witam wszystkich

Tak sie zastanawialam ostatnio nad moja fatalna relacja z
ojcem i ostatnio spojrzalam na nasze horoskopy natalne i jestem w szoku. Ja
mam w natalnym opozycje marsa (1 dom) do urana (w 7 domu) i do tego jest w
kwadraturze merkury (4 dom). A u mojego taty dokladnie w koniunkcji do tych 3
moich planet jest: identyczna opozycja mars -uran, z tym ze jego mars na moim
uranie a jego uran na moim marsie. I w kwadraturze do tego jest u niego
pluton, ktory jest w koniunkcji do mojego merkurego. On na dokladke mial
jeszcze opozycje ksiezyca (we lwie) do slonca w koniunkcji z saturnem i
merkurym(w wodniku). A jakby tego bylo malo moj ksiezyc (w skorpionie) jest w
kwadraturze do jego slonca, ksiezyca i merkurego. Nie potrafilam sie z nim
niestety w zaden sposob dogadac. To byla istna wojna. Zreszta mama i siostra
tez nie potrafily sie z nim dogadac. One sie go baly a ja stawalam w ich
obronie i sie zaczynala walka... Majac 19 lat wyjechalam na studia i bywalam w
domu bardzo rzadko i jedynie ze wzgledu na matke. W zasadzie ojciec byl jedyna
osoba ktora mnie potrafila wyprowadzic z rownowagi. Byl, bo zmarl 6 lat temu.
Po smierci wyidealizowalam go jako ojca i wybaczylam mu choc nadal nie
rozumiem jego dziwacznych zachowan, przemocy psychicznej i nielogicznych
decyzji i zastanawiam sie czy to nie byla jakas choroba psychiczna...
Zastanawiam sie tez dlatego jak dziala opozycja mars uran i skoro mam prawie
identyczny uklad to czy mi tez nie "odbije".