Dodaj do ulubionych

IMPRESJE Z EGIPTU

    • beduinka 21 IMPRESJE Z EGIPTU 24.02.05, 19:52
      27.09.2004 PONIEDZIAŁEK

      Wstaję rano i zaraz po śniadaniu wyruszam do północnej części starego miasta.
      Zwiedzanie rozpoczynam od obejrzenia dwóch monumentalnych bram: Bab al.-Futuh
      (Brama Podboju) i Bab an-Nasr (Brama Zwycięstwa). Obie powstały ok. 1087 r.
      jako fragment obwarowań wchodzących w skład fatmidzkiego muru okalającego
      miasto Al.-Qahira. Szczególnie impresywnie wygląda to zewnątrz. Na pewno także
      te prawie 1000 lat temu sprawiały one wielkie wrażenie na przybywających swą
      ogromną posturą. Są one także bardzo pięknie zdobione, a oprócz zdobień
      współczesnych dla twórców bram, widać też i starsze – hieroglify, rzeźbione
      zwierzęta – pozostałość po czasach faraońskich. Można jednak dostrzec także
      ślady ekspedycji Napoleona, gdyż jej uczestnicy pozostawili na zabytkowych
      bramach grafitti.

      Przechodzę koło Meczetu Al-Hakima, który jest niestety zamknięty z powodu
      renowacji, ale nawet z zewnątrz jego bryła mnie zachwyca. Szczególne wrażenie
      robi na mnie minaret, który kształtem przypomina solniczkę. Hakim był szóstym
      kalifem fatymidzkim i został władcą Egiptu w wieku zaledwie 6 lat. Podobno jego
      wychowawca nazywał go Małym Jaszczurem – ze względu na odstraszający wygląd i
      paskudny charakter. Więc co Jaszczur zrobił?? Zamordował swojego opiekuna i już
      było po kłopocie. I przez całe jego panowanie – a trwało ono 24 lata – osoby z
      jego najbliższego otoczenia bały się – a obawy te były uzasadnione – o swoje
      życie. Hakim zasłynął jednak także z lepszej strony. Był żywo zainteresowany
      sprawami swego ludu i często zdarzało mu się wjeżdżać w przebraniu na osiołku w
      ulice Kairu, by z bliska przyjrzeć się problemom poddanych. Jego śmierć była
      równie dziwaczna, co całe jego życie. Pewnego dnia wybrał się na samotną nocną
      wędrówkę na wzgórza Muqattam – nigdy z niej nie powrócił. Nie znaleziono także
      jego ciała. Dla jednego z jego zwolenników – Ad-Darizi – był to dowód na
      boskość Hakami. Ad-Darizi założył sektę Druzów, która funkcjonuje po dziś
      dzień, najwięcej wyznawców mając obecnie w Libanie i Syrii.
      Budowa meczetu Al-Hakima została ukończona w 1010 r., więc ależy on do grona
      najstarszych kairskich meczetów. W swojej historii był używany nie tylko jako
      miejsce kultu, lecz także pełnił różnorakie funkcje, m.in. stajni, magazynu,
      szkoły la chłopów, więzienia (za czasów Krzyżowców), a także szpitala dla
      opętanych, co akurat ze względu na jego założyciela aż tak bardzo nie dziwi.

      Wchodzę w gąszcz wąskich uliczek. Małe warsztaciki, gdzie rzemieślnicy
      wystukują rytm swojej pracy, a brzmi to jak koncert, bowiem często w jednym
      zaułku jest kilka warsztatów, tworzących istną orkiestrę stuków i puków,
      zgrzytów i szumów. Czasem drzwi domów są otwarte i widać krzątające się
      kobiety.

      Na uliczkach rozłożyły się liczne malutkie kawiarenki składające się z kilku
      stolików ustawionych po obu stronach drogi, tak, że gdy przejeżdża nią wózek
      ciągnięty przez osiołka, trzeba schować nogi gdzieś głęboko pod rozchybotane
      krzesła lub ciężkie drewniane ławy. Na zaproszenie bywalców jednej z takich
      kafejek siadam przy jednym ze stolików, by wypić herbatę. Rozpoczyna się
      rozmowa o wszystkim i o niczym. Gdy pod koniec chcę zapłacić za herbatę, uznają
      to za afront i nie godzą się przyjąć ode mnie żadnych pieniędzy. Gorąco się ze
      mną żegnają. Piekarz z pobliskiej piekarni próbuje oferować mi wypieczony
      właśnie chleb.

      Kręcę się po uliczkach, po których niegdyś spacerował kiedyś Najib Mahfouz oraz
      gdzie umieścił akcję wielu swoich powieści. I nadal dużo jest miejsc, które nie
      zmieniły się wiele od tamtych czasów.

      Przechodzę pod meczet al-Azhar, wchodzę do środka i obserwuję modlitwę. Później
      udaję się do kompleksu Al-Ghouri. Składa się on z meczetu-madrasy oraz z
      mauzoleum (pochodzącego z 1505 r.), które stoją po dwóch przeciwległych
      stronach ulicy. Jest to piękny zabytek mameluckiej architektury.

      Idę dalej ulicą Sharia al-Muizz i tym razem trafiam do wakali mieszczącej
      sklepiki wytwórców świec. Mijam Bab Zuweila i na suku Al-Dżanbaliyya odbieram
      wykaligrafowane specjalnie dla mnie poszewki – są dokładnie takie, jak je sobie
      wymyśliłam i opisałam sprzedawcy. Bardzo się cieszę z tego zakupu. Następnie
      kupuję jeszcze bawełniane spodnie (jednak je potem odniosę do sklepiku, gdyż
      nie miałam tam możliwości ich przymierzenia, zrobiłam to dopiero w hotelu i na
      mnie jednak nie pasowały – okazały się zbyt obszerne. Ale sprzedawca bez
      problemu przyjął je z powrotem), dwa plecaczki oraz dla mamy zielone skórzane
      buty. Dla siebie chciałam niebieskie – lecz niestety takich nie było.

      Wyruszam w drogę powrotną, przy okazji kupując koszeri i wracam taksówką do
      hotelu. Zostawiam zakupu, przebieram się i wychodzę z Gabrielą do innego
      hotelu – obejrzeć pokoje. Jest to hotel Venice, gdzie pokój 1os. kosztuje 15LE,
      2 os. – 20 LE, a łóżko w dormitorium 7 LE. Samo hotel może być, pokoje są
      znośne, natomiast sam budynek jest obskurny. Hotel mieści się na 5 piętrze, a
      winda w budynku nie działa. Leży on tuż przy Suq Tawfiqiyya – targu owocowym,
      bardzo gwarnym, otwartym 24 godz. na dobę.

      Jedziemy do cytadeli – dzisiaj Said i Hassan występują w innym miejscu – w
      Takijji. Natomiast Mustafa jest na scenie i przewodniczy tancerzom. Przez cały
      występ bardzo dobrze się z Gabrielą bawimy, klaszczemy, wystukujemy rytm na
      kolanach. Ona wydaje radosne okrzyki – tak, że muszę jej zasłaniać usta. Czuję
      się, że już poszczególne elementy show znam na pamięć, jednak każdy wieczór
      spędzony na tanurze sprawia mi radość. Po występie zaczepiają nas chłopcy z
      zespołu, lecz zbywamy ich.

      Dzwonię po Saida i przyjeżdża po mnie. Dzisiaj tańczył przed paniami
      ambasadorowymi. Jedziemy na Akabę, stąd spacerujemy na Talaat Harb. Jemy lody –
      gdzie napotykamy Gabrielę, Wchodzimy do hotelu, a ja zostawiam aparat i inne
      klamoty. Idziemy pospacerować wzdłuż brzegu Nilu. Rzeka wygląda dzisiaj
      wyjątkowo pięknie. Wzdłuż jej brzegów suną pary zakochanych Egipcjan i
      Egipcjanek. Stoją też przy barierkach mniej więcej co 2-3 m – na promenadzie i
      na mostach, patrzą się sobie głęboko w oczy, rozmawiają, trzymają się za ręce,
      czasem dziewczę zachichocze.

      W Takijji artyści otrzymali torbę z różnymi smakołykami i Said – tak naprawdę
      chciałby to wszystko oddać mi. Zauważyłam, że jestem z niego bardzo dumna, jak
      występuje, gdy widzę, jak turyści wpatrują się w niego z zachwytem. W mojego
      młodszego braciszka - on sam się śmieje z tego, że nazywam go młodszym bratem,
      skoro jest starszy ode mnie o 5 miesięcy. On sam, a także jego rodzeństwo i
      mama sądzili, że jestem starsza o wiele lat  Jest już późno i nie chce mi się
      jechać do Szobry, ale nie udaje mi się z tego wykręcić. Podjeżdżamy tam,
      odbywam kolejną lekcję tanury. Wracamy do centrum i wstępujemy jeszcze do
      kawiarenki, by czegoś się napić i zapalić sziszę. Wracam do hotelu i szybko
      zasypiam.

      Kair
      • habibi77 Re: 21 IMPRESJE Z EGIPTU 15.03.05, 17:41
        beduinko, ale Ci zazroszczę i czekam na ciag dalszy.
        • beduinka Re: 21 IMPRESJE Z EGIPTU 15.03.05, 23:29
          habibi77 napisała:

          > beduinko, ale Ci zazroszczę i czekam na ciag dalszy.

          ciąg dalszy nastąpi inshaallah
          • clavdia Re: 21 IMPRESJE Z EGIPTU 16.03.05, 12:26
            Już nie mogę się doczekać kolejnych relacji. Czy Twoje opowieści Beduinko, będą
            gdzieś opublikowane? Takie skarby trzeba ludziom przekazywać. Nie tylko tym,
            którzy kochają Egipt, czy w ogóle Orient, ale przede wszytkim tym, którzy
            jeszcze nic o nim nie wiedzą. Oficjalny przewodnik, to nie to samo. Ja
            dotychczas nie miałam odwagi podróżować bez opieki biura podróży, ale powoli
            taka myśl we mnie dojrzewa. Może na starość trzeba przełamać swoje lęki i
            słabości...? Moc ciepłych pozdrowień.
            • beduinka Re: 21 IMPRESJE Z EGIPTU 16.03.05, 18:54
              clavdia napisała:

              > Już nie mogę się doczekać kolejnych relacji. Czy Twoje opowieści Beduinko,
              będą
              >
              > gdzieś opublikowane? Takie skarby trzeba ludziom przekazywać. Nie tylko tym,
              > którzy kochają Egipt, czy w ogóle Orient, ale przede wszytkim tym, którzy
              > jeszcze nic o nim nie wiedzą. Oficjalny przewodnik, to nie to samo. Ja
              > dotychczas nie miałam odwagi podróżować bez opieki biura podróży, ale powoli
              > taka myśl we mnie dojrzewa. Może na starość trzeba przełamać swoje lęki i
              > słabości...? Moc ciepłych pozdrowień.

              cóż za pochlebne słowa :)))
              zmobilizowałyście mnie i zaczęłam już spisywac kolejny dzień
              nie obawiaj się niczego i ruszaj w drogę
              na przeciw marzeniom
              • clavdia Re: 21 IMPRESJE Z EGIPTU 17.03.05, 10:20
                A gdzie mogę znaleźć praktyczny przewodnik po Luksorze i okolicach? Taki, żebym
                wiedziała jak (czym) samodzielnie dojechać z Hurgady i gdzie przenocować, za
                ile, gdzie bezpiecznie zjeść nie narażając się na "zemstę faraona", jak trafić
                do poszczególnych zabytków,ciekawych miejsc (oaz), nie tylko tych z czołówek
                programów wycieczkowych,jak się ubrać w poszczególnych miejscach i porach roku,
                jak rozmawiać z ludźmi, słabo znając angielski???????
                Dużo tych pytań, ale i wielu oprócz mnie chciałoby je zadać. Może Ty Beduinko
                podpowiesz coś początkującym wędrowcom?
                Pozdrawiam, proszę o wyrozumiałość i dziękuję za wsparcie.cl
                • beduinka Re: 21 IMPRESJE Z EGIPTU 17.03.05, 18:40
                  ja korzystam z przewodników po Egipcie Lonely Planet oraz Natinal Geographic
                  W Lonely Planet jest sporo informacji praktycznych.
                  Dodatkowo informacje nt. zabytków czerpię z książek historycznych
                  Nie ma chyba czegoś takiego, co by było kompedium wiedzy nt. Luksoru - w Lonely
                  Planet są oczywiście także informacje nt. zabytków, historii, praktyczne
                  wskazówki itp. więc to jest to jest naprawdę fajny "ułatwiacz" w podróży, ale
                  przed tym lepiej sobie poszukać info dokładniejsze z przeróżnych źródeł
        • beduinka Re: 21 IMPRESJE Z EGIPTU 17.03.05, 21:46
          habibi77 napisała:

          > czekam na ciag dalszy.

          I doczekałaś się :)))
    • beduinka 22 IMPRESJE Z EGIPTU 17.03.05, 21:45
      28.09.2004 WTOREK
      Rano po śniadaniu udaję się do Hany Internet Cafe (jest tam też siedziba kursów
      przygotowawczych na prawo jazdy), gdzie za 2LE korzystam przez godzinę z
      Internetu (2LE – to jest cena specjalna dla mnie, pozostali płacą 3LE za
      godzinę, a 2LE za pół godziny – ale i tak jest to najtańsza kafejka w okolicy).
      Czytam i piszę maile, wpadam na forum i czytam wiadomości ze świata, do których
      przez dłuższy czas nie miałam dostępu.

      Następnie jadę metrem do Szobry, a Said przyprowadza mnie do domu, gdzie
      spędzam sporo czasu z jego rodziną – mamą, która niedługo wybiera się do Arabii
      Saudyjskiej na Umrę (czyli Małą Pielgrzymkę), starszą siostrą Imam, jej trójką
      dzieci Muhammade, Ayą i Amirą, jej mężem Ahmedem, jego drugą starszą siostrą
      Umm Mahmud (właściwie to nawet nie kojarzę jej prawdziwego imienia – zawsze
      mówią wszyscy na nią Umm Mahmud, czyli Mama Mahmuda), Mahmud – dwu-i-pół-letni
      synek jej i Hassana (kolejnego derwisza z naszej paczki), który też jest
      obecny, a także starszym bratem Imadem oraz młodszym bratem, który uczęszcza
      jeszcze do Liceum. Brakuje tylko jednego starszego brata, który mieszka poza
      Kairem – w Tancie.

      Rozmawiamy, śpiewamy, gramy. Wygłupiamy się z dziećmi, które są bardzo
      rozbrykane i wchodzą wszystkim dorosłym na głowę, lecz ci się tym za bardzo nie
      przejmują. Stosunki w rodzinie są bardzo ciepłe, wręcz oceniając w mojej skali –
      gorące.

      Dziewczyny przygotowują obiad, który następnie wszyscy jemy, siedząc na podłoże
      wokół talerzy i misek wypełnionych smakowitym jedzeniem. Szef kuchni dzisiaj
      poleca zupę z soczewicy, mulukijję, czyli coś przypominającego nasz szpinak,
      ryż, ziemniaki z gotowanymi warzywami i sosem oraz mięso. Jem wszystkiego po
      trochu, chwalę zdolności kucharek, lecz gdy już jestem najedzona do syta, Imam
      stwierdza, że jednak zbyt mało zjadłam. Bierze w ręce kawał mięsiwa, podchodzi
      do mnie i próbuje wepchnąć mi je na siłę do buzi. Kapituluję i przyjmuję
      pokornie jeszcze trochę jedzenia. Mam nadzieję, że nie karmi w taki sposób
      swoich dzieci .

      Akmed i Hassan wychodzą, bo śpieszą się do pracy. Oto szansa dla mnie, Imam i
      Umm Mahmud, by poplotkować. Pijemy herbatę i zajadamy się daktylami. Ja swoje
      pestki początkowo trzymam w ręce, oni natomiast wyrzucają je przez otwarte okno
      na ulicę – nie chciałabym w takim momencie przechodzić tamtędy. Wkrótce
      zaczynam zachowywać się podobnie. Jak jesteś wśród wron, kracz jak one, jak
      jesteś wśród mieszkańców Szobry, rzucaj pestki tak jak oni. Oto moja filozofia
      życiowa. Niezwykle skomplikowana, prawda? Wskakuję z dziewczynkami (Ayą i
      Amirą) do łóżka i oglądamy telewizję. Wygłupiamy się łaskocząc siebie nawzajem.
      One dwie na mnie jedną – nie mam szans. Wszystkie mamy łaskotki, więc wijemy
      się ze śmiechu. W tym mieszkaniu gdzieś w Egipcie w Kairze w Szobrze Khaima
      czuję się taka szczęśliwa, a czas mija mi tu tak szybko.

      Nastał wieczór i musimy z Saidem jechać do pracy, a dokładniej mówiąc on do
      pracy, a ja oglądać ich występ. Przyjeżdżamy do Gardenii i podziwiam po raz
      kolejny te niezwykłe przedstawienie. Od wielu dni zyję tanurą, oglądam ją,
      słucham wskazówek Hassana dla Saida i Ismailia, lecz nadal ich występy mi nie
      spowszedniały i dalej wprowadzają mnie w zachwyt. Po występie wygłupiam się z
      cała grupą, idziemy do kawiarni wypalić szisze i wypić karkade, a potem łazimy
      po ulicach Gizy. Znów wracam do hotelu późno w nocy.

      Kair
      • clavdia Re: 22 IMPRESJE Z EGIPTU 18.03.05, 10:58
        Dziekuję :)))
        • beduinka Re: 22 IMPRESJE Z EGIPTU 18.03.05, 11:00
          proszę :))))))
    • beduinka 23 IMPRESJE Z EGIPTU 26.03.05, 00:51
      29.09.2004 ŚRODA

      Wstaję ok. godz. 10-11 i po śniadaniu wychodzę z hotelu. Czuję, że czas
      pozostały do powrotu do Polski, na który nie mam zbyt wielkiej ochoty. A
      powinnam przecież tęsknić. No cóż – wiem, że tęsknotę zacznę dopiero odczuwać w
      momencie powrotu do kraju – lecz wtedy będzie mi brakowało Egiptu, jego
      atmosfery i mieszkańców – tych, których znam i stali się tak dobrymi moimi
      przyjaciółmi, jak również do tych całkowicie obcych ludzi, tak sympatycznych,
      miłych, bezinteresownie chętnych do pomocy, na których twarzach, częściej niż w
      Polsce gości uśmiech.

      Wybieram się na stare miasto. Zaglądam do Al.Azharu, plączę się po okolicznych
      uliczkach. Robię zakupy na Khan al-Khalili i innych bazarach. Zwracam tamte
      szerokie spodnie, dokupuję sobie kolejne buty i bluzeczki. I jeszcze fajny
      ręcznik i przeróżne inne drobnostki. Wstępuję do różnych meczetów, popijam
      różne świeże soczki. W końcu wracam do hotelu obładowana zakupami.

      Jedziemy z Saidem do Gardenii, gdzie cały zespół ma dzisiaj próby. Tak
      naprawdę, gdy derwisze tańczą w jeansach, nawet gdy nadal wykonuje tak samo te
      mistrzowskie ruchy, to jednak bez specjalnych galabij oraz spódnic-tanur, nie
      wygląda to już tak imponująco. Poprawiają oni kroki i koordynację derwiszy z
      tancerzami i muzykami. Ja jestem proszona co chwila o uwagi, czy taka zmiana
      będzie lepsza, czy pozostawić dany element, taki jaki był. Po jakimś czasie ja
      też ubieram tanurę i zaczynam tańczyć. Hassan pstryka mi zdjęcia, które
      pozostaną mi fajną pamiątką – na kolejne wcielenie. W każdym razie menager
      grupy wpadł na próbę i zobaczył moje popisy i zdecydował, że dzisiaj wystąpię.
      A ja byłam na tyle zakręcona, że nie odmówiłam. Tak więc dzisiejszy występ był
      zupełnie wyjątkowy. Oglądała nas grupa hiszpańska. Dzisiaj Said wystąpił jako
      Sufi, a Hassan jako istiradi. A potem ja się pokręciłam i było fajnie. Po
      występie mieliśmy dzisiaj wyjątkowo dużo śmiechu. Najbardziej śmiali się z
      tego, że jak kręciłam już tanurą nad głową to zatraciłam poczucie przestrzeni i
      prawie zderzyłam się ze stołem – ale wywinęłam się od tego. No cóż tanura waży
      te kilka kilogramów. Tak sobie myślę, że kilka lat temu – za Chiny nie
      zrobiłabym czegoś takiego… no ale ludzie się zmieniają. Hassan i Said
      opowiadają mi, że oboje – podobnie jak inni adepci tej profesji – trenowali
      tanurę kilka lat, nim po raz pierwsi wystąpili…. Wypijamy w kafejce w gizie
      karkade i wypalamy szisze, a ja wracam do hotelu taka szczęśliwa.

      Kair
      • habibi77 Re: 23 IMPRESJE Z EGIPTU 29.03.05, 19:13
        Beduinko wielkie dzięki za ciąg dalszy.
        Wcześniejsze części były radosne, w ostatnich dwóch wyczuwam smutek. To, że
        wracasz do Polski,powinno być powodem do zadowolenia. Zawsze to krok do
        nastepnej podróży.
        pozdrawiam gorąco
        Aneta
        • beduinka Re: 23 IMPRESJE Z EGIPTU 29.03.05, 19:30
          habibi77 napisała:

          > Beduinko wielkie dzięki za ciąg dalszy.
          > Wcześniejsze części były radosne, w ostatnich dwóch wyczuwam smutek.

          no co ty??

          czy dla ciebie te słowa mają smutny wydźwiek:

          Rozmawiamy, śpiewamy, gramy. Wygłupiamy się z dziećmi, które są bardzo
          rozbrykane i wchodzą wszystkim dorosłym na głowę, lecz ci się tym za bardzo nie
          przejmują. Stosunki w rodzinie są bardzo ciepłe, wręcz oceniając w mojej skali –
          gorące.
          ...
          Pijemy herbatę i zajadamy się daktylami. Ja swoje
          pestki początkowo trzymam w ręce, oni natomiast wyrzucają je przez otwarte okno
          na ulicę – nie chciałabym w takim momencie przechodzić tamtędy. Wkrótce
          zaczynam zachowywać się podobnie. Jak jesteś wśród wron, kracz jak one, jak
          jesteś wśród mieszkańców Szobry, rzucaj pestki tak jak oni. Oto moja filozofia
          życiowa. Niezwykle skomplikowana, prawda? Wskakuję z dziewczynkami (Ayą i
          Amirą) do łóżka i oglądamy telewizję. Wygłupiamy się łaskocząc siebie nawzajem.
          One dwie na mnie jedną – nie mam szans. Wszystkie mamy łaskotki, więc wijemy
          się ze śmiechu. W tym mieszkaniu gdzieś w Egipcie w Kairze w Szobrze Khaima
          czuję się taka szczęśliwa, a czas mija mi tu tak szybko.
          ...
          Przyjeżdżamy do Gardenii i podziwiam po raz
          kolejny te niezwykłe przedstawienie. Od wielu dni zyję tanurą, oglądam ją,
          słucham wskazówek Hassana dla Saida i Ismailia, lecz nadal ich występy mi nie
          spowszedniały i dalej wprowadzają mnie w zachwyt. Po występie wygłupiam się z
          cała grupą, idziemy do kawiarni wypalić szisze i wypić karkade, a potem łazimy
          po ulicach Gizy.
          ...
          Po jakimś czasie ja
          też ubieram tanurę i zaczynam tańczyć. Hassan pstryka mi zdjęcia, które
          pozostaną mi fajną pamiątką – na kolejne wcielenie. W każdym razie menager
          grupy wpadł na próbę i zobaczył moje popisy i zdecydował, że dzisiaj wystąpię.
          A ja byłam na tyle zakręcona, że nie odmówiłam. Tak więc dzisiejszy występ był
          zupełnie wyjątkowy. Oglądała nas grupa hiszpańska. Dzisiaj Said wystąpił jako
          Sufi, a Hassan jako istiradi. A potem ja się pokręciłam i było fajnie. Po
          występie mieliśmy dzisiaj wyjątkowo dużo śmiechu. Najbardziej śmiali się z
          tego, że jak kręciłam już tanurą nad głową to zatraciłam poczucie przestrzeni i
          prawie zderzyłam się ze stołem – ale wywinęłam się od tego. No cóż tanura waży
          te kilka kilogramów. Tak sobie myślę, że kilka lat temu – za Chiny nie
          zrobiłabym czegoś takiego… no ale ludzie się zmieniają. Hassan i Said
          opowiadają mi, że oboje – podobnie jak inni adepci tej profesji – trenowali
          tanurę kilka lat, nim po raz pierwsi wystąpili…. Wypijamy w kafejce w gizie
          karkade i wypalamy szisze, a ja wracam do hotelu taka szczęśliwa.
          ...
          dziewczyno - ja byłam w te dni - podobnie jak przez większość momentów tych
          trzech tygodni niezwykle szczęśliwa - co nie omieszkiwałam się wielokrotnie
          podkreślać

          > To, że
          > wracasz do Polski,powinno być powodem do zadowolenia. Zawsze to krok do
          > nastepnej podróży.

          Ja traktuję powroty do Polski jako przerwy między jedną podróżą, a kolejną.
          Jednak najszczęśliwsza czuję się w krajach arabskich

          > pozdrawiam gorąco
          > Aneta
          • habibi77 Re: 23 IMPRESJE Z EGIPTU 29.03.05, 20:03
            no cieszę się bardzo, że powroty traktujesz jak należy.;)
            A tak na marginesie,wyjeżdżasz gdzieś w najbliższym czasie?
            My z mężem lecimy do Egiptu za niecałe 2 tygodnie. Niestety będziemy się byczyć
            3 tygodnie w Hurghadzie, bo nie mamy odwagi na samodzielne wojaże.
            Bardzo Ci zazdroszczę Egiptu jaki ja bardzo chcę poznać. Cieszę się, że mogę
            poczytać o Twoich podróżach, są naprawdę fascynujące.
            Chętnie bym się kiedyś przyłączyła.
            pozdrawiam
            Aneta
            • beduinka Re: 23 IMPRESJE Z EGIPTU 29.03.05, 20:21
              habibi77 napisała:

              > no cieszę się bardzo, że powroty traktujesz jak należy.;)

              :))))

              > A tak na marginesie,wyjeżdżasz gdzieś w najbliższym czasie?

              miałam wyjechac sobie gdzieś na Wielkanoc - ale grypa mnie rozłożyła... mam
              ochotę wyskoczyć gdzieś na weekend majowy - ale ja się zawsze decyduję w
              ostatniej chwili

              > My z mężem lecimy do Egiptu za niecałe 2 tygodnie. Niestety będziemy się
              byczyć
              >
              > 3 tygodnie w Hurghadzie, bo nie mamy odwagi na samodzielne wojaże.

              takie podboje naprawdę nie są trudne, kosztowne, skomplikowane ani
              niebezpieczne, a dają wiele satysfakcji i pozwalają poznac kraj z zupełnie
              innej sprawy. spróbujcie, a posmakujecie takich podróży. Tymczasem życzę wam
              jak najprzyjemnijeszego spędzenia tych 3 tyg. na Faraońskiej Ziemi

              > Bardzo Ci zazdroszczę Egiptu jaki ja bardzo chcę poznać. Cieszę się, że mogę
              > poczytać o Twoich podróżach, są naprawdę fascynujące.
              > Chętnie bym się kiedyś przyłączyła.
              > pozdrawiam
              > Aneta
              • clavdia Re:grypa 29.03.05, 23:35
                Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!!! Może tydzień egipski na Discovery pozwoli
                Ci łatwiej znieść wirusa. No i coraz więcej słoneczka, które leczy i duszę i
                ciało. Pozdrowienia. Iwona
                • beduinka Re:grypa 30.03.05, 00:25
                  clavdia napisała:

                  > Życzę szybkiego powrotu do zdrowia!!!

                  dzięki wielkie powiedziała beduinka wykaszlując sobie płuca

                  > Może tydzień egipski na Discovery pozwoli
                  >
                  oglądam, oglądam... a dodatkowo właśnie po raz dziesiąty chyba oglądam na
                  Hallmarku film o Kleopatrze

                  > Ci łatwiej znieść wirusa. No i coraz więcej słoneczka, które leczy i duszę i
                  > ciało. Pozdrowienia. Iwona
    • beduinka 23 IMPRESJE Z EGIPTU - wersja uzupełniona 01.04.05, 19:54
      29.09.2004 ŚRODA

      Wstaję ok. godz. 10-11 i po śniadaniu wychodzę z hotelu. Czuję, że czas
      pozostały do powrotu do Polski, na który nie mam zbyt wielkiej ochoty. A
      powinnam przecież tęsknić. No cóż – wiem, że tęsknotę zacznę dopiero odczuwać w
      momencie powrotu do kraju – lecz wtedy będzie mi brakowało Egiptu, jego
      atmosfery i mieszkańców – tych, których znam i stali się tak dobrymi moimi
      przyjaciółmi, jak również do tych całkowicie obcych ludzi, tak sympatycznych,
      miłych, bezinteresownie chętnych do pomocy, na których twarzach, częściej niż w
      Polsce gości uśmiech.

      Dzisiaj wybieram się pod meczet Ibn Tuluna. Co dziwne mam dzisiaj parę prób
      łapania taksówek – bo taksówkarze nie wiedzą, gdzie jest ten meczet. Już
      zastanawiam się, czy nie podjechać gdzieś tylko w pobliże – ale następny
      taksówkarz, którego łapię twierdzi, że wie, gdzie to jest. Okazuje się typem
      cwaniaczka, który wiezie mnie wszędzie tylko nie bezpośrednio pod ten meczet, a
      więc – przejeżdżamy w pobliżu Placu Husajna, Meczetu Al-Azhar i Bazaru Khan al.-
      Khalili, mijamy Cytadelę, zjeżdżamy do Meczetów Sułtana Hassana II i Meczetu Ar-
      Rifai i tutaj próbuje mi wmówić, że to jest meczet Ibn Tuluna. Ja już stąd mu
      mówię, którędy ma jechać. Gdy docieramy na miejsce – próbuje mnie jeszcze
      oszukać na rachunku i wyciągnąć ode mnie nie wiadomo ile. Nie daję się.

      Wypijam świeży sok pomarańczowy i wchodzę do meczetu Ibn Tuluna. Pochodzi on z
      czasów, gdy kalifatem rządzili z Bagdadu Abbasydzi, a na namiestnika w Kairze
      wyznaczyli Ahmada Ibn Tuluna (IX w.). Jednak on wkrótce postanowił się
      uniezależnić i samodzielnie rządzić Egiptem. Zapoczątkował także nową (co
      prawda króciutką) dynastię – tulunidów – którzy rządzili krajem przez 3
      następne pokolenia. Meczet ten wyróżnia się kwadratowym minaretem – czym
      przypomina Meczet w Samarze i inne zabytki z Iraku. Minaret okalają z zewnątrz
      spiralne schody. Gdy byłam tu poprzednio – minaret, a także fontanna do ablucji
      były restaurowane i przykryte rusztowaniami i dopiero dzisiaj mogę je obejrzeć
      w pełnej krasie. Nie ma wielu wiernych. Jest cicho i spokojnie. Krużganki daje
      przyjemny chłód od wrześniowego egipskiego słońca. Arkady te otaczają ze
      wszystkich stron prawie kwadratowy dziedziniec. Z trzech stron są one węższe,
      natomiast po wschodniej stronie – szersza i pełni funkcję sali modlitewnej.

      Następnie kieruję się do pobliskiego Muzeum Gayera-Andersona – dotąd je
      omijałam i teraz tego żałuję. Jest naprawdę warte obejrzenia. Udaje mi się
      kupić bilet dla Egipcjan (1 LE). Jest to tradycyjny dom (a raczej dwa domy
      połączone krytym przejściem-mostkiem) umeblowane w orientalnym stylu i będące
      pomnikiem ówczesnych standardów życia. Gayer-Anderson zebrał różne przykłady
      dzieł sztuki. Gayer-Anderson, brytyjski oficer – w czasie swojego pobytu w
      Egipcie, zaciekawił się tym krajem, odnowił te dwa domu i podczas gdy mieszkał
      tam przez ponad 10 lat zebrał pokaźny zbiór obrazów, rzeźb, figurek i różnych
      bibelotów. Niestety muzeum zamykane jest o 16 więc zwiedzam je w pośpiechu.

      Po wyjściu zaglądam do różnych innych zabytkowych meczetów leżących w
      najbliższej okolicy. Zaglądam też do Mewlawijji. To miejsce też ma inną nazwę,
      której teraz nie pamiętam. W każdym razem opiekują się tym miejscem Włosi.
      Miejsce to pełniło rolę ośrodka sufickiego. Nauczano tutaj tańca wirujących
      derwiszy według tureckiej reguły z Konyi. Wiszą tu stare ryciny i zdjęcia, w
      gablotkach są wystawione stare księgi. W podziemiach jest grobowiec
      założyciela. W głównej sali jest okrągłe otoczone barierkami miejsce do tańca.
      Za zgodą strażnika wchodzę tam na środek i zaczynam wirować. Jest cudnie robić
      to w tym miejscu. Kręcę się i kręcę – zaczynam spoglądać w górę i na kopule
      widzę piękne arabskie kaligrafie, a także różnokolorowe witraże ze szkiełek na
      kopule. Kręcę się, a te wszystkie dekoracje wirują wraz ze mną. Na antresoli
      strażnik pokazuje mi dźwignię – za pomocą której można uchylić (bądź przymknąć)
      lufciki w kopule wpuszczające światło do pomieszczenia. Budynek jest teraz w
      troskliwych rękach konserwatorów i historyków sztuki – którzy postanawiają
      pokazać mi, czym właśnie się zajmują. Wprowadzają mnie po zewnętrznych
      rusztowaniach budowli aż na samą kopułę. I dalej po rusztowaniach obchodzę
      kopułę dookoła. Patrzę na przebiegającą pod moimi stopami ulicę – ludzi,
      krzątających się jak mrówki, wózki ciągnięte przez osiołki, te pokrzykiwania
      tam z dołu są takie dalekie. Patrzę się przed siebie i widzę minarety różnych
      meczetów, a na dachach pobliskich domów zwierzyńce (kury, kozy) i tysiące
      niepotrzebnych rzeczy, które jednak nie są wyrzucane, bo jednak kiedyś mogą się
      do czegoś przydać, więc lepiej zostawić je na dachu. Konserwatorzy pracujący tu
      na wysokościach postanawiają wkręcić mnie trochę w to, czym się zajmują –
      dostaję więc do ręki narzędzia i pokazują mi co i jak. Gdy schodzę na dół –
      pytam się jeszcze strażnika, gdzie można kupić specjalne stroje dla derwiszy.
      Powiedział, że na tej ulicy jeśli pójdę w prawo to po lewej stronie będzie za
      jakiś czas taki sklepik – niestety nie udało mi się znaleźć. A już wcześniej na
      innych bazarach wypytywałam się o stroje do tanury – nie chcę pytać się Saida,
      Hassana czy innych osób z grupy – bo chciałabym im zrobić niespodziankę i
      przyjść na któryś trening wyposażona w taki strój. Nie udało się.

      Jedziemy z Saidem do Gardenii, gdzie cały zespół ma dzisiaj próby. Tak
      naprawdę, gdy derwisze tańczą w jeansach, nawet gdy nadal wykonuje tak samo te
      mistrzowskie ruchy, to jednak bez specjalnych galabij oraz spódnic-tanur, nie
      wygląda to już tak imponująco. Poprawiają oni kroki i koordynację derwiszy z
      tancerzami i muzykami. Ja jestem proszona co chwila o uwagi, czy taka zmiana
      będzie lepsza, czy pozostawić dany element, taki jaki był. Po jakimś czasie ja
      też ubieram tanurę i zaczynam tańczyć. Hassan pstryka mi zdjęcia, które
      pozostaną mi fajną pamiątką – na kolejne wcielenie. W każdym razie menager
      grupy wpadł na próbę i zobaczył moje popisy i zdecydował, że dzisiaj wystąpię.
      A ja byłam na tyle zakręcona, że nie odmówiłam. Tak więc dzisiejszy występ był
      zupełnie wyjątkowy. Oglądała nas grupa hiszpańska. Dzisiaj Said wystąpił jako
      Sufi, a Hassan jako istiradi. A potem ja się pokręciłam i było fajnie. Po
      występie mieliśmy dzisiaj wyjątkowo dużo śmiechu. Najbardziej śmiali się z
      tego, że jak kręciłam już tanurą nad głową to zatraciłam poczucie przestrzeni i
      prawie zderzyłam się ze stołem – ale wywinęłam się od tego. No cóż tanura waży
      te kilka kilogramów. Tak sobie myślę, że kilka lat temu – za Chiny nie
      zrobiłabym czegoś takiego… no ale ludzie się zmieniają. Hassan i Said
      opowiadają mi, że oboje – podobnie jak inni adepci tej profesji – trenowali
      tanurę kilka lat, nim po raz pierwsi wystąpili…. Wypijamy w kafejce w gizie
      karkade i wypalamy szisze, a ja wracam do hotelu taka szczęśliwa.

      Kair
    • beduinka 24 IMPRESJE Z EGIPTU 02.04.05, 21:09
      30.09.2004 CZWARTEK

      Dzisiaj wstaję z poczuciem, że jutro przyjedzie mi opuścić Kair, a pojutrze
      Egipt. Jestem już w Egipcie prawie cztery miesiące. Długo, a jednocześnie dla
      mnie krótko. Trzytygodniowe wakacje po ciężkiej pracy minęły tak szybko.
      Planowałam odwiedzić Oazy Pustyni Zachodniej, Kair, Aleksandrię, Siwę, miasta
      delty Nilu, np. Rosettę, zahaczyć o Tantę, z okazji Mawlid Sidi Beddawi. Nie
      udało mi się wypełnić w 100% mojego planu – natomiast w wielu wypadkach
      rozszerzyłam go, co spowodowało brak czasu na zrealizowanie innych jego etapów,
      lecz nie uważam tego za klęskę… ba spędziłam te trzy tygodnie szczęśliwie,
      chyba nawet przez moment się nie nudziłam. Kair jest miastem zaczarowanym i ta
      jego zaklęta moc przyciąga mnie już od wielu lat. I wiem, że do Egiptu jeszcze
      nie raz wrócę, i obejrzę jeszcze to, czego jeszcze nie zdążyłam tym razem.

      Wyskakuję z Gabrielą do Centrum Handlowego (Mall) na Talaat Harb i kupujemy
      różne drobnostki w sklepikach typu 5 LE za cokolwiek. Jest to kilkupiętrowe
      centrum. Wjeżdża się i zjeżdża schodami. Mężczyźni poruszają się tam grupkami –
      prężą na schodach. Stoją przed wystawami sklepowymi i podziwiają ciuchy wiszące
      na manekinach. Tylko, że bardziej by mi takie zachowanie pasowało do dziewczyn.

      Wybieram się na stare miasto. Zaglądam do Al-Azharu, plączę się po okolicznych
      uliczkach. Robię zakupy na Khan al-Khalili i innych bazarach. Zwracam tamte
      szerokie spodnie, dokupuję sobie kolejne buty i bluzeczki. I jeszcze fajny
      ręcznik i przeróżne inne drobnostki. Wstępuję w uliczki wypełnione sklepikami
      jubilerskimi i kupuję sobie na pamiątkę pierścionek i wisiorki. Wstępuję do
      różnych meczetów, popijam różne świeże soczki. Sok truskawkowy wypijam też
      przed meczetem Husajna w kawiarni, gdzie zawsze czekałam z przewodnikiem na
      grupę, gdy dałam im czas wolny na Khan al-Khalili. W końcu wracam do hotelu
      obładowana zakupami.

      Dzisiaj nie ma żadnego występu tanury. Dziwne – dzień bez tanury. W związku z
      tym udaję się na trening. A Said stwierdza, że dotąd te nasze treningi, to była
      taka zabawa. I że albo mam to traktować poważnie albo sobie odpuścimy. Gdy
      zaczynam się kręcić – i jednocześnie opowiadam o różnych rzeczach – on
      stwierdza, że nie traktuję tanury poważnie. Ja decyduję się, że chcę się jej
      dobrze nauczyć. I rozpoczyna się straszny trening. Said siada na ziemi – i
      obserwuje moje stopy czy poprawnie je stawiam – jeśli nie, to dostaję po
      nogach. Po jakims czasie nie muszę już myśleć o stopach – automatycznie stawiam
      je dobrze. Zaczynamy pracować nad sylwetką – robimy też takie ćwiczenie, że
      czasem nie wykonuję non stop pełnych obrotów – lecz powtarzające się szybko
      połówki – z półsekundowymi przestojami. Strasznie trudno jest to opisać – to
      trzeba po prostu spróbować, wziąć w tym udział. Trenujemy też odpowiednie
      pilnowanie wzrokiem – tego co się wokół mnie dzieje, bowiem wirujący derwisz,
      musi tak naprawdę w czasie występu być w kontakcie z pozostałymi członkami
      zespołu. Ćwiczymy też kręcenie się z dodatkowymi ruchami głowy, a także bardzo
      szybkie kręcenie się. Co ważne dzisiejszy trening zajmuje nam wiele godzin –
      jestem całkiem mokra od potu, ale ten wysiłek sprawia mi niesamowitą frajdę,
      szczególnie, że widzę, jakie postępy zrobiłam w ciągu tych kilku dni. Na
      początku po iluś tam obrotach kręciło mi się w głowie. Teraz już nawet po
      długim kręceniu się nie mam takich objawów – a jak Said i Hassan na początku mi
      mówili, że im w czasie występów i po nich nie kręci się w głowie – nie mogłam
      uwierzyć – a tu mieli rację. Chyba mózg się po prostu do tego przyzwyczaja.
      Zdarzały mi się dzisiaj wielokrotnie momenty, że miałam już wszystkiego dosyć.
      Siadałam wtedy w kącie, lecz wkrótce brałam się ponownie do ćwiczeń. Jadąc do
      Egiptu – nie przypuszczałam, że stanę się taka „zakręcona”.

      Znowu wychodzę z trenignu późno w nocy. Jadę z Szobry do centrum busikiem –
      jedziemy wzdłuż wschodniego brzegu Nilu – w kierunku z północy na południe.
      Codziennie przemierzałam tę drogę. Na Nilu zacumowane są liczne statki, w
      których w ciągu dnia można zjeść obiad (niektóre biura podróży tam stołują
      turystów w czasie wycieczek po Kairze), natomiast teraz nocą – są tam
      różnorakie zabawy, dyskoteki czy przyjęcia ślubne. Wysiadam na placu Tahrir i
      stamtąd podjeżdżam taxi na Talaat Harb i padam do łóżka totalnie zmęczona
      dzisiejszym treningiem, jednak niezwykle szczęśliwa.

      Kair
    • beduinka 25 IMPRESJE Z EGIPTU 03.04.05, 19:44
      01.10.2004 PIĄTEK

      Rozpoczął się październik. Zastanawiam się, czy w Polsce rozpoczęła się już
      jesień. Jutro się przekonam, choć wolałabym obserwować zmianę pór roku w
      Egipcie. Po śniadaniu biorę taksówkę i jadę na dworzec autobusowy kupić bilet.
      Co ciekawe udaje mi się kupić bilet autobusowy dla Egipcjan (czyli tańszy). Na
      dzisiejszy wieczór. Następnie przejeżdżam pod Al-Azhar, by uczestniczyć
      (biernie) w modlitwie piątkowej. Przyjeżdżam troszkę spóźniona i nie ma już
      miejsca w głównej sali dla kobiet i muszę spocząć w sali dla matek z dziećmi.
      Przy modlitwie wykonywały one wszelkie ruchy z dziećmi na rękach, z nimi się
      skłaniały, z nimi wstawały. Po zakończeniu chutby i modlitwy, przechodzę do
      sali męskiej, gdzie tak samo jak tydzień temu odbywa się antyamerykańska i
      antyizraelska demonstracja i znowu słychać nawołania do jihadu.

      Następnie robię jeszcze ostatnie zakupy na okolicznych bazarach. Choć wolę
      odchodzić dalej od turystycznego Khan al-Khalili. Denerwuje mnie tam panująca
      atmosfera. Lecz wystarczy odejść trochę dalej, by odnaleźć to, czego potrzebuję.

      Podjeżdżam do hotelu, by spakować wszystkie rzeczy i jadę do Szobry, by
      pożegnać się z rodziną Saida. Jem z nimi obiad. Jedziemy później z Saidem do
      centrum, pijemy w kafejce karkade i palimy szisze. W hotelu żegnam się z
      Gabriela i obsługa hotelu, a następnie jadę na dworzec autobusowy. Gdy
      opuszczam Kair mieszają się we mnie uczucia – radość i szczęście z powodu chwil
      spędzonych tutaj i smutek, że opuszczam to miasto. Dojeżdżam do Hurghady i
      zatrzymuję się na noc – na ostatnią w Egipcie noc – w hotelu Moon Valley.

      Kair – Hurghada
    • beduinka 26 IMPRESJE Z EGIPTU 03.04.05, 20:00
      02.10.2004 SOBOTA

      Dzisiaj załatwiam ostatnie sprawy w biurze, odwiedzam różnych znajomych i
      żegnam się z nimi, dokupuję jeszcze jakieś rzeczy. A przede wszystkim pakuję
      się. Mam po tych 4 miesiącach mnóstwo rzeczy – a jako że jest wśród tego sporo
      jest książek – to trochę to waży. Zajmuje to mi 10 plecaków i toreb, więc jak
      przyjeżdżam na lotnisko (mam wylot ok. drugiej w nocy) to trudno mi się jest z
      tym wszystkim zabrać. Teoretycznie po tak długim pobycie nie można wracać
      czarterem (druga rezydentka, która wracała wcześniej niż ja – za pierwszym
      razem została zawrócona i dopiero za drugim razem jej się udało), więc nie
      wiadomo, czy tak naprawdę wylecę. U mnie też mają pewne wątpliwości i
      prowadzona jestem do pokoju szefostwa lotniska – lecz tam zagaduję od razu po
      arabsku – i od razu nie ma żadnych problemów, zapraszają mnie do jedzenia
      (część z nich właśnie jadła, część grała na komputerze w jakieś gry
      komputerowe) i wszystko dobrze się kończy. Gdy przylatujemy do Polski, nasz
      samolot nie dostaje zgody na lądowanie na Okęciu z powodu zbyt gęstej mgły. W
      związku z tym lecimy do Krakowa – przeczekać aż dojdzie do polepszenia pogody.
      W międzyczasie część pasażerów postanawia wysiąść już tutaj – tak więc
      rozpoczyna się bałagan z bagażami, które trzeba przejrzeć wszystkie, by znaleźć
      te, które przynależą do wysiadających. Po jakimś czasie wszystko się wyjaśnia,
      dolatujemy do Warszawy, a ja po prawie czterech miesiącach wysiadam w kraju.

      Hurghada – Warszawa – Kraków - Warszawa
    • beduinka 27 IMPRESJE Z EGIPTU 03.04.05, 20:51
      WYDATKI WYPRAWY

      T – transport
      N – nocleg
      B – bilety
      PJ – picie/ jedzenie
      U - usługi
      W swoim zeszycie miałam jeszcze kategorię Z – zakupy, ale to tutaj omijam

      13.09.2004 PONIEDZIAŁEK
      T skrzyżowanie głównej drogi – Luksor 1 LE
      T busik po mieście 0,25 LE + 0,25 LE
      PJ asab 0,50 LE + 0,25 LE
      T pociąg Luksor – Asjut (II klasa, klimatyzacja, zniżka studencka) 20 LE (bilet
      kupowany już w pociągu, w kasie na dworcu jest tańszy), 6 godz.
      N Asjut – Hotel Nahr 35 LE
      PJ winogrona 0,5 kg = 0,5 LE; 3 x molto = 3 LE; 2 x baton = 1 LE

      14.09.2004 WTOREK
      PJ koktajl owocowy 1 LE
      T taxi hotel – dworzec autobusowy (Asjut) 1 LE
      PJ koszeri 1,5 LE
      T autobus Asjut – Charga 8 LE, 3 godz., 240 km
      N Charga – Hotel Dar al-Bieda 20 LE
      PJ asab 0,50 LE, koktajl owocowy 1,25 LE

      15.09.2004 ŚRODA
      PJ chipsy 0,50 LE, batonik 0,25 LE, falafel 0,50 LE, woda 1 LE
      T autobus dworzec – Zaghul 0,15 LE, Zaghul – skrzyżowanie Barawadż 0,25 LE
      B bilet wstępu do Barawadż 10 LE (ze zniżką stud.)
      T Zaghul – Muzeum 0,25 LE
      B Charga – Muzeum Al-Wadi al-Jedid 10 LE
      PJ sok z mango 1,25 LE
      N Charga – Hotel Radwan 25 LE
      T busik hotel Radwan – stare miasto i z powrotem 0,25 LE + 0,25 LE
      PJ koktajl owocowy 1,25 LE, woda 1,50 LE, molto 0,50 LE, ciasteczko 0,50 LE,
      chipsy 0,50 LE
      Z – karta telefoniczna – Mentel 15 LE

      16.09.2004 CZWARTEK
      PJ herbatka u Ziyadka 2 LE, woda 1,5 LE, batonik 0,50 LE, chipsy 0,50 LE, woda
      2 x1,5 LE

      17.09.2004 PIĄTEK
      N Dachla – Hotel Nugum 30 LE

      18.09.2004 SOBOTA
      PJ 2 wody, 3 mango = 8,5 LE
      B Muzeum Badra w Farafrze 5 LE (w cenie broszurka i 2 pocztówki)
      U koncert muzyczny Adela & Co 20 LE

      19.09.2004 NIEDZIELA
      N Dachla – Hotel Nugum 30 LE
      PJ soczek mango + 2 batoniki + woda = 4 LE

      20.09.2004 PONIEDZIAŁEK
      B bakszysz za pokazanie muzeum w Kachli 10 LE
      T autobus Dachla – Bahrijja 35 LE
      T pick-up Dachla – Qasr 0,75 LE
      PJ 3x fanta w kawiarni 3x2 LE = 6 LE
      PJ picie na drogie, jakieś wafelki 4 LE
      PJ fanta na postoju autobusu 1,5 LE
      N Sahara Camp 15 LE

      21.09.2004 WTOREK
      B bilet na wszystkie zabytki w Bahriyyi 15 LE
      T bakszysz kierowcy jeepa 10 LE
      T autobus Bajriyya – Kair 20 LE
      PJ woda, fanta, soczki mango, chipsy, batoniki ok. 10 LE
      PJ sok z trzciny cukrowej 0,25 LE
      PJ Fanta 1,5 LE – postój autobusu
      T metro 0,75 LE
      N Hotel Meramees 15 LE dormitorium ze śniadaniem
      Z książki 70 LE
      PJ koszeri 2 LE, mała pizza 1,5 LE

      22.09.2004 ŚRODA
      Z książki księgarnia Madbuli 250 LE
      Z księgarnia American University Bookshop 250 LE
      Z inna księgarnia 100 LE
      U pranie 3 LE
      N Hotel Meramees 15 LE
      PJ falafel 0,50 LE, woda 1 LE
      PJ sok z trzciny 0,50 LE, sok z mango 1,75 LE, koktajl 2 LE
      T taxi w nocy Szobra – Talaat Harb 10 LE

      23.09.2004 CZWARTEK
      PJ fanta 2 LE, molto 1 LE, woda 1,5 LE, asab 0,50 LE
      PJ 2x cola + szisza w kawiarni 12 LE
      N Hotel Meramees 15 LE
      PJ molto 1 LE, woda 1,5 LE

      24.09. 2004 PIĄTEK
      T taxi Tallat Harb – Imbeba 10 LE (do podziału na pół z Daną)
      PJ 2x herbata 2 x 1 LE = 2 LE
      T micro Imbeba – Suk al-Gimal 1,25 LE
      PJ herbata na suku wielbłądów 1 LE
      T micor Suk al.-Gimal – Imbeba 1,25 LE
      PJ sok z mango 2 LE
      T taxi Imbeba – Talaat Harb 10 LE (do podzialu na pół z Daną)
      T taxi hotel – Al-Azhar 3 LE
      PJ sok mango 1,5 LE
      N Hotel Meramees

      25.09.2004 SOBOTA
      N Hotel Meramees 15 LE
      T taxi hotel – Al-Azhar 3 LE
      PJ asab 0,25 LE, falafel 0,50 LE, koktajl owocowy 1 LE
      T taxi meczet Sułtana Hasana II – Hotel 3 LE
      T taxi hotel – citadela 5 LE
      T taxi Midan Tahrir – Midan Talaat Harb 1 LE
      PJ woda 1,5 LE, fanta 2 LE, molto 1 LE

      26.09.2004 NIEDZIELA
      N hotel Meramees 15 LE
      T metro 0, 75 LE
      T taxi stacja metro Cairo University – ZOO 3 LE
      B bilet do ZOO 0,25 LE
      B bilet w ZOO do części ze słoniami 0,25 LE
      B bakszysz za głaskanie lwa 0,25 LE
      PJ fanta 2 LE, molto 1 LE, sok truskawkowy 1,5 LE, owoce z jogurtem 2 LE
      T metro 0,75 LE
      T busik Szobra – Tahrir 0,50 LE
      T taxi Tahrir – Talaat Harb 1 LE

      27.09.2004 PONIEDZIAŁEK
      T taxi hotel – Bab Futuh 2 LE
      PJ koszeri 2 LE, asab 0,5 LE
      T taxi Bab Zuweila – Hotel 3 LE
      PJ woda 1 LE, mirinda 1,75 LE
      T taxi do cytadeli 5 LE
      PJ kawiarnia – 2 szisze + herbata + kakrade 14 LE
      T taxi Corniche – Talaat Harb 2 LE
      N Hotel Meramees 15 LE

      A w ostatnich dniach nie spisywałam wydatków
      • gajasirocco Re: 27 IMPRESJE Z EGIPTU 03.04.05, 21:07
        No to witamy w domu po 4 miesiącach- ale skrupulatnie spisywałaś wydatki!
        • beduinka Re: 27 IMPRESJE Z EGIPTU 03.04.05, 21:49
          chciałam pokazać - że taki pobyt jest napawdę tani - i transport i noclegi i
          wyżywienie
          • gajasirocco Re: 27 IMPRESJE Z EGIPTU 18.03.06, 22:24
            Podnoszę wątek, bo obejrzałam znów dzisiaj film o Egipcie i skojarzyłam z Twoją
            samotną podróżą w tym rejonie...dla przypomnienia i pomocy innym forumowiczom.
            Można tanio i ciekawie podróżować po Egipcie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka