zuzia36
06.09.08, 21:49
jesteśmy razem od 14 lat, od 6 lat małżeństwem, mamy półtorarocznego synka.
Mąż pije, pije od ok 3 lat, od ok roku miewa ciągi, przyznał sie ze ma z tym
problem w styczniu (prędzej nawet ja nie wiedziałam co sie z nim dzieje bo on
nie zalewał sie w trupa). Od stycznia nasze zycie to walka o jego trzeźwośc, a
moze to moje życie nie jego???? w kazdym bądź razie próbowałam wielu metod.
Dwa razy wywalałam z domu, bez efektów tzn krótkotrwałe były. Jak jest trzeźwy
to jest super facet, złego słowa nie moge na niego powiedzieć. Dlatego chce go
ratować. Ponieważ mieszkamy z moimi rodzicami postawnowiłam znaleźć nam
mieszkanko i spróbować tylko my, sami. W czwartek dostaliśmy klucze. Wrócił z
nimi pijany. W piątek obiecywał poprawe i zgadzał sie na leczenie. Dzisiaj
wrócił pijany (maluje ściany w naszym nowym domu). W piątek byłam w ośrodku
dla uzaleznionych, zaczynam terapię. Chciałabym mu pomóc tylko jak, jak
doprowadzić do tego DNA???? zeby on sie opamiętał, szkoda go młody jeszcze jest...
aaa zadzwoniłam dzisiaj do teściowej z pytaniem czy nie obchodzi ja los syna,
na co ona wyskoczyła z pretensjami ze ograniczam jej kontakty z wnukiem!!!!!
nie pozwalam męzowi go do nich przyprowadzać. Przytaknęłam bo to prawda, ale
dodałam ze wraca z dzieckiem pijany. Nie bardzo miałam ochote na pyskówki wiec
mówie jej ze skoro chce dożyć śmierci syna to jej sprawa, powiedziałam
dowidzenia i sie rozłączyłam. Po chwili dostałam sms ze jak mu sie coś stanie
to mi pokaze :/ mysle ze on był u nich i pili razem, cała rodzinka taka jest,
nie ma w niej nikogo kto by mógł nam pomóc :(