Dodaj do ulubionych

tranzyty plutona

01.02.05, 13:57
Analizuję horoskop porównawczy tj obecny układ planet z moim układem
urodzeniowym. I ci widzę?? Pluton w kwadraturach prawie do wszyskich moich
planet urodzeniowych. I do słońca, do merkurego, saturna, urana,
plutona...Ponadto mars też w kilku kwadraturach - do merkurego, saturna i asc.
Proszę o pomoc jak z tego wybrnąć, bo samopoczucie mam fatalne. Czuję sie
uwięziona w czarnym tunelu a i światła w nim nie widać......
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Ta astrologia wciąga mnie coraz
bardziej. Przyznam się Wam, że mam w niedługim czasie spotkanie z asrtologiem
(poleconym z dobrych żródeŁ) Tak jestem ciekawa tego spotkania, tyle mam
pytań ( a to dzieki Wam - wiem mniej więcej o CO sie pytać)
B.
Obserwuj wątek
    • cassadaga5 Re: tranzyty plutona 01.02.05, 15:02
      To masz faktycznie nie-fajnie...Twoj stan przygnębienia wypływa właśnie z
      powodu tych ciężkich aspektów. Pod wpływem plutona tranzytowego doświadczasz
      intensywnego wyzwalania energii.Zachodzi ono na poziomie emocjonalnym,
      fizycznym, seksualnym, duchowym itd itd Na pocieszenie moge ci powiedziec ze
      jest to naturalna, oczyszczająca reakcja organizmu. Teraz odczuwasz zalewające
      cie toksyny -brak wiary w siebie, złosć, zachłanność,przygnębienie itp. Jednak
      jak wejdziesz w centrum swojej istoty i pozwolisz na swobodny przepływ tej
      plutonowej energii to uwolnisz sie od wszystkiego co w twoim zyciu
      bezużyteczne, a wejdziesz w kontakt z samym sobą.
      Pamietam jak ja przechodziłam ten tranzyt plutona a przechodził mi przez II dom
      w kwadratach i opozycjach do natalnych planet to uświadomiłam sobie niedawno ze
      cale moje dzialanie w trakcie tego tranzytu bylo ekstremalne i obsesyjne.
      Potrafilam sie zatracic i poddac swojemu celowi do tego stopnia, ze nic ponad
      to" nie bylo dla mnie wazne. Oczywiscie byl to wewnetrzny przymus i czulam sie
      z tym bardzo źle. Faktycznie wtedy nie potrafilam dotrzec do wlasnej
      wewnetrznej sily i przyswoic ją sobie aby znalezc dla niej konstruktywne ujście.
      Czulam sie bezsilna co dzialo sie w moim wnetrzu, moje "ego" bylo zbyt male i
      sztywne, by pozwolic na swobodny przeplyw strumienia energi. Czułam sie
      pokonana i zdana na łaske wlasnych wewnętrznych demonow. To byla moja śmierc
      wewnętrzna. Umarłam po to aby narodzic sie na nowo.Pluton zmusil mnie do
      konfrontacji z lękiem przed zagładą.
      Ja poznałam swoje ciemne sily ktore wyzwalały we mnie gniew,brak wiary we
      własne siły, roznego rodzaju obsesje ale kiedy je zintegrowalam z własną
      tożsamością i zaakceptowałam już nie lękam sie ich i energie tą
      przeksztalcilam i spożytkowalam w inny sposób. Zaczęłam lepiej kozrystac ze
      swoich zasobow , wzmocniłam swoją motywacje i osiągnęlam więcej niz
      przewidywałam, ale najważniejsze dla mnie to jest to ze weszłam w kontakt sama
      z sobą.
      Pozdrawiam

      "Znam dno(...)Dosięgnęłam go korzeniami.Tego właśnie sie boisz.
      Ja sie nie boję.Byłam tam." Sylvia Plath
    • cytryna76 Re: tranzyty plutona 01.02.05, 15:54
      Przechodzę przez koninkcję tranzytującego Plutona do urodzeniowego księżyca.
      Jako że księżyc odgrywa rolę zasadniczą w moim horoskopie (mam sporo planet w
      raku, łacznie ze słoncem, w dodatku księżyc jest wierzchołkiem "palca Bożego" )
      przechodzę przez wewnętrzne piekło, dosłownie i w przenośni. Wali się wszystko,
      co było w moim zyciu ważne i co dostarczało mi emocjonalnego wsparcia. W sensie
      przenosnym utraciłam dom rodzinny, mam na mysli mocne nadwątlenie więzów
      emocjonalnych z najblizszymi(choć działo się to juz od dawna, uświadomiłam to
      sobie boleśnie przy uderzeniu plutona w ksieżyc). Chyba byłam za bardzo
      związana z domem, a tranzyt domaga się mojej niezaleznosci psychicznej. Mimo że
      z poczatku bardzo mi się to nie podobało i stosowałam 'bierny opór", teraz
      wiem, ze nie ma wyjscia, choć wciąż się boję tych zmian.
      Z waznych rzeczy mogę nadmienić jeszcze całkowite przetranformowanie moich
      życiowych celów i ideałów( w koncu to strzelec w moim XI domu). To, czego do
      tej pory byłam pewna, co było drogowskazem moich aspiracji, rozpadło się z
      dnia na dzień,w równie dramatycznych okolicznosciach. Czuję pustkę, nicość,
      wewnętrzne wypalenie.Nie wiem jeszcze, dokąd zmierzam , bo tranzyt potrwa z
      półtora roku.
      w ogole czuję sie podle, wylałam morze łez i gotuję się, ze złosci. To
      najtrudniejszy okres w moim życiu. I faktycznie jakas cząska mnie umarła. W
      dodatku ja "raczek" stałam sie bezwględna, egoistyczna i coś nakazuje mi
      myslec wyłącznie o sobie i nie ogladac się na nic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka