Dodaj do ulubionych

Blagam o porade. Panie doktorze.

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.01, 13:50
Mam problem, o ktorym, wydaje mi sie, powinnam porozmawiac z seksuologiem.
Jednak nie mam dosc .. hmm.. odwagi? aby sie udac na prywatna wizyte, zreszta
nie wiem jak wyglada sprawa seksuologow w Polsce.
Mam 19 lat i swoje zycie seksualne rozpoczelam dwa lata temu z moim owczesnym
chlopakiem, po dosc dlugim okresie "bycia ze soba"
Moje pierwsze doswiadczenia nie byly jakies rewelacyjne - nigdy nie osiagalam
pelnej satysfakcji podczas stosunku. nigdy nie mialam orgazmu.
Co wiecej - pieszczoty z moim chlopakiem po jakims czasie przestawalu sprawiac
mi przyjemnosc i 'wysychalam'. Jezeli udalo mi sie tym na tyle nie zestresowac,
zeby kontynuowac gre wstepna [co zdarzalo sie nadzwyczaj rzadko] po jakims
czasie 'wilgotnialam' na nowo.
Jednak bylam caly czas strasznie zestresowana i mialam wrazenie, ze moje
"zachowanie sie" jest dziwne, i ze facet mysli sobie o mnie nie wiadomo co.
Sam zas stosunek nie sprawial mi zadnej przyjemnosci.
Wiem, ze jestem w stanie osiagnac orgazm - podczas masturbacji udaje mi sie to
ez problemu.
Probowalam z moim partnerem roznych rzeczy - pokazywalam mu co mi sprawia
przyjemnocs gdy jestem sama itp.
Jednak /moze to wina jakiejs mojej niesmialosci?/ i przed nim sie wstydzilam
odslonic do konca [ czuje sie nieswojo lezac nago pod wzrokiem kogos - w koncu
chwila orgazmu i uniesienia podczas pieszczot to chwile, kiedy czlowiek jest
zupelnie.. bezbronny i szczery.]
Czulam sie zle i nie chcialam sie kochac bo to nie sprawialo mi przyjemnosci -
czulam, ze cos ze mna nie tak i wstydzilam sie tego przed moim partnerem.
Pozniej bylam jeszcze z paroma chlopakami, jednak do samego stosynku nie doszlo
- balam sie.
Teraz zas mam taki problem - moja "seksofobia" rzuca sie na wszystkie moje
znajomosci - boje sie nawiazac znajomosc z chlopakiem, bo wiem, ze kiedys
dojdzie do zblizenia, a ja nie jest w stanie "temu" podolac. Boje sie tej
swojej "slabosci - naglego 'ostudzenie', braku pobudzenia, wyschniecia i
wstydze przed ewentualnym partnerem.
Boje sie, ze jest to zbyt silne uczucie - lek i ze nigdy nie uda mi sie juz
"przelamac" i nawet umowic z kimkolwiek.
Co mam robic? dodatkowo - swiadomosc, ze jestem zdolna do orgazmu pognebia mnie
jeszcze bardziej.
tak chcialabym czerpac przyjemnosc z normalnegi seksu z facetami.
Panie doktorze - dzieki forum gazety jest pan moja ostatnia deska ratunku..















Obserwuj wątek
    • Gość: Sara Re: Blagam o porade. Panie doktorze. IP: 213.25.85.* 29.10.01, 14:29
      Wydaje mi się, że pomimo 19 lat nie dojrzałaś jeszcze do seksu. I jest to
      stwierdzenie faktu a nie zarzut! Jeżeli nie masz ochoty na seks to się nie
      kochaj. Przyjmij, że na razie jesteś na etapie pieszczot i niech tak zostanie.
      Aż przyjdzie moment kiedy będziesz gotowa do podjęcia na nowo współżycia.
      Absolutnie nie wmawiaj sobie, że każda znajomość musi się skończyć w łóżku. Z
      takim podejściem trudno być swobodnym i otwartym na partnera i własne doznania.
      Wiek 19 lat wcale nie zobowiązuje do aktywnego życia seksualnego. To,że
      koleżankom seks sprawia przyjemność (czy aby na pewno?!) to nie znaczy, że
      Tobie też musi. Poczekaj. Ja dojrzewałam aż do 23 roku życia. Pomimo, że nie
      unikałam spotkań z mężczyznami, z niektórymi pozwalałam sobie na zaawansowane
      pieszczoty to nie byłam gotowa na pełne współżycie (chyba niezbyt prawidłowe
      wyrażenie). Daj sobie luz.
      • Gość: Karolina to nie tak latwo ;( IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.01, 15:11
        Ale ja mam 'ochote na seks'.
        Marza mi sie intymne zbileznia z partnerem [ewentualnym, bo teraz jestem wolna]
        Tylko boje sie, ze moje cialo mnie zawiedzie ;(
      • Gość: Maur Re: Blagam o porade. Panie doktorze. IP: *.chello.pl 29.10.01, 16:21
        Nie dojrzala? Etap pieszczot? Przeczytalas w ogole jej list? Pieszczoty tez sa
        problemem.
        O rany..
      • aagnes Re: Blagam o porade. Panie doktorze. 29.10.01, 16:26
        Mam 25 lat i wlasciwie taki sam problem, wiec wg mnie nie chodzi tu o wiek,
        zatem z niecierpliwoscia czekam na madre wypowiedzi dot. postu Karoliny.
        • Gość: ELI Re: Blagam o porade. Panie doktorze. IP: *.pnl.philips.com 29.10.01, 16:52
          Mysle ze nalezy wyjsc od czegos zupelnie innego. Jestem mezatka od paru lat i
          pomimo stalego wspolzycia miewam dni, kiedy poprostu moj organizm zawodzi-
          obojetnie jak bym chciala i starala sie po prostu nieraz nie moge przelamac.
          Ale dla mnie to nie jest problem,po prostu dajemy sobie wtedy spokoj i nie
          robimy z tego tragedii. Mysle ze to jest dosc normalne,ze czasem po prostu nie
          wychodzi. Bardzo wazne jednak jest aby ta druga osoba byla na tyle bliska aby
          bez wiekszych oporow mozna bylo jej o tym powiedziec...
          Moje pytanie wiec- czy kazdy z chlopcow , z ktorymi chcesz byc tak blisko w
          lozku jest ci na tyle bliski, abys mogla szczerze powiedziec o swoich
          odczuciach?????? Czy Nie odwrocilas przypadkiem pewnej kolejnosci....???Czy nie
          powinnas raczej najpierw zadbac o nawiazanie naprawde blisej wiezi z
          chlopakiem, a dopiero potem isc z nim do lozka..?? wtedy nie ma takich obaw,
          nie ma takiego wstydu i oporow, a twoje problemy przestana istniec- nawet jesli
          beda od czasu do czasu nie beda dla was problemem...
          jestes calkiem zdrowa i masz prawo miec pewne opory i gorsze dni- ale nie rob z
          tego problemu- latwosc z jaka idzie sie dzis do lozka sprawia, ze czasem robi
          sie to z prawie obcym czlowiekiem- a to juz jest problem..
          zyczac powodzenia i namietnej milosci pozdrawiam eli
          • aagnes Re: Blagam o porade. Panie doktorze. 29.10.01, 16:59
            W moim przypadku chodzi o jednego partnera z ktorym jestem bardzo zwiazana.
          • Gość: Karolina nie zrozumcie mnie zle IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.01, 17:29
            Eli, nie jest tak, ze odwrocilam jakas kolejnosc.
            Piszac, ze nie mam ochoty nawiazac jakiejkolwiek znajomosci z chlopakiem, ktory
            mi sie np podoba, bo wiem ze prowadzi to do 'lozka' nie chciala powiedziec, ze
            jedyne do czego prowadzi u mnie znajomosc z facetami to lozko, seks i ze to
            glowny motor moich wszystkich zwiazkow [gorzkie he-he]. I ze gdy widze faceta
            mysle tylko o tym, jak go zaciagnac do lozka.
            Tylko, gdy poznaje kogos naprawde fajnego i z kim chcialabym byc, mysle o
            lozku, bo to chyba normalne, ze ten element w zwiazku wystepuje. I wtedy
            panikuje - ze mi sie znowu nie uda, ze nie bede umiala wytlumaczyc tego
            facetowi [w koncu on jak nie moze to od razu impotent i chory i skreslony]
            Boje sie wstydu i jest mi glupio.
            A w ogole to dziekuje wszystkim na odzew. Panie doktorze .. jeszcze pan..
    • Gość: Maja Re: Blagam o porade. Panie doktorze. IP: 194.92.194.* 30.10.01, 14:19
      Droga Karolino, zanim pan doktor do nas dołączy chciałabym podzielić sie z Tobą
      moimi refleksjami. Podobnie jak Ty marzyłam o seksie z partnerem, bo wczesniej
      robiac to sama doznawałam niezwykłej przyjemnosci, wiec wyobrażałam sobie, ze z
      facetem musi być o niebo lepiej. Niestety, moje pierwsze kontakty nie były pod
      tym wzgledem zbyt udane. Zbytnio koncentrowałam się na sobie (jak wygladam, czy
      moje piersi nie sa za małe a biodra za duże etc.), czułam sie ciagle oceniana
      przez partnerów, bo uchodziłam za dziewczyne bardzo atrakcyjną i do konca nie
      wiedziałam, czy moje nagie ciało "sprostało" wyobrazeniom facetów o super-
      dziewczynie. I tak sie działo przez kilka lat, zanim pewne wydarzenia w moim
      zyciu (ale to juz z innej "bajki")nie spowodowały całkowitej transformacji
      psychicznej mojej osoby. Z osoby "zewnetrznej" stałam sie bardziej osobą
      ceniącą "środek", oczywiscie był to pewien proces. I wierz mi, mimo że nadal
      fizycznie byłam tą sama osobą (nic sie nie zmieniło, ani mi piersi nie urosły,
      ani biodra nie zmalały)zupełnie inaczej zaczynałam postrzegać innych jak i
      siebie. Zupełnie inne osoby zaczęłam dostrzegać. Wtedy też trafiłam na swojego
      męża, z którym jestem od ponad 10 lat i seks jest ciagle dla nas źródłem
      prawdziwej przyjemnosci. Przepraszam Cię za te osobiste wynurzenia, ale
      chciałam Ci przez to powiedzieć, że moim zdaniem Twoje problemy z przeżywaniem
      seksu są w sferze Twoich emocji i relacji ze soba samą. Jesteś bardzo młodą
      osobą, mimo, że marzysz o seksie nie znaczy to, że jesteś tak naprawde gotowa
      do jego przeżywania w rzeczywistości. W momencie jak spotkasz nawet bardzo
      fajnego chłopaka, nie staraj sie już od razu mysleć o "końcu". Wręcz
      przeciwnie, przeciągaj to jak najdłużej aż sama bedziesz "napalona" do granic
      wytrzymałości. Dopiero wtedy "pójdź na całość"! I pamietaj on też nie jest
      ideałem ("cielesnym" oczywiscie :-)))
      • Gość: Karolina Może to troche moja wina.. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.01, 18:19
        Eeh.. mysle, ze jest duzo racji w tym co napisalas, Maju.
        Wiem napewno, ze moje obawy w lozku wynikaja tez z leku nie zostania
        zaakceptowana przez faceta. Chodzi mi o moja fizycznosc...
        Wiem, ze jak sie ubiore, ide ulica moge wygladac ok. Ale moje niedoskonalosci
        [grube : brzuch uda biodra itp] powoduja, ze krepuje sie swojego nagiego ciala
        przed partnerem.
        Wiem wiem " jak jestes blisko z facetem i on Cie ~"kocha" [lubi szaanuje..] i
        idzie z Toba do lozka to juz w tym momencie sie nie patrzy na Twoja fizycznosc
        tak. znaczy widzi "wady" ale mu nie przeszkadzaja"
        niestety te argumenty do mnie nie docieraja.
        A siebie nie jestem w stanie zaakceptowac. ani zmienic :(
        • Gość: pestka Re: Może to troche moja wina.. IP: 195.117.10.* 31.10.01, 14:17
          Droga Karolinko.
          Posłuchaj sama siebie,piszesz o problemach z seksem,a ja myslę ze twój problem
          to nie sex bo do niego prawdopodobnie nie jesteś gotowa u mnie musiało minąć 6
          lat czasu gdy zaczęłam współżyć do czasu gdy naprawdę potrzebowałam tego i
          naprawdę wiedziałam czego chcę.Twój problem to twoja psychika co to jest
          zagruby brzuch,uda itd... i słowa siebie nie mogę zmienić ani zaakceptować.To
          podstawa musisz siebie przedewszystkim zaakceptować i sobie się podobać
          najbardziej, bez tego faktu żaden seksuolog ci nie pomoże.Ty jesteś
          najważniejsza a nie facet i jego mózg(co on sobie o mnie pomyśli) czy ty
          myślisz ze on sie przejmuje tym czy podobają ci się twoje pośladki jesli jemu
          się podobają.Zastanów się z seksem poczekaj i dojrzej do niego fizycznie i
          emocjinalnie i weź się za siebie.
          pozdrowienia
          życzę powodzenia
          pestka
          • Gość: Karolina ale jednak cos ze mna nie tak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.01, 17:30
            ok, zgoda. wiem ze duze znaczenie ma psychika i moj stosunek do siebie.
            Ale jednak nawet jak juz bylam z chlopakiem z ktorym bylam serio dlugo i ktory
            mnie akceptowal taka jaka jestem i ja o tym wiedzialam doskonale to jednak seks
            mi nie wychodzil.
            DZialo sie to o czym juz napisalam - spadek podniecenia, zanik wilgotnosci itp.
            co z tym zrobic?
            • Gość: Maur Re: ale jednak cos ze mna nie tak IP: *.chello.pl 01.11.01, 01:24
              Powiedzalbym, ze psychika w seksie ma podstawowe znaczenie...:)

              A tak powaznie, to nie wiem.

              Ale:
              To jest ciekawe:
              >>>[ czuje sie nieswojo lezac nago pod wzrokiem kogos - w koncu
              chwila orgazmu i uniesienia podczas pieszczot to chwile, kiedy czlowiek jest
              zupelnie.. bezbronny i szczery.]
              Bo jesli jestes zestresowana, to trudno wymagac, zebys byla podniecona, prawda?
              A druga czesc tego zdania, nie obawiasz sie czegos?
              >>>[Jednak bylam caly czas strasznie zestresowana i mialam wrazenie, ze moje
              "zachowanie sie" jest dziwne]
              Wiesz, myslenie i analizoanie roznych rzeczy w trakcie nie pomaga w seksie...
              Powiedz, probowalas kiedys kochac po alkoholu(oczywiscie nie mam na mysli
              jakichs megadawek)?
              • Gość: Karolina Re: ale jednak cos ze mna nie tak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.01, 15:21
                A wiesz Maur, ze nie.
                jakos nie bylo okazji. Ale myslalam o tym - faktycznie jestem bardziej
                rozluzniona i napalona po alkoholu.
                Powinnam kiedys sprobowac..
                Tyle, ze teraz jestem samotna i boje sie nawiazac nowego jakiegos kontaktu, z
                powodu mojej seksofobii ;(
                • Gość: Maur Re: ale jednak cos ze mna nie tak IP: *.chello.pl 01.11.01, 23:09
                  Gość portalu: Karolina napisał(a):

                  > A wiesz Maur, ze nie.
                  > jakos nie bylo okazji. Ale myslalam o tym - faktycznie jestem bardziej
                  > rozluzniona i napalona po alkoholu.
                  > Powinnam kiedys sprobowac..
                  > Tyle, ze teraz jestem samotna i boje sie nawiazac nowego jakiegos kontaktu, z
                  > powodu mojej seksofobii ;(

                  No to nie najlepiej. Ale swoja droga, zabawnie to brzmi, seksofobia ;). Wiesz,
                  alkohol w ogole tak dziala, ze usowa zahamowania. I to wlasciwie tez jest pewne
                  wyjasnienie twojego problemu... (nie alkohol, zahamowania ;). Ale, zadne
                  odkrycie, w sumie sama to napisalas :)
                  A, i w sumie to chyba bardziej problem do psychologa, chociaz... pewnie tez
                  bedziesz obawiala sie takich rozmow. Hmmm, no co ja moge ci powiedziec, kto nie
                  proboje ten nie zyje ;). Do dziela, dziewczyno :)

                  Maur
                  • Gość: Karolina re Maur 1 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 08:48
                    heh, wiem, ze "seksofobia" smiesznie brzmi, nawet nie wiem czy jest takie
                    slowo. Ale najlepiej okresla moja obecna sytuacje.
                    A co do skutkow alkoholu, czy tez ogolnie " uzywek " to jestem ostatnia osoba,
                    ktorej trzebabyloby tlumaczyc jak to dziala :>
                    i faktycznie musze kiedys sprobowac [tylko rozpoczynanie znajomosci z facetem
                    od przygody "poalkoholowej" nie jest najlepszy pomyslem - mam pewne
                    doswiadczenia w tej dziedzinie [ale nigdy nie doszlo do seksu]
                    k
                  • Gość: karolina Re: ale jednak cos ze mna nie tak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 00:03

                    > A, i w sumie to chyba bardziej problem do psychologa, chociaz... pewnie tez
                    > bedziesz obawiala sie takich rozmow.

                    Tak. znaczy - jest to o tyle trudne, glupie, ze ja umiem opisac swoj problem, ale
                    takze znam juz 100 sposobow na jego zwalczenie. Przeczytalam 1000 poradnikow i
                    wysluchalam mnostwa rad.
                    I co ja poradze, ze moje cialo nie chce sie do nich dostosowac?
                    k.

                    ps. zeby byc do konca w porzadku powiem 'w tajemnicy' :> ze karolina to pseudonim
                    artystyczny. Zreszta chyba wszyscy sie nimi poslugujemy, prawda?
                  • Gość: karolina Re: ale jednak cos ze mna nie tak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 00:29

                    > A, i w sumie to chyba bardziej problem do psychologa, chociaz... pewnie tez
                    > bedziesz obawiala sie takich rozmow.

                    Tak. znaczy - jest to o tyle trudne, glupie, ze ja umiem opisac swoj problem, ale
                    takze znam juz 100 sposobow na jego zwalczenie. Przeczytalam 1000 poradnikow i
                    wysluchalam mnostwa rad.
                    I co ja poradze, ze moje cialo nie chce sie do nich dostosowac?
                    k.

                    ps. zeby byc do konca w porzadku powiem 'w tajemnicy' :> ze karolina to pseudonim
                    artystyczny. Zreszta chyba wszyscy sie nimi poslugujemy, prawda?
                • Gość: Maur Re: ale jednak cos ze mna nie tak IP: *.chello.pl 01.11.01, 23:19
                  Moze jescze kilka pytan...
                  >>>>>Teraz zas mam taki problem - moja "seksofobia" rzuca sie na wszystkie moje
                  znajomosci - boje sie nawiazac znajomosc z chlopakiem, bo wiem, ze kiedys
                  dojdzie do zblizenia, a ja nie jest w stanie "temu" podolac. Boje sie tej
                  swojej "slabosci - naglego 'ostudzenie', braku pobudzenia, wyschniecia i
                  wstydze przed ewentualnym partnerem.
                  Boje sie, ze jest to zbyt silne uczucie - lek i ze nigdy nie uda mi sie juz
                  "przelamac" i nawet umowic z kimkolwiek.<<<<<<
                  Karolina, powiedz, prosze, czego tak bardzo sie obawiasz? Co takiego sie
                  stanie, jesli nie wyjdzie? Jak sie bedziesz wtedy czula?
                  • Gość: Karolina re Maur 2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 08:54

                    > Karolina, powiedz, prosze, czego tak bardzo sie obawiasz? Co takiego sie
                    > stanie, jesli nie wyjdzie? Jak sie bedziesz wtedy czula?

                    hmm. bedzie mi glupio. to po pierwsze. nie wierze, ze facet uzna reakcje moejgo
                    organizu za normalne. ALbo pomysli ze mi sie nie 'podoba'. I jak takiemu
                    wytlumaczyc ze tak nie jest?
                    Nie masz pojecia jakie to stresujace powiedziec facetowi "sluchaj, wszystko ok,
                    jestes zajebisty tylko ja po prostu 'gasne' w pewnym momencie i nic nie sprawia
                    mi juz przyjemnosci. ale to nie Twoja wina. A. a o moim orgazmie to mozesz
                    przestac marzyc"

                    Wlasnie - facet pomysli, ze to jego wina, bedzie sie staral bog wie jak a u mnie
                    nadal nic. on sie bedzie stresowal, napewno bedzie mial pretensje, do mnie, do
                    siebie ale nic nie powie. bedzie sie frustrowal, a mi bedzie glupio i tak sie
                    zaczniemy nakrecac... ;\

                    Poza tym jestem dziewczyna, ktora nie wyglada na taka co moze miec problemy z ta
                    "zfera zycia". Jestem bezposrednia przyjacielska, umiem 'uwodzic facetow' [hoho
                    ;>] czarujaca urocza skromna..
                    nie, no zartuje, ale ogolnie - jak dochodzi do czegos z facetem to wiem co robic,
                    nazwijmy to tak. I on moze sobie myslec : o jaka fajna ta moja dziewczyna.
                    a tu wcale nie fajna. I w lozku zupelnie beznadziejna ;(
                    eeeh.
                    • maur Re: Karolina 02.11.01, 14:45
                      Gość portalu: Karolina napisał(a):

                      > heh, wiem, ze "seksofobia" smiesznie brzmi, nawet nie wiem czy jest takie
                      > slowo. Ale najlepiej okresla moja obecna sytuacje.
                      > A co do skutkow alkoholu, czy tez ogolnie " uzywek " to jestem ostatnia osoba,
                      > ktorej trzebabyloby tlumaczyc jak to dziala :>
                      > i faktycznie musze kiedys sprobowac [tylko rozpoczynanie znajomosci z facetem
                      > od przygody "poalkoholowej" nie jest najlepszy pomyslem - mam pewne
                      > doswiadczenia w tej dziedzinie [ale nigdy nie doszlo do seksu]
                      > k
                      :)))
                      Ale powaznie, zaczynanie od tego to rzeczywiscie nie najlepszy pomysl...

                      Gość portalu: Karolina napisał(a):

                      >
                      > > Karolina, powiedz, prosze, czego tak bardzo sie obawiasz? Co takiego sie
                      > > stanie, jesli nie wyjdzie? Jak sie bedziesz wtedy czula?
                      >
                      > hmm. bedzie mi glupio. to po pierwsze. nie wierze, ze facet uzna reakcje moejgo
                      >
                      > organizu za normalne. ALbo pomysli ze mi sie nie 'podoba'. I jak takiemu
                      > wytlumaczyc ze tak nie jest?
                      > Nie masz pojecia jakie to stresujace powiedziec facetowi "sluchaj, wszystko ok,
                      >
                      > jestes zajebisty tylko ja po prostu 'gasne' w pewnym momencie i nic nie sprawia
                      >
                      > mi juz przyjemnosci. ale to nie Twoja wina. A. a o moim orgazmie to mozesz
                      > przestac marzyc"
                      W pewnym sensie, facet ktoremu by nie zalezalo, czy masz orgazm, bylby lepszy ;)
                      Tak powaznie-nie taki ktory nic nie robi, ale taki ktory nie przywiazuje jakiejs
                      niezwyklej wagi do tego, powie ci jak 'jemu' jest z toba dobrze, ale nie bedzie
                      zadawal durnych pytan w stylu "dobrze ci bylo?"
                      Hmmm, czy to znaczy, ze do tej pory zawsze trafialas na wlasnie takich? I to
                      dlatego?Moze po prostu na poczatku nie wyszlo, sytuacja zrobila sie stresujaca, i
                      poznie nie sposob bylo tego stresu sie pozbyc? Napisalas, ze seks zaczeliscie po
                      dwoch latach, a jak to bylo wczesniej? Tez mieliscie takie problem, czy wszystko
                      bylo ok?(napisalas tez, ze to raczej nic wspolnego z wychowaniem nie ma- wiec
                      moze cos w tym jest?)
                      > Wlasnie - facet pomysli, ze to jego wina, bedzie sie staral bog wie jak a u mni
                      > e
                      > nadal nic. on sie bedzie stresowal, napewno bedzie mial pretensje, do mnie, do
                      > siebie ale nic nie powie. bedzie sie frustrowal, a mi bedzie glupio i tak sie
                      > zaczniemy nakrecac... ;\
                      Wiesz, moze cos opowiem. Moj pierwszy raz byl potwornie stresujacy, (miedzy
                      innymi moja matka wrocila wczesniej z pracy :))), i w sumie niewiele z tego
                      wyszlo. I pozniej przez miesiac mialem jakies niesamowite klopoty z erekcja,
                      bylem potwornie zdenerwowany, nawet myslalem, ze jestem impotentem ;). Pozniej
                      wszystko bylo ok (choc dobrze to pamietam). Hmmm, przypomina mi sie jeszcze jedno
                      zdarzenie, znacznie pozniej, w skrocie stres tez przeszkodzil wtedy w
                      konsumpcji. Widzisz, co zdenerwowanie moze z czlowieka zrobic? :)
                      > Poza tym jestem dziewczyna, ktora nie wyglada na taka co moze miec problemy z t
                      > a
                      > "zfera zycia". Jestem bezposrednia przyjacielska, umiem 'uwodzic facetow' [hoho
                      >
                      > ;>] czarujaca urocza skromna..
                      > nie, no zartuje, ale ogolnie - jak dochodzi do czegos z facetem to wiem co robi
                      > c,
                      > nazwijmy to tak. I on moze sobie myslec : o jaka fajna ta moja dziewczyna.
                      > a tu wcale nie fajna. I w lozku zupelnie beznadziejna ;(
                      > eeeh.
                      :)))
                      No to musisz byc swietna dziewczyna :)

                      PS. Swoja droga, fajnie sie z toba rozmawia :)
                      • Gość: karolina Re: Karolina IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 00:13

                        > W pewnym sensie, facet ktoremu by nie zalezalo, czy masz orgazm, bylby lepszy ;
                        > )
                        > Tak powaznie-nie taki ktory nic nie robi, ale taki ktory nie przywiazuje jakiej
                        > s
                        > niezwyklej wagi do tego, powie ci jak 'jemu' jest z toba dobrze, ale nie bedzie
                        >
                        > zadawal durnych pytan w stylu "dobrze ci bylo?"

                        taaak. w sumie niby tak. Ja w ogole naleze do osob, ktore duzo stawiaja na luz i
                        poczucie humoru,. nawet w lozku. Bo czy jak cos nie wychodzi to lepiej sie
                        posmiac i pozartowac i probowac do skutku niz sie stresowac i frustrowac??
                        gorzej, jesli mimo wszystko za kolejnym razem tez nie wychodzi, i kolejnym i
                        kolejnym...

                        > Widzisz, co zdenerwowanie moze z czlowieka zrobic? :)

                        no wiem. Ale mnie jesli juz cos robie 'takiego' to w takiej sytuacji, zeby czuc
                        sie komfortowo - Ze nic nam nie przeszkodzi. W sumie dosc mam wtedy stresow
                        wynikajacych z mojego zachowania i z mojej obsesji.
                        Bo wiesz - zdarzalo sie, ze mowilam facetowi o swoim 'problemie' a on, wielki
                        macho mowil, ze poprzedni to ciamajdy ktore nie umialy sie 'zabrac do kobiety'
                        nie wiedzialy co jej sprawia przyjemnosci itp.A potem okazywalo sie, ze sam nie
                        wie gdzie jest lechtaczka ;> [przepraszam za taka bezposredniosc ;] ]

                        Takie podejscie facetow tez mnie wkurza. Wydaje im sie ze sa bog wie kim w sferze
                        seksu, a przeciez kazda kobieta jest inna, kazdy czlowiek inaczej reaguje na
                        rozne doznania, dotyk.
                        Do lozka z nowy partnerem powinno sie isc jakby to byl pierwszy raz. Ale tak
                        zupelnie. smiac sie i zartowac i odkrywac innoplciowe cialo. Seks nie moze stac
                        sie standardem. Naciskam ten guziczek nastepuje taka reakcja. to nie tak. (!) ;>


                        > > Poza tym jestem dziewczyna, ktora nie wyglada na taka co moze miec problem
                        > y z t
                        > > a
                        > > "zfera zycia". Jestem bezposrednia przyjacielska, umiem 'uwodzic facetow'
                        > [hoho
                        > >
                        > > ;>] czarujaca urocza skromna..
                        > > nie, no zartuje, ale ogolnie - jak dochodzi do czegos z facetem to wiem co
                        > robi
                        > > c,
                        > > nazwijmy to tak. I on moze sobie myslec : o jaka fajna ta moja dziewczyna.
                        > > a tu wcale nie fajna. I w lozku zupelnie beznadziejna ;(
                        > > eeeh.
                        > :)))
                        > No to musisz byc swietna dziewczyna :)

                        heh. nie oceniaj ludzi wg tego kim sa, co pisza w sieci.
                        mozna sie zawiesc. znam sie na tym, zbyt wielu takich znam.

                        [no ale oczywiscie nie zaprzeczam, ze jestem swietna dziewczyna ;] ]

                        >
                        > PS. Swoja droga, fajnie sie z toba rozmawia :)

                        hm. dziekuje.

                  • Gość: Karolina re Maur 2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 08:56

                    > Karolina, powiedz, prosze, czego tak bardzo sie obawiasz? Co takiego sie
                    > stanie, jesli nie wyjdzie? Jak sie bedziesz wtedy czula?

                    hmm. bedzie mi glupio. to po pierwsze. nie wierze, ze facet uzna reakcje moejgo
                    organizu za normalne. ALbo pomysli ze mi sie nie 'podoba'. I jak takiemu
                    wytlumaczyc ze tak nie jest?
                    Nie masz pojecia jakie to stresujace powiedziec facetowi "sluchaj, wszystko ok,
                    jestes zajebisty tylko ja po prostu 'gasne' w pewnym momencie i nic nie sprawia
                    mi juz przyjemnosci. ale to nie Twoja wina. A. a o moim orgazmie to mozesz
                    przestac marzyc"

                    Wlasnie - facet pomysli, ze to jego wina, bedzie sie staral bog wie jak a u mnie
                    nadal nic. on sie bedzie stresowal, napewno bedzie mial pretensje, do mnie, do
                    siebie ale nic nie powie. bedzie sie frustrowal, a mi bedzie glupio i tak sie
                    zaczniemy nakrecac... ;\

                    Poza tym jestem dziewczyna, ktora nie wyglada na taka co moze miec problemy z ta
                    "zfera zycia". Jestem bezposrednia przyjacielska, umiem 'uwodzic facetow' [hoho
                    ;>] czarujaca urocza skromna..
                    nie, no zartuje, ale ogolnie - jak dochodzi do czegos z facetem to wiem co robic,
                    nazwijmy to tak. I on moze sobie myslec : o jaka fajna ta moja dziewczyna.
                    a tu wcale nie fajna. I w lozku zupelnie beznadziejna ;(
                    eeeh.
    • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 02.11.01, 01:55
      czesc karolino!

      przeczytalem wszystkie twoje posty

      i przyszla mi do glowy taka rzecz: dobrym lekarstwem dla ciebie bylaby duza dawka milosci

      wiesz, w naszym stosunku do wlasnego ciala jest zakodowany stosunek naszych rodzicow do nas -
      ile okazali nam ciepla i czulosci - a te uczucia okazuje sie wlasnie cialem przytulajac i glaszczac

      im bardziej czulismy sie kochani, przyjeci, zaakceptowani - tym wiekszego nabralismy zaufania do
      samych siebie

      tylko domniemuje - ale moze wyszlas z domu rodzinnego nie dosc "wypieszczona"?

      czesto u dziewczyn podlozem do przesadnego nieakceptowania swojego ciala jest wychowanie,
      jakiemu zostaly poddane - i we wczesnym dziecinstwie, i w okresie dojrzewania - bo swojej
      seksualnosci i cielesnosci uczymy sie od najmlodszych lat

      bez wzgledu jednak na to ile milosci do nas samych przekazali nam rodzice - kazdy z nas ma
      mozliwosc ponownego odkrycia swojego ciala, samego siebie i pokochania

      jest to wazne i ze wzgledu na nasz wlasny komfort i ze wzgledu na relacje z innymi - bo w naszym
      stosunku do innych odbija sie znowuz stosunek do samego siebie

      gdy jestesmy pelni lekow i krytycyzmu wobec samych siebie - tacy bedziemy tez wobec innych

      gdy traktujemy swoje cialo instrumentalnie i nie jestesmy w nie zmyslowo wczuci, rozkochani - trudno
      nam bedzie wyrazic czulosc dotykiem - bo jak wyrazic milosc niekochanym cialem?

      mam nadzieje, ze przyda ci sie na cos ta garsc refleksji :-)

      skad sciagnac milosc do swego ciala? dobry pomocnikiem moze byc taniec - ale nie odtwarzanie
      figur tanecznych z glowy, ale pozwolenie by rytm plynal przez cialo, cwiczenie sie w wyrazaniu muzyki
      cialem (dobrej, bujajacej muzyki), tarzanie sie w trawie czy w sniegu, smakowanie potraw, przytulanie
      sie z kochanymi osobami, plywanie, wygrzewanie sie w sloncu - i cwiczenie sie w CZUCIU

      jasne, latwiej jest miec w tym jakiegos przewodnika - w niektorych miastach sa zajecia z
      choreoterapii (terapii tancem), albo cos zwanego treningiem autogennym (po nauczeniu sie mozna
      wykonywac go samemu) moze tez byc calkiem na miejscu

      moze to zabrzmi brutalnie, ale: dobry seks jest czulym, zmyslowym spotkaniem dwojga kochajacych
      sie osob, a nie wzajemna instrumentalna masturbacja (co nie znaczy, ze jestem przeciwny
      onanizowaniu sie nawzajem ;-), to tylko metafora)

      powodzenia! i udanej wyprawy w kraine zmyslow! :-)

      fnoll
      • Gość: karolina Re: do karoliny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 08:56
        hmm. jestem jedynaczka i ukochana corka. nie moge narzekac na zle warunki w
        domu. wiec to chyba nie tu zrodlo mojego problemu.

        A ostatnio wpadl mi do glowy pomysl zapisania sie na kurs tanca [klasycznego
        hehe :> - kiedys trzeba sie nauczyc!]
        Myslisz, ze to mi moze pomoc w seksualnych problemach?
        • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 02.11.01, 15:26
          Gość portalu: karolina napisał(a):

          > hmm. jestem jedynaczka i ukochana corka. nie moge narzekac na zle warunki w
          > domu. wiec to chyba nie tu zrodlo mojego problemu.

          :-) - nie chodzilo mi o zle warunki, tylko o pewien specyficzny styl wychowania - w ktorym nieswiadomie
          matka lub oboje rodzicow przekazuja dziecku wlasne leki dotyczace ciala, zeby to zobrazowac podam
          moze pare przykladow, ktore naturalnie moga byc zupelnie rozne od twojej historii:

          przeprowadzenie treningu czystosci - ciagle zawstydzanie dziecka, ze sie zsikalo lub zrobilo kupe wpaja
          mu juz na tym wczesnym etapie przekonanie, ze cos z jego cialem moze byc nie tak

          reakcja rodzicow na ciekawosc dziecka dotyczaca plciowosci - czasem szesciolatki czy starsze nieco
          dzieci bawia sie "w doktora" - jedna moja kolezanka nakryta przez ojca na uczestniczeniu w takiej zabawie
          zostala przez niego pobita i zamknieta na tydzien w domu, zle to sie odbilo na jej sferze seksualnej - to
          drastyczny przypadek, rownie dobrze leki dotyczace ciala moga byc wpajane wprost niezauwazalnie -
          poprzez codzienne komentarze, zakazy

          reakcja rodzicow na dojrzewanie dziecka - w tym wieku rodzice moga starac sie zaprzeczyc, ze ich dziecko
          staje sie w pelni seksualna istota, gotowa fizycznie do podjecia wspolzycia - co moze sie odbic o tyle
          negatywnie na dziecku, ze jego wlasne doswiadczenia samego siebie stoja w sprzecznosci z
          traktowaniem go przez rodzicow, dla niektorych moze byc to trudne; inna kwestia sa gwaltowne zmiany
          ciala - ktore w kazdym dziecku budza pewien niepokoj, niejako kazdego miesiaca musi odkrywac sie na
          nowo, upewniac o tym, ze jest z nim wszystko w porzadku - to okres w ktorym jestesmy szczegolnie
          wrazliwi na uwagi dotyczace naszego ciala - niestety wielu rodzicow czy w ogole doroslych bagatelizuje
          sprawe komentujac zlosliwie ksztalty dojrzewajacej dziewczyny czy chlopca, co dla nich jest tylko
          niewinnym zartem, ale dla mlodej osoby moze stac sie podlozem do przyszlych kompleksow; inna wazna
          kwestia w tym wieku jest oddzialywanie grupy rowiesniczej - czyli nieustanne porownywanie, komu
          pierwszemu urosly wlosy lonowe, kto ma jakie piersi, biodra, miesnie itp, w niektorych grupach te
          porownania moga przybrac przesadna, raniaca forme - co staje sie podlozem do przyszlych kompleksow
          na punkcie swojej budowy

          kolejny waznym momentem jest inicjacja seksualna - pierwsze doswiadczenia w danej dziedzinie
          zawsze najbardziej rzutuja na wszystkie kolejne, jesli rozpoczecie wspolzycia seksualnego nastapilo w
          atmosferze napiecia i niepewnosci - emocje te zostana silnie skojarzone z seksem, i jedyne co mozna
          zrobic, to postarac sie poprzez korektywne, pozytywne doswiadczenia skojarzyc sobie z seksem bardziej
          mile emocje

          to co chce ci powiedziec - to ze brak akcpetacji wlasnego ciala, brak wczucia w nie i zwiazane z nim leki
          nie biora sie z nikad, jesli chcesz sie ich pozbyc to jedna z drog do osiagniecia tego celu jest poznanie
          przyczyn sytuacji, w ktorej sie obecnie znajdujesz - i zdobycie doswiadczen podobnych do tych, ktore
          wpedzily cie w klopoty, ale rozwiazanych pozytywnie

          no, z powrotem do traum z okresu trenincgu czystosci bylyby klopoty - ale dalsze okresy mozemy dosc
          latwo zasymulowac (bawiac sie w doktora, flirtujac i kochajac sie)

          > A ostatnio wpadl mi do glowy pomysl zapisania sie na kurs tanca [klasycznego
          > hehe :> - kiedys trzeba sie nauczyc!]
          > Myslisz, ze to mi moze pomoc w seksualnych problemach?

          jak pisalem - lepsze od tanca z glowy, ktorego sie uczymy, jest opanowanie umiejetnosci tanca
          spontanicznego - takze w kontekscie rozbudzenia zmyslow w swoim ciele (co sprzyja rozwiazywaniu
          problemow seksualnych) polecalby raczej taneczne party, albo, jesli wolisz bardziej zaplanowane ruchy -
          wschodnie sztuki walki polaczone z medytacja

          pamietaj - jest w tobie zmyslowa kobieta, tylko w skorupie - w odpowiednich warunkach moze jednak
          rozkwitnac (warunkach ktore tworzysz i ty sama dla siebie, i ktore tworzycie razem w spotkaniu z
          partnerem)

          powodzenia! :-)

          fnoll
          • kanet fnoll! Trafiles w sedno 02.11.01, 16:42
            Bardzo ciekawy post. Podobne problemy poruszono w watku "Rodzice a
            seksualnosc". Warto porozmawiac o tym, co jest przyczyna takiego "zamkniecia na
            wlasne cialo" i jak sie z tego wyzwolic, bo to jest niewola! Mnie sie udalo,
            choc pewnie moglabym jeszcze conieco osiagnac na tej drodze. I niestety czasem
            jeszcze mecza mnie niektore wspomnienia (trafiles w sedno z tymi "niewinnymi"
            komentarzami rodzicow...) i wiem, ze to jeszcze we mnie tkwi... Bardzo popieram
            taniec (spontaniczny i samodzielny!) - odkrylam te "metode" intuicyjnie i
            dzieki temu wczesnie zaczelam odbierac swoje cialo pozytywnie, jednoczyc sie z
            nim (nie bardzo potrafie to wytlumaczyc), uruchomic jego wlasna aktywnosc.
            Bardzo wazne jest tu wyzbycie sie ciaglej potrzeby samokontroli. Karolina,
            wlacz cos rytmicznego, cos co lubisz i tancz - tancz sama, nie po to, by
            wygladac tak-i-tak i podobac sie "widzom", ale tak jak czujesz, jak lubisz.
            Osobiscie polecam muzyke i imprezy techno - w tym rytmie nie mozna ani stac
            spokojnie ani uprawiac figur, to czysta eksplozja ruchu i swobody. A rytm jest
            naladowany seksem. Pozdrawiam tanczacych :-)
          • Gość: karolina Re: do karoliny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 00:23
            pochodze z 'inteligenckiej' rodziny. Nigdy nie mialam zadnych problemow z
            okreslaniem wlasnej seksualnosci, rodzina nigdy nie czynila mi jakichs wyrzutow
            z powodu mojego ciala
            [ co najwyzej dogryzanie ze nie powinnam jesc dodatkowego ciastka, ale to sie
            laczy z moja tusza, ktorej nie lubie. [tak wiem - to moze byc takze jakies
            zrodlo moich problemow. Ale niestety nie mam sily z tym walczyc. nie odchudze
            sie! ]

            Z moim dorastanem i 'wychowaniem seksualnym" zawsze bylo wszystko ok, wprawdzie
            nikt nigdy zadnych 'powaznych' rozmow ze mna nie przeprowadzal, ale to raczej
            dlatego ze nie chcialam.
            czuje sie dosc 'uswiadomiona' ;>

            eeeh. nie mam juz sily co do mojego problemu.
            • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 03.11.01, 17:28
              droga Karolino

              pisze do ciebie, bo chce ci ukazac co widze w twoich postach, z czym mi sie to kojarzy (co nie znaczy, ze
              tak jest) w nadziei, ze te spostrzezenia moga ci w jakis sposob byc przydatne

              > rodzina nigdy nie czynila mi jakichs wyrzutow
              > z powodu mojego ciala
              > [ co najwyzej dogryzanie ze nie powinnam jesc dodatkowego ciastka, ale to sie
              > laczy z moja tusza, ktorej nie lubie. [tak wiem - to moze byc takze jakies
              > zrodlo moich problemow. Ale niestety nie mam sily z tym walczyc. nie odchudze
              > sie! ]

              czy "tusza" nie jest cialem? a zatem - twoja rodzina czynila ci wyrzuty z powodu twojego ciala

              nie lubisz swojej "tuszy" - a zatem nie lubisz swojego ciala - nie da sie zyc w harmonii z czyms, czego sie
              nie lubi - pelny seks to milosc do kazdego centymetra ciala partnera, czego nie da sie czuc nie kochajac
              w calosci swojego ciala - chyba, ze w formie uwielbienia (ty -taki piekny, ja -taka brzydka - ale takie relacje
              nie wroza dobrze)

              nie masz sily walczyc z "tusza" czyli z cialem? bardzo dobrze! dziewczyny, ktore maja dosc sily na te walke
              popadaja w anoreksje - chyba nie chcialabys zaglodzic swojego ciala na smierc?

              o cialo trzeba dbac, a nie z nim walczyc, trzeba je kochac, a nie traktowac jak wroga

              > Z moim dorastanem i 'wychowaniem seksualnym" zawsze bylo wszystko ok, wprawdzie
              > nikt nigdy zadnych 'powaznych' rozmow ze mna nie przeprowadzal, ale to raczej
              > dlatego ze nie chcialam.

              to znaczy twoi rodzice zaczynali rozmowe, ktora ty ucinalas mowiac "nie chce o tym rozmawiac"?

              a moze ani ty, ani oni nie chcieli rozmawiac?

              > eeeh. nie mam juz sily co do mojego problemu.

              kto ma miec do niego sily? jak myslisz - kto ma najwieksze mozliwosci by go rozwiazac?

              ty! takze teraz, w momencie gdy to czytasz!

              twoja obecna sytuacja nie wziela sie z nikad

              mozesz poszukac nowej siebie - zadajac sobie samej pytania, szukajac odpowiedzi, eksperymentujac ze
              swiatem

              nie ma jednej odpowiedzi, jednej przyczyny - na to jak zostalas uksztaltowana w rodzinie i w szkole
              nakladaja sie pierwsze doswiadczenia seksualne, ktore w mocny sposob wplywaja na wszystkie kolejne,
              to wszystko ma znaczenie - takze to, czym sie zajmujesz w zyciu, w jakich relacjach jestes z ludzmi...

              dla twojej sytuacji nie bez znaczenia jest takze fakt, ze jestes jedynaczka

              jedynacy sa bardziej sklonni do popadania w rozne "dyskomforty" - bo jako dzieci bedace w centrum
              uwagi rodzicow nauczyly sie, ze gdy czuja sie zle - to zawsze ktos pomoze, stanie sie cos milego

              gdy dzieci jest wiecej - czesciej dziecko jest zdane samo na siebie, wie, ze czasem nawet jak bedzie
              bardzo plakalo - nic nie uzyska

              co moze zrobic jedynak by odkrecic ten nawyk? hmm... nie wiem - moze siegnac dna rozpaczy, przypiac
              sobie nad lustrem kartke "nikt mi nie pomoze" - a nastepnie odbic sie od dna, ze swiadomoscia, ze
              poprawe swojego stanu zawdziecza sie tylko i wylacznie sobie?

              to bardzo budujace uczucie - zawdzieczac cos sobie (naturalnie bez przesady - kazdy z nas ma do
              czynienia z milionami spraw na ktore nie ma wplywu - jak chocby nasze wczesne dziecinstwo - taka juz
              jest natura swiata)

              poza tym jedynacy bywaja tez bardziej "uwiazani" do swoich rodzicow - nie przechodza fazy buntu, ktora
              jest niezbedna do wejscia ze swoimi rodzicami w dojrzale, partnerskie relacje, czesto wobec swych
              rodzicow pozostaja dziecmi do konca

              pozostawanie w takiej relacji wlasciwej dla dziecka, ale nie dla osoby dwudziestoparoletniej, moze byc
              klopotliwe dla obu stron, i zwykle jest - to jeden z czestszych faktycznych powodow zglaszania sie na
              psychoterapie

              to sa plusy i minusy bycia jedynakiem - wlasny pokoj i zabawki, ktorymi nie trzeba sie dzielic, a
              jednoczesnie ryzyko "uwiazania" i nabycia niedobrych nawykow (jednym z nich jest np. manipulowanie
              otoczeniem poprzez wywolywanie w sobie [nieswiadome] objawow somatycznych - jak goraczka
              psychogenna, bole brzucha, glowy itp. - czestsze u jedynakow, lub najmlodszych z rodzenstwa)

              pozdrawiam! :-)

              fnoll
              • Gość: karolina Re: do karoliny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.01, 00:01
                tak. tusza jest cialem i faktem jest, ze nie jestem z siebie zachwycona. Jak
                juz zreszta pisalam. nie jest tak, ze nie probuje z tym walczyc,tylko po prostu
                chwilami ogarnia mnie wrazenie, ze nie jest ze mna jeszcze tak zle ;> I ze nie
                kazdy musi wygladac jak modelki z pierwszych stron gazet. (!)

                A co do kochania mojego ciala - moze jak ktos je pokocha, a ja bede kochala
                tego kogos to w koncu bedzie ok?
                tylko ja sie nie czuje na silach pokochania kogokolwiek teraz. Zreszta faceci
                kojarza mi sie z lozkiem [na dalsza mete], z to z problemami.

                Bycie jedynaczka nie spowodowalo, ze nie przechodzilam fazy buntu.
                Przechodzilam a jakze. nadal sie za mna troche ciagnie. Na dodatek moge dodac,
                ze jestem wychowywana tylko przez matke. )I ona naprawde chciala ze mna
                rozmawiac na 'rozne tematy' )
                poniewaz zas jestesmy we dwie - w domu zawsze liczylo sie moje zdanie tez.
                Nigdy nie bylam tylko dzieckiem, ale takze partnerem do rozmowy i do roznych
                spraw. Bylam pytana o zdanie itp.

                jeszcze jedno - nie staram sie manipulowac otoczeniem. Ja po prostu robie na co
                mam ochote [ nie mowie teraz o rozpieszczeniu. Nikogo nie zmuszam do robienia
                tego co ja. jestem indywidualistka czesto.]

                Nie wiem jakie to ma wszystko razem znaczenie.
                wiem tylko, ze boje sie seksu :>
                dzieki za uwage

                • Gość: Maur Re: do karoliny IP: *.chello.pl 04.11.01, 00:24
                  Gość portalu: karolina napisał(a):

                  > tak. tusza jest cialem i faktem jest, ze nie jestem z siebie zachwycona. Jak
                  > juz zreszta pisalam. nie jest tak, ze nie probuje z tym walczyc,tylko po prostu
                  > chwilami ogarnia mnie wrazenie, ze nie jest ze mna jeszcze tak zle ;> I ze n
                  > ie
                  > kazdy musi wygladac jak modelki z pierwszych stron gazet. (!)
                  Cos Ci powiem, osobiscie wole raczej szczuple kobiety, (nic dziwnego, sam jestem
                  chudy), ale modelki, ech... aseksualne stworzenia...

                  > Bycie jedynaczka nie spowodowalo, ze nie przechodzilam fazy buntu.
                  > Przechodzilam a jakze. nadal sie za mna troche ciagnie. Na dodatek moge dodac,
                  > ze jestem wychowywana tylko przez matke. )I ona naprawde chciala ze mna
                  > rozmawiac na 'rozne tematy' )
                  > poniewaz zas jestesmy we dwie - w domu zawsze liczylo sie moje zdanie tez.
                  > Nigdy nie bylam tylko dzieckiem, ale takze partnerem do rozmowy i do roznych
                  > spraw. Bylam pytana o zdanie itp.
                  Hmmmm, Karolina, dlaczego nie chcialas o tym rozmawiac, mimo ze Twoja matka
                  chciala?
                  • Gość: karolina Re: do karoliny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.01, 00:34
                    .
                    > Hmmmm, Karolina, dlaczego nie chcialas o tym rozmawiac, mimo ze Twoja matka
                    > chciala?

                    bo po co? Co mi mogla powiedziec czego nie wiem? nigdy nie mialam przelomowych
                    chwil w zyciu
                    - ze nagle dowiedzialam sie skad sie biora dzieci
                    - ze ktos mi powiedzial co to jest seks
                    - ze odkrylam ze swiety mikolaj nie istnieje
                    itp
                    Uwazam ze wiem wystarczajaco duzo. Nie potrzebuje rozmow z nia na ten temat. nie
                    chce i wole pogadac z kolezanka. tak samo o facetach. od tego mam przyjaciolki.
                    takie jest moje zdanie ;]

                    a co do chudosci Maura - wiesz. mi tez ludzie mowia, ze nie jestem gruba. ale nie
                    jestem anorektyczka. kobiece ksztalty itepe. jak pisalam ;]
                    • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 04.11.01, 01:11
                      droga karolino

                      a jak się układały stosunki z mężczyzną/mężczyznami twojej matce? bo wiesz, po rodzicach możemy
                      sporo odziedziczyć - poza spadkiem także lęki i kompleksy

                      czy ona bała się seksu? (jeśli wiesz coś o tym)

                      piszesz, że faceci ci się kojarzą z pójściem do łóżka (w efekcie) - no dzięki, nie nadajemy się do
                      niczego więcej?

                      proponuję poszukać nie tyle partnera, co przyjaciela - że niemożliwe? możliwe, możliwe, tylko, że
                      przyjaciel, to nie może być byle kto - to także ktoś, kogo sami obdarzamy przyjaźnią; w takiej
                      bezpiecznej dla ciebie relacji mogłabyś nabrać więcej luzu i zaufania do męskiego świata

                      wiesz, to jaka jesteś teraz i lęki jakie cię trapią każą się domyślać, że jakiś poważny cierń tkwi w tobie,
                      wszystkie hipotezy jakie ci podsuwam to takie wskazówki do podróży po mapie ludzkiej psychiki,
                      gdzieś tam jest w tobie miejsce, które ci psuje radość życia - w twoim interesie jest je namierzyć i
                      przekształcić na lepsze

                      no, chyba, że w gruncie rzeczy lubisz być w świecie tak jak teraz jesteś ;-)

                      zawsze możesz się zwrócić o pomoc do psychoterapeuty, proponowałbym takiego z nurtu
                      gestaltowskiego, bo tam jest więcej "pracy z ciałem" niż w innych szkołach terapeutycznych

                      nie ma sensu chodzić z takim cierniem - życie ucieka!

                      pozdrowienia i powodzenia! :-)

                      fnoll
                      • Gość: karolina Re: do karoliny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.01, 23:00
                        Gość portalu: fnoll napisał(a):

                        > droga karolino
                        >
                        > a jak się układały stosunki z mężczyzną/mężczyznami twojej matce? bo wiesz, po
                        > rodzicach możemy
                        > sporo odziedziczyć - poza spadkiem także lęki i kompleksy
                        >
                        > czy ona bała się seksu? (jeśli wiesz coś o tym)

                        oj, nie mam o tym pojecia. Nidgy mnie to zbytnio swoja droga nie interesowalo.
                        Wychowuje mnie samotnie, z ojcem kontaktow zadnych ja nie utrzymuje.

                        >
                        > piszesz, że faceci ci się kojarzą z pójściem do łóżka (w efekcie) - no dzięki,
                        > nie nadajemy się do
                        > niczego więcej?

                        nienienie. zle mnie zrozumiales.;> chodzi mi o to, ze jak juz poznaje sie nowego
                        faceta, w sensie zwiazku a nie przyjaciela tylko, to to raczej oczywistym jest,
                        ze kiedys skonczy sie w jakis sposob w lozku. No i z ta swiadomoscia teraz mam
                        opor przed poznawaniem nowych facetow. Bo nawet jak jest jakis fajny, to nie
                        chce nic ten-tego zaczynac, bo wstydze sie dac plame w lozku. ze to tak powiem ;]


                        >
                        > proponuję poszukać nie tyle partnera, co przyjaciela - że niemożliwe? możliwe,
                        > możliwe, tylko, że
                        > przyjaciel, to nie może być byle kto - to także ktoś, kogo sami obdarzamy przyj
                        > aźnią; w takiej
                        > bezpiecznej dla ciebie relacji mogłabyś nabrać więcej luzu i zaufania do męskie
                        > go świata


                        Wiekszosc moich znajomych jest plci meskiej, przyjaciol tez. JEdnak wg mnie
                        przyjazn miedzy kobieta i mezczyzna b czesto jest trudna - watek seksualnosci
                        zawsze sie gdzie wcisnie, zawieruszy, i nie dopuszcza do calkowitej
                        bezposrednosci, szczerosci - w jakims stopniu krepuje. Prawdziwa przyjazn miedzy
                        dziewczyna a chlopakiem jest mozliwa, juz po "skonsumowaniu" jej na sposob damsko-
                        meski. i nie mowie koniecznie o pojsciu do lozka od razu. moze byz w 'lzejszej
                        formie'.
                        MAm takiego przyjaciela tez.
                        Jednak musze sie przyznac, ze trudno mi, poniewaz czesto gdy ja chce przyjazni
                        tylko i jedynie Oni [ Wy ] podswiadomie, lub calkiem swiadomie dazycie do czegos
                        wiecej. Ja chce sie przytulic jak do przyjaciela, a facet zaczyna jakies 'glupie
                        akcje' ;>
                        bez zadnego prowokowania z mojej strony ani nic.


                        >
                        > wiesz, to jaka jesteś teraz i lęki jakie cię trapią każą się domyślać, że jakiś
                        > poważny cierń tkwi w tobie,
                        > wszystkie hipotezy jakie ci podsuwam to takie wskazówki do podróży po mapie lud
                        > zkiej psychiki,
                        > gdzieś tam jest w tobie miejsce, które ci psuje radość życia - w twoim interesi
                        > e jest je namierzyć i
                        > przekształcić na lepsze


                        jaki ciern? co moze byc przyczyna mojej niemoznosci osiagiecia satysfakcji
                        seksualnej w lozku ?


                        >
                        > zawsze możesz się zwrócić o pomoc do psychoterapeuty, proponowałbym takiego z n
                        > urtu
                        > gestaltowskiego, bo tam jest więcej "pracy z ciałem" niż w innych szkołach tera
                        > peutycznych

                        wiesz. na to trzeba miec pieniadze. A jako osoba niezarabiajaca trudno byloby
                        powiedziec rodzinie ze potrzebuje pieniedzy na lekarza bo mam problemy z seksem.
                        zreszta nie chcialabym o tym mowic. to nie ich sprawa.
                        no i jeszcze sprawa tego, ze trudno sie rozmawia o czyms takim w cztery oczy. co
                        innego wirtualnie ;]

                        karolina
                        • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 05.11.01, 00:06
                          droga Karolino

                          strasznie jestem dziś zmordowany i zasypiam na siedząco

                          dlatego odpowiem ci krótko i pewnie niejasno ;-)

                          napisałaś:

                          > jaki ciern? co moze byc przyczyna mojej niemoznosci osiagiecia satysfakcji
                          > seksualnej w lozku ?

                          przejrzyj jeszcze raz posty które ci napisałem

                          i dodaj sobie do nich jeszcze kwestię braku ojca (nie bez nzaczenia dla rozwoju
                          psychoseksualnego) i bycie córką matki prawdopodobnie (skoro nic o tym nie wiesz)
                          nie "uprawiającej" seksu

                          moja sugestia jest taka - niemożność osiągnięcia satysfakcji seksualnej i
                          związane z tym silne lęki są tylko objawem - problem leży zupełnie gdzie indziej

                          gdzie?

                          w twojej osobowości - nie wiem, czy jesteś w stanie sama go spostrzec, ale
                          szczerze ci tego życzę

                          problemem jest to, jak cię ukształtowały przeszłe doświadczenia, czyli - jaka
                          jesteś teraz (lae - możesz się zmienić, masz ku temu możliwości)

                          zanim jeszcze podjęłaś współżycie - już była w tobie podatność na to, co
                          przeżywasz teraz

                          nie pozbędziesz się lęku przed seksem nie zmieniając, i to głęboko, samej siebie

                          naturalnie mogę się mylić :-)

                          konieczność zmierzenia się samej z sobą - to w końcu żadna frajda

                          jak chcesz, to możemy przejść na maila (fnoll@poczta.gazeta.pl) to będę
                          starał się ci podsunąć jakieś być może przydatne wskazówki do przemyślenia
                          na bierząco

                          jak na razie zbyt mało cię znam, by to co ci sugeruję było czymś więcej niż
                          zgadywanką ;-)

                          dobranoc :-)

                          fnoll
                          • Gość: karolina Re: do karoliny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.01, 10:14
                            > moja sugestia jest taka - niemożność osiągnięcia satysfakcji seksualnej i
                            > związane z tym silne lęki są tylko objawem - problem leży zupełnie gdzie indzie
                            > j


                            tak myslisz? sama nie wiem.. Nie stac mnie, nie mam sily na jakies psychianalizy
                            itepe.

                            >
                            > gdzie?
                            >
                            > w twojej osobowości - nie wiem, czy jesteś w stanie sama go spostrzec, ale
                            > szczerze ci tego życzę


                            to ze nie podobam sie sobie moze miec znaczacy wplyw?


                            >
                            > problemem jest to, jak cię ukształtowały przeszłe doświadczenia, czyli - jaka
                            > jesteś teraz (lae - możesz się zmienić, masz ku temu możliwości)

                            czyli duzy wklad w to ma moj pierwszy facet, ktory, poniewaz tez byl
                            'prawiczkiem' nie znal do konca "rytualu" i nie umial sobie poradzic np z
                            odpowiedzialnoscia ktora na niego spadla [mozna powiedziec odpowiedzialnoscia?]
                            I nie wiedzial jak sie zachowywac w stosunku do moich reakcji, a raczej ich
                            braku?
                            ale w sumie zachowywal sie ok..
                            to ja jestem jakas popsuta.

                            >
                            > zanim jeszcze podjęłaś współżycie - już była w tobie podatność na to, co
                            > przeżywasz teraz
                            >
                            > nie pozbędziesz się lęku przed seksem nie zmieniając, i to głęboko, samej siebi
                            > e
                            >
                            > naturalnie mogę się mylić :-)
                            >
                            > konieczność zmierzenia się samej z sobą - to w końcu żadna frajda

                            ale z czym mam sie zmierzyc?


                            >
                            > jak chcesz, to możemy przejść na maila (fnoll@poczta.gazeta.pl) to będę
                            > starał się ci podsunąć jakieś być może przydatne wskazówki do przemyślenia
                            > na bierząco

                            sama nie wiem. na razie mnie przeraziles wystarczajaco. Moje kolezanki nie maja
                            jakiechs takich glupich problemow. Na pewno nie ma na to lekarstwa od
                            "seksuologa" myslisz, ze konieczny jest psycholog? e :\

                            >
                            > jak na razie zbyt mało cię znam, by to co ci sugeruję było czymś więcej niż
                            > zgadywanką ;-)

                            jestem normalna. o. ;>
                            z pozoru. mila fajna, wiesz te klimaty ;>>

                            k
                            • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 06.11.01, 11:48
                              Gość portalu: karolina napisał(a):

                              > to ze nie podobam sie sobie moze miec znaczacy wplyw?

                              jasne - trudno rozwijac swoja wrazliwosc ciala, jesli sie go nie lubi

                              no ale twoje niepodobanie sie sobie nie wzielo sie z nikad, wiesz, ludzie sie z
                              tym nie rodza - nie mozna tez tego wytlumaczyc jakimis okreslonymi ksztaltami
                              ciala, bo niejedna dziewczyna odstajaca od "wzorca" podoba sie sobie, jest
                              zmyslowa i czerpie duzo przyjemnosci z seksu

                              wiec dlaczego akurat ty sie sobie nie podobasz? co moglabys zrobic, zeby sie
                              sobie spodobac? czy to jest mozliwe?

                              czy chcesz sie sobie nie podobac do konca zycia? jak dlugo jeszcze tak wytrzymasz?

                              > > problemem jest to, jak cię ukształtowały przeszłe doświadczenia, czyli - j
                              > aka
                              > > jesteś teraz (lae - możesz się zmienić, masz ku temu możliwości)
                              >
                              > czyli duzy wklad w to ma moj pierwszy facet, ktory, poniewaz tez byl
                              > 'prawiczkiem' nie znal do konca "rytualu" i nie umial sobie poradzic np z
                              > odpowiedzialnoscia ktora na niego spadla [mozna powiedziec odpowiedzialnoscia?]
                              > I nie wiedzial jak sie zachowywac w stosunku do moich reakcji, a raczej ich
                              > braku?
                              > ale w sumie zachowywal sie ok..
                              > to ja jestem jakas popsuta.

                              ale co cie "popsulo"? czego konkretnie to "popsucie" dotyczy? czy masz jakies
                              intuicje, jak by mozna je naprawic? co by ci w tych "popsutych" sferach sprawilo
                              przyjemnosc? ulge?

                              > ale z czym mam sie zmierzyc?

                              z soba - by odkryc dlaczego przezywasz tak jak przezywasz i to zmienic

                              rownie dobrze mozesz z tym zyc - niejeden czlowiek wybiera droge "oswojenia" sie
                              z cierpieniem czy dyskomfortem, a nie uwolnienia sie od niego

                              > myslisz, ze konieczny jest psycholog? e :\

                              mysle, ze moglby ci bardzo pomoc :)

                              tyle, ze w naszym kraju zawod psychoterapeuty jest bardzo mlody i jest troche
                              partaczy - takze trzeba poszukac dobrego i sie nie zrazac, miec tez odwage do
                              przerwania terapii, jesli to co robi terapeuta uwazamy za szkodliwe dla nas

                              bo w terapii nie powinno byc takiej relacji jak miedzy pacjentem a lekarzem ("on
                              wie lepiej") - zmiany dokonujecie wspolnie, i jest ona glownie twoim dzielem,
                              przy wsparciu ze strony psychoterapeuty

                              dlatego istotna jest twoja motywacja - czy ty sama chcesz cos zmienic

                              pzdr!

                              fnoll
                            • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 06.11.01, 11:49
                              Gość portalu: karolina napisał(a):

                              > to ze nie podobam sie sobie moze miec znaczacy wplyw?

                              jasne - trudno rozwijac swoja wrazliwosc ciala, jesli sie go nie lubi

                              no ale twoje niepodobanie sie sobie nie wzielo sie z nikad, wiesz, ludzie sie z
                              tym nie rodza - nie mozna tez tego wytlumaczyc jakimis okreslonymi ksztaltami
                              ciala, bo niejedna dziewczyna odstajaca od "wzorca" podoba sie sobie, jest
                              zmyslowa i czerpie duzo przyjemnosci z seksu

                              wiec dlaczego akurat ty sie sobie nie podobasz? co moglabys zrobic, zeby sie
                              sobie spodobac? czy to jest mozliwe?

                              czy chcesz sie sobie nie podobac do konca zycia? jak dlugo jeszcze tak wytrzymasz?

                              > > problemem jest to, jak cię ukształtowały przeszłe doświadczenia, czyli - j
                              > aka
                              > > jesteś teraz (lae - możesz się zmienić, masz ku temu możliwości)
                              >
                              > czyli duzy wklad w to ma moj pierwszy facet, ktory, poniewaz tez byl
                              > 'prawiczkiem' nie znal do konca "rytualu" i nie umial sobie poradzic np z
                              > odpowiedzialnoscia ktora na niego spadla [mozna powiedziec odpowiedzialnoscia?]
                              > I nie wiedzial jak sie zachowywac w stosunku do moich reakcji, a raczej ich
                              > braku?
                              > ale w sumie zachowywal sie ok..
                              > to ja jestem jakas popsuta.

                              ale co cie "popsulo"? czego konkretnie to "popsucie" dotyczy? czy masz jakies
                              intuicje, jak by mozna je naprawic? co by ci w tych "popsutych" sferach sprawilo
                              przyjemnosc? ulge?

                              > ale z czym mam sie zmierzyc?

                              z soba - by odkryc dlaczego przezywasz tak jak przezywasz i to zmienic

                              rownie dobrze mozesz z tym zyc - niejeden czlowiek wybiera droge "oswojenia" sie
                              z cierpieniem czy dyskomfortem, a nie uwolnienia sie od niego

                              > myslisz, ze konieczny jest psycholog? e :\

                              mysle, ze moglby ci bardzo pomoc :)

                              tyle, ze w naszym kraju zawod psychoterapeuty jest bardzo mlody i jest troche
                              partaczy - takze trzeba poszukac dobrego i sie nie zrazac, miec tez odwage do
                              przerwania terapii, jesli to co robi terapeuta uwazamy za szkodliwe dla nas

                              bo w terapii nie powinno byc takiej relacji jak miedzy pacjentem a lekarzem ("on
                              wie lepiej") - zmiany dokonujecie wspolnie, i jest ona glownie twoim dzielem,
                              przy wsparciu ze strony psychoterapeuty

                              dlatego istotna jest twoja motywacja - czy ty sama chcesz cos zmienic

                              pzdr!

                              fnoll
                            • Gość: fnoll Re: do karoliny IP: *.ds.uj.edu.pl 06.11.01, 11:50
                              Gość portalu: karolina napisał(a):

                              > to ze nie podobam sie sobie moze miec znaczacy wplyw?

                              jasne - trudno rozwijac swoja wrazliwosc ciala, jesli sie go nie lubi

                              no ale twoje niepodobanie sie sobie nie wzielo sie z nikad, wiesz, ludzie sie z
                              tym nie rodza - nie mozna tez tego wytlumaczyc jakimis okreslonymi ksztaltami
                              ciala, bo niejedna dziewczyna odstajaca od "wzorca" podoba sie sobie, jest
                              zmyslowa i czerpie duzo przyjemnosci z seksu

                              wiec dlaczego akurat ty sie sobie nie podobasz? co moglabys zrobic, zeby sie
                              sobie spodobac? czy to jest mozliwe?

                              czy chcesz sie sobie nie podobac do konca zycia? jak dlugo jeszcze tak wytrzymasz?

                              > > problemem jest to, jak cię ukształtowały przeszłe doświadczenia, czyli - j
                              > aka
                              > > jesteś teraz (lae - możesz się zmienić, masz ku temu możliwości)
                              >
                              > czyli duzy wklad w to ma moj pierwszy facet, ktory, poniewaz tez byl
                              > 'prawiczkiem' nie znal do konca "rytualu" i nie umial sobie poradzic np z
                              > odpowiedzialnoscia ktora na niego spadla [mozna powiedziec odpowiedzialnoscia?]
                              > I nie wiedzial jak sie zachowywac w stosunku do moich reakcji, a raczej ich
                              > braku?
                              > ale w sumie zachowywal sie ok..
                              > to ja jestem jakas popsuta.

                              ale co cie "popsulo"? czego konkretnie to "popsucie" dotyczy? czy masz jakies
                              intuicje, jak by mozna je naprawic? co by ci w tych "popsutych" sferach sprawilo
                              przyjemnosc? ulge?

                              > ale z czym mam sie zmierzyc?

                              z soba - by odkryc dlaczego przezywasz tak jak przezywasz i to zmienic

                              rownie dobrze mozesz z tym zyc - niejeden czlowiek wybiera droge "oswojenia" sie
                              z cierpieniem czy dyskomfortem, a nie uwolnienia sie od niego

                              > myslisz, ze konieczny jest psycholog? e :\

                              mysle, ze moglby ci bardzo pomoc :)

                              tyle, ze w naszym kraju zawod psychoterapeuty jest bardzo mlody i jest troche
                              partaczy - takze trzeba poszukac dobrego i sie nie zrazac, miec tez odwage do
                              przerwania terapii, jesli to co robi terapeuta uwazamy za szkodliwe dla nas

                              bo w terapii nie powinno byc takiej relacji jak miedzy pacjentem a lekarzem ("on
                              wie lepiej") - zmiany dokonujecie wspolnie, i jest ona glownie twoim dzielem,
                              przy wsparciu ze strony psychoterapeuty

                              dlatego istotna jest twoja motywacja - czy ty sama chcesz cos zmienic

                              pzdr!

                              fnoll
              • Gość: kanet Re: do karoliny IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.11.01, 01:28
                Przepraszam za wtracenie sie troche obok tematu, ale
                jestem jedynaczka i _przchodzilam_ faze buntu jak
                najbardziej, w dodatku byl to bunt w znacznej mierze
                zwiazany z odkrywaniem w sobie istoty seksualnej. Ale
                nie tylko. I w pewnym stopniu bunt ten jeszcze trwa, bo
                trwa pamiec o nim i proces, jaki ten bunt
                zapoczatkowal. To nieprawda, ze jedynacy sie nie
                buntuja!
                Co do edukacji seksualnej: ja tez raz pewnego razu "nie
                chcialam o tym rozmawiac", a moi rodzice juz na zawsze
                uznali, ze w takm razie nie beda probowac, bo ja juz
                "wszystko wiem". Nie wpadli na to, ze to mi jednak
                potrzebne. Ze poradniki dla nastolatkow i matczyna
                "instrukcja obslugi miesiaczki" nie wystarcza, ze
                potrzebna jest ich aprobata dla tego, co sie ze mna
                dzieje, a nie ignorowanie polaczone z negacja. Klucz
                tkwi w odpowiedzi na pytanie: dlaczego wlasciwie "nie
                chcialam o tym rozmawiac". Dlatego, ze niczego
                przyjemnego sie po tych rozmowach nie spodziewalam,
                balam sie i wstydzilam, bo wciaz czulam, ze mnie nie
                akceptuja w tej nowej postaci - kobiety, wciaz dziecka,
                ale juz kobiety. Tak rodzi sie tabu, z braku
                akceptacji. To rodzice pierwsi ucza nas milosci do
                samych siebie, a w konsekwencji - do innych. Poniewaz
                nie chcieli pokochac we mnie kobiety, ja rowniez nie
                potrafilam jej pokochac.
                To od matki i ojca pierwsi slyszymy: "jestes piekny/a,
                dobry/a" i jesli w pewnym momencie to slyszec
                przestajemy, to zaczynaja sie problemy.
              • Gość: fnoll sprostowanie o jedynakach - przepraszam IP: *.ds.uj.edu.pl 05.11.01, 10:50
                przepraszam wszystkie jedynaki!

                w epistolarnej goraczce popelnilem krzywdzaca pomylke, pewnie w duchu
                wyjaskrawiania spraw

                u jedynakow (a takze u najmlodszych dzieci, ale w jakis innych proporcjach,
                nie pamietam, kto tu ma przewage) CZESCIEJ obserwuje sie nie przechodzenie fazy
                buntu lub bunt "nieudany" - nie konczacy sie "psychicznym" wyjsciem z roli
                dziecka (jednym ze znamion tej roli jest idealizacja rodzica)

                bo jedynaka latwiej "spacyfikowac" - z drugiej strony u jedynakow (i
                najmlodszych dzieci) bunt przebiega czesciej w sposob dramatyczny, gdyz jako
                dzieci z natury bardziej "przywiazane" do rodzicow, musza sie wiecej natrudzic
                aby sie od nich "odwiazac"

                takza - zamiast "czesciej" napisałem "zawsze", sam nie wiem dlaczego

                jeszcze raz przepraszam

                fnoll
                • Gość: kanet Re: sprostowanie o jedynakach - przepraszam IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.11.01, 18:15
                  Nie szkodzi :-)

                  kanet-jedynaczka
          • Gość: karolina smutno mi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 00:28
            smutno mi i samotno. jestem osoba w sumie towarzyska i rozrywkowa, w glebi
            duszy bywam jednak zamknieta w sobie i sie alienuje. Zwlaszcza jesienia. ;]
            Teraz wlasnie mam taki okres. I mam dola.
            np, podoba mi sie jeden facet ale nawet boje sie, nie chce nawiazywac kontaktu
            bo ..(...)
            Ale pomijajac kwestie seksu [ostatnio kochalam sie ponad rok temu] brakuje mi
            normalnego przytulenia.. pieszczot. z osoba ktorej ufam. brakuje mi kogos
            bliskiego. a nie jestem w stanie znalezc takiej osobie bo sie boje. bo mi
            glupio. bo sprawa lozka spedza mi sen z powiek. Znaczy to akurat nie, bo sny i
            chwila przed zasnieciem, kiedy juz leze w lozku i przytulam poduszke to jedyne
            chwile kiedy moge sobie spokojnie 'odleciec' i pomarzyc o fajnych facetach.
            Ktorych jakos malo. A jesli juz sa to czemu, kurde nie zwracaja na mnie uwagi?

            choc to tez inna kwestia - zwracaja, jesli ja zaczne. spojrze sie na takiego,
            usmiechne sie.
            Ale mi nie o to chodzi. chcialabym zeby kiedys jakis chlopak zwrocil na mnie
            uwage [jakis fajny! :>] sam z siebie. Bez mojej jakieis "zachety"
            zebym wiedziala, ze to JA zwrocilam jego uwage.
            A nie jakas panna ktora na niego pierwsza zerka.
            Bo faceci to w duzej czesci takie typy, ktore jak zobacza ze komus sie podobaja
            to 'wchodza do gry"
            A ja mam tego dosc!
            eeeh. nie moge juz. wariuje. bzdury pisze. i nie na temat. przepraszam.
            zdolowana k
            • maur Re: smutno mi 03.11.01, 00:48
              Gość portalu: karolina napisał(a):

              > smutno mi i samotno. jestem osoba w sumie towarzyska i rozrywkowa, w glebi
              > duszy bywam jednak zamknieta w sobie i sie alienuje. Zwlaszcza jesienia. ;]
              > Teraz wlasnie mam taki okres. I mam dola.
              > np, podoba mi sie jeden facet ale nawet boje sie, nie chce nawiazywac kontaktu
              > bo ..(...)
              > Ale pomijajac kwestie seksu [ostatnio kochalam sie ponad rok temu] brakuje mi
              > normalnego przytulenia.. pieszczot. z osoba ktorej ufam. brakuje mi kogos
              > bliskiego. a nie jestem w stanie znalezc takiej osobie bo sie boje. bo mi
              > glupio. bo sprawa lozka spedza mi sen z powiek. Znaczy to akurat nie, bo sny i
              > chwila przed zasnieciem, kiedy juz leze w lozku i przytulam poduszke to jedyne
              > chwile kiedy moge sobie spokojnie 'odleciec' i pomarzyc o fajnych facetach.
              > Ktorych jakos malo. A jesli juz sa to czemu, kurde nie zwracaja na mnie uwagi?
              >
              > choc to tez inna kwestia - zwracaja, jesli ja zaczne. spojrze sie na takiego,
              > usmiechne sie.
              > Ale mi nie o to chodzi. chcialabym zeby kiedys jakis chlopak zwrocil na mnie
              > uwage [jakis fajny! :>] sam z siebie. Bez mojej jakieis "zachety"
              > zebym wiedziala, ze to JA zwrocilam jego uwage.
              > A nie jakas panna ktora na niego pierwsza zerka.
              > Bo faceci to w duzej czesci takie typy, ktore jak zobacza ze komus sie podobaja
              >
              > to 'wchodza do gry"
              > A ja mam tego dosc!
              > eeeh. nie moge juz. wariuje. bzdury pisze. i nie na temat. przepraszam.
              > zdolowana k

              Well, what can i say...

              Masz ochote do mnie napisac? Maur_13@yahoo.com :)
              • Gość: karolina Re: smutno mi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.01, 01:08
                maur maur. A Ty czemu nie spisz? czemu sie nie bawisz? jest piatek wieczor ;>
                • Gość: Maur Re: smutno mi IP: *.chello.pl 03.11.01, 02:10
                  Gość portalu: karolina napisał(a):

                  > maur maur. A Ty czemu nie spisz? czemu sie nie bawisz? jest piatek wieczor ;
                  > 2

                  Moglbym zdac to samo pytanie ;)
                  Hmmm, wlasciwie to ide spac. Bawic to bede sie jutro :)
    • andrzej.depko Re: Blagam o porade. Panie doktorze. 08.11.01, 01:37
      Sądzę, że przyczyną Twojej seksofobii są nieudane doświadczenia seksualne z
      płcią przeciwną. W Twojej biografii seksualnej są doświadczenia pozytywne
      świadczące o tym, że mechanizm psychofizjologiczny warunkujący zdolność do
      osiągania orgazmu funkcjonuje prawidłowo : ” Wiem, że jestem w stanie osiągnąć
      orgazm - podczas masturbacji udaje mi się to bez problemu. ”
      Zatem popsuło się coś później. Inicjacja – w wieku 17 lat : ” Moje pierwsze
      doświadczenia nie były jakieś rewelacyjne - nigdy nie osiągałam pełnej
      satysfakcji podczas stosunku. Nigdy nie miałam orgazmu ”. Seksualność człowieka
      opiera się w dużej mierze na procesie warunkowania się. Seksualne odruchy
      warunkowe są podstawowym mechanizmem , za pomocą którego kształtuje się
      olbrzymie bogactwo i odrębność osobowości człowieka wyznaczająca między innymi
      jego niepowtarzalność. Bardzo wiele zależy od rodzaju bodźców , które po raz
      pierwszy ulegają skojarzeniu ze stanami podniecenia seksualnego. Bodźce te –
      jeśli są przyjemne – stwarzają dobre warunki dla prawidłowego odczuwania
      seksualnego. Bodźce sprawiające przykrość takie jak wstyd , lęk prowadzą zwykle
      do wypaczenia rozwoju seksualnego i zahamowania go. I mamy następstwo : ”
      Czułam się źle i nie chciałam się kochać, bo to nie sprawiało mi przyjemności -
      czułam, że coś ze mną nie tak i wstydziłam się tego przed moim partnerem. ”
      Dzieje się tak dlatego , że bodźce negatywne (wstydziłam odsłonić do końca -
      czuję się nieswojo leżąc nago pod wzrokiem kogoś ) kojarząc się z podnieceniem
      seksualnym, obniżają natężenia tego podniecenia ( dlatego że są przykre ) oraz
      poziom uzyskiwanej rozkoszy, i to nie tylko w momencie powstawania skojarzeń,
      ale i później. Prowadzi to do unikania takich reakcji i sytuacji (
      sprawiających przykrość ) , a w razie powstania pobudzeń seksualnych
      wybitnie obniżają poziom satysfakcji. Jeżeli siła skojarzonych bodźców jest
      silniejsza niż siła pobudzenia seksualnego , to po zadziałaniu bodźca
      seksualnego ze strony partnera może w ogóle nie dochodzić do wystąpienia
      podniecenia seksualnego : ” boję się nawiązać znajomość z chłopakiem, bo wiem,
      że kiedyś dojdzie do zbliżenia, a ja nie jest w stanie " temu " podołać ”.
      W miejsce podniecenia seksualnego pojawia się reakcja wstydu lub lęku :
      ” ja się nie czuję na siłach pokochania kogokolwiek teraz. Zresztą faceci
      kojarzą mi się z łóżkiem [na dalsza metę], z to z problemami ”.
      Prawo generalizacji polega na tym, że zwykle inicjacji i późniejszym kontaktom
      towarzyszy odpowiedni klimat psychiczny, które rzutuje na późniejszy stosunek
      do mężczyzn i do sfery seksu w ogóle. Ty nie masz dobrych doświadczeń w tym
      zakresie : ” zdarzało się, że mówiłam facetowi o swoim 'problemie' a on, wielki
      macho mówił, że poprzedni to ciamajdy które nie umiały się 'zabrać do kobiety '
      nie wiedziały co jej sprawia przyjemności itp. A potem okazywało się, że sam
      nie wie gdzie jest łechtaczka ”
      Prawo pierwszych skojarzeń doprowadziło u Ciebie do tego że sfera seksualna
      kojarzy Ci się wyłącznie z lękiem i dyskomfortem. A na skutek ich negatywnego
      wzmacniania poprzez kolejne negatywne doświadczenia wyłącznie z poczuciem winy
      i jeszcze większego lęku : ” Boję się tej swojej "słabości -
      nagłego 'ostudzenie', braku pobudzenia, wyschnięcia i wstydzę przed ewentualnym
      partnerem. Boje się, że jest to zbyt silne uczucie - lęk i że nigdy nie uda mi
      się już " przełamać" i nawet umówić z kimkolwiek.”
      A gdy uda się zablokować ten lęk i przytłumić skojarzenia wówczas reagujesz
      prawie prawidłowo : ” faktycznie jestem bardziej rozluźniona i napalona po
      alkoholu ”
      Uważam podobnie jak Fnoll, że powinnaś korzystać z pomocy psychoterapeuty lub
      seksuologa. Negatywne skojarzenia doprowadziły Cię do wtórnej oziębłości
      seksualnej. Uwolnienie od tych skojarzeń , ( często wypartych do
      podświadomości ) na drodze psychoterapii, może spowodować odzyskanie
      prawidłowych reakcji emocjonalno – seksualnych.
      • Gość: karolina dziekuje za odpowiedz! ;> IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.01, 11:45
        dziekuje za odpowiedz.
        Mam jeszcze jedno pytanie : moze mi pan polecic jakichs specjalistow,
        seksuologow lub psychoterapeutow do ktorych moglabym sie ewentualnie udac?
        w Warszawie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka