pani.jazz
16.06.06, 23:10
Na forum mamy duzo rozwazan teoretycznych i choc czesto sa poparte przykladami, to jednak troszke odczlowieczone. Ludzie czesto przychodza i pytaja "co znaczy to i to?" albo "zbliza mi sie tranzyt x do y, jak sie do niego przygotowac?". Odpowiedzi sa trafne, ale powstaja, jak mi sie wydaje, na podstawie naszych przemyslen na goraco. Brak mi nieco opowiesci z dnia codziennego, obserwacji poczynionych nawet post factum, ale jakze zyciowych. Wydaje mi sie, ze dobrze jest sie uczyc na przykladach, a na tym forum wszyscy wciaz poszerzamy swoja wiedze, wiec... czemu by nie rozmawiac o tym, co sie nam z dnia na dzien przytrafia?
Od dluzszego czasu chodzil mi po glowie taki watek, jak ten. Dzis go rozpoczynam, trafiona wlasnie takim codziennym, malutkm odkryciem, ktore sprawilo mi duzo radosci. Pozwole sobie zaprosic Was wszystkich do opowiadania takich drobnych historii - i jednoczesnie zaczac, spisujac tu jedna z nich.
Wczoraj, a wlasciwie dzis, bo bylo to chwile po polnocy, zajrzalam do lazienki z zamiarem umycia twarzy, zebow i zaraz potem wybrania sie z azymutem na swoje lozko. Bylam nieco rozkojarzona, a przy tym mialam dosc energii, by pomyslec, ze moze wartoby jeszcze dzis powrozyc jednej dziewczynie, bo cos sie ociagam... Umylam wszystkie siekacze, kly i trzonowce, ktore posiadam, ochlapalam buzie cudotworcza warszawska woda... i wtedy moja uwaga zupelnie nagle i niespodzianie przeniosla sie na caloksztalt lazienkowej sytuacji. Na umywalce - warstwa kurzu. Na kublach na pranie - sterta brudnych ciuchow. Wanna z zaciekami, a na podlodze tu i owdzie klebki kurzu na zmiane z tym, co polecialo nie tam gdzie trzeba podczas sypania proszku do pralki. Zamarlam.
- Co zrobic? - zapytalam z panika w oczach.
- Jest po polnocy, co za wariat myje lazienke po polnocy? - odpowiedziala moja rozsadna, ascendentalna Panna.
- Sasiedzi cie pozabijaja za halasy o tej porze. - dodal Lew z XII domu.
- Ale jak to wyglada, nie zasne przeciez... - odezwal sie cicho i proszaco Ksiezyc w Pannie.
- No dobrze - westchnelam. - Ale tylko umywalke.
Wyszorowalam do polysku. Rozejrzalam sie. Kontrast "brudna lazienka" - "blyszczaca umywalka" zalatwil sprawe. Rzucilam sie w wir pracy, pucowalam, wycieralam, mylam i ustawialam wszystko, co mozna bylo tak potraktowac. Zanim sie obejrzalam, bylo przed 2. Ale za to lazienka! Czysciutka! Piekna! I ile w niej miejsca nagle! Bylam jeszcze na tyle podekscytowana swoim nocnym bohaterstwem, ze zrobilam sobie w nagrode szybki peeling i polozylam na twarz maseczke. Co prawda, kiedy ja zmywalam, ledwo trzymalam sie na nogach, a zegar pokazywal przed trzecia, ale za to jaka satysfakcja... Kiedy w koncu jak niezywa padlam do lozka, sen meczyl mnie zabawa w kotka i myszke jeszcze przez dobre pol godziny.
Zajrzalam teraz w tranzyty, bo przeciez to do mnie niepodobne, tak bez powodu umyc lazienke. Powod jest, oczywiscie. Dokladnie taki, jak podejrzewalam. W momencie, kiedy zaczelam sprzatac, Ksiezyc w scislej koniunkcji z Neptunem znalazly sie na samym poczatku mojego wodnikowego szostego domu. A wiadomo, jak ktos ma Asc w Pannie, Ksiezyc w I domu, Urana na IC, Neptuna w IV i dostanie takim szalenstwem w dom VI - nie ma odwrotu. Sprzatawczemu przeznaczeniu sie nie ucieknie. Trzeba to jeszcze tylko odespac. Ha, ale kto by pomyslal? Nocne ekscesy w lazience... ze scierka!
Pozdrawiam,
pani.jazz