Gość: jb
IP: *.nuph.us.edu.pl
05.09.01, 16:29
Mam 28 lat i duzy problem z moim mezem - jestesmy
malzenstwem od trzech lat i zastanawiam sie jaki jest
sens ciagnac dalej ten zwiazek. Zaczne moze od tego, ze
wychowalam sie w domu gdzie ojciec pil, wyzywal i
bilnas wszystkich: mnie, rodzenstwo i nasza matke. Moja
matka zawsze twierdzila, ze taki juz los kobiety,
ze trzeba znosic bol w milczeniu i z pokora, ze mozna
tylko miec nadzieje i modlic sie a ojciec w koncu sie
zmieni...
Na poziomie logiki zawsze odrzucalam takie myslenie
jako czysty absurd, ale gdzies w glebi sercs chyba sie
"zarazilam" ta ideologia.
Moja matka nie umiala okazac nam ciepla i milosci, ja
do tego w dziecinstwie mialam ogromna nadwage i moje
kontakty z rowiesnikami az do czasu pojscia na studia
ograniczaly sie praktycznie do wspolnego uczestniczenia
w lekcjach - nietrudno dociec, ze ekspertem
w stosunkach miedzyludzkich do dzisiaj nie jestem i nie
bardzo wiem jak nawiazywac nowe znajomosci. Na studiach
poznalam wielu chlopakow, ale znajomosci te ograniczaly
sie w wiekszosci do przyjazni w sensie intelektualnym,
w kazdym badz razie nic ponad niesmialy dotyk i
patrzenie sobie w oczy z tego nie wyszlo. Mojego
obecnego meza poznalam na ostatnim roku studiow i
bardzo mi zaimponowal - starszy ode mnie o cztery lata
wydawal mi sie bardzo meski, do tego pragnal czegos
wiecej niz tylko wpatrywania sie w moje oczy. Nie wiem
czy psychicznie bylam na to gotowa, ale fizycznie
cos mnie do tego popchnelo z nieodparta sila -
masturbowalam sie od mniej wiecej osmego roku zycia
(tak tylko dla niewinnej przyjemnosci)
a od dwunastego - juz naprawde z powodow calkowicie
seksualnych...i pomimo tak mlodego wieku w efekcie tej
aktywnosci osiagalam orgazm.
Moze to glupie, ale juz wtedy mialam sny w ktorych
odbywalam klasyczny stosunek z mezczyzna i przez wiele
lat marzylam o tym, aby to wszystko sie
urzeczywistnilo. Sadzilam iz seks jest tak wspaniala
rzecza iz moja dusza uleci polaczona z dusza mezczyzny
az do nieba.Teraz wiem, ze bylo to glupie, dzieciece
marzenie i funta klakow nie dalabym juz dzisiaj
za tak wielka naiwnosc.
Wracajac do sprawy - mezczyzna, ktory jest obecnie moim
mezem byl dla mnie cudowny - dawal mi kwiaty,
zapraszal na pizze, opowiadal jak nam bedzie razem
dobrze, jak sie bedzie o mnie troszczyl kiedy zostane
jego zona.Mowil tez o swojej wspanialej pracy i domu,
ktory buduje. Wiec sie zgodzilam - wkrotce po tym
fakcie wyszlo na jaw, ze nie ma zadnego domu ani
wspanialej pracy - wybaczylam jednak to klamstwo
poniewaz prosil mnie o to mowiac, ze gdyby powiedzial
prawde - odeszlabym od niego jak wiele innych jego
dziewczyn, ktore byly okropne, zachlanne i liczyly
tylko na pieniadze.
Daleko mi bylo ( i ciagle jest ) do zachlannosci, wiec
nie chcialam skreslac czlowieka z tak "blachego" powodu
- w koncu nie pil,nie palil, obiecywal, ze dolozy
wszelkich staran aby niczego nam nie braklo, a ja ze
swojej strony takze bylam gotowa wiele zrobic dla
niego i rownie wiele ze swoich pragnien poswiecic
w imie milosci - nawet jakkolwiek rozumiana kariere
zawodowa, bo maz nie chcial abym szla do pracy
twierdzac, ze prawdziwy mezczyzna taki jak on
zapewni zonie i przyszlym dzieciom spokojne zycie.
Zarowno przed slubem jak i krotko po slubie seks byl
bez zarzutu. Wszystko sie zmienilo gdy wyprowadzilismy
sie od jego rodzicow - uczyniony panem wlasnego zycia
moj maz okazal sie nieporadny jak dziecko - nie
umial znalezc sobie pracy, nie umial naprawic kranu,
zainstalowac telewizyjnej anteny. Zaczal wsciekac sie
na caly swiat: na naszych rodzicow, ze nas nie chca
utrzymywac, na mnie,ze jestem "taka jak inne i wiecznie
czegos chce od biednego faceta". W niczym juz nie
przypominal tego stanowczego, wygadanego faceta
sprzed kilku miesiecy i nic nie robil zeby ...
cokolwiek z tym zrobic.
Seks przytrafial sie nam coraz rzadziej i ograniczal do
kilku minut szybkiego stosunku - bez zadnej gry
wstepnej, bez zadnych czulosci.
Jesli chcialam dluzszego stosunku to tylko pod
warunkiem, ze on polozy sie plackiem na lozku a ja bede
robic z nim co mi sie spodoba.
Nie mam nic przeciwko biernosci ze strony mezczyzny,
ale prosze zrozumiec - jesli zawsze robi sie to w
jednej pozycji i do tego maz nie pozwalal mi wlaczyc
muzyki czy zapalic swiec, bo mu to przeszkadzalo - to
ja naprawde nie wiem czemu ma sluzyc taki nudny
rytual. Moj maz wiedzial, ze pragne kochac sie takze
inaczej - na przyklad w wannie, na lonie natury, w
innej pozycji,wiedzial tez, ze pragne gry wstepnej, ze
lubie dotyk, pieszczoty, ale takze ze chcialabym
sprobowac czegos w rodzaju wspolnego tanca
erotycznego "na rozgrzewke". Niczego z tych rzeczy maz
nie odmowil mi wprost, ale kazda proba wprowadzenia w
zycie moich innowacji konczyla sie dziwnie - tuz przed
stosunkiem moj maz tracil nagle wzwod wypominajac mi,
ze przez te moje pomysly stal sie impotentem!!! Nie
wiem, co ja takiego zrobilam - na moj gust powinno
to go podniecic i ja to tak widzialam, wrecz do tej
pory postrzegam to wszystko jako aktywnosci bardzo
pobudzajace moja seksualnosc!
Jednak pomyslalam, ze najwyraznie toze mna jest cos nie
tak i dalam sobie spokoj.
W miedzyczasie bylo miedzy nami wiele spiec, bo maz
wszystkie mozliwe obowiazki zwalil na moja glowe -
uwazal, ze nalezy mu sie cos od zycia wiec choc sam nie
kwapil sie z podjeciem stalej pracy
to mial do mnie pretensje o kazda zlotowke ktora
wydalam na swoje potrzeby, a ktora osobiscie
zarobilam!!! Czesto zdarzalo sie, ze przez ponad dwa
miesiace nie kochalismy sie ze soba, no i w ogole
maz zrobil sie wobec mnie szorstki i nieczuly,
twierdzac, ze to moja wina, bo bylam inna ( w sensie -
lepsza) gdy bralismy slub a on nigdy by mnie tak nie
traktowal gdyby nie to, ze sie tak bardzozmienilam.
W koncu jakos dal sie "zmusic" do podjecia pracy, do
wziecia na siebie czesci obowiazkow - myslalam, ze
wydoroslal i zrozumial swoja role w malzenstwie, ze
wreszcie bedzie dobrze. Ale znowu niespodzianka - maz w
lozku zaczal sie dziwnie zachowywac - dazyl do stosunku
bardzo aktywnie, wrecz agresywnie i natarczywie. Bez
gry wstepnej, bez zbednych ceregieli przechodzil do
zblizenia kiedy nie bylam jeszcze gotowa. Wprawdzie nie
bylo to szczegolnie bolesne, zaliczylabym to jednak do
bardzo przykrych doznan - zarowno z powodu dyskomfortu
psychicznego jak i takiego nieprzyjemnego uczucia w
okolicy narzadow plciowych. Malo tego - jesli akurat
danego dnia bylam bardzo podniecona i nie potrzebowalam
gry wstepnej - maz wycofywal czlonek kiedy dochodzilam
do orgazmu i pomimo moich prosb o kontynuowanie
stosunku - "przypominal" sobie, ze zabraklo pieszczot i
gry wstepnej... W koncu doszlo do tego, ze zawsze na
moment przed moim orgazmem wycofywal sie i albo
samoistnie tracil wzwod, albo uciekal do lazienki.
Przypuszczam iz sie tam masturbowal, ale
nie mam na to dowodu. Gdy wracal - nie obchodzilo go,
co czuje, ze pragne zostac zaspokojona. Probowalam
omowic z nim ten problem,ale dla niego istnial on
wylacznie w mojej glowie jako wynik rozstroju
nerwowego, spowodowanego histeryczna natura wszystkich
kobiet. Moj maz stwierdzil, ze wszystko jest w naszym
pozyciu w porzadku bo on jest calkowicie zadowolony.
I teraz nie wiem, czy rzeczywiscie nie jestem
histeryczka, albo jakas wariatka, bo gdy moj maz
przerywal stosunek w tak waznej chwili to naprawde
zachowywalam sie jak wariatka - plakalam, masturbowalam
sie na jego oczach, probowalam zrobic cokolwiek aby
mnie dotknal, przytulil. Ale nic takiego sie nie stalo
- odpowiedzia pozostal chlod i obojetnosc. Zreszta na
co dzien maz takze nie okazuje mi uczuc, wiec czego
moglabym sie spodziewac. No, chyba ze za okazywanie
uczuc mozna uznac szczypanie i poklepywanie mnie
po posladkach w miejscach publicznych i na ulicy - co
niestety budzi moj sprzeciw, bo uwazam, ze takie
poufalosci powinny ograniczac sie do wlasnego domu,
ewentualnie innych ustronnych miejsc na Ziemi.
Ale maz