Dodaj do ulubionych

Do Pani Ewy.

06.10.11, 20:09
Witam podczytuję to forum od dawna zawsze chciałam napisać ale nie wiem jak ująć to wszystko w słowa żeby było zrozumiałe.Może postaram się od początku.Historia zaczęła się 21 lat temu gdy wyszłam za mąż.Z moim mężem chodziłam krótko i dziś wiem że nie było wielkiej miłości a ja byłam nieodpowiedzialna i postępowałam dziecinnie.Ślub wzięliśmy po pół roku chodzenia ze sobą.Nasze rodziny się znały ale ja męża nie znałam wcześniej bliżej,był kolegą mojego brata i tyle.Po ślubie zaszłam w ciąże chociaż nieplanowaną to chcianą.Po dwóch latach mąż dostał mieszkanie służbowe więc nic już nie powinno nam brakować do życia tylko kochać się i szanować.Mąż pracował w lesie jako pilarz i wszystko niby było ok.czasami popił za dużo ale ogólnie nie awanturował się od poprostu wypił przeprosił i wszystko było ok.ale 4 lata po ślubie gdy urodziła się druga córka na jaw zaczęły wychodzić tajemnice jakie mąż miał przedemną.Okazało się że mąż mając własną jednoosobowa firmę nie płacił składek ZUS i nie odprowadzał podatku więc komornik zapukał pewnego dnia do naszych drzwii a mąż tlumaczył się tym ze chciał dobrze żeby kasy dla mnie było więcej.Oczywiście mąż oddawał długi których procenty i koszta komornicze przerastały trzykrotnie wysokość zadłużenia ale jak mogłam chodziłam do pracy i pomagałam mężowi w oddawaniu długów.Gdy powoli wychodziliśmy z długów i niby wszystko było już ok.mąż pewnego dnia pojechał po wypłatę i już nie wrócił.Nie było go dwa dni.Po dwóch dniach wrócił tumaczył ze popił u kumpla i tak wyszło.Wypłatę oddał i niby było dobrze ale po miesiącu od tego wydarzenia w drzwiach stanał brat męża z ktorym nie utrzymywaliśmy kontaktów z pretensją do mnie i do męża że mąż pożyczył od nich kasę i miał po miesiącu oddać.Jak się okazało to mąż wcześniej nie chodził do pracy chociaż z domu wychodził wypłaty nie miał i gdy nadszedł dzień wypłaty pojechał objeżdził rodzinę i pożyczał pieniądze które póżniej dał mnie niby swoje zarobione.W następnych latach mąż jeszcze kilka razy postępował podobnie tyle że np.pojechał po wypłatę i juz nie wrócił a w nocy potrafił zakraść się do garażu i wziąść swój motocykl i zniknąć zaszywając sie na jakiejś melinie.Ja zostawałam wtedy sama w domu z dziećmi bez środków do życia i po trzech dniach brałam znajomego i objeżdzałam miejsca gdzie mógł być mąż.Kazałam wracać do domu i ponosić konsekwencje swoich czynów razem ze mną i dziećmi.Zawsze wychodziłam z założenia ze rozwód to poddanie się to najłatwiejsza droga ale gdy są dzieci jest mieszkanie to trzeba walczyć o dom o rodzinę o miłość i szacunek i prosiłam męża aby się opamiętał aby przestał kłamać żeby mówił mi jeśli ma problemy i sobie nie radzi z czymś w życiu.Chodziłam na opiekę prosiłam o poradę psycholog.Ta doradziła mi abym złożyła pozew o alimenty że może wtedy mąż się opamięta.Tak też zrobiłam ale to i tak niczego nie zmieniło.Po jakimś czasie zaszłam w nieplanowaną ciąże.Trudno chciałam już iść do pracy córki miałam już odchowane były na tyle duże że mogłam iść do pracy i nareszcie moc liczyć sama na siebie a nie na męża.Urodziłam córkę i gdy mała miała dwa tygodnie mąż znów zniknął jak zawsze pojechał po wypłatę i nie wrócił.Za to w drzwiach stanął komornik bo znów okazało się że mąż ma dlugi.Wtedy mieliśmy juz nie zapłacone za prąd za mieszkanie a ja po trzech dniach pozostawiona sama sobie z córkami bez środków do życia nie miałam już wyjścia jak tylko zadzwoniłam do matki i powiedziałam żeby przyjechała po mnie bo żle juz wtedy sytuacja się miała ale ze mną popadłam w depresję i bałam się wszystkiego.Mama przyjechała pojechała po męża na melinę ten wrócił i moja matka stwierdziła że weżnie mnie do siebie ale z mężem bo jednak jest rodzina i trzeba dać mu szansę.Mnie było wszystko obojętne.Po przeprowadzce do matki pozałatwiałam sprawy za męża część długów umożono.Jakoś to wszystko się toczyło była bieda ja nie sypiałam z mężem dwa lata.Sytuacja z mężem po przeprowadzce do matki jeszcze się powtórzyła.Mąż miał pracę ale został z niej zwolniony po 10 miesiącach za picie pożniej uciekł jeszcze raz i tułał sie po lasach zbierał złom.Jak zawsze poszukałam go kazałam wrócić bo wstyd ludzi i dzieci.Wrócił i znalazł pracę w stoczni.Wyjechał do Gdyni wynajął tam mieszkanie z bratem i od wtedy skończyły się wszystkie problemy.Przyjeżdzał co dwa trzy tygodnie zarabiał nieżle.Ja już też pracowałam bo gdy przeprowadziłam się do mamy mogłam już iść do pracy.Wszystko układało się coraz lepiej az do chwili gdy stocznia zaczęła plajtować i mąż znów wrócił i znów pracował dorywczo nie mógł znależć stałej pracy. Wkońcu postanowiliśmy że wyjedzie do Irlandii i tak też się stało.Z mężem nie układało się nam dobrze wiadomo dlaczego za dużo złego nie ufałam już mężowi w łóżku zawsze było żle zawsze mnie było mało czułam się jak natrętna mucha.Z czasem pogodziłam się że w życiu tak już jest ze nie ma tak że jest super sex i że już tak musi być.Mąż wyjechał słał kasę ja pracowałam jednak przeszłam depresję bo poczułam się porzucona i samotna.Dodam że ciągle czułam że potrzebuję innego mężczyzny nie wiem jak to nazwać ale szukałam zerkałam na mężczyzn jako na potencjalnych partnerów.Był w pracy jeden kolega który od kiedy przyszedł zwrócił moja uwagę ale jako ze był duzo młodszy i był ktotko po ślubie nawet w głowie mi nie było mysleć o nim w innym sensie niż koleżeństwo.I tak pracowaliśmy razem 4 lata.Rozmawialiśmy często ale tak tylko ogólnie az pewnej nocy nasze rozmowy zeszły na pole prywatne i okazało się ze on jest nieszczęśliwy a ja samotna i myśląca o rozwodzie i stało się zaczęliśmy romans.To co przezywałam było i piękne i straszne.Bo kochałam i byłam kochana jak nigdy w życiu jednak w chwili gdy nasz romans się zaczął i on chciał odejść od zony ta oznajmiła że jest w ciąży.Romasn trwał 5 lat ja cierpiałam odchodziłam stawiałam warunki że albo rozwód albo koniec on płakał prosił o czas wyznawał miłość prosił abym go zapewniła ze po rozwodzie go wezmę.W maju podjęłam decyzję że biorę rozwód.Mąż pracuje za granicą od 6 lat nie ma umowy pracuje na czarno nie myśli o przyszłości o starości i o ubezpieczeniu do tego nadużywa caraz bardziej alkoholu i żyję w wielkiej tajemnicy z inna kobieta.Na moją prośbę powrotu odpowiedział ze nie że mam czekać a on wróci na starość i będziemy razem wnuki wychowywać.Ja wiem że już nie ma na co czekać że rozwód jest jedyną słuszną decyzją w tej sytuacji bo nie już nic miedzy nami.Nie żyjemy razem nie sypiamy nie rozmawiamy każdy ma swoje życie.Ja pracuje sama wychowuje córki mam tylko jeden problem i tu właśnie pytanie do pani psycholog-nie potrafię poradzić sobie z rozstaniem z moim kochankiem.W maju kazałam mu podjąć decyzję albo rozwód albo koniec.Jak zawsze powiedział że to nie takie proste ze chce odemnie zapewnienia ze ja go wezmę pod swój dach bo sam nie da rady płacić alimentów i wynajmować mieszkanie.Ja wychodziłam cały czas z założenia że decyzje o rozwodzie on musi podjąć bez moich obietnic ze go wezmę i o to przez te 5 lat niby mu szło.W sierpniu dałam mu to zapewnienie uległam mu bo ciągle tęsknię za nim i nie daję rady już sama.Droga pani proszę mi powiedzieć dlaczego nie potrafię o nim zapomnieć?dlaczego tak bardzo tęsknię i chociaż zdaję sobie sprawę że człowiek ten okazał się być tchórzem i dupkiem to ja i tak poniżam się i piszę do niego i ustępuję mu.Dodam że jego zona wie o nas nie żyją ze sobą i jest żle w ich małżeństwie i wiem że w tym mnie nie oszukuje.Postąpilam żle mój mąż również wie o nim.To był romans nie mający dużo wspólnego z realnym życiem zdaję sobie z tego sprawę.Znam wady i zalety kochanka.W sexie jest nam super pasujemy do siebie chociaż jestem świadoma że w konfrontacji z prawdziwym życiem z realiami dnia codziennego zapewne bywało by różnie.Jestem kobietą samotną prowadzę dom wychowuję córki pracuję.Radzę sobie w wszelkimi problemami zycia codziennego ale z tym jednym nie potrafie sobie poradzić.Leczę się na depresję myślę o nim i tesknię chodz wiem ze nie jest tego wart.Co mam robić?jak zapomnieć?
Obserwuj wątek
    • zosia543 Re: Do Pani Ewy. 06.10.11, 20:43
      Dodam ,że doskonale zdaję sobie sprawę że postąpiłam żle,że najpierw powinnam zacząć od rozwodu i nie pakowania się w romans z żonatym mężczyzną jednak stało się i problem w tym,że nie potrafię o nim zapomnieć.Biorę tabletki na depresję i nasenne żeby jakoś funkcjonować,staram się spotykać z ludzmi ale najgorsze są weekendy gdy jestem sama.Chciałabym w życiu czuć się bezpiecznie mieć obok osobę która mnie kocha i którą ja kocham która jest na dobre i na złe chciałabym nie mieć tych wszystkich problemów na głowie i ciągle się martwić,że brak auto zrobić,że opał kupić,że zreperować dach skosić trawę,martwić się o wszystko,mieć z kimś o tym porozmawiać. Rozwód mam lada dzień boję się ale czuję ulgę,że wreszcie unormuję swoje życie,że nareszcie nie będę żyła w kłamstwie i nie będę musiała udawać,że jest ok.że mam męża i jest miedzy nami dobrze.Dodam,że mąż śle kasę na dzieci kocha córki i ja również wyczulam córki,że mają pamiętać o ojcu i szanować go.Dlaczego nie daję sobie rady z tym jednym uczuciem?dlaczego nie potrafię żyć sama tylko ciągle marzę zeby kochać i być kochaną?kobiety żyją same i dają radę a ja nie potrafię.
    • ewa.zeromska Re: Do Pani Ewy. 06.10.11, 23:43
      Droga Zosiu 543,
      Nie zaznałaś w życiu wiele miłości, ani nawet sytuacji, w których w pełni czułaś się kobietą kochaną. To w pewnym stopniu ( bo nie do końca) dostałaś od przyjaciela - to ładniej brzmi niż kochanek.
      Nie jest ideałem, nadal uwikłany jest w rodzinę, ale w twoich oczach, a właściwie w twoim sercu, w tęsknocie za miłością, jest kimś ważnym.
      Niemniej wydaje mi się, że więcej w tym twoich pragnień i wyobraźni, niż realnych wartości.
      Czegoś tu nie rozumiem. Jego żona o tym wie, twój mąż też, to po co ten dziwny układ?
      Coś mi się zdaje, że tak jest wam lepiej. Spotykacie się na miłe spędzenie czasu, ale właściwie bez zobowiązań, bez odpowiedzialności.
      To być może wygodne, tylko dla kogo?
      Chyba żadne z was nie jest pewne, czego chce i nie jest gotowe na prawdziwy związek. Z doskoku - tak, na stałe - nie.
      Więc może to nie jest człowiek, z którym powinnaś wiązać przyszłość.
      Nie umiesz uwolnić się od niego, bo tak naprawdę tego nie chcesz. Poza tym wydaje ci się, że jeśli to zakończysz, to już zawsze będziesz sama. Tyle, że to nie jest dobry powód do wiązania się na stałe. Znasz jego wady, denerwuje cię, nie możesz na niego liczyć, więc po co chcesz pakować się w związek podobny do twojego małżeństwa?
      Nie powiem ci jaką decyzję powinnaś podjąć, bo to twoja sprawa.
      Ja jedynie sugeruję, na co powinnaś zwrócić uwagę. Ważne, żebyś nie oszukiwała siebie, żebyś nie żyła ułudą.
      Masz dzieci, pracę, radzisz sobie i to jest wspaniałe. Cierpisz, bo tęsknisz, a on? Czy on też tęskni? Coś to się nie klei, ale życie ciągle przed tobą.........
      Pozdrawiam
      • ewa.zeromska Re: Do Pani Ewy. 06.10.11, 23:49
        Przeczytałam dopisek, więc jeszcze coś dodam.
        Nie jesteś sama, bo masz dzieci! A bezpieczeństwo najlepiej zapewniasz sama sobie. Umiesz to, to się sprawdza.
        Liczyłaś na jednego faceta, potem na drugiego i co? A sama dajesz sobie radę. Pewnie, że czasami czujesz się samotna w sensie męsko - damskim, ale przecież tak nie musi być zawsze. Życzę ci, żeby na twojej drodze pojawił się jakiś odpowiedzialny facet.
        • zosia543 Re: Do Pani Ewy. 07.10.11, 20:26
          Dziękuję za uwagę i szczerą odpowiedz.Zapewne ma Pani rację,że nie potrafię odciąć się od mojego przyjaciela bo w życiu nie dostałam od męża poczucia bezpieczeństwa,miłości i szacunku chociaż mąż zawsze twierdził,że nie kłamie tylko nie mówi prawdy do końca i że to nie jest brak szacunku i miłości.Zawsze mówił,że robi długi ale też je oddaje i tyle a jak ja mówiłam,że rodzina na tym cierpi mówił,że przesadzam.Teraz już to wszystko minęło jest już historią i nie warto do tego wracać.Co do przyjaciela to nie chodziło mi o to,że denerwują mnie jego wady a o to,że znam je i potrafię z nimi żyć.Mój mąż był zamknięty w sobie wiele razy prosiłam żeby rozmawiał ze mną o swoich problemach i przyczynach swego postępowania ale nigdy tego nie robił a mój przyjaciel jest jego przeciwieństwem jest taki jakiego chciałam mieć męża.Po prostu potrafimy się kłócić i godzić,normalnie rozmawiać o wszystkim.Co do tego,że jest nam tak wygodnie to też nie tak bo mój kolega jest na pewno tchórzem bo boi się rozwodu i alimentów ale mocno przypłacił zdrowiem te podwójne życie i ciągłe targanie tęsknotą miłością i strachem przed zaryzykowaniem.Leżał już dwa razy w szpitalu i stwierdzono,że przyczyną są nerwy.Ja już od roku ograniczałam spotkania i nalegałam na podjęcie decyzji ale w maju coś we mnie pękło.Dojrzałam do rozwodu i postawiłam przyjacielowi warunek albo rozwód albo koniec.Chcę poukładać w końcu swoje życie,nie chce być kochanką to nie jest życie tylko złudzenia.Nie ma w tym nic z rzeczywistości.Wiem,że gdybyśmy zaryzykowali być razem to i tak już nigdy nie będzie tak jak w normalnej rodzinie ale tak bywa i wiem,że można żyć szczęśliwie.Mój przyjaciel jak zawsze powiedział,że to nie takie proste więc odpowiedziałam ok.a więc to koniec bo nic w życiu nie jest proste ale jakoś trzeba żyć a życie w kłamstwie jest straszne.A więc od maja nie było spotkań ale ja nie potrafiłam odciąć się od niego a on prosił o spotkania i rozmowę ale ja odpisywałam,że dopóki nie podejmie decyzji to nie mamy o czym rozmawiać bo po 5 latach skoro ktoś się kocha to oczywiste jest co trzeba zrobić.Bolało mnie to wszystko tęskniłam,płakałam,wariowałam raz czułam,że już się pozbierałam a za chwilę nie potrafiłam sobie poradzić z uczuciami.Wczoraj mój przyjaciel zadzwonił i zapytał czy nadal go kocham i chcę z nim być odpowiedziałam,że tak ale że tym razem nie zrobię już nic dla nas i koniec dyskusji na ten temat.Opowiedział,że podejmie decyzje bo znów odchorował tę tęsknotę i ma dość i chce być ze mną i zacznie działać.Powiedziałam mu żeby robił jak uważa za słuszne.Nie wiem co będzie ale wiem,że na pewno jak on nic nie zrobi to ja zniknę w końcu z jego życia i odetnę się zupełnie.Chcę poczucia bezpieczeństwa szacunku i miłości to samo chcę dać ale tym razem to ja będę stawiała warunki.Nie wiem może to złe podejście ale czas pokarze.Napisałam w końcu do Pani o swoich bolączkach a proszę mi wierzyć bardzo się bałam i bardzo chciałam usłyszeć opinię kogoś kto może coś konkretnego odpowiedzieć mi na moje trudne pytania.Jeszcze raz dziękuję za odpowiedz i pozdrawiam.
          • ewa.zeromska Re: Do Pani Ewy. 08.10.11, 09:20
            Pani Zosiu,
            Proszę się nie bać życia bez facetów. I tak już od kilku miesięcy nie ma spotkań/. Gdyby ten facet naprawdę nie mógł żyć bez pani, gdyby kochał i tęsknił, to przecież nie pogodziłby się z rozłąką.
            Nie wiem, naprawdę nie wiem za czym pani tak tęskni. Za jego ciałem? Chyba tylko, bo jako człowiek, to raczej nie jest to interesujący egzemplarz.
            Pani Zosiu, życie ciągle się toczy i niech się pani cieszy tym, co ma. A to co śię jeszcze zdarzy na pewno będzie lepsze! I tak trzeba trzymać.
            Pozdrawiam
    • Gość: nammkha Re: Do Pani Ewy. IP: 192.166.203.* 10.10.11, 18:41
      Zosiu! Twój list bardzo mnie poruszył. Chciałabym Ci napisać jakie jest moje zdanie na ten temat.

      Pytasz dlaczego tak jest że mąż był niedobry i przyjaciel też nie jest dobry dla Ciebie. A może warto abyś się przyjrzała temu jak to było w twojej rodzinie? Jaki stosunek mieli do ciebie rodzice, mama, tata. Czy okazywali ci miłość, czy przytulali byli ciepli i czuli? Czy mogłaś na nich liczyć? Czy cię wspierali? To jakich partnerów wybieramy na życie zależy od tego jakie mamy wzorce miłości przekazane przez rodziców. A jak ty siebie traktujesz? Czy jesteś dla siebie wyrozumiała, myślisz o sobie dobrze? Piszesz że masz depresję. A ja się temu wcale nie dziwie. Ty całą sobą wołasz o miłość o ciepło o czułość. Nie wierzę że przez całe życie nie spotkałaś mężczyzny który chciał ci ją dawać. Dokonałaś wyborów wybrałaś takich a nie innych mężczyzn. Dlaczego? Zamiast kupować tabletki na depresję wybrałabym się na twoim miejscu do psychoterapeuty aby sobie na te pytania odpowiedzieć. Pamiętaj że to jak zyjesz odbija się na twoich córkach - one będą szukały podobnej relacji jaka zbudowały z ojcem, ktory tyle razy zawodził ich matkę. Prawdopodobnie znajdą podobnych mężów. Pokaż im że zasługują na miłość i spełnienie w związku tak jak ich Mama.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia,
      • zosia543 Re: Do Pani Ewy. 10.10.11, 23:33
        Dziękuję za zainteresowanie.Postaram się odpowiedzieć na ile potrafię.W domu rodzinnym rodzice okazywali miłość i szacunek sobie jak i nam.Ojciec był wesołym człowiekiem bawił się z nami brał na kolana rozmawiał nie był to może idealny dom bo tata potrafił nadużywać alkoholu i były z tego powodu kłótnie ale zawsze podziwiałam mamę,że po takich wydarzeniach potrafiła wracać do normalnego życia i okazywać ojcu miłość a on jej.Mama również nie była oschła.Ogólnie zawsze uważałam że moi rodzice dali nam dużo miłości i szacunku.Jeśli o moje córki to oczywiście,że boje się żeby nie wybrały podobnie a jak będzie czas pokarze.Wychowuje je dużym poczuciu własnych wartości i sama też raczej mam taki charakter.Jestem osobą pewną siebie nie mam raczej żadnych kompleksów.Raczej w rodzinie ani w sobie nie widzę nic złego tylko to,że pragnę miłości i poczucia bezpieczeństwa.A czy wcześniej był ktoś kto mógł mi to dać?może i był ale jakoś nie myślałam o tym,a nawet jak myślałam to bałam się bliższych relacji.Zapewne z moim przyjacielem dlatego się zbliżyliśmy do siebie bo jak tylko go poznałam zwróciłam na niego swoja uwagę,miał w sobie coś co mi się podobało a czego zawsze mi brakowało u męża i z czasem jak znaliśmy się już 4 lata to miałam tę odwagę,a że w tedy i u niego zaczęło mu się psuć w małżeństwie to jakoś tak się zbliżyliśmy do siebie i stało się.Depresja zaczęła się po wyjeżdzie męża gdy nagle zostałam sama.Póżniej gdzieś przeczytałam,że taki wyjazd kobieta może odczuwać jak porzucenie i myślę,że tak właśnie było ze mną a właściwie jestem tego pewna.Nie wiem co będzie dalej i jak ułoży się moje życie na dzień dzisiejszy to martwię się o sprawy finansowe bo auto mi się psuje a bez auta nie dojadę do pracy,mam do spłacenia kredyt który wzięłam na mały remont mieszkania martwię się,że opału mam za mało martwię się o opłaty i o wszystko i głowa już mi pęka.Mąż do tej pory słał 2 tyś.i uważał,że śle wielką kasę i ciągle wygaduje,że mi mało ja zarabiam 1400 zł.fakt starczało ale nie odłożyłam już nic bo albo studniówki albo matura albo prawo jazdy dla córki i egzaminy z angielskiego wycieczki w szkolne.Po prostu życie ale póżniej też się głowię,że może faktycznie jestem pazerna i rozrzutna?nie wiem teraz się martwię bo maż chce dać 1400 na dwie córki i nie wiem jak to będzie.Sam zarabia 6-7tys,Nie mam pojęcia czy dam radę?i czy to moja wina?
    • lili2006 Re: Do Pani Ewy. 16.10.11, 21:28
      Pani Zosiu, jest pani bardzo mądrą i dzielną kobietą! Ma pani córki i one są dla Pani ważne, ma pani tez rodziców. Teraz rozwód, może jakiś urlop, nowe hobby, by walczyć z depresją. Wnioskuję, ze jest pani jeszcze młoda, kiedyś ktoś obdarzy panią szacunkiem i miłością, życzę Pani tego bardzo.
      • zosia543 Re: Do Pani Ewy. 17.10.11, 10:13
        Witam lili2006.Dziękuję za miłe słowa ale czy jestem mądrą kobietą to trudno powiedzieć mam już tylko matkę bo ojciec zginął tragicznie wiele lat temu ale na mamę mogę liczyć.Urlop by się przydał na pewno i jakiś wyjazd ale mam problemy finansowe i odpada.Zarabiam 1450 zł.i w moim rejonie to i tak sporo.Auto mi się popsuło na tyle,że już nie ma sensu go szykować i poczekam aż zupełnie padnie i wtedy będę się martwić.Tabletki na depresję odstawiłam.Od kiedy postanowiłam złożyć papiery rozwodowe i postawiłam przyjacielowi ultimatum jakoś poczułam ulgę i odstawiłam tabletki.O dziwo daję na razie radę,jestem nerwowa ale to ogólnie życie daje mi w kość.Nie wiem czy znajdę kogoś kogo pokocham i kto pokocha mnie mam 40 lat czuję się tak jakbym już wszystko miała za sobą i nawet nie myślę,że mogę być szczęśliwa i mieć w kimś wsparcie.Życie pokarze.Na razie daję radę,ciężko jest finansowo ale kto ma lekko?tak już jest w życiu.Dziękuje za miłe słowa pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka