dorota_i
10.08.11, 14:44
Mam 37 lat. 5 lat temu rozwiodłam się, były mąż nadużywał alkoholu, wpadł w nałóg i nie chciał się leczyć. Zaczął bić, wynosić rzecyz z domu, musiałam odejść. Nie był złym czlowiekiem, raczej o słabej woli, wpływowym. Cale lata dogadywaliśmy się (znaliśmy się od szkoły podstawowej) i dopiero kiedy zaczął nadużywać alkohol, zmienił się, nie moglam w niczym na nim polegać. Był moim jedynym mężczyzną. Do niedawna, ponieważ ponad rok temu poznałam kogoś, u znajomych. Wydał mi się silnym psychicznie i stabilnym emocjonalnie człowiekiem, a to było dla mnie istotne. Zaczęliśmy się spotykać. Znam jego życie z jego i znajomych opowieści, a także z racji tego że nasza miejscowość nie jest duża. On jest po trudnym pełnym kłotni małżeństwie (jako mąż znany jest ze spokoju i cierpliwości) i długim rozwodzie. Teraz mieszka z dziećmi, nastolatkami, które nie są zachwycone tym, że tato kogoś (mnie) ma. Dlatego póki co spotykamy się jak narzeczeni. To nie byłby klopot, ponieważ wierzę że czas wszystko pouklada. Problemem jest to, że mój partner przy bliższym poznaniu okazał się mieć bardzo zmienne nastroje. Czasem z godziny na godzinę potrafi mieć inne spojrzenie na pewną kwestię. Niekiedy zachowuje się jakby nie miał pewności czego chce. Biorę pod uwagę że ma trudności w pracy, że obciążeniemn jest nadal trwający proces z eksmałżonką w sprawie podziału majątku (dom) a dzieci są w trudnym wieku i często coś wymalują. Powtarza że dzięki mnie daje sobie radę i że przy mnie odpoczywa, że chce ze mną dzielić przyszłość, ale są też zachowania i słowa które ranią, bo akurat coś się podziało i nerwy wyrzuca na mnie. Ja jestem bardzo spokojną osobą, bez krzyku mówię gdy coś mi się nie podoba, ale widzę, że to działa na krotko. W nerwach jest oschły i rani, ucieka od kontaktu. Często lubi siedzieć sam, nawet nie z dziećmi. Najgorsze, że jest coraz trudniej, bardziej nerwowo i coraz bardziej biorę do siebie słowa jakie padają. Mam różne przemyślenia, bo zauważylam, że kiedy inne kobiety zwracają na niego uwagę nagle zmienia się znowu w niezwykle czarującego i miłego. Kiedyś też przyszło mi so głowy że będąc calkowitym przeciwieństwem małżonki, być może jestem za miła, za spolegliwa, za troskliwa ? A z drugiej strony czemu mam być zołzą skoro mam inny charakter ?
Szczera rozmowa z Nim już niewiele wnosi, bo albo mi przytakuje albo zapewnia że mu bardzo zależy na mnie i chce ze mną być, albo mówi "No co ty", albo też zmienia temat. Tyle, że wciąż niepokoi mnie ta narastająca zmienność humoru, nastroju i podejścia do wielu spraw. Pytanie jest takie : nie mam doświadczenia dotyczącego podejścia mężczyzn do życia, związku i kobiet. Czy powinnam się niepokoić, czy przyjąć wszystko jakim jest i uznać że taki już charakter ma mój partner? Będę wdzięczna za kilka zdań, wierzę że szczerych, choć zdaję sobie sprawę, że dla wielu osob wydam się dziecinna z tym problemem.