Dodaj do ulubionych

Prosze o pomoc....

IP: *.dip.t-dialin.net 24.09.10, 16:50
witam pisalam na innym forum niestety nie dostalam odpowiedzi w skrocie napisze tyle
staz pary 10 lat
slub od 5 lat
dziecko prawie 5 letnie
od 1,5 roku kryzys ktory sie poglebia poniewaz ja wyjechalam za granice do pracy z dzieckiem zaczelismy sie oddalac od siebie...
zaczely sie klotnie, brak planow wspolnych,zainteresowan rozmow o nas itd..
maz wymyslil wyjazd na 3 lata w celu zarobienia na kredyty ktore w tajemnyc przedemna zaciagnal...
po klopotach finansowych mialam meza z depresja leczacego sie u psychologa, na koniec mnie uderzyl to bylo 9 ms temu a ja do dzis nie moge wybaczyc.... przez co i sex jak jest to jest jak nie ma to trudno... nie czuje bliskosci bo przestalam ufac...
na dzien dzisiejszy bilans taki ze maz oswidcza "ze chce byc rodzina... ale nie stac go na ten luksus" ja mam sie zajac przez 3 lata dzieckiem SAMA bo ma duzo kredytow ktore musi splacac... on mi zarzuca ze ja sie nie staram.. a mi przestalo juz zalezec wypalilam sie nie wiem jak z nim rozmawiac bo slysze ze sie zmieni itd. ale jak mam sie dowiedziec kiedy przez 3 lata (a moze dluzej) bedziemy zyc osobno ?? czy jest jeszcze co ratowac ? chcialam wypisac dobre i zle strony zwiazku ale nie potrafie... ocenic od sroda tej sytuacji..
Obserwuj wątek
    • porando Re: Prosze o pomoc.... 24.09.10, 18:56
      Z tego co piszesz jestescie na najlepszej drodze do zupelnego rozpadu zwiazku i rodziny. BArdzo trwale i solidne zwaizki sa narazone jesli jest to zwiazek na odleglosc na dluzszy czas a co dopiero zwiazki w satnie kryzysu.
      Nie sadze ze sami potraficie to uratowac - jedyna rada to jak najszybciej zasiegnac porady fachowca - nie na forum ale w realu i oboje musicie w tym partycypowac zakladajac ze oboje chcecie aby uratowac Wasz zwiazek..
    • ewa.zeromska Re: Prosze o pomoc.... 24.09.10, 23:02
      Witam,
      Z tego, co piszesz, wynika, że zabrnęliście daleko w kłopoty, ale jeśli tylko oboje chcecie dalej być razem, to na pewno cos można zrobić, a przynajmniej spróbowac.
      Rozwód wszystkiego nie rozwiąże. Kredyty trzeba spłacać, tak, czy inaczej, rozwód nie anuluje finansowych zobowiązań. Dodatkowy problem, to życie na odległość.
      A gdybyście tak zatrzymali się na chwilę w tym biegu za pieniędzmi i zastanowili się, jak rozsądnie wyjść z kłopotów?
      Myślę, że w obecnej sytuacji potrzebny jest wam doradca, nie tyle rodzinny, ile finansowy. OBOJE - to bardzo ważne - musicie zasięgnąć porady i ułożyć wspólny, długoterminowy plan.
      W tej chwili jesteście zagubieni, zdenerwowani, wzajemnie obciążacie się winą, a przecież chcieliście dobrze. Jeśli uporządkujecie swoje sprawy finansowe, to znaczy wytyczycie drogę, poczujecie się nieco pewniej, będziecie wiedzieć, czego się trzymać i łatwiej będzie się wam porozumieć.
      Teraz ty masz do niego pretensję, on ma poczucie winy, każda rozmowa - to kłotnia, bo żadne z was nie ma pomysłu, co i jak robić z tym bałaganem.
      Oczywiście, że długi trzeba płacić, a na to trzeba mieć pieniądze, ale musi być jakiś plan. Nie można miotać się desperacko i wzajemnie oskarżać.
      Nawet jeśli mąż wyjedzie za pracą, to nie może to być ucieczka, tylko rozważna, przemyślana decyzja, uwzględniająca wasze kontakty. Macie dziecko, jesteście rodziną i powinniście znaleźć w sobie siłę, żeby stawić czoło kłopotom.
      Jeśli to nie wyjdzie, wtedy trudno. Zawsze zdążycie się rozwieść, ale to nie powinna być pierwsza myśl, kiedy życie stało się skomplikowane.
      Pozdrawiam
    • Gość: mj26 Re: Prosze o pomoc.... IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.10, 12:17
      dziekuje za odzew...
      moj maz ma plan wyjechac i zarabiac na kredyty i dom ja w tym czasie moge isc do pracy moge siedziec w domu (jak twierdzi bedzie mi wysylal pieniadze na utrzymanie siebie i dziecka..) tym ze nie moge liczyc na jego pomoc przy wychowaniu "bo musi splacic kredyty" wiec kiedy sie rozchoruje itp nie wiem jak sobie poradze.. mam byc samotna matka ale formalnie miec meza przy sobie... o terapii myslalam powiedzial zebym sama poszla skoro mam problem z uczuciami itd... bo on mnie kocha i nie widzi problemu jak nie bedziemy zyli razem kilka lat...nawet nie wiem co jaki czas bedziemy sie widywac gdyz bedzie to praca bez urlopow itd... ja czuje ze wlasnie kiedy wyjechalam pierwszy raz w lutym to chcialam uciec od problemow... niekoniecznie zarobic tylko pomyslec o sobie zastanowic sie.. i nagle okazalo sie ze moj maz ma problem z "moimi zmianami, ze ja wogole mam zdanie..." mowi ze sie zmieni faktycznie jest mily ale to tylko rozmowy przez telefon... kiedy jest przy mnie nie umiem zaakceptowac takiego jego bo obawiam sie ze kiedys ktores z nas wybuchnie... bo nie mozna zaglaskac nikogo.. i tak sobie mysle od lutego co dalej/...
      • ewa.zeromska Re: Prosze o pomoc.... 25.09.10, 12:40
        Witam ponownie,
        Przepraszam, ale trochę ciężko cię zrozumieć, bo piszesz bez znaków przestankowych i ja tracę sens, ale spróbuję.
        Mam nadzieję że twój mąż nie chce wyjechać na Alaskę i spotkania można sobie ułożyć. Jasne, że najlepiej byłoby, gdyby zarabiał w Polsce, siedział na miejscu i był prawdziwym, a nie wirtualnym mężem i ojcem. Ale zdaje się, że to jest co najmniej trudne.Może znajdzie pracę w innym mieście, to zawsze byłoby bliżej do domu, choćby w week-endy.
        Boisz się, że przez jakiś czas sama będziesz wychowywać dziecko, ale jeśli się rozwiedziesz, to tym bardziej będziesz sama.
        Wiesz, a może to w ogóle o co innego chodzi? Może już go nie kochasz, nie chcesz z nim być i szukasz pretekstów, żeby zakończyć ten związek?
        Niemniej pamiętaj, że rozwód nie likwiduje zobowiązań finansowych, chyba, że mieliście rozdzielczość majątkową, lub w szczególnych wypadkach sąd postanowi inaczej.
        Pozdrawiam
        • Gość: mj26 Re: Prosze o pomoc.... IP: *.dip.t-dialin.net 25.09.10, 12:50
          Przepraszam nigdy nie bylam dobra w pisaniu....
          moj maz, nie bedzie pracowal formalnie, wiec jakiekolwiek urlopy ciezko bedzie zalatwic...
          szukalismy oboje pracy niestety przez 2 lata, nie znalezlismy nic..
          nie chodzi o to, ze boje sie zostac samotna mama... bo w zwiazku nie zawsze mozna liczyc na pomoc drugiej osoby.. do tej pory ja tez sama kapalam,karmilam,zabieralam na spacery dziecko i nie narzekam radze sobie...
          o finansach tez pamietam, wiem ze rozwod nie zmieni tego iz nie bede musiala placic.. ale maz zaciagnal kredyty na siebie i w banku dowiedzialam sie, ze tam gdzie ja nie podpisywalam nie bede musiala placic.. a wzial te kredyty bo nie przyznal mi sie, ze nie ma pieniedzy (zawsze kiedy pytalam o finanse uwazal, ze skoro nie zarabiam nie musze sie tym interesowac) ot to cala historia..
          nie wiem za jaka cene trzeba ratowac zwiazek kiedy zostalo sie oszukanmy,oklamanym,zranionym,moj maz ma tez problem z agresja psychiczna, do tego uderzyl mnie przy dziecku...i z tym mam problem.. a nie z finansami bo na dzien dzisiejszy jestem, samodzielna mama ktora dobrze zarabia i jeszcze teraz ja utrzymuje meza...
          • ewa.zeromska Re: Prosze o pomoc.... 25.09.10, 19:48
            No to właściwie sama odpowiadasz sobie na pytanie, co masz robić. Wiem, że szukasz potwierdzenia decyzji, którą już chyba podjęłaś, ale ja tego nie mogę zrobić. Rozmawiam tylko z tobą, to znaczy nie znam stanowiska i opinii drugiej strony.
            Zresztą nie ja jestem ważna, tylko ty. To jest twoje życie. Jeśli doszłaś do wniosku, że ten związek całkiem się wypalił, że nic dobrego już cię w tym układzie nie spotka, to decyduj.
            To nigdy nie jest łatwa decyzja, dojrzewa powoli, aż wreszcie osiąga taki stopnień pewności, że nie ma odwrotu.
          • Gość: gościówa Re: Prosze o pomoc.... IP: 94.75.121.* 26.09.10, 10:26
            Witaj! Nie dość, że oszukał to zaczyna bić?? Fajny mąż. Nic tylko mu ufać i go szanować. I Ty się zastanawiasz?
            • Gość: mj26 Re: Prosze o pomoc.... IP: *.dip.t-dialin.net 26.09.10, 10:47
              witam
              tak zastanawiam sie, poniewaz nie wiem za jaka cene kobieta musi byc przy mezu, jak juz wyzej pisalam czuje ze oddalamy sie od siebie... on zapewnia ze chce byc przy nas, ale nie stac go na to.. ja rozumiem zona musi byc przy mezu na dobre i zle, ja bylam kiedy mial depresje, kiedy ja mialam pozniej koniec egzaminow, dziecko,dom, prace dorywcza on zostawil mnie z tym samam mowiac "a nie mowilem ze sobie poradzisz?" a to ja nie spalam po nocach uczylam sie itd..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka