Dodaj do ulubionych

sv a praca

10.05.09, 12:10
czytam to forum i tak przyszło mi do głowy kilka pytań:
od początku - pracuje na budowach, dziennie, przez 10 godzin odwiedzam kilka z
nich, i w przeciwieństwie do pań i panów inżynierów nie mogę tylko postać i
popatrzeć, muszę często - prawie zawsze - wejść do dołka, coś pomierzyć,
sfotografować i td. Latem, gdy jest sucho, po całym dniu jestem szara,
przykryta kurzem, w pozostałe miesiące - ubłocona. Co zrobić, zgodnie z sv:
- kiedy podchodzi do mnie kierownik budowy, właściciel firmy, który mi płaci i
td - a ja siedzę w 2-3 m wykopie, z którego ciężko wyjść - wychodzić (co wiąże
się niekiedy z wołaniem o drabinę lub pomoc) przywitać z nim i wrócić do
dołka, czy tez rozmawiać pozostając w wykopie po czym skończyć robote, wyjść,
i wtedy uprawiać pogawędki towarzyskie (ja stosuję drugi wariant, zwłaszcza,
że moja praca zatrzymuje prace budowlane, czyli szef zajmując mnie w trakcie
moich obowiązków sam sobie szkodzi)
- kolejna sprawa - podchodzi do mnie ten sam szef itd - ja cała brudna - nie
podać mu ręki, bo brudna, podać, przepraszając że taka brudna, czy też wytrzeć
o spodnie i podać - też nie za ładnie (co do podawania ręki kobiecie - znam
zasady - ale one nie obowiązują na budowachsmile)
- kolejna, dość śmieszna sprawa na tle toczących się tutaj dyskusji - wracam z
pracy do domu - dość brudna jak wspomniałam wcześniej - dzwoni sąsiadka, że ma
sprawę, żebym na chwilę wpadła - buty zabrudzone, niekiedy ubłocone, z drugiej
strony - zdejmować te sapogi po 10 godzinach biegania w nich to też nieciekawa
sprawa (to mit że kobietom nogi się nie pocą) - jak w takiej sytuacji
postąpić? wejść w ubłoconych (błoto zaschło, ale i tak nie ciekawie) butach do
domu, czy też upierać się przy zostaniu w progu?
ciekawa jestem co myślicie o takich sytuacjach
Obserwuj wątek
    • gazetowy.mail Re: sv a praca 10.05.09, 12:44
      Zacznę od końca.
      Nie biegam na każde czyjeś zawołanie. Gdy sąsiadka chce żebym wpadła
      na chwilke mówie że będe za 20 minut albo inną chwilkę. Nie tłumacze
      jej co musze jeszcze zrobić ale w tym czasie wiem że muszę zjeść,
      umyć się, przebrać czy co tam chcę zrobić aby idąc do niej nie
      myślec że mam brudne buty, burczy mi w brzuchu itp.
      Wątek zdejmowania butów był tu wielokrotnie opisywany - butów sie
      nie zdejmuje zgodnie z sv. Oczywiscie jesli jesteście przyjaciółkami
      wasze relacje sa inne. Przychodzicie, uwalacie sie na kanapie, nogi
      zadzieracie do góry i plotkujecie wtedy sie nie mysli o sv smile

      Pierwsza sprawa - z racji pracy równiez jezdziłam na budowy gdzie
      podchodziliśmy z mistrzem do wykopu w którym siedzą monterzy i coś
      robią. Mistrz przyjeżdza ich skontrolować albo jak jest jakis
      problem doradzic lub ocenic sytuację. Nigdy nam jako tym "u góry" -
      z racji stania nad wykopem i z racji stanowiska - nie przyszło do
      głowy aby tych ludzi odciagac od pracy i kazac wychodzić na górę sie
      przywitać. Przyjeżdzamy słuzbowo i rozmawiamy służbowo. Nie ucinamy
      pogawędek.

      Srodkowa sprawa - jak wyciąga ktoś do mnie łape a ja mam brudną to
      chętnie podaję. Niech się ubrudzi wink
      • yoza Re: sv a praca 10.05.09, 13:11
        moja praca polega na tym, że ja nie stoje " u góry" . Njczęściej prowadzę
        nadzory archeologiczne, czyli mam zadokumentować to, co wychodzi w wykopie. Nie
        wyciągam monterów z wykopów, chyba, że sytuacja naprawdę tego wymaga (przez 10
        lat tylko 2 razy). Natomiast dopóki ja nie zadokumentuję czegoś - zabytku, murku
        i td - to koparka nie może tego naruszyć. oczywiście nie jest to dyskusja o
        przerwie w pracy, wiem co robić żeby inwestorowi nie przeszkadzać nadmiernie.
        Pisałam natomiast o sytuacji, gdy ja ganiam "jak kot z pęcherzem" by się wyrobić
        z własną robotą, gdy budowlańcy mają przerwę lub robią coś innego, by nie
        tworzyć przestojów w pracy, a gdy nagle przychodzi kierownik budowy (ten typu
        co to są na budowie raz na tydzień) lub inwestor. Wychodzić z dołka, czy robić
        swoje. Znam swoją pracę i wiem jak to zrobić, żeby wszystko było ok. Oczywiściw
        poza sytuacją gdy muszę po prostu zatrzymać prace i koniec...
        co do ręki - też wycieram o spodnie - tylko zaczęłó mnie to intrygować, jak to
        jest widziane z boku. Z punktu widzenia Pana Kierownika lub Inwestora, który
        przychodzi na teren budowy w spodniach w kancik i białej koszuli.
        • aiczka Re: sv a praca 11.05.09, 13:18
          > moja praca polega na tym, że ja nie stoje " u góry"
          Zrozumiałam, że gazetowy.mail chciała zapewnić Cię z punktu widzenia osoby "nad
          dołkiem", że również od Ciebie nie oczekuje się rzucania pracy celem powitan i
          pogawędek.
    • bene_gesserit Re: sv a praca 10.05.09, 12:48
      1. ja bym sie przywitala grzecznie i starala sie dac do
      zrozumienia, ze 'jak skoncze, to wpadne na chwile do biura' czy cos
      w tym stylu, ze jeszcze bedziecie mogli pogadac.

      2. przeciez nie ma obowiazku podawania reki. Mozesz sie przywitac
      bez uscisku dloni, problem wycierania itd odpada.

      3. sasiadce bym powiedziala, ze musisz sie przebrac i wykapac po
      pracy, albo bez tlumaczenia - ze zjawisz sie u niej za godzine, bo
      teraz nie mozesz. Jak cie lubi, to poczeka smile
      • yoza Re: sv a praca 10.05.09, 13:30
        Z tym biurem to bywa różnie - przy budowach 1-2 tygodniowych to go nie masmile.
        Uścisk dłoni na budowie oznacza że jesteś pełnoprawnym pracownikiem budowysmile. z
        tym jest w moim zawodzie tak samo - krótko mówiąc jak wchodzę na budowę, to
        wszyscy traktują mnie tylko jako osobę, którą w każdej chwili może zatrzymać
        prace (i tak jest). Nie chcę traktowac poprzednich rozmówczyń źle, ale ja nie
        stoję na górze by dawać dobre rady, muszę wejść do wykopu, zadokumentować co
        trzeba, jeśli uznaję, że moja dokumentacja starczy, to można "kopać" dalej,
        jeśli nie - to trzeba zawiadomić konserwatora zabytków, co oznacza przestój na
        co najmniej 2 tygodnie (dlatego właśnie wszyscy obchodzą się ze mną jak z
        jajkiem) i kierownicy o inwestorzy biegają przywitać sie ze mną jak tylko są na
        budowie.
        co do sąsiadek - mieszkam w lesie, do najbliższych sąsiadów mam 3 km; najmniej w
        sezonie pracuję 10 godzin dziennie; obecnie 16; jeśli ktoś myśli że mammsiłę na
        wpadanie do domu na prysznic i jeżdzenie dalej to się bardzo myli. Moje pytanie
        dlatego było lekko podchwytliwe - jak pogodzić sv z życiem codziennym w nieco
        ciężkich warunkach
        • marguyu Re: sv a praca 11.05.09, 16:23
          Pozostac soba.
          Z tymi "z gory" witac sie ze swojego dolka "Milo mi panow widziec,
          ale nie wyjde z dolka, bo im szybciej go ogladne, tym szybciej
          bedziecie mogli kontynuowac prace."
          Powinni docenic.
    • nm.buba011 Re: sv a praca 11.05.09, 21:39

      praca:
      kodeks sv, jest za Kodeksem Pracy, podobnie jak za Kodeksem drogowym.
      Precyzyjniej, tak dzieje się przy rozpatrywaniu, konfliktu interesów.
      Witając się przez uścisk dłoni, trzeba się upewnić czy druga strona
      ma ochotę na to samo. Nie podajemy rąk przez przeszkody czy przy
      różnicy poziomów, oraz nie schodzimy z kominów i nie wychodzimy z
      kanałów(specjalnie dla tego typu demonstracji).

      wizyta:
      używamy butów wizytowych(tego typu), których nie zdejmujemy.
      Odwieczny problem co wybrać. Trudno pogodzić eleganckie zachowanie
      z... wygodnym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka