ignorant11
23.02.04, 00:19
Sława!
Radość śmierci
kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1144079&KAT=1292
"Narodziny należy witać płaczem, a umieranie radoscią"
Jest rok 1933. Rumuńscy nacjonaliści z Legionu Michała Archanioła
tworzą "komando śmierci". Jednak nie po to, by zabijać, lecz by sami dać się
zabić. Dla ich przywódcy Corneliu Zelea Codreanu ruch bez ofiar nic nie jest
wart. Być może była to najbardziej konsekwentna manifestacja mistyki śmierci,
głęboko zakorzenionej w wierze rumuńskiego ludu.
GRZEGORZ GÓRNY 2003-12-12
Legion powołał komanda śmierci, by swoimi manifestacjami prowokowały władze
do represji. Dzięki przelanej podczas nich krwi chciał zwrócić uwagę na
ideały, o które walczył - budowę wielkiej Rumunii opartej na prawosławiu i
tradycji ludowej. Pierwsza szesnastoosobowa osobowa grupa młodzieży z
księdzem Dumitrescu na czele wyruszyła na objazd kraju w rozklekotanej
ciężarówce. Po drodze śpiewali pieśni, wznosili legionowe hasła, piętnowali
bezprawie władz. Zatrzymywani przez policję i żandarmerię, zeskakiwali z
samochodu, klękali i modlili się. Wkrótce w jej ślady podążyły kolejne
grupy "krucjaty dziecięcej", gromadząc na swojej trasie wielotysięczne tłumy.
Codreanu nie przeliczył się: władze zareagowały nerwowo. Kiedy w miejscowości
Teius żołnierze otworzyli ogień, ruch legionowy doczekał się pierwszego
męczennika.
Mioritza
W Europie taka historia mogła się zdarzyć tylko w Rumunii. Według Mircea
Eliade, najwybitniejszego XX-wiecznego religioznawcy, tym, co wyróżnia
Rumunów spośród innych narodów Europy, jest ich specyficzny stosunek do
śmierci. Jego wyrazem są dwie najpopularniejsze legendy ludowe: o jagniątku
(Mioritza) i o mistrzu Manole.
Ta pierwsza powiada o pastuszku, którego postanowili zamordować jego dwaj
zazdrośni towarzysze. Mała owieczka, która podsłuchała ich rozmowę, ostrzegła
pastuszka. Ten postanowił nie salwować się ucieczką i nie bronić się, lecz
spokojnie czekać na śmierć. Żegnając się z owieczką, tłumaczył jej, że przed
śmiercią nie należy uciekać, lecz przygotować się do niej jak na wesele.
Motyw ten był przetwarzany na wiele sposobów.
Mircea Eliade tak o tym pisał: "Mioritza jest jednym z ludowych utworów,
który najpełniej odzwierciedla postawę duszy rumuńskiej wobec śmierci. Śmierć
nie jest postrzegana jako akt obracania się w nicość ani jako pseudo-
egzystencja zmarłych dusz w podziemnym królestwie. Wręcz przeciwnie, uważa
się ją za mistyczny akt ślubu, za pośrednictwem którego człowiek ponownie
zostaje przywrócony naturze... Poprzez akt śmierci duch zostaje wprowadzony
na nowo do wielkiej kosmicznej rodziny, która w całości jest dziełem stwórcy".
Do dziś w rumuńskich wsiach utrzymuje się zwyczaj, że kiedy umiera kobieta
niezamężna, pogrzeb przybiera formę wesela. Zmarła chowana jest w białej
sukni ślubnej z welonem, obok trumny kroczy symboliczny pan młody w ciemnym
garniturze, muzycy grają Marsz panny młodej - tradycyjną pieśń weselną, a
stypa szybko przeradza się w zabawę taneczną.
Co prawda stare rumuńskie powiedzenie mówi, że narodziny należy witać
płaczem, a umieranie radością, gdyż pierwsze przynoszą cierpienie, a drugie
od niego uwalnia, to jednak dla rumuńskich chłopów nie jest to wcale takie
oczywiste. Dusza bowiem może po śmierci trafić do piekła, a jeśli nie zapewni
się jej odpowiednich warunków przejścia na tamten świat, narazi się ją na to,
że nie zazna spokoju i będzie się męczyć i dręczyć bliskich.
Kiedy przed kilkunastu laty wędrowałem po rumuńskich górach, trafiłem do
miasteczka Gura Humor na Bukowinie. Z miejscowej cerkwi wylewał się właśnie
tłum wiernych niosący wiklinowe kosze pełne płaskich, okrągłych chlebków i
porwał mnie ochoczo ze sobą. Doszliśmy na cmentarz. Na grobach rozpostarto
białe ręczniki, na których polożono pieczywo i inne potrawy. Dziesiątki ludzi
rozłożyło się wygodnie na mogiłach. Szybko pojawiły się butelki. Mężczyźni
pili samogon, a kobiety czerwone wino. Każdy toast był modlitwą: "Niech Bóg
jej wybaczy i da wieczny odpoczynek" albo "Niech dobry Bóg zabierze ją do
swojego królestwa".
Okazało się, że zaproszony zostałem na tak zwaną pomanę, czyli ucztę
wspominkową ku czci zmarłej równo przed rokiem 10-letniej dziewczynki. W
Rumunii takie wspomnienia organizuje się zazwyczaj trzy dni po śmierci danej
osoby (piecze się wówczas trzy chleby), siedem dni po śmierci (siedem
chlebów), czterdzieści dni (czterdzieści małych chlebków), trzy miesiące, pół
roku, rok, siedem lat itd. Podaje się na niej ulubione potrawy zmarłego.
Pamiętam, że dziewczynka uwielbiała pasztet z baraniny.
W ten sposób Rumuni okazują nie tylko pamięć o tych, którzy odeszli, lecz
również troskę o ich pośmiertne losy. Wspominkom towarzyszą bowiem modlitwy o
spokój duszy. Pomana pozwala utrzymać kontakt ze zmarłym. Bardzo często
rodziny proszą o odprawienie czterdziestu liturgii przez czterdzieści dni
[według tradycji przez tyle dni dusza zmarłego błąka się po świecie przed
wstąpieniem do nieba - red.] po śmierci kogoś bliskiego. To, że w rumuńskim
kalendarzu znajduje się aż dziewiętnaście świąt poświęconych zmarłym, również
świadczy o bliskiej więzi między dwoma światami.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
www.pajacyk.pl
Ignorant
+++