survey06
30.01.06, 18:23
Ale taz i jest to narod pracowity. Od ponad tygodnia kwateruje w moim hotelu
silna reprezentacja menadzerow i inzynierow z Indii. Z czym i po co
przyjechali ? … To tajemnica (poza faktem, ze chodzi o gazociag z Iranu /lub
z Qataru na Polwysep Dekanski) Hindi jest jezykiem bardzo dzwiecznym
szczebiotliwym. Tak, ze w calym hotelu slychac stale I wszedzie: “dlin dlin,
dlan dlan, dlun dlun”.
Wystarczy, ze jeden Hindus spotka w korytarzu czy na schodach hotelu swojego
rodaka, to juz z radosnym usmiechem sie do niego zwraca: dlin dlin, dlan
dlan, dlun dlun. Ten drugi sie cieszy i z miejsca mu odpowiada dlan dlan,
dlun dlun dlin dlin. Przy czym uwaza, ze jego racja musi byc na wierzchu,
wiec jego dlan dlan, dlun dlun dlin dlin jest silniej akcentowane. Oczywiscie
pierwszy rozmowca nie uwaza sie za gorszego i swoje dlin dlin, dlan dlan,
dlun dlun w odpowiedzi pierwszemu akcentuje jeszcze silniej. Jezeli pojawi
sie trzeci kolega i ma coskolwiek do powiedzenia (a zawsze ma) to wtedy tez
jego dlun dlun dlin dlin dlan dlan jest jeszcze donioslejsze.
Nie ma zadnego znaczenia czy grupa 4-6 Hindusow rozmawia w hotelowym lobby, w
czytelni-palarni, sa skupieni przy hotelowym Internecie czy tez w restauracji
hotelowej. Ich zaspiew hindi slychac wszedzie i jest bardzo doniosly. Do tego
czesto wpadaja w jakby samozachwyt i ich przekrzykiwane dlun dlun dlin dlin
dlan dlan czy tez dlin dlin, dlan dlan, dlun dlun lub dlan dlan, dlun dlun
dlin dlin staje sie jednak uciazliwe. Na cale szczescie, rozmowcy reaguja
wlasciwie, gdy w trakcie kolacji spytac ich niespodziewanie czy znaja roznice
miedzy stadionem do cricketa a sala restauracyjna? Emocje natychmiast opadaja
i ich dlin dlin dlan dlan dlun dlun staje sie mocno stonowane. Ale nie na
dlugo. Bo juz po kilku minutach atmosfera przy ich stole staje sie znowu
goraca i dlun dlun dlan dlan dlin dlin niesie sie dookola. Na szczescie, w
tym momencie juz jestesmy po deserach i po oplaceniu rachunku.
Wczoraj spotkalem moja grupke indyjskich sasiadow jak gesiego sli sciezka
wydeptana w sniegu do najblizszej pizzerii. (Hotelowa restauracja jest
zamknieta w weekendy). A sniegu napadalo tutaj ostatnio bardzo duzo a
ostatnie dni sa mrozne. Bylo mi ich zal. Wszyscy ubrani w letnie kurtki lub
paltociki wiatrem podszyte. W lekkich polbutach, bez rekawiczek. Na szczescie
mieli na glowach czapki. Widac bylo jak marzna i jak cierpia. Ale mimo
wszystko. Nawet wtedy bylo tez slychac ich szczebiotliwe, dlun dlun dlin dlin
dlan dlan chociaz jakies takie smunte i przygaszone.
San Donato Milanese; 30-01-2006