Gość: leszek
IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl
01.09.01, 02:06
Jestesmy z zona razem ponad 10 lat, nasz seks jest udany, bo staramy sie i
oboje uwazamy, ze to wazny skladnik naszego szczescia. Mysle, ze iloscia i
jakoscia wybiegamy troche ponad srednia, zwlaszcza par o takim stazu. Kochamy
sie srednio codziennie, takze na ile warunki (obecnosc dzieci) na to pozwalaja
o roznych porach.
Ale....kilka miesiecy temu, po powrocie mojej zony z krotkiego pobytu w
sanatorium duzo sie zmienilo. Najpierw myslalem, ze to z powodu stesknienia sie
za soba, ale tak juz zostalo, ze na gre wstepna i sam stosunek ona potrzebuje
nie jak wczesniej, godzine i wiecej, ale na dojscie do orgazmu wystarcza jej
ok. 5 minut pieszczot i z 3 minuty stosunku. Mysle, ze tak w ogole mogloby sie
dla niej obejsc bez wstepnych pieszczot, bo i tak zwykle jest mocno podniecona.
Kiedys moglem ja piescic z kwadrans po francusku i calkiem "do konca", teraz
juz po minucie, dwoch, takich pieszczot mowi, ze juz nie moze wytrzymac, bo
chce sie ze mna kochac. Mi niestety taki krotki seks sprawia znacznie mniej
satysfakcji, probowalem z zona o tym rozmawiac, ale nie doszlismy do zadnych
wnioskow. Ja moglbym po chwili odpoczynku znowu, ale moja zona zwykle "nie
podejmuje tematu" i smacznie zasypia. Wczoraj nawet wymyslilem i zrealizowalem
perfidny eksperyment, t.zn. chcac ja tylko rozpalic i sprowokowac jej chec na
wiecej, doprowadzilem sie do orgazmu po minucie stosunku i okazalo sie, ze jej
to starczylo i znow byla "nietylkalna" i smacznie zasnela, z czym ja miewam
ostatnio coraz wiekszy problem.....