zosia543
06.10.11, 20:09
Witam podczytuję to forum od dawna zawsze chciałam napisać ale nie wiem jak ująć to wszystko w słowa żeby było zrozumiałe.Może postaram się od początku.Historia zaczęła się 21 lat temu gdy wyszłam za mąż.Z moim mężem chodziłam krótko i dziś wiem że nie było wielkiej miłości a ja byłam nieodpowiedzialna i postępowałam dziecinnie.Ślub wzięliśmy po pół roku chodzenia ze sobą.Nasze rodziny się znały ale ja męża nie znałam wcześniej bliżej,był kolegą mojego brata i tyle.Po ślubie zaszłam w ciąże chociaż nieplanowaną to chcianą.Po dwóch latach mąż dostał mieszkanie służbowe więc nic już nie powinno nam brakować do życia tylko kochać się i szanować.Mąż pracował w lesie jako pilarz i wszystko niby było ok.czasami popił za dużo ale ogólnie nie awanturował się od poprostu wypił przeprosił i wszystko było ok.ale 4 lata po ślubie gdy urodziła się druga córka na jaw zaczęły wychodzić tajemnice jakie mąż miał przedemną.Okazało się że mąż mając własną jednoosobowa firmę nie płacił składek ZUS i nie odprowadzał podatku więc komornik zapukał pewnego dnia do naszych drzwii a mąż tlumaczył się tym ze chciał dobrze żeby kasy dla mnie było więcej.Oczywiście mąż oddawał długi których procenty i koszta komornicze przerastały trzykrotnie wysokość zadłużenia ale jak mogłam chodziłam do pracy i pomagałam mężowi w oddawaniu długów.Gdy powoli wychodziliśmy z długów i niby wszystko było już ok.mąż pewnego dnia pojechał po wypłatę i już nie wrócił.Nie było go dwa dni.Po dwóch dniach wrócił tumaczył ze popił u kumpla i tak wyszło.Wypłatę oddał i niby było dobrze ale po miesiącu od tego wydarzenia w drzwiach stanał brat męża z ktorym nie utrzymywaliśmy kontaktów z pretensją do mnie i do męża że mąż pożyczył od nich kasę i miał po miesiącu oddać.Jak się okazało to mąż wcześniej nie chodził do pracy chociaż z domu wychodził wypłaty nie miał i gdy nadszedł dzień wypłaty pojechał objeżdził rodzinę i pożyczał pieniądze które póżniej dał mnie niby swoje zarobione.W następnych latach mąż jeszcze kilka razy postępował podobnie tyle że np.pojechał po wypłatę i juz nie wrócił a w nocy potrafił zakraść się do garażu i wziąść swój motocykl i zniknąć zaszywając sie na jakiejś melinie.Ja zostawałam wtedy sama w domu z dziećmi bez środków do życia i po trzech dniach brałam znajomego i objeżdzałam miejsca gdzie mógł być mąż.Kazałam wracać do domu i ponosić konsekwencje swoich czynów razem ze mną i dziećmi.Zawsze wychodziłam z założenia ze rozwód to poddanie się to najłatwiejsza droga ale gdy są dzieci jest mieszkanie to trzeba walczyć o dom o rodzinę o miłość i szacunek i prosiłam męża aby się opamiętał aby przestał kłamać żeby mówił mi jeśli ma problemy i sobie nie radzi z czymś w życiu.Chodziłam na opiekę prosiłam o poradę psycholog.Ta doradziła mi abym złożyła pozew o alimenty że może wtedy mąż się opamięta.Tak też zrobiłam ale to i tak niczego nie zmieniło.Po jakimś czasie zaszłam w nieplanowaną ciąże.Trudno chciałam już iść do pracy córki miałam już odchowane były na tyle duże że mogłam iść do pracy i nareszcie moc liczyć sama na siebie a nie na męża.Urodziłam córkę i gdy mała miała dwa tygodnie mąż znów zniknął jak zawsze pojechał po wypłatę i nie wrócił.Za to w drzwiach stanął komornik bo znów okazało się że mąż ma dlugi.Wtedy mieliśmy juz nie zapłacone za prąd za mieszkanie a ja po trzech dniach pozostawiona sama sobie z córkami bez środków do życia nie miałam już wyjścia jak tylko zadzwoniłam do matki i powiedziałam żeby przyjechała po mnie bo żle juz wtedy sytuacja się miała ale ze mną popadłam w depresję i bałam się wszystkiego.Mama przyjechała pojechała po męża na melinę ten wrócił i moja matka stwierdziła że weżnie mnie do siebie ale z mężem bo jednak jest rodzina i trzeba dać mu szansę.Mnie było wszystko obojętne.Po przeprowadzce do matki pozałatwiałam sprawy za męża część długów umożono.Jakoś to wszystko się toczyło była bieda ja nie sypiałam z mężem dwa lata.Sytuacja z mężem po przeprowadzce do matki jeszcze się powtórzyła.Mąż miał pracę ale został z niej zwolniony po 10 miesiącach za picie pożniej uciekł jeszcze raz i tułał sie po lasach zbierał złom.Jak zawsze poszukałam go kazałam wrócić bo wstyd ludzi i dzieci.Wrócił i znalazł pracę w stoczni.Wyjechał do Gdyni wynajął tam mieszkanie z bratem i od wtedy skończyły się wszystkie problemy.Przyjeżdzał co dwa trzy tygodnie zarabiał nieżle.Ja już też pracowałam bo gdy przeprowadziłam się do mamy mogłam już iść do pracy.Wszystko układało się coraz lepiej az do chwili gdy stocznia zaczęła plajtować i mąż znów wrócił i znów pracował dorywczo nie mógł znależć stałej pracy. Wkońcu postanowiliśmy że wyjedzie do Irlandii i tak też się stało.Z mężem nie układało się nam dobrze wiadomo dlaczego za dużo złego nie ufałam już mężowi w łóżku zawsze było żle zawsze mnie było mało czułam się jak natrętna mucha.Z czasem pogodziłam się że w życiu tak już jest ze nie ma tak że jest super sex i że już tak musi być.Mąż wyjechał słał kasę ja pracowałam jednak przeszłam depresję bo poczułam się porzucona i samotna.Dodam że ciągle czułam że potrzebuję innego mężczyzny nie wiem jak to nazwać ale szukałam zerkałam na mężczyzn jako na potencjalnych partnerów.Był w pracy jeden kolega który od kiedy przyszedł zwrócił moja uwagę ale jako ze był duzo młodszy i był ktotko po ślubie nawet w głowie mi nie było mysleć o nim w innym sensie niż koleżeństwo.I tak pracowaliśmy razem 4 lata.Rozmawialiśmy często ale tak tylko ogólnie az pewnej nocy nasze rozmowy zeszły na pole prywatne i okazało się ze on jest nieszczęśliwy a ja samotna i myśląca o rozwodzie i stało się zaczęliśmy romans.To co przezywałam było i piękne i straszne.Bo kochałam i byłam kochana jak nigdy w życiu jednak w chwili gdy nasz romans się zaczął i on chciał odejść od zony ta oznajmiła że jest w ciąży.Romasn trwał 5 lat ja cierpiałam odchodziłam stawiałam warunki że albo rozwód albo koniec on płakał prosił o czas wyznawał miłość prosił abym go zapewniła ze po rozwodzie go wezmę.W maju podjęłam decyzję że biorę rozwód.Mąż pracuje za granicą od 6 lat nie ma umowy pracuje na czarno nie myśli o przyszłości o starości i o ubezpieczeniu do tego nadużywa caraz bardziej alkoholu i żyję w wielkiej tajemnicy z inna kobieta.Na moją prośbę powrotu odpowiedział ze nie że mam czekać a on wróci na starość i będziemy razem wnuki wychowywać.Ja wiem że już nie ma na co czekać że rozwód jest jedyną słuszną decyzją w tej sytuacji bo nie już nic miedzy nami.Nie żyjemy razem nie sypiamy nie rozmawiamy każdy ma swoje życie.Ja pracuje sama wychowuje córki mam tylko jeden problem i tu właśnie pytanie do pani psycholog-nie potrafię poradzić sobie z rozstaniem z moim kochankiem.W maju kazałam mu podjąć decyzję albo rozwód albo koniec.Jak zawsze powiedział że to nie takie proste ze chce odemnie zapewnienia ze ja go wezmę pod swój dach bo sam nie da rady płacić alimentów i wynajmować mieszkanie.Ja wychodziłam cały czas z założenia że decyzje o rozwodzie on musi podjąć bez moich obietnic ze go wezmę i o to przez te 5 lat niby mu szło.W sierpniu dałam mu to zapewnienie uległam mu bo ciągle tęsknię za nim i nie daję rady już sama.Droga pani proszę mi powiedzieć dlaczego nie potrafię o nim zapomnieć?dlaczego tak bardzo tęsknię i chociaż zdaję sobie sprawę że człowiek ten okazał się być tchórzem i dupkiem to ja i tak poniżam się i piszę do niego i ustępuję mu.Dodam że jego zona wie o nas nie żyją ze sobą i jest żle w ich małżeństwie i wiem że w tym mnie nie oszukuje.Postąpilam żle mój mąż również wie o nim.To był romans nie mający dużo wspólnego z realnym życiem zdaję sobie z tego sprawę.Znam wady i zalety kochanka.W sexie jest nam super pasujemy do siebie chociaż jestem świadoma że w konfrontacji z prawdziwym życiem z realiami dnia codziennego zapewne bywało by różnie.Jestem kobietą samotną prowadzę dom wychowuję córki pracuję.Radzę sobie w wszelkimi problemami zycia codziennego ale z tym jednym nie potrafie sobie poradzić.Leczę się na depresję myślę o nim i tesknię chodz wiem ze nie jest tego wart.Co mam robić?jak zapomnieć?