czytam to forum i tak przyszło mi do głowy kilka pytań:
od początku - pracuje na budowach, dziennie, przez 10 godzin odwiedzam kilka z
nich, i w przeciwieństwie do pań i panów inżynierów nie mogę tylko postać i
popatrzeć, muszę często - prawie zawsze - wejść do dołka, coś pomierzyć,
sfotografować i td. Latem, gdy jest sucho, po całym dniu jestem szara,
przykryta kurzem, w pozostałe miesiące - ubłocona. Co zrobić, zgodnie z sv:
- kiedy podchodzi do mnie kierownik budowy, właściciel firmy, który mi płaci i
td - a ja siedzę w 2-3 m wykopie, z którego ciężko wyjść - wychodzić (co wiąże
się niekiedy z wołaniem o drabinę lub pomoc) przywitać z nim i wrócić do
dołka, czy tez rozmawiać pozostając w wykopie po czym skończyć robote, wyjść,
i wtedy uprawiać pogawędki towarzyskie (ja stosuję drugi wariant, zwłaszcza,
że moja praca zatrzymuje prace budowlane, czyli szef zajmując mnie w trakcie
moich obowiązków sam sobie szkodzi)
- kolejna sprawa - podchodzi do mnie ten sam szef itd - ja cała brudna - nie
podać mu ręki, bo brudna, podać, przepraszając że taka brudna, czy też wytrzeć
o spodnie i podać - też nie za ładnie (co do podawania ręki kobiecie - znam
zasady - ale one nie obowiązują na budowach

)
- kolejna, dość śmieszna sprawa na tle toczących się tutaj dyskusji - wracam z
pracy do domu - dość brudna jak wspomniałam wcześniej - dzwoni sąsiadka, że ma
sprawę, żebym na chwilę wpadła - buty zabrudzone, niekiedy ubłocone, z drugiej
strony - zdejmować te sapogi po 10 godzinach biegania w nich to też nieciekawa
sprawa (to mit że kobietom nogi się nie pocą) - jak w takiej sytuacji
postąpić? wejść w ubłoconych (błoto zaschło, ale i tak nie ciekawie) butach do
domu, czy też upierać się przy zostaniu w progu?
ciekawa jestem co myślicie o takich sytuacjach