joa66 01.04.09, 17:17 www.polityka.pl/efekt-cieplarniany/Lead33,933,286524,18/ Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ratyzbona Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 17:37 Moim zdaniem jeden z mądrzejszych artykułów na ten temat jaki napisano. Dzieciaki ze szkół społecznych bardzo często mają problem ze zrozumiem jak funkcjonuje zywkły i często nieprzyjazny świat. Bardzo się to rzuca w oczy na studiach kiedy częśc absolwentów takich szkół nie jest w stanie pojąć że część form prac czy zasad nie podlega dyskusji i tyle. Poza tym prawda jest taka że dzieciaki z tych szkół może i mają większe pojęcie o losie sierot z Afryki ale tzw. średnia krajowa jest dla nich jak rezerwat przyrody - nie rozumieją przeciętnego obywatela i często nie mają pojęcia jak wygląda życie ludzi którzy może nie są bardzo biedni ale w luksusy też nie opływają. można powiedzieć że to wcale nie tak źle o ile nie chce się iść na kierunek społeczny Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 18:40 tekst chyba verdana pisała na boku :) bo się idealnie zgadza z jej tezami :) Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 19:03 He, he. Nie verdana, ale prawie. Co to znaczy własciwie dziecko wychowac:-) Mnie sie akurat ten atrykul nieszczegolnie podobał, ze wzgledy na tezę, ze porzadni ludzie wychodza tylko ze szkół spolecznych, a reszta świata to klamstwo, oszustwo i "ciemność widze, ciemność". Mój syn, w gimnazjum jak najbardziej panstwowym tez ma wolontariat, tez szkołę raczej lubi (tego nie rozumiem), a tolerancji jest uczony na okrągło. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 20:38 Moje wątpliwości budzi założenie, że Bednarska=szkoła społeczna w ogóle. Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 21:29 mnie przeraził wątek z wigilią dla bezdomnych. świadczy dla mnie o tym, że tam wszystko się miota od ściany do ściany - żadnego umiarkowania. wszystko jest na wysokim C: jak działać, to od razu w 7 organizacjach/ruchach jednocześnie, jak wychowawca, to uczeń Umberto Eco, jak zetknięcie z życiem poza szkołą, to od razu zamordyzm i czyste świństwa (zresztą nie wiem, skąd założenie, że człowiek po innej szkole nie walczy, gdy mu świnie podkładają, tylko na pewno pragmatycznie kładzie uszy po sobie), a jak wigilia, to od razu bezdomni upychający pierogi po kieszeniach... mimo zapewnień kobiety, która to opowiadała, że tu nie ma nic z klimatu XIX-wiecznej filantropii, ja dokładnie tak tę scenę odebrałam (podobnie jak te dzieci z domu dziecka w szkole itd. - moja zesnobowana ciotka z domieszką błękitnej krwi też pozwalała swej córce w latach 60. raz na dwa tygodnie bawić się z córką dozorcy, w ramach wcielania w życie ideałów demokracji). no i sorry, wolałabym, by moje dziecko (które zresztą nieustająco stykało i styka się z brudem świata w zwykłej podstawówce i zwykłym gimnazjum), nie musiało sobie radzić z bezdomnymi upychającymi pierogi po kieszeniach - bo po co? czemu to tak naprawdę miałoby służyć? brak w tym wszystkim rzeczy pośrodku, normalności właśnie. odpowiedź na to, dlaczego, pośrednio pada w tekście: bo reszta świata jest miałka, nijaka, bez charakteru, jak ci ludzie spotkani na studiach. argument, że to nie są dzieci cieplarniane, bo dużo z nich z rodzin po rozwodach, mnie po prostu śmieszy. joa66 ma oczywiście rację, tam są same szkoły bednarskiej plus malutko o krakowie, a nie ma słowa o tym, że liceum kuronia też należy do bednarskiej. i znowu ta upiorna, stereotypowa alternatywa: jak nie bednarska, to od razu "twarda szkoła kar, upokorzeń, presji"... zupełnie jakby ze zdania "pielęgnowano w nas intelektualne snobizmy. Wypadało zarwać noc, żeby przeczytać książkę albo napisać esej w dwóch wersjach" wynikało, że żadnej presji nie ma :) Odpowiedz Link Zgłoś
agatka_s Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 21:56 A ja dzisiaj usłyszałam coś w radiu co jest takim kamyczkiem do ogródka Bednarskiej (ze wszystkimi filiami). Chodziło o schronisko artyski pani Wahl. Okazuje się że to schronisko jest na skraju bankructwa, No i co się okazało ? Na ratunek śpieszą (niczym Superman ;-) ) uczniowie z Raszyńskiej-będą zbierać pieniądze, zrobią aukcje obrazów. No i fajnie. Tylko zaraz po tej informacji, słyszę wywiad z pania Starczewską, o tym jak to jest ważne dla tych dzieci, jak w tej szkole dba się o to aby dzieci dostrzegały innych, jak to dzieci z jej szkoły wspierają i niepełnosprawnych i uchodźców i biedne zwierzątka... tak cały czas w tę mańkę chyba przez 15 minut-z w sumie fajnej akcji dzieci robi się karykaturę. Mój syn przez całą podstawówkę wspierał (razem z całą szkołą) schronisko na Paluchu, nawet Mikołajki organizowali dla zwierząt (każde dziecko kupiło zamiast prezentu dla innego dziecka, prezent dla konkretnego zwierzaczka), jeździli tam, pomagali (jak to dzieci mogą). Przez całą podstawówkę wspierali też świetlicę socjalną (czy jakoś tak to się nazywa)-robili różne kiermasze swoich prac i przekazywali pieniądze. Była też zawsze akcja "góra grosza" czy jakoś tak. W szkole zebrano też pieniądze na operację dziewczynki, która jest córką jednego z nauczycieli, nie zebrano oczywiście całej kwoty ale sporo się udało-wydali płytę, zrobili aukcje, oczywiście wszystko z nauczycielami i rodzicami (to była szkoła SPOŁECZNA). To samo i teraz w gimnazjum (PUBLICZNYM), np przygotowali przedstawienie na Swieta dla dzieci z izby dziecka (swoją drogą nie był to podobno najlepszy pomysł, ta integracja nie bardzo się powiodła). Ale na Miły Bóg nikt do tego nie dorabia jakiejś ideologii i nie trąbi o tym w radiu, nie leci z tym do gazet (ja jak już słysze o tych uchodźcach na Raszyńskiej to powiem szczerze mam już ciut odruch wymiotny....(przepraszam, ale jestem szczera)). Gdyby nauczyciele mojego dziecka opowiadali we wszystkich mediach , ba gdyby nawet na zebraniach jakie to wspaniałe rzeczy robią dla biednych chyba by mnie szlag trafił. Dobre rzeczy sie ROBI, a nie o nich GADA na prawo i lewo. Może ja jestem trochę przewrażliwiona na punkcie Raszyńskiej- Bednarskiej bo nie bardzo mi się spodobało co tam widziałam podczas dnia otwartego, ale naprawde mam wrażenie że ta "filantropia" o której wspomina kokos ociera się już czasem o śmieszność, dawno już chyba zatracono tego biednego uchodźce i niepełnosprawnego, stali się oni tylko instrumentem do wychowywania naszych dzieci "na anioły". Odpowiedz Link Zgłoś
jakw Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 02.04.09, 19:29 Może to taka PR-owa strategia - dbają o to, żeby mówić o szkole w pozytywnym kontekscie? Przecież uczniowie innych szkół też robią różne akcje. Rzeczywiście ta filantropia to trochę taka jak Prus opisywał w "Lalce" - siedzą damy z towarzystwa, zbierają kasę na różne "sierotki", ale nie mają zielonego pojęcia jak wygląda życie poza towarzyskim salonem. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Ratyzbona 04.04.09, 12:23 > Moim zdaniem jeden z mądrzejszych artykułów na ten temat jaki napisano. > Dzieciaki ze szkół społecznych bardzo często mają problem ze zrozumiem jak > funkcjonuje zywkły i często nieprzyjazny świat. Tu się zgadzam, a także ze wszystkim, co dalej powiedziano o "dobrych paniach", XIX-wiecznych filantropach itd. > Bardzo się to rzuca w oczy na > studiach kiedy częśc absolwentów takich szkół nie jest w stanie pojąć że część > form prac czy zasad nie podlega dyskusji i tyle. Ale tu już się nie zgodzę. To bardzo dobrze, że ktoś wychowuje ludzi, którzy nie uważają pewnych rzeczy za oczywiste. Zbyt wielu widzę Polaków, którzy każdą bzdurę w życiu społecznym, jaką można by dość łatwo zmienić, kwitują: ale po co, skoro jest wystarczająco dobrze jak jest? Na chwilę trochę odbiegnę od tematu studentów i zasad na studiach, ale nie mogę się oprzeć, żeby nie podać mojego ulubionego przykładu: Kompletny brak dobrych manier u polskich kierowców - niebezpieczna, zbyt szybka jazda po wąskich ulicach w mieście, blokowanie dróg rowerowych, jeżdżenie po chodnikach, blokowanie chodników. Nieraz zwracam na to uwagę kierowcom. Oni są zdumieni, o co w ogóle chodzi. Nie dostrzegają własnego wieśniactwa. Zaparkowałem na całą szerokość chodnika? O co chodzi, przecież ludzie przechodzą sobie bokiem po błocie i jest OK. Wracając do studiów: Od paru dni toczy się na krakowskiej Gazecie Wyborczej dyskusja o "ksero-studentach". Pojawiła się tam historia, jak to studenci ściągali na egzaminie, a profesor potraktował ich bardzo surowo. Studenci na to zaczęli skarżyć się na forum, że profesor wykłada od lat rzeczy niezrozumiałe i w dodatku przestarzałe, więc nie potrafili się ich nauczyć. Zapytałam, dlaczego mu tego nie powiedzieli? Przecież mogli przynajmniej spróbować negocjować zasady zajęć i egzaminu przed egzaminem. No właśnie. Sama spotkałam się z sytuacją, gdy moi studenci bali się mi zwrócić uwagę, że coś jest niezrozumiałe itp., a potem obsmarowali mnie w ankietach :-) że czegoś tam dostatecznie nie wytłumaczyłam na zajęciach. To efekt tresowania od małego w państwowych szkołach, że zasady nie są do negocjowania. Przecież mogli po prostu powiedzieć, że chcą, aby im dokładniej wytłumaczyć. W Stanach podobno największą uciążliwością bycia profesorem fizyki na uniwersytecie jest to, że na okrągło zamęczają cię studenci pragnący przedyskutować wystawione przez ciebie oceny. I to jest bardzo w porządku. Tak powinno być. Tak - jeśli dobrze rozumiem - myślą twoi koledzy ze szkół społecznych. Jakże odmienne to jest od myślenia wychowanków szkół państwowych. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Ratyzbona 04.04.09, 13:00 Zastanowiłam się i dopiszę jeszcze jedno. Ten artykuł jako największą zaletę szkół społecznych pokazuje owo niezadowolenie młodych ludzi z tego "polskiego dziadostwa": braku dobrych manier, niesolidności, ściemniania byle dobrze z wierzchu wyglądało, prowizorki. Z artykułu wynika, że niezgoda na obecny poziom cywilizacyjny Polski, dążenie do zmian na lepsze, to jest cecha niezwykła, którą można nabyć tylko w takich szkołach. Zdałam sobie sprawę, że to przecież ewidentny błąd w punkcie widzenia! Wszystkim obywatelom powinno zależeć na poprawianiu świata wokół siebie - po prostu dla komfortu swojego własnego życia. Taki abszmak co do nieestetycznych aspektów polskiej rzeczywistości jest jak najbardziej uprawniony i powinien być uważany za rzecz normalną, nie jakiś tam elitarny kaprys. I tu dochodzę do sedna: W istocie nie jest zupełnie potrzebne, żeby ktoś do tego chodzić do prywatnych szkół. Potęga smaku ujawnia się dzięki porównaniu, że coś może być zrobione lepiej, niż u nas. Dlatego zdegustowanie zaczynają czuć miliony młodych ludzi, lepiej lub gorzej wykształconych - jedynie dzięki temu, że wyjechali do pracy do Anglii. Nie trzeba kończyć snobistycznych szkół, żeby tego się nauczyć. Osobiście zamiast na czesne w takiej szkole wolałabym przeznaczyć pieniądze na podróże zagraniczne dla dzieci. Nie trzeba wiele. Ja np. zdałam sobie sprawę z chamstwa polskich kierowców po tym, gdy pojechałam na postdoca do Niemiec i dużo jeździłam tam samochodem. Wcześniej w Polsce nie jeździłam prawie wcale i nie dostrzegałam problemu. Dopiero teraz go widzę, gdy wróciłam i na ulicy czuję się jedyną normalną w domu wariatów. To działa dokładnie na takiej zasadzie. Odpowiedz Link Zgłoś
menodo Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 21:03 Rzeczywiscie, tez mam wrazenie, ze artykul troszke idealizuje szkoly spoleczne (zwlaszcza ze sa rozne szkoly spoleczne) a przede wszystkim Bednarska, z ktora jako rodzic mialam 6-letnie doswiadzczenie (gimnazjum+liceum). Moje dziecko mialo tam roznych kolegow - i zapewniam, ze idealistow porywajacych sie na realizacje wznioslych idei byla tam garstka - czyli tyle pewnie, co w kazdej innej szkole. Jakiejs nadzwyczajnej szlachetnosci nie zauwazylam ani wsrod dzieci, ani wsrod nauczycieli...Podobnie z pedem do nauki...W roczniku mojego syna korepetycje i kursy przed matura byly norma. Zgadzam sie natomiast z opinia, ze ta szkola "wyposaza" dzieci w poczucie wlasnej wartosci - daje cos w rodzaju bezwarunkowej akceptacji. Czy maja potem problemy w zderzeniu z rzeczywistoscia? Jedne tak, inne nie. Te ktore maja, mialyby po kazdym innym liceum, o ile by ja skonczyly, bo juz na starcie byly troche nietypowe... Ogromna zaleta tej szkoly jest tez to, ze pozwala rozwijac sie dzieciom o wybitnych zainteresowaniach, ma kilkoro swietnych nauczycieli, prawdziwych pasjonatow...A tym o zainteresowaniach zadnych - gwarantuje mila atmosfere:) Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 22:05 Czasami wydaje mi się, że Bednarska staje się powoli karykaturą samej siebie. Ale wracając do szkoł społecznych jako takich - chyba niewiele z nich wpisuje się w schemat przedstawiony w artykule. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 22:19 Ja miałam wrazenie, ze te dzieci ksztalcone są nie na dzieci, dostrzegących niesprawiedliwosci i speszących z pomoca, tylko na "dobre panie". Osobiscie nie znosze "dobrych pań"... Rzeczywiscie, moje dwie znajome dziewczyny po Bednarskiej i Nowowiejskiej zachowuja się wypisz-wymaluj jak opisane tam dzieciaki - pracują w dziesiątkach organizacji typu "sprawiedliwy handel", jeżdżą do Afryki budowac studnie, bojkotuja chińskie towary, bojkotują samochody, jedza tylko wegetariannsko i bierają się ekologicznie - na dwie dziewczyny to sporo... I trzeba przy tym miec niezle zaplecze finansowe, zeby sobie na to pozwolić. W Najgorszym Liceum Warszawy, w ktorym uczyłam, klasa zaryzykowała maturę, by pomoc na koledze choremu na białaczkę, parę osób pracowalo w hospicjach - tylko o tym jakos cicho było. Bo to nie była "smietanka" i "elita". Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 22:31 Ja jestem rozczarowana tym artykułem. Gdzieś w podtytułach pojawiły się pojęcia "szkoły społeczne", "pod kloszem" itd.Ciekawa byłam czy z perspektywy autora np. moje dziecko ma zapewniony taki parasol ochronny i jeżeli tak to dlaczego. Miałam nadzieję, że to będzie refleksja nad całym systemem szkół społecznych (oczywiście na tyle, na ile da się to uogólnić) a nie jednej "dyżurnej" szkoły. Odpowiedz Link Zgłoś
ratyzbona Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 22:32 A co do nauczycieli pasjonatów - studiuję historię i praktycznie wszyscy studenci tego kierunku zdecydowali się na te studia bo gdzieś w państwowej szkole - gimnazjum czy liceum natrafili na nauczyciela pasjonata który rozbudził w nich ciekawość świata - biorąc pod uwagę że historię co roku zaczyna na UW ok. 200 osób nie jest to słaby wyniki. Ja chodziłam do bardzo średniego liceum i nauczycieli z pasją było tam kilkoro. Po prostu w innych szkołach ci nauczyciele po prostu są a w bednarskiej to część tworzenia uczniom obrazu świata w których jest ich dobra szkoła i ten zły świat na zewnątrz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: menodo Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.09, 22:41 Ja nie wiem, czy efekt "dobrej pani" to produkt czysto "bednarski" czy ogolnie kiepskich wolontariatow, ktorych wszedzie pelno. Ale fakt, ze i we mnie powstal pewien opor kiedy uslyszalam jak to wspaniale ze tyle tu wszyscy robimy dla innych...Moje dziecko kompletnie sie nie zalapalo na te klimaty - nalezal zreszta do sporej grupy obsmiewajacej "dobre serduszka" czy wszelkie dzialaczki...Co wiecej, powstalo u niego cos w rodzaju uczulenia na hipokryzje...Uwazam ze to mu zostalo po bednarskiej... Odpowiedz Link Zgłoś
agatka_s Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 22:39 > > Ale wracając do szkoł społecznych jako takich - chyba niewiele z > nich wpisuje się w schemat przedstawiony w artykule. Moim zdaniem to czy szkoła jest społeczna czy publiczna chyba ma drugorzędne znaczenie. Podstawową różnicą jaką ja widzę między tymi dwoma typami szkół jest tzw "demokracja". Rzeczywiście w szkołach społecznych to rodzice mają wpływ na to jak funkcjonuje szkoła (w tym artykule jest to np głosowanie nad finansowanie edukacji dla....DZIECI UCHODŹCÓW (no mówiłam że mam odruch ;-). Tego w szkołach publicznych rzeczywiście nie ma-życie w szkołach publicznych reguluje prawo i przepisy (aczkolwiek czasem udaje się między nimi ciut polawirować tak aby było nieźle, i wszyscy byli szcęśliwi). I tu (w demokratyzacji decyzji dotyczących szkoły) rzeczywiście widze różnice społeczna-publiczna. Co do oferty edukacyjno-wychowawczej dla samych dzieci to nijak nie widzę to granicy przebiegającej wzdłuż statusu własności. Moim zdaniem to bardziej zależy czy ma się fajny pomysł na szkołę, czy nie, a nie od formy właśności. Ja mam przykład ze szkoły mojego syna. Gimnazjum jest fantastyczne (i nie chodzi tu o miejsca w rankinagach, choć też)-jest to szkoła naprawde fajnie prowadzona, z licznymi inicjatywami, z różnymi rzeczami które się dzieją, z własnymi zasadami, no poprostu jest to szkoła bardzo energicznie zarządzana- "jakaś". W tym samym czasie Liceum działające razem w tym samym zespole jest szkołą OK, ale niczym specjalnie się nie wyróżniającą (smutno mi to mówić bo to moje liceum, ale niestety taka prawda). Czemu tak jest ? Bo Dyrektor gimnazjum jest super i babka z ikrą, a w Liceum taka bardziej "mało chcąca" dyrekcja-i różnice widać jak na dłoni. Byłam w Staszicu na dniu otwartym-jest to tak fantastyczna szkoła, że chyba nie ma tak fajnej szkoły wśród niepublicznych (ja w każdym razie dotąd żadnej szkoły która by na mnie takie wrażenie zrobiła nie widziałam, a widziałam już sporo szkół). Ja nie wiem czy dzieci po Staszicu wychodzą z jakimiś problemami, o których pisze się w tym artykule, mimo że Staszic jest też szkołą "elitarną" i w jakiś sposób "cieplarnianą" ? Nie sądze. W krytykowanej tu szkole publicznej na Mokotowskiej podoba mi się pomysł (sposób w jaki wybiera się przedmioty). Szkoły dwujęzyczne też widać że mają barzo przemyślany pomysł. Itp itd Jednym słowem: szkoły mogą być różne i mogą być bardzo różne pomysły. Dlatego wszelkie tezy że szkoły społeczne to to i tamto, a szkoły publiczne to na odwrót , uważam za bezsensowne. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 22:43 "Dlatego wszelkie tezy że szkoły społeczne to to i tamto, a szkoły publiczne to na odwrót , uważam za bezsensowne" Zgadzam się. Ale tuaj autor posunął się jeszcze dalej - czyli szkoła społeczna = Bednarska. Tylko szkoda, że nie zaznaczył w tytule, że jest to artykuł o jednym zespole szkół. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: menodo Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka IP: *.adsl.inetia.pl 02.04.09, 00:08 joa66 napisała: > "Dlatego wszelkie tezy że szkoły społeczne to to i tamto, a > szkoły publiczne to na odwrót , uważam za bezsensowne" > > Zgadzam się. Ale tuaj autor posunął się jeszcze dalej - czyli szkoła > społeczna = Bednarska. Tylko szkoda, że nie zaznaczył w tytule, że > jest to artykuł o jednym zespole szkół. Hehe, Bednarska od zawsze miala swietny PR. Wlasnie trwa rekrutacja do jej zespolu szkol... Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 01.04.09, 23:04 Wydaje mi się, ze Staszic jest poza wszelkimi rankingami. To wyspecjalizowana szkoła, grupujaca naprawde uzdolnioną mlodzież (a nie tylko takich, co nauczyli się od a do z i zdali dobrze test), z wlasnym, autorskim programem. Co wiecej na kursach mialam humanistow po Staszicu, ktorzy w casie szkoly zmienili zainteresowania - i oni też szkołę chwalili! Gdybym miała wybitnie uzdolnione matematycznie dziecko, to na pewno namawiałabym na Staszica. No i podział na "jakość atmosfery" , a wlasność szkoły jest absurdalny. Naprawde, sa okropne szkoy panstwowe. Sa tez niezwykle przyjazne uczniom, o klimacie bardzo zblizonym do Bednarskiej, choć bez pewnych przegięć - bp. Witkacy. Odpowiedz Link Zgłoś
kkokos Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 02.04.09, 20:10 no ale witkacy wyrósł z LX LO, tzw. eksperymentu (tak mówiliśmy o naszych kolegach: "on chodzi do eksperymentu" :)), który był taką "bednarską czasów komuny" :) ze względu i na innowacyjność, i na poczucie elitarności Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 03.04.09, 14:27 Resztki eksperymentu zachowały się jeszcze w Górskim. I w gimnazjum pzy Witkacym tez widać różnicę. Czyli przetrwało to tyle lat i rozszerza się - innymi slowy - mozna. Odpowiedz Link Zgłoś
agatka_s Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 03.04.09, 19:51 verdana napisała: > Resztki eksperymentu zachowały się jeszcze w Górskim. I w gimnazjum > pzy Witkacym tez widać różnicę. > Czyli przetrwało to tyle lat i rozszerza się - innymi slowy - mozna. a na czym ten eksperyment polegał/polega ? Ja z Mokotowa, a tu wszystko zawsze po bożemu było, nijakich eksperymentów !!!! Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 03.04.09, 21:26 Latos to zupełnie inna szkola byla - teraz zostały tylko resztki, ale i tak jest niexle. W Witkacym np. są godzinne lekcje (IMO - idiotyczne, ale cóż). Mlodzież ma prawo nie przyjść do szkoły, jesli się przygotowuje do konursu czy olimpiad. Jest sporo zajęć integracyjnych, sporo swobody, i ogolnie - naprawde dużo róznych zajęć do wyboru. W gimnazjum mijego syna sa trymestry, nie semestry. Od drugiej klasy kazdy ma fakultety, jakie sobie wybiera - dla najlepszych dwa rozszerzające, dla slabych - dwa wyrownujace, dla srednich jeden taki, jeden taki. Przy czym nikt nie mowi "masz wybrac to i to" - wybor jest naprawde wyborem. Fakultety "rzszerzające" z tego co widze nie przerabiaja programu i nie przygotowuja do egzaminu, tylko poszerzaja wiedze ogólna - i sa naprawde interesujące. W Górskim nie bylo klas profilowanych, fakultety do matury wybieral uczeń i nie bylo żadnych obowiazkowych "zestawów". Ktos chce WOS i chemie? Czemu nie. Z Witkacym nie mam i niestety nie będe miała zadnych osobistych doswiadczeń. Z Czartoryskim i Górskim mialam i mam - i mnie sie to podoba. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 03.04.09, 21:32 I jeszcze jedna (a może i dwie) charakterystyczne rzeczy. Kazda klasa ma po dwóch wychowawców, najczęściej faceta i kobietę, niestety nie zawsze... I grono pedagogiczne jest tez mniej- więcej pół na pół - czyli mniej sfeminizowane niż w przeciętnej szkole. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 04.04.09, 10:22 Czy Żoliborz ma wyłącznośc na eksperymenty?;) A poważnie. Verdana- z ciekawości zajrzałam na stronę LO Górskiego. Wydaje się, że faktycznie może być bardzo fajna szkoła. Nie jestem wielbicielką rankingów, ale zastanawia mnie niska pozycja tego liceum. Z czego to wynika? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 04.04.09, 12:39 Moja córka skończyła Górskiego. Górski będzie miał zawsze niska pozycję chocby z jednego powodu - chodzi tam mnóstwo osób z Łomianek, z rodzin, dla których matura jest już awansem społecznym. Ci ludzie nie mają korepetycji, czesto nie mają tez w domu zachęty do dalszej nauki - przeciwnie. Dla wielu kolezanek mojej córki było wiadome, ze po maturze pójdą do pracy, a nie na studia. Część zadła mature bardzo dobrze, ale i tak poszła na zaoczne, albo do szkół pomaturalnych, bo nie stać ich było na dzienne studia w państwowej uczelni. Tego rankingi nie uwzględniają, bo założenie jest takie, ze kto idzie do LO - tego celem są dzienne studia. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: szkoły społeczne - artykuł Polityka 04.04.09, 15:53 verdana- a słyszałaś o podobnych szkołach (jak Witkacy, Górski) w rejonie Ochota, Śródmieście, Mokotów? Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 do anuszki 04.04.09, 16:06 Poruszyłaś temat, który mnie tez interesuje - gdzie jest granica tego co akceptujemy, a z czym walczymy i na czym polega słynne nieprzystosowanie do życia uczniów ze szkoł społecznych. Nie chciałabym, żeby moje dziecko dostowało spazmów, bo pani w sekretariacie jest niemiła, ale niechciałabym też, żeby było totalnym komformistą. Doświadczenia moje ( jako matki )są związane z tylko jedną szkołą (podstawówka plus gimnazjum), szkołą społeczną, która ma się nijak do artykułu w Polityce. Pomijam takie drobiazgi, że i tu zdarzyło się nauczycielowi zgubić klasówki, a jak klasa zrobi totalny chlew z sali, to woźna nie robi im pogadanki, tylko wyraźnie mówi co o nich myśli. Tak jak w każdej (państwowej też ) szkole jest młodzież, która zajmuje się róznego rodzaju pomocą charytatywną, jest to dostrzegane i chwalone, ale to ma jakiś taki...ludzki wymiar. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: do anuszki 04.04.09, 16:10 I jeszcze jedno. Różnicą, którą zaczynam zauważać to obecność księdza w szkole państwowej. Na razie to tylko wrażenie, ale ciekawi mnie jak duża jest jego rola. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: do anuszki 04.04.09, 16:51 W szkolach żoliborskich, ktore znam, rola ksiedza jest hm... zerowa? W gimnazjum mojego syna księdza w ogóle nie ma - jest świecki katecheta, w opinii mojego dziecka, całkiem niezły. Tak czy inaczej nie jest to typowa szkola, bo ponad polowa klasy chodzi na etykę. Co do drugiego problemu to jest tez zasadnicza róznica między walką z chamstwem i nieprawidłowosciami, a załamywaniem się, gdy nie wszyscy dookola serdecznie zajmują się delikwentem. Obawiam się, ze niektorzy absolwenci z opisywanych w artykule szkół oczekują tego drugiego. Dziś wlasnie przyszła do mnie delegacja studentow, ze skargą na dziekanat. Dla mnie to własnie jest racjonalne działanie - nie rozpacz, ze z takim chamstwem żyć się nie da i rezygnacja ze studiów, ani tez uznanie, ze Pani Z Dziekanatu jest Władzą i z nią się nie wygra, tylko złożenie skargi gdzie trzeba i proba zmiany. Zaręczam, że moi studenci nie konczyli szkół spolecznych, czasem nie wiem, czy co poniektorzy w ogóle cos konczyli:-) A w Górskim pani z sekretariatu znała kazdego ucznia i do niej przychodzono sie wyplakiwac. Odpowiedz Link Zgłoś
agatka_s Re: do anuszki 04.04.09, 17:30 Ale czy nie przesadzasz (tak samo jak i artykuł) z rolą szkoły ? A gdzie są rodzice. Gdzie inne środowisko poza szkołą (harcerstwo, kluby sportowe, podwórko, krewni), gdzie inny prawdziwy świat poza nawet załóżmy cieplarnianymi warunkami jakie stwarza szkoła ? Jakoś nie chce mi się wierzyć że młodego człowieka można tak kompletnie odizolować od rzeczywistości że nie wie że Pani w dziekanacie może być chamska, a ludzie czasem oszukują dla partykularnych interesów (np dają łapówki). Jeśli tak jest to winiłabym raczej rodziców za taki stan rzeczy, a nie szkołe. Moim zdaniem to przede wszystkim rola domu aby z jednej strony nauczyć dziecko dawać sobie rade w różnych sytuacjach, czasem niezbyt miłych (bo życie nie zawsze jest miłe a nawet jak mówił klasyk: life is brutal and ful of zasadzkas), a z drugiej strony dbac o to aby nie przekroczyc tej granicy zgody na to co nie jest akceptowalne (najlepiej własnym przykładem, bo trudno wymagać od dziecko aby się nie godziło na różne rzeczy jak sami nie buntujemy się przeciw niczemu). Szkoła to raczej poligon dla tego co młody człowiek wyniósł z domu, tym bardziej cenny bo młody człowiek ma szanse skonfrontować wszystko w praktyce, skonfrontować w bardzoi realnych czasem konfliktowych sytuacjach (vide sytuacja z Jana Nowaka). Myślę że dobrze wyposażone dziecko spokojnie da sobie rade (i nie zwariuje !!!!) i w elitarno-cieplarnianej Bednarskiej i elitarno-wyścigowym Janie Nowaku-myślę że żadna szkoła nie jest w stanie złamać, załamać czy poprzestawiać w głowie młodemu człowiekowi jeśli ma on dobre podstawy wyniesione z domu. Rola księdza ? Nie wiem co masz na myśli ? W szkole mojego syna jest ksiądz jako nauczyciel religii, dzieciaki go uwielbiają bo na lekcjach relgii bardziej gadają o wszystkim niż o samej religii (ksiądz straszny gaduła podobno i ma wiele róznych zainteresowań). Jakoś wpływu samego ksiedza na szkołę nie zauważyłam (choć akurat wiem że w przeszłosci był jakiś incydent w Reytanie, z tym akurat księdzem, zdajsie że chodziło o sławetne dni tolerancji). Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: do anuszki 04.04.09, 18:19 To nie my przeciez, to artykuł!!! Z niego wynika, że mlodziez wychodzaca ze szkół nie zetknęła się nigdy z "normalnym swiatem". Mnie to tez dziwi, nie przeczę. Choc wiem, ze akurat nie Bednarska, a Nowowiejska prowadziła w pewnym okresie taka polityke, aby mlodziez miała kontakty głównie ze szkołą. Zwróć tez uwage, ze część (spora) rodzicow po to posyła dzieci do takiej szkoly, aby zapewnic im "wlasciwe towarzystwo". Co wzmacnie, nie osłabia działania szkoły. Znam , bardzo miłą zresztą matkę, ktora wlasnie po to wyslala jedno dziecko na Bednarska, a drugie do szkoły baletowej, by je odizolowac od dzieci z "gorszych rodzin". I nie mogla się nadziwic, ze nie wiem, kim sa rodzice kolegów moich dzieci. O ile jestem przekonana, ze samo liceum wiekszości osób nie zmieni, to już nie wiem, jak jest z gimnazjum i liceum, czyli latami "najbardziej wrazliwymi". I o ile zgodze sie, ze Bednarska dziecka z rozsądnej rodziny nie przemieni w mdlejacego na widok niegrzecznej sekretarki młodzieńca, o tyle co do zlamania kregoslupa przez szkołę typu Mokotowskiej - nie jestem pewna. Tlumaczenie przez trzy lata, ze jestes marny, czesto powoduje , ze mlody człowiek w to uwierzy (ja tam uwierzyłam). Niezaleznie od wsparcia domu. Wprowadzenie w bezwzgledną rywalizację może spowodowac, ze wyniki stana się wszystkim, później także w pracy. Ja konczyłam podobna szkołę i wrogowi nie życzę, a co dopiero wlasnemu dziecku. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: do anuszki 04.04.09, 18:49 joa66 napisała: > Nie chciałabym, żeby moje dziecko dostowało spazmów, bo pani w > sekretariacie jest niemiła Artykuł nic nie mówi o tym, że dostają spazmów. Jest tylko napisane, że są zniesmaczeni i jest to ukazane w świetle takim, jakby to była nietypowa, nie z tego świata postawa. A ja się dziwię ludziom, którzy NIE SĄ zniesmaczeni. Jak długo ludzi przejmujących się takimi rzeczami będzie się w Polsce uważać co najwyżej za szalonych społeczników, co ruszają z motyką na słońce? Ja byłabym ciekawa, jak opisani w artykule studenci reagują, gdy pani w sekretariacie jest niemiła? Zwracają jej uwagę? Czy w męczeństwie przetrawiają swój niesmak? Odpowiedz Link Zgłoś
agatka_s Re: do anuszki 04.04.09, 18:59 Nie przesadzajmy. Człowiek który wszystkim i wszędzie zwraca uwagę bo ktoś jest niemiły, to taki ideał ? Ja raczej nie chciałabym tak wychować swojego syna. To co proponujesz to pieniactwo. Takich ludzi się nie bardzo lubi i zazwyczaj poprostu ignoruje, bo wiadomo "ten typ tak ma" czepia się wszystkiego. Tacy ludzie co zwracają wszystkim uwagę są zazwyczaj strasznie nieszczęśliwi... Życie czasem wymaga aby policzyć do 10, i przejść spokojnie nad tym co nas denerwuje. To się nazywa "być ponadto" (czasem politykom by się przydało). Pamiętam jak kiedyś moja juz nieżyjąca ponad 80-letnia babcia zwracała uwagę każdemu młodemu człowiekowi, który powiedział brzydkie słowo, i opowiadała nam o tym z dumą i jak wszyscy ją błagaliśmy aby przestała bo w końcu ktoś jej w końcu zrobi coś złego. Są sytuacje kiedy reagować można i należy i warto, ale czasem trzeba dla własnego bezpieczeństwa, dla higieny psychicznej i przede wszystkim dla normalnych stosunków z innymi "zamilknąć". Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: do anuszki 04.04.09, 19:39 1) Już tłumaczę tego księdza. Rozumiem, że jezeli ksiądz uczy religii, jest w danej szkole obecny na prawach każdego innego nauczyciela. Ale spotkałam sie też z przykładami obecności proboszcza parafii szkoły na uroczystościach szkolnych. Ponieważ wiem jaką rolę w szkole czasami proboszcz chciałby mieć (kontrola) ciekawa jestem jak to wygląda w praktyce. 2)"spazmy" to było celowe przerysowanie 3)zgadzam się, że podstawy wychowania to dom rodzinny, ale uważam, że rola szkoły też jest duża. Gdyby nie to, wiele dyskusji na forum byłoby niepotrzebnych - wybieramy szkołę , która gwarantuje dobrze zdaną maturę i tyle. A jednak niektóre z nas pisały, że nie chciałyby, aby ich dziecko było nauczane np. w systemie liceum przy Mokotowskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: do anuszki 04.04.09, 21:02 > Nie przesadzajmy. Człowiek który wszystkim i wszędzie zwraca uwagę > bo ktoś jest niemiły, to taki ideał ? Ja raczej nie chciałabym tak > wychować swojego syna. To co proponujesz to pieniactwo. I dlatego w Polsce urzędnicy bywają niegrzeczni, a w Niemczech, gdzie kontrola społeczna posunięta jest daleko w stronę drugiego ekstremum - nie. Bo ludzie w Polsce zwrócenie uwagi uważają za pieniactwo. Zauważ różnicę pomiędzy zwracaniem uwagi bo tak, a zwracaniem uwagi, bo ktoś MNIE OSOBIŚCIE robi przykrość. Odpowiedz Link Zgłoś
agatka_s Re: do anuszki 04.04.09, 21:20 Nie prawda. Ludzie, w tym i urzędnicy wszędzie bywają nieuprzejmi (i to często dużo bardziej niż w Polsce, gdzie pod tym względem bardzo, bardzo się polepszyło). Znam wiele krajów bo w kilku pracowałam, i moja praca w ogóle wymaga wielu podrózy, nie mówiąc że pracuje w firmie gdzie mamy około 50 narodowości, i to nie jest tak że akurat w Polsce jest jakoś wyjątkowo źle. Powiem nawet, że w Polsce bywa nawet często lepiej, bo Polacy mają sporą empatie, inteligencję emocjonalną. Urzędnik w cytowanych przez Ciebie Niemczech może z pozoru jest uprzejmy ale porusza się tylko w granicach przepisu i nic tak po ludzku życzliwie nie zrobi. W Polsce pod tym względem bywa często fajniej, bo ludzi bywają życzliwsi (choć ma to i drugą stronę bo czasem bywają bezinteresownie niezyczliwi), często też udaje się coś zrobić co z pozoru było niemożliwe bo przepisy tak mówily. Czy wyobrażasz sobie miłą pogawędkę z niemieckim policjantem w stylu "Oj Pani kierowco, chyba się będzie manadacik płaciło" ? Coś za coś, co kraj to obyczaj. Podróże kształcą i czasem dają wiele do myślenia (jak już minie taki pierwszy zachwyt bardzie zielona trawą u sasiada), że "ten kraj" wbrew pozorom nie jest taki najgorszy. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: do anuszki 04.04.09, 22:13 Owszem, obyczaje niemieckie, jeśli już o nich mówimy, mają swoje wady. Mają jednak jedną gigantyczną zaletę, którą przydałoby się wprowadzić w Polsce choć w części: Stwarzają porządek w życiu społecznym. Wiesz, czego się po kim spodziewać. Urzędnik nie zaskoczy cię przesadną życzliwością, ale też złym humorem. Ale co tak naprawdę chcesz mi powiedzieć? Że to źle zwrócić uwagę komuś, kto niegrzecznie się do nas odnosi? Odpowiedz Link Zgłoś
agatka_s Re: do anuszki 05.04.09, 11:49 anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała: > > > Ale co tak naprawdę chcesz mi powiedzieć? Że to źle zwrócić uwagę komuś, kto > niegrzecznie się do nas odnosi? Tak, czasem to "zle", bo czasem poprostu nie warto i cala awantura rzadko przynosi dobry skutek (sorry ale nie spotkalam sie z sytuacja aby jakakolwiek pyskowka dala cos dobrego, zazwyczaj to tylko "spuszczenie" emocji). My i tak nie "wychowamy" chamskiej osoby, zreszta nie jestesmy od tego (wystarczy ze mamy wlasne dzieci do wychowania). Oczywiscie jesli sytuacja jest drastyczna, nalezy zareagowac, np skladajac skarge na postepowanie danego urzednika. A tak w ogole to ja nie mam takich doswiadczen-ja jestem zawsze bardzo uprzejma i zazwyczaj spotykam sie z identycznym traktowaniem. Probowalam sobie porzypomniec kiedy ostatnio bylam gdzies nieuprzejmie potraktowana i naprawde nic mi nie przychodzi do glowy. Ostatnio bylam w "hipotece" i musze powiedziec ze bardzo mnie tam milo obsluzono, mimo ze to ja zrobilam bledy i w sumie gdyby urzednicy mieli kierowac sie tylko prawem to chyba do dzis nie mialabym nic zalatwionego. Nawet sluzba zdrowia z ktora ostatnio mam doczynienia sporo-absolutnie nie mam nic do zarzucenia manierom i uprzejmosci (mam ze na operacje mam czekac ponad 6 miesiecy, ale to inna historia...) Z tym zwracaniem uwagi to tak samo jak z nastolatkami. Jesli rodzice czepiaja sie kazdej glupoty, wojuja o kazdy drobiazg to trudno w takiej rodzinie sie funkcjonuje- i potem sa lamenty ze nastolatki sa takie okropne.... Zwyczajnie czasem lepiej na cos przymknac oko i wiedziec kiedy rzeczywiscie warto o cos kruszyc kopie. To nie jest oczywiscie latwo, bo nas doroslych wiele rzeczy ktore "wyprawiaja" nastolatki strasznie wkurzaja, ale naprawde czasem warto zagryzc zeby, policzyc do 10. Tym bardziej ze nastolatki kiedys przestaja byc nastolatkami (mam nadzieje !!!). Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: do anuszki 05.04.09, 22:40 Właściwie również na twój post odpowiedziałam kawałek niżej, pod postem Menodo. Jedna uwaga: widzę, że my rozmawiamy dwoma językami. Mówimy obie - reagować na niegrzeczne zachowanie, ale ty rozumiesz pod tym słowem awantury i czepianie się wszelkiego drobiazgu, natomiast ja - asertywność. Ty chyba wyobrażasz sobie coś zupełnie innego niż ja, gdy mowa o niewłaściwym zachowaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ally Re: do anuszki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.09, 20:51 co kto lubi. mnie nie kręcą miłe pogawędki; od urzędnika państwowego oczekuję szybkiego i profesjonalnego załatwienia sprawy oraz kultury osobistej, i do widzenia. wolę płacić mandaty niż przed wejściem do urzędu zastanawiać się, na kogo trafię i w jakim będzie humorze. jasne, w większości przypadków ludzie są mili i pomocni, ale mało mnie to pocieszało, kiedy musiałam użerać się z dziekanatem, który nie tylko problemów nie rozwiązywał, ale je tworzył. wiesz, po czym w urzędzie za granicą można rozpoznać Polaka? kiedy wchodzi do pokoju, kuli się w sobie, a jego postawa mówi "przepraszam, że żyję". Odpowiedz Link Zgłoś
morekac Re: do anuszki 11.04.09, 01:32 Bo panie w dziekanacie są nieśmiertelne... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ally Re: do anuszki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.09, 16:05 eee tam, z paroma miałam do czynienia. tylko jedna była wredna, ale za to jak... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: menodo Re: do anuszki IP: *.adsl.inetia.pl 05.04.09, 21:14 anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała: > Ja byłabym ciekawa, jak opisani w artykule studenci reagują, gdy pani w > sekretariacie jest niemiła? Zwracają jej uwagę? Czy w męczeństwie przetrawiają > swój niesmak? Podejrzewam, ze roznie. Ale np. mojemu synowi (6 lat w szkole opisanej w artkule) zajelo troche czasu zanim nauczyl sie rozmawiac z "paniami w dziekanacie". Nie dostawal spazmow, ale zwyczajnie wkurzal sie.Szybko jednak zalapal jak walczyc o swoje (np. nagrody,studia rownolegle, formalnosci do stypendium zagranicznego etc.)i okazalo sie, ze jest bardzo asertywny. Slowem - mozna sobie z tymi paniami poradzic. Nawet po Bednarskiej. Tylko - PO CO? Nie lepiej wymienic je na mile osoby chamskie, bardziej kompetentne i zmotywowane do pracy? Kompletnie nie rozumiem zarzutu kierowanego wobec szkol spolecznych, ze nie ucza akceptacji patologii. Bardzo dobrze, ze nie ucza. Odpowiedz Link Zgłoś
joa66 Re: do anuszki 05.04.09, 21:36 Menodo- jeżeli dobrze pamiętam szukasz liceum dla córki. Dlaczego nie Bednarska, skoro chodził tam Twój syn? Nie byłaś zadowoona? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: menodo Re: do anuszki IP: *.adsl.inetia.pl 05.04.09, 23:06 joa66 napisała: > Menodo- jeżeli dobrze pamiętam szukasz liceum dla córki. Dlaczego > nie Bednarska, skoro chodził tam Twój syn? Nie byłaś zadowoona? W zasadzie powinnam byc zadowolona, bo moj syn swietnie zdal mature, studiuje na 2 kierunkach i bardzo milo wspomina swoja szkole. (Trafil tam po naprawde chamskiej podstawowce, balam sie, ze w rejonowym gimnazjum bedzie mu jeszcze gorzej, a byl bardzo delikatnym dzieckiem.) Natomiast mnie w tej szkole zawsze cos irytowalo - jakis rodzaj zadecia, ktory udzielal sie i dzieciom, i rodzicom.Zamkniety swiat, w ktorym my wybrancy ludzkosci napawamy sie wzajemnym narcyzmem. Sa ludzie, ktorzy dobrze sie czuja w takich klimatach, ja-nie; nie uwazam ze powstanie Bednarskiej jest najwiekszym osiagnieciem Polski po '89 roku - takie zdanie przeczytalam kiedys chyba na stronach szkoly... Druga rzecz to dyskusyjny poziom nauczania.Moim zdaaniem za takie pieniadze i z tak podobno fantastyczna mlodzieza mozna by zdzialac o wiele wiecej...A juz na pewno nie powinno byc korepetycji przed matura ani uczenia sie dodatkowo jezykow "na miescie". Kolejna rzecz to - ogolnie rzecz biorac - sama jestem malo luzacka i zle sie czuje w srodowisku luzakow, zwlaszcza gdy sa nimi nauczyciele mojego dziecka. Moja corka jest zupelnie inna osoba, mniej zdyscyplinowana wewnetrznie; obawiam sie, ze gdyby trafila w srodowisko "zlotej mlodziezy" swietnie by sie bawila przez 3 lata, no ale co dalej? Slowem - to niezla szkola dla dziecka uzdolnionego w jakiejs dziedzinie i wewnatrzsterownego. Ale na przyklad dla tylko uzdolnionego - jak moja corka- chyba jednak nie. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: do anuszki 05.04.09, 22:35 > Kompletnie nie rozumiem zarzutu kierowanego wobec szkol spolecznych, ze nie ucza > akceptacji patologii. Bardzo dobrze, ze nie ucza. Bardzo dobrze. Uważam, że my wszyscy - Polacy - i tak mamy w sobie za dużo akceptacji dla patologii. To łatwo sobie zracjonalizować argumentami o tolerancji, nieczepianiu szczegółów, unikaniu pieniactwa. A przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, by skutecznie zmieniać swoje otoczenie. Tak, aby mnie żyło się wygodniej. I innym też. W jednych przypadkach skuteczne będzie napisanie skargi na urzędasa, tak że oberwie od szefa. W innych - skuteczna będzie asertywność. Uważam, że wymaganie pewnych form jest to jest coś, co się wszystkim opłaci i nie należy tego odpuszczać. Przypomniało mi się takie zdarzenie, opowiadał mi to ktoś z rodziny. Poszedł bodajże na pogotowie i obsługiwała go tam pielęgniarka. Pielęgniarka zwracała się do niego per: "niech usiądzie, niech się rozbierze". I wówczas ów pacjent lekko się zdenerwował i zwrócił uwagę pielęgniarce, że odnosi się do niego niegrzecznie. I okazało się to słuszną metodą, bo pielęgniarka po prostu nie wiedziała, że taka forma jest odbierana jako niegrzeczna. Podobno bardzo przepraszała. I co? Można było nie zwracać uwagi, ale można było też zwrócić. I opłaciło się. Odpowiedz Link Zgłoś