Dodaj do ulubionych

ogromna siła!

10.09.04, 22:30
no, wreszcie założyłam jakiś wątek. witam po moich wakacjach oficjalnie :)

słuchajcie, chcialam sie z Wami podzielić taką myślą, może oczywistą, a może nie. chodzi mianowicie o siłę. terapia uświadomiła mi, bo wcześniej bym w życiu na to nie wpadła,
że mam w sobie niesamowite pokłady SIŁY, ENERGII. mam taki power, że mogę kruszyć mury :)
gdybym tylko chciała...

bo przecież np. tyle lat UKRYWANIA się z czymś, noszenie w sobie jakiejś tajemnicy jaką jest zaburzenie odzywiania, schowki, skrytki, techniki, nawet podbieranie pieniędzy tu i ówdzie, niesamowite zabiegi szpiegowskie, bystrość, czujność, pomysłowość
- ile to cholera cech!

a wszystko mi zabrała choroba...

wszystko poszło na działania PRZECIW MNIE SAMEJ.

więc jakby ten ogrom siły jaki mam, kieruje się przeciw mnie, zamiast to wykorzystać na świadome kształtowanie swojego życia, na przykład.

wiecie co, uderzyło mnie, że często wśród osób mających problemy z BED albo innymi zaburzeniami odżywiania spotyka się stwierdzenia typu: nie mam siły, nie daję rady, jestem słaba - oczywiscie wypowiadane w tajemnicy (bo do słabości głupio nam jest się przyznać, jakby była czymś nieludzkim i wstydliwym).
a nie zdajemy sobie sprawy, że tak naprawdę źle rozmieściły nam się proporcje.
możemy być słabe, możemy być silne, MAMY PRAWO!
tylko po co tą siłę kierować przeciwko sobie, niszczyć się, niszczyć takie fajne osobowości, jakie mamy...

możemy tyle zrobić, jesteśmy ciekawe, mamy pasje, zainteresowania, jesteśmy w stanie wiele osiągnąć i wiele nam się udaje - przecież wiele z nas ma wizerunek przebojowych dziewczyn...
a jednak sporo energii marnujemy na kombinowanie z żarciem...

albo ile cierpliwości, czasu zmarnowane:
ja np. na wakacjach uświadomiłam ile już milionów razy obgryzam tudzież obskubuję sobie skórki przy paznokciach albo gryzę do krwi wewnętrzną stronę ust - żaden ból mnie nie przeraża, to wręcz kusi...
grzeczna dziewczynka, która zawsze była miła-i-sympatyczna, więc która zamiast się wyładować w momencie złego humoru: krzyknąć! tupnąć nóżką! wkurzyć się! zezłościć! zrobić awanturę!
szła sobie do pokoju, gryzła usta, skubała skórki a potem cały zasób mózgowia używała do wykombinowania skąd tu wziąść żarcie...

strach czytać,
ale tak właśnie robiłam.
i robię nadal.

i to mi się bardzo nie podoba.
Obserwuj wątek
    • kasiolda Re: ogromna siła! 10.09.04, 22:50
      masz racje horlaa.drzemia w nas ogromne poklady sily.
      musze przyznac ze gdy nie ogarnia mnie apatia,nie dopadaja mnie czarne mysli i
      ogolne zniechecenie,niewiara w nic i tym podobne uczucia spowodowane
      najczesciej tym ze moje glupie i naiwne pragnienie bycia akceptowana przez
      wszystkich jest niespelnione oraz ze czasami odczuwam totalna pustke nie wiem
      co mysle czuje co mam powiedziec,chce milczec ale wokol sa ludzie cos chca ode
      mnie wtedy ja sie denerwuje,gadam cos glupiego,zloszcze sie,nie jestem grzeczna
      dziewczynka jakby chcieli inni,poza tymi okresami wegetowania,zyje ciesze
      sie,chce mi sie cos robic,ruszac sie smiac spotykac z ludzmi,czasami trwa to
      tydzien,czasami tylko jeden dzien,gdy nadchodzi modle sie zeby to trwalo jak
      najdluzej...nie wiem czy u was jest tak samo ale moje zycie przypomina
      sinusoide.raz na gorze raz na dole...raz wielka ekscytacja raz totalna
      rozpacz.teraz moze nie jestem zbyt szczesliwa.kontakty z bliskimi osobami
      rozpadly sie.mimo ze nie bylo rozowo,jak pisalam w ktorys watku czulam sie
      manipulowana czasami,to jednak przykro mi ze nie odpowiadaja na moje smsy,nie
      zagladaja do mnie,nie interesuja sie mna,coz moze tak mialo byc..ale znalazlam
      sobie zajecie ktore sprawia mi radosc i dodaje sily.pisze..to naprawde
      fascynujace tworzyc cos..zostawiac po sobie slad,przelewac mysli na papier...a
      wam co daje energie??
      • horlaa Re: ogromna siła! 10.09.04, 22:55
        mi tez pisanie... to jest cos... pisanie jest potęgą po prostu, jak dla mnie... :)

        i śpiewanie.
        i spacerowanie po mieście.
        i parę jeszcze innych rzeczy.


        co do sinusoidy to mam tak samo. pewnie wiele z nas tak ma. z ludźmi znajomymi mam podobnie, i cierpie z tego powodu. czasami mysle sobie, ze jakoś "miedzy wierszami" wypuszczam sygnaly: wcale mi nie jestescie potrzebni.
        tak, bo boje sie przyznac: tak, potrzebuje was. jestescie dla mnie wazni. ja moje zaangazowanie w znajomosci wyrażam w glupich żartach przy piwie. nie, tak sie nie powinno.
        • kasiolda Re: ogromna siła! 10.09.04, 23:28
          tak.zartowanie to moja specjalnosc.czasami wole wszystko obrocic w zart,uzyc
          ironii,nie umiem owiedziec komus,fajnie ze jestes,lubie cie,dzieki za
          wsparcie.nigdy nie okazuje komus jak mi na nim zalezy,moze okazuje ale nie tak
          jak sie powinno.nie przez zarty i nie przez poswicanie sie,robienie czegos za
          kogos.nie tak zdobywa sie zaufanie innych.tylko ze ja inaczej nie potrafie...na
          razie.

          sama zas oczekuje tego.tak samo jak potrzebuje komplementow.przykro mi gdy nikt
          nie zauwaza ze bylam u fryzjera,kupilam sobie nowy ciuch.sama rzadko mowie
          komplementy innym ale robi postepy..

          przyslo mi teraz do glowy ze po prostu boje sie oslonnic,pokazac prawdziwa
          twarz.co jesli ktos mnie ne zaakceptuje??poza tym widze dookola falsz
          oblude,widze ze dobro szczerosc nie poplacaja..dziwna sprawa ale nie wiem co to
          zloty srodek albo milczec albo mowic cala prawde,co mi sie ubzdura w glowie..
          • horlaa Re: ogromna siła! 11.09.04, 16:37
            chyba jesteś moją zagubioną siostrą :)

            mam wszystko prawie tak samo.

            na to co napisałaś:
            CO JEŚLI KTOŚ MNIE NIE ZAAKCEPTUJE?

            odpowiem tak: NIC.
            NIC. po prostu nic złego się nie stanie. świat się nie skończy. ludzi jest mnóstwo, nie można godzić się na byle co, na traktowanie byle jakie. jeśli ktoś nas nie zaakceptuje, to znaczy, że po prostu nie nadajemy na tych samych falach, i już. po prostu.
            trzeba takie rzeczy sobie powtarzać, do znudzenia chyba, żeby wreszcie w to uwierzyć.

            a z tą szczerością to też tak mam:
            jak mnie ktoś słabo zna, itp. to jestem wielce tajemnicza i bardzo skryta, co wynika z nieśmiałości i "zblokowania". a kiedy ktoś powie mi parę miłych rzeczy, zaakceptuje, od razu otwieram się i jestem jak wodospad.
            i wtedy przylepiam się do tej osoby, dodaję jej większe znaczenie, szafuję słowem "przyjaciel" - choć nie oficjalnie, tylko np. we własnym dzienniku. bardzo to przeżywam.

            mnie się wydaje że to moje postępowanie wynika z lekkiego "zdziwaczenia". latami miałam stałą grupę znajomych której ufałam, a zmieniałam szkoły i otoczenie, i uważałam że nikt nowy nie jest mi potrzebny, że mam wszystko. więc po nieudanych próbach poznania kogoś zamknęłam się i stwierdziłam "niech się pieprzą, po co mi obcy nowi ludzie".

            teraz to pokutuje.

            staram się to zmieniać, wzmacniając swoje poczucie wartości, samoocenę. to chyba kluczowa sprawa.
            • kasiolda Re: ogromna siła! 11.09.04, 17:33
              zawsze chcialam miec siostre ;))niestety mam brata i to mlodszego...

              bede sobie powtarzac..codziennie.rano,wieczorem i po poludniu.

              ze mna to bylo tak ze mialam grupe znajomych w podstawowce,ale w osmej klasie
              cos sie popsulo,i tak jakos wyszlo ze zostalam sama,bylam zrozpaczona i wtedy
              obicalam sobie nigdy wiecej nie ufac ludziom,zachowac dystans,nie odzywac si
              chyba ze ktos mnnie o to zapyta.wynikalo to raz z poczucia ze wszyscy ludzi sa
              glupi falszywi i rania a dwa z poczucia ze to moze ze mna jest cos nie tak ze
              nie jeste a tyle interesujaca,ladna,fajna zeby ktos sie ze mna
              zaprzyjaznil.wydawalo mi sie ze za duzo gadam i glupio gadam stad moje
              milczenie.no i trzymalam sie tego.poszlam do liceum a tam mostwo nowych ludzi i
              nie potrafilma sie przelamac,siedzialm cicho jak myszka.pamietam ze na godiznie
              wychowawczej sprawdzalismy jak dobrze sie poznalismy po kilku miesiacach.kazdy
              mial o sobie cos napisac,a reszta mial poznac kto to i wiecie co bylam jedyna
              osoba z ktora mieli problem zeby rozszyfrowac kto to jest.podawali rozne osoby
              ale ze to ja ikt nie wpadl dopiero jak zaczelam sie smiac,poznali ze to ja.na
              szczescie przelamalam sie nawiazalam kilka znajomosci z osobami z klasy,jest
              lepeij ale nadal kontakty z ludzmi sprawiaja mi trudnosc...

              czasami boje sie ludzi i z gory sie do nich uprzedzam czasami chce kogos poznac
              i moze robie to zbyt nachalnie...pracuje nad tym.choc musze przynac ze
              aktualnie unikam ludzi jst mi dobrze bo nie musze sie starac,myslec co innymi o
              mnie mysla,robie co chce,nie musze udawac szczesliwej i usmiechietej zeby ktos
              zaraz nie powiedzial mi usmiechnij sie czemu taka smutna jestes..nie cierpie
              tego...

              potrzebuje ludzi potrzebuje czuc sie akceptowana,lubiana,kochana ale z drgiej
              strony nie zawsze chce z nimi przebywac...nie wszyscy to rozumieja..i czasami
              czuje ze ranie ludzi swoim zachowaniem..

            • mostena Re: ogromna siła! 12.09.04, 22:28
              > jak mnie ktoś słabo zna, itp. to jestem wielce tajemnicza i bardzo skryta, co
              w
              > ynika z nieśmiałości i "zblokowania". a kiedy ktoś powie mi parę miłych
              rzeczy,
              > zaakceptuje, od razu otwieram się i jestem jak wodospad.
              > i wtedy przylepiam się do tej osoby, dodaję jej większe znaczenie, szafuję
              słow
              > em "przyjaciel" - choć nie oficjalnie, tylko np. we własnym dzienniku. bardzo
              t
              > o przeżywam.


              To ja ;) Niemal - bo bardzo wymagajaca jestem i rzadko sie zdarza, zeby
              slowo 'przyjaciel' sie pojawialo... wlasciwie prawie wcale, ale przezywam tak
              samo i mysle, ze 'ma zadatki' itp... A potem mecze sie, staram nie dzwonic, nie
              wysylac smsow itp, bo mysle, ze przesadzam! Ze zaraz beda mnie mieli dosyc! Ja
              sama nie jestem w stanie racjonalnie ocenic, czy sie nie narzucam. Zero
              empatii? Czy cos innego? ;-/
              A, no i u mnie to na poczatku nie z niesmialosci wynika, a z tego, ze bym
              bardzo chciala taka byc - tajemnicza, introwertyczna... Takie marzenie. Glupie.
              • kasiolda Re: ogromna siła! 13.09.04, 10:08
                i ja!!!slowa przyjaciel tez nie uzywam..chyba ze w myslach,ale o nikim nie
                mowie przyjaciel/przyjaciolka.tez staram sie nie okzaywac ze mi na kims zalezy
                i to mnie meczy..wszystko jest gra..sztuczny usmiech udawanie ze wszsytko jest
                ok kiedy nie jest,smianie sie bo inni sie smieja,udawanie ze czegos nie wiem
                zeby sie nie wyrozniac,udawanie ze sie nie gniewam ze nic sie nie stalo ze nie
                jestem wcale zla,kiedy jestem,bo tak robia grzeczne dziewczynki..

                mysle ze maske introwertyczki tez sobie narzucilam,bo tak bylo wygodnie,trzymac
                sie z daleka,nie angazowac sie,nie podejmowac dyskusji ze strachu ze kots mnie
                skrytykuje..poza tym wspomniana przez ciebie tajemniczosc..tajemniczosc jest
                fajna..czeka sie az ktos zainteresuje sie toba i odkryje ze ukrywasz cos
                fajnego..ale jeszcze sie taki nie pojawil..im wiecej rzeczy do mnie dociera o
                mnie tym bardziej wydaje mi sie ze jestem nienormalna..z jednej strony fajnie
                ze w koncu wiem co czuje mysle jaka jestem ale z drugiej wolalabym nie
                wiedziec,swiadomosc ze jestem poplatana dziwna inna niz reszta jest dolujaca a
                an to wszystko znam jedno lekarstwo...jedzenie...
                • mostena Re: ogromna siła! 13.09.04, 11:27
                  A ja nie daje rady utrzymac tej maski, moze to lepiej?
                  Mam teraz znajomego (no wlasnie - znajomego, a moze juz jednak przyjaciela?),
                  na ktorym zalezy mi bardzo. Ja wrecz musze okazywac, ze nie! Tzn nie, ze w
                  ogole, ale nie az tak;) Rozumiecie, przeciez nie bede go zameczac, i tak
                  przesadzam (albo mi sie wydaje...) Ech, ciezka sprawa. Ja w ogole mam dwie
                  przyjaciolki - jedna idealna, od wielu lat, jedna wciaz 'skrawana', przez mnie
                  i tamta przyjaciolke, mam 3 dobre znajomosci, z ktorych moze cos wyniknac
                  (wszystko dziewczyny), troszke kumpli - i tego chlopaka.
                  Mam sie komu zwierzyc, ale z kim wyjsc na piwo juz nie tak bardzo - mamy czesto
                  takie spotkania, owszem, ale dla mnie to za malo;-/
                  • kasiolda Re: ogromna siła! 13.09.04, 13:22
                    mi sie tez nie udaje...czasami jestem z tego powodu na siebie zla..czasami
                    obrywam ale czasami wychodzi mi to na dobre,gdy powiem komus co mysle,czuje i
                    ta osoba daje mi do zrozumienia ze mnie rozumie,ale nie zawsze tak jest a ja
                    sie boje nadal odrzucenia dlatego ta maska..otworzylam sie bardziej,teraz nie
                    boje sie jak kiedys mowic,ale niekiedy mam taka blokade i najwzwyczajniej w
                    swiecie wogole bym sie nie odzywala.ale mysle ze z czasem bedzie lepiej.mam w
                    was wsparcie,w koncu jest ktos kto mnie rozumie,kto nie patrzy sie na mnie
                    dziwnie,kto "slucha" tego co "mowie",przy kim nie czuje sie gorsza,zla,bo sie
                    nie usmiecham nie ciesze nie opowiadam pasjonujacych historii.

                    nie mam duzo znajomych ani chlopaka,ale mam dwie przyjaciolki,wlasciwie
                    mialam.czuje ze ten kontakt sie urywa,koniec szkoly sredniej,studia nowe
                    przyjaznie nowy swiat wiecie jak to jest.kazdy idzie w swoja strone.przykro mi
                    z tego powodu,czuje sie jak zabawka,wykorzystana,porzucona bo pojawila sie inna
                    nowa,kolorowsza.czasami nawet zastanawiam sie ze moze lubily mnie bo bylam
                    dobra uczennica,bo zawsze pomagalam im z zadaniem domowym,dawalam
                    sciagac,pozyczalam zeszyty,mialy ze mnie pozytek,a teraz kiedy juz mnie nie
                    potrzebuja,odcinaja sie ode mnie,nie obchodza je i nie obchodzily moje
                    problemy.wiele razy sugerowalam cos takiego ale one oczywiscie sie nie
                    przyznaja..pomimo tego wszystkiego mysle ze fajnie bylo..ze to kolejne
                    doswiadczenie w zyciu..moze nie do konca udane..moze inaczej powinnam byla
                    postapic ale teraz bede madrzejsza..
                    na piwo czesto nie chodzilysmy..sama nie wiem dlaczego..ja balam sie
                    zaproponowac tego,bo przeciez moglyby odmowic a tego bym nie
                    zniosla,pomyslalabym ze nie chca isc ze mna na piwo,ze sie nienadaje na tego
                    typu wypady ze jestem dobra gdy trzeba cos wytlumaczyc,napisac,poprawic.ale
                    bardzo tego chcialam,marzylo mi sie wspolne wyjscie gdzies w wiekszej
                    ekipie,zarty,smiechy,brylowanie w towarzystwie ale zwykle spedzalam weekendy w
                    domu,przed telewizorem,komputerem w ksiazkach przyzwyczailam sie do
                    tego,pozniej juz nawet przeszkadzalo mi ze musze gdzies isc wiazalo sie to z
                    ogromnym stresem a jak zrobie cos glupiego,powiem cos ktos sie obrazi nie
                    polubia mnie.one tez nie proponowaly wyjscia gdzies,nie chcialy a moze z kolei
                    baly sie ze ja nie bede chciala...ze zwierzaniem tez roznie bylo..czasami
                    mowilam co mnie meczy ale nie bylam do konca szczera..czasami zostawalam z tym
                    sama..
                    teraz nie mam nikogo z kim moglaby pogadac,wyjsc do baru,albo swiadomie
                    rezygnowalam z okazji do rozwiniecia znajomosci z kims albo ten ktos
                    rezygnowal..ale mysle ze z czasem to sie zmieni
                    • mostena Re: ogromna siła! 13.09.04, 16:30
                      No, z moimi przyjaciolkami bylam szczera, i nie bylo takich sytuacji. Nie wiem,
                      czy to, o czym Ty piszesz mozna nazwac przyjaznia. Obawialas sie zaproponowac
                      wyjscie, zeby nie odmowily? Dla mnie to dziwne. Tzn nie, ja sama tak robie, ale
                      w wypadku, gdy chodzi o inne osoby - np tego chlopaka (bede was nim zameczac
                      teraz;)). Ale przyjaciolki - w zyciu! Z ta 'najlepsza' sie wspolnie obijalysmy,
                      jedna z inteligentniejszych i gorszych uczennic. Ciagle mialysmy obnizaone
                      zachowanie za 'wyniki w nauce ponizej mozliwosci', nauczyciele jakos nie
                      chcieli uwierzyc, ze jestem tepe, mimo ze przekonywalysmy ich przez lata;)) Ta
                      druga uczyla sie znacznie lepiej i wiecej, miala wiec mniej czasu. Za to
                      mieszkala blisko mnie (tzn przeprowadzilam sie tam dopiero w polowie liceum),
                      wiec moglam wpadac do niej i najwyzej uslyszec 'niestety, jutro (pojutrze, za
                      tydzien etc.) klasowka...' (teraz: kolokwium). Ale tym akurat sie nie
                      przejmowalam - wiem, ze one mnie akceptuja, obydwie, i chca mojego towarzystwa
                      itp.
                      • kasiolda Re: ogromna siła! 13.09.04, 17:48
                        tez nie wiem czy to byla przyjazn..tak wlasciwie to od jednej uslyszalam ze to
                        przyjazn dopiero dwa miesiace temu,po czterech lata wspolnego spedzania
                        czasu,docierania sie,a druga...coz twierdzi ze przyjazn jest dla niej
                        najwazniejsza..wazniejsza niz milosc..ale wydaje mi sie ze naduzywa tego
                        slowa..caly czas slysze przyjaciel,przyjaciolka..
                        dziwne to wszystko bylo..moze gdybym byla bardziej szczera,wygladaloby to
                        inaczej,ale potrzebowalam kogos silnego kto by mnie wspieral i mowil mi co mam
                        robic..sama nie bylam w stanie podjac zadnej decyzji..balam sie popelnienia
                        bledu..
                        raz nienawidzilam je ze sa pewne siebie ze sa lubiane ze maja kogos kto je
                        kocha ze umia walczyc o swoje ze zawsze wiedza co odpowiedziec na glupie
                        zaczepki jak sie zachowac,byly momenty zaslepienia,uwielbienia,poswiecania
                        sie,czasami swietnie sie dogadywalysmy czulam ze znalazlam bratnia dusze,kiedy
                        jedna cos pomyslala powiedziala druga nie musiala konczyc,lapalysmy sie na tym
                        ze w tym samym momencie wyskakiwalysmym z tym samym tekstem,czasami draznily
                        mnie swoja pewnoscia siebie,narzucaniem sie ale dla swietego spokoju zgadzalam
                        sie na wszystko,nie bylam w stanie powiedziec nie i nie umialam z nimi
                        rozmawiac,ale tak jak wczesniej napisalam bylo calkiem fajnie,tego co razem
                        przezylsmy nie zapomne na pewno.
                        wiem ze to dziwne ze balam sie zeby nie odmowily ale strasznie biore do siebie
                        gdy ktos odmowi mi albo skrytykuje mnie albo nie chce ze mna rozmawiac,mam
                        wrazenie ze mnie nie lubi ze nie jestem nic warta.czasami gdy juz mialam to
                        zaproponowac okazywalo sie ze kumpela ma cos do zrobienia,idzie gdzies na
                        impreze albo do rodziny,czasami wolalam zostac w domu,a czasami sama myslalam
                        ze to glupie,ze ja do baru?nie co ja tam bede robic?i tak jakos wyszlo,ale
                        ostatnio nadrabialam straty zwlaszcza po maturze,bylo co swietowac.
                        bylo minelo..poznam nowych ludzi,moze znajdzie sie ktos komu bede mogla zaufac?
                        • mostena Re: ogromna siła! 13.09.04, 18:03
                          Opowiem Ci cos:
                          Pamietam sytuacje z ta druga przyjaciolka, bede ja nazywac D., a te pierwsza
                          N., ok? Zatem D. zrobila cos, co wiele ludzi robi, ale my z N. uwazamy to za
                          glupie. Skrytykowalam to, wyjasnilam, dlaczego tak uwazamy. D. bylo przykro,
                          czula sie zle i tak dalej. Pamietam jak bieglam za nia, uparlam sie, zeby z nia
                          porozmawiac. Wytlumaczylam: - D., to ze krytykujemy COS, co ty zrobilas, to nie
                          znaczy, ze krytykujemy CIEBIE! To jest niezalezne! To tylko cecha, albo
                          zachowanie, konkretna postawa, nie TY!
                          Bardzo istotne bylo, zeby zrozumiala, zwlaszcza, ze tak ja wlasnie 'uczylysmy'
                          wielu rzeczy. To w ogole jest wazne, zeby byc otwartym za krytyke, przejmowac
                          sie nia, ale nie na zasadzie 'no tak, jestem do niczego', tylko 'hm... moze
                          racja? musze to przemyslec'. Ja kiedys bylam okropna, wiecznie niemila,
                          meczaca, irytujaca. N. potrafila mnie tak zjechac, ze matko swieta, gdybym to
                          brala 'do siebie' nie odzywalabym sie do niej chyba do konca zycia;) A ja po
                          prostu sie zmienilam. Trwalo to dlugo, bardzo dlugo, ale udalo sie (choc
                          oczywiscie nie do konca;) nikt nie jest idealny), i bardzo sie z tego ciesze.
                          Mam o wiele lepsze stosunki z ludzmi, jestem bardziej lubiana, o wiele rzadziej
                          zdarza mi sie cos 'palnac'. Wiesz, jaka przerazona bylam idac na studia? Gdzie
                          mialo nie byc N, ktora w razie czego jakos zalagodzila moje potkniecia, gdzie
                          moglam zostac znienawidzona... A tak sie nie stalo! Wrecz przeciwnie, polubiono
                          mnie, chociaz ja nawet o to nie zabiegalam, nie zalezalo mi na tych ludziach,
                          nie integrowalam sie. Kiedys to by bylo nie do pomyslenia.
                          A z nimi obiema rozumiemy sia dobrze, wlasnie 'w pol slowa', ale nigdy
                          nie 'zgadzalabym sie na wszystko' dla swietego spokoju i tak dalej. Nie mam
                          obsesji, ze mnie zostawia, ze jesli cos tam zrobie, nie beda sie ze mna
                          przyjaznic - po prostu wiem, ze tak sie nie stanie.
                          To nie sa przyjaznie idealne, zwlaszcza ta z N. jest wbrew pozorom dosc
                          toksyczna dla nas obu. Np rozgrzeszamy sie z wielu rzeczy, ktore nie sa
                          powszechnie uznane, przyjmujac postawe 'wszyscy sa glupi, beznadziejni, to my
                          mamy racje'. Powoli zaczynam sie od tego uwalniac, na szczescie.
                          pozdrawiam! dzieki ze odpisujesz! Chyba na zadnym forum nie ma tak dlugich,
                          szczerych postow, ale nam to wyjatkowo potrzebne. Prawda?
                          • kasiolda Re: ogromna siła! 13.09.04, 18:41
                            tak wiem wiem tylko ze potrzeba czasu zeby sie z tym oswoic,nauczyc sie walczyc
                            z negatywnymi myslami ktore przychodza ci do glowy jak slyszysz krytyke,ale
                            bede sie starac..obiecuje!!!
                            tez jestem przerazona bo nie bedzie ze mna jednej z przyjaciolek,z nia sie
                            zawsze czulam pewniej,byla lubiana i zauwazylam ze jak jestem z nia to ludzie
                            sa milsi dla mnie,latwiej mi sie z nimi rozmawia,otwieraja sie,ale mam nadzieje
                            ze sobie poradze tak jak ty..nie ma za co..mnie to bardzo pomaga..mimo ze
                            czasami boli gdy uswiadamiam sobie co robie zle,jak duzo jest do zrobienia,ale
                            przynajmniej ucze sie odczytywac swoje mysli,uczucia,motywy dzialania,dzieki
                            temu forum nabralam wiary w siebie.dlatego zachecam kazdego do pisania,nie
                            bojcie sie,nie przegladajcie biernie czyichs postow,przylaczcie sie do nas,im
                            wiecej nas tym lepiej,wiecej wsparcia,wiecej roznych doswiadczen...pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka