Dodaj do ulubionych

kilka słów

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 23:01
cos wam opowiem....mam 36 lat i wiem, że moim problemem jest alkohol...nie
potrafię przestać pić...mysle, że kwalifikuję się na miano
alkoholiczki...myślę, że tak jest...ale nie potrafię przestać...w poprzednim
tygodniu posiedziałam tutaj na forum...poczytałam i udało mi się nie pić trzy
dni...ktos tam napisał, że jedzie taką drogą do domu... na której stara nie
znaleźć sklepu z alkoholem....znam to...to tak jakby coś wymuszało
zakup...nie myslę czy moge kupic...tylko wchodze do sklepu i kupuję...juz
starałam się nie nosic przy sobie pieniędzy ale to nic nie dało....i tak
kupowałam..poszłam na uczelnię...tylko po to żeby mieć jakiś powód do
dłuższego niepicia....ale i tak nic z tego...teraz robię prawo jazdy...łudzę
się, że nie wsiądę za kółko pijąc cokowiek...może i tak będzie.....nie
potrafię przestać pić i nie wiem już co robić...kupuję kolejne wino czy wódkę
i mówię sobie...to juz ostatni raz...a poźniej coś się wydarzy i albo na
pocieszenie albo dla dobrego humorku....dalej piję...nie wiem jak
przestać...po prostu nie wiem
Obserwuj wątek
    • hepik1 Re: kilka słów 24.09.03, 04:56
      A ja myślę,że Ty myślisz bardzo prawidłowo i na to miano alkoholiczki
      zasługujesz jak najbardziej.Trochę dziwi mnie Twoje pytanie- Co robić dalej? w
      kontekście tego,że jesteś na tym forum od jakiegoś czasu ,czytając zamieszczone
      tu posty.Być może jeszcze nie doczytałaś wszystkiego,może trzeba sięgnąć na
      dalsze strony do starszych wątków.Tam odpowiedzi na to pytanie na pewno
      znajdziesz.Powiem więcej,że prawdopodobnie nawet wiesz co robić dalej,tylko tą
      akurat myśl boisz się wyartykułować,by nie stała się ciałem.Nikt nie wyszedł
      jeszcze z aktywnego alkoholizmu chodząc na studia czy kurs prawa jazdy.Ale
      podjęcie leczenia,terapia ma z studiami czy kursem wiele wspólnego.Trzeba tylko
      ten mały już kroczek do przodu zrobić.Czego Tobie życzę.Pozdr i zapraszam do
      dalszej,aktywnej obecności na forum.
      • semi_x Re: kilka słów 24.09.03, 11:40
        Wstydzę się pójść do poradni AA. Nie wiem na czym polega terapia prowadzona
        przez takie ośrodki ale wiem, że ja jestem upartą i zamkniętą w sobie osobą.
        Nie wyobrażam sobie abym mogła spokojnie opowiadać o swoim piciu w jakimś kręgu
        osób. Dlatego piszę tutaj. Myślę, że nawet moja rodzina nie ma pojęcia jak
        bardzo jestem uzależniona. Staram się żeby nie widzieli co robię. Zawsze ze
        wszystkim sobie radziłam, raz lepiej raz gorzej i teraz też muszę sama. Ale nie
        twierdzę, żeby mnie to pocieszało, raczej odwrotnie.
        Pozdrawiam
        • Gość: kubek Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 13:13
          Witaj !!!
          Tylko jedno - nie znam ani jednej osoby (a trochę ich znam) ktora poradziłaby
          sobie z choroba alkoholową sama lub przy pomocy forum internetowego - nie
          jesteś wyjątkiem wierz mi znam paru alkoholików którzy tak skutecznie ukrywali
          nałóg że dopiero ataki padaczki alkoholowej uśwadomily ich bliskim z czym
          boryka się dana osoba...
          pozdrawiam
        • quba Re: kilka słów 04.08.04, 07:31
          semi_x napisała:

          > Wstydzę się pójść do poradni AA.
          moze wobec tego idż PRYWATNIE do lekarza psychiatry, leczącego alkoholizm i
          inne uzaleznienia.
          Nikt nie będzie wiedział, prócz Ciebie i lekarza że się leczysz, pieniądze,
          które wydajesz na alkohol wydasz na wizyty w gabinecie, bedzies mogla otworzyc
          sie przed lekarzem i powiedziec mu wszystko, dostaniesz wsparcie psychiczne i
          na pewno leki na wyciszenie nerwów, ktore puszczają, kiedy przestajesz pić.
          Zyczę Ci powodzenia i wytrwania!
          Trzymaj się !
          • semi_x Re: kilka słów 05.08.04, 23:17
            witaj :-), teoretycznie masz rację, można pójśc prywatnie, ale przecież lekarz,
            musi mieć moje rzeczywiste dane, na pewno wypisze jakieś leki, czyli wtedy
            zostanę już zidentyfikowana jako alkoholik. Może za kilka lat będę żałować
            swojej decyzji, ale teraz nie zdecyduję się na wizytę nawet w prywatnym
            gabinecie.

            pozdrawiam ciepło i dziękuję/semi
            • quba Re: kilka słów 06.08.04, 07:32
              semi_x napisała:

              > witaj :-), teoretycznie masz rację, można pójśc prywatnie, ale przecież
              lekarz,
              >
              > musi mieć moje rzeczywiste dane, na pewno wypisze jakieś leki, czyli wtedy
              > zostanę już zidentyfikowana jako alkoholik. Może za kilka lat będę żałować
              > swojej decyzji, ale teraz nie zdecyduję się na wizytę nawet w prywatnym
              > gabinecie.
              >
              > pozdrawiam ciepło i dziękuję/semi

              sądzisz, ze lekarz, który będzie miał Twoje dane zrobi z nich jakiś uzytek ?
              będzie komentował wśrod swoich znajomych Twój przypadek po nazwisku ?

              ...no więc w ten sposob sama sobie odbierasz szanse - przepraszam ze to powiem,
              ale wobec powyzszej Twojej postawy - nie widze dla Ciebie ratunku, widocznie
              CHCESZ sięgnąć swego dna, aby się od niego dopiero odbic, ale to Cie moze drogo
              kosztować, skoro sama zdajesz sobie sprawę co Cie niszczy a także i z tego,że
              sama nie podolasz temu problemowi - gubisz samą siebie
              no cóż, wspólczuje Ci, ale nie widzę wobec tego sensu w tym, że zaptyaląs co
              robić, a gdy inni Ci mówią co robić - Ty odpowiadasz "nie, bo nie"
              masz małe szanse zby sie uratować
              uważasz że WSTYD SIE LECZYĆ?
              a nie uważasz, że wiekszym wstydem jest PIĆ? widocznie jednak WOLISZ pić ...
              no cóż, Twój wybór,
              pozdrawiam serdecznie
              • semi_x Re: kilka słów 06.08.04, 10:01
                Źle mnie zrozumiałeś, a może to ja nie napisałam wystarczająco jasno, nie jest
                większym wstydem leczenie, najgorsze jest przyznanie się otoczeniu, że za dużo
                piję. Myślę, że pośród moich bliskich nikt nie zdaje sobie sprawy, jak źle jest
                ze mną. I nie usłyszę słowa wsparcia tylko dezaprobatę i awantury. Inaczej jest
                kiedy za dużo pije kobieta a inaczej, jeżeli robi to mężczyzna. Wiem, że tak
                będzie, bo próbowałam już powiedzieć, że coś ze mną nie tak. Efekt był taki, że
                mama nie rozmawiała ze mną albo bardzo służbowo przez długi okres czasu. Słów i
                zachowania męża cytować nie będę. Muszę sobie poradzić sama. Zaczynając tutaj
                pisać liczyłam, że znajdzie się ktoś, z kim będę mogła pogadać, ktoś kto
                doradzi z własnego doświadczenia jak poradzić sobie, albo zwyczajnie sprawi, że
                człowiek będzie uśmiechnięty. Wiem, że za dużo chciałabym ale popatrz na post
                tequili, jej brakuje tego samego. Zdaję sobie sprawę, że trudno znależć taką
                osobę. Mało kto chciałby się zaangażować w częste kontakty z alkoholikiem i
                wysłuchiwać co mu na wątrobie leży. I ja w takim postępowaniu widziałam drugie
                wyjście. Nie upieram się, że dobrze myślę. Wiem, że niektóre z bywających tu
                osób, mają duże doświadczenie i na pewno patrząc ze swojego punktu widzenia
                dobrze mi radzą.

                pozdrawiam i miłego dnia życzę/semi
                • quba Re: kilka słów 06.08.04, 10:39
                  semi_x napisała:

                  > Źle mnie zrozumiałeś, a może to ja nie napisałam wystarczająco jasno, nie
                  jest
                  > większym wstydem leczenie, najgorsze jest przyznanie się otoczeniu, że za
                  dużo
                  > piję. Myślę, że pośród moich bliskich nikt nie zdaje sobie sprawy, jak źle
                  jest
                  >
                  > ze mną. I nie usłyszę słowa wsparcia tylko dezaprobatę i awantury. Inaczej
                  jest
                  >
                  > kiedy za dużo pije kobieta a inaczej, jeżeli robi to mężczyzna. Wiem, że tak
                  > będzie, bo próbowałam już powiedzieć, że coś ze mną nie tak. Efekt był taki,
                  że
                  >
                  > mama nie rozmawiała ze mną albo bardzo służbowo przez długi okres czasu. Słów
                  i
                  >
                  > zachowania męża cytować nie będę. Muszę sobie poradzić sama. Zaczynając tutaj
                  > pisać liczyłam, że znajdzie się ktoś, z kim będę mogła pogadać, ktoś kto
                  > doradzi z własnego doświadczenia jak poradzić sobie, albo zwyczajnie sprawi,
                  że
                  >
                  > człowiek będzie uśmiechnięty. Wiem, że za dużo chciałabym ale popatrz na post
                  > tequili, jej brakuje tego samego. Zdaję sobie sprawę, że trudno znależć taką
                  > osobę. Mało kto chciałby się zaangażować w częste kontakty z alkoholikiem i
                  > wysłuchiwać co mu na wątrobie leży. I ja w takim postępowaniu widziałam
                  drugie
                  > wyjście. Nie upieram się, że dobrze myślę. Wiem, że niektóre z bywających tu
                  > osób, mają duże doświadczenie i na pewno patrząc ze swojego punktu widzenia
                  > dobrze mi radzą.
                  >
                  > pozdrawiam i miłego dnia życzę/semi


                  ale nie musisz przyznawac sie do niczego otoczeniu jesli nie chcesz
                  wystarczy poszykac LEKARZA i pojsc do niego prywatnie
                  i na pewno on Ci pomoze - ale zrób to wreszcie !!!
                  koniecznie !
                  pozdrawiam
                  • hepik1 Re: kilka słów 08.08.04, 22:41
                    "Alkoholik już we wcześniejszych fazach uzależnienia pragnał niejednokrotnie
                    zmiany.Ale zmieniał sposób picia,rodzaj trunków bądź miejsce zamieszkania,czasem
                    rodzinę ,prace ,towarzystwo.Wiadomo jednak ,że zmiany te nie mogły odnieść
                    skutku i wkrótce było tak jak wcześniej a raczej -stopniowo coraz gorzej i
                    trudniej niz przedtem.
                    W pewnym momencie alkoholik zaczyna szukac pomocy na zewnątrz.(uznając w pewnym
                    sensie bezsilnośc wobec alkoholu)Najchętniej jednak nadal by ukrywał przyczyne
                    swej desperacji.-Wstyd mi,nie chcę się do tego przyznać,że sam sobie nie
                    radzę.Pomóżcie mi ,ale tak by nikt sie niczego nie domyślił-tak zabrzmiałyby
                    słowa ,gdyby pragnienie alkoholika ,zwracającego sie o pomoc ,zostało głośno
                    wypowiedziane.
                    Czyż więc nie byłoby lepiej leczyć alkoholika pojedyńczo,terapeutyzując każdego
                    indywidualnie,po cichu,przy szczelnie zasłoniętych storach,szeptem ,wprost do ucha?
                    Brzmi to kusząco i pokusie tej ulega wiele osób z problemem
                    uzależnienia.Przeważnie się to nie udaje,nie udało się to nawet Carolowi
                    Jungowi,który próbował pół wieku temu psychoterapii alkoholików.Dzięki swym
                    porażkom Jung dał za wygraną ,uznając ,że sam na sam w gabinecie z alkoholikiem
                    ,psychoterapeuta -nawet najlepszy- przegrywa z chorobą"
                    To fragmenty wykładu Ewy Woydyłły zawartej w książce "Zgoda na siebie"
                    • semi_x Re: kilka słów 12.11.04, 23:56
                      Dzisiaj kupiłam Campral. Nie wiem w jaki sposób podziała na mnie ten specyfik,
                      ale mam nadzieję, że pozwoli zapomnieć o lampce martinii. Od czasu mojego
                      pierwszego wpisu, miałam różne dni, ale nigdy nie były to np. dwa - trzy
                      miesiące całkowitego niepicia. Bo przecież, jeżeli wypiłam tylko raz na
                      miesiąc...to i tak było o ten jeden raz za dużo, prawda ? Podziwiam wszystkie
                      kobietki z forum, które albo szukają pomocy u właściwych osób, albo same
                      zapanowały już nad swoimi emocjami.
                      Dobre duszki :-), pomyślcie czasem i o mnie.

                      Pozdrawiam wszystkich ciepło/semi
                      • hepik1 Re: kilka słów 13.11.04, 08:41
                        Oj,semi,semi.Campral tak ,ale w połaczeniu z terapią,wtedy to ma ewentualnie
                        sens.Tabletek cudownych na tę chorobe nie ma.Przy dużej obsesji napicia może
                        pomóc a raczej wspomóc ale sam z siebie nie leczy i nie wyleczy:(
                      • letek17 Re: kilka słów 13.11.04, 14:42
                        Cieszy mnie, że znów się odezwałaś, martwi, że znów wiesz lepiej co będziedob
                        re aleto w koińcu Twoje życie, Twój problem i Twój wybór. Pewnie, że pamiętam,
                        a na pewno jak widzę taki firmowy samochód z napisem SEMI. Może częściej tu
                        wpadniesz podyskutować?. Pogody Ducha. Letek
    • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 24.09.03, 10:05
      ..mam to samo.., ale już podjęłam decyzję i staram się wytrwać. Nie piję już
      od miesiąca, po prostu NIE PIJĘ. Oczywiście jestem jak chmura gradowa,
      awanturuję się o byle głupstwo, krzyczę, obrażam się, wszystko mnie denerwuje,
      uraża, potem wpadam w apatie do nikogo się nie odzywam, trudno jest mi
      wywiązywać się z najprostszych obowiązków. Ale trwam w postanowieniu. Jak jest
      bardzo źle to mówię sobie: Wytrwaj ten dzień do końca a jutro zobaczymy.. No i
      wiem, że alkoholizm można tylko ujarzmić, niestety nie można go wyleczyć, więc
      trzeba z nim żyć, trzeba codzinnie toczyć walkę. Pocieszające, że z każdym
      dniem jest ciut łatwiej, co nie znaczy łatwo.
      • semi_x Re: kilka słów 24.09.03, 11:23
        ...miesiąc...to dużo czasu, mnie udawało się co najwyżej tydzień a później
        wszystko od nowa. Kiedyś wymyśliłam sobie, że te pieniądze które wydaję na
        alkohol będę składać a później kupię z nich coś wyłącznie dla siebie.
        Poskutkowało tylko na chwilę. Nie wiem już co wymyślać. Jestem wściekła na
        siebie kiedy pomimo mocnego postanowienia...nie piję dzisiaj...i tak kupię
        butelkę. Piję jakieś herbatki ziołowe byle tylko coś pić ale żeby to nie był
        alkohol. Jest mi ogromnie trudno przezwyciężyć samą siebie/pozdr.
        • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 24.09.03, 11:56
          napisałam, że wiem co czujesz.. ale chyba gdzieś w kosmos..więc powtórzę, wiem
          co czujesz bo sama mam za sobą wiele nieudanych prób wyjścia z nałogu.
          Przychodzi jednak taki moment, że przepełnia się kielich goryczy. Wysiada
          zdrowie, wypadają włosy, tracisz kontakt z otoczeniem. I ten
          wzszechogarniający WSTYD. Wstyd że pijesz, wstyd że pijesz sama, wstyd że bez
          umiaru, wstyd że nic nie pamiętasz. W pewnym momencie stwierdzasz, że może
          jeszcze coś z siebie wykrzesasz, że może jeszcze nie jest za późno, że może
          jeszcze..
          • Gość: kubek Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 13:09
            Gość portalu: to_ja napisał(a):

            > napisałam, że wiem co czujesz.. ale chyba gdzieś w kosmos..więc powtórzę,
            wiem
            > co czujesz bo sama mam za sobą wiele nieudanych prób wyjścia z nałogu.
            > Przychodzi jednak taki moment, że przepełnia się kielich goryczy. Wysiada
            > zdrowie, wypadają włosy, tracisz kontakt z otoczeniem. I ten
            > wzszechogarniający WSTYD. Wstyd że pijesz, wstyd że pijesz sama, wstyd że
            bez
            > umiaru, wstyd że nic nie pamiętasz. W pewnym momencie stwierdzasz, że może
            > jeszcze coś z siebie wykrzesasz, że może jeszcze nie jest za późno, że może
            > jeszcze..



            nie jest za poźno... pytanie na co ? na picie kontrolowanie - to jednak za
            poźno, na leczenie - dopuki żyjesz możesz zacząć , wstyd - tracisz zdrowie ,
            wypadają wlosy , budzisz się rano patrzysz w lustro i widzisz w jakim stanie
            trzeba iść do pracy - wstyd ( ale przechodzi możecie mi wierzyć), czy trudno
            mówić o sobie - trudno nawet bardzo trudno, tyle że alkoholizm to nie katar
            czy przeziębienie tylko cięzka choroba na którą się umiera i niestety silna
            wola, postanowienia przysięgi czy środki chemiczne tu nie pomogą - trzeba
            wybrać umieram jako człowiek o silnej woli(ale się nie wstydzę - pytanie czego
            na mitingach można spotkać znajomych i owszem ale żaden z nich nie przychodzi
            tam tylko na plotki i kawę) albo pożyję jeszcze trochę nawet czasem się
            wstydząc
            wybór pozostawiam zainteresowanym
            • Gość: hepik1 Re: kilka słów IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 14:31
              Gdyby nie to,że z treści wynika to,że semi i to-ja są dwiema różnymi osobami
              to spokojnie można by przyjąć,że ich świadomość swojej choroby i etap na którym
              się znajdują jest na bardzo zbliżonym poziomie i równie dobrze mogłyby by być w
              jednej osobie.I to już powinno dać Wam wiele do myślenia.Przed Wami a i w tej
              chwili są tysiące osób,które "tak"mają i ,którym się wydaje,że są zupełnie
              inne,że ich przypadek jest zupełnie wyjątkowy i zupełnie same sobie
              poradzą,Można szukać innych zajęć,można pić wodę czy soki,można czekać wieczoru
              i modlić się-byle jeszcze godzinkę i będzie lepiej.Nie będzie.Czy po tygodniu
              czy po miesiącu i jednym dniu sięgniecie znowu po piwo,wódkę czy cokolwiek
              innego co zawiera alkohol.Na tym polega ta choroba.Te sposoby pozwolą na
              rzucenie palenia.Nikotyna uzależnia,palenie jest nałogiem ale rzucenie palenia
              od nie picia to już dwie kosmicznie różne rzeczy.Powtarzanie tego dla mnie jest
              już banałem,to na tym forum a również innych gdzie piszą treźwiejący alkoholicy
              było napisane setki razy.To,że sytuacja jest dramatyczna,że semi szuka tej
              pomocy i nie ogranicza się do jednego postu powoduje,że jeszcze raz te
              oczywiste rzeczy powtarzam a nie ograniczam się do odsyłania do innych
              wątków.Być może gdy coś kierujemy do konkretnej osoby jest odbierane w inny
              sposób.Piszesz,że jesteś osobą skrytą i nie wyobrażasz sobie by powiedzieć o
              swoim piciu komuś zwłaszcza obcemu.Ale właśnie na tym polega leczenie.Na terapi
              z zdziwieniem spostrzeżesz ,że inne tam osoby mają identyczy problem.Gdy oni
              będą opowiadać o sobie ,Tobie będzie wydawać się,że opowiadają dokładnie o
              Tobie ,jak by byli Twoim cieniem i to przez całe życie.Leczenie alkoholizmu
              polega właśnie na pozbyciu się tego wstydu.Bo to wstyd m.in powoduje ,że
              sięgasz znowu po alkohol,by nie pamiętać tego co zrobiłaś poprzednim razem
              będąc pijana.Na dalszym etapie dojdzie również strach-nie wiem jak się
              skończyła impreza poprzedniego wieczoru.Co ja tam wyrabiałam.Jak spojrzeć w
              oczy tym ludziom ,którzy tam byli i napewno pamiętają wszystko?I wtedy sięga
              się po alkohol już rano.Bo klin nie pomaga tylko fizycznie,pomaga przede
              wszystkim na pokonanie wstydu i strachu.I kółko zaczyna się domykać.Bo po
              pierwszym kielichu te przykre uczucia nie znikają od razu.Stają się mniej
              przykre po drugim, trzecim a po następnym dochodzisz do wniosku,że nie ma się
              co przejmować,impreza była udana a ty wcale nie latałaś goła i nie zarzygałaś
              stołu.Piszesz,że rodzina nie zdaje sobie sprawy z Twojego problemu.Zapytaj
              ich.Czy rzeczywiście tak jest,czy tylko Tobie się tak wydaje.
              To_ja pisze,że już ma za sobą kilkakrotne,nieudane próby rzucania nie picia.I
              co?Żadnych wniosków nie można z tego wyciągnąć?Chwalić się,że teraz już
              wytrzymała cały miesiąc?Że chodzi jak gradowa burza itp i itd.A ja mogę
              postawić wszystkie pieniądze ,że skończy się jak poprzednio,choć być może w
              następnym poście się będzie oburzać jak tak można-kiedy ona walczy?Cały szkopuł
              w tym,że tą walkę zawsze się przegrywa.To już sławna historia o ringu i
              Tysonie.Ilekroć wejdzieśz z nim na ring zawsze dostaniesz po gębie.Sztuka
              polega na nie wchodzeniu na ring.Trzeba uznać swą bezsilność wobec alkoholu.I
              na razie praktycznie jedynym znanym na świecie sposobem wychodzenia z
              alkoholizmu jest poddanie się terapii,gdzie otrzymasz wiedzę o tym na czym
              polega sama choroba i jak sobie z nią radzić.A potem,czy raczej już w trakcie
              mitingi AA czy innych grup samo pomocowych.Decyzja udania się tam jest
              trudna.Myślę ,że dla kobiety jeszcze trudniejsza.Tylko ,że i tak prędzej czy
              później tam wylądujesz.O własnych siłach lub ktoś zaniesie cię na oddział gdzie
              odtruwają.Bo ta choroba jest postępująca.A może nie będzie tak źle?Może
              wcześniej wpadniesz pod samochód?I nikt się nie dowie ,że byłaś alkoholiczką?
              Choć wydaje mi się ,że lepiej wcześniej niż później.Może będzie łatwiej.Jeśli
              pewne sprawy przerysowałem,to przepraszam.Być może takie już przerysowane nie
              będą się wydawać za rok czy pięć?Ale przypomnij sobie wtedy o tym ,że ktoś to
              już wcześniej mówił.Pozdr.
            • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 24.09.03, 14:36
              Nie jest za późno na życie!
              Jestem teraz na etapie testowania swojej woli. Wiem, że alkoholizm to
              śmiertelna choroba, w dodatku nieuleczalna. Ja mam tylko swoją wolę. Nic
              więcej. Okaże się czy to wystarczy. Każdy alkoholik powie, że nie. A ja myślę,
              że tak. MOJA WOLA wystarczy. Wystarczy do podjęcia niezbędnych kroków aby żyć,
              na razie do niepicia, później być może do leczenia. Myślę, że jednak wszystko
              zaczyna się od WOLI.
              • Gość: kubek Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 14:46
                poczytaj długi ale jak prawdziwy post hepika i zastanów się
                wola - mógłbym sporo opowiedzieć o całych latach straconych na
                trenowaniu "silnej woli" , jeszcze raz - WOLA nawet najsilniejsza nie
                powstrzyma Cię od picia, jeszcze nigdy i nikogo nie powstrzymała...
                prędzej czy później zaczniesz eksperymentować prawdopodobnie (przynajmniej ja
                tak zrobiłem) z lekami - by wspomóc wolę (jak ładnie brzmi - ja przecież nie
                piję, biorę leki...ale najgorsze jest to ze w pewnym momencie (tego naprawdę
                nie widać po przychodzi niezauważalnie) przestanie się w Twoim życiu liczyć
                wszystko czy wtedy wymówką będzie "słaba wola "
                pozdr.
                • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 24.09.03, 15:00
                  Ja wiem, że Hepik ma rację. Czytam wasze posty już czas jakiś. Ale czy
                  leczenie z alkoholizmu właśnie na tym nie polega, że się ćwiczy swoją wolę.
                  Codziennie w każdej sekundzie, żeby się nie zapomnieć i nie napić. Ćwiczy się
                  wolę, konfrontując się, każdego dnia, ze swoją śmiertelną chorobą i z innymi,
                  którzy mają ten sam problem? Powiedzcie mi proszę na czym polega zasadnicza
                  różnica w leczeniu zorganizowanym i w trzeźwieniu samemu.
                  • Gość: kubek Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 18:14
                    Gość portalu: to_ja napisał(a):

                    > Ja wiem, że Hepik ma rację. Czytam wasze posty już czas jakiś. Ale czy
                    > leczenie z alkoholizmu właśnie na tym nie polega, że się ćwiczy swoją wolę.
                    > Codziennie w każdej sekundzie, żeby się nie zapomnieć i nie napić. Ćwiczy
                    się
                    > wolę, konfrontując się, każdego dnia, ze swoją śmiertelną chorobą i z
                    innymi,
                    > którzy mają ten sam problem? Powiedzcie mi proszę na czym polega zasadnicza
                    > różnica w leczeniu zorganizowanym i w trzeźwieniu samemu.

                    wlaśnie tzw silna wola chyba najbardziej przeszkadza w tym by przestać pić -
                    po prostu aby skutecznie walczyć z chorobą musisz zaakceptować to że jesteś
                    chora, a silna wola właśnie w tym Ci najbardziej będzie przeszkadzać, co do
                    leczenia - organizacja dotyczy tylko i wyłącznie terapii, a AA to już nie
                    żadne leczenie zorganizowane, a bardziej grupa życzliwych Ci ludzi z których
                    każdy ma taki sam problem (nie znam w aa nikogo kto nie wstydziłby się
                    bardziej czy mniej tego co zrobił w czasie picia), podobne często większe
                    doświadczenie jak sobie poradzić z tzw. codziennym życiem już na trzeźwo...
                    i jeszcze jedno na dziś, może to dziwne ale tak naprawdę wiem że nigdy
                    wcześniej nie miałem przyjaciół(znajomych tak ale nie przyjaciół) i chyba tam
                    ich dopiero znalazłem...
                    pozdrawiam
                    pozdrawiam
                    • hepik1 Re: kilka słów 24.09.03, 19:51
                      Pewnie ,że nie jest za późno na życie.36 lat to w sam raz by przeżyć drugie
                      tyle tylko trochę lepij.Jest to wiek w ,którym wielu dochodzi do wniosku,że z
                      ich piciem coś nie tak.I statystycznie ,tak mi się wydaje,że w okolicach
                      czterdziestki podejmujących próbę trzeźwego życia jest najwięcej.Choć
                      oczywiście są również dużo starsi,akurat do mojej grupy wczoraj przywędrował 65
                      latek i są ludzie bardzo młodzi,20-letni.Tu na początku dziwiłem się jak można
                      być uzależnionym w tak wcześnie.Okazuje się ,że można i już wtedy straty
                      poniesione prze picie są ogromne.Mnie tylko zastanawia,Twój ogromny opór by
                      ktoś mógł Ci pomóc.Już przecież w przedszkolu dzieci poznają wierszyk o Zosi
                      samosi,która najlepiej na tym nie wyszła.Prawda?Musisz uwierzyć innym
                      alkoholikom-Kubkowi,mnie na słowo.Pomyśl,czy my mamy jakiś profit mówiąc to co
                      mówimy?Przecież nie mamy udziałów w ruchu AA czy poradnie nie są naszą
                      własnością.Widzę ,że chcesz tej pomocy.Ale to oczywiście wymaga czasu.Nie
                      oczekuję ,że jutro z samego rana udasz się do poradni.Myślę ,że masz o czym
                      myśleć.Spróbuj z tą silną wolą.Jeśli się nie uda preczytaj jeszcze raz ten i
                      inne wątki.Pozdr.
                        • hepik1 Re: kilka słów 24.09.03, 20:46
                          No to widzę,że masz jednak interes:))w tym by ktoś trafił do Ciebie.Płacą od
                          łebka czy godziny?
                          Przepraszam,głupio żartuję ale już tyle dzisiaj było na poważnie,że jak godają
                          u nos-Styknie.Wyłączam to pudło.Pozdr.
                      • semi_x Re: kilka słów 24.09.03, 23:40
                        Czytam co piszecie ale muszę to wszystko jakoś sobie poukładać

                        Kubek...dlaczego myślisz, że tutaj na forum może być zbyt małe wsparcie dla
                        takiej osoby jak ja?. Przecież realne spotkania też nie rozwiążą moich
                        problemów. Nikt za mnie nic nie zrobi. Nie piszę tego w negatywnym sensie.
                        Wskazanie przez kogoś, powodów mojego picia nic nie zmieni. Bo nikt nie zmieni
                        mi np. miejsca pracy czy układów w domu. Co z tego, że powiem komuś ...jest mi
                        źle....To, co dla mnie jest powodem zmartwienia, dla kogoś będzie nieistotnym
                        punktem w życiorysie. Dlatego jestem tak bardzo mocno przekonana, że dużo
                        zależy od samej siebie. Chociaż skoro tutaj piszę to coś to przekonanie moje
                        chyba słabnie.
                        To_ja...chyba w pewnym sensie zazdroszczę Ci Twojej silnej woli. Może obie
                        jakoś sobie poradzimy skoro mamy podobny moment w życiu. Jak ja nie lubię tego
                        słówka...jakoś...to znaczy jak :-(((((( Jesteś osobą bardziej konsekwentną ode
                        mnie. Ja chyba jednak postawię na małe kroczki. Jutro pić nie będę......Nie
                        chcę tu robić licytacji każdego następnego dnia. Nie zakładam...ani kropelki do
                        końca życia...nie widzę możliwości żeby tak miało być... znowu nie wiem ile w
                        tym mojego błędnego wyobrażenia. Napisz proszę od czasu do czasu...ile tych dni
                        trzeźwych u Ciebie jest. Dobrze?
                        Hepik, w wielu swoich opiniach masz rację. Czuję opór przed proszeniem o pomoc.
                        Może dlatego, że nie wiem jak ona może wyglądać. Nie wiem. Znam siebie i wiem,
                        że nie oczekuję od innych zaangażowania w swoje kłopoty. Może to błędne
                        podejście. Zdaję sobie sprawę, ze inaczej będą podchodzić do mnie ludzie
                        borykający się z tym samym problemem co i ja, niźli ci dla których temat
                        nadmiernego picia nie istnieje. Ale żeby tak było musiałabym rozmawiać z
                        nimi....Staram się uwierzyć na słowo wam wszystkim. Wiem, że nie chcecie źle.
                        Wiem, ze chcecie pomóc. Ja to wiem, ale najchętniej to położyłabym się do
                        spania i obudziła za kilka miesięcy.
                        ....opowiesz mi jak wyglądają takie spotkania?, proszę...

                        Pozdrawiam wszystkich cieplutko:-)


                        • kubek341 Re: kilka słów 25.09.03, 08:59
                          Witaj !!!
                          Dlaczego myślę że forum nie zda egzaminu - z obseracji, nie znam ani jednego
                          akloholika który poradziłby sobie z chorobą nie przyznając się do niej, a
                          pisząc na forum pozostajesz tak czy inaczej osobą anonimową, kilkoma literami
                          zlepionymi w słowa, zdania, wypowiedzi i tak w zasadzie prawdopodobnie dalej
                          jesteś przekonana że różnisz się czymś odemnie, hepika czy innych alkoholików,
                          że może to jednak nie jest tak źle (tak było ze mną - jedno tylko daje do
                          myślenia że piszesz tutaj czyli sama zauważasz że jednak to picie nie jest
                          takie jak u innych). Twoich problemów nie rozwiążą ani normalne spotkania ani
                          pisanie na forum, AA także ich nie rozwiąże bo i jak ? Powiem Ci jak wyglądało
                          moje pierwsze wyjście na miting - klub mieści się w centrum miasta więc przez
                          prawie godzinę czekałem na to kiedy ulica będzie pusta bo a nie daj Boże ktoś
                          zauważy, spotkałem sie natomiat z ciepłym przyjeciem, pamiętam to dokładnie bo
                          z ust jednego z kolegów po opisaniu mojej sytuacji padły jakże prorocze
                          słowa "masz jeszcze co tracić" faktycznie miałem i faktycznie dalsze losy
                          pokazały że przestałem pić dopiero kiedy to straciłem(coż pijacka duma i pycha
                          mnie wtedy rozpierała - jestem lepszy, i w zasadzie przez porównania
                          dochodziłem do wniosku że piję za dużo ale żeby zaraz alkoholizm...
                          pozdr...
                        • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 25.09.03, 09:52
                          Semi_x,
                          Bardzo mnie ucieszył Twój wątek. Po pierwsze bo jesteś kobietą, moją
                          równolatką. Po drugie przechodzisz podobne ‘perypetie’. Do tej pory
                          uczestniczyłam w tym forum tylko biernie. Jakoś nie mogłam się zebrać i
                          napisać. Bo co tu jeszcze można powiedzieć mądrego o alkoholizmie „koń jaki
                          jest, każdy widzi”. Głupio jakoś pisać o sprawach, które są ‘kropka w kropke
                          takie same jak u innych i zostały już milion razy opisane z każdej strony. Ale
                          Twój post był taki jaki ja bym napisała, gdybym napisała (zresztą zauważył to
                          Hepik). Wiec, jeszcze raz – fajnie, że jesteś.

                          A teraz z innej beczki..
                          Moja silna wola nie wynika z jakiś nadprzyrodzonych zdolności a tylko z
                          rozsądku (podobno kobiety są rozsądne, hi, hi). A może ze strachu? Nie wiem.
                          Ale tak naprawdę ważne jest aby uświadomić sobie, że jeśli już jesteś chora to
                          niestety musisz się w tym odnaleźć. Trzeba zaakceptować pewne reguły, chociaż
                          bardzo nas one ograniczają. Niestety tak jak w każdej innej chorobie, nawet
                          dużo mniej niebezpiecznej niż alkoholizm, trzeba się zastosować i wtedy można
                          w miarę normalnie żyć. A te reguły nie są znowu aż takie skomplikowane,
                          wystarczy nie pić. W innych chorobach poza przyjmowaniem tony lekarstw
                          dochodzi dieta, rehabilitacja itd. Trzeba mieć świadomość. Ja oprócz
                          alkoholizmu borykam się również z migreną, która prawdę mówiąc jest równie, a
                          może nawet bardziej, ‘upierdliwa’. Nigdy nie wiem kiedy dopadnie mnie atak i
                          nie zależy tu nic ode mnie. Mogę się stosować do wszystkich reguł: odpowiednio
                          się odżywiać, nie stresować itp. a i tak mnie dopadnie i nie jestem w stanie
                          zrobić nic, muszę się położyć, choćbym nie wiem gdzie była i nie wiem co
                          fajnego czy ważnego robiła, muszę zasłonić okna i leżeć. Alkoholizm,
                          przynajmniej we wczesnym etapie – daje Ci możliwość wyboru – wystarczy nie
                          pić. Ten wybór zależy od ciebie. I im prędzej się zorientujesz tym będzie
                          łatwiejszy. Oczywiście alkoholizm jest okrutny i podstępny i szybciutko
                          powoduje, że ten wybór staje się prawie niemożliwy. Wiec ratuj się, póki
                          jesteś w stanie myśleć rozsądnie.
                        • hepik1 Re: kilka słów,kilka zdań 25.09.03, 13:25
                          Opowiem i zapewne będzie trochę przydługawa ta opowieść, co spotyka się
                          czasami z niezadowoleniem forumowiczow,choć nie wiem dlaczego posty na forum
                          powinne być krótkie.Może mi to ktoś jeszcze objaśni.
                          Jeszcze tylko krótko do to_ji.Piszesz,że o alkoholiźmie wiesz wszystko,że
                          napisano już tomy i każdy widzi jak koń wygląda.I w każdym Twoim zdaniu,w
                          każdym poście udawadniasz wręcz zupełnie coś innego.Że zielonego nawet pojęcia
                          nie masz na ten temat.Mało tego-to wygląda tak jak byś wzięła najmądrzejszą
                          książkę na świecie o alkoholiźmie(nie wiem czy taka istnieje,ale załóżmy,że tak)
                          i jeśli tam piszą ,że coś jest białe,to ty twierdzisz,że czarne.I najgorsze
                          jest to,że Ty tak naprawdę myślisz i próbujesz tą swoją prawdę przekazywać
                          dalej.Ja wiem,że zabrzmi to brutalnie ale te głupoty,które wypisujesz są
                          porażające.I jeszcze myślę,że nawet semi ,która przyznaje,że wie na ten temat
                          niewiele,jest w stanie Twoje rewelacje zweryfikować.Sama zresztą piszesz,że
                          masz za sobą wiele nieudanych prób niepicia a obecna "już "trwa miesiąc i na
                          tej podstawie wyciągasz wniosek jedyny i prawdziwy-wystarczy NIE PIĆ a do
                          tego,wystarczy silna wola,która wynika z rozsądku,który mają kobiety.
                          Mam,nadzieję że Bozia wybaczy mi myśli,jakie cisną się do głowy na temat
                          Twoich rewelacji.Podobne myśli mam tylko wtedy,gdy słucham p.Błochowiak podczas
                          prac komisji śledczej ale ona to robi w imię czegoś.(to już tak na zupełnym
                          marginesie bo nie chciałbym być uznany za seksistę.I naprawdę jest mi przykro
                          ale musiałem to wszystko co powyżej napisać.Przepraszam.Siła wyższa.Amen(T)
                          Jak to jest,gdy trafia się do poradni?Opowiem jak to się odbyło w moim
                          przypadku.Styczeń.Córka wyjeżdża na ferie.To ona stanowiła jakąś tam
                          barierę,nie mówię,że nie przekraczalną,która ograniczała moje picie.Mam wiele
                          czasu i upijam się kilka dni z rzędu.To wszystko oczywiście poprzedzone jest
                          dwudziestoma paroma latami mniejlub bardziej intensywnego używania i
                          nadużywania alkoholu i zwiazanymi z tym problemami i stratami.Ja sam
                          zauważam,już od pewnego czasu ,że przestaję nad tym panować.Rozmowa z
                          żoną.Któraś z powtarzających się co jakiś czas.Moje skargi,że sam już tak nie
                          mogę.Pada propozycja,że poszuka,zadzwoni do poradni.A ja "wspaniałomyślnie" się
                          godzę.Jestem umówiony na rozmowę tam na poniedziałek.Teraz tylko wystarczy to
                          zrobić.I oczywiście jest strach.Są myśli-może to wszystko zbagatelizować,coś
                          wymyśleć,cokolwiek,nie pić a raczej nie upijać się jakiś czas ,tydzień czy dwa
                          i w domu wszystko wróci do normy.Tylko,że teraz i ja mam dosyć tego
                          wszystkiego.Czuję,że sprawy posunęły się już za daleko a dalej może być już
                          tylko gorzej.Pojechałem."Imię ,nazwisko.Proszę poczekać na terapeutę."Jeszcze
                          można wyjść-raz kozie śmierć-przecież mogę pogadać-najwyżej nie przyjdę już
                          nigdy więcej a tego faceta nie zobaczę na oczy nigdy w życiu.Rozmowa.Miły,młody
                          facet,miły ,spokojny głos.Pytania ile,co i jak piję.I jeszcze parę
                          pytań ,wydaje się luźno związanych z tematem.Diagnoza.Wg niego powinienem
                          podjąć leczenie.Formy w zasadzie są trzy-tak zwana terapia grupowa dzienna od 6
                          do 8 tygodni od poniedziałku do piątku po ok 5 godzin dziennie,co jemu dla mnie
                          wydaje się formą najodpowiedniejszą.(Piłem codziennie upijając się co jakiś
                          czas),jest też terapia dwa razy a może trzy(niepamiętam już teraz)w tygodniu po
                          południuprzez parę miesięcy,którą zaleca się m.in pijącym ciągami i mającymi
                          dłuższe przerwy abstynencyjne,jest jeszcze terapia w ośrodkach
                          zamiejscowych,półzamkniętych(?)dla tych ,którzy takiej formy
                          potrzebują.Decyduję się na pierwszą a ma się zacząć od następnego dnia.W domu
                          żona nie za bardzo dowierza ale fakt jest faktem.Wtorek.Jeszcze jeden krok a
                          właściwie kroczek.Przecież tam będzie ileś osób,coś zapewne trzeba będzie
                          powiedzieć co ja tam robię,jakieś strzępy filmów w głowie,przedstawianie :Mam
                          na imię Hepik,jestem alkoholikiem.Czy mnie to naprawdę jest potrzebne? I tu mam
                          taki swoje porównanie do stania nad brzegiem basenu.Upał,powiedzmy 30 stopni a
                          woda w basenie 19.Zimna jak cholera-subiektywnie.Boimy się skoczyć,wiemy ,że
                          nie będzie to przyjemne.I w końcu jest decyzja.Skok,szok ale za chwilę robi się
                          wspaniale.Mam na imię hepik,jestem alkoholikiem.(nawiasem nie jest to konieczne
                          na grupach terpeutycznych ale odgrywa swoją rolę)Jest grupa ludzi,jest nawet
                          kobieta.Żadnych głupich uśmieszków,każdy z nich ma ten sam problem.Opowiadanie
                          podczas tak zwanej rundki wstępnej jak minęło wczorajsze popołudnie,temat
                          dzisiejszego dnia,coś na temat choroby alkoholowej opowiada terapeuta
                          alkoholicy opowiadają jak dana sprawa wygląda u nich.Jedni są bardziej inni
                          mniej szczerzy.Niektórzy pękają dopiero pod sam koniec terapi,otwierają się do
                          końca.Inni odpadają w trakcie.Głod alkoholu jest silniejszy.Dochodzą nowi.I
                          wytwarza się więź między nami.Jednych lubimy bardziej ,innych mniej jak w
                          życiu.Ale jest troska-co się może z nim dziać? O ,tylko się spóźnił.Fajnie ,że
                          jesteś.I tak przelatuje te parę tygodni.Otrzymujemy informacje czym jest
                          choroba alkoholowa,jak mamy sobie radzić z objawami głodu alk.,jakie sygnały
                          świadczą ,że ten głod się pojawia,co powinniśmy a czego nie robić,jeśli
                          trzeźwość ma być trwałym elementem naszego życia.Nie zawsze jest oczywiście tak
                          idylicznie ,czasami tematy są trudne,bolesne.I trzeba się z nimi
                          zmierzyć,napisać.Trzeba wyrazić i głośno powiedzieć o swoich uczuciach a to
                          wbrew pozorom wcale dla alkoholika nie jest proste.Czasami od innych w postaci
                          tzw informacji zwrotnej usłyszymy o sobie prawdę,którą chcieliśmy ukryć,coś co
                          myśleliśmy,że dla innych nie jest widoczne a okazuje się ,że jest i to
                          doskonale.A potem ten parasol ochronny w postaci terapeuty i wspomagającej nas
                          grupy zostaje zwinięty.Wracamy do zwykłego ,codziennego życia.Dopadają nas
                          większe czy mniejsze problemy.I albo sobie z nimi radzimy wykorzystując wiedzę
                          z terapi albo sięgamy po kieliszek.I wszystko zaczyna się od nowa.Tutaj zaczyna
                          się rola mitingów AA,( całkiem precyzyjnie-to należy na nie chodzić już w
                          trakcie terapii,tego wymaga kontrakt,podpisywany w poradni)ale to już inna
                          bajka.Są również tacy ,którzy opierają się tylko na ruchu AA,uczestniczą w
                          mitingach i to im pomaga w trzeźwym życiu.Moje zdanie jest tu dosyć sceptyczne
                          ale myślę tu tylko o sobie.Nie przeczę,że to jest skuteczna metoda -zaczynać od
                          AA.Dodam,że jak w wszystkim wżyciu odrobina szczęścia jest też potrzebna-trafić
                          na mądrychterapeutów,na dobrą grupę ludzi ,którzy chćą trzeźwieć dla siebie
                          anie dla np papierka do sądu,trafić na miting,gdzie poczujemy się dobrze itd.
                          I to by było tak w skrócie i w pewnym uproszczeniu.Być może inni coś
                          dodadzą,ja opisałem jak to wyglądało u mnie,bo tak jest chyba najwiarygodniej i
                          unika się zarzutów,że coś nie tak,że to całkiem inaczej wygląda.I już naprawdę
                          na koniec,bo aż boję się jak ta epistoła będzie wyglądała na stronie forum-
                          alkoholik ,który nie chce wrócić do nałogu autentycznie nie może wypić "trochę"
                          a nawet kropli alkoholu do końca życia.I to jest jedna z najbardziej
                          wstrząsających informacji dla alkoholika na terapi.To właśnie to co Tobie
                          trudno sobie wyobrazić.Nie istnieje pojęcie picia kontrolowanego a co
                          niektórzy na forach poświęconych alkoholizmowi próbują udowadniać.Nie
                          spodziewam się oczywiście,że już jutro pobiegniesz do poradni,niewykluczone ,że
                          Twój czas jeszcze nie nadszedł.Ale ten pierwszy kroczek masz już za
                          sobą.Napisałaś na forum,że masz problem i towarzyszyły temu jakieś
                          emocje,prawda?To co było na razie tylko w Twojej głowie zostało nazwane i
                          wypowiedziane przed jakąś grupą.Tak naprawdę to jeszcze zupełnie anonimowo i na
                          piśmie,o czym wspomina Kubek ,ale jakąś ulgę poczułaś? Podobne uczucia
                          towarzyszą,gdy mówisz prawdziwie na głos przed realnymi ludźmi.To jeszcze przed
                          Tobą.Bo myślę ,że wcale nie jedynym dyskomfortem dla Ciebie jest tylko fakt
                          przymusu kupna butelki wódki czy wina.Je
                          • semi_x Re: kilka słów,kilka zdań 28.09.03, 21:46
                            Może i co poniektórzy czytać nie lubią, ja lubię. Masz wspaniałą żonę hepik. Ja
                            często słyszę jakąż to jestem wspaniałą kobietą, kochaną, podobno beze mnie
                            życie nie miałoby sensu i co z tego?, to są tylko słowa. Rozumiesz, puste
                            słowa. Twoja żona przy Tobie była, przy mnie nie będzie nikogo. Tak naprawdę to
                            tylko moje dzieci a szczególnie córka stara się żebym żyła w jakiejś
                            równowadze. Chociaż robi to nieświadomie, mnie to pomaga. To dla nich coś muszę
                            zrobić ze sobą .Boję się, że gdy zostaną same dostaną od życia dużo złego. Ale
                            na leczenie jeszcze nie decyduję się. Kilka tygodni po 5 godzin, zero szans jak
                            dla mnie. Do domu wychodzę o 18-ej, 19-ej. Szef z macierzyńskiego każe wracać
                            po miesiącu a co dopiero gdybym ja wymyśliła sobie ...leczenie. Nie mogę się
                            nikomu przyznać, że coś ze mną jest nie tak. To ja utrzymuję dom, więc i ze
                            strony męża nie mam co liczyć na wyrozumienie, gdybym nagle musiała się
                            zwolnić. Zresztą, sama wiem, że musze być dyspozycyjna i pracować. Tego nie
                            zmienię. Pije podobnie jak i TY piłeś. Codziennie albo prawie codziennie, po
                            troszku a niekiedy o tą troszkę za dużo. Czytam co napisałeś, wracam po
                            kilkanaście razy do każdego zdania. I zawsze nasuwa mi się myśl. Ja po takiej
                            decyzji zostanę sama. Mam przyjaciela. Nie kochanka ale przyjaciela. Po
                            ostatnim moim poście nabrałam trochę odwagi i bardzo ogólnie starałam mu się
                            powiedzieć jaki mam problem. Zachowywał się tak jakbym była czymś gorszym i
                            jakbym czytała jakiś przypadek opisany z gazety. Tak samo reaguje mój mąż i
                            moja mama. Każde z nich uważa, że wystarczą moje chęci żeby wszystko było
                            normalnie. Powiedz mi, dlaczego czujesz się mocny, dlaczego myślisz, że sposób
                            jaki obrała to_ja nie wystarczy, chociaż ja widzę w nim dużo wewnętrznej
                            determinacji. Jaką wiedzę dostałeś, że czujesz się tak silny...hepik..jaką???
                            Powiedz mi, proszę......przeczytałam to wszystko jeszcze raz i prawie ładu ni
                            składu w tym co piszę nie widzę...ale niech już tak na dzisiaj zostanie...
                            Pozdrawiam
                    • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 25.09.03, 10:52
                      Ja tylko chaciałam powiedzieć, że WOLA jest warunkiem koniecznym a nie
                      wystarczającym. Każdy obiera swoją własna droge - najlepiej, najszybciej i
                      najskuteczniej w grupie zorganizowanej- ale najpierw jest wola przestania
                      picia. Oczywiście, że niezbedne just rowniez przyznanie sie przed samym soba,
                      oczywisacie, do bycia alkoholikiem . Co nie jest proste, wiem. O tym, że
                      jestem alkoholiczką wie każdy z mojego otoczenia, bo to po prostu widać i
                      tylko alkoholikom wydaje się, że nie. Z tego też trzeba sobie zdawac, czy zdac
                      sprawe. Ja nie uzalam sie nad soba, stwierdzam tylko fakt. Tak samo jak widac
                      prawie kazda inna ciezka chorobe. Najbardziej z Twojego postu zastanowilo mnie
                      to, ze w grupie nie jestes samotny , masz PRZYJACIOL. Tak to chyba jest
                      przyczyna skutecznosci dzialania leczenia zorganizowanego. Zgodzisz sie?
                      • hepik1 Re: kilka słów 25.09.03, 13:30
                        Ten post trochę zmienia postać rzeczy,ale tylko trochę i nie do końca.Bo widzę
                        ciągle wiele sprzeczności.Kobieta istotą pełną sprzeczności?To_ja czy jesteś
                        pełną sprzeczności kobietą?Pozdr.
                          • malgorzatass Re: kilka słów 27.09.03, 15:13
                            ja przyznalam się najpierw do utraty kontroli nad swoim życiem, a do tego, ze
                            to alkohol rządził nim - jeszcze nie. Chyba to stad wynika, ze jestem
                            jednoczesnie wspoluzalezniona. Wiem doskonale, ze przez moje picie dzialo sie
                            bardzo duzo zlych rzeczy w moim zyciu i ze gdybym zyla z kims innym, juz dawno
                            stwierdzilabym, ze z moim piciem jest cos nie tak. Ale zylam z takim facetem i
                            w takim otoczeniu, ze mialam komfort picia i porownujac sie z nimi czulam, ze
                            wszystko jest ok. Nie pamietam zadnego klinowania, choc pilam za duzo. Gdzieś
                            mi po glowie chodzi, ze mam jeszcze czas, ze moge to picie jeszcze
                            kontrolowac. Boje sie tych mysli, bo ine prowadza prosto do baru. Wiem , ze
                            proby kontrolowania oznaczaja, ze nie ma juz zadnej kontroli i predzej czy
                            pozniej wtopie. Dla mnie moze to oznaczac kolejny koszmar. Nie chce. Nie pije
                            od 9 miesiecy, jestem po terapii, chodze na mityngi...Nic nie chroni przed
                            checia napicia sie, ale w grupie i w drugim czlowieku jest sila, ktorel mi
                            potrzeba, zeby nie kupic flaszki.
                            • hepik1 Re: kilka słów do toji 28.09.03, 07:17
                              W Twoim ostatnim zdaniu akarat tej sprzeczności nie ma wcale.Tylko wiedza o
                              byciu alkoholikiem niewiele zmienia.Ja też,jako średnio inteligentny
                              człowiek,czytałem,słuchałem,oglądałem i wyciągałem wnioski.Dawno temu doszedłem
                              do wniosku,że alkoholikiem jestem.Tylko ,że mi to w niczym nie
                              przeszkadzało,łączyło się z wszystkim co miłe w życiu:wesołe towarzystwo,grono
                              rozumiejących się kolegów,wspólne wyjazdy na grzyby,mecze itp.itd.Do tego jest
                              za co a rodzina wspaniała.Zdrowie nie dokucza a i kace są mało
                              bolesne.Żyć,pić,nie umierać.Tylko nic nie trwa wiecznie.O tym już wiemy,prawda?
                              I tu następuje to co nazywamy identyfikacją z chorobą a czego u Ciebie nie
                              ma.To jest to o czym pisze Małgorzata powyżej i co być może jest
                              najtrudniejszym krokiem w kierunku trzeźwości,trudnym i do zrozumienia i do
                              realizacji.Uznajemy,że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i przyznajemy,że nie my
                              kierujemy swoim życiem.O ile jesteśmy gotowi zaakceptować naszą bezsilność(bo o
                              tym się namacalnie już nie raz przekonaliśmy) to druga część jest właśnie
                              niezrozumiała.Od urodzenia wkładają nam do głowy-jak sobie pościelesz...,to ty
                              jesteś kowalem...,bierz sprawy w swoje ręce...itp.I to działa w życiu
                              niealkoholików.A u alkoholików przestaje działać.Dziwne ,nie? I ilekroć
                              zaczynamy kierować,bo już jakiś czas nie piliśmy i wydaje się nam,że teraz z
                              górki ,droga prosta,szeroka i można dać PO gazie kończymy na drzewie,które nie
                              wiadomo dlaczego, wyrosło na środku drogi a nie, jak inne, na poboczu.
                              I stąd m.in te Twoje próby jak piszesz nieudane i kolejne,które też się
                              skończą tym drzewkiem na środku drogi.
                              Nie jestem nawiedzonym AA-owcem a są tacy,którzy o swojej misji potrafią 24
                              godz na dobę,są tacy ,którzy 12 kroków przerabiają w dwa tygodnie.Ja jestem na
                              etapie tego kroku pierwszego i to podobnie jak Małgorzata z pewnymi
                              wątpliwościami.O pozostałych nawet nie myślę,choć wcielenie ich w życie byłoby
                              wspaniałe,bo praktycznie człowiek może stać się aniołem.Na wszystko przyjdzie
                              czas.Tyle,że bez tego pierwszego kroku- nie uda się na pewno.Pozdr.
                              PS Małgosiu!Tak trzymaj.I odezwij się czasem.
                              • Gość: stachu34 Re: kilka słów do toji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.03, 09:27
                                Hepik w tym momencie chcę zaprotestować...
                                Zdanie napisane przez Ciebie właśnie świadczy o tym, że to, o czym mówisz, że
                                masz średnio, to jednak masz ponad przeciętną. Właśnie tak zachowuje się
                                człowiek...I na tym skończę, bo staniesz się zarozumiały-nie daj Boże. Celowo
                                to skomplikowałem żeby nie było za łatwo.
                                Jeszcze do Małgosi. Brawo, brawo.
                              • Gość: to_ja Re: kilka słów do toji IP: *.szel-sat.com.pl 28.09.03, 09:32
                                Mnie natomiast alkoholizm bardzo przeszkadza w życiu. Nigdy nie miałam i nie
                                mam tzw. komfortu picia. W moim otoczeniu nie ma przyzwolenia na „upijanie
                                się”. Może dlatego, że problem alkoholizmu nie jest abstrakcyjnym wymysłem,
                                nie umiejących się dobrze zabawić nudziarzy. Symptomy tej choroby są zauważane
                                bardzo szybko. Zauważane i nie pomijane milczeniem. Nie musiałam, „tańczyć
                                goła na stole”, żeby się zorientować, że nie umiem i nie mogę pić. Te próby
                                niepicia, nieudane, o których pisałam, podejmowałam, nie będąc jeszcze do
                                końca przekonaną, że jestem alkoholiczką. To, że były one nieudane,
                                uświadomiły mi, że nie ma żartów, że dla mnie KAŻDY wypity kieliszek jest
                                BEZPOŚREDNIM zagrożeniem życia. I to nie na miesiąc czy rok, na całe życie.
                                Nigdy nie było moją intencją, chociaż najwyraźniej zostało to tak odebrane,
                                negować zasadność terapii. Nie mam po prostu w tym względzie doświadczenia.
                                Mówię tylko o tym co znam z autopsji. Mówię o zauważeniu problemu. Mówię o
                                WOLI niepicia, bo wydaje mi się, że to nie jest takie oczywiste. Czasami
                                przyznajemy, że coś jest nie tak ale próbujemy się przed sobą usprawiedliwiać
                                i, nawet podświadomie, spychać ten problem gdzieś na bok: „ach jakoś to
                                będzie”, „nie ja jedna się upiłam”, „mam teraz ciężki okres” i tego typu
                                bzdury. Ze mną tak było.
                                • semi_x Re: kilka słów do toji 28.09.03, 21:54
                                  Nie wiem czy słusznie, ale mam wrażenie, że odpuszczam sobie....w piątek byłam
                                  pełna niezłomnej woli, "poszalałam" robiąc sobie dzień trzeźwości ale dzisiaj
                                  mam już dosyć...
                                  Pozdrawiam

                                  • hepik1 Re: kilka słów 29.09.03, 05:58
                                    Byłem właściwie pewny,że tak się skończy.Ja się produkuję ,wielkopomne dzieła
                                    piszę a klientka skoczyła na stację benzynową(może do sklepu nocnego)po
                                    flaszeczkę aby lepiej się czytało.Przy następnej poczytaj jeszcze wątek "Małysz
                                    nie żyje",tam też taki jeden długi tekst mój opublikowno.A poza tym:
                                    Nic się nie stało,Semi,nic się nie stało(to taka kibicowska przyśpiewka)-wódka
                                    jest dla ludzi.
                                    • semi_x Re: kilka słów 29.09.03, 08:01
                                      widocznie potrzebuję więcej takich postów:-), chyba nie sądziłeś, że uda Ci się
                                      już po jednym razie przełamać zatwardziałą część mojego "rozumu". NIe trzeba
                                      być prorokiem żeby być pewnym jak to wszystko się jeszcze poukłada. Ja wiem
                                      jedno...mam dosyć...Jest słoneczny poranek, czarny zaczyna przechodzić w
                                      różowy, mam dzisiaj zajęcia aż do późnego wieczora więc jestem cały czas z
                                      ludźmi. Zobaczymy na jak długo starczy mi moja wola. A Ty nie przekreślaj mnie
                                      tylko może coś podpowiedz... Wiesz już, że na spotkanie AA nie zdecyduję się.
                                      Ale skoro Ty tam chodzisz to podpowiedz coś, co mogłoby pomóc. Myślę, że
                                      taka "opieka" przyda się i innym.

                                      Pozdrawiam cieplutko i życzę wszystkim tu zaglądającym miłego dnia :-)
                      • Gość: maliana Re: kilka słów IP: *.chello.pl 11.01.04, 09:26
                        skąd to przekonanie o woli?? sama to wymyslilas??? proponuje opatentowanie i
                        branie kasy. Alkoholicy na ogół mają bardzo silną wolę. Bardzo. Jak im na
                        czyms zalezy będą do tego dążyć. Zrozum jednakowoż że mowa o UZALEZNIENIU.
                        Sprobuj nie oddychac- masz przeciez silna WOLE - zacznij zyc bez powietrza-
                        szczescia zycze. Poza tym trzezwienie to nie tylko niepicie, to - zaraz w
                        nastepnej kolejnosci - praca nad emocjami. Skladowa, immanentna czescia
                        choroby alkoholowej jest poczucie izolacji i wyjatkowosci wlasnego przypadku -
                        grupy samopomocowe i mitingi po to sa aby alkoholik przestal czuc wlasna
                        wyjatkowosc, odrebnosc i osamotnienie w problemie. Kropka. Inna droga nie
                        istnieje. Pozdrawiam.
    • Gość: Miki Re: kilka słów IP: *.duda.pl / 10.32.65.* 01.10.03, 13:39
      Cześć.
      Jestem na tym forum od jakiegoś czasu jako czytacz, tym razem chciałbym coś
      powiedzieć. Na pytanie jak jest na terapii Hepik już odpowiedział, ale może ja
      powiem jak ja to przeżyłem.
      Mam 36lat, piję od 17
      Zdecydowałem się na terapię po tym jak dotarła do mnie świadomość , że nie mogę
      przestać pić (ciąg ok. 14 dni). Bałem się tego, ale umówiłem się poprzez
      znajomego z terapeutą. Po rozmowie zacząłem chodzić na terapię ambulatoryjną (2
      razy w tygodniu po 2,5-3 godz.). Z perspektywy niedługiego jeszcze czasu mogę
      powiedzieć, że to nic strasznego, a wręcz przeciwnie. Polubiłem terapię. Co
      dała mi terapia? Poznałem jak działa ta choroba, zobaczyłem jak wpływała na
      moje zachowanie, uczucia i myślenie. Można powiedzieć, że przejrzałem na oczy.
      Dopiero po terapii FAKTYCZNIE zdałem sobie sprawę z tego, że ja pić już nie
      mogę (bo że ciągle chcę fizycznie, to już inna sprawa). Nie piję już 5
      miesięcy, pamiętam jak liczyłem każdą godzinę trzeźwości, pierwsze 100 było
      straszne, potem przyszły myśli, że już się dobrze w miarę czuję więc chyba mogę
      piwko. Na szczęście nie posłuchałem ich, mimo, że to AŻ BOLAŁO.
      Dzisiaj jestem WOLNY, nie wiem co będzie jutro, ale wiem jak dostrzec
      niebezpieczeństwo i jak mu przeciwdziałać. To wszystko dzięki terapii. Nie
      wspominałem nic o mitingach, ale powiem tylko tyle, że dodają sił nawet takiemu
      sceptykowi jak ja.
      Jestem trzeźwy – czyż to nie cudowne uczucie...
      Pozdrawiam.
      Ps
      Tą chorobę trzeba poznać, żeby z nią walczyć i jej nie ulec. Musisz znać
      swojego WROGA.
      • Gość: to_ja Re: wiedza to podstawa IP: 217.153.12.* 02.10.03, 08:57
        Rzeczywiście, ja też uważam, że podstawowa sprawa to poznać tę chorobę. Przez
        ostatnie pół roku „przemiatałam” Internet w poszukiwaniu wszelkich materiałów
        o alkoholizmie i trochę znalazłam. Są strony z opisami wpływu alkoholu na
        organizm człowieka od strony fizycznej i psychicznej, opisy faz choroby
        alkoholowej a nawet testy na stopień jej zaawansowania. Ale czy to wystarczy?
        To pytanie do tych, którzy byli na terapii i mają porównanie. Czy to jest ta
        sama wiedza, którą można zdobyć na leczeniu zorganizowanym? Czy
        jest „okrojona” i w jakim stopniu? A może to jest taka różnica jak między
        czytaniem książek podróżniczych a samym podróżowaniem?
        • semi_x Re: wiedza to podstawa 02.10.03, 09:18
          Witaj To_ja:-), ja chyba jestem jeszcze w powijakach, jeżeli chodzi o znajomość
          tego zagadnienia. Szczerze mówiąc, to miałam nadzieję, że osoby które tutaj
          zaglądają, a które doświadczyły problemów z własnym piciem, podzielą się swoją
          wiedzą. Każdy z nas czytając to samo, rozumie inaczej; słuchając tego samego,
          słyszy co innego. Już w tym są różnice a co dopiero, gdy porównujemy wewnętrzne
          odczucia.

          Pozdrawiam i życzę miłego dnia
          • Gość: to_ja Re: wiedza to podstawa IP: 217.153.12.* 02.10.03, 09:29
            Ja też jestem pełna obaw czy wiedza, którą mam jest rzetelna. Dlatego, między
            innymi, występuję na tym forum. Ponieważ jestem 'samoukiem', mam wątpliwości
            czy idę w dobrym kierunku. Z postów Hepika można wyciągnąć wniosek, że raczej
            nie. Ale dlaczego nie, tego już nie odkryłam. Więc dalej zadaję pytania,
            które, mam nadzieję, pomogą mi rozwikłać te wątpliwości. Pozdrawiam.
      • semi_x Re: kilka słów 02.10.03, 09:01
        Witaj,
        myslisz, że cała siła w rzuceniu picia tkwi w sile spotkań na mitingach czy
        rozmów z terapeutą?. Sama czuję, że masz w tym dużo racji. Ale jak już
        wspomniałam gdzieś na początku mojego postu, dla mnie ogromną barierę stanowi
        przełamanie własnego wstydu. Pomimo, że "dojrzewam" do tej myśli od jakiegoś
        czasu, to jednak nie potrafię się przełamać.

        Pozdrawiam serdecznie
        • natasza33 Re: kilka słów 03.10.03, 14:40
          jestem alkoholiczka
          pilam od 15 roku zycia
          raz mniej raz wiecej
          przez ostatnie 4 lata pilam codziennie
          nieduzo a czasem bardzo duzo
          zreszta, mam wrazenie ze wiecie dokladnie jak to wygladalo
          zmarnowalam kompletnie dwa lata swojego zycia
          od 4 miesiecy nie pije
          w podjeciu ostatecznej decyzji
          i wytrwaniu w postanowieniu
          pomoglo mi to forum
          i ty hepiku, dziekuje
          ale powiedz, bo wciaz nie rozumiem
          dlaczego niby mialoby mi sie nie udac bez AA?
          to-ja, semi...
          ja uwazam ze niektorzy moga ta walke stoczyc samemu
          moze jest trudniej
          ale nie ma wstydu /juz dosyc go bylo/
          cos za cos
          pozdrawiam, natasza
          i powiem wam jeszcze na koniec ze uroki niepicia sa tak duze ze szybko
          zaczynaja gorowac nad watpliwymi a jednak "urokami" picia
          powodzenia, trzymajcie sie


    • pivobela Re: kilka słów 03.10.03, 23:21
      Kochani
      Czytam Was(semi_x, to_ja,a zwłaszcza :hepika, kubka, stachu....)Wcześniejsze
      posty-też czytałam....innych również!
      To ja pivobela...jestem z Wami bo mam ten sam problem.Jedni z Was radzą ,inni
      tłumaczą(bo przeszli).Łączy nas to samo, alkohol.Fajnie jak coś ludzi łączy,
      prawda?Szkoda,że to...
      Mnie ten alk. łączy bardziej z tymi pierwszymi(paniami).Mam 30 lat.8 lat
      małżeństwa.Picia ...hmmm gdzieś od liceum(rok 90-ty).Łał 13 lat odchudzania
      się i wmawiania sobie(również),że nie piję ..jak inni, czyż to nie jest typowe?
      Jest i już, o tym wiem od kilku lat.!!!Ale po co gadać jak wszyscy znajomi
      piją?
      Tylko ciężko mi się przyznać przed innymi(mężem-bo sam ma ten problem, mamą -
      bo ne chcę jej się przedstawić w tym świetle)...I czytam te wasze posty od
      jakiegoś czasu i wiem, że AA czeka na mnie - bo sama nie dam rady...
      ...hopik 1 i kubek...przeczytałam chyba wszystko co pisaliście i już wiem ,
      że "tam" udać się muszę!Chciałam pomóc sobie sama...już nie umiem.
      Ostatnio nie piłam 3,5 miesiąca i było doskonale!!!I to ostatni raz, że sama
      sobie coś wytłumaczyłam...przyznaję, że już nie mam żadnej motywacji do nie -
      picia...I to mnie przeraża, jako osobę wykształconą!-Wszyscy(ups-prawie) tak
      się tu chwalą tym wykształceniem -jakby to zmieniało kwalifikacje choroby-ha
      ha ha!A to i ja!! A tu guzik!!!Wyleczyło kogoś wykształcenie? Nie !!!
      Truizmy.Wiem, ale piszę tak -bo czytam, że ktoś gdzieś studiuje albo coś
      skończył i to poprawia jego "image ".Mój nie poprawił i nie zrobił tego.Jestem
      alkoholiczką i to się liczy!!
      Aż głowa mnie od tego boli i pić się nie chce(ha ha ha-jakby tak było :-))) )
      ...to bym nie piła,a tak muszę :-))))
      Żarty.Piję bo muszę....okazało się , że już nie chcę...dziwne? Wiecie,że nie...
      Sami to znacie....
      Hepik, Kubek-znacie to, prawda?
      ,,Ja już nie szukam okazji, po co? Sama wypijam pivko w domu, otwieram
      komputerek i jestem szczęśliwa.....
      Zapominam o znajomych, a po co mam wymienić pościel dzisiaj? Jutro to zrobię,
      mąż i tak nie czuje ,że śpi 3 miesiące w tej samej,,a ja? Nie mam czasu!!!
      wymienić, przecież!!!Tak ciężko pracuję(to jedyna prawda)
      Tylko szkoda,że tak capi.... :-)))))..A On nie czuje i nie wie ,że ja mam
      problem!!!! Tylko ja wiem...Czemu On tego nie widzi?
      Bo mi tak wygodnie!!!??? Bo i On ma taki problem . ale mniejszy?
      ...........Nie! Bo ukrywałam jego(mój) problem przez kilka lat ...a potem
      okazało się , że to ja mam większy,,,też przez niego- ale sama to hodowałam i
      mam :-)))Ale nie powinnam zganiać na niego....Zgadzałam się na to ..no i mam...


      pozdrawiam Was wszystkich-nie szukam (jeszcze) wsparcia.Sama muszę dojść do
      AA. A dojdę tam -szybko -bo sama nie dam rady...Może za dzień, może za
      tydzień, może za dwa-kiedy znowu zasnę przy stole w knajpie i będzie mi wstyd..
      ....Znacie to przecież.
      całuję i życzę powodzenia Tym, którzy już zrozumieli

      ja jeszcze czekam
      ...Wiem,że tam muszę iść....wiem sama...Bo chcę mieć dzieci...a przecież nie
      chcę być taką matką jak , czasami z telewizora...ale jak jemu
      powiedzieć: "przecież Ty masz taki sam problem jak ja" ??Co zrobisz?- Wyśmieje
      mnie....
    • pivobela Re: kilka słów 03.10.03, 23:43
      I tak mi szkoda,że nie ma Was w tych godzinach kiedy ja wchodzę...Trudno...
      Ale wiecie, że to co pisałam, poprzednio, to nie jako trzeźwa jeszcze....
      niestety-chociaż świadoma i pamiętać będę!
      ...No tak bywa,,,Inaczej bym się nie ośmieliła...
      Chęć zrozumienia po Waszej stronie -forumowicze!!


      • 4friday Re: kilka słów 04.10.03, 19:29
        Zrozumienia... Na pewno masz je u mnie. Mam tak samo. Tez TO juz wiem. I ja tez
        pojde do AA. Zwlekam, jakos nadal czuje wiekszy wstyd przed takim spotkaniem,
        niz przed kolejnym porannym spojrzeniem w lustro... Nic to chwalebnego. Ale juz
        wiem, musze sie przelamac, dla siebie. Pozdrawiam.
        • Gość: kubek Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 05.10.03, 11:19
          Witajcie !!!
          Pierwszy kontakt z aa - 1996 rok , wstyd jak cholera,(specjalnie wybrałem
          grupę na drugim końcu miasta, a praktycznie poza miastem - bo nie daj Boże
          ktoś znajomy mnie zobaczy) tyle tylko że przedemną było jeszcze prawie 5 lat
          picia, w sumie trzy terapie i coraz większa degradacja - pierwsze słowa na
          pierwszym mitingu - spostrzeżenie znajomego "masz jeszcze co tracić" - jak
          najbardziej ja miałem jeszcze sporo do stracenia. Jedno co stało się wtedy to
          to że straciłem komfort picia - wiedziałem coraz więcej, widziałem coraz
          więcej, a jednak problem tak jakby dotyczył wszystkich innych , bo ja ja byłem
          lepszy - dobra praca , kochająca rodzina, dom , samochód tak miałem sporo i
          przez te lata to wszystko rozsypało się jak domek z kart... rodzina,
          dom ,praca wszystko poszło się ....(zdrowie - któś kto miał lub widział napady
          padaczki alkoholowej wie o czym mówię). Staram się nikomu nic nie doradzać -
          każdy wie i tak kim jest , a oszukać samego siebie się nie da...Co do AA ,
          różni ludzie różne poglądy różne charaktery i różne życiorysy - jak wszędzie
          ja wiem jedno na dziś nie piję i sporo aa zawdzięczam - choćby to że (kiedyś
          juz o tym pisałem) pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć że znalazłem paru
          prawdziwych przyjacół...
          pozdrawiam ;))
        • pivobela Re: kilka słów 05.10.03, 20:10
          napisz na mój adres.



          4friday napisała:

          > Zrozumienia... Na pewno masz je u mnie. Mam tak samo. Tez TO juz wiem. I ja
          tez
          >
          > pojde do AA. Zwlekam, jakos nadal czuje wiekszy wstyd przed takim
          spotkaniem,
          > niz przed kolejnym porannym spojrzeniem w lustro... Nic to chwalebnego. Ale
          juz
          >
          > wiem, musze sie przelamac, dla siebie. Pozdrawiam.
          • semi_x Re: kilka słów 05.10.03, 22:58
            Witaj :-) , miło, że tutaj zaglądnęłaś. Może to troszkę zbyt obcesowe ale
            pozwolisz, że zrobię sprostowanie co do swojej osoby. Nie napisałam o swojej
            uczelni po to by całemu światu to obwieścić, ale żeby pokazać wagę mojego
            problemu. Zajęcia na uczelni, jakiś tam kurs, teraz dodatkowa praca czyli pełna
            dyspozycyjność. Dodaj do tego odrabianie lekcji z dwójką dzieciaków ( tu staram
            się być trzeźwą) ..pomimo tego..mam czas na picie....na picie, na picie o wiele
            za dużo...o wiele.....Piszesz, ze brak Ci dalszej motywacji...a ja czytam, że
            masz problem z nadwagą. Ja też go mam, ale wiem, ze kilkanascie dni nie picia
            skutkuje kilkoma kg mniej. Tylko jak to zrobić, żeby nie pić? :-((((((. A może
            obie spróbujemy jakąś dietkę?. ..co Ty na to?. Osobiście lubię wyglądać...jako
            tako :-))))). I nie pisz, że to ostatni raz kiedy doszłaś do ładu sama ze
            sobą. Ja w zasadzie od tygodnia mam „mocne postanowienie poprawy”. Ale i tak
            skusiłam się dwa razy na lampkę wytrawnego wina i nie mam zamiaru z tego powodu
            popadać w depresję. Wiem tylko......, że dzisiaj zastanawiałam się co dla
            siebie kupić ..cos z alkoholi....i nie miałam na to ochoty. Po prostu na nic
            nie miałam smaku. Może jutro będzie inaczej. Może wypiję „wiaderko wódki”,
            nieważne. Ważne jest dzisiaj. Ja nie mam komfortu picia w domu. Mój maz prawie
            nie pije albo pije niewiele. Nie wiem, czy upija się raz do roku. Na jakiś
            imprezach pije kieliszek czy dwa. Ale jest jeszcze coś. Jest sex. I wtedy to on
            pozwala mi na..za wiele. Wtedy to ja kuszę.... a może jakieś wino, a może piwo
            Wymyślam cokolwiek...byle był powód do oficjalnego zakupu. Bo i tak ja wypijam
            większość. On wie, że wiele zdziałać nie może...więc lepiej jak ja jestem na
            tzw. humorku. Wtedy mniej boli bezsilność. Mnie mniej boli. A może to jego.
            Nieważne. Czytałam wiele postów zamieszczonych tutaj na forum. Widzę, że wiele
            osób sugeruje terapię w AA, ale ja na to jestem zbyt słaba. Wiem, że nie pójdę
            i wiem, że nie opowiem nikomu o swoim problemie. Podziwiam kubka, stachu czy
            hepika za ich silną wolę życia. Pokonali własny „środek”, mnie to tego brakuje
            odwagi ale ...musi być dobrze :-)))))).

            Pozdrawiam serdecznie
            • pivobela Re: kilka słów 08.10.03, 17:27
              semi_x Witaj ))))
              ten mój liścik to był trochę przesadzony i bardzo pod wpływem(5 browarków
              i..), jeżeli uraziłam, wybacz...W niedzielę ostatni raz piłam.Dosyć.Trzymam
              się ..4friday..-to też dzięki Tobie ))))
              Staram się motywować i wytrzymać, jak coś mnie zacznie ściągać do sklepu to
              zaraz dzwonię do mojej koleżanki terapeutki, zdążę, zdążę)))
              Rzuciłam też palenie-bo u mnie 1-dno przyciągało 2-gie.
              Co do tej nadwagi...to jest,ale nie taka straszna.Jak schudnę 3 kilo to będzie
              ok, ale ja chcę więcej,żeby ponosić jeszcze spodnie z liceum ;-))) i żeby mąż
              się cieszył,że znowu ma szkieletora w domu .
              Prawdą jest ,że te kilogramy to od alkoholu.
              Polecam Ci dietę Montigniaca(może znasz jak czytasz forum i np.fitness)

              To tyle.Pozdrawiam serdecznie.
              4friday-w skrzynce masz list :-))))
              • hepik1 Re: kilka słów 13.10.03, 13:09
                Hej,co tam u Was słychać dziewczyny?Pięć dni od ostatnich postów,weekend minął-
                wypadało by coś klepnąć po klawiaturze.Czy są jakieś nowe doświadczenia albo
                wnioski na przyszłość,co się udało a co nie z postanowień wcześniejszych.Przez
                jakiś czas powstrzymywałem się od pisania tutaj,co zresztą bardzo temu wątkowi
                dobrze zrobiło-tak bym zagadał i zalał swymi mądrościami a przez mój umiar :)
                parę mądrych rzeczy tu napisano.W tym czasie poawanturowałem się gdzie indziej
                i trochę mi ulżyło.Przypadkiem też trafiłem na kartkę,którą kiedyś otrzymałem
                podczas terapii pt."Lista sygnałów ostrzegawczych NAWROTU"I co tam
                piszą:1.Coraz większa liczba konfliktów z innymi ludźmi 2.Nieuzasadnione
                pretensje do wszystkich. 3.Irytowanie się na członków rodziny i przyjaciół bez
                powodu.4.Wzrost kontaktów z ludźmi,którzy nie wiedzą,że jesteś alkoholikiem i
                że się leczysz. 5.Odrzucanie pomocy innych"poradzę sobie sam"6.Zajmowanie się
                innymi a nie sobą.7.Uporczywe próby narzucania trzeźwości innym,złość na
                ludzi,którzy piją alkohol.I jeszcze parę innych.
                Oprócz tego,że parę rzeczy mi się przypomniało to jest to też jakiś przykład
                co daje albo co może dać terapia a może i jakaś odpowiedź na pytania postawione
                wyżej. Liczę oczywiście na reakcję z Waszej strony..Pozdr.
                • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 13.10.03, 14:37
                  Miło Cię widzieć Hepiku. Bez twoich kamyczków wrzucanych do ogródków - naszych
                  i nie tylko - to już nie to...

                  Mam, i owszem, nowe doświadczenia. Przez zasłonę mojej determinacji przebija
                  podstępna myśl, że już panuję nad nałogiem, że może z tym alkoholizmem to mi
                  się śniło?... A to prowadzi do.. wszyscy wiemy. WALCZĘ, oczywiście. Boże,
                  człowiek to jednak skomplikowana maszyna.. Tylko nam się zdaje, że rozumiemy
                  siebie, że wiemy, mniej więcej, na co nas stać. A potem jeden kroczek i równia
                  pochyła.. Mam nadzieję, że jednak nie zapomnę się, chociaż to właśnie staje
                  się powoli mój problem nr1, żeby się nie zapomnieć, żeby za bardzo nie
                  uwierzyć w swoją trzeźwość, nie ulec ułudzie normalności. Nie wiem czy to co
                  piszę ma dla was jakiś sens, nie bardzo nawet wiem jak to wyrazić ale to chyba
                  etap złudnego zadowolenia z siebie. Czy może ktoś jest w podobnej fazie? Albo
                  to już przerabiał?
                  • hepik1 Re: kilka słów 13.10.03, 20:22
                    Forum prywatne-Alkoholizm mój i wasz los-wątek -"nie piję prawie miesiąc"coś w
                    tym sensie.Tam przepisałem dalszą część tej kartki-i tam jest też jakaś
                    odpowiedź na postawione pytania wyżej.Zbieg okoliczności?
                      • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: 217.153.12.* 14.10.03, 11:17
                        Właściwie nie wiem skąd się bierze we mnie ta buta? Po lekturze kilku wątków z
                        forum Hepika, a lektura była naprawdę zajmująca i pouczająca, powinnam
                        przestać się okłamywać i ruszyć dziarskim krokiem do pobliskiej poradni. I to
                        szybko. Właściwie nie wiem czemu tego nie robię? Czy jestem na straconej
                        pozycji? Zaczynam wątpić..
    • pivobela Re: kilka słów 13.10.03, 23:31
      cześć
      od zeszłego poniedziałku nie piję, a od wtorku nie palę-to już tydzień.
      w euforię nie popadam , ale jak to miło nie bełkotać i nie podpalać jednego
      papierosa od drugiego.
      wreszcie wróciła mi energia.

      Ale dzisiaj zasnę myśląc o tej liście objawów, którą napisał hepik...hmmm
      dobranoc
        • semi_x Re: kilka słów 15.10.03, 00:25
          Nie wiem dlaczego ...ale czuję w Tobie ... hepiku „dobrego duszka”; możecie
          mnie zbesztać, ale to pierwsze skojarzenie jakie nasunęło mi się po
          przeczytaniu ostatnich postów. I tak zaglądam tutaj kilka razy na
          dzień ...dzisiaj jednak wróciłam od początku. Pivobela zaczęła wszystko „od
          nowa”, to_ja wzbudza( we mnie ) podziw swą konsekwencją....a ja?...cóż.....ja
          żyję..ot i tyle na temat. Daleka jestem od jakiejkolwiek
          euforii....pozdrawiam /semi
          • hepik1 Re: kilka słów 15.10.03, 10:55
            Wydaje się,że z tym "dobrym duszkiem"to trochę przesadziłaś ale nie powiem,mile
            łechce to moją próżność.Wogóle ten wątek jakiś podejrzany,same miłe rzeczy o
            mnie,do mnie i wogóle.Natasza pisze,że dzięki mnie cztery miesiące nie pije(też
            podejrzewam gruba przesada)w toji sieję wątpliwości,o semi już wspomniałem.Ale
            dzięki Bogu na tym i nie tylko na tym forum,jak i w całej przyrodzie istnieje
            równowaga i inni dbają bym nie uleciał gdzieś w obłoki.I bardzo dobrze zresztą.
            W sumie uważam,że nie moją rolą jest namawianie do "higienicznego "trybu
            życia,wiele rzeczy piszę dla siebie.To Wy jesteście dla dla mnie.A alkoholik
            musi też być egoistą.Trochę innym albo zupełnie innym niż w okresie gdy piłem
            ale jednak egoistą.I służy to temu by nie pić.A jeśli coś z tego wynika dobrego
            dla innych-to czego więcej chcieć?Przykład ostatni-z tą kartką z
            terapi.Przypadek sprawił,że porządkowałem papiery ale gdyby nie to forum czy
            ściślej ten wątek i pytania zadane,zapewne przełożyłbym ją tylko do innej
            szuflady.A tak przeczytałem,przepisałem, przypomniałem i pewne wnioski również
            dla siebie wyciągnąłem.A co najważniejsze podjąłem kroki by nawrót choroby się
            nie pogłębiał.Im dalej brnie się w trzeźwość zapominamy o podstawach,o rzeczach
            najbardziej prostych,które wydają się tak oczywiste,że same ulatują z pamięci.I
            taką rolę spełniają Wasze posty.Banalne pytania,podstawowe wątpliwości-na które
            Ja już dawno poznałem odpowiedzi.A tu się okazuje,że to wcale nie tak.
            To,że napisałyście o swoim problemie,że wiecie ,że coś nie tak, sprawia,że
            nigdy już nie będzie tak jak przedtem.Napewno droga ,choćby tylko na
            terapię ,jest zapewne jeszcze daleka.Mało kto a może nawet nikt nie robi tego
            za wcześnie.Do dentysty też niektórzy idą dopiero wtedy,gdy już bardzo
            boli.Najczęściej myślimy albo łudzimy się,że przejdzie samo(nie wiem ,czy to
            jest najlepszy przykład?-raczej taki męski)Tyle,że samo nie przejdzie,dziura
            może być tylko większa.A przy alkoholiźmie nie chodzi przecież tylko o
            ból,dochodzi wstyd,strach,niezrozumienie środowiska a nawet
            najbliższych,etc.Nie jest prawdą,że takimi"prawdziwymi" alkoholikami stajemy
            się z chwilą podjęcia leczenia choć tak postrzega to z 90 parę %
            społeczeństwa.Sąsiad leży przed swoją klatką schodową-,ludziska mówią,musiał
            mieć jakiś problem w pracy i musiał się napić,trochę przecholował ale przecież
            to nie alkoholik,dzieci ma czysto ubrane,zawsze się kłania-biedny taki.Inny
            zlał po pijaku żonę-ludziska mówią-musiał mieć jakiś powód,za darmo by jej
            przecież nie przyłożył.Ale gdy ludziska dowiedzą się,że facet się leczy,na
            jakieś mitingi chodzi z alkoholikami-no tak,ten to już jest "prawdziwy"
            alkoholik.Ciekawe co on musiał nawyrabiać,że go aż tak przycisnęło.I tak to
            wygląda.A panie mają jeszcze gorzej.I w swoim środowisku.I na leczeniu,bo tam
            większość facetów.A jedno z drugim się wiąże.Ciężko i trudno.Chyba raczej
            dzisiaj nie podbudowałem psychicznie.Ale to taka szala-waga.Po jednej i drugiej
            stronie trzeba ustawić odważniki.Na którąś stronę się w końcu przechyli. No to
            trochę sobie dziś pofilozofowałem.A i objętościowo nieźle.Tak jakoś naszło mnie
            dzisiaj.Pozdr.
            • semi_x Re: kilka słów 17.10.03, 08:51
              Nie przesadziłam :-), coś w tym jest, bo każdym czytaniu Twoich postów
              wytrzymuję przez jakiś czas nie myśląc o piciu. Mam dosyć silną osobowość i z
              trudem poddaję się na sugestie innych pomimo, iż mają całkowitą rację...znaczy
              się jestem "uparta jak osioł" :-)))a jednak dociera do mnie sens pisanych tutaj
              słow...Ale dzisiaj mam daleko mi dobrego humoru....problem w tym...że znowu za
              mną chodzi wizja wieczoru z lampką wina w ręce :-((, a jest dopiero 9-ta rano.
              Powinnam skupić się na pracy...i co tu wymyślić?
              Pozdrawiam /semi
                • semi_x Re: kilka słów 17.10.03, 10:48
                  Witaj :-)
                  zarzut?..czy stwierdzenie faktu?...bo i jedno i drugie nie ma podstawy do
                  stawiania takiego wniosku. Czyżby milej tu było widziane pisanie ...jaka to
                  jestem mocna osóbka i jakże twardo stoję przy swoim postanowieniu?

                  pozdrawiam/semi
                  • Gość: kubek34 Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 18.10.03, 10:45
                    semi_x napisała:

                    > Witaj :-)
                    > zarzut?..czy stwierdzenie faktu?...bo i jedno i drugie nie ma podstawy do
                    > stawiania takiego wniosku. Czyżby milej tu było widziane pisanie ...jaka to
                    > jestem mocna osóbka i jakże twardo stoję przy swoim postanowieniu?
                    >
                    > pozdrawiam/semi

                    Witaj !!!
                    Nie nie zarzut po prostu doświadczenie :)) - jak Twoje postanowienie...
                    pozdr...

                    • semi_x Re: kilka słów 19.10.03, 23:29
                      witaj :-)
                      hmm...jest niedziela, 23.30, czyli jak to mawiają.. "już po bólu", nie wiem
                      dlaczego ale te dwa wolne dni są najgorsze. Na razie się trzymam, ale jest :-
                      (((. Żeby było mi "łatwiej", to mąż kupił alkohol do domu, tak na wszelki
                      wypadek jakby ktoś przyszedł. Nie powiem, żeby świadomość stojących butelek w
                      barku działała uspakajająco :-(((. Niestety to ja wiem, że nie powinno być w
                      domu ani grama czegokolwiek. Humor w skali 1-10...jeden...
                      Pozdrawiam/semi
                      • Gość: kubek34 Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 20.10.03, 08:16
                        semi_x napisała:

                        > witaj :-)
                        > hmm...jest niedziela, 23.30, czyli jak to mawiają.. "już po bólu", nie wiem
                        > dlaczego ale te dwa wolne dni są najgorsze. Na razie się trzymam, ale jest :-
                        > (((. Żeby było mi "łatwiej", to mąż kupił alkohol do domu, tak na wszelki
                        > wypadek jakby ktoś przyszedł. Nie powiem, żeby świadomość stojących butelek
                        w
                        > barku działała uspakajająco :-(((. Niestety to ja wiem, że nie powinno być w
                        > domu ani grama czegokolwiek. Humor w skali 1-10...jeden...
                        > Pozdrawiam/semi

                        Witaj !!!
                        No cóż kupowanie alkoholu "na wszelki wypadek" to chyba nasz polska tradycja...
                        Wiem jednak po sobie że i bez niego da się wytrzymać, chyba że "przyjaciele"
                        odwiedzają nas tylko z tego powodu - ale od takich "przyjaciół" uchowaj nas...
                        pozdr.

                        • semi_x Re: kilka słów 20.10.03, 10:29
                          Witaj:-)
                          a czy kultywowanie tej "tradycji", nie mogłoby sie obyć bez mojego udziału. I
                          gdzie ten stereotyp ogólnego myslenia, skoro to facet kupuje alkohol by sobie
                          odleżał swoje, a kobieta chodzi i myśli..wziąć..nie wziąć..

                          pozdrawiam/semi
                          • Gość: kubek34 Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 20.10.03, 10:51
                            semi_x napisała:

                            > Witaj:-)
                            > a czy kultywowanie tej "tradycji", nie mogłoby sie obyć bez mojego udziału.
                            I
                            > gdzie ten stereotyp ogólnego myslenia, skoro to facet kupuje alkohol by
                            sobie
                            > odleżał swoje, a kobieta chodzi i myśli..wziąć..nie wziąć..
                            >
                            > pozdrawiam/semi



                            A czym sie różni uzależniona kobieta(o ile wie że ma taki problem) od
                            uzależnionego faceta(więcej mu ujdzie - czyżby ?)....., a na kultywowanie
                            tradycji i Ty chyba też masz jakiś wpływ :)
                            pozdr.
                            • semi_x Re: kilka słów 21.10.03, 12:30
                              Żeby można było tak ująć, jest winny czyli on za mnie odpowiada, ojj..hepiku :-
                              ), nie "wypuszczaj" mnie. I ja wiem, i Ty wiesz, że tylko sami za siebie
                              odpowiadamy. Ale faktem jest, że niestety mąz nie widzi jak bardzo jest źle i
                              może w tym tkwi jego "wina". Ktoś tu na forum, w jednym z wątków napisał, że
                              też popija tylko wieczorami, a cały dzień bez w zasadzie nie myśli o alkoholu.
                              I wobec tego jemu daleko do uzależnienia. Ja też piję..ups...piłam :-), w
                              zasadzie tylko wieczorami. Może dlatego moja rodzina nie widzi problemu, bo
                              mało kiedy widziała mnie "wesolutką". A może mężczyźnie trudno jest pogodzić
                              się z faktem nadmiernego picia przez własną żonę i woli jakoś to sobie
                              wytłumaczyć. Sama nie wiem co o tym myśleć.
                              Kubek napisał..."A czym sie różni uzależniona kobieta(o ile wie że ma taki
                              problem) od uzależnionego faceta(więcej mu ujdzie - czyżby ?)"... więcej jej
                              nie ujdzie, ale chyba przynosi to jej większy wstyd niz meżczyźnie. Facet
                              słaniający się na nogach wzbudza co najwyżej politowanie, a o kobiecie mysli
                              się z niesmakiem i zażenowaniem.

                              pozdrawiam/semi
    • pivobela Re: kilka słów 20.10.03, 21:48
      Witajcie
      Dalej nie piję i jak dobrze się czuję to chyba wiem tylko ja i Bozia(o ile na
      mnie spogląda jeszcze)hi,hi
      U mnie w domu alkohol spoczywa grzecznie w butelkach, nie ciągnie mnie.Hmm..
      nawet nie mogę patrzeć na niego.Wystarczy jak sobie przypomnę co było po jego
      spożyciu.
      Staram się też wychodzić na 'imprezki' ze znajomymi, którzy spożywają.Nie piję
      z nimi, ale nie przeżywam katuszy z tego powodu.Jest mi dobrze.Mogę normalnie
      (wreszcie) funkcjonować.Nie chodzę rozdrażniona i nie wściekam się na wszystko.
      Dzięki temu,że nie piję to w sumie zaczęłam wychodzić do ludzi,spotykać
      się.Mąż jakiś taki lepszy się wydaje...
      Wcześniej siedziałam sama w domu i piłam ze sobą .
      Od jutra na siłownię.W końcu mam czas.ha ha.Bo normalnie to byłam bardzo
      zajęta (gdzieś od 17) obalaniem pivek...
      Nie poszłam jeszcze do AA,jak długo dam radę sama się motywować?Nie wiem.
      Telefon do terapeuty mam zawsze przy sobie...bo liczę się z tym,że może
      nadejść taka chwila, 'aaa ten jeden raz mi nie zaszkodzi'.
      A ja nie mogę już dać szansy alkowi.
      pozdrawiam
      • 4friday Re: kilka słów 20.10.03, 21:57
        Prawda, ze czlowiek ma duzo czasu, kiedy nie pije? A jaka to przyjemnosc budzic
        sie bez kaca, co? Bardzo sie ciesze, ze nie pijesz, tak trzymaj!. Pozdrawiam!
        • Gość: kubek34 Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 21.10.03, 09:21
          Witaj !!!
          Kilka słów - uważasz że jesteś ns tyle mocna że alkohol trzymasz w zasięgu
          ręki - może, wychodzisz na imprezy w jakich uczestniczyłaś wcześniej i to na
          Ciebie nie działa - może :)) z tym że ja w to nie wierzę i predzej czy później
          nawet telefon do terapeuty nie pomoże...
          ps. w sumie to moja i tylko moja opinia z tym ze poparta doswiadczeniem :((
          • pivobela Re: kilka słów 21.10.03, 19:37
            Kubek..wylałeś na mnie kubeł zimnej wody,dziękuję:-)
            Nie pisałam ,że jestem 'mocna',nie mniej, cieszę się,że pierwszy raz
            coś sobie uświadomiłam i trzymam się mocnego postanowienia.
            Wcale nie jestem pewna wygranej,tryumfować nie będę-bo jeszcze nie mam nad
            czym.Jak minie pół roku to napiszę,że mam mały sukces... nad którym muszę
            pracować.
            AA- nie odrzucam.Dojrzewam,żeby zadzwonić.Mam nadzieję, że nie będzie za późno.
            W różnym stopniu dosięga nas ta choroba, różne mamy doświadczenia i oby Twoje
            złe proroctwo:'nawet telefon do terapeuty nie pomoże...'- nie sprawdziło się..
            Ja tylko się cieszę,że trochę mi wychodzi i dzielę się z Wami.
            Ale jestem Ci wdzięczna za ten zimny prysznic...Może szybciej niż sama myślę-
            zadzwonię tam :-))) Dzięki
            • hepik1 Re: kilka słów 21.10.03, 20:36
              Przed chwilą przeczytałem,że słoń to zwierzę naturalne i ma pełną kontrol przy
              spożyciu (żłopaniu piwa)bo pije tylko do czasu aż mu się ugną kolana,potem
              przestaje.Dlatego już dzisiaj żadnego postu nie mogę traktować poważnie.Bo
              teraz nawet nie wiem,czy pivobela pisze na poważnie i kiedy to robi.I cóż to za
              terapeuta dał nr telefonu naszej koleżance?
              • pivobela Re: kilka słów 21.10.03, 21:51
                Traktuj posty jak chcesz.Poważnie,lub nie :-))))
                Terapeuta jest moim znajomym.

                Jakie to ładne o tym słoniu, a może coś o małpce?
                ))))))))))))))))))))))))))))

                • pivobela Re: kilka słów 21.10.03, 23:26
                  Żartowałam z tą małpką.
                  Ale czemu jak ktoś tu się cieszy,że nie pije, a jeszcze nie poszedł do AA
                  to mu się 'wklepuje do łba', że to się na pewno nie uda!!!
                  Czy na spotkaniach AA też panuje takie czarnowidztwo?
                  Ja wiem,że weterani w walce z alkoholem, niejedno przeżyli, widzieli i czytali,
                  i są już znużeni 'odkryciami'kolejnych tu przychodzących alkoholików,aktualnie
                  nie-pijących.
                  Czy optymizm(nie euforia),chęć wiary w siebie,że się uda-to brzmi tak mało
                  poważnie???Wręcz nieprawdopodobnie?
                  Nie można nikomu odbierać nadziei(choć matką głupich).
                  Oczywiście,że wiem-"że nie wiem"-do końca- jakie pułapki mogą być przede
                  mną.Dla tego ważne są dla mnie uwagi tych,którzy tu są długo i radzą.Po to tu
                  piszę o sobie i moim problemie.
                  Ale można radzić,przedstawiać zagrożenia, a tchnąć,jednocześnie, w tego kogoś
                  trochę ..dobrą energią?
                  Chyba,że już się nie chce,a może na tym forum nie można się niczym cieszyć- bo
                  jego radość zostanie zironizowana przez weteranów.
                  Tu tylko nowicjusze się najbardziej wspierają.

                  Może się mylę..ludzka to rzecz.Przecież ja raptem nie piję 2 tygodnie i
                  potrzebuję wsparcia jak każdy(nie chodzi mi o przyklaskiwanie i pisanie -
                  bravo,ślicznie pivobelu,że nie pijesz-grzeczna dziewczynka).
                  Co dzień tu zaglądam i czytam co piszą inni o swoich problemach, a jak inni
                  ich wspierają.

                  I tak, zasnę sobie w poczuciu mojego nie?powodzenia w walce z alkoholem i ,że
                  moje posty poważne- nie są.

                  Pozdrawiam serdecznie
                  • hepik1 Re: kilka słów 22.10.03, 05:15
                    Specjalnie dla pivobeli wyciągnąłem stary wątek,którego przez pewien czas się
                    wstydziłem,okazuje się ,że nie do końca słusznie.Mam nadzieję,że zrozumiesz o
                    co mi chodziło i chodzi teraz.Jest on też ciekawy z tego względu,że pisał tam
                    nawrócony:),który jest na tym forum do dzisiaj,pod trochę innym nickiem:)
                  • Gość: kubek34 Re: kilka słów IP: *.ld.euro-net.pl 22.10.03, 07:47
                    Witaj !!!
                    Coż gorzkie słowa, ale masz poniekąd rację (przynajmniej co do mojej skromnej
                    osoby), tyle że nie "napewno Ci się nie uda" lecz prawdopodobieństwo że nie
                    będziesz piła jest nikłe...
                    Co do przeżyć i obserwacji to prawda, niejedno widziałem (i dalej widzę)
                    i niejedno przeżyłem, dlatego kiedy robisz to samo co ja przed paroma laty, po
                    sobie wiem że szanse na to byś tak naprawdę przestała pić są prawie żadne (w
                    szczególności dotyczy to imprez,gdzie jak piszesz czujesz się dobrze przy
                    alkoholu i z ludzmi którzy piją, w sumie rozumiem że to Twoi znajomi tyle że w
                    te dobre samopoczucie nie wierzę i nigdy nie uwierzę.
                    Sam przeszedłem aż trzy różne terapie z których dwie spowodawały tylko tyle że
                    moje picie stawało się coraz bardziej destrukcyjne, nie wiem czy się
                    orientujesz na czym polega naprawdę dobra terapia prowadzona przez osobe ktora
                    zna problem(dwie pierwsze które przeszedłem były prowadzone przez
                    przypadkowych osobników o czym dziś doskonale wiem), ale o jednym mogę Cie
                    zapewnić nie na głaskaniu i dodawaniu wiary w to że teraz Ci się uda. Ironia -
                    daleko mi do niej tak kiedyś jak i teraz. Na wspieranie oparte na tekstach w
                    rodzaju jak fajnie ze trzymasz w barku alkohol i nie pijesz , ale masz silną
                    wolę raczej bym nie liczył od osób które są alkoholikami i o tym wiedzą (wola
                    silna czy słaba nie ma nic wspolnego z alkoholizmem)
                    pozdr..
                    ps. to ze nie pijesz cieszy tak mnie jak zapewne jeszcze parę osob z tego
                    forum (możesz mi wierzyć), tyle ze robisz to na dziś za zasadzie
                    zaciskania .... i dopuki nie zaczniesz poważnie brać się za siebie i za swój
                    problem nie uwierzę że masz już dość picia

      • semi_x Re: kilka słów 21.10.03, 12:36
        gratuluję:-), chyba to ja jestem jakaś "nienormalna" skoro patrzę zgłodniałymi
        oczami na butelki :-))). A moze po prostu siedzę głębiej w tym błocie. Napisz
        jeszcze jak będą Ci mijac kolejne dni.

        pozdrawiam/semi
    • Gość: pchelek Re: kilka słów IP: 195.187.99.* 21.10.03, 14:31
      czytam i czytam i sobie przypominam swoją wyboistą drogę do trzeźwego życia.
      W sumie to ok. 20 lat [wypróbowane wszelkie metody leczenia, silne wole,
      akupresury, hipnozy i tym podobne bzdety]. A od 14 lat terapia - dopiero AA w
      połączeniu z terapią dały efekty.
      A kto ma wątpliwości to niech wie, że w roku 2000 był w USA kongres AA [i ja
      tam byłem] gdzie na stadionie zebrało się 80.000 takich jak ja. Z całego świata.
      Dla tej jednej wizyty na stadionie warto było iść do AA. Ja też ich uważałem za
      sektę, wariatów, nawiedzonych.
      • Gość: jaga Re: moje trzy grosze IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.10.03, 19:13
        Chciałabym przypomnieć tezę, którą - jeśli się nie mylę - Panowie też
        popieracie, że ważny jest każdy dzień bez alkoholu. W końcu od czegoś trzeba
        zacząć aby móc liczyć tygodnie, miesiące i lata przeżyte w trzeźwości.
        Piszę to po to, aby woda w kuble choć raz nie była aż tak zimna.
        W pełni zgadzam się z treściami zawartymi w wypowiedziach Panów lecz z jednym
        wyjątkiem - nie podnosiłabym tutaj kwestii w odniesieniu do roli męża Semi.
        Być może nigdy nie miał styczności z problemem alkoholu, jest mu obcy i nie
        potrafi jeszcze dojrzeć zagrożenia. Przecież tak też bywa.
        Mogę tak mówić na podstawie własnych obserwacji, przeżyć, doświadczeń. Gdyby
        tak zebrać to co w pierwszych postach pisały Semii, To_ja a później Piwobella,
        to jest dokładnie to co słyszałam przed wieloma laty z ust męża. Myślenie
        alkoholowe przebiega tak samo zarówno u kobiet jak i u mężczyzn i tak naprawdę
        płeć nie ma tu nic do rzeczy /co też potwierdza się na forum/.
        Mąż, alkoholik, pijący ciągami, aktualnie zaszyty /to jego decyzja - moim
        zdaniem bez sensu i ja na to wpływu nie miałam o czym zresztą już była mowa na
        forum/, nie pije ponad miesiąc. Obecnie jest w fazie ożywienia, rozbudzenia
        uczuć - tak oceniam a Panowie wiedzą o czym mówię /wrażliwość, uczuciowość,
        chęć przytulenia całego świata do serca.../. Co będzie dalej, czy podejmie
        terapię tak jak deklarował - nie wiem, ma jeszcze co tracić. W każdym bądź
        razie, od długiego już czasu nie słyszałam "nie zakładam, że już ani kropelki
        do końca życia" /ktoś tutaj też wypowiedział te słowa/, chyba oswaja się z
        myślą, że jednak do końca życia już nic. A w dawnych latach ileż to było mowy
        o silnej woli, o poradzeniu sobie bez jakiejkolwiek pomocy, o tym, że
        przebywanie na imprezach wśród pijących nie przeszkadza, że widok butelki nie
        robi wrażenia itd itp - znacie to. Były też mowy o niemożności obnażenia się
        wobec innych, obcych - przecież to okrutny ekshibicjonizm. Słyszałam też o
        braku możliwości i czasu na terapię, że nic wielkiego się nie dzieje, że pije
        za swoje, było wyznaczanie sobie ilości a także terminów itd. Tak, Miłe Panie,
        mogę otwarcie powiedzieć, że to co piszecie znam, to wszystko się powtarza,
        schematy są te same. I tak naprawdę jesteście jeszcze na początku drogi, tyle
        tylko, że może ona gwałtownie, w każdej chwili zacząć stromo opadać w dół.
        Uwierzcie wszystkim, którzy naprawdę dobrze Wam życzą, że im szybciej
        podejmiecie terapię /o różnych jej formach też już była mowa/ tym będzie Wam
        łatwiej wyjść na prostą. Nie róbcie swoim bliskim, którzy Was kochają,
        większej krzywdy. Pozwólcie sobie pomóc.
        Pozdrawiam.
    • pivobela Re:bardzo poważnie 23.10.03, 00:27
      Jeszcze raz...bardzo poważnie.
      Jestem alkoholiczką.Piłam tak samo jak pijaczki pod sklepem tylko w lepszych
      warunkach.Oni rozbijali sobie nosy na płytach chodnikowych, a ja głowę na
      płytkach łazienkowych.Ich widzieli wszyscy-mnie nikt.Różnica między ich
      piciem ,a moim to tylko-komfort jaki ja miałam...
      Nie piję 2 tygodnie i 1 dzień.Będę liczyć każdy dzień.I każdym będę się
      cieszyć , jakby to był pierwszy dzień mojego życia.
      Wierzę,że mi się uda-bo nie chcę pić, mam dosyć, przede mną wiele rzeczy,które
      muszę zrobić(chcę), a alkohol mi w realizacji ich przeszkadza-uniemożliwia.
      Wiele już straciłam(zdrowie,przyjaciół,czas).
      Każda rada,pomoc-jak najbardziej mile widziana.Także ta,która jest dla mnie
      zimnym prysznicem...
      Tylko na Boga!Radą nie są słowa' wątpię,że Ci się uda'....(powtarzam się,
      sorry Kubek), gdzieś mnie to ubodło, jak i to czy piszę poważnie(Hepik).
      Ja zawsze wierzę w drugiego człowieka.Każdemu powinno się dać szansę,choćby
      błądził na początku.Inaczej już bym się dawno rozwiodła)))Jakoś trzeba
      zacząć 'nową drogę'.
      Niektórzy mają 'początki'za sobą od kilku lat i teraz są mądrzy(to nie
      złośliwość,podziwiam i gratuluję)
      Dlatego tu jestem i chcę dać sobie pomóc(Jago).
      Pisałam już,nie odrzucam AA...Ale czy weterani nie dojrzewali do decyzji
      pójścia tam?Czy Was czasami nie kierowały tam :mamy,żony,znajomi?
      Ja,że powinnam iść do AA doszłam sama,zanim mi to tu napisano(tylko jeszcze
      nie umiem-chcę trochę się oswoić). A weterani piszą,że nie zdążę zadzwonić do
      terapeuty ...pocieszające,może znacie mnie lepiej,ale nie sądzę.

      Nie jest to taka prosta decyzja dla psychiki alkoholika.

      Mój mąż się ze mnie śmieje, "jaki Ty masz problem z alkoholem, pij po prostu
      mniej.2 piva i koniec.To twoje lenistwo nad ćwiczeniem silnej woli,przecież ty
      nie pijesz tygodniami,musisz tylko sobie powiedzieć 2 i koniec, jakie
      AA,żabko, ty??? On tego nie rozumie, ja zrozumiałam.
      A co do tych ,nieszczęsnych imprez,Kubku...Wierz czy nie-nie męczę się na
      nich,ale też nie napisałam,że są dla mnie super przyjemne.Jak się towarzystwo
      popiło i koniec z normalnym artukułowaniem wyrazów-dobranoc,kluczyki,samochód
      i do domciu.Ale ja nie mogę zamykać się w domu i nie wychodzić nigdzie z mężem-
      bo On i znajomi piją, i są 'be',a ja nie. Raptem nie wymienię pijących
      znajomych na niepijących-to nie park maszynowy.To moja walka o lepsze życie...
      Wina mężowi też nie wyleję bo jakim prawem- i uwierz mi-ja tego wina nie
      widzę, nie ma go dla mnie. Mam nadzieję,że mylisz się z tym zaciskaniem...
      Może ja naprawdę nie chcę pić i mam tak dosyć...

      Aaa,wiecie czego się boję w AA,że jak mi się tam nie uda,coś będzie nie tak,to
      będę żyła ze świadomością, że tyko sama mogę sobie już pomóc.A tak ,jeszcze
      jest na odwrót :)))

      \jak słowo 'weterani' brzmi źle -to przepraszam.. /
      • hepik1 Re:bardzo poważnie 23.10.03, 05:29
        Czuję się wywołany do tablicy.Nie wiem czy w końcu zapoznałaś się z specjalnie
        dla Ciebie wyciągniętym wątkiem"Nie jestem alkoholikiem" Ten mój tekst jest tak
        absurdalny-przecież każdy powie,no jak facet może mówić ,że nie jest jak jest
        alkoholikiem.Ale już z innych postów wynika,że tacy ludzie są-którzy tak
        mówią i tak myślą.I teraz jak taki tekst potraktować ?Poważnie czy nie poważnie?
        A jak potraktować Twoje posty?Raz jest dramatycznie i prawdziwie-choć albo
        dlatego,że pod wpływem,potem euforycznie a nawet z pretensjami,że nikt Cię nie
        chwali.A teraz piszesz,że wiesz,że nie wiesz wszystkiego,
        To nie jest tak,że stary doświadczony alkoholik chce Cię za uszy wyciągnąć z
        nałogu.Nie jest też tak,że stary ,doświadczony alkoholik chce Cię jak
        najszybciej pogrążyć w nałogu.I to musisz zrozumieć.To jest tylko Twój
        problem.A jeśli tu piszesz to znaczy,że oczekujesz reakcji z strony innych?I co
        my starzy,doświadczeni mamy Ci napisać abyś nie odebrała tego jako atak?
        Dlaczego ja nie mogę mieć wątpliwości,czy to jest na poważnie-jeśli piszesz,że
        masz kolegę terapeutę,z którym rozmawiałaś i który dał Ci nr tel.na wszelki
        wypadek?Chyba ,że on jest fizjoterapeuta.Abecadło ,elementarz Falskiego-Ola ma
        kota:
        zwłaszcza na początku abstynencji,w pierwszym okresie ważne będzie dla Ciebie:
        1.Unikał miejsc,w których kiedyś pijałeś
        2.Nie chodził do restauracji,lokali itp. w których podaje się alkohol
        3.Nie brał udziału w spotkaniach towarzyskich,o których wiesz,że podaje się alk.
        4Nie uczestniczył w spotkaniach rodzinnych,w czasie których podawany jest alk.
        (np.chrzciny,wesela,imieniny)
        5.Nie trzymał alkoholu"pod ręką"
        I w tym miejscu zawsze robi się wrzawa na terapiach.No jak to można nie iść na
        urodziny matki?Ale to już zupełnie inny temat.
        I tylko tyle.To starał się przekazać Kubek,ja ,inni.
        Jeśli widzisz 3 letniego malca,biegnącego z stromej górki na ,której są ostre
        kamienie-co można pomyśleć-wywali się jak amen w pacierzu,tak?Jeśli to będzie
        Twoje dziecko,to będziesz wrzeszczeć Stój,zatrzymaj się,bo zaraz się wywalisz i
        skaleczysz.A chłopczyk pomyśli: Dlaczego ja bym się miał wywalić,jeśli potrafię
        biegać i wcale się nie chcę wywalić?A jak już się w końcu wyłoży myśli
        Ciekawe,skąd ona to mogła wiedzieć?Reasumując-nie masz 3 lat ,my nie jesteśmy
        ani mamą ani tatą,pytałaś ,odpowiadaliśmy.I nie ma tu żadnych ukrytych złych
        intencji.pozdr
        • Gość: kubek34 Re:bardzo poważnie IP: *.ld.euro-net.pl 23.10.03, 09:22
          hepik1 napisał:

          > Czuję się wywołany do tablicy.Nie wiem czy w końcu zapoznałaś się z
          specjalnie
          > dla Ciebie wyciągniętym wątkiem"Nie jestem alkoholikiem" Ten mój tekst jest
          tak
          >
          > absurdalny-przecież każdy powie,no jak facet może mówić ,że nie jest jak
          jest
          > alkoholikiem.Ale już z innych postów wynika,że tacy ludzie są-którzy tak
          > mówią i tak myślą.I teraz jak taki tekst potraktować ?Poważnie czy nie
          poważnie
          > ?
          > A jak potraktować Twoje posty?Raz jest dramatycznie i prawdziwie-choć albo
          > dlatego,że pod wpływem,potem euforycznie a nawet z pretensjami,że nikt Cię
          nie
          > chwali.A teraz piszesz,że wiesz,że nie wiesz wszystkiego,
          > To nie jest tak,że stary doświadczony alkoholik chce Cię za uszy wyciągnąć z
          > nałogu.Nie jest też tak,że stary ,doświadczony alkoholik chce Cię jak
          > najszybciej pogrążyć w nałogu.I to musisz zrozumieć.To jest tylko Twój
          > problem.A jeśli tu piszesz to znaczy,że oczekujesz reakcji z strony innych?I
          co
          >
          > my starzy,doświadczeni mamy Ci napisać abyś nie odebrała tego jako atak?
          > Dlaczego ja nie mogę mieć wątpliwości,czy to jest na poważnie-jeśli
          piszesz,że
          > masz kolegę terapeutę,z którym rozmawiałaś i który dał Ci nr tel.na wszelki
          > wypadek?Chyba ,że on jest fizjoterapeuta.Abecadło ,elementarz Falskiego-Ola
          ma
          > kota:
          > zwłaszcza na początku abstynencji,w pierwszym okresie ważne będzie dla
          Ciebie:
          > 1.Unikał miejsc,w których kiedyś pijałeś
          > 2.Nie chodził do restauracji,lokali itp. w których podaje się alkohol
          > 3.Nie brał udziału w spotkaniach towarzyskich,o których wiesz,że podaje się
          alk
          > .
          > 4Nie uczestniczył w spotkaniach rodzinnych,w czasie których podawany jest
          alk.
          > (np.chrzciny,wesela,imieniny)
          > 5.Nie trzymał alkoholu"pod ręką"
          > I w tym miejscu zawsze robi się wrzawa na terapiach.No jak to można nie iść
          na
          > urodziny matki?Ale to już zupełnie inny temat.
          > I tylko tyle.To starał się przekazać Kubek,ja ,inni.
          > Jeśli widzisz 3 letniego malca,biegnącego z stromej górki na ,której są
          ostre
          > kamienie-co można pomyśleć-wywali się jak amen w pacierzu,tak?Jeśli to
          będzie
          > Twoje dziecko,to będziesz wrzeszczeć Stój,zatrzymaj się,bo zaraz się
          wywalisz i
          >
          > skaleczysz.A chłopczyk pomyśli: Dlaczego ja bym się miał wywalić,jeśli
          potrafię
          >
          > biegać i wcale się nie chcę wywalić?A jak już się w końcu wyłoży myśli
          > Ciekawe,skąd ona to mogła wiedzieć?Reasumując-nie masz 3 lat ,my nie
          jesteśmy
          > ani mamą ani tatą,pytałaś ,odpowiadaliśmy.I nie ma tu żadnych ukrytych złych
          > intencji.pozdr

          Witaj !!!
          W sumie masz tu wszystko jak na tacy - i jeszcze jedno moje wątpię dotyczyło
          nie tego czy Ci się uda przestać pić - problem widzisz sama i wiem że
          wcześniej czy później pić przestaniesz - ile tego że nie skończysz z piciem
          robiąc to co dziś
          ps. najbardziej, co podkreślił już hepik drażliwy temat - jak to a znajomi,
          rodzina, przyjaciele i wszystko to mam odłożyć na jakoś czas na półkę...i to
          już Twoja decyzja co zrobisz i jak zrobisz tyle że uwierz na słowo
          uczestnicząc w tego typu przyjeciach imprezach czy jak to zwać na początku tej
          drogi w zasadzie pozbawiasz się szans na to by nie pić
          pozdr....
        • Gość: pivobela Re:bardzo poważnie IP: 217.153.168.* 23.10.03, 09:57
          Hepiku...
          Twój tekst czytałam zanim cokolwiek na tym forum napisałam.Wielokrotnie.Bardzo
          obrazowe i"wchodzi do łba".
          ----------------------------------
          Nie sugeruj ,że piszę posty pod wpływem.
          Potwierdza się moja obawa,że tu cieszyć się nie można -bo tylko post
          dramatyczny jest dla Ciebie prawdziwy.
          Nie są euforyczne tylko optymistyczne-zawsze byłam osobą pogodną i żartuję
          kiedy się da...
          Nie odbieraj niczego z mojej strony jako pretensje-lepiej jako uwagi.Może tak
          odbierasz-bo mnie nie znasz,net zawsze skrzywia)))W którym momencie mam
          pretensje,że mnie nie chwalą? Uwaga dotyczyła nie skazywania z góry na
          niepowodzenie.
          Nie śpiesz się i poczytaj dokładnie co napisałam(jak chcesz).Chyba,że nie
          masz czasu-to nie odpisuj Hepiku wcale, przepraszam.Mam wrażenie ,że piszesz
          to samo ...za często i każdy przypadek jest dla Ciebie podobny i nie ma co się
          wysilać.(bez urazy, a może popadłeś trochę w rutynę, co?)

          Nie napisałam,że rozmawiałam z kolegą -terapeutą i dał mi telefon na wszelki
          wypadek-nie zgaduj.Znam tą osobę kilka lat i tel.mam. Głupio mi jeszcze
          zadzwonić-bo to znajomy...

          To źle,że się przyznaję'wiem,że nie wiem wszystkiego'? Znasz takich co wiedzą?

          Widzisz,to co w tych punktach wymieniłeś to dla mnie ciekawe.Myślałam,że jak
          się jest twardym i chodzi na imprezy to dobrze.Źle mi tam nie było..ale
          postaram się je odpuścić.
          ----------------------------------
          Muszę lecieć do pracy.Hepiku-ja jestem wdzięczna za wszystko co piszecie
          (zanim pójdę do AA),nie obrażaj się za rutynę,a pomyśl o tym.

          pozdrawiam serdecznie
          euforyczna pivobela , hi hi :))))
      • hepik1 Re: kilka cytatów 23.10.03, 10:31
        23.10.2003"...nie sugeruj,że piszę posty pod wpływem..."
        3.10.2003"...Ale wiecie,że to co pisałam,poprzednio,to nie jako trzeźwa
        jeszcze...niestety-chociaż świadoma i pamiętać będę..."
        8.10.2003"...ten mój liścik to był trochę przesadzony i bardzo pod wpływem(5
        browarków i... jeżeli uraziłam,wybacz.W niedzielę ostatni raz piłam..."
        Mam nadzieję,że po powrocie z pracy odpiszesz.Ja nie jestem ani urażony ani
        obrażony.Ja rozumiem.Tylko czasami mam wątpliwości czy coś jest na poważnie czy
        nie na poważnie.
        • Gość: pivobela Re: kilka cytatów IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.10.03, 11:44
          Hepiku

          Czy Ty bierzesz 'na poważnie' moje słowa,że już nie piję 2 tygodnie i 2 dni?
          Przytaczasz te pościki-gdzie się przyznaje,że piłam pisząc je.I czego one,
          według Ciebie dowodzą,że napewno kłamię z tym,że już nie piję?

          Hepiku, Ty nie czytasz moich postów ,Ty je oglądasz))))
          Wystarczy prosty rachunek matematyczny i wiara w chęci drugiego człowieka.
          Nie piszę tutaj 'pod wpływem 'od 16 dni.Nie zauważyłeś? Cały czas moje słowa
          brzmią pijanie?Hmmm. Myślisz,że przyszłam tu z nudów i robić sobie jaja?

          Hepiku?A właściwie ...co Ty tam dzisiaj sączysz? )))))))



          • Gość: AA Re: kilka cytatów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 11:49
            Wyluzuj, hepik jest na etapie fachowca-doktora od alkoholizmu: wszystkim
            udziela rad, jego rady sa najmądrzejsze, najlepsze i tylko jego - nie robi tego
            specjalnie czy złośliwie, ma dobre intencje.

            Ja juz to przechodziłem, a nawet bardziej "ciekawie", bo byłem w tym temacie
            strasznie zarozumiały :)

            pozdrawiam
            • Gość: pivobela Re: kilka cytatów IP: 217.153.168.* 23.10.03, 18:19
              Nie zrozumieliśmy się Hepiku.Może ,mało czytelnie napisałam poprzednio.
              Nie będę się już czepiać szczegółów,chyba jestem zbyt drobiazgowa jak każda
              kobieta.
              1)posty pisane przed 8.10 były pod wpływem i do tego się przyznałam
              2)od 8.10-ani grama alkoholu i od tej pory wszystkie moje wpisy są już tu na
              trzeźwo i poważnie.I wydawało mi się,że piszemy tu o moich (już)trzeźwych
              postach, gdzie cieszę się,że nie piję.tyle.
              pozdrawiam i nie zawracam Ci już głowy.dzięki za rady.pić nie będę.jak czegoś
              nie będę wiedziała to poproszę Ciebie o pomoc,mogę?
              • hepik1 Re: kilka cytatów 23.10.03, 19:09
                No więc właśnie,tutaj chyba cały pies pogrzebany.Pośpiech dobry przy łapaniu
                pcheł.Pisząc o powadze-miałem tamten post z innego forum w pamięci(słoń to
                zwierzę naturalne)a potem już poleciało.Przepraszam,wybaczam i proszę o
                wybaczenie:)Za cytat biskupów też przepraszam,bo może godzić w czyjeś uczucia
                religijne(?)Pozdr.
                  • pivobela Re: kilka cytatów 23.10.03, 19:24
                    Uff,coś nam się udało wyjaśnić.Dzięki.
                    To zapytam 'poważnie';)
                    Kubek pytał się mnie w którymś wpisie,czy wiem jak rozpoznać dobrego terapeutę
                    (mniej więcej).
                    Nie wiem i tego się też boję.Wpaść w ramiona kogoś średnio przygotowanego.
                    Do mojego znajomego(raczej-ona)..głupio mi iść.Lepiej chyba u obcego.
                    I jak takiego dobrego rozpoznać?
              • Gość: kubek34 Re: kilka cytatów IP: *.ld.euro-net.pl 23.10.03, 19:25
                Gość portalu: pivobela napisał(a):

                > Nie zrozumieliśmy się Hepiku.Może ,mało czytelnie napisałam poprzednio.
                > Nie będę się już czepiać szczegółów,chyba jestem zbyt drobiazgowa jak każda
                > kobieta.
                > 1)posty pisane przed 8.10 były pod wpływem i do tego się przyznałam
                > 2)od 8.10-ani grama alkoholu i od tej pory wszystkie moje wpisy są już tu na
                > trzeźwo i poważnie.I wydawało mi się,że piszemy tu o moich (już)trzeźwych
                > postach, gdzie cieszę się,że nie piję.tyle.
                > pozdrawiam i nie zawracam Ci już głowy.dzięki za rady.pić nie będę.jak
                czegoś
                > nie będę wiedziała to poproszę Ciebie o pomoc,mogę?

                Witaj !!!
                Tak poważnie - nie ważne jest co robiłaś wtedy, dużo ważniejsze jest to co i
                jak robisz teraz - w zasadzie od tego jak bedziesz postępować dzisiaj bedzie
                zależeć to jak się będziesz czuć jutro...
                ps. jeżeli terapeuta jest Twoim znajomym to nie polecałbym robienia terapii u
                niego, a tą postaraj sie zrobic w miarę szybko...

                pozdr....
                ps. w moim przypadku juz pierwsza terapia spowodowała to że straciłem komfort
                picia, co nie znaczy ze przestałem pić
      • semi_x Re: kilka słów 24.10.03, 10:33
        witaj:-), chodzi mi po głowie..."...wszyscy ......(wstaw dowolne słowo) to
        wielka rodzina..."..., czyli miło, że ktoś tu zagląda. Przecież bez Was
        wszystkich nie byłoby tego wątku. Tu ukłon w stronę To_ji, która
        zamilkła...puk? puk? :-), jesteś tam gdzieś w czeluściach Net-u??. Jako, że
        weekend już za kilka godzin, pozwalam sobie i Wam :-)))), na małe odprężenie.
        Hepik, miałam ochotę na mały mały plagiat. Kiedyś przeglądając Twój post,
        natrafiłam na ...don't worry, be happy :-))))))) czego Wam i sobie życzę.

        pozdrawiam/semi
      • hepik1 Re: kilka słów 24.10.03, 05:56
        Widzę ,że na dwa fronty jedziemy,tzn.dyskusja na ten sam temat na dwu
        forach.Moje ostatnie wypracowanie umieściłem właśnie tam.
        A terapuci różni,czy ktoś dobry czy zły trudno oceniać?Komuś do twarzy w
        zielonym ,innemu w czarnym.Upraszczając.Mnie najbardziej odpowiadał psycholog z
        wykształcenia,alkoholik z doświadczenia mający kilkanaście lat picia i osiem
        trzeźwości.A i wtedy był jeszcze wolontariuszem.Pozdr.
    • letek17 Re: kilka słów 24.10.03, 10:25
      Przeczytałem ten watek z wielkim zainteresowaniem, czułem wiele ciepła,
      serdeczności, współczucia, optymizmu, poczułem też niepokój. Tym się podzielę.
      - brakuje od jakiegoś czasu semi i to_ja,
      - zobaczyłem próbę rozbicia skorupy systemu iluzji i zaprzeczeń przy pomocy
      internetowego forum,
      -dostrzegłem walkę z wiatrakami, o powrót do picia kontrolowanego, nie
      przynoszącego strat, a może o walkę o nie picie ale i o pozostawienie siebie i
      świata takimi jakie są obecnie. Niepokój - bo mnie i wielu moim przyjacielom
      się nie udało,
      -zobaczyłem to pyszne " ja sama " . Juz wierzę, że alkoholik sam wymyśli tylko
      flaszkę. Nie znam nikogo kto sam przestał pić i zmienił siebie. Zawsze do tego
      potrzebne były terapie, grupy AA lub wspólnoty wyznaniowe, czy inne.
      Mam też nadzieję, że w nastepnych 100 postach pojawią się takie pytania:
      -jak powiedzieliście bliskim o swoim problemie, jak spedziliście sylwestra, co
      z urodzinami, weselami,
      -jak przetrawiliście takie pie..... pojęcia jak bezsilność, pokora, itd,itp.
      Dlaczego to piszę. Nie piję przeszło rok, robię obrachunek moralny i wypuściłem
      demony dnia wczorajszego. Trzeci dzień mam koszmary, sny alkoholowe itp. Bardzo
      pomaga mi czytanie postów, odnajduję w nich swoje stare myśli. Działa to na
      mnie jak memento. Dzięki wam wiem, że idę w dobrą stronę.Pogody Ducha na te
      zimne dni i trudne przemyślenia. Hepiku - cieszę się, że mogłem Ciebie poczytać.
      Letek17
      • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: *.gdynia.mm.pl 25.10.03, 07:41
        Z bezsilnością i pokorą jest najtrudniej. Nie potrafię zaakceptować tego, że
        jestem bezwolna. Może dlatego, że znam człowieka, któremu się udało. Tu na
        forum weterani zgodnym chórem twierdzą, że dopiero terapia pozwala wyzdrowieć,
        że abstynencja to dopiero początek drogi, że bez fachowej pomocy nie dam sobie
        rady itd. Doceniam doświadczenie, umiem wyciągać wnioski i wiem, że wszystkie
        posty (lub prawie) są szczere. Być może jednak muszę sobie poparzyć palce żeby
        się nauczyć...Bo na razie wydaje mi się, że odpowiadam za swoje życie. Wiem,
        tu można powiedzieć, że ‘alkoholik sam wymyśli tylko flaszkę’ a ja wiem że są
        wyjątki. Wiem to na 100%.
        • Gość: jaga Re: kilka słów IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.03, 09:29
          No cóż, zdarzają się wyjątki /ja też znam takie/ lecz b.b.nieliczne.
          Szczerze życzę Tobie abyś znalazła się w b.b.znikomej mniejszości tych, którym
          się właśnie tak udało. Życzę też, abyś, mimo wszystko, zapamiętała te
          wiadomości, które brzmiały w zgodnym chórze. I kolejne życzenia, aby
          poparzenia były jak najmniej bolesne. Pozdrawiam.
            • semi_x Re: kilka słów 25.10.03, 11:39
              Witam :-)
              jak dobrze zobaczyć słoneczko i móc wystawić do niego buźkę :-). Coś to zbyt
              radośnie zabrzmiało ale ....rzeczywiście, jak to hepik już zauważył, minął
              miesiąc od pierwszego mojego postu a ja większości tych dni byłam trzeźwa, ba
              ostatnie dwa tygodnie to chyba nic nie piłam (podkreślam chyba...tak na wszelki
              wypadek); aż mi samej wydaje się to nieprawdopodobne. Jakoś nikt nie wierzy
              terapii przy pomocy forum a ja jednak pozostanę przy, jak to ładnie letek
              określił :-)))...ja sama. Fakt, też nie znam żadnego alkoholika, który sam
              przestał pić, niemniej jednak skoro..."Zawsze do tego potrzebne były terapie,
              grupy AA lub wspólnoty wyznaniowe, czy inne"... to, czy pod hasłem "inne" nie
              może być...forum/uzależnienia... Dzisiaj, zanim zaczełam tu pisać, mignęła mi
              myśl...szkoda, że tak daleko wszyscy od siebie mieszkamy bo dobrze byłoby się
              razem spotkać i porozmawiać. Dla mnie dobrze. Chyba pisząc tutaj w pewnym
              sensie przełamałam swój opór przed kontaktem z obcymi ludźmi. Tylko nie
              piszcie, że w takim razie czas na AA. Jeszcze nie czas. W tym tygodniu mieliśmy
              z mężem małą rocznicę i od razu pytanie z jego strony co kupić na wieczór. I
              tu musze się pochwalić, że pomimo ogromnej chęci na lapkę marinii nie dałam
              się skusić, a i butelka w barku jak sobie stała ...tak stoi :-). Widzisz kubku:-
              ), przynajmniej raz udało mi się nie kultywować tradycji. Nawet wielkie rzeki
              mają swój początek w maleńkich kroplach deszczu.

              Pozdrawiam i życzę miłego dnia/semi

              • pivobela Re: kilka słów 26.10.03, 01:39
                Witaj Semi !!
                Idziemy po mału do przodu))Przed nami jeszcze baaardzo długa droga,ale
                jak 'sama'(to chyba będzie ulubione słowo)napisałaś:'wielkie rzeki mają swój
                początek w maleńkich kroplach deszczu'.
                Początek mojej rzeki ma tylko 19 kropelek deszczu(dni),ale staram się ,żeby
                nie zaschły i czekam,aż pojawi się malutka kałuża )))
                Widzę,że robienie sobie terapii na forum to nie tylko mój pomysł.
                Gorzej jak nasi 'internetowi terapeuci' przestaną nas wspierać,albo co
                gorsza -ochrzaniać,że 'same' nie damy rady..hmmm
                Trzeba będzie założyć LKN-ligę kobiet niepijących ))))I ze spotkaniami 'na
                żywo' nie będzie problemu.
                Ale wiesz..ja tak po mału dojrzewam,że 'sama' się przejdę do psychologa,który
                zajmuje się takimi ciekawymi przypadkami od kielicha.Zrobiłam mały wywiad w
                moim mieście i mam jednego doctora na oku )))Trochę na mnie poczeka, ale niech
                już się boi .Ja się z nim ,jeszcze,oswajam.
                Tylko,żeby się nie zestarzał przez ten czas))))

                Wczoraj nawiązałam ponowny kontakt z moją przyjaciółką!....po 5 miesiącach...
                nie wiedziałam,że tak długo mnie "nie było".To tak na marginesie.

                Pozdrawiam Ciebie i wszystkich co wpadają na Kilka Słów
                pivobela

                • semi_x Re: kilka słów 26.10.03, 17:19
                  Witaj :-))
                  od czegoś musimy zacząć, czyż nie?, ale widzę, że nasi internetowi "guru"
                  zamilkli, bynajmniej nie pod wrażeniem. Mam nadzieję, że w duszy nie myślą...a
                  nie mówiłem (łam)...to nie może się udać. Popatrz, chcemy zrobić ewenement w
                  skali światowej...klub AA w wirtualnej rzeczywistości a jakoś więcej jest
                  przeciw niż za. Ktoś tu kiedyś przytoczył cechy dobrego terapeuty. Jedną z nich
                  było.....",alkoholik z doświadczenia mający kilkanaście lat picia i osiem
                  trzeźwości"....czyż niektóre osoby tu piszące nie mają właśnie tej cechy. Zaraz
                  usłyszę, nie jestem psychologiem z wykształcenia...a czymże jest własna
                  praktyka?, przecież poczucie na samym sobie skutków jakiegoś działania daje
                  najwększe prawdopodobieństwo właściwego poprowadzenia innej osoby. Ot:-))))))
                  wiem, wiem, troszkę spłyciłam ale to celowo, niemniej jednak liczę na wsparcie.


                  pozdrawiam cieplutko/semi

                  ps. coś to wszystko zbyt optymistycznie wygląda :-(
            • Gość: to_ja Re: kilka słów IP: *.gdynia.mm.pl 25.10.03, 16:23
              Historia jest w sumie banalna.
              Był sobie alkoholik. Miał rodzinę, co mu nie przeszkadzało pić. Dzieci były
              małe, więc bezkrytyczne, niewiele jeszcze rozumiały. Całe odjum spadało na
              żonę, która kryła, naprawiała, kochała.. Te niekończące się wieczory brydżowe
              i meczowe, suto zakrapiane w doborowym towarzystwie, gdzie ktoś z mocną głową
              to bohater. Imprezy rodzinne i świąteczne. Zawsze wesoły, dowcipny,
              przystojny, no po prostu ‘dusza towarzystwa’. Tylko po powrocie do domu nie
              było już tak przyjemnie. Rozbite wazony, zamknięte drzwi, krzyki, awantury i
              ciche dni na zmianę... no standard.
              A potem dzieci podrosły i zaczęły rozumieć i wtedy nagle, z dnia na dzień
              koniec. Bez żadnych obietnic, bez przyrzeczeń, bez zapewnień...po prostu
              koniec z piciem. Niedokończona butelka, niedopalona paczka papierosów.. są
              chyba do dziś.
              Pamiętam w tych pierwszych miesiącach abstynencji bardzo się udzielał
              towarzysko, rodzinnie, społecznie. Zaczął uprawiać sport. Chodził na salę
              (wtedy nie było jeszcze siłowni), na basen, na lodowisko. Korzystali na tym
              wszyscy a najbardziej jego rodzina. Może to właśnie sport był jego terapią, bo
              w innej nie uczestniczył. Skończyły się zakrapiane kolacyjki a zaczęły imprezy
              na świeżym powietrzu. Na uroczystościach rodzinnych było grzeczne acz
              stanowcze ‘nie, dziękuję’. Oczywiście niektórzy ziomkowie się poobrażali ‘jak
              to ze mną nie wypijesz’, koledzy też jakby się wykruszyli. Ale nic nie
              zrażało. A nawet dodawało sił. Wybrał, i wytrwał w tym wyborze. Jakim kosztem,
              tego nie wiem. W każdym razie jest zdrowy psychiczne i fizycznie.
              Nie wiem czy przestał pić w skutek konkretnego zdarzenia, czy po prostu miarka
              się przebrała. Potem już żadnych prób kontrolowanego picia, żadnych wpadek.
              Czysta, piękna, abstynencja.
              • letek17 Re: kilka słów 25.10.03, 21:05
                W tej historii jest może błędne założenie - powinno być był sobie człowiek.
                Miałem teścia jak z tej historii, pił, przepijał wypłaty, chodził boso po
                mieście, rodzina płakała, mijały lata, zobaczył swoją śmierć i nagle na wiele
                lat przestał. Po latach może dwa trzy razy popił z zięciem i znowu przestał,
                umarł majac 70 lat, na zawał. Myslałem , że ja też tak potrafię, przecież z
                dnia na dzień rzuciłem palenie. Między nami była różnica - ja na wypisie
                szpitalnym oprócz innych chorób mam F 10.2 a on nie miał. Jeden Bóg wie jak
                było, może zrobił cud a może nie musiał. Ja o decyzji podjecia terapii
                powiedziałem żonie przed wyjściem do poradni. Ona i synowie uwierzyli, że
                jestem alkoholikiem gdy zacząłem sie trząść, trafiłem do szpitala. gdybym
                popijał lub brał leki jeszcze dalej mógłbym się kryć, może zdążyłbym umrzeć.
                W tą historie terapeuci nie chcieli wierzyć, podobnie jak w to, że po pijaku
                moje łamanie prawa dotyczyło przekraczania prędkości i wyprzedzania na zakazie
                traktorów rowerem. Z pracy odchodziłem jako nieszczęśnik, któremu wysiadło
                zdrowie - mam rentę a nie jako alkoholik. Te fakty i inne nie świadczą, że
                jestem innym alkoholikiem. Ja wiem, że jestem i nie licze na cud. Byłem na
                odwyku, chodze na mityngi, biorę udział w warsztatach terapeutycznych,
                odwiedzam różne strony a przede wszystkim zyje z pogodą ducha. Mam dom,
                dorosłych synów, szacunek bliskich, sąsiadów, nowych i części starych znajomych.
                Mam też trudne dni, gdy coś mi nie wychodzi, gdy choroby dają znać o sobie. Mam
                przede wszystkim zgodę na siebie takiego jakim jestem ze swoimi ułomnościami.
                Jestem bezsilny wobec alkoholu, nie kierują swoim zyciem - to zostawiłem mojej
                Sile Wyższej, ja nim jedynie zarządzam i dlatego mam wolę.
                Wazne dla mnie jest to że moja Siła Wyższa pozwoliła mi chcieć. Uwierzyć
                lekarzowi, że mam problem i sam nie poradzę sobie z nim, kolezance by iść na
                mityng AA bo jej to pomaga. Mogła to byc inna wspólnota, ale ludzi, z którymi
                mozna zrobić "miśka". Uwierzyć terapeutom, że mogę być szczęśliwy jeśli tak
                postanowię i "sam" nie będę chciał pić. To jednak musiało troche potrwać i
                boleć.
                Przepraszam, że tak długo ale te moje wypuszczone demony jeszcze parę dni będą
                wokół mnie krązyć. Do poczytania. Letek
                • hepik1 Re: kilka słów 26.10.03, 05:06
                  Parę "zaklęć "na uwolnione demony przecież znasz ?Użyj ich.A takie pisanie też
                  chyba może być jednym z nich?Z pożytkiem dla nas wszystkich.Pozdr.:)
                  • semi_x Re: kilka słów 26.10.03, 17:32
                    znacie utwór Erica Claptona "Promises" na pewno znacie:-), a "My father day"?
                    też ładne, to tak zupełnie z "innej beczki":-))). Marzy mi się wieczór przy
                    kominku...tu głębokie westchnięcie, bo to tylko marzenia :-))))))))lubię
                    ogień...często siedząc przy komputerze zapalam świeczki byle tylko widzieć
                    migający płomyk...pozdrawiam /semi
                    • letek17 Re: kilka słów 26.10.03, 23:05
                      Pozwolę sobie na trochę złośliwości. Ostatni raz zimą przy kominku siedziałem w
                      Skoczowie na odwyku. Nie było Claptona, ale koleżanka grała na gitarze i
                      śpiewała tak wspaniale "Lunatyków", "Ho" i wiele innych utworów. Był klimat -
                      do dziś się wzruszam. Na świeczkę patrzyłem dziś dwa razy - rano na mityngu i
                      wieczorem z żoną, gdy z zaprzyjaźnioną parą trzeźwiejących nałogów staraliśmy
                      się znaleźć receptę na jak najmniej bolesne bycie razem. Warto trzeźwieć dla
                      tych i innych chwil. Letek
                      • hepik1 Re: kilka słów 27.10.03, 03:24
                        Gdzie Ty byłeś Letek przez cały czas.Bo coś,gdzieś ..już nick widziałem.Tekst
                        ostatniego,choć nie tylko postu wspaniały.Dla mnie -zaznaczam.Pozdr.
                        • letek17 Re: kilka słów 27.10.03, 14:12
                          Żyłem, piłem, staram się trzeźwieć. Zacząłem pisać jak mam już pewne
                          doświadczenia, a może poczułem teraz taką potrzebę. Cieszę się, że znalazłem to
                          forum bo na nim się wiele dzieje. Piszę też na forum akcjasos.alkoholizm. Może
                          tam spotkałeś Letka. Miłego popołudnia dla wszystkich. Letek.
                        • pivobela Re: kilka słów 27.10.03, 22:00
                          Ja świeczek nie zapalam już...niestety.Kojarzą mi się z moimi samotnymi
                          wieczorami z pivkiem i robieniem sobie nastroju ((( Raczej zapalam wszystkie
                          światła,żeby było inaczej i chyba jeszcze przemebluję mieszkanie..a wszystko
                          po to,żeby sobie pomóc,oczywiście )))

                          Hepiku,czy to Ty pisałeś o snach alkoholowych? Dzisiaj mnie taki dopadł,brr.
                          Byłam w Rzymie, zwiedzając spotkałam kuzynkę.Strasznie namawiała mnie na
                          imprezę z jej znajomymi i pysznym włoskim winem...Tłumaczyłam,że nie piję,nie
                          przyjdę itp.Chyba mnie jednak namówiła.Bo wróciłam do kraju po pieniądze na tą
                          zabawę (???)I już do niej jechałam... zbudził mnie dzwonek do drzwi.
                          A jakby nie zadzwonił? ))))
                          Chodziłam dzisiaj i gadałam do siebie, jak to dobrze,że to tylko sen))))
                          Uf, uff i jeszcze raz uff.