Dodaj do ulubionych

czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40

15.04.02, 22:57

Poznałam i zaczęłam spotykac się z Kimś około 3 miesiące temu. Oboje mamy mało
czasu, dzieci /oboja samotnie je wychowujemy/, prace , obowiązki, mieszkamu w
innych miastach, widujemy sie czasem raz czasem a czesciej/ kilka razy w
tygodniu i nie mamy nigdy duzo czasu. Rożnica wieku spora, ja mam 25 lat on 45,
ale to nie problem dla nas. Jest nam razem miło, dobrze, spokojnie,
bezpiecznie , wesolo.... super. Ale do sedna: Oboje pragniemy siebie czasem
nawet rozmowa delikatnie schodzi na ten temat, pocalunki, dotyk....ale tak
niewinnie i delikatnie..... i to mnie cieszy. Pytanie mam takie Panowie kolo 45
lat, odpowiedzcie: Nie jestem kobieta chlodną, nawet gdybym chciala nie
potrafię, kazdy dotyk kazdy pocalunek czuje w calym ciele, gdyby mi nie
zalezalo na trwalym zwiazku to nie pytalabym Was tylko byla juz od dawna jego
kochanka ...ale jesli zalezy mi na Nim naprawde, zalezy mi na jego uczuciu i
opinii o mnie a jednoczesnie mam ochote byc soba, gdzie jest granica? Czy
potepiacie po cichu kobiete za to ze jest taka jak pragnie byc ze jest
bezwstydna? Czy kochankę, dobrą kochankę mozna darzyc glebokim uczuciem, czy
tylko darzy sie ją pragnieniem? Dajcie mi meską radę, czy mogę być od
pierwszego razu sobą i okazywac uczucia, czy mam udawać i czekac biernie i
czekać ze sam mnie poprosi o troche inicjatywy? Dodam, ze to człowiek z duzym
temperamentem i na pewno moje zachowanie spontaniczne bylby przyjete w tym
momencie z radoscia, ale czy kiedys za rok-dwa -kilka w zlosci nie wypomni
mi "rozpusty"?
Obserwuj wątek
    • leslawc Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 24.04.02, 12:47
      hej

      ja dochodze do czterdziestki jest 9 lat po rozwodzie a od roku jestem z
      dziewczyna. Jest 9 lat mlodsza i nie widzimy sie za czesto (kilkaset kilometrow
      nas dzieli). Nie czekalismy niewiadomo ile z sexem zeby sie dobrze poznac.
      Nie wyobrazam sobie zebym kiedys mogl uzyc argumentu ze poszla ze mna za szybko
      do lozka. Czas ucieka a sex jest pewna forma przyjemnosci. Zyjemy w czasach
      gdzie coraz trudniej o przyjemnosci i nie mysle tu wylaczeni o seksie.
      Przypuszczam ze twoje wychowanie uksztaltowalo twoje podejscie do tego tematu.
      Ja spotykalem dziewczyne wieczorem (jak jeszcze nie bylem w zwiazku) szlismy na
      dyskoteke a potem ladowalismy w lozku. Potem bylo rozstanie i pozegnanie.
      Ja absolutnie nie szanuje mniej dziewczyny za to ze poszla ze mna do lozka od
      razu. Jest wiele innych powodow zeby kogos nie szanowac ale szybki seks w moim
      przypadku absolutnie sie do nich nie zalicza. Nie wiem czy dobrze zrozumialem
      Twoje pytanie. I mysle ze kochanke mozna pokochac tylko wtedy najczesciej
      charakter zwiazku ulega zmianie. Liczy sie tylko wzajemna uczciwosc i takie
      same zrozumienie tego pojecia.

      pozdrawiam
      leslaw
    • leonzawodowiec11 Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 24.04.02, 22:53
      mam 45 lat...
      z uwagi na powyższe mogę więc chyba - biorąc pod uwagę lata stażu małżeńskiego -
      wydać moją ocenę odnośnie Twojej sytuacji..
      - bądź sobą... w momencie kiedy zauważysz, że twój partner a mój rówieśnik ))..
      jest zaskoczony zmianą w twoim postępowaniu: tj. wyzwalającym ogrom namiętności
      gotujący się w Twym młodym ciele - sprawdź czy to zaskoczenie jest dla niego
      zjawiskiem w jego mniemaniu pozytywnym. O ile będzie postępował wobec Ciebie
      inaczej... tzn. w gorszym wydaniu... -odstaw go na bocznicę... niech idzie na
      ryby...
    • bbona Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 24.04.02, 23:36
      aannkkaa1 napisał(a):

      >
      > Poznałam i zaczęłam spotykac się z Kimś około 3 miesiące temu. Oboje mamy mało
      > czasu, dzieci /oboja samotnie je wychowujemy/, prace , obowiązki, mieszkamu w
      > innych miastach, widujemy sie czasem raz czasem a czesciej/ kilka razy w
      > tygodniu i nie mamy nigdy duzo czasu. Rożnica wieku spora, ja mam 25 lat on 45,
      >
      > ale to nie problem dla nas. Jest nam razem miło, dobrze, spokojnie,
      > bezpiecznie , wesolo.... super. Ale do sedna: Oboje pragniemy siebie czasem
      > nawet rozmowa delikatnie schodzi na ten temat, pocalunki, dotyk....ale tak
      > niewinnie i delikatnie..... i to mnie cieszy. Pytanie mam takie Panowie kolo 45
      >
      > lat, odpowiedzcie: Nie jestem kobieta chlodną, nawet gdybym chciala nie
      > potrafię, kazdy dotyk kazdy pocalunek czuje w calym ciele, gdyby mi nie
      > zalezalo na trwalym zwiazku to nie pytalabym Was tylko byla juz od dawna jego
      > kochanka ...ale jesli zalezy mi na Nim naprawde, zalezy mi na jego uczuciu i
      > opinii o mnie a jednoczesnie mam ochote byc soba, gdzie jest granica? Czy
      > potepiacie po cichu kobiete za to ze jest taka jak pragnie byc ze jest
      > bezwstydna? Czy kochankę, dobrą kochankę mozna darzyc glebokim uczuciem, czy
      > tylko darzy sie ją pragnieniem? Dajcie mi meską radę, czy mogę być od
      > pierwszego razu sobą i okazywac uczucia, czy mam udawać i czekac biernie i
      > czekać ze sam mnie poprosi o troche inicjatywy? Dodam, ze to człowiek z duzym
      > temperamentem i na pewno moje zachowanie spontaniczne bylby przyjete w tym
      > momencie z radoscia, ale czy kiedys za rok-dwa -kilka w zlosci nie wypomni
      > mi "rozpusty"?


      ---Pytasz panów, ale odzywam się, bo wiem coś o tym:)
      Moim zdaniem nie nalezy się krygować, zastanawiać, jakm się powinno być, tylko
      być tym kim się czuje, jakim się jest w swoim własnym odczuciu swojego ciała i
      swojej osobowości. Po jaką, za przeproszeniem, cholerę, masz dostosowywać siebie
      do oczekiwań potencjalnego partnera? To jak będzie potem? Potem dopiero wyjawisz
      wszystko, co masz za uszami? Wydaje mi się, że jest to jedna z podstawowych
      przyczyn, dla których partnerzy dopiero po czasie stwierdzaja ,że są
      niedopasowani, że mają inne oczekiwania co do samego związku i jego celu.
      Chcesz wiedzieć, czy ten to jes TEN? Nic prostszego!
      Jeśli czujesz się z nim właśnie tak, jak chcesz się czuć, macie podobne poglądy ,
      zainteresowania, możecie się kochać w każdej chwili ( a im częściej, tym lepiej i
      tak, jak sobie wymarzycie, a może bardziej:))), a gdy nie możecie się kochać,
      towarzystwo jej/jego jest najbardziej interesujacym i pożądanym, bo rozmowa
      będzie tak zajmująca, że możecie ją kontynuować do końca świata i jeszcze parę
      dni dłużej, to jest TEN.
      Jakie ma znaczenie, co on sobie pomyśli?
      Jeśli pomyśli, że jesteś łatwa, to znaczy, że nie myśli. Chyba, że jestes łatwa:)
      Jeśli Ty myślisz, to zależy jak myslisz. Z Twojego myslenia wynikaja Twoje
      uczucia. Bywa odwrotnie - a nie wiem do końca, czy mówimy o pierwszym, czy drugim.
      Sorry, za mało danych, a nie chcę przesadzać z góry:)
      Pzdr!
      • piasia Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 25.04.02, 07:26
        odpowiada 40-letnia baba ;)
        Przede wszystkim - mylisz pojęcia! Nie jesteś/będziesz kochanką w ścisłym
        znaczeniu tego słowa. Kochanka to ktoś trzeci, na boku, oprócz tej ślubnej
        pierwszej damy. Kochankę darzy się namiętnością, ale o uczuciach rzadko kiedy
        można powiedzieć że są.
        Ty natomiast jesteś partnerką (obrzydliwe słowo, błueee). Oboje jesteście
        samotni, chcecie być razem, nikomu krzywda się nie dzieje. Nie zastanawiaj się
        nad jego szacunkiem do Ciebie - już ten szacunek potwierdził. Posłuchaj mądryc
        rad moich przedmówców. Bądź sobą, zatrać się w namiętności, chwytaj życie za
        rogi i ciśnij jak cytrynę, bo do tej pory raczej Cię nie oszczędzało, co jasno
        widać pomiędzy wierszami Twego postu.
        Powodzenia
    • bratek3 Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 16.05.02, 16:52
      40 latek
      Mam kogoś od kilku lat, pracujemy razem (jest młodsza o kilkanascie lat),
      widzimy sie codziennie. Przyszło to powoli, z pewnymi wątpliwosciami, ale
      jednak przyszło, bardzo mocne uczucie, własciwie przypomniałem sobie jak to
      było 20 lat temu, "zakochałem sie w kochance". Ona ma męża, dwoje dzieci, ja
      tez żonę i dwoje dzieci. Na poczatku "związku" to ona była stroną która
      nacierała próbowałem trzymać wszystko na dystans, wytrzymałem 7 miesięcy.
      Teraz mam problem moje uczucie do niej jest jednoznaczne i oczywiste, z kolei
      jej uczucie do mnie, do końca nie wiem, że "kocha" mówi bardzo rzadko, a i tak
      podkreśla że "kocha tu i teraz", inne gesty i zachowanie są bardzo ciepłe. Mam
      inny problem, powiedzmy ze akceptuje układ, mąż+kochanek, tylko czy ja jestem
      napewno jaj drugim facetem?
      Jeżeli tak lekko zdradza męża to czy ja moge liczyć na jej wiernośc?
      Nie chciałbym być jej kolejną zabawką (myślę że żaden facet by nie chciał).
      Kradniemy chwile które uda nam się wspólnie zorganizować.
      Tylko że ona znika również, bezemnie (z męzem tez jej nie ma) co wtedy? Jak mam
      przyjmować jej tłumaczenia, przecież tłumaczy się tak samo jak mężowi kiedy
      urywa sie ze mną. Nie chcę jej sprawdzać, nie mógł bym. Mam jednak problemy z
      bezwarunkowym zaufaniem. Jedno nie ulega watpliwosci "kocham ją", nie wiem
      tylko jak długo dam radę?
      • tassman kochanki sie kocha 17.05.02, 08:43
        bratek3 napisał(a):

        > 40 latek
        > Mam kogoś od kilku lat, pracujemy razem (jest młodsza o kilkanascie lat),
        > widzimy sie codziennie. Przyszło to powoli, z pewnymi wątpliwosciami, ale
        > jednak przyszło, bardzo mocne uczucie, własciwie przypomniałem sobie jak to
        > było 20 lat temu, "zakochałem sie w kochance". Ona ma męża, dwoje dzieci, ja
        > tez żonę i dwoje dzieci. Na poczatku "związku" to ona była stroną która
        > nacierała próbowałem trzymać wszystko na dystans, wytrzymałem 7 miesięcy.
        > Teraz mam problem moje uczucie do niej jest jednoznaczne i oczywiste, z kolei
        > jej uczucie do mnie, do końca nie wiem, że "kocha" mówi bardzo rzadko, a i tak
        > podkreśla że "kocha tu i teraz", inne gesty i zachowanie są bardzo ciepłe. Mam
        > inny problem, powiedzmy ze akceptuje układ, mąż+kochanek, tylko czy ja jestem
        > napewno jaj drugim facetem?
        > Jeżeli tak lekko zdradza męża to czy ja moge liczyć na jej wiernośc?
        > Nie chciałbym być jej kolejną zabawką (myślę że żaden facet by nie chciał).
        > Kradniemy chwile które uda nam się wspólnie zorganizować.
        > Tylko że ona znika również, bezemnie (z męzem tez jej nie ma) co wtedy? Jak mam
        >
        > przyjmować jej tłumaczenia, przecież tłumaczy się tak samo jak mężowi kiedy
        > urywa sie ze mną. Nie chcę jej sprawdzać, nie mógł bym. Mam jednak problemy z
        > bezwarunkowym zaufaniem. Jedno nie ulega watpliwosci "kocham ją", nie wiem
        > tylko jak długo dam radę?

        ********************
        Nie mam 40 lat.
        Bartek jak ty to wszystko znosisz??Musisz byc obdażony kamienną twarzą i
        kamiennym sumieniem....
        Czy żone też mówisz, że ją kochasz?? Nie pytam czy ją kochasz (bo to oczywiste że
        NIE) tylko czy jej mówisz "kocham Cię" patrząc w oczy....Co wtedy czujesz
        naprawdę?

        Pozdrawiam

        • bratek3 Re: kochanki sie kocha 17.05.02, 09:36
          Powierzchowność mam wesołą, sumienie mnie niestety gryzie.
          Z żoną nie mam problemów, mieszkamy razem, ale żyjemy osobno. Spimy w
          oddzielnych sypialniach, nie "byliśmy razem" chyba 4-5 lat. Żona nie mówi mi że
          mnie kocha zresztą w klikunastoletnim związku rzadko jej sie to zdarzało, (na
          początku owszem), ja wcześniej sądziłem że tak już w życiu musi być, i nawet
          sie z tym pogodziłem. Jeżeli chodzi o "NIĄ" to miała dość czasu by się
          spokojnie zastanowić, zanim do czegokolwiek doszło znaliśmy sie trzy lata, i
          jak mi później powiedziała to miała do mnie dużo żalu że byłem dla niej przez
          te lata chłodny, dużo bardziej niz do innych kobiet. Jeżeli chodzi o związek z
          NIĄ, to ona go budowała, mówiła o nim "nasz świat" dla mnie (można powiedziec
          starego chłopa) to było coś jak by nowego, co nigdy mnie nie spotkało. Miałem
          odrzucić JEJ uczucie, było piękne,radosne, pełne wiary, bezwarunkowe,
          dostawałem coś czego nie doświadczałem od lat. Naprawdę długo trwało zanim
          zakceptowałem tą sytuację. Sumienie jednak mam niespokojne.
          • tassman hanki sie kocha 17.05.02, 12:19
            bratek3 napisał(a):

            > Powierzchowność mam wesołą, sumienie mnie niestety gryzie.
            > Z żoną nie mam problemów, mieszkamy razem, ale żyjemy osobno. Spimy w
            > oddzielnych sypialniach, nie "byliśmy razem" chyba 4-5 lat. Żona nie mówi mi że
            >
            > mnie kocha zresztą w klikunastoletnim związku rzadko jej sie to zdarzało, (na
            > początku owszem), ja wcześniej sądziłem że tak już w życiu musi być, i nawet
            > sie z tym pogodziłem. Jeżeli chodzi o "NIĄ" to miała dość czasu by się
            > spokojnie zastanowić, zanim do czegokolwiek doszło znaliśmy sie trzy lata, i
            > jak mi później powiedziała to miała do mnie dużo żalu że byłem dla niej przez
            > te lata chłodny, dużo bardziej niz do innych kobiet. Jeżeli chodzi o związek z
            > NIĄ, to ona go budowała, mówiła o nim "nasz świat" dla mnie (można powiedziec
            > starego chłopa) to było coś jak by nowego, co nigdy mnie nie spotkało. Miałem
            > odrzucić JEJ uczucie, było piękne,radosne, pełne wiary, bezwarunkowe,
            > dostawałem coś czego nie doświadczałem od lat. Naprawdę długo trwało zanim
            > zakceptowałem tą sytuację. Sumienie jednak mam niespokojne.


            **************
            Bartek,

            Dlaczego nie uregulujesz swojej sytuacji prawnej (rozwód). To by wiele
            rozwiązało...nie wszystko ale wiele...

            PZDR
            tassman:)
            • bratek3 Re: hanki sie kocha 17.05.02, 15:18
              Dzieki za radę. Nie wszystko jest jednak takie proste. Mylę o tym często, i
              długo to chyba nie potrwa. Są dzieci 15 i 16 lat które są dość mocno związane
              emocjonalnie ze mną, nie jest takie oczywiste z kim chciałyby zostać, żona boi
              sie tego że zostanie sama, a ja boję się o ich równowagę emocjonalną. Nie moge
              dojść także do zgodnego porozumienia co do dość dużych oszczedności
              zgromadzonych na funduszu inwestycyjnym żony (są to nasze wspólne
              oszczędności), mnie zadowalałby zakup kawalerki, którą kidyś zostawiłbym
              dzieciom, ona nie chce o tym słyszeć.
              • tassman do bartka3 18.05.02, 07:44
                bratek3 napisał(a):

                > Dzieki za radę. Nie wszystko jest jednak takie proste. Mylę o tym często, i
                > długo to chyba nie potrwa. Są dzieci 15 i 16 lat które są dość mocno związane
                > emocjonalnie ze mną, nie jest takie oczywiste z kim chciałyby zostać, żona boi
                > sie tego że zostanie sama, a ja boję się o ich równowagę emocjonalną. Nie moge
                > dojść także do zgodnego porozumienia co do dość dużych oszczedności
                > zgromadzonych na funduszu inwestycyjnym żony (są to nasze wspólne
                > oszczędności), mnie zadowalałby zakup kawalerki, którą kidyś zostawiłbym
                > dzieciom, ona nie chce o tym słyszeć.

                ***************
                bartek3,

                Masz niezły galimatias w swoim życiu. W sumie masz duzo wyjść z tej sytuacji i
                zarazem żadnego. Gorący okres przed Tobą.....
                Powodzenia

                tassman:)
                ps. czytając twoje posty mam wrażenie że nie masz z kim porozmawiac - tam w
                realu. Chyba nie masz kumpla, przyjaciela - bezstronnego doradcy, który mógłby
                zając obiektywne zdanie dotyczące mętliku w twoim życiu osobistym....

                • bratek3 Re: do bartka3 18.05.02, 17:05
                  Jesteś spostrzegawczy albo znasz ludzi. Nie rozmawiam o moich sprawach
                  przaktycznie z nikim. Przyjaciół i znajomych mam (chociaż moja żona ich
                  skutecznie eliminuje) ale myśle ze nie mogę z nimi o tym rozmawiać, nie jestem
                  z nimi tak blisko. Mam siostrę z którą mógłbym pogadać, i próbuję ja na to
                  przygotować, tym bardziej że ona jest w trakcie rozwodu i pewnie sama
                  potrzebuje jakiegoś ucha. Jeżeli chodzi o galimatias to nie jest tak źle,
                  przynajmniej wiem czego ja chcę. Gorzej było 3 lata temu, żona powiedziała mi
                  że chce odejść, nie mieściło mi sie to w głowie, {tym bardziej że od roku truła
                  mi o kupnie domu, i sposobie znalezienia pieniędzy na niego u mojej rodziny
                  oczywiście, Chodziło o spieniężenie mieszkania które "jest moje" w domu
                  rodzinnym moich rozdziców, (formalnie go nie mam, dopiero po śmierci rodziców,
                  lub wcześniejszej darowiźnie)}, wpadłem w depresję która się pogłebiała,
                  psychiatra, leki, potem psycholog, który własciwie otworzył mi oczy, uświadomił
                  mnie że wszyskich wokół ne uszczęśliwie, powienienem myśleć o sobie, i dbać o
                  siebie. Wtedy zdecydowałem się coś zrobić z tym uczuciem które było obok mnie,
                  i to mi bardzo pomogło. Jestem dzisiaj silniejszy choć na rozdrożu, niestety
                  ONA jest tylko kochanką, przyjacielem pewnie też.
                  Pozdrowienia
                  • tassman post do bartka3 20.05.02, 08:01
                    bratek3 napisał(a):

                    > Jesteś spostrzegawczy albo znasz ludzi. Nie rozmawiam o moich sprawach
                    > przaktycznie z nikim. Przyjaciół i znajomych mam (chociaż moja żona ich
                    > skutecznie eliminuje) ale myśle ze nie mogę z nimi o tym rozmawiać, nie jestem
                    > z nimi tak blisko. Mam siostrę z którą mógłbym pogadać, i próbuję ja na to
                    > przygotować, tym bardziej że ona jest w trakcie rozwodu i pewnie sama
                    > potrzebuje jakiegoś ucha. Jeżeli chodzi o galimatias to nie jest tak źle,
                    > przynajmniej wiem czego ja chcę. Gorzej było 3 lata temu, żona powiedziała mi
                    > że chce odejść, nie mieściło mi sie to w głowie, {tym bardziej że od roku truła
                    >
                    > mi o kupnie domu, i sposobie znalezienia pieniędzy na niego u mojej rodziny
                    > oczywiście, Chodziło o spieniężenie mieszkania które "jest moje" w domu
                    > rodzinnym moich rozdziców, (formalnie go nie mam, dopiero po śmierci rodziców,
                    > lub wcześniejszej darowiźnie)}, wpadłem w depresję która się pogłebiała,
                    > psychiatra, leki, potem psycholog, który własciwie otworzył mi oczy, uświadomił
                    >
                    > mnie że wszyskich wokół ne uszczęśliwie, powienienem myśleć o sobie, i dbać o
                    > siebie. Wtedy zdecydowałem się coś zrobić z tym uczuciem które było obok mnie,
                    > i to mi bardzo pomogło. Jestem dzisiaj silniejszy choć na rozdrożu, niestety
                    > ONA jest tylko kochanką, przyjacielem pewnie też.
                    > Pozdrowienia

                    ***************
                    Widze Bartek, że macie rodzinne nieszczęścia w jednym momencie. Ty - wiadomo,
                    siostra w trakcie "batalii rozwodowej"...
                    Nie wiedziałem, że aż tak mocno odczułeś "chęć" odejscia od ciebie twojej żony.
                    Mysle że ten proces narastał nie rok, dwa ale kilka lat...Moze zaczął sie pomału
                    od razu po waszym ślubie. Nie wiem.....
                    Co mówi twoja kochanka na to? czy proponowałeś jej "bycie na dobre i na złe "
                    razem??

                    PZDR
                    tassman:)

                    • bratek3 Re: post do bartka3 29.05.02, 11:46
                      Rozwód siostry jest przyjazny rozchodzą się w zgodzie. Jeżeli chodzi o mój
                      związek to pewnie to narastało od co najmniej pięciu lat, dopiero teraz
                      przychodzi refleksja i nastepuje analiza sytacji.
                      Jeśli mówimy o "NIEJ" to ona w swoim życiu nie zmieni nic, ten układ jej
                      odpowiada w tej chwili. Była szansa dwa lata temu, ona coś chciała zmienić, ale
                      wtedy ja nia byłem zdecydowany, albo za mało rozmawialiśmy o przyszłosci.
                      Wygląda więc na to, że to ja jestem jej kochankiem i ona tutaj "rozdaje karty".
                      Jej uczucia też są rozchwiane wszystko faluje, być może że ja potrzebuje
                      jakiejś pewności i stabilizacji a ona nie bardzo chce mi to dać. Sferą bez
                      zgrzytów jest seks, tutaj się rozumiemy doskonale (choć trwało to chwilę zanim
                      się dopasowaliśmy, była świetną nauczycielką). Czasami mam myśli że własciwie o
                      to tylko jej chodzi.
                      Pozdrawiam
    • murakun Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 37 17.05.02, 22:20
      kochanke nalezy utrzymywac,a czy kochac to juz inna sprawa,ja tam kocham jej
      pupeczke z rana,pozdrawiam:)
      • hystero Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 37 19.05.02, 15:14
        Jestem od 8 lat kochanka i caly ten czas czuje sie kochana, zapewne inaczej niz
        ta "slubna". Caly czas pragniemy siebie, kazda wspolna chwila jest wielkim
        swietem i radoscia, nigdy nie chcialabym, zeby "dla mnie" rezygnowal ze swojego
        oficjalnie usankcjonowanego zycia. "Boczne uliczki moga miec znacznie wiecej
        uroku niz "wielkie arterie".
        • tassman do Hystero 20.05.02, 07:57
          hystero napisał(a):

          > Jestem od 8 lat kochanka i caly ten czas czuje sie kochana, zapewne inaczej niz
          >
          > ta "slubna". Caly czas pragniemy siebie, kazda wspolna chwila jest wielkim
          > swietem i radoscia, nigdy nie chcialabym, zeby "dla mnie" rezygnowal ze swojego
          >
          > oficjalnie usankcjonowanego zycia. "Boczne uliczki moga miec znacznie wiecej
          > uroku niz "wielkie arterie".

          *******************
          Hystero,

          Najczęściej "te boczne uliczki są krótkie, zawiłe i ślepo się kończą". A z
          arterii widac wschód i zachód słońca - zawsze......

          PZDR
          tassman:)

    • thorinek Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 20.05.02, 01:01
      "kobieta powinna być boginią w kuchni, a k*** w łóżku"
      przepraszam za wulgarność, ale coś w tym jest
      pozdr
      • piasia Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 20.05.02, 17:52
        thorinek napisał(a):

        > "kobieta powinna być boginią w kuchni, a k*** w łóżku"
        > przepraszam za wulgarność, ale coś w tym jest
        > pozdr


        Niedokładny cytat: kobieta powinna być w kuchni kucharką, w salonie damą, a w
        łóżku kokotą. Ale niestety casem z tego wychodzi w kuchni dama, w salonie kokota
        a w łóżku kucharka.
        Czego Wam z całego serca NIE ŻYCZĘ.

    • pulsoksymetr Re: czy kochanki sie kocha? Panowie koło 40 20.05.02, 22:23

      Moja Droga!
      Nie sądzę abyś dokładnie potrafiła zrozumieć swojego przyjaciela. Bagaż
      doświadczeń życiowych sprawia że jednak mężczyzna 45-letni zupełnie inaczej
      patrzy na świat niż młoda dziewczyna. W tym wieku (a sam mam tyle) ma się już
      poczucie upływającego czasu. Każdy dzień jest niezwykle cenny. Każdy dzień, w
      którym nie osiągniemy tego co zamierzaliśmy, jest bezpowrotnie stracony i
      świadomość tego ma każdy inteligentny facet.. Nie ma już czasu na poprawianie
      własnych błędów, wielokrotne próbowanie osiągania tego samego celu. Na to może
      sobie pozwolić tylko młody człowiek. Dlatego każde kolejne Twoje spotkanie z
      przyjacielem, na którym ograniczacie się do pocałunków, ma inny wymiar dla
      Ciebie a inny dla niego. Ma chyba poczucie niespełnienia i obawy że braknie mu
      czasu aby z Tobą przeżyć wiele szczęśliwych chwil. Z każdym dniem jest starszy –
      czuje to i zauważa w lustrze. On nie ma czasu więc nie baw się z nim w kotka i
      myszkę. W gruncie rzeczy Ty chyba nie masz chyba ochoty na seks z nim
      Potrzebujesz jego adorowania, komplementów, czułości. Tak na przeczekanie aż
      trafi się ktoś młodszy. Oszczędź go moja droga. W tym wieku rozczarowania są
      wyjątkowo bolesne i często mężczyzna nie potrafi się już podnieść.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka