ignorant11
02.03.04, 00:05
Sława!
Spadamy z Polski!
Tygodnik "Wprost", Nr 1110 (07 marca 2004)
http://www.wprost.pl/ar/?O=57003
Antoni Norbert Patek, twórca najbardziej renomowanych zegarków na świecie,
musiał emigrować z Polski, bo za udział w powstaniu listopadowym groziło mu
zesłanie na Sybir lub więzienie. Zaczynał, mając za kapitał stopień
podporucznika i krzyż Virtuti Militari. Po piętnastu latach pracy w branży,
która nigdy nie kojarzyła się z Polską, Patek zdobył 500 międzynarodowych
nagród, a od królowej Wiktorii otrzymał order, który był przepustką na
wszystkie dwory królewskie w Europie. Wśród klientów Patka znalazło się 30
osób z rodów królewskich oraz trzech papieży. Z tych samych powodów co Patek
po powstaniu listopadowym wyemigrowało z terenów Polski kilkuset wybitnych
uczonych i wynalazców. Ernest Malinowski, Władysław Kluger, Edward Habich czy
Władysław Folkierski pracowali potem w Peru, Brazylii bądź Argentynie.
Kolejne setki wybitnie uzdolnionych Polaków musiały emigrować po powstaniu
styczniowym - jak Erazm Józef Jerzmanowski, zwany polskim Noblem, pierwszy
polski milioner w Stanach Zjednoczonych. Dorobił się w latach 80. XIX wieku,
tworząc nowoczesne amerykańskie gazownictwo. Przez ostatnie 350 lat Polacy
emigrowali z kraju, który był albo uwikłany w konflikty, albo znajdował się w
niewoli. Teraz znowu emigrują, choć Polska jest wolna i nieuwikłana w żadne
konflikty. Emigrując w przeszłości, Polacy uciekali przed najeźdźcami bądź
okupantami z zewnątrz, obecnie uciekają przed rządzącymi własnym, wolnym i
demokratycznym państwem. Ta nowa fala emigracji to wielkie wotum nieufności
dla tych, którzy nie potrafią zatrzymać wyjeżdżających w kraju, którzy nie
stworzyli im warunków pracy w Polsce i dla Polski.
Prof. Andrzej Targowski, informatyk, który osiadł w Stanach Zjednoczonych w
czasach stanu wojennego, nazywa emigrację po powstaniach listopadowym i
styczniowym oraz podczas i po II wojnie światowej diasporą wojowników i
ofiar. Obecną falę emigracji można nazwać diasporą zawiedzionych. Ćwierć
miliona młodych ludzi szykuje się w najbliższym czasie do wyjazdu z Polski.
Prawie 300 tys. wyjechało już w ostatnich czterech latach. To tak, jakby z
naszego kraju zniknęły dwa roczniki absolwentów wszystkich wyższych uczelni!
Nawet jeśli wielu z nich kieruje się złudzeniami co do zachodniego raju
socjalnego, wysyłają sygnał do zachodnich inwestorów, że Polska jest
państwem, w którym nie chcą żyć osoby mające zmieniać ten kraj. Współcześni
emigranci dołączą do około 15 mln osób polskiego pochodzenia żyjących poza
Polską. W tej olbrzymiej masie polskich emigrantów są tysiące wybitnych
postaci, których praca i talent przynoszą korzyści krajom ich osiedlenia, a
bardzo rzadko naszemu państwu. Prof. Andrzej Targowski wyliczył, że spośród
stu najwybitniejszych polskich wynalazców i uczonych żyjących w ostatnich
dwustu latach aż 52 proc. pracowało na rzecz innego kraju, a nie Polski.
Ucieczka realistów
Młodym Polakom opuszczającym obecnie nasz kraj nie brakuje umiejętności i
cech charakteru potrzebnych do odniesienia sukcesu. Wyjeżdżają, bo są
realistami: gdyby pozostali, przez najbliższych kilka lat nie byliby w stanie
utrzymać rodziny na przyzwoitym poziomie. Łukasz Kiniewicz już w wieku
szesnastu lat otrzymał stypendium Fundacji Laudera, potem przez rok uczył się
w nowojorskim college'u. Chciał studiować na Harvardzie, ale nie było go na
to stać, więc wybrał Wyższą Szkołę Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona
Koźmińskiego w Warszawie. Wyjechał z Polski, bo nie widział tu szans na
rozwój i godziwe życie. Zgłosił się do koncernu Accenture, gdzie wygrał
konkurs z kilkuset konkurentami z całego świata.
Wojciech Melanowski, absolwent Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu, już jako
nastolatek pojechał do Chicago, by zobaczyć, jak działa tamtejsza giełda.
Wtedy postanowił zostać finansistą, porzucił więc plany kariery medycznej
(jego pradziadek był autorem pionierskich prac z okulistyki). Osiągnięcia w
firmie oponiarskiej Dębica (należącej do Goodyeara) sprawiły, że wysłano go
do Luksemburga, a potem do Brukseli, gdzie został starszym analitykiem
finansowym w centrali Goodyeara. Tomasz Stecyk, także absolwent WSB w Nowym
Sączu, był jednym z najlepszych podczas naboru do firmy brokerskiej
Fitzgerald International. Monika Molczyk, również po WSB w Nowym Sączu,
zarządza jakością w amerykańskiej firmie Duro-Life Corporation w branży
metalurgicznej, jest także głównym audytorem wewnętrznym swojej firmy. Tomasz
Kobus, pierwszy prezydent AIESEC - Polska, mając zaledwie 26 lat, został
menedżerem w PricewaterhouseCoopers w Waszyngtonie (był szefem jednego z
projektów). Wkrótce ma awansować na stanowisko dyrektora w centrali firmy w
Nowym Jorku. Katarzyna Wolniewicz, absolwentka prawa, wyjechała z Polski, bo
układy w adwokaturze uniemożliwiały jej rozpoczęcie aplikacji. Została
asystentką adwokata w kancelarii w Chicago.
Ucieczka od państwa socjalnego
Powodem ucieczek jest przesocjalizowane i przeregulowane państwo, które
hamuje robienie kariery i rozwój w ogóle. Z tego właśnie powodu chce wyjechać
z kraju Monika Szczurek, studentka Szkoły Głównej Handlowej. Bierze pod uwagę
tylko wyjazd do USA, Australii bądź Nowej Zelandii, gdzie młodzi ludzie mają
szansę zarabiać na siebie i rodzinę, a nie oddawać większej części zarobków
państwu, jak jest w Europie. Do Stanów Zjednoczonych wybiera się też Dominika
Marzec, studentka zarządzania i marketingu w Akademii Górniczo-Hutniczej w
Krakowie. Jej zdaniem, w Europie można pracować tylko w Wielkiej Brytanii -
inne kraje to jedynie trochę lepsza odmiana tego, co mamy w Polsce.
W 1997 r., gdy tempo wzrostu gospodarczego przekroczyło 7 proc., z Polski
wyjechało około 30 tys. osób. W 2002 r., kiedy tempo wzrostu było
siedmiokrotnie niższe niż w 1997 r., wyjechało prawie 100 tys. osób. Takie
fale migracji występowały także w krajach Unii Europejskiej, gdy przez kilka
lat spadało tam tempo wzrostu. Tak było w latach 70. w Wielkiej Brytanii za
rządów laburzystów (Brytyjczycy udawali się głównie do Niemiec, Skandynawii,
Holandii). Podobnie było w Hiszpanii czy Irlandii. Młodzi ludzie po prostu
wyciągają wnioski ze stanu gospodarki. Jeśli tacy jak oni nie są potrzebni,
oznacza to, że państwo jest źle zarządzane, przywalone garbem świadczeń
socjalnych, przeregulowane.
Ucieczka do sukcesu
Piotr Chomczyński, jeden z najczęściej cytowanych obecnie biochemików na
świecie, wyjechał z Polski w 1982 r. Jest właścicielem firmy Molecular
Research Center, która wytwarza odczynniki do uzyskiwania czystego RNA, DNA i
białek. Jego produkty kupują wszystkie laboratoria naukowe zajmujące się
biologią molekularną. - W Polsce nie miałbym żadnej szansy na kontynuowanie
moich badań, a zwłaszcza na rozwinięcie biznesu związanego z nauką i
biotechnologią. Sukces mogłem odnieść właściwie tylko w Stanach
Zjednoczonych. U nas wciąż pokutuje przekonanie, że nauka nie daje pieniędzy.
Jest dokładnie odwrotnie - nauka stwarza największe szanse na zarobienie
dużych pieniędzy - mówi "Wprost" Piotr Chomczyński.
Inwestycja w emigrantów
W latach 1944-1990 wyjechało z Polski o 1,2 mln osób więcej niż do niej
wróciło. Na krótką metę emigracja, szczególnie najlepiej wykształconych i
najbardziej mobilnych jednostek, jest stratą. Na dłuższą metę emigracja może
się jednak okazać bardzo zyskowną inwestycją. Bo emigranci będą wracać - jak
wspomniany Erazm Jerzmanowski, który wrócił do Polski w 1896 r. i stał się
największym mecenasem polskiej nauki i kultury.
Pożytki wynikające z powrotów emigrantów potwierdzają przykłady takich
państw, jak Irlandia, Hiszpania czy Portugalia, które jeszcze w latach 70.
były rezerwuarem taniej siły roboczej dla Niemiec, Francji czy USA. W połowie
lat 80. kraje te zaczęły się szybko rozwijać m.in. dzięki napływowi kapitału
emigrantów