Gość: KAJA
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
03.10.01, 09:03
Mam do Was pytanie. Nie jest ono może z dziedziny seksuologii, ale uczestnicy
tego forum nie z takimi sprawami sobie świetnie radzili. Chciałabym dowiedzieć
się dlaczego niektórzy mężczyźni uciekają od podejmowania decyzji i jasnego
postawienia sprawy. Drążę ten temat, ponieważ 1,5 m-ca temu na urlopoie w
górach poznałam faceta. Obustronne intensywne zainteresowanie od pierwszego
wejrzenia. Parę naprawdę niezapomnianych chwil. Duże przeszkody-ponad 200 km, a
więc mieszkanie i praca; ja jestem wolna, ale on rozwiedziony, dziecko 8 lat
(b.częste kontakty) i mieszka z kobietą, która postawiła go do pionu po
rozwodzie, ale której podobno nie kocha. Minął miesiąc wypełniony setkami SMS-
ów i telefonami. Kilka razy mówił, że rozważa możliwość ponownego przewrócenia
swojego życia do góry nogami. Przez ten czas był dwa razy służbowo w moim
mieście. Po drugim pobycie-kilkudniowym, przerwanym podobno przez jakieś nagłe
kłopoty w pracy-wrócił do siebie i przez tydzień nie dał znaku życia. Dla mnie
sprawa była jasna-minęło mu wakacyjne zafascynowanie, w domu pewnie nie jest
tak źle jak mówił itp. Albo należy do tych facetów, którzy są w stanie stanąć
na głowie, żeby "zaliczyć" kobietę, która im się spodoba, a potem tracą
zainteresowanie. OK, ja to wszystko mogę zrozumieć (chociaż szkoda ,ze to
właśnie mnie spotkało!). Tylko dlaczego on nie potrafi tego powiedzieć?
Schowałam swoją dumę i zadzwoniłam do niego z takim pytaniem, prawie włożyłam
mu w usta tekst typu "było miło, ale to nie ma szans na jakiś dalszy rozwój,
sorry", wystarczyło, żeby przytaknął. A on stwierdził, że nie może tak
powiedzieć, bo mu nie przeszło, ale ma milion problemów-z pracą, z dzieckiem, z
rodzicami, w domu to już tylko rozmowy "służbowe" itp. itd. i on musi się
jeszcze zastanowić. Stanęło na tym, że jak się zastanowi to da znać. No i 2
tyg. ciszy. Żeby się z niego całkiem wyleczyć potrzebuję ostatecznego
zamknięcia sprawy, a nie takiego zawieszenia. Dałam mu okazję łatwego
zakończenia, a on zachował się jak tchórzliwy asekurant. Z opowiadań koleżanek
znam takich więcej. Bardzo chciałabym zrozumieć ten mechanizm. Proszę,
podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami i refleksjami. Nie ukrywam, że
bardzo mnie to wszystko zdołowało i być może traktuję ten post jako pewną
terapię.