Gość: ****
IP: 195.114.189.*
08.11.01, 12:22
Tekst artkułu z GW. Wydaje mi się, ze nie można pozostać obojetnym na aspekty
prawnej ochrony naszych dzieci. "Ksiądz całował, ale nie molestował". Nowa
linia obrony - zdolności bioenergoterapeutyczne. Przypomina mi się artykuł o
Maryni, z WO. Podobne metody - ośmieszyć, oczernić świadków, ofiary. Dlaczego
tak? Jaki macie pomysł na zmiane świadomości dorosłych zajmujących się zawodowo
ofiarami przestępstw - również seksualnych?
Malgorzata Bujara (07-11-01 21:00)
Ksiadz bral dzieci na kolana, calowal, dotykal, kapal na plebanii.
Zaprzeczyl jednak, by mialo to podtekst seksualny, a prokurator mu wierzy.
- Ksiadz ma zdolnosci bioenergoterapeutyczne. Jesli dziecko bolal brzuszek,
to po dotknieciu przez ksiedza ból znikal - tlumaczy prokurator zeznania o
dotykaniu w intymne miejsca. W srode prokuratura umorzyla postepowanie w
sprawie ksiedza
Sprawa wybuchla na poczatku czerwca tego roku. Mieszkanka parafii Tylawa na
Podkarpaciu, grekokatoliczka Lucyna K. i katolicki zakonnik Michal L.
zlozyli doniesienia do prokuratury przeciwko proboszczowi Michalowi M.
Napisali, ze kaplan od lat dotyka w intymne miejsca, caluje i przytula male
dziewczynki. Gdy nocuja u niego na plebanii, kapie je. Podobne doniesienia
zlozyly sanocka fundacja i rzeszowski oddzial Komitetu Obrony Praw Dziecka.
Pojawilo sie tez prywatne oskarzenie jednej z doroslych parafianek.
W srode szef Prokuratury Rejonowej w Krosnie Stanislaw Piotrowicz
obwiescil, ze poniewaz "czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego" 30
pazdziernika prokuratura umorzyla sledztwo w tej sprawie. Podkreslil, ze
Lucyna K. najpierw prosila prokurature o dyskrecje, a potem sama
"inspirowala teksty" w "Gazecie". Wspomnial o listach w obronie ksiedza
wysylanych do prokuratury przez parafian. Podwazyl tez postawe moralna
zakonnika.
Zeznania podwazone
W sledztwie zostaly przesluchane wszystkie osoby wskazane w doniesieniach,
a takze te, których nazwiska pojawialy sie w kolejnych zeznaniach.
Odsluchano kasete z nagranymi przez Lucyne K. trzema dziewczynkami i jedna
19-letnia osoba. - Dwie z maloletnich wycofaly sie podczas przesluchania w
prokuraturze - podaje Piotrowicz. Matka jednej z nich zeznala, ze dziecko
jej wczesniej sie nie zwierzalo. Gdy sprawa wyszla na jaw, uslyszala od
córki, ze ta wstydzila sie o tym mówic. Trzecia z dziewczynek potwierdzi
la
podczas przesluchania swoje opowiesci.
- Nagrania byly analizowane przez dwóch psychologów, którzy uznali, ze
zeznania nie sa wiarygodne - tlumaczyl prokurator.
Z ponad siedemdziesieciu przesluchanych w sledztwie swiadków siedem uznalo
sie za osoby pokrzywdzone. Takze te zeznania zostaly uznane za
niewiarygodne. Prokurator mówil m.in. o kobiecie, która zlozyla najbardz
iej
obciazajace zeznania. W lipcu opowiadala "Gazecie", jak ponad 20 lat temu
"ksiadz robil mi rózne rzeczy - calowal, dotykal w miejsca, gdzie nie
trzeba, przyciskal, wkladal rece pod bluzke, pod spodnie". Po tej rozmowie
spotkala sie w parafii z grozbami, ze zostana jej zabrane dzieci, które
samotnie wychowuje, ze prokurator dowie sie o jej "zlym prowadzeniu" i o
tym, ze przyjmowala podarki od Lucyny K.
To wszystko powtarzal w srode prokurator Piotrowicz jako argumenty
swiadczace o jej "niewiarygodnosci" jako swiadka i o tym, ze byla
inspirowana. - Ale gdyby nawet dac wiare jej zeznaniom, to czyny te sa juz
objete przedawnieniem - dodal.
Sugestie prokuratury Lucyna K. komentuje: - Odkad mieszkalam w tej parafii,
prowadzilam dzialalnosc charytatywna. Dary dostawali wszyscy potrzebujacy,
na wycieczki jezdzilo wiele dzieci.
"Daj ciumka"
Prokurator podkreslal kilkakrotnie, ze wiekszosc swiadków uwazala za
naturalne, ze ksiadz bierze dzieci na kolana, przytula je, dotyka, caluje.
- Nikogo to w tym srodowisku nie razilo i sam ksiadz potwierdza te fakty.
Zaprzecza jednak, by mialy one podtekst seksualny - oswiadczyl prokurator
Piotrowicz. A zeznania o dotykaniu w intymne miejsca tlumaczyl tym, ze...
Ksiadz ma zdolnosci bioenergoterapeutyczne. Pojawialy sie takie zeznania,
ze jesli dziecko bolal brzuszek, to po dotknieciu przez niego ból znikal.
Ksiadz nie przeczy takze temu, ze nocowal dzieci na plebanii i kapal je.
Czy prokuratury to nie zaintrygowalo? - Dla dzieci nocowanie w obcym domu
jest atrakcja. Kapiel wynikala zas z tego, ze dzieci byly brudne. Calowanie
w usta wedlug niego bylo na zasadzie "daj ciumka" czy "gilgotanie broda" -
uzasadnil prokurator.
Swiadkowie oskarzajacy ksiedza zostali z nim przez prokuratora
skonfrontowani. Wedlug Piotrowicza wlasciwym wyjasnieniem bylo to, co
kaplan powiedzial podczas jednej z konfrontacji, ze "zawsze byl przy
dzieciach przyzwoicie ubrany, a nawet gdyby mu sie zdarzylo cos, co moze
sie zdarzyc kazdemu zdrowemu mezczyznie, to zadbalby, by tego dziecko nie
zauwazylo".
Na to nie ma paragrafu
Dlaczego duchowny nie zostal zbadany przez bieglego psychologa? Prokuratura
odpowiada, ze nie bylo do tego podstaw prawnych. - Byc moze ksiadz za
daleko sie posuwal w pewnych kwestiach, ja tego nie wiem, ale na to nie ma
paragrafu - mówil prokurator.
Jedna z dziennikarek zapytala, dlaczego nie zostala przeprowadzona wizja
lokalna na plebanii. - Dowiedzialam sie, ze ksiadz ubiera figurki swietych
w dzieciece ciuszki - powiedziala. - To o niczym nie swiadczy, w moim domu
jest wiele zabawek ubranych w dziecinne ubranka - bronil ksiedza prokurator.
Ewa Karbarz-Farbisz z sanockiej fundacji Zanim Nadejdzie Jutro, która
zajmowala sie sprawa, uwaza jednak, ze ksiadz powinien zostac zdiagnozowany
przez bieglego psychologa. - Jestesmy tym postanowieniem zdruzgotani.
Prokuratura zrobila wszystko, by ludzi, którzy zeznawali przeciwko ksiedzu
,
pognebic - komentuje. - Jezeli prokuratorzy nie moga sie w czynach ksiedza
dopatrzyc molestowania, to znaczy, ze pracuja tam dyletanci.
Psycholog Malgorzata Szpakowska-Zelowska, która towarzyszyla
przesluchiwanym dzieciom i opiniowala ich zeznania, zostala wybrana przez
prokurature z listy miejscowego sadu okregowego: Czy pracowala juz kiedys
przy podobnej sprawie? Prokurator Piotrowicz o tym nie slyszal. Sama pani
psycholog nie chciala rozmawiac z "Gazeta". - Obowiazuje mnie tajemnica
lekarska. Na tym musze zakonczyc nasza rozmowe - powiedziala i odlozyla
sluchawke. Nie chcial tez z nami rozmawiac prokurator Slawomir Merkwa,
który prowadzil te sprawe.
Rozmawialismy tez w srode z Beata Maziejuk, która latem wyslala do naszej
redakcji list. Mieszka w parafii od 20 lat i broni osób, które oskarzaja
ksiedza. Byla zdruzgotana wiadomoscia: - Sprawdzilo sie wszystko, czego sie
obawialismy. Jestem przerazona poziomem etyki prokuratury. Wychodzi na to,
ze w krosnienskiej prokuraturze dzieli sie ludzi na dwie kategorie. My
jestesmy tymi, których mozna krzywdzic bezkarnie, bo my sie nie obronimy -
skarzyla sie.
Ksiadz nadal jest proboszczem w parafii Tylawa. Nadal uczy dzieci religii w
szkole.