11.07.06, 00:23
Musze powiedziec ze moje proby zarazenia znajomych klasyka poniosly fiasko.
Imałem sie roznych metod . Dziwne ze gdy prezentowalem im ta muzyke w mojej obecnosci reakcje byly obiecujące, co nawet owocowalo pozyczeniem plyt. Gdy z ciekawoscią szedlem w odwiedziny by dowiedziec sie jak smakowalo ,okazywalo sie ze plyta jest gdzies zagubiona ,lub byly na niej niepokojąco grube poklady kurzu. Chyba jestem jednym z nielicznych mlodych sanoczan ktorzy to trawią bo na dniach didura widuje sama podstarzala audiencję. Dziwne ze znajomi po szkole muzycznej staraja sie o tej przygodzie jak najszybciej zapomniec. Tylko jeden z kolegow -znakomity akordeonista postanowil pojsc w tym kierunku ale byl tutaj uwazany za dziwaka i wysmiewany .Na szczescie wyemigrowal i jest teraz ceniony ale nie tutaj . Teraz wysnułem dwa wnioski -moje pokolenie na lekcjach muzyki spiewalo i gralo na cymbalkach melodyjki typu "lecą sokoly" co wpoilo mu naiwne pojmowanie melodii a np bacha znalo sie tylko z krociutkiej suchej biografijki ,ktora raczej nie wnosila nic nowego do pojmowania muzyki. Wiedza na temat kompozytorow ograniczala sie do daty ich narodzin i smierci plus dwa lub trzy najwazniejsze dziela bez poparcia tego w postaci muzyki, co z reszta chyba przekraczalo mozliwosci wykonawcze nauczyciala. Drugi wniosek -ludzie z biednych regionow polski (jestem z podkarpacia) nie maja potrzeby karmic swoich przepitych mozgow czyms bardziej zlozonym od muzyki biesiadnej, co jest zapewne uwarunkowane genetycznie . Konkluzja - poprostu nie ma sily na to co wrodzone .Mysle ze z miloscia do klasyki czlowiek sie rodzi ,ewentualnie wazny jest okres dziecinstwa ,ale w obecnym huku massmediow klasyka nie bedzie miala sily sie juz przebic, bo przeciez nie nakreci sie teledysku z golymi tyłkami do muzyki mahlera. Oczywiscie to co pisze nie jest w zadnym stopniu odkrywcze .Napisanie tego spowodowalo moje zasmucenie, tym bardziej ze ponizej jest watek o wieczorach chopinowskich zagluszanych przez ludzi ktorzy maja problem z zaspiewaniem mazurka dąbrowskiego. a tak off topic to gdy w sanoku byl festiwal filmowy karnety wykupili ludzie z drugiego konca polski a sam gutek uciekl stąd tak szybko jak sie dalo bo rada miasta nie potrafila zainwestowac w klimatyzacje do kina. Zaluje tego wszystkiego tak bardzo bo sam wiem na ile reczy sama muzyka klasyczna otworzyla mi oczy - na nowe swiaty przez ktore teraz czuje sie coraz bardziej wyobcowany, bo naprawde nie moge juz byc obojetnym na to co sie serwuje obecnej mlodziezy, i jesli jestem tolerancyjny co do muzyki ktorej sluchaja moi znajomi to zdziczenie muzyczne obecnych 15. latkow jest conajmniej niepokojące.
Obserwuj wątek
    • bwv1004 Re: fiasko 11.07.06, 00:30
      > Mysle ze z miloscia d
      > o klasyki czlowiek sie rodzi ,ewentualnie wazny jest okres dziecinstwa

      Jestem żywym zaprzeczeniem tej tezy. No bo wieku 13-14 chyba już nie wliczasz
      do dzieciństwa?

      > bo przeci
      > ez nie nakreci sie teledysku z golymi tyłkami do muzyki mahlera.

      Ken Russell??? wink
      • maro76 Re: fiasko 11.07.06, 12:38
        bwv1004 napisał:

        > > Mysle ze z miloscia d
        > > o klasyki czlowiek sie rodzi ,ewentualnie wazny jest okres dziecinstwa
        >
        > Jestem żywym zaprzeczeniem tej tezy. No bo wieku 13-14 chyba już nie wliczasz
        > do dzieciństwa?
        >

        ja jeszcze później złapałem bakcyla
        gdzieś tak 16-17 lat
        potem miałem przerwę paroletnią bo mi się znudziło
        no a teraz to chyba już mi się tak szybko nie znudziwink

        urodzić to się trzeba do bycia wybitnym wirtuozem albo dyrygentem
        a słuchać to każdy może, czasem lepiej czasem gorzejwink)



        > > bo przeci
        > > ez nie nakreci sie teledysku z golymi tyłkami do muzyki mahlera.
        >
        > Ken Russell??? wink
        >
        >
    • zamek Re: fiasko 11.07.06, 10:28
      Jak się nazywał ten wielce uzdolniony akordeonista? Chyba go znam, podobnie jak
      kilkunastu innych wielce światłych muzycznie ludzi z ukochanego przeze mnie
      Podkarpacia... Kiedyś się nawet w jednej Podkarpaczance (pardon, panie Miodek!)
      - znakomitej pianistce i kameralistce - na zabój kochałem... Ech, byli czasy.
      Nie byłbym aż tak kategoryczny.
      • littlun1 Re: fiasko 11.07.06, 11:47
        zamek napisał:

        > Jak się nazywał ten wielce uzdolniony akordeonista?
        Maciej Kandefer
    • przemkowa.b Re: fiasko 11.07.06, 11:11
      człowiek nie rodzi się z miłością do muzyki klasycznej, każdy psycholog ci to
      powie, tego nie ma w genach...wink

      ja bardzo długo, mimo, że dzieckiem muzyków byłam, przed taka muzyką się
      wzbraniałam, sama do niej dojrzałam dopiero gdzieś w wieku 14 lat...wink
      • arana Może... 12.07.06, 12:52
        ...i nie w genach, ale chyba jednak gdzieś jest, a przynajmniej bywa. I czasem
        człowiek się rodzi z miłością do muzyki klasycznej i ze zdolnością jej
        rozumienia - od urodzenia, choć się nie jest dzieckim muzyków. smile
      • wiksadyba1 Re: fiasko 18.07.06, 11:14
        Nie wiem, jak jest z tymi genamismile) W mojej rodzinie nie było żadnego
        profesjonalnego muzyka. Ja mam chyba dobrze ozwinięty "zmysł analityczny" jeśli
        chodzi o muzykę, ale do słuchu absolutnego mi dalekosmile)) Od dziecka lubiłem
        słuchać ultra-sztandarowych motywów typu "allegro con brio" z piątki
        czy "etiuda rewolucyjna" a "Szarża Walkirii", kiedy jej wysłuchałem po raz
        pierwszy w wieku koło 11 lat (oczywiście na filmiesmile wbiła mnie w ziemię. No
        ale w wieku 13-15 lat słuchałem raczej Sex Pistols, Slayera, Napalm Death i
        moim głównym dylematem było, czy bliżej mi do metali czy punkówsmile Może chciałem
        się podświadomie uwolnić od gęby "dobrze ułożonego ucznia"smile)) Do klasyki
        wróciłem,a w zasadzie zacząłem jej słuchać tak na serio, koło matury z dwóch
        powodów: Po pierwsze, po przebiciu się przez co bardziej eksperymentalnego
        rocka z przyległościami typu King Crimson, Sonic Youth, Can, Throbbing Gristle,
        postanowiłem uderzyć w klimaty "prawdziwej" awangardy XX wieku; po drugie
        uznałem, że w zasadzie nie zaszkodzi nauczyć się kojarzyć cokolwiek z np.
        Mozarta poza "Requiem", "Eine Kleine" czy "czterdziestką"smile No i sam byłem
        zszokowany, że po jakichś 3 miesiącach co bardziej intensywnej eksploracji
        płyt, a zwłaszcza radiowej "Dwójki" odłożyłem wszystko na bok i "klasyka" z
        różnych epok wypełniła 9o% mojego repertuaru. Sam byłem tym zdziwiony (mało
        powiedziane), zwłaszcza że równocześnie zacząłem eksplorować jazz, po którym
        spodziewałem sie, że bardziej może mnie chwycić. Teraz proporcje słuchania są
        chyba bardziej racjonalne - ok. 65-35 dla "powagi"/"reszty świata"smile

        Nie podejmuję się autopsychoanalizysmile, z której by wynikało na ile w moim
        przypadku, nagły atak bakcyla na na "klasykę" wynikał z jakichś
        wrodzonych/wcześnie nabytych cech, a na ile nomen omen z przypadkusmile)

        Co do przekonywania innych - 2 moich bliskich znajomych przestawiło sie w
        niemal równym stopniu na "klasykę" tuż po mnie. Ale i tak by ich to czekało,
        jak sądzę - po prostu byłem minimalnie pierwszysmile Z tym jest podobnie jak z
        uzależnieniami- wbrew pedagogicznym bzdurom nikt nie zaczyna ćpać ani nawet
        palić papierosów, TYLKO dlatego, że go inni namówilismile I z "uzależnieniem" od
        sztuki być może tak naprawdę nie jest inaczejsmile)) Żeby się w coś wciągnąć-
        trzeba samemu chcieć, namowa może tylko przyspieszyć inicjację, w SKRAJNYCH
        przypadkach ta chęć może rzeczywiście nie być na tyle silna, żeby przerodziła
        się w konkretne doświadczenia, bez napotkania odpowiedniej osoby w odpowiednich
        okolicznościach.

        Kilka osób, z racji bliskich kontaktów, starałem się przynajmniej przekonać, do
        tolerowania różnych moich muzycznych fanaberii w moim otoczeniusmile I udało się
        przekonać - do tolerowania, może nawet polubieniasmile Ale same z siebie
        słuchały/słuchają w mojej absencji raczej czego innego. Chociaż nie wiem, nie
        kontroluję innychsmile, a talentów/skłonności pedagogicznych chyba nie mamsmile
    • dobiasz Re: fiasko 11.07.06, 11:15
      Oczywiście, że są problemy z edukacją - tak jak w prawie każdej dziedzinie w
      Polsce (patrz - piłka nożna). Oczywiście, że jak się mieszka na prowincji to
      możliwości są mniejsze. Ja sam pamiętam jak w szkole średniej jeździliśmy do FN:
      3.5h pociągiem, z Centralnego biegiem do filharmonii, po koncercie parę godzin
      koczowania w okolicach PKiNu, jakieś cuchnące moczem przejścia podziemne itp. i
      o trzeciej z minutami brudny pospieszny do Chełma/Rawy Ruskiej z połamanymi
      siedzeniami... No i rano człowiek docierał do domu, wymięty, zmęczony, ale
      szczęśliwy. Trochę determinacji trzeba było, ale co nas nie zabije to wzmocni smile

      A ze znajomymi to najczęściej tak jest, że coś tam łykną, ale na jakieś większe
      zainteresowanie nie ma co liczyć (chociaż zdarzają się wyjątki - pozdrowienia
      dla Kuby Ż. smile ). Jak się chce mieć z kim muzyki posłuchać albo wódkę przy
      Brucknerze wypić, to trzeba niestety zastosować preselekcję, czyli zaprzyjaźnić
      się z muzycznymi maniakami a nie nawracać innych smile
    • x-man66 Re: fiasko 11.07.06, 11:44
      Myslę, że tak po 50 latach będziesz mógł powiedzieć, że poniosłeś fiasko swoich
      działań !!!
      Też kiedyś tak miałem. Teraz jest inaczej i jak na razie klasyki (szeroko
      rozumianej ) muszą słuchać żona i córka smile
      A smaczki w postaci co ciekawszych koncertów zostawiam dla siebie, chociażby z
      powodu cen biletów.
      Rola szkoły jest oczywiście znacząca, lecz nie należy jej demonizować.

      Oczywiście od absolwenta szkoły muzycznej należy więcej wymagać lecz nie
      oczekiwać, że każdy będzie wirtuozem.
      Jest to pewna kwadratura koła : aby coś docenić trzeba to coś choć trochę znać -
      podaż ma odpowiadać na popyt, ale jeśli popyt jest zerowy to choć jak najlepsza
      (pod względem jakości) podaż trafia w próżnię !!!!
      • karmin-cynober Nie urodziles sie z miloscia do klasyki tylko 23.07.06, 09:08
        jestes indywidualista. Kazdy indywidulista ma swoj skomplikowany gust, ktorego
        tzw. szara masa nigdy nie zrozumie. Oznacza to paskudna samotnosc w zyciu. Ale
        coz, ja sie nie potrafie przestawic. Nie jestem zakrecona muzyka klasyczna ale
        lubie sluchac roznych mniej popularnych rzeczy np. jazzu. Niektorzy ludzie
        sluchaja muzyki a inni ja tylko slysza. Dla wielu wartosc utworow to ich
        przynaleznosc do grupy spolecznej czyli slucha sie tego do czego wszyscy na
        imprezach podskakuja. Najwyrazniej jestes rybka plynaca pod prad i taka rybka
        juz zostaniesz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka