Dodaj do ulubionych

Barba w konstancińskim Azylu

05.02.09, 10:43
Zaczęło się od tego że raptem okazało się, że mam dużo czasu https://cosgan.de/images/midi/konfus/c065.gif
Od dawna jadąc do Warszawy spoglądałam w uliczkę gdzie podobno jest Azyl, a ja mieszkając od kilku lat w okolicy nie zebrałam się, żeby choć raz tam zajrzeć https://cosgan.de/images/midi/traurig/a035.gif
W końcu udało się. Pierwsze wrażenia, pierwsze działania. Potrzeb tam jest co niemiara, kotów multum, gdzie nie spojrzeć to kot, ale zwierzaki mają tam dach nad głową, codziennie miskę jedzenia, brakuje im jedynie własnego domu, ale żyją. Pozbierane z różnych miejsc gdzie los ich byłby przesądzony. Przy takiej ilości futer pracy jest ogrom. Ale przy energii p. Ireny to jakoś wszystko funkcjonuje. Zaczęłam pomagać. Ale okazało się, że najlepiej wychodzi mi cywilizowanie dzikunków. Zostałam nawet ochrzczona przez część personelu Azylu "panią głaskaczką" https://cosgan.de/images/midi/froehlich/d015.gif
Pierwszy był Rysio. Starałam się nadawać kolejnym kociakom tymczasowe imiona, bo jak zwierzątko ma imię to jest. Bezimienne jakby nie istniało.
Pierwszy kontakt z Rysiem
http://images46.fotosik.pl/57/7fa38c8e06c33aeamed.jpg
Chwila głaskania, cichej przemowy i Ryś wygląda tak
http://images30.fotosik.pl/321/0d6f3e45ef0b7babmed.jpg
A następnie
http://images29.fotosik.pl/321/81da9526771c475emed.jpg

https://images27.fotosik.pl/320/13dab6e374078828med.jpg

https://images50.fotosik.pl/57/d697deb359d9e328med.jpg
U Rysia byłam kilka razy, po wyleczeniu znalazł szybciutko dom, bo jak wszystkie koty był wyjątkowy https://cosgan.de/images/midi/froehlich/d025.gif
Obserwuj wątek
    • paulina.galli Re: Barba w konstancińskim Azylu 05.02.09, 10:55
      barba - ja byłam kiedys wolontariuszka w Konstancinie.
      W ramach odstresowania sie przy pisaniu magisterki moja kolezanka zaciagnela
      mnie do Azylu.
      Bylo to dosyc dawno temu - ok 5 lat i przez niedlugi okres czasu (ze 3 mies
      moze?) ale tak zastanawiam sie czy by nie wrócic do tego np. na wiosne .

      ps. pani Irena pewnie mnie nie pamieta ale moze pamieta "taka jedną" co ja kotka
      ugryzła w reke prawie ze do kosci - to ta "taką jedną" byłam ja smilesmilesmile
      (nie zebym drazniła kotkę smile - miała malutkie kocieta i ktos wpuscił do niej
      kocura , kotka próbowała kocura "zabić" a ja probowałam go uratowac - łapiac
      kocicę. W "nagrode" nie mogac dorwac kocura, kotka zatopiła w mej rece kły az do
      dziąseł)
      P. Irena wiozła mnie nawet do przychodni w Konstancinie - łapa i spuchła jak
      bania i mialam zatrzyki p/tężcowe smile
      • paulina.galli Re: Barba w konstancińskim Azylu 05.02.09, 10:56
        i całkiem serio pisze - chcialabym troche pomoc (nie wiem jak z czasem, na pewno
        nie przez najblizszy miesiac) ale tak na wiosne chetnie bym sie do Konstancina
        wybrałą

        A Rysio - cudny smile
        • barba50 Re: Barba w konstancińskim Azylu 05.02.09, 11:14
          Taak - mnie też zdarzyło się, że została mi utoczona krewhttps://cosgan.de/images/midi/traurig/a075.gif
          Jednym był Rysio z którym tylko się któregoś razu żegnałam - wyrwał mi się z kolan i ugryzł mnie przy próbie złapania. Ale większą przygodę miałam z tą niewinnie wyglądającą kotką

          https://images26.fotosik.pl/321/7ae49bd928968fa1med.jpg
          Po prostu chciałam przełożyć ją z transportera do klatki
          /nie należy być wyrywnym - niektóre czynności trzeba robić w co najmniej dwie osoby, mieć obok rękawice bądź podbierak - mnie zabrakło wyobraźni/
          Była spuchnięta łapa, był antybiotyk.
          A Lusia /ta właśnie koteczka/ jako jedyna nie dała się oswoić. Została w Azylu, mieszka w którymś z pomieszczeń, nie jest agresywna, raczej mocno bojaźliwa, w gromadzie kotów jakoś sobie radzi.
          • wladziac Re: Barba w konstancińskim Azylu 05.02.09, 11:42
            nareszcie wszystko będzie w jednym miejscu,a nie "pokątnie"
            wyczytuje co czynisz dla kotków-wampirków,Rysio cudny wspaniale że
            znalazł dom,a Lusia bidulka,niestety mnie też nie udało się oswoić i
            zabrać do domu jednej szarej,ale mam ją "na oku" i gdyby coś się jej
            działo to będę reagować,powodzenia
    • yoma Re: Barba w konstancińskim Azylu 05.02.09, 12:07
      Zaproponuj ten cykl o Rysiu "Kocim Sprawom" czy czemuś takiemu. Na
      ludzi działa, jak widzą ilustrację bidy wyciąganej z bidy...
      • wiesia.and.company Re: Barba w konstancińskim Azylu 08.02.09, 00:21
        Och, Lusia przypomina mi moją Lusieńkę (za TM). Biduleczka, widać, że to łagodna
        kotka tylko po prostu bardzo się boi, skąd ma wiedzieć, że nie walczy o życie?
        Widocznie nie ma zbyt dobrych doświadczeń z ludźmi, nie poznała się na Twoich
        dobrych intencjach. Łapie mnie za serce, to spojrzenie wyraża wielki lęk i
        wołanie o kochające serce.
        To taka uśpiona jeszcze, przyszła przylepka, kochająca jedynie swojego człowieka
        i całkowicie mu wierna... Bardzo mnie wzrusza...
        • barba50 Re: Barba w konstancińskim Azylu 08.02.09, 09:16
          Było lato i mnóstwo wiosennych kociaków. Przez chwilę na rękach i szybciutko do adopcji. Na szczęście chętne ręce się znajdowały.
          Zapoczątkowawszy Rysiem miałam dalej szczęście do rudzielców
          https://img527.imageshack.us/img527/9177/p1060304tt6.jpg

          https://img374.imageshack.us/img374/9206/oczyqv8.jpg

          i niech Was nie zwodzi kolor futerka tej koteczki, ona też była ciut ruda https://cosgan.de/images/midi/froehlich/a080.gif

          https://img379.imageshack.us/img379/3162/p1060379hh9.jpg

          https://img231.imageshack.us/img231/6781/p1060390oy2.jpg

          jeszcze jedno rude z whiskasowo szarym rodzeństwem

          https://img352.imageshack.us/img352/3792/rudexm8.jpg

          https://img388.imageshack.us/img388/3397/p1070120op4.jpg

          A za moment dopadło mnie przeznaczenie, ale o tym next time https://cosgan.de/images/midi/froehlich/d060.gif
        • barba50 Re: Barba w konstancińskim Azylu 08.02.09, 09:24
          wiesia.and.company napisała:

          Och, Lusia przypomina mi moją Lusieńkę (za TM). Biduleczka, widać, że to łagodn kotka tylko po prostu bardzo się boi, skąd ma wiedzieć, że nie walczy o życie?
          Widocznie nie ma zbyt dobrych doświadczeń z ludźmi, nie poznała się na Twoich dobrych intencjach. Łapie mnie za serce, to spojrzenie wyraża wielki lęk i wołanie o kochające serce.
          To taka uśpiona jeszcze, przyszła przylepka, kochająca jedynie swojego człowieka i całkowicie mu wierna... Bardzo mnie wzrusza...

          Wiesiu pięknie napisałaś, szczera prawda. Bardzo było mi szkoda tej Lusi, serce mi się do niej rwało, ale nie dane mi było przełamać jej lęków https://cosgan.de/images/midi/traurig/a045.gif
          A nazwłam ją Lusią nie bez powodu https://cosgan.de/images/midi/traurig/b0015.gif - właśnie Twoją Lusieńkę mi przypominała i z wyglądu i usposobienia...
          • paulina.galli Re: Barba w konstancińskim Azylu 08.02.09, 10:15
            Barba - dawaj ten "next time" bo siedze jak na szpilkach! smile

            ps. koteczka piekna - taka troszke "rosyjska" jakby smile
            • wladziac Re: Barba w konstancińskim Azylu 08.02.09, 10:55
              to ja też się dopominam,dawaj co masz w zanadrzu,pozdrawiam
              • barba50 Re: Barba w konstancińskim Azylu 08.02.09, 11:14
                A nie - trenujcie cierpliwość https://cosgan.de/images/midi/frech/e010.gif

                Teraz jest czas Zawady - trzeba z nim pojechać na zastrzyk, a wpierw doprowadzić czarnuszka do pełni urody, wyczesać futerko (bardzo posklejane na łapkach i pod brodą https://cosgan.de/images/midi/traurig/a045.gif śliną, krwią i jedzonkiem )

                Ale jak wrócimy...
                • anmanika Re: Barba w konstancińskim Azylu 08.02.09, 11:23
                  Te rudzielce chwytaja za serce. Moj 1-szy kot, niezapomniany Bonzus byl rudy,
                  niestety zyl tylko 4 lata.
                  • barba50 Nadszedł czas żeby napisać 16.02.09, 10:32
                    jak zaczęła się moja azylowa "specjalizacja" w kotach bez oczu. Ślepych, niewidzących.
                    Pierwszy był Marek, Mareczek, Maruś.
                    Któregoś dnia /była jakoś połowa września/ zauważyłam w klatce pod oknem dwa małe bure kociątka, które wspaniale się razem bawiły, przy okazji mało klatki nie rozwalając suspicious Po chwili zmęczone odpoczywały i wtedy wyglądały tak
                    https://images45.fotosik.pl/64/10da43400f725703med.jpg

                    Podeszłam bliżej do klatki i zobaczyłam, że jeden z kociaków nie ma oczu sad Zamiast oczu ma dwa otworki.
                    https://images42.fotosik.pl/61/87480f14444532d3med.jpg

                    https://images42.fotosik.pl/61/c3721161e70828famed.jpg

                    Dowiedziałam się, że kotek został znaleziony w silniku samochodu na Żoliborzu, przeżył jako jedyny z miotu, reszta ciałek leżała wokół auta.
                    Przeżył. Był zdrowy, na swój sposób radosny, baraszkował z kumplem w klatce. Ale zastanawiałam się jakie życie go czeka???
                    W Azylu dostanie jeść, będzie miał opiekę weterynaryjną, ale jak odnajdzie się w takiej gromadzie zwierzaczków?
                    Potrzebny był dom, specjalny dom, mający świadomość na wstępie co go czeka w opiece nad kociakiem niewidzącym.
                    Jego oczy oglądał oczywiście weterynarz /nie okulista/ i twierdził, że na tym etapie nic nie należy robić, otworki /bo nie oczy sad/ są suche, nie ma w nich ropy. O ew. operacji mozna będzie mysleć jak kociak podrośnie. Ale coś z tym ślepaczkiem trzeba było zrobić. Był taki pełen życia...

                    Ciąg dalszy jest i nastąpi. Idę do Zawady, bo dzisiaj odmówił jedzenia, siedzi głęboko w budce, nie dał mi szansy podania antybiotyku, nie zareagował też na wizytę Lolki w jego apartamencie crying
                    • wladziac Re: Nadszedł czas żeby napisać 16.02.09, 10:37
                      biedny Mareczek ale wiem że ma domek,u Zawady pewnie jeszcze
                      potrzeba podawać środki przeciw bólowe i antybiotyk jednak
                      zastrzykiem,trzymajcie się,pozdrawiam
                      • barba50 Kolejne ślepaczki 11.03.09, 11:11
                        Kolejnym ślepaczkiem była Florcia czyli Maszeńka, czarno-dymna koteczka, która znalazła dom w Warszawie u Ani-Dudusia z forum miau.
                        O niej może jeszcze będzie później. Trafiłam na zdjęcie następnej ślepinki - Jureczka, który w grudniu pojechał tak jak i Mareczek do Wrocławia i muszę pokazać, bo Jura Wichura (taką ma ksywkę ze względu na temperament big_grin ) nie miał szans na widzenie, gałki oczne były popękane, a że były źródłem zakażeń zostały całkowicie jakiś czas temu usunięte. I co? I nic. Nic się nie zmieniło w jego zachowaniu, bo przecież jak nie widział tak nie widzi, ale radzi sobie znakomicie. To jest kociak z ADHD.
                        To tylko dla człowieka widok jest ... hmm nie wiem jak to określić... przykry??? A to ten sam kociak smile
                        U mnie na kolanach w Azylu
                        https://upload.miau.pl/3/153070.jpg
                        u Marcjanny
                        https://img147.imageshack.us/img147/7678/spimyrg3.jpg
                        i teraz po zabiegu usunięcia gałek ocznych
                        https://img25.imageshack.us/img25/9928/obraz748.jpg

                        Mój kochany Jura smile
                        • ashton Jak sobie radzą ślepaczki w codziennym życiu? 11.03.09, 13:06
                          Instynktownie omijają przeszkody czy jednak trzeba mieć je cały czas na oku?
                        • wladziac Re: Kolejne ślepaczki 11.03.09, 13:47
                          na ostatnim zdjęciu wygląda jakby tylko zamknął oczka na
                          chwilkę,słodki i wzruszający widok
                          • barba50 Re: Kolejne ślepaczki 11.03.09, 14:55
                            Ashton pytała: "Instynktownie omijają przeszkody czy jednak trzeba mieć je cały czas na oku? "

                            Odpowiem na przykładzie Mareczka - kilka wpisów jego Dużej z pierwszych chwil w nowym domu
                            CytatKilka słów o Mareczku. Maluszek ma się dobrze, ba, świetnie nawet! Co prawda nad zdrówkiem trzeba jeszcze trochę popracować, ale myślę, że niebawem będzie okazem kociego zdrowia smile Malutka z niego kuleczka, ale przy obecnym apetycie powinien nam lada chwila wyrosnąć na okazałego kocura. Rozszalał się już na dobre w poznawaniu "swojej" części mieszkania, biega, skacze i wszędzie go pełno shock a wszystko to robi z takim wyczuciem, że nikt by nie powiedział, że ten mały wariat nie widzi
                            CytatZ poznawaniem nowego terenu też świetnie sobie radzi, muszę go tylko lekko hamować, kiedy się za bardzo "rozbawi" i fika koziołki w różnych kierunkach big_grin czort zaczął już włazić na fotele i łóżko, jeszcze trochę i zastanę go na parapecie shock

                            i na koniec (jeśli znajdę, znalazłam suspicious)

                            CytatMarek jest niesamowity surprised Taki...taki normalny smile Głupio mi, chyba gdzieś tam głęboko we mnie tkwił obraz nieporadnej kociej bidyuncertain A tymczasem Maruś radzi sobie świetnie, porusza się tak sprawnie, bawi się piłeczką.. Jest fantastyczny, nie mogę się od niego oderwać
                            • r.kruger Re: Kolejne ślepaczki 11.03.09, 18:28
                              przeczytałam mojej mamie, obie jesteśmy w szoku
                              Miałam przez kilka tygodni półdziką kotkę z jednym okiem, radziła sobie jak
                              zdrowy kot - ale nie sądziłam że taki całkiem niewidomy może normalnie funkcjonować!
    • wrexham 1% dla azylu 11.03.09, 21:34
      barba - dzieki, ze mi przypomnialas, bo nie wiedzialam na co oddac swoj procent;
      w zeszlym roku poszedl na azyl ku pamieci mojego zmarlego rysia; w tym roku to
      powtorze; a pamietam jak jeszcze mieszkalam niedaleko na mokotowie to dwa razy
      zorganizowalam z kolezanka zbiorke jedzenia i kocy dla pani ireny, a potem
      zawiezlismy jej kotom nasz materac; boze jakie ona tam miala warunki... nie bylo
      miejsca bez kotow, nawet w jej domu; nie wiem gdzie spala; moze teraz jest
      lepiej? oby, bo to bylo straszne; pamietam takiego malego rudawego kotka ze
      strasznie znieksztalconymi tylnymi lapkami, ktory nie kontrolowal fizjologii,
      mieszkal na pieterku w klatce dla ptakow czy chomikow; na parterze w biurze kupa
      kotow i... klatka z myszka; w sieni domku biedny podrzucony piesek; tam jest
      potrzebna pomoc; oddajcie swoj 1% jesli mozecie;
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka