aannkkaa1
15.04.02, 22:57
Poznałam i zaczęłam spotykac się z Kimś około 3 miesiące temu. Oboje mamy mało
czasu, dzieci /oboja samotnie je wychowujemy/, prace , obowiązki, mieszkamu w
innych miastach, widujemy sie czasem raz czasem a czesciej/ kilka razy w
tygodniu i nie mamy nigdy duzo czasu. Rożnica wieku spora, ja mam 25 lat on 45,
ale to nie problem dla nas. Jest nam razem miło, dobrze, spokojnie,
bezpiecznie , wesolo.... super. Ale do sedna: Oboje pragniemy siebie czasem
nawet rozmowa delikatnie schodzi na ten temat, pocalunki, dotyk....ale tak
niewinnie i delikatnie..... i to mnie cieszy. Pytanie mam takie Panowie kolo 45
lat, odpowiedzcie: Nie jestem kobieta chlodną, nawet gdybym chciala nie
potrafię, kazdy dotyk kazdy pocalunek czuje w calym ciele, gdyby mi nie
zalezalo na trwalym zwiazku to nie pytalabym Was tylko byla juz od dawna jego
kochanka ...ale jesli zalezy mi na Nim naprawde, zalezy mi na jego uczuciu i
opinii o mnie a jednoczesnie mam ochote byc soba, gdzie jest granica? Czy
potepiacie po cichu kobiete za to ze jest taka jak pragnie byc ze jest
bezwstydna? Czy kochankę, dobrą kochankę mozna darzyc glebokim uczuciem, czy
tylko darzy sie ją pragnieniem? Dajcie mi meską radę, czy mogę być od
pierwszego razu sobą i okazywac uczucia, czy mam udawać i czekac biernie i
czekać ze sam mnie poprosi o troche inicjatywy? Dodam, ze to człowiek z duzym
temperamentem i na pewno moje zachowanie spontaniczne bylby przyjete w tym
momencie z radoscia, ale czy kiedys za rok-dwa -kilka w zlosci nie wypomni
mi "rozpusty"?