Do pracy mojego narzeczonego przplątały się kotki. Pracujące tam dziewczyny
zaczeły je karmić, my czasem podrzucalismy karmę. Oswoiły się. Na początku
czerwca jedna kicia urodziła kociaczka. Nie wiadomo gdzie, przynosiła go
czasem pokazać. I kilka dni temu rozjechał ją autobus

dziewczyny szukały
kocika małego ale się nie udało. Nie wiadomo gdzie jest, pewnie już nie zyje.
Jak sobie pomyślę o maleństwie... bez mamy...głodnym, płakac się chce