, niech już stracę tę straszną sumę 20 gr + VAT (przy czym, zauważmy,
        > sms z kompa nie kosztuje ani gronia).
        Piszę SMS-y nie z kompa, tylko tradycyjne, przy czym nie chodzi mi o "straszną
        sumę 20 gr + VAT", tylko o zasadę: ja mam business, ja płacę; ktoś ma business,
        ktoś płaci.
    • a_weasley Rozmowy ze znajomymi 18.03.07, 00:26
      Czego nie pojmuję zupełnie, to kwestii spotykania znajomych. Skoro uważasz (MSZ
      słusznie), że z chwilą dostarczenia jej na parking dalsza droga niemal
      przypadkiem wypada Wam obok siebie, niech każdy idzie swoją drogą. Ani nie masz
      powodu skracać rozmów ze swoimi znajomymi, ani tkwić przy niej czy jej
      towarzyszyć, gdy rozmawia ze swoimi. Ty masz swoich znajomych, ona swoich.
      Tu już sama sobie stwarzasz sztuczny problem.
      • kora3 Re: Rozmowy ze znajomymi 18.03.07, 01:13
        Tu się zgadzam smile w zupełnosci ten problem jest wydumany ...
        Co do reszty ... hmmm ...
        Z smysami - tez nieco wydumany smile ja też wole odpisac, niz odebrac telefon,
        który dzwoni prawie zawsze nie w pore .
        Zawsze też wątkodawczyni mogla NIE ODPISAĆ i od razu zmusić koleżanke do
        zatelefonowania smile

        Z ojcem - jasne, moze prosila po podwozenie też kolezanki, ale sie nie zgodził ?
        tylko wiesz ...skoro korzysta z jej uprzejmosci caly czas naprawde wypadłoby sie
        jakoś zrewanżowac i to od początku.
    • amberka3 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 18.03.07, 17:57
      Podejrzewam ze nie chcesz już jej wogóle podwozić, wcale Ci sie nie dziwię.

      Zawsze sie znajdą tacy, niewiem niekumaci-niekulturalni wyzysykiwacze, którzy
      żerują na ludziach z klasą.

      Szkoda ze wyszłaś sama z taką propozycją, ale pewnie nie myslałaś że tak to
      bedzie wygladało.
      Miałaś mozliwosć załatwić to "na gorąco" po tym jak Ci sie zepsuł samochód.

      Teraz nie pozostaje Ci nic innego jak postawić sprawę jasno, aluzji to ona nie
      zrozumie, albo nie bedzię chciała zrozumieć.
      Nie warto zabawiać się w kotka i myszkę- bo to tylko w Tobie frustracja rośnie,
      poza tym niechęć do niej i do siebie.

      Swoją drogą, jak to mozlwie aby osoba wykształcona miała takie zachowanie
    • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 19.03.07, 18:48
      Bardzo Wam wszystkim dziękuję za opinie. Utwierdziły mnie one w przekonaniu, że
      mam rację, iż zachowanie mojej Pasażerki jest nie fair.
      Macie rację, iż powinnam z nią porozmawiać, najlepiej bez ogródek, zwłaszcza,
      że aluzje nie docierają. Macie też rację, że trzeba to było zrobić na początku.
      Jak napisał A. Weasley, teraz ona może się zdziwić, bo "do tej pory było
      dobrze, a teraz się nie podoba". Jak twierdzi Kora, faktycznie dziewczyna może
      nie kumać i przenosić zachowania ze swojego środowiska na grunt naszej
      znajomości. Ale nie jest w końcu dzieckiem i powinna już wiedzieć, co wypada w
      dorosłym życiu, a co nie. Ja mam skrupuły przed postawieniem sprawy jasno
      jedynie o tyle, że to podwożenie to była moja inicjatywa i teraz czuję się
      trochę jak ten, co "oddaje i zabiera i się w piekle poniewiera".
      Jeszcze o SMS-ach - już dawno postanowiłam na nie nie odpisywać i czekać aż
      zadzwoni, ale nie było ostatnio okazji wypróbować tej "szalenie sprytnej
      metody".
      A co do spotykania znajomych przed pracą - inaczej wyglądałoby, gdyby Pasażerka
      przed rzuceniem się w kierunku swojego kolegi zdobyła się na jakieś
      krzywe "Dzięki, na razie/Do zobaczenia" w stosunku do mnie, a tak - chodziło mi
      o to, że źle się czuję zostawiana bez słowa po wykonaniu "usługi".
      • buba011 proszę nie uogólniać. nie masz racji. 19.03.07, 19:56
        • marzena-dom Re: proszę nie uogólniać. nie masz racji. 25.03.07, 16:52
          co to sie porobiło, czemu skrupuły mają te osoby ktore nie powinny a te wredne
          nie widzą problemu i nie pojmują aluzji

          jesli powiesz jej o dokładaniu sie do benzyny to pewnie powie ze czy z nią czy
          bez niej i tak musisz przejechac i wydac kasę i wyjdziesz na materialistke

          powiedz po prostu kiedys ze od poniedziałku niestety nie bedziesz mogla jej
          wozic. jak zapyta dlaczego to powiedz ze zmienił ci sie rozkład porannych prac
          i nie bedziesz jezdziła o stałej porze. nie nadkładaj drogi i nie przejmuj sie;
          co cie obchodzi czy ona cie zauwazy na tej trasie.

          nie daj sobie wejsc na głowe.
          powodzenia
    • raks5 relacja odwrotna 28.03.07, 08:35
      teraz ja poproszę o poradę...
      Jestem w odwrotnej sytuacji. Dojeżdżam do pracy z szefem. I nie wiem, czy
      powinienem coś proponować, czy olać sprawę.
      Wygląda to tak, że jeżdżę tylko z przyczyn oszczędnościowych (to jest
      kilkadziesiąt km w jedną stronę). Szef sam zaproponował, że mogę się z nim
      zabierać. Nie ponosi w związku z tym żadnych kosztów- jego samochód jest
      służbowy, w ogóle nie zjeżdża z drogi (wychodzę kawałek), telefony między nami
      są za darmo, rano jeździmy o jednej porze, po pracy ja się dostosowuję (czasami
      po 9 czasami po 11 godzinach, mi to pasuje).
      I jeżdze z nim zawsze jak jest w miarę pogoda (jak jest brzydko, to nie chce mi
      się iść do drogi, więc jadę sam smile
      Dla mnie to czysta korzyść, ale nie wiem, czy "dziękuję" wystarczy, co o tym
      myślicie?
    • mmena Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 05.07.07, 16:12
      Zatkalo mnie na dobrych pare minut.
      Jedyne co do mnie przemawia to fakt, ze mozesz byc zla o brud wnoszony do auta,
      ale reszta? To chyba jakis zart!
      Zaproponowalas jej, ze bedziesz ja wozic, a teraz masz o to pretensje? Bo sie
      nie doklada do paliwa? Bo nie kupila batonika? To trzeba bylo ustalic to gdy
      skladalas jej propozycje. Przeciez za paliwo i tak placisz, czy jezdzisz sama,
      czy z nia. Bylam w podobnej sytuacji - wozilam kolezanke. Przez mysl mi nie
      przeszlo aby oczekiwac, ze bedzie mi za to placic!
      Ponadto: pkt.1 = pkt. 3, czyli "czemu sie nie doklada do paliwa" - rzecz
      zupelnie dla mnie niezrozumiala skoro twierdzisz jednoczesnie, ze gdyby to
      zaproponowala to nie zgodzilabys sie.
      Pkt. 4 - i co z tego, ze jest mlodsza i ze nie rozmawiacie ze soba w pracy? Czy
      to wyklucza podwozenie?
      Pkt. 5 - i co z tego, ze jej sytuacja finansowa nie jest zla? Czy to wyklucza
      podwozenie?
      Pkt. 6 - chcesz, zeby pomogla ci skrobac auto to jej to powiedz.
      Generalnie - widzialy galy co braly. Chcialas (albo i nie - pogubilam sie) aby
      dokladala sie do benzyny? Trzeba bylo to wyraznie powiedziec. Po co w ogole jej
      proponowalas podwozenie skoro przeszkadza ci, ze jest mlodsza i nie najgorzej
      sytuowana?
      • news21 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 15.07.07, 21:23
        Zgadzam się w zupełności. Wygląda na to, żę robisz jej przysługę, ale nie za
        darmo. A sama tę przysługę zaproponowałaś nie określając zasad.
        Pachnie mi to syndromem osoby, która robi uprzejmości ale chce na tym zarobić i
        jeszcze zagonić osobę korzystającą z przysługi do roboty (skrobanie samochodu).
        A czemu nie regularne mycie samochodu? A może okien w domu?
        Ani Ty, ani Pasażerka nie jesteście bez grzechu. Ty - z przyczyn jw.,
        Pasażerka nadużyła Twojej uprzejmości.
        • bmms Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 16.07.07, 08:11
          Zgadzam się z przedmówczyniami. Trzeba było pomyśleć na początku i ustalić czy i
          jak będziecie się rozliczać. Jak nie było o tym mowy, to każdy rozumie po
          swojemu. Może jakby się dowiedziała, czego od niej oczekujesz (paliwo,
          sprzątanie, skrobanie szyb), to wlałaby zrezygnować smile
          • isabelchen czytam, czytam i skóra mi zcierpła, 16.07.07, 20:23
            nie z powodu koleżanki, tylko z Twojego,
            nie chciałabym się z Tobą kumplować,
            obgadujesz za plecami, zamiast zwyczajnie ustalić koszty,
            ale złotówa jesteś, te smsy to mnie rozwaliły na maksa,
            dziewczyna zwyczajnie mniej obyta, a Ty z niej potwora robisz,
            .......
        • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 24.07.07, 19:16
          Gwoli wyjaśnienia:
          news21 napisała:

          > Wygląda na to, żę robisz jej przysługę, ale nie za
          > darmo.
          > Pachnie mi to syndromem osoby, która robi uprzejmości ale chce na tym zarobić
          i
          >
          > jeszcze zagonić osobę korzystającą z przysługi do roboty (skrobanie
          samochodu).
          >
          > A czemu nie regularne mycie samochodu? A może okien w domu?

          Nie sądzę, aby WSPÓLNE skrobanie szyb w samochodzie, którym się WSPÓLNIE
          codziennie jeździ przyniosło dziewczynie ujmę. Ty uważasz, że to uwłaczałoby
          Twojej godności?
          Co do reszty - patrz mój wpis poniżej, fragmenty "dla mniej kumatych".
          • news21 Re: do etruski 25.07.07, 12:27
            Sama stworzyłaś sytuację, która Ci bardzo doskwiera. Propozycja podwożenia
            kogoś dzień w dzień była raczej bardzo nieprzemyślana, skoro przeszkadza Ci, że
            pasażerka na podwożeniu oszczędza pieniądze. Z jednej strony chciałaś zrobić
            przysługę, ale z drugiej strony masz za złe, że ktoś na tej przysłudze może być
            np. parę groszy do przodu (koszt biletu miesięcznego). Nie proponuj przysług,
            skoro nie potrafisz być bezinteresowna. Wina pasażerki jest ewidentna, bo
            nadużyła Twojej uprzejmości.
      • isabelchen taaa, batonik lepszy niż te smsy 16.07.07, 20:26
        co za egoizm
      • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 24.07.07, 19:12
        Gwoli wyjaśnienia:
        mmena napisała:
        > Przeciez za paliwo i tak placisz, czy jezdzisz sama,
        > czy z nia.

        Jasne, gdy miałam niesprawny samochód i jeździłam taksówką, też mogłam zabierać
        Pasażerkę - w końcu i tak płaciłam za taksówkę, czyż nie? smile
        Co do reszty - patrz mój wpis poniżej, fragmenty "dla mniej kumatych".
    • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 17.07.07, 15:59
      Boże, temat dawno nieaktualny (pierwszy post pochodzi z marca), a tu nagle
      pojawił się wysyp tajemniczych osób „w szoku”, którym „skóra zcierpła”
      (ortografia się kłania!) na widok mojego rzekomego egoizmu. Jakoś odnoszę
      dziwne wrażenie, że pod różnymi nickami ukrywa się jedna i ta sama osoba – może
      moja dawna Pasażerka?
      Dla miej kumatych: szokująca kwestia batonika to był tylko przykład, stać mnie
      na batoniki dla dziecka, tak jak stać mnie na paliwosmile – chodzi o pewne
      niuanse, niezrozumiałe dla co bardziej twardogłowych. Zresztą pomysł z
      batonikiem nie wypłynął ode mnie – znajoma, z którą kiedyś rozmawiałam,
      wyraziła się w dużo mniej oględny sposób niż ja w pierwotnym wątku –
      cytuję: „To ta krowa jest na tyle tępa albo na tyle cwana, że wozi swoją d…
      twoim samochodem za darmo jak jakaś hrabianka i nigdy nie próbowała ci się
      zrewanżować?! Żeby chociaż twojemu dzieciakowi jakiegoś głupiego batonika
      kupiła na mikołajki !” Ta znajoma też ewidentnie była w szoku.
      Cóż, pewnie te zszokowane forumowiczki, tak jak Pasażerka, hołdują
      zasadzie „głupi ten kto daje, a jeszcze głupszy ten kto nie bierze”. Mnie
      byłoby niezręcznie wykorzystywać inną osobę jako osobistego szofera i nie
      zaoferować swojej pomocy np. właśnie przy skrobaniu szyb, gdzie w interesie
      obydwu stron jest szybsze doprowadzenie pojazdu do stanu nadającego się do
      jazdy (dla mniej kumatych: widoczność przez oskrobane szyby jest zdecydowanie
      lepsza, co wyraźnie wpływa na bezpieczeństwo jazdy smile Gdy ja korzystam z
      czyjejś uprzejmości, to staram się zrewanżować, choćby po to, aby druga osoba
      nie miała poczucia bycia wykorzystywaną. Ale są ludzie i ludziska. Przy czym,
      tak jak pisałam wcześniej, najbardziej mnie zabolał brak chęci pomocy, gdy to
      ja byłam w potrzebie.
      Na szczęście problem jest już dawno rozwiązany, więc koleżanki ze „zcierpniętą”
      skórą mogą otrząsnąć się z szoku i kontynuować swoje wyzbyte z wszelkiego
      egoizmu życie. I tym optymistycznym akcentem proponuję zakończyć wątek.
      • ambrig Z ciekawości 18.07.07, 09:45
        Skoro już się odezwałaś, to powiedz jak rozwiązałaś tę sprawę?
        • agabry4 Re: Z ciekawości 20.07.07, 14:02
          No ja też jestem ciekawa jak to się skończyło.
          • etruska Re: Z ciekawości 24.07.07, 19:22
            Skończyło się mało widowiskowo - zarówno ja, jak i druga koleżanka-kierowca,
            wożąca Pasażerkę w drodze powrotnej, wycofałyśmy się z interesu "po angielsku",
            oznajmiając, że przez jakiś czas nie będziemy jeździć/ będziemy jeździć w
            innych porach/ inną trasą - i nie ponowiłyśmy propozycji wożenia.
            • ichka jak ja kocham takie rozwiązania !!! 29.07.07, 22:48
              etruska napisała:

              > Skończyło się mało widowiskowo - zarówno ja, jak i druga koleżanka-kierowca,
              > wożąca Pasażerkę w drodze powrotnej, wycofałyśmy się z interesu "po
              angielsku",
              >
              > oznajmiając, że przez jakiś czas nie będziemy jeździć/ będziemy jeździć w
              > innych porach/ inną trasą - i nie ponowiłyśmy propozycji wożenia.

              brak odwagi na szczerą rozmowę i ustalenie zasad?????
              ale Ty fałszywa jesteś, wrrrrrrrrrr
    • jugger Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 20.07.07, 14:25
      tez podwoze osoby do pracy:
      1. Placa mi za to wg uznania, same sobie licza czy jezdzily duzo czy malo itp.
      bo mialy np. urlop.
      2. Informujemy sie smsami bo tak jest lepiej. W koncu kolezanka nie musi
      wiedzieć(czytaj slyszec) ze np. w niedziele wieczorem jestes np. u rodziny,
      kochanka, basenie, w lesie, na plazy, w kinie itp. Odpisujesz i po sprawie.
      Ustal sobie system, jezeli dajesz "szczura" to nie jedziesz i po sprawie.
      3. Z butami jest tak, ze jakby sie icjh nie trzepalo i tak troche brudu sie
      znajdzie, ja w ramach tej oplaty wiem, ze musze posprzatac bardziej samochod i
      tyle.
      4. Twoje pretensje do tego, ze jej ojciec Cie mogl zabrac sa nieuzasadnione
      jezeli kolezanka tez jezdzila autobusem. Jezeli ją ojciec zabieral i Ciebie nie
      brala to juz jest swinstwo.
      5. Jak rozmawia ze swoimi kumplami to lekko sie oddal i po sprawie.
      • news21 Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 22.07.07, 22:11
        Zrobię małą dygresję. Zdarzają się sytuację, kiedy ktoś proponuje nam lub robi
        bez pytania przysługę, o którą nie prosiliśmy, wcale jej nie oczekiwaliśmy i
        może nawet niespecjalnie potrzebowaliśmy. Naiwnie wierzymy w ludzką uczynność,
        uprzejmość, wielkie serce, a tymczasem osoba, która nam tę przysługę zrobiła,
        rada by ją zamienieć w transakcję, nawiasem mowiąc, na której tylko ona wyjdzie
        dobrze. Nagle okazuje się że winniśmy jej coś za to, i to co jej winniśmy to
        dopiero przyczynek do rzeczywistego naszego długu wobec tej osoby, bo tak
        naprawdę nasz dług jest nieskończenie większy i nie wiadomo gdzie się kończy.
        Dlatego też należ zachować ostrożność w przyjmowaniu przysług, a tego rodzaju
        przysługodawców najlepiej wykreślić z grona znajomych.
      • etruska Re: Relacje kierowca - pasażer (długie) 24.07.07, 19:19
        jugger napisał:
        > 3. Z butami jest tak, ze jakby sie icjh nie trzepalo i tak troche brudu sie
        > znajdzie, ja w ramach tej oplaty wiem, ze musze posprzatac bardziej samochod
        i
        > tyle.
        Ja po niej sprzątać musiałam "za swoje".
        > 4. Twoje pretensje do tego, ze jej ojciec Cie mogl zabrac sa nieuzasadnione
        > jezeli kolezanka tez jezdzila autobusem. Jezeli ją ojciec zabieral i Ciebie
        nie
        >
        > brala to juz jest swinstwo.
        No właśnie o to chodzi, że ją ojciec zabierał, a musiałam sobie sama radzić.
    • naprawdetrzezwy Tak, ważne szczegóły podajesz dość późno... 06.08.07, 20:23
      > wożę codziennie swoim samochodem pewną osobę, która nie tylko nie
      > próbowała nigdy się w żaden sposób zrewanżować, (...) a ja mam
      > coraz większe poczucie bycia wykorzystywaną.

      Po tym chciałem odpisać: Od jutra nie woź tej osoby i powiedz jej dlaczego: bo czujesz się wykorzystywana.


      > zaproponowałam jej wspólne jeżdżenie do pracy,


      Aaaa... czyli po jakimś czasie odwidziało ci się?
      No cóż - w takim razie masz problem - złożyłaś nieprzemyślaną ofertę i chcesz się rakiem wyplątać z tego...


      Przeproś i rozwiąż umowę.
      • martinez027 Re: Tak, ważne szczegóły podajesz dość późno... 06.08.07, 22:49
        Kobieto z kim Ty sie zadajesz!!!Ta"kolezanka"to camka,egoistka i
        idiotka-dziala toksycznie na ludzi pewno,widzi tylko swoj nos i
        swoje ja!!Ja bym zawsze kladl np.1 danego miesiaca 100zl(jak dojazd
        5-7km-lub wiecej jak dalej)na siedzeniu czy na polce kolo biegow i
        bym wychodzil nie zwazajac na protesty-a ta 100 czy 400zl to mozesz
        spalic,przepic lub wyrzucic-mnie to nie obchodzi-mam zasady,jestem
        CZLOWIEKIEM.
        • martinez027 Re: Tak, ważne szczegóły podajesz dość późno... 06.08.07, 22:50
          chamka oczywiscie-niewyswietlilo mi h
        • nm.buba011 BG 1932 06.08.07, 23:20
          Przysłów 16:32
          Lepszy jest nierychły do gniewu, niżeli mocarz; a kto panuje sercu
          swemu, lepszy jest, niżeli ten, co dobył miasta.
          • nm.buba011 Re: BG 1932 - przepraszam - BG 1632, 07.08.07, 09:57
            przy okazji;
            bezinteresowność, czy potrzebna _człowiekowi_?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka