Dla astrologów psychologizująco-humanistycznych. Pozostali, nie czytać!
Tak się ostatnio zastanawiam nad znakiem ascendentu.
Jak wiadomo, określa on między innymi, a może nawet przede wszystkim, sposób
bycia, zachowania.
Przeczytałam kiedyś, że osoby z asc w Lwie musiały w dzieciństwie popisywać
się, odnosić jakieś wyjątkowe sukcesy albo w inny sposób starać się zwrócić
na siebie uwagę rodziców, bo bez tego dostawały tej uwagi zbyt mało.
I tak się zastanawiam, czy ascendent dziecka w każdym przypadku nie
odzwierciedla jakiegoś braku istniejącego w układzie rodzinnym, czy nie jest
wołaniem o coś, czego brakuje, próbą wyrównania tego braku w rodzinnym polu.
Na przykład asc w Wadze, w znanych mi przypadkach, częsty jest u dzieci
rodziców mocno skonfliktowanych. Dziecko ze swoim wagowym ascendentem
przyjmuje wtedy na siebie rolę moderatora czy negocjatora w konfliktach.
Nawet bardzo małe dziecko staje się takim elementem moderującym - można by
rzec, języczkiem u wagi. Wyrastając wśród konfliktów, musi swoim zachowaniem
wołać o harmonię, której mu brakuje.
Asc w Raku - w rodzinie mało jest ciepła, "rodzinności", okazywania uczuć -
dziecko musi się przymilać, okazywać swoje uczuciowe potrzeby w sposób
przesadny, żeby cokolwiek z tej działki dostać.
Asc w Pannie - potrzeba porządku w chaotycznym otoczeniu. Asc w Wodniku -
odwrotnie, układ rodzinny zbyt skostniały, domagający się przewietrzenia. Asc
w Koziorożcu - potrzeba bezpieczeństwa, jasnej i zrozumiałej hierarchii. I
tak dalej, i tak dalej.
W ten sposób Asc określałby stan rodziny i jej największe deficyty w okresie
dzieciństwa danej osoby. Byłby więc powiązany znaczeniowo z Księżycem pod tym
względem, że zachowania związane z asc, podobnie jak z Księżycem, kształtują
się bardzo wcześnie i są w dużym stopniu nieświadome, a próby ich moderowania
czy tonowania zawodzą na przykład w chwili stresu. Podobnie jak Księżyc, Asc
działałby jak automatyczny pilot. Moim zdaniem tak jest.
Co o tym myślicie?