Dodaj do ulubionych

"Podrzucanie" samochodem

27.06.08, 00:05
Jakoś tak utarło się, że po pracy podwożę kilka osób samochodem. No
właśnie, "utarło się" i o ile raz na jakiś czas mi to nie
przeszkadza, o tyle codzienne "podrzucanie" zaczyna mi trochę
doskwierać. Po pierwsze lubię być niezależna, m. in. dlatego jeżdżę
samochodem. Lubię czasem pojechać do domu inną drogą, ale jak to
zrobić skoro znajomi idą prosto od wyjścia z firmy do mojego
samochodu? A ja mało asertywna jestem i wprost nie powiem "nie". Po
drugie - nie ukrywam, że 3-4 osoby codziennie ładujące się do auta z
np. brudnymi butami, po deszczu, nie zawsze dbając o to, by np. o
coś nie zaczepic, nie zarysować, z czasem po prostu zniszczą mi
samochód. Po trzecie - denerwuje mnie robienie za darmową prywatną
taksówkę, bo niby dlaczego? Głupia sytuacja, bo ja tak w ogóle ich
lubię i podwiezienie od czasu do czasu to nie kłopot, ale nie
ciągle. Mogliby sami się zreflektować...
Może ktoś ma pomysł jak sie wykręcić? Bo uważam że subtelna granica
między koleżeńską pomocą a wykorzystywaniem dawno została
przekroczona.
Obserwuj wątek
    • kasprowy.wierch Re: "Podrzucanie" samochodem 27.06.08, 01:31
      skoro nie jestes asertywna to bedzie trudno sad

      bez kwasow i zgrzytow i tak sie nie obedzie a na reflektowanie nie masz chyba co liczyc - wiec trzeba podchodem

      mozesz (stwarzajac sobie samej, niestety, niewygody):
      1. przez pare dni jezdzic autobusem i jak gawiedz wypadnie na parking to sie zawiedzie
      2. zostawac w pracy po godzinach i jak gawiedz ...... itd
      3. zasmrodzic sobie samochod np czosnkiem - liczyc ze w takich warunkach nie beda chcieli podrozowac
      4.zastawic siedzenia pudlami/pakunkami zeby nie bylo miejsca dla pasazerow
      5. konsekwentnie przez kilka dni mowic ze jedziesz w odwiedziny do ciotki/babci/kolezanki albo /do marketu/na plywalnie itp akurat w odwrotnym kierunku
      6. zaczac jezdzic maniakalnie zeby pasazerow rzucalo na wirazach

      albo
      7. podrzucic na biurka kolegow wizytowki lokalnej firmy taksowkowej

      albo, ostatecznie jednak
      8. wziasc byka za rogi i podjechac na stacje benzynowa i zapytac 'kto dzisiaj placi?'

      Powodzenia
      • wensday Re: "Podrzucanie" samochodem 28.06.08, 11:59
        Skoro nie jesteś asertywna to moim zdaniem musisz uciec się do kilku kłamstewek... no nie jest to eleganckie, ale jak nie potrafisz wprost powiedzieć to nie widze innej drogi.

        Tak jak mówił mój przedmówca, możesz ściemnić, że samochód się popsuł i jeździc autobusem przez kilka dni.
        Możesz też (moja mama tak robiła jak miała podobną sytuację). Stwierdzić, że musisz coś odebrać (np. aukcję z allegro) po drugiej stronie miasta, albo że umówiłaś się do kina/na kawę z koleżanką i nie jedziesz bezpośrednio do domu. Możesz też stwierdzić, że musisz po drodze zrobić zakupy i jeśli mimo tego ludzie wpakuja ci się do samochodu, to normalnie stanać przy sklepie i spacerować po markecie przez pół godziny... w końcu ich uprzedzałaś, że musisz zrobić zakupy.
        Niesety przy każdym z powyższych rozwiazań, biorąc pod uwagę twój brak asertywności i bezczelność znajomych istnieje możliwość, że będa sie dopytywać "jak tam wczorajszy film, fajny??", "jak tam samochód, już naprawiony??", "a na co robisz te zakupy, jakaś impreza, moogę wpaść??"... także dokładnie przemyśl ewentualny ciąg dalszy.

        Ja bym wybrała opcję z załatwianiem czegośc po proacy, ale prawdopobnie dlatego, że wszyscy moi znajomi wiedzą, że uwielbiam zakupy w internecie, więc nikogo nie zdziwi, że muszę coś odebrać.
        • blue_betty Re: "Podrzucanie" samochodem 28.06.08, 12:08
          Witam
          Wszystkie te kłamstewka od czasu do czasu stosuję. Ale to męczące,
          bo tylko doraźne. Nastepnego dnia od początku wszystko. Chyba opcja
          z autobusem jest najlepsza, chociaz niewygodnasad Ale po paru dniach
          może zapomną że mam samochód?
          Dzięki za odzew i pozdrawiam
        • remez2 Re: "Podrzucanie" samochodem 29.06.08, 10:01
          wensday napisała:


          > Niesety przy każdym z powyższych rozwiazań, biorąc pod uwagę twój brak asertywn
          > ości i bezczelność znajomych istnieje możliwość, że będa sie dopytywać "jak ta
          > m wczorajszy film, fajny??", "jak tam samochód, już naprawiony??", "a na co rob
          > isz te zakupy, jakaś impreza, moogę wpaść??"... także dokładnie przemyśl ewentu
          > alny ciąg dalszy.
          Pewien windziarz w NY, zmęczony pytaniami: "Przepraszam, która godzina?", kupił
          zegar i powiesił go w windzie. I od tej pory jadący windą pytali: "Przepraszam,
          czy ten zegar dobrze chodzi?".
    • groszek_jan A taxi ? 28.06.08, 13:26
      Środek nocy, z baru wychodzi nawalony facet i chce iść do domu,
      jednak nogi odmawiają mu posłuszeństwa.
      Pod barem stoi jedna taksówka, więc facet sprawdza swój portfel i
      wylicza że ma 15zł. Podchodzi więc do taksówkarza i pyta:
      - Panie ile za kurs na Sienkiewicza?
      - O tej porze to 20.
      - A za 15 nie da rady?
      - Za 15 nie opłaca mi się silnika odpalać.
      - Panie niech Pan się zlituje, późno jest, zimno, ja jestem wcięty,
      do domu daleko.
      - Facet spadaj i nie zawracaj mi głowy.
      Więc nie było wyjścia facet poszedł na pieszo do domu.
      Następnego dnia idzie ten sam facet ulicą i widzi długą kolejkę
      taksówek a na samym końcu kolejki stoi ten niemiły taksówkarz. Facet
      podchodzi więc do pierwszej taksówki i mówi:
      - Ile za kurs na Sienkiewicza?
      - 20zł. - mówi taksiarz.
      - Ja dam panu 50zł za kurs ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda.
      - Spadaj zboku bo zaraz ci dowale.
      Facet podchodzi do 2 taksówki:
      - Ile za kurs na Sienkiewicza?
      - 20zł. - mówi taksiarz.
      - Ja dam panu 50zł za kurs ale w czasie jazdy zrobi mi pan loda.
      - Spadaj zboku bo nie ręcze za siebie.
      Facet podchodził do każdej taksówki i sytuacja powtarzała się.
      Podchodzi do ostatniej taksówki - tej spod baru - i mówi do
      kierowcy:
      - Ile za kurs na Sienkiewicza?
      - 20zł. - mówi taksówkarz.
      - Ja dam panu 50 zł za kurs ale pod warunkiem że ruszy pan powoli
      pomacha do wszystkich swoich kolegów
      • remez2 Re: A taxi ? 29.06.08, 10:02
        I głupie, i niemoralne.
        I nie na tym forum.
        • xtrin Re: A taxi ? 19.08.08, 23:49
          remez2 napisał:
          > I głupie, i niemoralne.

          Niespecjalnie mądre, ale zabawne, a o to przecież w kawale chodzi.

          Nie rozumiem natomiast co w tym niemoralnego indifferent.
    • burza4 Re: "Podrzucanie" samochodem 29.06.08, 12:43
      wiesz, ja w takiej sytuacji mówię szczerze "owszem jadę w tamtą
      stronę, ale jak jest korek, to objeżdżam i jadę inną trasą, więc na
      pewniaka mogę cię podrzucić tu i tu". Do normalnych ludzi dociera.

      ponieważ przyzwyczaiłaś towarzystwo, będzie trudno wprowadzić zmiany.

      w tej sytuacji kłamstewka są jedynym rozwiązaniem. Jeśli chcesz mieć
      spokój na dłużej - powiedz, że zapisałaś się na jakiś kurs po pracy
      (np. 3 miesięczny kurs języka, lepienie z gliny), albo twoja ciotka
      zachorowała i musisz jej robić zakupy i akurat jedziesz inną trasą.


      Jeszcze inna strategia - muszę popracować dłużej (nie będzie im się
      chciało czekać), a jeśli nie ma to uzasadnienia i oni o tym wiedzą -
      inny powód, dla którego musisz zostać dłużej w pracy choćby o 15-20
      minut (obiecałaś koleżance, że zrobisz na kompie poprawki do jej
      pracy magisterskiej, cokolwiek). Duża szansa, że nie będzie im się
      chciało na ciebie czekać i pojadą autobusem.
    • madissa Re: "Podrzucanie" samochodem 01.07.08, 00:38
      Może pracujecie gdzieś tam na odludziu i pokusa podjechania jest bardzo duża?
      Mnie generalnie strasznie dziwią takie "szalone pracowe przyjaźnie" obce baby
      po trzech- czterech miesiącach wspólnej pracy stają się nierozłączne: razem
      wychodzą z pracy, razem sobie parzą kawę, razem jadą, razem idą do kibelka i do
      kiosku, razem się zapisują do fryzjera i na aerobik, nawet się umawiają na
      wspólną drogę do pracy (bez podtekstów: chodzi o grupową przyjaźń 3-4 dziewczyn
      mężatych i dzieciatych). Dochodzi do tego, że jak jedna (ta z samochodem) nie
      może danego dnia podwieźć którejś tam w swoją stronę, to bardzo serdecznie przez
      10 min. przeprasza, że tego dnia ma inne plany...

      Kurczę, chyba jestem introwertyczką!
      • uyu Re: "Podrzucanie" samochodem 15.07.08, 22:35
        Ni ebaw sie w zadne drobne klamstewka, bo gdy wyjda na jaw bedziesz
        czula sie winna.
        Po prostu pewnego dnia rano oglos, ze konciec odwozenia z powodow od
        ciebie niezaleznych. Na pytania o szczegoly odpowiedz, ze jest ich
        tak duzo, ze za dlugo by o tym mowic.
        • utalia Re: "Podrzucanie" samochodem 13.08.08, 23:15
          myśle ze jedynie co ci pozostaje to kazdego dnia mówic, że jedziesz
          do cioci, nmastepnego do marketu (watpie aby ktos pytała jak było
          podczas zakupów a jesli nawet nietrudno powiedziec, ze byly dlugie
          kolejki) a jeszcze nastepnego oddajesz auto do warsztatu...itd.
          Wydaje sie, ze po 4 takich dniach zorientuja sie a przynajmniej
          zorientowac sie powinni. Bo raczej nie bedziesz potrafila im
          powiedziec wprost, ze jest to dla ciebie meczace?
    • jakas_kobietka Re: "Podrzucanie" samochodem 18.08.08, 14:07
      skłam że masz ostatnio problemy finansowe i że jeśli chcą być podwożeni to niech
      się dokładają do paliwa, wtedy przynajmniej ci się to zwróci... ale jeśli nie
      jesteś asertywna to i tak nic nie zrobisz więc po co te wszystkie rady, pozdro
      • baba67 Re: "Podrzucanie" samochodem 18.08.08, 16:58
        A to chyba iezbyt fortunna opcja-ludzie, ktorzy maja problemy finansowe nie
        jezdza samochodem-benzyny pali sie tyle samo. Chyba ze chodzi o wymowke dlaczego
        sie samochodem nie przyjechalo-wtedy OK, ale bez propozycji wspolfinansowania.
        Wydaje mi sie ze najlepsza opcja jest odzwyczaic towarzystwo od tego ze sie
        -jezdzi samochodem codziennie
        -jezdzi samochodem codziennie prosto do domu
    • xtrin Re: "Podrzucanie" samochodem 19.08.08, 23:55
      To, że owo podwożenie zaczęło Ci przeszkadzać to kwestia wyłącznie Twojego braku
      asertywności. Jeżeli chcesz jechać inną trasą to po prostu to pasażerom mówisz i
      tyle. W czym problem?
    • oldbay Re: "Podrzucanie" samochodem 22.08.08, 03:25
      To podwożenie stało sie już codziennym zwyczajem. Wszystkim z tym
      wygodnie z wyjatkiem ciebie rzecz jasna, twoi znajomi maja bowiem
      niezły tupet. Stanowczo powinni znaleźć sobie inny sposób wracania z
      pracy, najlepiej tak, jak przyjechali. Z reszta to nie twój problem.
      Ja na twoim miejscu zostałabym w pracy kilka razy dłuzej, albo w
      ciągu pracy w rozmowie wspomnij, ze po pracy jedziesz gdzieśtam na
      spotkanie w drugim końcu miasta. Jak znam nasze polskie zwyczaje to
      jesli powiesz tym ludziom wprost o co ci chodzi to pewnie się
      śmiertelnie obrażą i nie zrozumieją, ze masz prawo źle się z tym
      czuć. Także radzę stosować metodę wykrętów.
      Podoba mi sie też to co ktoś powyżej zaproponował, podjedź na stację
      i z usmiechem zapytaj kto dziś płaci?
      -
      oldbay
    • lamirna Re: "Podrzucanie" samochodem 05.09.08, 12:22
      A juz myslałam, że to tylko ja mam taki problem!
      U mnie sytuacja jest analogiczna, tylko nie chodzi o znajomych z pracy, tylko ze
      studiów. Studiuję dwa kierunki i jeżdżę autem. Bardzo sobie cenię niezależność i
      choć nie jestem zamożna wolę wydać pieniądze na naprawy samochodu (ma już 12 lat
      i się często psuje) oraz na benzynę zamiast na ciuszki, kosmetyki itp. Niestety,
      przez to, że byłam zbyt uprzejma i kiedy ktoś pytał, czy nie mogę go podrzucić,
      a akurat jechałam w tym kierunku, to - nie widząc przeszkód - zgadzałam się. I
      tak robiłam za darmową taksówkę. Teraz sytuacja zaczęła przybierać wręcz
      absurdalne rozmiary. Ostatnio koleżanka pospieszała mnie, żebym się szybciej
      ubierała po zajęciach, bo ona ma umówionego fryzjera w centrum i chce zdążyć
      (normalnie nie jeżdżę przez centrum, ale "ten kilometr przecież różnicy ci nie
      robi").
      Nie wiem, co mam z tym zrobić. Jeśli na początku nie postawi się granic, to
      potem jest już ciężko. Udało Ci się jakoś pozbyć kłopotu?
      • baba67 Re: "Podrzucanie" samochodem 05.09.08, 13:07
        Rady dla Ciebie sa te same-musisz przez pewien dosc dlugi czas jezdzic
        nieregularnie tlumaczac sie najlepiej koniecznoscia ciaglych napraw. Wtedy
        chetni beda musieli Ci zadac pytanie czy dzis jestes z samochodem. Wtedy mozesz
        powiedziec ze jestes ale tylko dlatego ze wybierasz sie ...i tu mnostwo
        mozliwosci...i spieszysz sie do domu bo....i tu znow mnostwo mozliwosci.
        Oczywiscie jesli komus akurat pasuje to od czasu do czasu go podwiez, ale takich
        bezczelnych tekstow jak Twoja kolezanka wyglosila juz nie bedzie.
        • lamirna Re: "Podrzucanie" samochodem 06.09.08, 21:13
          Mam nadzieję, że to pomoże. Z drugiej strony w sumie dlaczego ludzie kulturalni
          aż muszą uciekać się do kłamstwa, bo ludzie mniej kulturalni nie widzą nic złego
          w swoim zachowaniu?
          A tak na marginesie, to ta koleżanka potrafiła przez cały dzień na uczelni się
          do mnie nie odezwać, dopiero jak wszyscy wychodzili to nagle sobie op mnie
          "przypominala". A raczej o moim samochodzie. Ludzki tupet czasem wpędza mnie z
          zadumę wink
    • modonia Re: "Podrzucanie" samochodem 02.10.08, 10:33
      A ja bym nie uprzedzała, że np jutro jadę autobusem. Bo to wyznacza warunki, że
      się musisz tłumaczysz z każdorazowego odstępstwa. Nie proponowałaś im podożenia
      to nie musisz się z niczego tłumaczyć.
      Albo grzecznie bym poinformowała, że moja obecna sytuacja powoduje to że nie
      zawsze będziesz jechać po pracy do domu i w związku z tym muszą sobie rdzić
      sami. A najlepiej wszystko z miłym uśmiechem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka