04.10.11, 17:01
witajcie,
nie mam do kogo się zwrócić z pytaniami, więc proszę Was o pomoc. W piątek zgłosiłam się do szpitala z plamieniem, wcześniej źle się czułam, niestety, okazało się, że serduszko przestało bić. Do poniedziałku czekałam, aż organizm sam się oczyści, ale nie udało się i wczoraj miałam zabieg.
Dziś boli mnie brzuch, nie mocno, ale odczuwam cały czas dyskomfort i czasem pieczenie w okolicach prawego jajnika, czy to normalne?
Jakie badania powinnam zrobić?
Czy powinnam brać jakieś leki (sporo krwawiłam przez ostatnie dni)?
Dziecko prawdopodobnie było chore, ale ponieważ było małe (połowa dziewiątego tygodnia, dzidziuś chyba umarł kilka dni wcześniej), nikt nie podjął się stwierdzenia, co się stało. Już w trakcie trwania ciąży stwierdzono u mnie bakterie coli w pochwie, czy mogły mieć one wpływ na zdrowie dziecka?
Nie wiem, co robić, żeby się ustrzec przed ponownym poronieniem, proszę Was o radę.
Przepraszam, że piszę "surowo", ale wciąż jeszcze sobie z tym nie radzę i nie mam siły pisać o emocjach.
Obserwuj wątek
    • m.b.g Re: co dalej 04.10.11, 17:42
      Witaj. przykro mi z powodu twojej straty.
      Tu wątek z badaniami:
      forum.gazeta.pl/forum/w,11916,11770555,0,lista_badan_po_poronieniu_jeszcze_raz.html
      Na niektóre jest za późno, inne zrobisz dopiero przed następną ciążą.
      Bakteria mogła mieć wpływ na obumarcie płodu, przed staraniami ponów badania, wylecz się jak trzeba będzie i działaj.

      Ja przez całą obecną ciążę (za mną trzy straty) stosuję globulki dopochwowe z witaminą c, pomagają utrzymać kwaśne środowisko, czego różne świństwa nie lubią.


      Powodzenia.
      • asiaimaja Re: co dalej 04.10.11, 18:57
        shosanna,
        pamietam twoje wpisy z kwietniówek, ja też miałam termin na kwiecień,a zabieg mialam w niedzielę.Łączę się z Tobą w cierpieniu.
        Mnie akurat nic prócz duszy nie boli, ale bóle brzucha i krwawienie jeszcze przez kilka dni są normalne, jeśli utrzymywałyby się dłużej idź do gina. Hist -pat będziesz miała za 2-4 tyg, to też istotny wynik.
        To było Twoje pierwsze poronienie?
        jeśli tak-to lekarze chcą,żeby to traktowac jako "wypadek przy pracy"-wiem,że to brzmi okropnie, bo to przeciez nasze dzieci były, ale taka jest medyczna prawda.
        Zrób sobie za jakis czas morfologie, bad ogólne moczu, posiew moczu, badania na chlamydia trachomatis, toxoplasmoze, cytomegalie, ew listerioze.
        moje to było drugie poronienie, więc ja równo 3 m-ce po zabiegu mam robic jeszcze badania immunologiczne.
        Shosanna, czas leczy rany, choc teraz to brzmi nieprawdopodobnie, za jakis czas znów bedziemy próbowały zostać mamami, podobno instynkt macierzynski jest najsilniejszy ze wszysstkich wyzszych-tak mi wczoraj mówiła psycholog.
        Trzymaj sie dzielnie i jak masz ochotę to odezwij się.pozdrawiam ,Asia
        • asiaimaja Re: co dalej 04.10.11, 19:24
          zapomniałam o badaniach tarczycy.
          i ja mam zamiar sobie postanowić: koniec z przegladaniem forów internetowych jak juz zaczne starania na nowo, bo czasem to pomaga , owszem, ale czesciej chyba tylko za bardzo sie nakrecamy.
          Mnie pomogło przeczytanie wątków "zostałam mamą po poronieniu".
          Ach i jeszcze bardzo mi pomogła książka "o dziecku, które odwróciło sie na pięcie"-bardzo.
          Asia
          • shosanna.dreyfus Re: co dalej 04.10.11, 22:48
            Asiuimaju, przykro mi, że spotykamy się tu, nie na kwietniówkach. Ty też się trzymaj.
        • shosanna.dreyfus Re: co dalej 04.10.11, 22:46
          Dziewczyny, dziękuję. Zdążyłam dziś dojechać na izbę przyjęć i okazało się, że muszę brać antybiotyk, który powinnam dostać przy wypisie. cóż, grunt, że mam go teraz.
          Zanim zacznę maraton z badaniami, wyjeżdżam na kilka dni, żeby się oderwać od tego wszystkiego i odpocząć. W domu myślę ciągle o dziecku.
          Odezwę się pewnie, jak wrócę.
          Dziękuję Wam.
          • anetapio Re: co dalej 05.10.11, 10:57
            shosanna.dreyfus Tak mi przykro Kochana. Wiem co przeżywasz, bo sama też to przeszłam i to dwa razy. Także byłam na Kwietniówkach i musiałam się z nimi pożegnać. Po zabiegu jak trochę doszłam do siebie fizycznie pojechałam do Zakopanego odpocząć psychicznie. Tam jakoś o wszystkim zapomniałam, ale po powrocie znowu to samo. Musiałam iść do szpitala po wynik hist. Boże myślałam, ze tam nie wejdę, wszystko mi się przypomniało. Gdy tylko wyszłam poryczałam się. Potem kontrola a tam mój gin, który kojarzy mi się tylko ze słowami "przykro mi, ale ciąża obumarła" " no niestety znowu to samo". Wiem, że juz nie będę do niego chodziła, bo psychika mi na to nie pozwoli. Kojarzę go tylko ze złymi wiadomościami.
            Tak jak ty zastanawiam się nad badaniami, jakie i kiedy zrobić, no i czy one rozwiążą mój problem. Udało mi się wyciagnąć od mojego gin. skierowanie na genetyczne. Chociaż to, bo jak zapytałam o hormony to stwierdził, iż nie widzi potrzeby ich badania. Cóż może inny lekarz mi je zleci, podpowie co mogę jeszcze zrobić, by w końcu udało mi się donosic ciąże.
            Ściskam Cię mocno
            • martyna1985 anetapio 05.10.11, 14:55
              Kilka dni po zabiegu mijałam się z moim lekarzem samochodem. I jak go zobaczyłam, myślałam, że puszczę pawia...zrobiło mi się strasznie niedobrze, zakręciło w głowie i nie wiedziałam dlaczego. Tak samo jak do niego zadzwoniłam po wyniki...
              Po Twoich słowach dostałam olśnienia!
              I mimo wielkiego szacunku jaki do niego mam i uwielbienia nie wiem, czy będę w stanie w przyszłej ciąży (o ile do takiej dojdzie) chodzić do niego.
              • shosanna.dreyfus Re: anetapio 06.10.11, 23:57
                Wróciłam, chyba wyjazd nie pomógł, bo ani tam nie czułam się lepiej, ani teraz nie czuję się silna. Dostałam podczas wypisu całe dwa dni zwolnienia lekarskiego, więc teoretycznie powinnam się wziąć z garść i już dziś być w pracy. Ale, oczywiście, nie byłam, wrócę dopiero od poniedziałku.
                Co chwilę do mnie wraca to, co się stało, szczegóły ronienia przez te cztery dni w szpitalu, krwawienie teraz, fakt, że nie ma mojego dziecka. Staram się trzymać fason, ale najchętniej schowałabym się pod kołdrą i nigdy nie wyszła.
                Minął prawie tydzień odkąd wiem, że ciąża obumarła, powinnam się już wziąć w garść, ale nie umiem. Jak sobie z tym radzicie? Boję się wrócić do pracy, wszyscy wiedzieli o ciąży i nie chcę z nimi rozmawiać.
                Anetapio, pamiętam cię sad Przykro mi, że tu się spotykamy.
                • agarybka77 Re: anetapio 07.10.11, 08:48
                  Witajcie, ja tydzień temu czekałam na ip. Już wiedziałam, że Maleństwo umarło, dowiedziałam się w czwartek wieczorem-plamiłam i pojechaliśmy z mężem, ale nie było miejsc w szpitalu i kazali mi się zgłosić następnego dnia. Tamta noc była okropna. Jakoś nie docierało do mnie co się stało..... Zabieg miałam w piątek wieczorem, spałam ok 15-20 min, nic fizycznie nie bolało a w niedzielę po zastrzyku z immunoglobuliny poszłam do domu. I ta niedziela rano była najgorsza. Zdałam sobie sprawę z tego, że do domu wrócimy z mężem już tylko we dwoje.....
                  Radzę sobie z tym różnie, ogólnie jest źle. Staram się trzymać dla synka. Ostatnio chorował i nie chodził do szkoły, ale od poniedziałku mam zamiar już go odwozić ale nie wiem czy dam radę.... Naprawdę jest mi ciężko.....
                  Czasem brzuch zaboli, plamienia już się kończą ale serce boli....
                  Ogólnie jakoś się trzymam, mam chwile słabości a dziś jest bardzo źle....
                  Jestem z Wami w tym bólu i również mi przykro.....
                  • nuluska Re: 07.10.11, 13:12
                    Shosanna,
                    nie wiem czy mnie pamiętasz? Też byłam na kiwetniówkach.
                    Strasznie mi przykro że i ty musisz przez to przechodzić sad Tulę cię mocno!
                    Bakterie coli w pochwie mogły ale nie musiały mieć wpływu na obumarcie dzieciątka.
                    Co do badań to mnie lekarz, po drugim poronieniu zalecił p/ciała antyfosfolipidowe, anty koagulant tocznia, wymazy: chlamydię, mykoplazmę, ureaplazmę, progesteron i prolaktynę.
                    Można jeszcze przebadać tarczycę: tsh, ft3, ft4, p/ciała anty tpo- ale ja akurat choruję więc to mam pod kontorlą. Można jeszcze zbadać: toksoplazmozę iig, igm, cytomegalię igg, igm, różyczkę- ja to badałam tuż przed tą felerną wizytą u gina.
                    Takie wyjazdy pomagają tylko na chwilę, wiem bo po pierwszym poronieniu mąż mnie namówił a po powrocie było tylko gorzej.
                    Kochana minął dopiero tydzień! Niestety jeszcze długo te straszne wydarzenia będą do ciebie wracały. To normalny etap żałoby. Daj sobie czas, nie staraj się na siłę wrócić do 'normalnego' życia. Nawet jak wrócisz do pracy przygotuj się na to że wieczorami psychika będzie domagała się płaczu i wspominania. Pozwól sobie na to bo żałobę trzeba przeżyć. Nie można jej skracać na siłę. Ja tak zrobiłam po pierwszym poronieniu i skutek był taki że nie mogłam dojść do siebie przez rok czasu. A teraz przeżyłam bardzo mocno pierwsze 3 tygodnie, płakałam ile wlezie, zanudzałam męża i przyjaciółkę rozmowami i teraz jest zupełnie inaczej. Jasne że dalej cierpię i wspominam ale wiem że ten najboleśniejszy etap już za mną. Mam nadzieję że masz oparcie w najbliższych? Płacz, rozmawiaj, wspominaj bo przeżywanie żałoby tylko w swojej głowie ci nie ulży. Nie udawaj że już jest ok, jeśli nie jest. Ale jeżeli inni uważają że nic się nie stało to nie kontaktuj się z nimi.
                    Ja przed powrotem do pracy poprosiłam najbliższą koleżankę żeby wszystkich który widzieli o ciąży powiadomiła o tym co się stało i żeby powiedziała że nie chcę żadnych rozmów i współczucia. Tak mi było łatwiej.
                    Trzymaj się jakoś!

                    Agarybka77 ty też z kwietniówek?
                    Strasznie mi przykro.

                    Ja też polecam bardzo książkę "o dziecku które odwróciło się na pięcie". Bardzo mi pomogła, żałuję że jej nie miałam po pierwszym poronieniu.
                  • shosanna.dreyfus Re: anetapio 07.10.11, 14:56
                    Agarybka, Nuluska, dziękuję Wam. Tak bardzo mi przykro, że Wy też musicie to przeżywać. Mi to rozdziera serce. Zamówiłam książkę, o której napisały Asiaimaja i Agarybka , pakuję rzeczy kupione dla maluszka, wykonuję masę pozornych ruchów, które wcale mi nie pomagają.
                    Pisałam artykuły o żałobie, znam dokładnie wszystkie jej fazy, ale nie umiem sobie z nią poradzić. Boję się, że jeśli będę okazywać, jak bardzo cierpię, mój mąż stwierdzi, że nie jestem gotowa na następne dziecko i że oczekiwanie na następną ciążę będzie się przedłużać w nieskończoność. Wiem,że to nieracjonalne, ale nie umiem nic na to poradzić.
                    Nie wiem od czego zacząć, dziś idę do lekarza, poproszę skierowania na badania. Przez cały rok, równe dwanaście cholernych miesięcy, robiłam wszystkie możliwe badania, żeby mieć pewność czy w ogóle mogę mieć dzieci i czy wszystko jest dobrze. Powiedzieli, że tak. Boję się kolejnego takiego roku.
                    Agarybka, przykro mi, że musiałaś czekać na zabieg w domu. Ja odmówiłam zabiegu, lekarze dali mi leki i zostawili w szpitalu. Niestety, na kolejne dawki leków organizm nie reagował i jednak musieli mi zrobić zabieg. Ale byli dla mnie bardzo uprzejmi (poza tym, który mnie wypisywał), pielęgniarki zaglądały do mnie, przyszła psycholog.
                    Nuluska, boję się mówić, o tym co czuję. Przez lata leczyłam się na depresję. Kiedy tylko zaczynam płakać, wszyscy się martwią o mnie, ale nikt nie chce słuchać. Zresztą, co mam powiedzieć, że chcę moje dziecko? Przecież "to nie było jeszcze dziecko", "wszystko będzie dobrze", "jeszcze będziesz mieć dzieci". Mój mąż próbuje mi pomóc, ale nie zawsze mu się udaje. Może mnie tylko przytulać. Przyjaciółka ma termin na ten sam dzień, kiedy ja miałam rodzić, inne mają zdrowe dzieci, ta najlepsza tym razem nie rozumie tego,co przeżywam.

                    • anetapio Re: anetapio 07.10.11, 16:49
                      Często tu do was zaglądam i czytam, czytam...potem chciałabym coś napisać, ale nie wiem co, brakuje mi słów. A jak już coś zaczynam pisac wychodzi z tego jakiś bełkot, bo nie potrafię ułożyć poprawnie zdania. Czasami jeszcze nie wierzę w to co się stało. Mój gin. na wizytach dawał mi tyle nadziei. Jak tym razem zobaczył, iż jest tętno wrecz zapewniał mnie, że tym razem się uda. A jak się okazało, że niestety tętna już nie ma, potrafił mi powiedzieć, iż niestety znowu jest źle. Teraz proszę próbowac za pół roku. W szpiatlu też na niego trafiłam, zrobił ponowne USG i mówi: nie dla mnie to już nic nie ma, zarodek powinien mieć ileś tam cm (nie pamiętam ile). założymy cytotec. Potem spojrzał na mnie i powiedział: no wiem, że to przykre, ale musimy usunąc. To był jakiś koszmar. Potem przychodził co jakiś czas i pytał czy już krwawię, a jak odpowiadałam, że nie, to patrzył jak na dziwaka i skierował na zabieg, bo skoro samej nie chce mi się krwawić to trzeba to zrobic inaczej.
                      Leżała ze mną dziewczyna, która przyjechała z krwawieniami w ciąży. Był to krwiak a ciązą rozwijała się prawidłowo. Ja leżałam i co jakiś czas ktoś zaglądał mi pod majtki jak z tym krawieniem, a ona pełna radości obdzwaniała rodzinkę, ze będzie miała bliźniaki. Przecież tego nie dało się znieść. Z jednej strony życzyłam jej dobrze, a z drugiej strony aż wstyd się przyznać, nienawidziłam jej za to jej szczęście. Płakałam i zadawałam sobie pytanie: dlaczego ona jest szczęśliwa a nie ja. Dlaczego to ja znowu muszę tu leżeć i znowu ronić.
                      • shosanna.dreyfus Re: anetapio 07.10.11, 22:46
                        Aneta, tak bardzo Ci współczuję. Straty przede wszystkim, ale i tego, co cię spotkało w szpitalu. Ja przez kilka dni źle się czułam, ale lekarze mnie uspokajali, że wszystko jest ok. W końcu w czw pojawiły się niewielkie plamki, w piątek znów. W izbie przyjęć na Madalińskiego czekałam półtorej godziny, zanim lekarz mi powiedział, że to już koniec, wiedziałam - widziałam usg, nie biło serce. Miałam to szczęście, że położyli mnie w pokoju z inną dziewczyną roniącą, więc się wspierałyśmy i rozmawiałyśmy trochę o tym co się dzieje. Lekarze i pielęgniarki byli w porządku, nie serdeczni, ale pomocni i fachowi. Mąż poprosił o psychologa, nie było z tym żadnego problemu. Przed zabiegiem przyszła do mnie pani, która opowiedziała o możliwościach pochówku, wydania aktu urodzenia itd. Koszmarem był dopiero wypis, lekarz, nowy, krzyczał na mnie, kiedy upomniałam się o leki, powiedział mi, że chyba wiem lepiej niż on, bo on o żadnych lekach po poronieniu nie słyszał. Mając w karcie adnotację, że jestem w kiepskim stanie psychicznym, dał mi całe dwa dni L4, mówiąc mi, że nic mi nie jest. Oczywiście następnego dnia znów byłam na izbie przyjęć z silnymi bólami brzucha, dali mi antybiotyk, zdziwieni, że nie dostałam przy wypisie. I przeciwbólowe, które powodują problemy z zajściem w ciążę, więc ich nie biorę.
                        Anetapio, mnie też wychodzi bełkot. Obie, tak jak wszystkie dziewczyny tutaj, mamy swoje historie, które wciąż do nas wracają. Jak dobry i uprzejmy personel szpitala by nie był, to zawsze będzie ogromną traumą. Jeśli jest zły, trauma i cierpienie są tym większe.
                        Nie wiem, czy masz siłę, by złożyć zażalenie na tego lekarza. Ja powoli dojrzewam do myśli, że chcę powiedzieć jego przełożonym, że nie miał prawa mnie tak potraktować przy wypisie. I że jeśli przyjeżdża na izbę przyjęć ktoś roniący, to nie powinno się mu kazać czekać półtorej godziny (obie panie przede mną były po badaniach, gdy przyjechałam, wiedziały, że wszystko jest ok i tylko omawiały z lekarzem badania, wiadomo). Może, jeśli zaczniemy walczyć z takim zachowaniem, w końcu przestaną traktować roniące kobiety, jak kłopot - obcesowo i po chamsku.
                        Myślę ciepło o Tobie, dziękuję, że napisałaś.
                        • asiaimaja Re: anetapio 07.10.11, 23:58
                          Witajcie,
                          ja w zeszłym roku poprosiłam kolezanke,zeby powiedziała o naszej stracie i że nie chce rozmów i było tak dziwnie, bo prawie nikt sie nie odezwał do nas,że przykro. Tym razem sama napisałam maila do wszystkich przyjaciól i dostalismy mnóstwo cieplych słów i to mi zdecydowanie pomogło. teraz takze wczesniej niż ostatnio poroziawialismy sobie z mężem-powiedział ,że dla niego to tez jest straszne i bardzo bolesne i że bardzo sie martwi,że ja tak cierpię. wypłakałam sie też wiecej i szybciej.Dziś rozmawiałam tez z przyjaciółką o tym poronieniu i o innych trudnych sprawach i nawet już nie płakałam.
                          w szpitalu też lezałam z dziewczyną w tym samym momencie ciaży co ja byłam i z krwiakiem i myślałam,ze to będzie tortura-bo ogólnie tak jest i to skandal,ze tak robią -ale ta dziewczyna była taka dobra i szczera i duzo gadalysmy-okazało,że ona 6 lat leczy się na bezpłodnośc i tez w zeszłym roku poroniła i teraz znów miała duze zagrozenie stratą dziecka i wyszło na to,ze ona ma gorzej, bo przeciez ja mam jedno dziecko. I ona była taka mądra w tym co mówiła,mimo że niby nie wyksztalcona, że w sumie dzięki niej przezyłam to lepiej.

                          To prawda,że nie można żałoby hamować, trzeba przezyc wszystkie jej etapy i żadnego w sobie nie tłumić; rozmawiac z mężem, albo chociaż z nim popłakac wspólnie, posiedziec przytulonym; pogadac z przyjaciólka czy na forum.

                          A jak ktos mówi "bedziesz miała jeszcze dzieci" - to odpowiedz ," a gdyby ci umarł mąż, to tez bys tak łatwo mówił - nie martw się bedziesz miała drugiego".

                          W koncu czas nam trochę pomoże i znów będziemy chciały i mogły spróbowac.

                          Trzymajcie sie dzielnie i bądźcie dla siebie dobre.pozdrawiam Asia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka