foudre
25.10.10, 11:19
Tak sobie pomyślałam, że bardzo śmiesznie wyglądałby turysta, który podczas wędrówki wpatruje się w mapę, zamiast cieszyć się samym doświadczeniem wędrówki. Jeszcze zabawniejszy będzie taki, który napotka jakąś przeszkodę (np. rzekę), postanowi tę rzekę przepłynąć, wskoczy do wody i… rozłoży mapę, żeby sprawdzić, czy płynie we właściwym kierunku. Można też sobie wyobrazić turystę wędrującego przez Beskid Śląski na południe i zastanawiającego się, jak uda mu się przebrnąć przez Dunaj. Dojdzie tam za jakieś 7 lat, ale nie zaszkodzi przecież pomyśleć o tym na zapas. Niektórzy idąc Beskidem Śląskim trzęsą się ze strachu na myśl, co się stanie, jak już dojdą za 4 lata do jakiejś przeszkody, choć w tym czasie może tam powstać autostrada i rzekoma przeszkoda okaże się atrakcją turystyczną. Są tacy, którzy czytają mapę do góry nogami, nie rozumieją znaków na mapie, zbaczają z drogi, piją w przydrożnych knajpach, a kiedy się zgubią albo spóźnią, obrażają się na… mapę. Inni jak już się na tę mapę zezłoszczą, to potem udzielają innym dobrych rad „wyrzuć tę mapę, bo się ostatnio przez nią zgubiłem”.
Wszyscy pewnie pękalibyśmy ze śmiechu na widok turysty, który sądzi, że góry Beskidu Śl. mieszczą się na kartce papieru. Przypuszczam, że w ten sam sposób człowiek, którego astrologia nie interesuje, pęka ze śmiechu, kiedy widzi / słyszy / czyta domorosłych astrologów, którzy horoskop (mapę) pomylili z prawdziwym życiem. Którzy Saturna w horoskopie mylą ze strukturą, którą muszą w swoim życiu zbudować; którzy czekają, aż Jowisz przyniesie im szczęście, sądząc, że trzeba po prostu poleżeć w domu i na owego Jowisza poczekać, a rzeczy same się staną.