Gość: wkropce
IP: *.tarniny.pl
01.01.12, 22:05
Jestem młodą kobietą, od kilku lat żyję w związku, który aktualnie przechodzi dość poważny kryzys. Właściwie jesteśmy na etapie rozważań, czy dalsze wspólne życie ma sens. Pewnie gdybyśmy nie mieli dziecka to odpowiedź byłaby oczywista, a tak właściwie to wszystko przeciągamy..
Wiele razy myślałam, żeby zakończyć ten związek i ułożyć sobie życie na nowo. Ale jakoś nie potrafię tego zrobić..
Wczoraj wybraliśmy się razem na Sylwestra - do jego znajomych z pracy. Poznałam kolegę, który przyszedł na imprezę sam (jego kobieta była w pracy). Od razu wpadł mi w oko, z wzajemnością.. Dobrze się razem bawiliśmy, a gdy zostawaliśmy na osobności otwarcie mnie adorował, gładził po włosach, szeptał do ucha, łapał za dłonie.. Z początku odrzucałam jego zaloty, a w końcu poddałam się.. Jego komplementy i czułość imponowały mi. Tym bardziej, że przed wyjściem na imprezę posprzeczałam się ze swoim partnerem i usłyszałam od niego parę przykrych słów odnośnie mojego wyglądu.
Czułam się wyjątkowo, jednocześnie mając świadomość, że to tylko zabawa, niewinny flirt, który zakończy się razem z imprezą. Zaczął mi się zwierzać z jego problemów z partnerką, jednocześnie informując o tym, że wie co dzieje się w moim związku. Pojawiły się propozycje z jego strony - ze to najlepszy moment na zmiany w naszym życiu, że zakochał się we mnie i że jest gotów, aby zając się mną i moim dzieckiem. Nie wzięłam jego słów na poważnie, ale rano powtarzał to samo. Wydzwania do mnie cały dzień, aby się umówić.
Sama nie wiem co o tym myśleć.. Na prawdę nie brałam na poważnie jego słów, ale on nie odpuszcza. Poza tym na prawdę mi się spodobał, ale nie chcę się wdawać w romans. Wczoraj było dość blisko, aby to wszystko zaszło za daleko - ale na szczęście zdrowy rozsadek wziął górę. Mam ogromne wyrzuty sumienia wobec mojego partnera, bo przecież byliśmy tam razem.. Teraz czuję, ze nie mogłabym go tak po prostu zostawić i budować szczęścia na nieszczęściu innych osób. Bo jakby nie było przyczyniłabym się do rozpadu 2 związków..
Nie oczekuję tutaj odpowiedzi co powinnam zrobić, a raczej opisu Waszych podobnych przeżyć, spojrzenia na to wszystko z perspektywy osoby trzeciej, podpowiedzi bardziej doświadczonych osób, może kopniaka, który pozwoli mi w końcu podjąć decyzje co dalej...