Skuszona niską prowizją pobieraną za wpłatę na konto (2,4 zł) udałam się na
pocztę - baaardzo dawno już nie byłam. Poczta generalnie kojarzy mi się z
kupowaniem znaczków, wysyłaniem listów, nadawaniem paczek i transakcjami
płatniczymi typu przekaz pieniężny itp.
Rozumiem, że w okienku oprócz tego sprzedaje się kartki pocztowe, widokówki i
kartki okolicznościowe. Jestem też w stanie zrozumieć znaczki okolicznościowe
z papieżem.
Ale nie rozumiem do jasnej cholerci obecności za szybą okienka , jak i za
kasjerką rzeczy takich jak: czasopisma kobiece, bajki na DVD, baterie płaskie
i paluszki, CD z muzyką patriotyczną, kolorowanki, zeszyty i notesiki.
Potrafię zrozumieć, że pani w okienku sprzedaje karty telefoniczne, jak i
aparaty do sieci SamiSwoi. Mniej dociera do mnie zasadność sprzedawania na
poczcie akcesoriów i gadżetów telefonicznych - słuchawek, smyczy, pokrowców.
No i stoję dziś na tej nieszczęsnej poczcie, w której znajduje się w sumie 6
okienek. Dwa okienka realizują wpłaty, wypłaty i opłaty. Obie panie z tychże
okienek siedzą przy jednym komputerze i wspólnie zastanawiają się, jak cofnąć
wpisany tekst, podczas gdy kolejka do obu okienek rośnie...
Kiedy już rusza obsługa, zaczyna się: pan przede mną wybiera baterie, pani
przegląda czasopisma i zastanawia się, które by tu wybrać... Starszy pan, przy
okazji płacenia abonamentu skusił się na płytę CD.
I tak 20 minut stania....
Dopóki poczta będzie również kioskiem ruchu, to ja przerzucam się na przelewy
internetowe