Gość: wielki sceptyk
IP: *.wieszowanet.pl
06.01.14, 20:17
Coraz więcej się mówi o pijanych za kierownicą, a jednocześnie ze statystyk wynika że jest coraz mniej ofiar pijanych kierowców i to pomimo ostatnich spektakularnych wyczynów niektórych z nich. Czyli patrząc na to z perspektywy chyba nie jest źle i szumnie zapowiadane w mediach działania mające zaostrzyć prawo w tej kwestii to jak zwykle wyłącznie działania pod publikę. Dzisiaj ktoś kogo zgarną pod wpływem alkoholu traci prawo jazdy raczej na pewno, a więc teoretycznie dostaje nauczkę i czas do przemyśleń w trakcie poruszania się komunikacją zbiorową. Teoretycznie tak jest jednak w praktyce ci najbardziej zdeterminowani jeżdżą dalej tyle że już bez prawa jazdy i nie mając nic do stracenia jeżdżą często po pijaku no bo nikt już im prawa jazdy nie odbierze. Wniosek jaki mi się nasuwa jest taki że nie ma potrzeby zaostrzać prawa tak by ostrzej karać tych którzy są zgarniani po raz pierwszy. Inaczej ma się sprawa w stosunku do recydywistów - tych chyba powinno się bezwzględnie izolować od reszty społeczeństwa. No i w kwestii profilaktyki - automatyczny czujnik alkoholu obok tachometru montowany w autobusach czy tramwajach, powodujący wyłączenie i zatrzymanie pojazdu też chyba nikomu nie zaszkodzi ( chociaż pewnie wystarczyłby tu zwyczajny czuwak taki jak stosuje się w lokomotywach ) Tak na marginesie jak sprawa alkoholu za kierownicą wyglądała w przeszłości; O najdawniejszych czasach dużo pisał Witold Rychter. Z jego relacji wynika że przed wojną w przypadku spowodowania wypadku przez pijanego kierowcę wyrok często nadzwyczajnie łagodzono, no bo przecież był pijany, a więc niepoczytalny ;-) W czasie II wojny raczej nikt na trzeźwo nie jeździł, no bo wiadomo że wtedy wypadki to był najmniejszy problem ale kiedyś dawno temu gdzieś czytałem ( nie pamiętam źródła ) że w czasie inwazji wojsk amerykańskich w Europie w roku 1945 w kolumnach zaopatrzeniowych więcej ludzi zginęło z powodu jazdy po pijaki niż z powodu ataków wroga. Z opowiadań starszych kierowców ( jakie słyszałem w latach 80tych ) wynikało że w Polsce tak do lat 60tych kierowcy samochodów ciężarowych zbytnio trzeźwością się nie przejmowali ( w sumie nie trudno to zrozumieć ) gdy ktoś wie jak jeździło się np. starem 25. A praca w firmir transportowej wyglądała tak że np. w poniedziałek kierowca wyjeżdżał z katowic i przy dobrych układach już w czwartek był w Gdańsku ( po wykonaniu kilku napraw i wymianie kilku kół ) Jeszcze w latach 80tych i wczesnych 90tych jazda po pijaku nie oznaczała zawsze utraty prawa jazdy. Sam znam przypadek gdy policja ( a może jeszcze milicja ) odwiozła delikwenta do domu i bezinteresownie odprowadziła mu samochód pod dom gdy ten został przyłapany za kółkiem w centrum Gliwic, a tłumaczył się że kolega z wojska jest na przepustce no i wiadomo...... wtedy też nikt nie zastanawiał się nad tym że na drugi dzień rano też ma się jeszcze promile. Mówiło się że to kac i po piątkowej imprezie narty na dach i wio do szczyrku :-) Jak widać z tego krótkiego opisu Dzisiaj rzeczywiście podejście do pijanych za kółkiem zmieniło się w sposób diametralny i jak sądzę nic więcej w tej kwestii zrobić się nie da i nic więcej robić nie potrzeba. To znaczy da się coś zrobić - trzeba po prostu uważać jak się chodzi po ulicach i być najzwyczajniej po prostu ostrożnym. Ludzie którzy pchają się na oślep i włażą na przejście dla pieszych prosto pod koła w końcu pewnie pod czyjeś koła się dostaną, a idioci jeżdżący nieostrożnie i bez głowy i np. zajeżdżający samochodem osobowym drogę 38 tonowej ciężarówce też mają zwiększone szanse na gwałtowne zejście z tego świata