Dodaj do ulubionych

Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza???

IP: *.nuph.us.edu.pl 05.09.01, 16:29
Mam 28 lat i duzy problem z moim mezem - jestesmy
malzenstwem od trzech lat i zastanawiam sie jaki jest
sens ciagnac dalej ten zwiazek. Zaczne moze od tego, ze
wychowalam sie w domu gdzie ojciec pil, wyzywal i
bilnas wszystkich: mnie, rodzenstwo i nasza matke. Moja
matka zawsze twierdzila, ze taki juz los kobiety,
ze trzeba znosic bol w milczeniu i z pokora, ze mozna
tylko miec nadzieje i modlic sie a ojciec w koncu sie
zmieni...
Na poziomie logiki zawsze odrzucalam takie myslenie
jako czysty absurd, ale gdzies w glebi sercs chyba sie
"zarazilam" ta ideologia.
Moja matka nie umiala okazac nam ciepla i milosci, ja
do tego w dziecinstwie mialam ogromna nadwage i moje
kontakty z rowiesnikami az do czasu pojscia na studia
ograniczaly sie praktycznie do wspolnego uczestniczenia
w lekcjach - nietrudno dociec, ze ekspertem
w stosunkach miedzyludzkich do dzisiaj nie jestem i nie
bardzo wiem jak nawiazywac nowe znajomosci. Na studiach
poznalam wielu chlopakow, ale znajomosci te ograniczaly
sie w wiekszosci do przyjazni w sensie intelektualnym,
w kazdym badz razie nic ponad niesmialy dotyk i
patrzenie sobie w oczy z tego nie wyszlo. Mojego
obecnego meza poznalam na ostatnim roku studiow i
bardzo mi zaimponowal - starszy ode mnie o cztery lata
wydawal mi sie bardzo meski, do tego pragnal czegos
wiecej niz tylko wpatrywania sie w moje oczy. Nie wiem
czy psychicznie bylam na to gotowa, ale fizycznie
cos mnie do tego popchnelo z nieodparta sila -
masturbowalam sie od mniej wiecej osmego roku zycia
(tak tylko dla niewinnej przyjemnosci)
a od dwunastego - juz naprawde z powodow calkowicie
seksualnych...i pomimo tak mlodego wieku w efekcie tej
aktywnosci osiagalam orgazm.
Moze to glupie, ale juz wtedy mialam sny w ktorych
odbywalam klasyczny stosunek z mezczyzna i przez wiele
lat marzylam o tym, aby to wszystko sie
urzeczywistnilo. Sadzilam iz seks jest tak wspaniala
rzecza iz moja dusza uleci polaczona z dusza mezczyzny
az do nieba.Teraz wiem, ze bylo to glupie, dzieciece
marzenie i funta klakow nie dalabym juz dzisiaj
za tak wielka naiwnosc.
Wracajac do sprawy - mezczyzna, ktory jest obecnie moim
mezem byl dla mnie cudowny - dawal mi kwiaty,
zapraszal na pizze, opowiadal jak nam bedzie razem
dobrze, jak sie bedzie o mnie troszczyl kiedy zostane
jego zona.Mowil tez o swojej wspanialej pracy i domu,
ktory buduje. Wiec sie zgodzilam - wkrotce po tym
fakcie wyszlo na jaw, ze nie ma zadnego domu ani
wspanialej pracy - wybaczylam jednak to klamstwo
poniewaz prosil mnie o to mowiac, ze gdyby powiedzial
prawde - odeszlabym od niego jak wiele innych jego
dziewczyn, ktore byly okropne, zachlanne i liczyly
tylko na pieniadze.
Daleko mi bylo ( i ciagle jest ) do zachlannosci, wiec
nie chcialam skreslac czlowieka z tak "blachego" powodu
- w koncu nie pil,nie palil, obiecywal, ze dolozy
wszelkich staran aby niczego nam nie braklo, a ja ze
swojej strony takze bylam gotowa wiele zrobic dla
niego i rownie wiele ze swoich pragnien poswiecic
w imie milosci - nawet jakkolwiek rozumiana kariere
zawodowa, bo maz nie chcial abym szla do pracy
twierdzac, ze prawdziwy mezczyzna taki jak on
zapewni zonie i przyszlym dzieciom spokojne zycie.
Zarowno przed slubem jak i krotko po slubie seks byl
bez zarzutu. Wszystko sie zmienilo gdy wyprowadzilismy
sie od jego rodzicow - uczyniony panem wlasnego zycia
moj maz okazal sie nieporadny jak dziecko - nie
umial znalezc sobie pracy, nie umial naprawic kranu,
zainstalowac telewizyjnej anteny. Zaczal wsciekac sie
na caly swiat: na naszych rodzicow, ze nas nie chca
utrzymywac, na mnie,ze jestem "taka jak inne i wiecznie
czegos chce od biednego faceta". W niczym juz nie
przypominal tego stanowczego, wygadanego faceta
sprzed kilku miesiecy i nic nie robil zeby ...
cokolwiek z tym zrobic.
Seks przytrafial sie nam coraz rzadziej i ograniczal do
kilku minut szybkiego stosunku - bez zadnej gry
wstepnej, bez zadnych czulosci.
Jesli chcialam dluzszego stosunku to tylko pod
warunkiem, ze on polozy sie plackiem na lozku a ja bede
robic z nim co mi sie spodoba.
Nie mam nic przeciwko biernosci ze strony mezczyzny,
ale prosze zrozumiec - jesli zawsze robi sie to w
jednej pozycji i do tego maz nie pozwalal mi wlaczyc
muzyki czy zapalic swiec, bo mu to przeszkadzalo - to
ja naprawde nie wiem czemu ma sluzyc taki nudny
rytual. Moj maz wiedzial, ze pragne kochac sie takze
inaczej - na przyklad w wannie, na lonie natury, w
innej pozycji,wiedzial tez, ze pragne gry wstepnej, ze
lubie dotyk, pieszczoty, ale takze ze chcialabym
sprobowac czegos w rodzaju wspolnego tanca
erotycznego "na rozgrzewke". Niczego z tych rzeczy maz
nie odmowil mi wprost, ale kazda proba wprowadzenia w
zycie moich innowacji konczyla sie dziwnie - tuz przed
stosunkiem moj maz tracil nagle wzwod wypominajac mi,
ze przez te moje pomysly stal sie impotentem!!! Nie
wiem, co ja takiego zrobilam - na moj gust powinno
to go podniecic i ja to tak widzialam, wrecz do tej
pory postrzegam to wszystko jako aktywnosci bardzo
pobudzajace moja seksualnosc!
Jednak pomyslalam, ze najwyraznie toze mna jest cos nie
tak i dalam sobie spokoj.
W miedzyczasie bylo miedzy nami wiele spiec, bo maz
wszystkie mozliwe obowiazki zwalil na moja glowe -
uwazal, ze nalezy mu sie cos od zycia wiec choc sam nie
kwapil sie z podjeciem stalej pracy
to mial do mnie pretensje o kazda zlotowke ktora
wydalam na swoje potrzeby, a ktora osobiscie
zarobilam!!! Czesto zdarzalo sie, ze przez ponad dwa
miesiace nie kochalismy sie ze soba, no i w ogole
maz zrobil sie wobec mnie szorstki i nieczuly,
twierdzac, ze to moja wina, bo bylam inna ( w sensie -
lepsza) gdy bralismy slub a on nigdy by mnie tak nie
traktowal gdyby nie to, ze sie tak bardzozmienilam.
W koncu jakos dal sie "zmusic" do podjecia pracy, do
wziecia na siebie czesci obowiazkow - myslalam, ze
wydoroslal i zrozumial swoja role w malzenstwie, ze
wreszcie bedzie dobrze. Ale znowu niespodzianka - maz w
lozku zaczal sie dziwnie zachowywac - dazyl do stosunku
bardzo aktywnie, wrecz agresywnie i natarczywie. Bez
gry wstepnej, bez zbednych ceregieli przechodzil do
zblizenia kiedy nie bylam jeszcze gotowa. Wprawdzie nie
bylo to szczegolnie bolesne, zaliczylabym to jednak do
bardzo przykrych doznan - zarowno z powodu dyskomfortu
psychicznego jak i takiego nieprzyjemnego uczucia w
okolicy narzadow plciowych. Malo tego - jesli akurat
danego dnia bylam bardzo podniecona i nie potrzebowalam
gry wstepnej - maz wycofywal czlonek kiedy dochodzilam
do orgazmu i pomimo moich prosb o kontynuowanie
stosunku - "przypominal" sobie, ze zabraklo pieszczot i
gry wstepnej... W koncu doszlo do tego, ze zawsze na
moment przed moim orgazmem wycofywal sie i albo
samoistnie tracil wzwod, albo uciekal do lazienki.
Przypuszczam iz sie tam masturbowal, ale
nie mam na to dowodu. Gdy wracal - nie obchodzilo go,
co czuje, ze pragne zostac zaspokojona. Probowalam
omowic z nim ten problem,ale dla niego istnial on
wylacznie w mojej glowie jako wynik rozstroju
nerwowego, spowodowanego histeryczna natura wszystkich
kobiet. Moj maz stwierdzil, ze wszystko jest w naszym
pozyciu w porzadku bo on jest calkowicie zadowolony.
I teraz nie wiem, czy rzeczywiscie nie jestem
histeryczka, albo jakas wariatka, bo gdy moj maz
przerywal stosunek w tak waznej chwili to naprawde
zachowywalam sie jak wariatka - plakalam, masturbowalam
sie na jego oczach, probowalam zrobic cokolwiek aby
mnie dotknal, przytulil. Ale nic takiego sie nie stalo
- odpowiedzia pozostal chlod i obojetnosc. Zreszta na
co dzien maz takze nie okazuje mi uczuc, wiec czego
moglabym sie spodziewac. No, chyba ze za okazywanie
uczuc mozna uznac szczypanie i poklepywanie mnie
po posladkach w miejscach publicznych i na ulicy - co
niestety budzi moj sprzeciw, bo uwazam, ze takie
poufalosci powinny ograniczac sie do wlasnego domu,
ewentualnie innych ustronnych miejsc na Ziemi.
Ale maz
Obserwuj wątek
    • Gość: kobieta do JB IP: 192.168.12.* / *.scientific.de 05.09.01, 17:13
      Czesc,

      ale sie napisalas, prawie historia calego malzenstwa. Jestem w podobnej
      sytuacji (bez slubu). On tez nie pije, nie pali, nie bije, chyba nie zdradza i
      zarabia - ale tez nie jestem zadowolona z naszego pozycia. Staje sie to coraz
      rzadziej i okazuje sie totalna nuda (zastanawiam sie po co to wogole robie).
      Jezelibym chciala czekac na inicjacje z jego strony, to moglabym czekac ruski
      rok! Nie wiem co robic, on ma tyle zalet, ale - czy ja naprawde chce sie na
      stale z nim zwiazac? Z drugiej strony - nigdy nie znajdziesz faceta, ktory by
      Ci odpowiadal w 100%, KAZDY ma jakies wady.

      kobieta
      • Gość: marek Re: do JB IP: *.punkt.pl 07.09.01, 08:31
        Oczywiscie, ze nikt nie jest bez wad. Ale jesli zwiazemy sie z czlowiekiem
        inteligentnym emocjonalnie, dojrzalym, pokochamy go, to przeciez zadna
        wada nie moze stanac na przeszkodzie wspolnego zycia małzenskiego! Dialog,
        przede wszystkim dialog pomiedzy dwoma osobami- to moja zasada.
    • Gość: karol Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: 212.160.238.* 05.09.01, 17:15
      dziwię się, że z takim człowiekiem potrafisz jeszcze mieszkać.
      Nie jest wart Ciebie, jeśli tak jest jak piszesz. Wygoń go do lasu....
    • Gość: Anuszka Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: 10.129.1.* 05.09.01, 17:24
      JB, ze mnie żaden ekpert seksuologiczny (ani inny...), więc nie będę Ci
      udzielać żadnej rady, ale po przeczytaniu Twojego postu nie mogłam się
      powstrzymać, żeby tego nie napisać:
      Sądząc z tego, co napisałaś, jesteś dojrzałą i wrażliwą osobą. A twój mąz nie
      jest ani dojrzały, ani wrażliwy, i EWIDENTNIE Cię nie kocha. Nie powtarzaj
      błędów swojej matki. Wiem, jak czasami takie "życiowe koleiny" wydają się
      silniejsze, niż świadome działania. Ale nie będziesz szczęśliwa, wchodząc w
      nie. Nie pozwól Twojemu mężowi na takie traktowanie - zresztą domyślam się, że
      nei tylko w łóżku on zupełnie się z Tobą nie liczy. Załużgujesz na więcej.
      Pozdrowienia i życzę Ci wszystkiego najlepszego.
      Anuszka
      • Gość: sasha Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.01, 20:05
        Ja też wychowałam się z ojcem - sadystą, co prawda mnie nigdy noie dotknął, ale
        moją mamę bił do nieprzytomności na moich oczach... a ona ciągle powtarzała
        sobie, że może będzie lepiej. W końcu po 10 latach powiedziała dosyć. To
        nauczyło mnie życia bez kompromisów - w tej chwili jestem sama, czasem umawiam
        się z mężczyznami, ale nie wchodzę w związki, które "nie są złe". Mają być
        dobre, bardzo, bo chcę być szczęśliwa, mam tylko jedno życie i nie chcę tracić
        go z kimś, kto nie jest tego wart. NIe czekaj na jego zmianę, bo zapewniam Cię,
        że to nie nastąpi nigdy -a bardzo prawdopodobne jest, że będzie to obiecywał
        nagminnie, ze łzami w oczach, jeśli zdecydujesz się odejść i powiedzieć mu o tym
        . Nie piszesz nic o dzieciach, czyli wnioskuję, że ich nie macie-tym lepiej,
        chociaż sama dobrze wiesz, że nie ma sensu być z kimś nawet z powodu wspólnego
        dziecka. Z twojego listu odczytuję, że jesteś niezwyle inteligentną i
        wartościową osobą. Pomyśl o tym, że są tacy sami mężczyźni, tylko trzeba
        poszukać. A pozostając w tym związku, nie masz tej szzsansy. To Twoje życie,
        nie przegap swoich najlepszych lat, bo na starość, spoglądając wstecz będziesz
        właśnie tego najbardziej żałować. Z całego serduszka życzę Ci powodzenia i
        wierzę, że znajdziesz w sobie siłe na podjęcie tej słusznej decyzji.
        pozdr
    • Gość: jb Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 11:13
      Mam nadzieje, ze druga czesc tego listu tez
      przeczytaliscie - chyba okazal sie za dlugi i cos go
      automatycznie przycielo, tak, ze reszte musialam
      wyslac osobno.
      Zgadzam sie z wami i dzisiaj jestem w stanie dostrzec
      to, o czym mi mowicie. Podjecie decyzji nie jest tu
      wcale takie trudne. Problem w tym, ze brak mi pewnosci
      co do moich racji - czuje sie zagubiona i bezsilna.
      Nie wiem tez jakie konkretnie kroki nalezy podjac.
      Dlatego liczylam na to, ze moze odezwie sie ktos,
      kto mial podobny problem. Jesli moj maz nie chce
      rozwiesc sie polubownie, to wydaje mi sie, ze
      udowodnienie czyjejkolwiek winy byloby tu trudne.
      Nie wiem czy moglabym poddac sie jakims testom
      osobowosci i zazadac tego od meza aby to rozstrzygnelo
      gdybym zdecydowala sie pojsc z tym problemem do sadu.
      Martwi mnie takze to, ze nie mam na ten rozwod i na
      prawnikow pieniedzy - tyle mojego ile mam na sobie -
      naprawde. Sprawy zawodowe to jest kolejna
      kwestia z ktora musze cos zrobic jesli nie chce do
      konca zycia wegetowac na minimalnym poziomie
      finansowym, ale szkoda sie tu o tym rozpisywac.
      W kazdym badz razie moj maz i jego lekkomyslny i
      rozrzutny stosunek do pieniedzy tez jest w to
      zamieszany.
      Powiem wprost - poswiecilam tyle czasu i wysilku
      na opisanie tej historii bo ciazyla mi jak kamien
      na sercu, nie po to, zeby wzbudzic czyjas litosc
      lub rozwazac kwestie, czy maz mnie kocha czy tez nie.
      Gdyby z mojego punktu widzenia nasze malzenstwo bylo
      OK - nie pisalabym o tym wszystkim, no bo niby po co
      szukac sobie sztucznych problemow? Ale problem jest
      - nie wiem tylko czy jedynie w mojej glowie, czy takze
      w realnym, obiektywnym swiecie.
      Wiem, ze z powodu tych przezyc w dziecinstwie moj obraz
      swiata jest zafalszowany i wiem, ze nie do konca moge
      polegac na wlasnej ocenie sytuacji. To tak jakby
      wyslac slepego, no moze raczej krotkowidza pozbawionego
      okularow na zakupy. Fajnie - biore cos do reki
      i nie wiem czy to kostka masla, smalcu czy margaryny.
      I jak tu dokonac jakiegos swiadomego wyboru, jesli
      ja naprawde nie wiem co jest co. Wprawdzie jajecznice
      mozna na kazdej z tych rzeczy usmazyc, tylko czy mi
      pozniej bedzie smakowac? No i chyba tak sie rzecz
      miala z wyborem kandydata na meza. Tylko, ze ja nie
      chce do konca zycia dokonywac wyborow "na slepo"
      a nie znajduje w sobie samej zadnych wytycznych
      ani drogowskazow. I co ze mna zrobic? Wyslac na kurs
      radzenia sobie z zyciem, zebym mogla troche sie
      doksztalcic?????
      • Gość: orzeszek Re: do JB IP: 192.168.252.* 06.09.01, 13:30
        Niestety reszte pierwszego Twojego listu zezarlo. Ale dla mnie wazniejsze
        rzeczy napisalas w drugim poscie.
        Ja tez mam 28 lat i borykalam sie swego czasu z problemem: "odejsc, czy zostac"
        oraz "czy aby napewno moje widzenie sytuacji jest niezafalszowane i
        obiektywne". Do pomocy mialam kilka kolezanek i grupe terapeutyczna, bo w owym
        czasie odbywalam staz Gestalt (taki rodzaj terapii, jestem psychologiem).
        Bardzo potrzeba mi wtedy bylo medrca, kogos znajacego przyszlosc, albo
        terapeuty, ktory jasno powiedzialby mi ktoredy isc.
        Odrzucalam na poczatku sugesteie, ze tak naprawde to ja wiem, co jest dla mnie
        dobre i umiem sie soba zaopiekowac. Wydawalo mi sie, ze to niemoliwe-taki
        mialam balagan w glowie. A jednak krok po kroku zaczelam stawiac na siebie,
        wierzyc w siebie i w swoja madrosc.
        Teraz wiem BARDZO DOBRZE, ze gdyby wtedy ktos za mnie zdecydowal (jak sie tego
        domagalam) nie bylabym tak zaradna, wewnetrznie bogata i spokojna jak jestem
        teraz. To ja wybralam, wiec wybralam dobrze. Jest naprawde OK!
        Wierze gleboko, ze i Ty wiesz jak powinnas postapic. Tylko Ty czujesz jak Ty,
        myslisz jak Ty, znasz swoje potrzeby, wartosci, poglady. Nikt inny nie posiada
        tak bogatej wiedzy o Tobie, nie pozwol wiec nikomu decydowac za siebie, bo nie
        zrobi tego optymalnie. Nie ma na to najmniejszych szans. A poza tym dokonujac
        niewielkiej zmiany zmienisz wszystko, wejdziesz na droge rozwoju swojej (juz i
        tak bogatej) osobowosci. Zycze Ci odwagi, a nie madrosci. Ta juz masz.
        • Gość: Jb Re: do orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 13:52
          Dzieki za slowa otuchy. No coz, pochlebia mi
          niezmiernie iz uwazasz, ze mam madrosc... Ale jesli
          jest prawda to co o mnie mowisz - to madrosc musialaby
          byc najbardziej surowym, bezwzglednym i nieprzekupnym
          bostwem Wszechswiata - przynajmniej taka mi sie
          wydaje ta czesc mojego umyslu ktora utozsamiasz
          z madroscia.
    • Gość: Jb Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: *.nuph.us.edu.pl 06.09.01, 14:30
      Zapomnialam powiedziec - druga czesc mojej opowiesci
      jest pod numerem 254 i tam tez trwa dyskusja.
      Niestety gdy wysylalam moj post okazal sie za dlugi
      (ucielo go) wiec reszte musialam wyslac osobno.
      Przepraszam za utrudnienia, ale tego nie dalo sie
      opisac w trzech linijkach.
      • Gość: orzeszek Re: do JB IP: 192.168.252.* 07.09.01, 00:14
        Nie wiem jaka jest Twoja madrosc. Opisujesz ja jako najbardziej bezwzgledne i
        nieprzekupne bostwo swiata. Czytajac to nie mam pewnosci, czy mowimy o tym
        samym. Mnie chodzi o taki kawalek Twojej osobowosci, ktory umozliwia Ci
        dokonywanie madrych i dobrych dla Ciebie decyzji i dzialan. Jesli juz mam
        opisywac go w jezyku alegorii, to jesli chodzi o mnie jest to rodzaj bostwa
        opiekunczego. Pozytywna i tworcza sila. Nic mniej.
        • Gość: jb Re: do orzeszka IP: *.nuph.us.edu.pl 07.09.01, 09:04
          Mowimy o tym samym - tylko, ze moje bostwo w sposob
          stanowczy i bezwzgledny mowi mi: "odejdz od tego
          faceta, daj sobie samej szanse na normalne zycie
          i nie daj sie przekupic jego biadoleniem, ze on sobie
          bez ciebie nie poradzi". I chociaz wydaje mi sie, ze
          to bylaby "madra" decyzja - to jest jakas taka zimna
          i nieludzka - az trudno mi uwierzyc ze tego chce
          naprawde...
    • Gość: fastBill Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.01, 00:42
      WYKOP GO W KOSMOS CZYM PRĘDZEJ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: janina Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: 195.94.201.* 07.09.01, 11:25
        Dziewczyno, co Ty robisz ??!!!!! Toż to jest zwyrodniały sadysta !!! A to Ty mu
        na to pozwoliłaś !!!! Jeżeli jeszcze dłużej potrwasz w tym związku to będziesz
        miała do siebie obrzydzenie do końca życia !!!

        Uciekaj czym prędzej !!! To jest tylko Twoje uzależnienie emocjonalne od niego -
        - Ty nic do niego nie czujesz !!! On Ci uprał mózg !!!

        Może jeszcze Ci będzie kazał się puszczać dla niego i żebyś zarobiła. To jest
        typ pedała i duchowego alfonsa. Błagam Cię odejdź natychmiast i żadnych
        dyskusji z nim więcej niż potrzebne. Na rozwodzie - wyłączna jego wina albo
        obopólna byle się uwolnić.
        • Gość: jb do Janiny i innych (glownie z cz. II tej opowiesci) IP: *.nuph.us.edu.pl 07.09.01, 11:36
          Z tym sadysta, pedalem i duchowym alfonsem to chyba
          lekka przesada. Odsylam do cz. II, nr watku 254
          -wypowiedzialam sie tam na temat domniemanych motywow
          postepowania mojego meza.
          A poza tym - ludzie, az glowa boli od tych epitetow.
          Miejcie umiar w slowach i odrobine taktu - o nic wiecej
          was nie prosze...
          • Gość: orzeszek Re: do Janiny i innych IP: 192.168.252.* 08.09.01, 19:18
            Pedal to brzydkie (wrecz wstretne!) okreslenie jakim krzywdzi sie
            homoseksualistow. Poza tym, ze powinno byc wymazane ze slownika to nie ma nic
            wspolnego z problemem JB. Popieram apel JB: ludzie, troche taktu, jesli juz nie
            rozsadku!
          • Gość: orzeszek Re: do JB IP: 192.168.252.* 08.09.01, 19:42
            Jesli dobrze Cie rozumiem, to masz skrupuly i decyzja o odejsciu od meza wydaje
            Ci sie byc zimna, nieludzka i niepodobna do Ciebie. Ja jednak nie mowie o
            odejsciu od niego czy innych tyle gwaltownych i ostatecznych, co pochopnych
            decyzjach. Ja namawiam Cie na to, zebys poszukala dla siebie rzetelnej i
            kompetentnej pomocy. Zebys o siebie zadbala.
            Kiedy chcesz miec ladna fryzure-odwiedzasz fryzjera. Gdyby posypala Ci sie cera-
            pewnie poszukalabys dobrej kosmetyczki (dermatologa), a kiedy boli Cie zab-
            jestem pewna, ze nie probujesz sama lub wespol z kolezanka cos na to poradzic,
            tylko idziesz do dentysty. Teraz (jesli dobrze rozumiem) masz problem duchowo-
            ideologiczno-seksualny (z innymi komponentami) dotyczacy Twojego meza. Z cala
            pewnoscia (glowe dam sobie uciac!) moze pomoc Ci w poukladaniu sobie
            wszystkiego dobry terapeuta. Im szybciej dojrzejesz do siegniecia po skuteczne
            i dobre dla Ciebie rozwiazania tym latwiej przyjdzie Ci postawic pierwszy krok
            do spokoju, lepszego zwiazku, odnalezienia swojej sily.
            Ja nie wiem czy powinnas zostawic czy nie swojego meza. Nie to mnie martwi (bo
            na taki krok zawsze jest czas) lecz Twoj stan i nieumiejetnosc zajecia sie
            soba.
            Powiem tak: na swiecie jest wielu poplatanych ludzi. Sprawa komplikuje sie
            jeszcze bardziej, kiedy przyjac, ze w roznych okresach czasu i normalny
            czlowiek moze miec ze soba jakies duze problemy. Zatem "mielizn" na jakie mozna
            trafic poszukujac partnera jest wiele. Ale tez wielu jest wspanialych ludzi.
            Tak juz jakos sie dzieje, ze sa ludzie (np kobiety), ktore co i rusz wpadaja w
            problemy (wiaza sie z nieodpowiednimi mezczyznami) i trwaja w takim ukladzie.
            Zgodnie z moja wiedza moge powiedziec, ze czasem ma to zwiazek z bezwolnie
            realizowanym skryptem zyciowym danej kobiety. Moim zdaniem nie ma lepszej drogi
            w rozszyfrowaniu skryptu i podjeciu swiadomych, dobrych dla danej kobiety
            dzialan niz droga terapii. Nie moge zatem udzielac Ci zadnych rad poza ta
            jedna: poszukaj kogos, kto pomoze Ci dotrzec do zrodel Twojego problemu, bo
            jestem pewna, ze to co dzieje sie dzis to nie kryzys, a skutek.
            Pozdrawiam Cie mocno, M
            • Gość: JB Re: do JB IP: *.nuph.us.edu.pl 10.09.01, 09:26
              Dzieki. Pomysl z terapia tez przyszedl mi do glowy
              i nawet zapisalam sie na wizyte u psychologa w poradni
              wojewodzkiej. Niestety musze czekac na nia prawie
              7 tygodni bo sa ogromne kolejki - nie stac mnie na
              prywatne wizyty chociaz tak byloby szybciej...
              • Gość: orzeszek Re: do JB IP: 192.168.252.* 10.09.01, 18:21
                Qrcze, jak trzeba-to nie ma! Moja Babcia mowi tez, ze diabel ogonem nekryl (w
                tym wypadku dostep do terapeuty). Moge Ci tylko zyczyc, zeby te 7 tygodni
                szybko minelo. Pozdrawiam
                • Gość: Bona Re: do JB IP: *.zgora.dialog.net.pl 10.09.01, 21:04
                  Gość portalu: orzeszek napisał(a):

                  > Qrcze, jak trzeba-to nie ma! Moja Babcia mowi tez, ze diabel ogonem nekryl (w
                  > tym wypadku dostep do terapeuty). Moge Ci tylko zyczyc, zeby te 7 tygodni
                  > szybko minelo. Pozdrawiam

                  Jest. W tym drugim wątku podałam, gdzie szukać. Pzdr!

    • Gość: żona Re: Co mam zrobic z tym co czuje wobec mego meza??? IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.01, 20:14
      Zdradź go, i zrob to tak aby się domyślił, ale nie był do końca pewien. Lub daj
      mu do zrozumienia ,że zakochałaś się w kimś innym. U mnie to pomogło!
    • Gość: will rozejrzyj się wokół siebie.. IP: *.optimus.waw.pl 17.09.01, 00:22
      .. i być może spotkasz kogoś lepszego niż twój obecny partner , z obecnym mężem
      zmarnujesz sobie życie , a masz je tylko jedno.
      Nowy partner to nowa szansa , jesteś już bogatsza o dotychczasowe
      doświadczenia , będziesz potrafiła lepiej wybrać.
      Jeżeli nie możesz sama zdecydować się na rozwód poradź się psychologa ,jak
      mądry to doradzi ci to samo.
      Gdy się zdecydujesz na rozwód będzie to pewnie trudny okres w twoim życiu , ale
      jak przez niego przebrniesz będziesz sobie gratulować odwagi.
    • Gość: Mar Rozwiedź się... IP: 213.25.197.* 17.09.01, 23:15
      ...po co się dręczyć. Możesz być przez jakiś czas sama, możesz po jakimś czasie
      znaleźć sobie nowego partnera. Ale nie pozwól się dręczyć. Usuń ze swojego
      życia to co sprawia ci ból - obojetne czy izyczny czy psychiczny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka