juba1254
03.05.07, 14:05
Historia jest taka: Dojeżdżam do pracy autobusem miejskim. Pewnego dnia
(jechałem z żoną) do autobusu wsiadł mój Superszef. Dowiedziałem sie o tym
kiedy powiedział mi "Dzień dobry" nadchodząc z tyłu. Po mojej odpowiedzi
usiadł wraz z towarzyszącą mu kobietą przede mną (kim była nie wiem, bo żony
Superszefa nie znam). Po ok. półgodzinnej jeździe (bez żadnych rozmów)
dojechaliśmy do przystanku docelowego. Ponieważ w autobusie był tłok wstałem
nieco wcześniej, by na czas znaleźć się blisko drzwi. Wysiadłem i udałem się
do pracy (ok. 5 min.) pieszo. Tą samą drogę pieszo przebył również mój szef. W
5-10 min. po dotarciu do mojego pokoju wszedł do niego ów Superszef i nie
zważając na obecność mojego bezpośredniego przełożonego zrobił mi awanturę, że
nie zaczekałem na niego na przystanku, że potraktowałem go jak powietrze itp.
Na moją uwagę, że wg mnie to przełożony ma prawo zaproponować wspólne
przejście się podwładnemu, a podwładnemu tego czynić po prostu nie wypada,
usłyszałem, że jestem źle wychowany, żeby nie powiedzieć chamsko. No więc jak
to jest z moim zachowaniem (wychowaniem)?