macie-jow
04.09.10, 18:59
Oto co dziś piszą w Dzienniku Zachodnim:
Plakaty obwieszczające niedzielny festyn na stadionie Walki Makoszowy zostały dziś oklejone paskami
z napisem "Odwołane ze względu na zakaz prezydenta miasta Zabrze Małgorzaty Mańki-Szulik". Stało
się to po tym, jak organizujący imprezę na zlecenie lokalnej Platformy Obywatelskiej Marcin Mańka z
agencji Evergroup miał odebrać telefon od prezydent Małgorzaty Mańki-Szulik. Ta miała go
poinformować, że nie zgadza się użyczenie miejskiego obiektu. Powód? Jednym z gości ma być
poseł Mirosław Sekuła, jej kontrkandydat w wyborach samorządowych.
Pismo o odwołaniu festynu podpisane przez posła Sekułę trafiło do redakcji "PDZ". Poseł zarzuca w
nim pani prezydent wykorzystywanie funkcji do walki politycznej. Twierdzi, że umowę na festyn
podpisano tydzień temu. Pytany o szczegóły odsyła do Janusza Władacza, szefa lokalnej PO oraz do
Evergroup.
Okazuje się, że festyn był zapowiadany, choć umowy nie było. Gdy Evergroup wystąpił o nią
dowiedział się, że w tym dniu na boisku zaplanowano remont.
- Nie jestem stroną w konflikcie. Dla mnie ustne zapewnienia były wiarygodne. Co do telefonu od
pani prezydent, nie jestem w stanie go zweryfikować, bo nie wyświetlił się numer abonenta - mówi
teraz Marcin Mańka.
W sprawę został też zamieszany kabareciarz Mirek Szołtysek. Według Władacza miał być jednym z
prowadzących. - To nieprawda. Nie podpisałem żadnej umowy - twierdzi.
Dariusz Krawczyk, rzecznik zabrzańskiego UM mówi o mijaniu się organizatorów z prawdą, skoro
zgody na użyczenie boiska nikt nie wydawał.
- Pani prezydent jest na delegacji. Z nikim nie rozmawiała o festynie, nic o nim nie wie. Można
odnieść wrażenie, że ktoś usiłuje wywołać sensację, rozpowszechniając nieprawdziwe informacje -
dodaje Dariusz Krawczyk.
Janusz Władacz z PO twierdzi, że był przekonany o istnieniu umowy. Zastrzega, że jej nie widział. Za
zamieszanie wini Evergroup. - Czuję się jakby mi ktoś napluł w twarz. Skoro wyszły takie okoliczności,
trzeba zerwać plakaty - stwierdził.