sibeliuss
22.03.08, 22:50
„Alicja w życiu nie widziała tak dziwnego terenu do gry w krokieta: cały
składał się z górek i dołków; kulami do krokieta były żywe jeże, młotkami żywe
flamingi, a żołnierzom kazano się powyginać w pałąk i tak stać, na rękach i
nogach, w charakterze bramek. … … …
… powiedziała sobie: «Ależ to Kot z Cheshire! teraz będę miała z kim
porozmawiać.». «Jak ci się wiedzie?» zapytał ją Kot, kiedy miał już dość ust,
żeby przemówić. Alicja poczekała, aż ukażą się oczy, po czym kiwnęła głową.
«Nie ma sensu odzywać się do niego - pomyślała - póki się nie pojawią uszy, a
przynajmniej jedno.» Po chwili ukazała się już cała głowa, a więc Alicja
odłożyła swego flaminga i zaczęła opowiadać o grze … …”
„«Kiciu z Cheshire» - zagadnęła go, trochę niepewnie, bo nie miała pojęcia,
czy jemu się ta nazwa spodoba; ale on się tylko szerzej wyszczerzył. - No
proszę, na razie mu się podoba - pomyślała Alicja i ciągnęła: «Czy nie
zechciałbyś mi powiedzieć, którędy mam teraz iść?»"