bettys21
19.02.11, 08:04
Witam.
Jesteśmy małżeństwem od prawie 5 lat (razem od 8).
Przed ślubem i tuż po z sexem nie mieliśmy żadnych problemów (kilka razy w tygodniu, czasami kilka razy dziennie). Obojgu nam sprawiał przyjemność. Kochaliśmy się wszędzie tam, gdzie pozwalały na to warunki, ograniczała nas jedynie nasza wyobraźnia.
Zaczęłam zapadać na częste infekcje grzybicze pochwy, wielomiesięczne leczenie (wizyty u ginekologa – po jakimś czasie, z uwagi na częstotliwość, bardzo mnie stresujące – średnio raz w m-cu a nawet częściej) nie przynosiło żadnych rezultatów. Sex praktycznie w ogóle przestał istnieć (antybiotykoterapia, globulki dopochwowe, kremy, maści itp. na infekcje – kilka dni „zdrowia” – sex – i nawrót infekcji). Po jakimś czasie winą za ten stan rzeczy zaczęłam obwiniać męża (bo przecież grzybica nie bierze się z powietrza a ja z nikim innym nie sypiam), on zapewne mnie (nigdy nie powiedział mi tego wprost). Po miesiącach leczenia okazało się że zawiniły tabletki antykoncepcyjne. Po odstawieniu antykoncepcji prawie wszystko wróciło do normy.
Prawie – bo – byłam już zdrowa ale sex nie dawał już takiej radości, jak kiedyś.
Mąż, z racji swojego zawodu, coraz częściej i coraz dłużej siedział przed komputerem („bo przecież ktoś musi zarabiać na twoje zachcianki”, gwoli jasności – pracuję, zarabiam i w kwestii finansów jestem samowystarczalna). Kiedy „krążyłam” po mieszkaniu - uciekał w pracę, kiedy spałam – przeglądał serwisy xxx.
Nie widzę nic złego w oglądaniu zdjęć czy filmów (kiedyś zdarzało się nam je oglądać razem), pod warunkiem że nie cierpi na tym nasz związek.
Godziny bezowocnych rozmów…
Z mojej perspektywy sex ze mną zaczął traktować jak mecz piłki nożnej reprezentacji Polski – wejść na boisko, trochę pobiegać, strzelić gola i spadać do domu. Przy tym bardzo się zaniedbał.
On argumentował to tym że to ja straciłam na sex ochotę, mamy inne potrzeby (odnośnie częstotliwości) a on ma dość ciągłego „prowadzenia mnie za rękę” i wychodzenia z inicjatywą.
Postanowiłam więc udowodnić mu, jak bardzo się myli…
Żeby uciec od monotonii domowego łóżka, wynajęłam pokój w hotelu, gdzie spędziliśmy upojną noc nadrabiając przynajmniej kilka tygodni…
Później starałam się pokazać że ja też mam na niego ochotę, równie często jak (podobno) on na mnie, może to śmieszne ale bywało tak że nastawiałam sobie budzik na godz. 6 żeby móc go „przyjemnie” obudzić. Wychodziłam z inicjatywą, „przejmowałam pałeczkę” itd. ale wtedy on przyjmował postawę bierną, nie dając nic lub niewiele w zamian. Więc odpuściłam.
On stuka w klawiaturę w pracy, wraca do domu by coś przekąsić i z powrotem zasiada przed komputerem do 2-3, jeśli następny dzień ma wolny nawet później (bo, jak twierdzi „ w nocy nikt mu nie przeszkadza”).
Ja mając do wyboru kolejny wieczór spędzony samotnie przed TV też uciekam albo w pracę albo wychodzę z domu.
Nie mamy dzieci.
On, na pewno, nie ma kochanki – całym jego światem jest komputer, bazy danych, php5, python itp.
Wiem, że nie jest złym człowiekiem, wiem że mnie kocha.
Od lat nie miałam w dłoniach odkurzacza (nawet jeśli chciałam słyszałam że po co mam się męczyć - mamy persa więc jest pełno włosia i zbitych kołtunów - on to zrobi). Kiedy ja gotuję, on zmywa. Wynosi śmieci, jeśli trzeba zawiesi pranie, kiedy boli mnie głowa a w domu nie ma żadnych tabletek, bez problemu w środku nocy sam oferuje że pojedzie do apteki abym nie cierpiała… Tylko ten sex…
Da się jeszcze wrócić do tego co było?
Co zrobić żeby sex był jak dawniej?
Pozdrawiam